Sarnina (XIV)

with 39 komentarzy

Sarnina (XIV)

z pogranicza baśni i fantazjii

Będzie, będzie zabawa, będzie się działo... Czyli Benjamino sobie nie pofika, ale za to wróżki pofikają na nim i wokół niego 😉

Zapraszam do czytania

Wasza Jadzia

 

Sarnina

J.Gibson

korekta: T.P.

 

część czternasta

– Co ci się stało? –  jęknęła jedna z gestorek na widok Sterki. –  Oh, nie! 

Wszystkie stanęły w gotowości bojowej, gdy Benjamin wyszedł z cienia korytarza. Prowadził zakładniczkę silnym chwytem za kark. Nie prowadził! Pojmana nie dotykała ziemi, tylko była trzymana pół metra nad nią. 

Najstarsza i najmniej skromna w swym filuteryjnym chodzie wróżka,wyszła na przód. 

– Wymiana! –  wrzasnął Benjamin. –  Gdzie moje nimfy?

– Witaj, Benjaminie. Jestem Bryza. – Dowodząca wysunęła biodro w bok i wsparła na nim rękę. Długą nogę wyeksponowała w rozporku burgundowej sukni, który sięgał niemal do pasa. Figlarnie odrzuciła włosy z ramienia. –  Wymiana? – zapytała pogardliwym tonem

– To chyba oczywiste, Sterka za moje nimfy! 

– Nimfy za co? –  Roześmiała się, a pozostałe podążyły jej przykładem. Piskliwy śmiech odbijał się od skalnych ścian świątyni i wzmożony echem wwiercał się w uszy Benjamina, powodując silny ból głowy. Mimo to bóg utrzymał swoje stanowisko. Nadal unosił Sterkę przed sobą mocnym chwytem za kark.

– Sterka za nimfy! –  ryknął niedźwiedzią chrypą. Skutecznie przekrzyczał wróżki, a one zamilkły nagle, tak jak ich echo. 

Bryza zerknęła za siebie na wróżki, a one przytaknęły zgodnie. Ruszyła w kierunku Benjamina powoli i z gracją łani. Stanęła pół metra przed nim. Pojmana wyciągnęła w jej kierunku zakrwawione dłonie, a wzrokiem błagała o pomoc.

– Wymiana, mówisz? 

Spruce patrzył gestorce w oczy bez mrugnięcia powieką. Obserwował usta w obawie, że zaczną inkantację zaklęcia. Nie ufał wróżkom. Nikt im nie ufał! Niestety, Bryza zaskoczyła go inną formą ataku. Kiedy Benjamin dostrzegł długie ostrze, było już za późno. Zachował jednak pokerową twarz, by nie dać przeciwniczce satysfakcji.

– No i po ptakach –  wymamrotał pod nosem zrezygnowany, gdy dolna połowa Sterki opadła na ziemię. Górną rzucił niedbale w to samo miejsce i wzruszył ramionami. Słyszał od Białuszki, że gestorki są bezwzględne w swych strategiach, ale nie spodziewał się takiego obrotu sprawy.

– To co chciałbyś wymienić na nimfy, Benjaminie? Bo nie dosłyszałam. –  Uśmiech Bryzy nabierał charakteru szyderczego śmiechu, a pozostałe wróżki potęgowały go swoim rozbawieniem. 

Spruce nie był pewien, co teraz nastąpi. Wiedział, że jeśli zginie on, zginą też jego nimfy. 

– Negocjujmy –  zaproponował, oszacowawczy swoje szanse w walce.

– Walczmy! –  Przysunęła się do boga blisko, palcami spacerowała po jego torsie i badała potencjał mięśni. –  Ale z drugiej strony… – zawahała się przez chwilę wypełnioną trzepotaniem rzęs. – Nie chciałabym uszkodzić tego ciała.

Benjamin strącił dłoń wróżki jak niechciany paproch. 

– Zdecyduj się –  warknął przez zęby.

– Wolałabym wyssać z ciebie siły –  szepnęła sięgając do ust boga. – Chyba oboje wiemy o czym myślę, prawda? –  Uniosła się na skrzydłach, by zrównać spojrzenie i z uśmiechem objęła dłońmi zarośnięte policzki. Przysunęła się blisko, na zetknięcie ust. Kusiła trzepotem rzęs. 

Spruce wiedział, że wróżka rozważa pocałunek –  widział w tym swoją szansę. Pozbawi Bryzę jej najniebezpieczniejszej broni tak, jak zrobił to ze Sterką. 

– Przekonajmy się – odpowiedział, po czym delikatnie, objęciem talii, przyciągnął gestorkę do siebie. Rozchylił usta, by ją pocałować i to go zgubiło. Niepotrzebnie sam wyszedł z inicjatywą! 

Bryza odsunęła się z uśmiechem, który powoli oddawał miejsce zaskoczeniu. Zobaczyła w celestialnym spojrzeniu groźbę, rządzę mordu jak i gotowość do ataku.

– Pojmać go! –  wrzasnęła, a pozostałe gestorki wyrzuciły w kierunku Benjamina dłonie.

Wizardyjskie zaklęcia przybiły boga do skalnej ściany swoją siłą. Kamień za jego plecami pękał, a szczeliny powiększały się, kruszyły i wypychały z wnętrzy szpikulce czystego kwarcu, te z kolei, boleśnie wbijały się w boskie ciało. 

Benjamin zawył z bólu. Próbował wykrzesać z siebie nadnaturalną siłę do kontrataku, lecz nie miał jej w sobie. Siła samych mięśni była nieporównywalnie znikoma z mocą wizardyjskich zaklęć. Kiedy jeden z kwarców przebił ramię boga na wylot, Bryza uniosła dłoń i skinieniem dłoni kazała zakończyć atak. Potem podeszła blisko Benjamina, przytuliła policzek do ściany, a wizardyjskie zaklęcie wyszeptane jej ustami uwolniło więźnia. 

Pinocej osunął się na ziemię, gdy kwarcowe szpikulce schowały swe ostrza w szczeliny.

– Spętać go? –  zapytała jedna z wróżek.

Bryza przecząco pokręciła głową. 

– Nie trzeba, prawda bożuniu? –  zwróciła się do Benjamina, który leżał na ziemi bez sił. Rany zamykały się z trudem i wciąż doskwierał mu ból. –  Kilka metrów pod nami jest niewielkie złoże czarnego kwarcu, kochaniutki. Wystarczająco blisko, by zablokować twoje moce i wystarczająco daleko, byś nie mógł się uzdrowić. Przyjdę porozmawiać z tobą, jak tylko poczujesz się lepiej.

 Odwróciła się do pozostałych wróżek, ale Benjamin nie słyszał co  do nich mówiła. Tracił przytomność. Żeby się szybciej samouleczyć, organizm boski zapadał w letarg. Nie zawsze. Tylko w przypadkach ograniczonego użycia mocy, co właśnie przytrafiło się leśniczemu. Nie chciał zamykać oczu, jednak świadomość samoistnie zasypiała i nie mógł nic na to poradzić. 

Obudził się w dość niewygodnej pozycji. Leżał na długiej kamiennej ławie, a była ona tak wąska, że ręce opadły mu na podłogę z braku miejsca. Już przy pierwszej próbie podniesienia się odkrył, że jego pozycja nie jest przypadkowa. Dłonie i stopy zostały przykute do skalnego podłoża, by leżał plackiem na niewygodnej ławie. Uniósł lekko głowę, żeby się rozejrzeć. Po ciele Sterki została tylko plama krwi. Gestorki zapewne zajęły się sprzątaniem.

– Oh, nie! Bożuniu już nie śpi? –  drwiący głos, choć brzmiał słodko, miał w sobie ogromną ilość jadu. – Muszę cię przygotować, a zważywszy na to, że w świątyni nie możesz… No wiesz! Aaa ha ha ha ha! –  Śmiała się równie nieprzyjemnie co uśmiechała, ale na Benjaminie nie robiło to żadnego wrażenia. – Uprzedzam, będzie bolało. – Uderzyła o siebie dwoma metalowymi przedmiotami o kształcie podkowy i położyła je na brzuchu leśniczego. Dopiero gdy z kieszeni wyjęła dwa metalowe szpikulce, Spruce zaniepokoił się.

–  Co zamie…?

– Ciiiiii –  Położyła palec na ustach Benjamina i usiadła na jego brzuchu okrakiem. –  Muszę ci zamontować uchwyty. – Położyła metal na boskiej piersi i dokładnie wpasowała prawy sutek pomiędzy końcówkami podkowy, na których były kółeczka do przewleczenia szpikulca.

– Cooooo?

– A to! –  Sprawnym ruchem zebrała skórę w palce i przekłuła ją. Leśniczy zawył z bólu. Zapomniał już, jak to jest, gdy nie może stłumić bodźców mocami. Metal siedział w mięśniu. Wróżka nie przebiła sutka tylko przeciągnęła szpikulec głębiej pod nim, żeby byle szarpnięcie nie wyrwało go od razu.

–  Po co to? –  jęknął rozżalony.

– Już mówiłam, kazano mi cię przygotować. –  Ułożyła drugi uchwyt w odpowiednim miejscu i z radością uniosła szpikulec do góry. –  Gotowy? Bo ja tak! – Zanurkowała dłonią w pierś Benjamina, który nadął policzki, dusząc się krzykiem. –  Pięknie! – Podziwiała swoje dzieło z uśmiechem. – Zobacz, jak praktycznie! – Złapała za uchwyty, a bóg stwierdził, że już nie czuje bólu, jedynie nieprzyjemny dyskomfort. Celestialna krew robiła swoje, z opóźnieniem, ale jednak. 

– Jesteś piękna. Najpiękniejsza, jaką w życiu widziałem. –  Prawił komplementy, bo wiedział, że tego właśnie łakną wróżki. Ta nie była inna. Z zainteresowaniem zatrzepotała skrzydłami. 

– Naprawdę? –  szepnęła, nachyliwszy się do jego twarzy.

– Czemu parszywe Gestorki wykorzystują taką śliczność? 

– Wykorzystują? 

– Pewnie są zazdrosne o te śliczne oczy. A włosy! Zgaduję, że są niewyobrażalnie miękkie. Czy mógłbym ich dotknąć? Proszę.

– Nie mogę…

– Twoja skóra wydaje się być jedwabiem. Oddałbym wszystko, by obsypać ją pocałunkami. Proszę. –  Szarpnął łańcuchem, sugerując, że tylko to uniemożliwia mu obdarzenie wróżki pieszczotami. – Całowałbym cię, piękna – szeptał czule, a skrzydlata wydawała się być zahipnotyzowana jego głosem. –  I głaskałbym… i pieścił… i uwielbiałbym cię. A gdybyś mi pozwoliła… Oh! – Z premedytacją urwał zdanie.

– Na co? –  Oczy wróżki pałały pożądaniem.

– Kochałbym cię do utraty tchu.

Klucze zabrzęczały w palcach, które chwilę temu z przyjemnością zadawały leśniczemu ból. Skrzydlata nachyliła się do ziemi i rozkuła prawą dłoń więźnia. 

Benjamin gładził policzek wróżki i komplementował ją spojrzeniem, a kiedy wyczuł, że dziewczę traci czujność, złapał za szyję. Zbyt lekko, by skręcić kark, ale wystarczająco mocno, by przydusić swą ofiarę do utraty przytomności.

– Doprawdy, nie można spuścić cię na chwilę z oka! –  Bryza pojawiła się znikąd. Za sprawą pstryknięcia palców uniosła młodą wróżkę, a skinieniem dłoni wprawiła jej ciało w płynny lot w kierunku wyjścia. –  Moja wina, że przysłałam do ciebie niedoświadczoną.

– Co jej zrobiłaś?

– Położyłam do łóżka. –  Roześmiała się i pokiwała palcem w kierunku pustego łańcucha, który z powrotem zakuł dłoń leśniczego. –  Nie podzieliła losu Sterki, jeśli cię to martwi.

– Co zamierzasz? –  zapytał wściekle, gdy wyczuł, że Bryza rozpina mu spodnie.

– Najpierw przyjemności, potem biznes. A kto wie? Może uszczęśliwisz mnie tak bardzo, że pozwolę ci odejść. Sprawdźmy, ile prawdy jest w plotkach o tobie, bożuniu.

– Nie tak wyglooooooojojoj! –  jęknął, podczas gdy ciepła dłoń ważyła ciężar jego jąder. Szarpnął się, lecz łańcuchy skutecznie trzymały go w niewygodnej pozycji, rozłożonego na łopatkach.

–  Nie uwierzysz ile wyrzeczeń kosztuje nas wieczna młodość. Pomyśl tylko! Jak długo można żyć bez cielesnych przyjemności?

Przez myśl przeszło Benjamimowi, że oto nadeszła chwila, w której straci swoją męskość. Że Bryza jednym cięciem zrobi z niego łóżkowego kalekę. Ku jego zaskoczeniu gestorka nachyliła się nad jego kroczem i pocałowała to, co tak bardzo obawiał się utracić. Zassała końcówkę w usta, a potem wsunęła pozostałą długość, aż oparła się nosem o włosy łonowe boga. Masaż językiem szybko wywołał reakcję w ciele Benjamina. Celestials nie mógł powstrzymać pęczniejącego wzwodu, który już nie mieścił się w ustach wróżki.

– Wspaniały –  wymruczała, gdy wyjęła z ust całe przyrodzenie. –  Idealny. – Zdjęła bieliznę i usiadła na udach boga okrakiem. Jedną ręką masowała dumnie naprężoną męskość, drugą ten sam rytm nanosiła na własną łechtaczkę.

Benjamin nie mógł uwierzyć, że właśnie tak wyglądają tortury wróżek. Niemożliwe, by ktokolwiek narzekał na takie traktowanie. Ale on tu nie jest dla przyjemności! 

– Wolałbym ustalić pewne kwes…

– Bożuniu! –  Ścisnęła mocno jądra. –  Ty tu nie masz nic do ustalania. Powiedzmy, że właśnie odpracowujesz swoje uwolnienie. O innych sprawach porozmawiamy, gdy staniesz przede mną z godną zapłatą za nimfy. –  Uśmiechnęła się, po czym uniosła swe ciało nad nabrzmiałym członkiem. 

To nie tak miało być! –  myślał Spruce. Miał odbić nimfy, a nie zabawiać się! W tej chwili Benjamin przypomniał sobie, dlaczego Białuszka została wydalona z Wizardii. 

– Przecież nie wolno wam utracić dziewictwa –  upomniał wróżkę, lecz ta roześmiała się.

–  Nie zamierzam. Liczę na owocną współpracę z twojej strony, bożuniu –  szepnęła, po czym powoli opuściła pośladki, nakierowując dłonią okazałą boskość. Była niezwykle skoncentrowana. Zamknięte powieki pozwalały jej skupić się na doznaniach ciała i w pełni kontrolować mięśnie, które na początku buntowały się przed przyjęciem obfitych kształtów żołędzi.

Benjamin nie drgnął ani na milimetr. Z oddechem świadczącym o podnieceniu obserwował spektakl. Miażdżąca wręcz ciasność powoli ustępowała, a kiedy Bryza w pełni usiadła na biodrach boga, jej wnętrze oswoiło się z kształtem wypełnienia. Jedną dłonią wspierała się o twardy brzuch kochanka, drugą zaspokajała potrzeby łechtaczki. Jej oddech przyspieszył. Dopiero wtedy otworzyła oczy i złapała za uchwyty na piersi Benjamina. Zaczęła od powolnych, kolistych ruchów biodrami.

Spruce zapominał o trzymających go łańcuchach, próbował sięgnąć do kuszącego ciała, które rytmicznie się na nim bujało. Po chwili, z zamkniętymi oczami, poddał się i w pełni oddał swe myśli przyjemności. Z zaskoczeniem wyczuł dotyk na nodze. Jeszcze jeden na dłoni. Pocałunek na ustach. Ciekawość otworzyła oczy, a obrazu jaki zobaczył, nie spodziewał się w najgłębszych snach. Na jego udach tuż za Bryzą, siedziała wróżka i pieściła jej sutki palcami, zostawiając na szyi gestorki pocałunki. Po jego prawej, kolejna wróżka siadała na skutej dłoni i oczekiwała pieszczot palcami. Z kolei skrzydlata po lewej, zaspokajała się sama, na klęczkach. Co chwilę nachylała się do jego ust, by ich posmakować.

Jęki odbijały się echem od skalnych ścian. Ruchy Bryzy nabierały gwałtowności, a pozostałe kochanki nie odstawały od niej wcale. Benjamin nie mógł odwlec nieuniknionego. Doszedł pierwszy, co ujeżdżająca go wróżka skomentowała uśmiechem. Szczytowała jako druga. Po chwili wzmożone jęki zwiastowały orgazmy pozostałych skrzydlatych. Zanim leśniczy doszedł do siebie Bryza pstryknęła palcami, dając rozkaz pozostałym. Wszystkie kochanki uniosły się na skrzydłach i czmychnęły ze świątyni. 

Benjamin został sam.

– Mogła mi chociaż zapiąć spodnie –  mruknął niezadowolony, kiedy chłodne powietrze owiało jego wskaźnik podniecenia. Próbował zasunąć suwak telepatycznie, lecz świątynia skutecznie blokowała celestialne moce. Leżał więc i odpoczywał. Jego myśli krążyły teraz wokół brata. Człowieka równie obcego mu jak zwykły lokals. Nie zmienia to jednak faktu, że to przez Sarninę go stracił.

Z morderstwem Pichtona jego rodzice nie mogli się pogodzić, inaczej matka nie wyczyściłaby go również z ich pamięci. Ale moce… Przecież oddali Pinocejowi swoje moce! Nie. Nie oddali. Oddała je tylko ona – rodzicielka. Ojciec nie pojawił się nawet na uroczystościach. Benjamin nie pamiętał o tym, bo nigdy nie oczekiwał od ojca niczego, więc nie doznał zawodu. Na inauguracji pierwszego rocznika Goddemi, podczas przydziału klasowego dostał bardzo wysokie noty, co sugerowało wysoki poziom mocy. Tym był zaskoczony.

Celestialni rodzice oddawali dziecku procent swoich boskich sił. Zazwyczaj po połowie, żeby potomek dobrze wypadł w klasyfikacji. Benjamin myślał wtedy, że może ojciec mimo wszystko obdarzył go swoimi mocami jeszcze przed inauguracją. Teraz wiedział, że był to bóg nieskłonny do darzenia go jakimkolwiek uczuciem, a co dopiero siłą. Wysoki wynik zawdzięczał matce. Musiała oddać mu całą swą boskość! A on w dowód wdzięczności zabił brata, jej drugie dziecko. Żadna kobieta nie jest warta takiego poświęcenia. 

– Aaaaa! –  wrzasnął, a krzyk ten zgasił wszystkie pochodnie. Czyżby wracały mu siły? Zdecydowanie! Już nie czuł chłodu, czyli mógł bez problemu kontrolować otrzymywane bodźce. Uniósł głowę i spojrzał na grzecznie odpoczywającą męskość. Bez problemu telepatycznie wsunął ją pod materiał spodni i zapiął suwak. Mruknął zadowolony z siebie. Teraz uwolni się. Napiął mięśnie, by zmienić postać w niedźwiedzią, lecz nic się nie zmieniło w jego wyglądzie. Szarpnął łańcuchami, chcąc je rozerwać, ale one nadal stawiały opór. Jednego był pewny. Dziwnym trafem wracały mu siły. Być może za godzinę, dwie, będzie w stanie się uwolnić, odnaleźć nimfy.


Co myślicie o trójkątach, czworokątach i pięciokątach? W którym momencie to jeszcze figura, a w którym już orgia?

A dla łaknących humoru, tutaj można znaleźć historię #autobusowyChristian

 

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    PAT - Adwokat Diabła
    | Odpowiedz

    Ej gdzie ja znajdę takiego Bena?? 🤔

    • G
      Gedeon
      | Odpowiedz

      Jeśli chodzi tylko o bujny gąszcz na ciele to oferuję swoje usługi.

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        No a co z resztą? Teleportacja, nadzwyczajne moce itp? 🤔 samym gąszczem to ja się nie zadowolę…🤷‍♀️

      • J.Gibson
        |

        😂😂😂PAT geniuszu!
        No i masz Gedeon! Zaczepiales to teraz sie popisz😂😂😂

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Tylko w Sarnince

    • P
      PAT - Adwokat Diabła
      | Odpowiedz

      Sooo sad… 🙄

      • J.Gibson
        |

        Happy sad😂😂😂😂

  3. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Czekam na odwet Benka na wróżkach w zamian za… te orgię😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Hahaha. I jak on moglby sie nad nimi poznecac? Jakies propsy?

      • Anonim
        |

        Witam czy jest 13 części czy będzie kontynuacja 😁😁😁

      • J.Gibson
        |

        Trzynascie pechowych części (czytaj rozdziałów) ma Ale klapa! – komedia na granicy romansu z erotyką. Na hasło kobietąbyć tylko 9,60 zł (TYLKO UWAZAJ NA ZAZNACZANIE KWADRACIKOW PRZY PLATNOSCI ONLINE żeby nie naliczyło dodatkowej kwoty za przystąpienie do programów ChWJ).
        Co do Sarninki…. No cóż, piszesz komentarz pod częścią 14😂😂😂
        Będzie więcej. Nie wiem ile wiecejb bo cały czas modyfikuję fabułę i nie wiem czy w najblizszą środę się pojawi czesc 15 bo jestem w trakcie warsztatów pisarskich i mam taki szaaaaauuuuu zadań. W dodatku wydrukowano moj art w magazynie PIPa ->Lista Zabaw Niegrzecznych, wiec fejm rozlewa sie i rozdaje autografy😂😂😂I mam teraz sporo roboty z promocją klapsy, bo (jeśli anonimie czytałeś wywiad ze mną to wiesz) bedzie jej kontynuacja na wiosnę….
        Wiec nie obiecuję, ze w srode pojawi sie czesc 15. Ale dla oslody dodam, ze mozna juz czytac Rany Julek! Nie trzynascie, ale puerwsze 10 czesci juz po tuningu! Daj mi znac czy widac roznice.
        To tyle w temacie czesci trzynastu😂😂😂😂
        Wyczerpująco?

      • Babeczka
        |

        Ja mam nadzieję, że za mocno Julka nie stuningowałaś…

      • J.Gibson
        |

        Taki tuning estetyczny. Fabuly nie ruszalam. Czesci sa podzielone jak leci, ale okladke bede musiala zmienic. Aktualna jest cudowna, ale potrzebuję takiej przyjemniejszej licencji😂😂👋

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    “No i po ptakach.” 🙂 Ty się, Benji, ciesz, że twój ptak wyszedł z tego bez szwanku 🙂 A i sobie pofikał 🙂 Trzeba wróżkom przyznać, że mocno pomysłowe są – zamontowanie uchwytów na klacie faceta nie przyszłoby mi do głowy 🙂 Nasz boski leśniczy był ciut naiwny, myśląc, że drugi raz uda mu się sztuczka z odgryzieniem języka. Bryza to cwana sztuka. Mam nadzieję, że Benji odpłaci jej pięknym za nadobne – oczywiście, bez seksu, tylko torturki 🙂 Już za samo “bożuniu” powinien jej porządnie przywalić. Machinę do tortur mają wróżki niezłą – skała na zawołanie wysuwająca szpikulce z kwarcu robi za wróżki całą brudną robotę. One sobie tylko zaklęcia rzucają. Podłoty jedne. Ciekawe, co Bryza uważa za godną zapłatę za nimfy.
    “Ale on tu nie jest dla przyjemności!”, “To nie tak miało być!” – he, he, dobre, Benji pała świętym oburzeniem 🙂
    Zastanawiam się co jest przyczyną złych relacji Pinonecja z ojcem. Czym mu podpadł. A może nie jest jego biologicznym ojcem? Może mamusia zaszalała w młodości?
    Co do geometrii, to trójkąt jest ok, czworokąt to już nie moja bajka 🙂 Pięciokąt tym bardziej i myślę, że orgia to się właśnie od pięciokątu zaczyna.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Hahahaha Noooo ptak Benjamina miał niezłą rozrywke na tych torturach 😉 A wiesz jak to było z tymi uchwytami? Bo kilka miechów temu oglądałam Lucyfera i tam był fajny odcinek jak w trakcie sexu wyrastają mu różki i on pyta : Jak ci się podobają moje LOVE HANDLES i ja przez to, że nie mogę znaleźć odpowiedniego słowa po polsku na love handles, roboczo stwierdzam, że różki Lucka to trzymaczki ruchaczki – i to mi się tak wryło w banię, że nie ma zmiłuj, jakoś musiałam Benjulkowi zaaplikować trzymaczki ruchaczki, hahahaha
      Ciekawe spostrzeżenia geometryczne. Też tak czuję, że pięcioro to juz orgietka… Słuchasz szumu oceanu?

      • T
        Tony Porter
        |

        Można powiedzieć, że Benji odreagował 🙂 Hahahaha, “trzymaczki ruchaczki” – boskie 🙂 Już kilka razy przymierzałam się do Lucyfera… w sensie oglądania serialu, znaczy się, nawet mam kilka odcinków na dysku, ale jakoś nie mogłam się zabrać za oglądanie. Zdopingowałaś mnie – chcę usłyszeć tekst o Love Handles 🙂
        Co do geometrii, to mam różne fantazyjki w temacie trójkąta, i to jest dla mnie maksymalna ilość kątów 🙂 Oj, słucham, słucham, i to raczej łoskot jest niż szum, a przez słuchawki to już w ogóle mega dobrze mi robi 🙂

      • J.Gibson
        |

        Lucyfer jest fajny przez pierwsze dwa sezony, potem robi się przewidywalny, ale oglądałam do konca ze względu na ciekawe perełki typu trzymaczki ruchaczki😂😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        To chyba norma przy serialach – do któregoś tam sezonu to ma sens, a potem to już równia pochyła i popłuczyny.

      • J.Gibson
        |

        Noooo powiem ci, że ja to zazwyczaj zwracam uwage na tlumaczenia i czesto fabula jest takimtylko dodatkiem do mojej anglistycznej pasji😂😂😂 wylapywania zwrotow, ktore nie maja bezposredniego przekladu na polski😂😂😂 i wtedy ja sobie taki wymyslam😂😂😂 no przyznaj, kto inny wpadłby na trzymaczki ruchaczki? 😂😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Nie no, trzymaczki-ruchaczki to tylko Ty mogłaś wymyślić 🙂 Trzeba przyznać tłumaczom, że potrafią stworzyć niezłe kwiatki. Jak choćby sławetna “Szklana Pułapka”, czy “Wirujący seks” 🙂

  5. G
    Gedeon
    | Odpowiedz

    Pytacie skąd wziąć takiego Benjamina, a ja zapytam SKĄD WZIAC TAKIE WROZKI?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Trudno powiedzieć, Gedeon. Z wyobraźni. A jak twoja zawodzi to ja uzycze swojej, w Sarnince

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Jesteś pewny, że chciałbyś mieć w nimi do czynienia? A gdyby zamiast pofikania zafundowały Ci skalne szpikulce? Jak widać, to przyjemniaczków się te panie nie zaliczają. No chyba, że jesteś mistrzem w komplementowaniu i rozbroiłbyś je słodkimi słówkami 🙂

      • G
        Gedeon
        |

        Nie znasz moich możliwości Tony!

      • T
        Tony Porter
        |

        Znaczy się, że Benji może liczyć na Twoje wsparcie, gdyby boskość go zawiodła i wymiękł przy wróżkach? 🙂

      • J.Gibson
        |

        Tony, ja cie musze ostrzec: Gedeon to zbereznik od tego rysowanego japonskiego porno… Jak to sie nazywa… Manga?

      • T
        Tony Porter
        |

        A nie no, jak zbereźnik, to sobie z wróżkami poradzi 🙂 Benji, spoko, jakby co, to wzywaj Gedeona na pomoc 🙂

  6. D
    Dirty Harry (not Potter)
    | Odpowiedz

    Gibson! Jakim cudem piszesz takie odmienne teksty? Sarnina kontra autobusowy Christian. To tak jakby porównać kowadło i piórko.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Taka jestem hahahaha pełen wachlarz możliwości. Nie wiem tylko czy potrafiłabym napisac coś psychologicznego, albo thriller. Się zobaczy. Teraz na warsztatach się ćwiczę przez co w środę nie pojawi się Sarninka. Bardzo mi przykro, że nie zalazłam na nią czasu, ale wstyd byłoby dac wam tu tekst surówkowy z błędami ort i praktycznie bez znaków interpunkcyjnych hahahaha. To co? Widzimy się…. po weekendzie.

      • Babeczka
        |

        Dałabyś… Pytanie – czy chciałabyś “uszczęśliwić” tym innych? Ja te swoje “psychologiczno-życiowe” wypociny czytałam ostatnio i stwierdzam, że za żadne skarby!

      • G
        Gedeon
        |

        To warsztaty w konkretnym gatunku czy ogólne?

      • J.Gibson
        |

        Bingo! To warsztaty gatunkowe, bo ja myslalam, ze nalezy trzymac sie jednego gatunku jak sie pisze, ale sie okazuje, ze jestem takim DJ od mixowania i to jest calkiem fajne w swej roznorodnoscib bo trudniej odkryc “co dalej?”

      • T
        Tony Porter
        |

        Gdyby taki np. King trzymał się jednego gatunku i zapodawał w swych książkach tylko zgrozę, to ja osobiście nie byłabym w stanie czytać jego książek. Myślę, że właśnie w tej umiejętności miksowania tkwi siła i talent pisarza. Raz, że nie czujemy się przytłoczeni, a dwa, że czytając, nie mamy pewności, która z ciągot pisarza przywdzieje żółtą koszulkę – może być happy end, ale równie dobrze może być totalna rzeźnia 🙂
        Te warsztaty, to internetowo, czy normalnie, namacalnie do szkoły chodzisz?

      • J.Gibson
        |

        Online sie warsztatuję, ale zadania są codziennie. Myslalam, ze yo bedzie takie tylko bum cyk cyk, ale sie przeliczylam i musze teraz wiecej energii w nie wlozyc niz zakladalam.

      • T
        Tony Porter
        |

        Znaczy się, że jest jak w polskiej szkole – za dużo zadają do domu 🙂

  7. Anonim
    | Odpowiedz

    No i mamy panią obijającą się. Następna, co czytelnika ma za nic.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No właśnie napisała, że aby nie publikować “tekstu surówkowego z błędami”, odpuszcza ten tydzień. To raczej nie jest lekceważenie czytelnika, a wręcz przeciwnie…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tak jak Babeczka (dziękuję) już wspominałab to wlasnie z tego szacunku do czytelnika dzis Sarninki ni mo. Ale jesli za mna tesknisz to sciagnij magazyn PIPa. Tam jest moja Lista Zabaw Niegrzecznych, i w niej ogloszenie na nabor testerek do zabaw kolejnego numeru. Cos czuje, ze jestes typem testerki, ktorego potrzebuje😂😂😂 wytkniesz mi wszystkie bledy. I TO DOBRZE! Tymczasem zapraszam za tydzien.
      Znikam.
      Ale w razie potrzeby barabańcie na fb, piszcie komentarze na motylach, w wolnej chwili odpowiem

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Napisanie o Jadzi, że czytelnika ma za nic, to wręcz bluźnierstwo. Szkoda, że napisać co się myśli o opowiadaniu, to się nie chce, ale na tekst roszczeniowy, to się siły ma. Jadzia wyraża szacunek dla nas, czytelników, jakością swoich tekstów. Nie obraża naszej inteligencji badziewiem pretendującym do literatury, tylko serwuje nam naprawdę dobre opowieści. A że się czasem zdarzy mały poślizg, to bardzo dobrze – można sobie poprzednie części przypomnieć 🙂

Napisz nam też coś :-)