Sarnina (XV)

with 30 komentarzy

Sarnina (XV)

z pogranicza baśni i fantazjii

Sarnina

J.Gibson

korekta: T.P.

część piętnasta

 

Nie mylił się. Z każdą minutą coraz pewniej czuł swoje możliwości. W ciszy świątyni słyszał tylko własny oddech i bicie serca. Czy na pewno w jednym rytmie? Zwierzęce zmysły powróciły. Węch zapewniał, że jest sam, ale słuch…

Benjamin doskonale słyszał puls. Dwa pulsy!

– Liszka? Sówka? –  szepnął, ale nie usłyszał odpowiedzi. –  Liszka! – zawołał nieco głośniej, lecz wystarczająco cicho, by nie dosłyszano go poza świątynią. –  Sówka! – krzyknął, szarpiąc za łańcuchy. Metal nie puszczał, leśniczy nie odpuszczał. W końcu pękło oczko. Prawa ręka wolna! Z całych sił pociągnął lewą i ją też uwolnił. Rozerwanie łańcuchów trzymających nogi stanowiło małe wyzwanie, gdyż przebywanie długo w jednej pozycji spowodowało odrętwienie mięśni. Oklepał uda, potem łydki, po czym targnął łańcuchami. – Wolny! –  sapnął z satysfakcją. Pozostały mu tylko metalowe bransolety na przegubach i kostkach. Rozejrzał się po kamiennej komnacie. Nasłuchiwał uważnie, by znów namierzyć wtórujące mu serca. Sunął dłonią po ścianie. Co chwilę przystawał, upewniał się, że idzie we właściwym kierunku. Szedł korytarzami w dół po stromych, wyrobionych schodach. Kilka razy bosa stopa omsknęła się na gładkim stopniu, na szczęście bez poważnych konsekwencji. Pochodnie doskonale oświetlały wnętrze. Pierwsze rozwidlenie! 

– Liszka! Sówka! –  zawołał dyskretnie, lecz odpowiedziała mu cisza zamiast nimf. Zamknął oczy, skoncentrował się na pulsującym tętnie i wiedział już, w którą stronę iść. Niestety, po kilku krokach korytarz krzyżował się z innym. – Sówka! –  krzyknął gdy wyczuł znajomy zapach. Nos stał się jego kompasem poprzez labirynt skalnych tuneli. – A to co? Ślepy zaułek? – Ze zdziwieniem obserwował martwy koniec swej drogi. Ale czuł je obie, tak blisko i tak intensywnie, jakby były tuż obok. Przyłożył ucho do wygładzonego kamienia. Słyszał dwa serca, dwa oddechy. – Liszka! –  krzyknął, uderzając w przeszkodę. – Jesteście tam?

– Panie! –  odpowiedziała Sówka. Głos nimfy był stłumiony, co upewniło boga, że jedyną przeszkodę stanowi skała.

–  Jesteście całe? –  Palcami błądził po ścianie z nadzieją, że odnajdzie opuszkami jakąś zapadkę lub trybik. 

– Boję się. –  Pierzasta nimfa łkała. Benjamin cofnął się o kilka kroków i z rozpędu uderzył ramieniem w ścianę. Ani drgnęła. 

– A Liszka? Widzisz ją?

– Jest nieprzytomna. 

– Nic jej… –  zawiesił głos, bo nie chciał, by Sówka poczuła się mniej ważna. –  Nic wam nie jest?

Nagle poczuł, że coś go dusi. W dodatku ogromny ciężar spoczął na jego piersi. Naprawdę nie było to nic wielkiego, jedynie korale z czarnego kwarcu, które choć wyglądały niewinnie, owinięte wokół szyi boga odbierały mu oddech.

–  Może sam sprawdzisz? –  syknęła Bryza tuż przy jego uchu. Położyła dłoń na ścianie i wyszeptała prośbę o pozwolenie na wejście. Ogromny głaz schował się w podłodze korytarza, a przed nimi stała otworem komnata tortur. –  Potrzebujesz zaproszenia? – Pchnęła boga do środka. 

–  Panie! –  jęknęła przerażona Sówka, gdy przez kraty swej klatki dostrzegła Benjamina. Widok gestorki skwitowała nastroszeniem piór we włosach i na ramionach, po czym skuliła się w kącie.

Bryza złapała za pas spodni więźnia i pociągnęła go w kierunku kamiennego fotela. 

–  Nie za zimno? –  zapytała z udawana troską, gdy usiadł, po czym okryła leśniczego kocem tkanym z żelaznych ogniw.

W normalnych warunkach bóg strąciłby go niczym paproch, w tej chwili ciążył mu i boleśnie tym ciężarem kruszył kości ud. Dopiero po chwili Benjamin zorientował się, że nie tyle okrycie sprawia mu ból, ile skała, która zaczęła go obrastać jak mech. Od pasa w dół został unieruchomiony. 

– Wiesz co to za miejsce, bożulku? –  zapytała Bryza, gdy zdjęła z szyi więźnia kwarcowe korale. Kiedy leśniczy odzyskiwał oddech, ona ciągnęła dalej. –  Wiesz ile wróżek straciło życie w tym miejscu? Wszyscy bronicie ogrów, że wróżki takie niedobre! Że ble i to co najgorsze! –  Coraz bardziej unosiła głos. – Ale wiesz kto nam ufa? – wykrzyczała pytanie wprost w twarz Benjamina, po czym zmieniła oblicze na łagodne i przyjemnie troskliwym głosem oznajmiła odpowiedź. –  Dzieci. Dzieci lokalsów nas kochają. My jesteśmy od zbierania mleczaków, my przynosimy szczęście na testach w szkole, my pocieszamy gdy nie ma mamy ani taty, my spełniamy życzenia urodzinowe. To my swoim pojawieniem wywołujemy uśmiechy na ich twarzach i ciepło szczęścia o tu. –  Dźgnęła Benjamina palcem w pierś. Radość z jaką wypowiadała się o dzieciach zniknęła nagle. – A ogry chciały nam je zabrać.

– Nie rozumiem, o czym mówisz? To wy napadłyście na świat ogrów. Podbiłyście ich realm, a zielone głowy pojmanych dyndały na drzewach jak bombki choinkowe. Wiesz, że przeżyły tylko nieliczne rodziny?

–  A ty, idioto, dałeś im schronienie! Rozejrzyj się! Nie ja zaprojektowałam te lochy. Ja je tylko przystosowałam do nieco innych potrzeb. Tutaj wykańczano moje siostry. Torturowano nas i obdzierano ze skóry. Najpierw kamienne przytulenie, o tu, w tym skalnym fotelu. Czujesz jego miłość? Po kilku godzinach wyciska z ciebie wszystkie soki, mięśnie wiotczeją, a potem tam, na marmurowym stole, rozcinano ciało od pępka do szyi i patroszono! Żeby została sama skóra.

– Łżesz! Nie będę tego słuchał! 

–  Oj, będziesz! Bo to dzięki temu, że świątynia żywiła się naszymi ciałami, teraz kwitnie pod nią złoże czarnego kwarcu. A ty od kwarcu robisz się niezwykle potulnym barankiem. Wiesz po co ogrom była skóra wróżek? –  W jej oczach pojawiły się łzy, co nie jest zjawiskiem powszechnym wśród gestorek. – Ogry nie mogą mieć dzieci, bożuniu. Porywały osierocone niemowlęta lokalsów, ale nie da się przenieść ludzkiego dziecka do magicznego świata. Ubierali je więc w nasze skóry! –  krzyczała łamana szlochem. – A potem poddawali te dzieciątka licznym zabiegom, żeby nabrały zielonosinego koloru. Łamali kości, by się deformowały podczas nieprawidłowego zrastania. Tylko jedno maleństwo na dziesięć przeżywało te zabiegi. Jedno! Na! Dziesięć!

Benjamin nie mógł uwierzyć w słowa Bryzy, lecz uczucia z jakimi opowiadała o ograch były nie do podrobienia. Przełknął ślinę, walcząc z zaciskającym się kamieniem.

– Nawet jeśli to prawdaaaaaj! – targnął ramieniem, by skruszyć odrobinę duszącą skałę. – Co ja mam z tym wspólnego?

– Nic. Chciałam tylko, żebyś wiedział na co skazałeś Lutkę. 

– Wiesz? – Leśniczy spojrzał na Bryzę gniewnie. Nie pozwoli się sprowokować, w końcu na sercu leży mu los własnych podopiecznych, a nie wróżek. –  Po co ci nimfy? – wychrypiał. 

– Nimfy? Po nic. Potrzebuję tylko ich krwi. To waluta, którą płacimy za ochronę porzuconych dzieci przed ogrami. Ale istnieje krew cenniejsza. I dlatego jestem skłonna… Jak ty to ująłeś? Wymiana! Ach tak! Jestem skłonna zaproponować ci wymianę. Oddam te leśne mieszance w zamian za twoją ukochaną! Aaaaaahahahaha! –  zaśmiała się piskliwie.

– Już masz Liszkę –  spojrzał z wyrzutem na jedną z klatek. Spomiędzy prętów wystawała lisia kita. To na pewno ona! Na pewno żyje!

– O nie, nie, bożuniu, twoją prawdziwą miłość, tę którą już raz sprzedałeś dla swej wygody.

– Soe? –  jęknął bliski utraty przytomności. Kamień obrastał klatkę piersiową i utrudniał oddychanie.

– Wróciła pamięć, jak widzę. –  Pocałowała leśniczego w policzek i płynnym ruchem zdjęła z niego żelazny koc, wytrzepała z okrycia kruszące się kamienie, a potem kwarcowymi koralami gładziła męskie ramiona, które unosiły się i opadały w rytm gwałtownego oddechu. –  To jak? Oddasz mi Soellę?

Benjamin spojrzał na Bryzę srogo, a wtedy ona uniosła brew ze wzgardą i przywołała dwie młodsze gestorki. Te nie czekały na wyartykułowane rozkazy. Skierowały się wprost do klatki Liszki. Wyciągnęły nimfę i zawiesiły ją pod skalnym sklepieniem głową w dół. 

– Nie! –  krzyknął leśniczy, gdy Bryza ze sztyletem w dłoni zbliżyła się do wiszącej. –  Nie rób jej krzywdy!

– To jak? Wymiana, bożuniu?

– Wymiana –  odpowiedział zasmucony. Po odkryciu sekretów matki miał mieszane uczucia co do Sarniny, z kolei Liszka… Nadal ją kochał. Pomyślał jednak, że jeśli wróżki wypuszczą go, by przyprowadził Soe, to bedzie miał czas wezwać posiłki, poprosić o pomoc, zaplanować taktykę. 

– Dobrze. –  Wysunęła rękę, chcąc przypieczętować umowę uściskiem dłoni. Benjamin przyjął dłoń z ulgą. –  W takim razie droga wolna. A żebyś nie zmienił zdania... – Kiwnęła palcem do gestorki, a ta przyniosła kwarcową misę i położyła ją na podłożu pod wiszącą Liszką.–  Ona będzie odmierzała czas. Wystarczy sześć godzin, by ją osuszyć na śmierć. Masz zatem sześć godzin na przyprowadzenie mi Soelli. – Znów kiwnęła na gestorkę. Wróżka zrobiła niewielkie nacięcie na szyi nimfy i ciemnobordowa krew spłynęła do misy cienkim strumieniem.

– Nie! –  Benjamin próbował rzucić się na wróżki, lecz Bryza znów przydusiła go kwarcowymi koralami. 

–  Nie marnuj czasu, bożuniu.– Wyprowadziła więźnia korytarzami. –  Im szybciej dokonamy wymiany, tym większe szanse, że rudzielec przeżyje. –  Zepchnęła go ze schodów świątyni, a gdy upadł, zdjęła korale by odzyskał oddech i siły. –  Proszę. – Oddała Benjaminowi zwoje z sekretami, a potem ze zmartwieniem podała klucz z lutnią. – Mam nadzieję, że twój barman ochroni Lutkę przed ogrami, bo ja już nie mogę zapewnić jej bezpieczeństwa. Do zobaczenia –  rzuciła przez ramię, kiwnięciem głowy wskazała drzwi do szopy obok świątyni i zniknęła w ciemności kamiennego wejścia.

Ochronić przed ogrami? Białuszka ostrzegłaby go przecież! Ale… z jakichś powodów unikała ogrów przez te wszystkie lata. Jeśli to co mówiła Bryza jest prawdą, to naraził młodą wróżkę na niebezpieczeństwo. Przecież Lawler mu tego nie wybaczy!

Benjamin nie tracił czasu. Czym prędzej włożył klucz do zamka i przekręcił zgodnie z instrukcją. Gdy otworzył drzwi szopy zobaczył wyludniony sklep. Najwyraźniej dawno minęły godziny otwarcia. Bez zbędnej dyskrecji teleportował się do baru. 

– Larkin! –  wrzasnął, jak tylko pojawił się obok beczek miodów pitnych. –  Larkin! – zawołał, gdy przyjaciel wyszedł z zaplecza. – Gdzie Lutka?

Barman zbladł. Po minie leśniczego poznał, że sytuacja nie należy do beztroskich. 

– W drodze na na na bagna –  wyjąkał.

– Zawróć ją! –  rozkazał Benjamin, ale po sekundzie przypomniał sobie że auto kumpla zostawił pod sklepem. –  Nie ma czasu! – Złapał kumpla pod ramię, odchrząknął i obaj zniknęli.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    PAT - Adwokat Diabła
    | Odpowiedz

    Mam nadzieję , że Ben coś wymyśli żeby uratować Soe bo jak nie … przestaniemy się koleżankować 🙄 podobno kobiety są niezdecydowane a ten tu jedną kocha, drugą też kocha… 🤷‍♀️ nie pozbył się on czasem jaj w tym wróżkowym świecie? Jak tak to wróć mu je bo widać, że chłop nie ogarnia 😂

    Mimo iż mam słabość do Lisów to … TEAM SOE! Można już wybierać, tak? 🤷‍♀️😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Mozna wybierac, oj mozna! Już za tydzień sie dowiesz kogo Benji wybierze.

    • G
      Gedeon
      | Odpowiedz

      Gdybym musiał wybierać to też Sarninka.

      • J.Gibson
        |

        Oj, nie wiem czy za tydzień rowniez bedziesz w druzynie Soelli😉

    • e
      eruanna
      | Odpowiedz

      Tez stoje murem za Soe! Benjulek musialby sobie futro na mnie zedrzec, zebym mu wybaczyla wobor Liszki.

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Znaczy się, że te pięcioraczki u ogrów, o których urodzeniu mówił Benji, to…? O mamuniu! Jeśli Bryza nie łże, to ja już nigdy w życiu nie będę mogła oglądać “Shreka”! Dalszy ciąg komentarza nastąpi jak pozbieram szczenę z podłogi 🙂 Dobre, Jadzia, dobre! Takiej akcji to się nie spodziewałam 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Taaaak pięcioraczki…. A moze nawet wiecej….

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Pozbierałam szczenę, okrzepłam, wczytałam się w wersy… i powiem Ci, Kochana, szacun – Twoja wyobraźnia i pomysły – duża rzecz, a że jeszcze potrafisz tak zgrabnie ubrać swe fantazje w słowa, to już w ogóle – mega. Jeśli Bryza mówi prawdę, a wygląda na to, że tak, to świat Benjamina znowu wywinie koziołka. Pojawienie się Sarniny nieźle mu życie zdemolowało – przeszłość pokazała mu nieco inne oblicze, musiał zweryfikować swe wyobrażenie o świecie, w którym żył, o ludziach, których niby znał… ech, nie ma lekko. Nie dziwię się, że ma mieszane uczucia co do Soe – mocno tajemnicza to osoba i strach pomyśleć, kim może się okazać. Z jednej strony wydaje się być taka zagubiona bez Pinoceja, tak bardzo go potrzebuje, kocha, a z drugiej jest coś mocno szemranego w jej przeszłości, w jej osobie. Nie zazdroszczę Benjaminowi. Nawet, gdyby nie kochał którejś z nich, to nie tak łatwo skazać kogoś na pewną śmierć, a on kocha je obie – każdą inaczej, ale kocha. Bardzo jestem ciekawa jak zakończy się ta historia. Pomysł z ogrami miałaś ekstra – wcześniej przedstawiłaś je jako ofiary, przesympatyczne, przekochane stworzenia… a teraz jebut 🙂 Nie wiem, ile w tym intuicji pisarskiej, ile pracy u podstaw nad warsztatem, ale konstruować opowieść to Ty umiesz, Kobieto zwana Jadzią 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      I co by ci Tony odpowiedziec? Analizujesz mnie tekst tak dokladnie, ze nic dodac, nic ująć.
      Naparwdę Sarninka powoduje opad szczeki? Ale taki bardziej:
      A) jestem pod wrazeniem (podziw)
      B) jestem pod wrazeniem (o matko! bede miec koszmary)
      C) jestem pod wrazeniem (co ona ćpie?)
      😂😂😂
      Benjamino nie ma lekko. Muszę przyznać, że decyzja jaką podejmie, nie będzie tą która zakonczy opowiadanie.
      Sarninka jest mało wyraźną postacią. Mam nadzieję, że przez to jej odbiór nie jest gorszy. Tzn. W Ale klapa! każdy miał swój sposob myslenia i mowienia, reagowania, a Soe to taki malo charakterystyczny twór. Osobowosc skrzywdzonej owieczki o maslanych oczach i slepo naiwnej. Jej kompasem nie jest inteligencja, tylko milosc do Pionoceja. Czy ztobienie z niej takiej romantycznej idiotki nie popsulo Sarniny?
      Oj, co ogry trzymaja w ukryciu to sie ejszcze dowiesz…. Od razu ostrzegam
      ZA TYDZIEN BEDZIE MOCNO, ale nie tak, że on bzyka ją, az jej sperma cieknie nosem😂😂😂 bedzie krwawo, mrocznie i delikatniejsze oczy mogą tego nie wytrzymac. Żeby nie było, ze nie ostrzegałam.

      • G
        Gedeon
        |

        C
        Musisz być ostro nagrzana żeby takie rzeczy wymyslić

      • T
        Tony Porter
        |

        Tak, naprawdę Sarninka powoduje opad szczeny 🙂 Zwroty akcji serwujesz takie, że klękajcie narody. Żeby wymyślić coś takiego, to naprawdę trzeba mieć mega kreatywny umysł.A opad szczeny taki bardziej: O rrrany, ale jazda! Boskie! Na pewno mi się to przyśni… i oby było dożo Pinoceja w tym śnie… Ciekawe, co Jadzie bierze… też by mi się przydało… może bym wreszcie pokończyła rozbabrane teksty 🙂 Znaczy się, że Twoje pytanie było testem wielokrotnego wyboru 🙂
        Aaaaa! Znaczy się, że Benji wybierze, a potem los (czytaj: Jadzia) spłata mu figla? A biedny leśniczy będzie musiał z tym żyć 🙁 Ależ jesteś okrutna! 🙂 Nie no, Soe nie jest romantyczną idiotką – owszem jej siłą napędową jest miłość do Pinoceja, to tęsknota pchała ją przez świat, żeby go odnaleźć, ale nie bezwolną lalką, bez własnego zdania i charakteru. Nie zgodziłabym się, że jest mało charakterystycznym tworem – potrafi się sprzeciwić Pinocejowi, nie wyjawiła mu tajemnicy – jak dla mnie, jest wyrazistą postacią. I taką spod znaku tragedii i przekleństwa.
        Jeśli napiszesz coś w rodzaju: “on bzyka ją, aż jej sperma cieknie nosem”, to ja koszulkę z napisem “I love Jadzia” wyrzucam do kosza 🙂

      • J.Gibson
        |

        Gedeon! Oczywiście, że ja to wszystko wymyślam na trzeźwo!
        Czasem po lampce wina, ale tylko po jednej, bo po drugiej cała energia przechodzi mi w biodra😂😂😂

      • J.Gibson
        |

        Tony!
        Ja te zwroty juz mam z gory zaplanowane😈😈😈 tylko dobrnięcie do nich i budowanie napiecia przed nimi to moje zadanie z ostatniej chwili.
        Jedyne co biorę to slonce😉
        Znaczy witamine d3
        Czy mi to pomaga? No nie wiem.
        A moze pomoc ci w tych rozbabranych tekstach?
        Potrzebujesz pomyslu na zwichnięcie akcji?😅😉
        Czyli tulko ja mam wrazenie, ze Soella taka niemrawa w swych poczynaniach😂😂😂
        Masz koszulkę z napisem I💟Jadzia?
        No to nie wyrzucaj! Zawsze dobrze jest miec pod reka cos do przetarcia blatu😂😂😂
        Nie zebym sugerowala, ze mnie znienawidzisz, ale… Recykling, moja droga, recykling. 😂😂😂

      • Babeczka
        |

        No co ty! Zmiana ulubienicy tłumów 😉 to świetny numer. Wtedy to się zaczyna dyskusja!

      • T
        Tony Porter
        |

        Dobrnięcie od punktu A do punktu B zawsze jest najtrudniejsze – żeby to sens miało, żeby było wiarygodne, żeby bohater przekonał czytelnika do swych racji.
        Ha, ha, podrzucę Ci dwa fanfiki o Guyu – już go znasz, więc wiesz, czego można się po nim spodziewać 🙂
        Chyba jesteś uprzedzona do Soelli 🙂

      • T
        Tony Porter
        |

        O los koszulki jestem spokojna, bo myślę, że prędzej by piekło zamarzło, niż Ty napisałabyś tekst tego rodzaju. Pomyśl, jak byś się męczyła przy tej cieknącej nosem spermie 🙂

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Chyba logistyka na blogu szwankuje, bo pod “Sarniną” jako “Podobne Opowiadania” wyświetlają się li i jedynie tytuły opowieści Jo – jakieś mega nieporozumienie. Powinny raczej wskakiwać demoniczne opowieści Babeczki. Jeśli ktoś z lektury przygód Pinoceja przeskoczy w świat np. “Randek…” itp., to może doznać uszczerbku na zdrowiu psychicznym i podać blog do sądu 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Bo to łączy według tagu – piszą dla motyli :-))) Niestety, w tym szablonie ustawienie podobnych opowiadań jest niezwykle trudne, kiedyś chciałam to zrobić, ale się nie udało 🙁

      • T
        Tony Porter
        |

        To już chyba lepiej by było nic nie ustawiać, bo to kryterium zupełnie bez sensu jest.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ja bym byla zaszczycona, gdyby pod Sarninką polecano demony Babeczki.

    • e
      eruanna
      | Odpowiedz

      Sugerowane juz raz wyprowadzily mnie w pole.

      • T
        Tony Porter
        |

        Prawda, że można się mocno zdziwić?

  5. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Jadzia co Ty łykasz? 🤭Skąd Ty bierzesz takie rzeczy… 😀całe życie uwielbiałam wróżki, dzis to sie zmieniło Dzwoneczek jest dla mnie od dzis „wredna S”🙈 a Shrek juz nie jest śmiesznym zielonym ogrem… Wpojone mi wszelkie wyobrażenia i postacie fantastyczne, ktore zawsze wnosily we wszlekiego rodzaju historie pozytywne wątki stracily sens, ba! nabrały całkiem innego znaczenia! Jak ja sie po tym mam pozbierać? 😬😅

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nooooo moja droga! Za tydzien to ty sie dopiero pozbierac nie bedziesz mogla😂😂😂
      Tylko mnie nie znienawidz😂
      Mam nadzieje, ze Rany Julek! 2 cie przebłaga i mi wybaczysz tak bardzo spaczoną Sarninkę😂😂😂

  6. D
    Dirty Harry (not Potter)
    | Odpowiedz

    Gibson! Jedno mi się na usta ciśnie. Musze przeprosić moją zębuszkę, bo do tej pory wieszałem na niej psy, również przez ciebie. Warsztaty o których pisałaś dają się wyczuć w ostatnich częściach. Machasz moja opinią jak flagą na maszcie. To powiedz, meta? Amfa? Koks? Co tam bierzesz? Każdy pisarz ma jakieś nałogi.

    • e
      eruanna
      | Odpowiedz

      Zartujesz z meta? To raczej na LSD jest jazda. Jaga, jesli ty to wszystko z wyobrazni to ja jestem pod wrazeniem. W dodatku czuje, ze prawdziwa bomba dopiero przed nami.

      • J.Gibson
        |

        Oj, bedzie to bomba nuklearna😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      To przepraszaj. Na starość, gdy zaczniesz gubić zęby, znajomości z zębuszkami mągą sie przydać😂😂😂

  7. L
    Loyalny Yolek
    | Odpowiedz

    wiedzialem ze wrozki maja alibi
    do czego to podobne by je tak oskarzac?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Biedne, prawda? Bo kazde nasze dzialanie jest reakcją na jakies inne dzialanie. Lubię takie zabiegi wypaczania i udowadniania racji postępowania. Jeśli skusisz sie na Ale klapa! To zwróć uwagę na Oliwiera. On jest taką postacią pozytywną do samego konca, nawet jak juz jest jasne, ze swoje ma za uszami.

Napisz nam też coś :-)