Sarnina (XVI)

with 16 komentarzy

Sarnina (XVI)

z pogranicza baśni i fantazjii

 

Sarnina

J.Gibson

korekta: T.P.

część szesnasta

Na bagnach powietrze gęstniało, aż nabrało kształtu dwóch mężczyzn. Benjamin i Larkin od razu skierowali kroki do chaty ogrów.

Bóg wywęszył zanikający zapach wróżki, więc obawiał się najgorszego. Nie martwił podejrzeniami przyjaciela, który w pełni mu ufał. 

Grube zasłony nie tłumiły światła bijącego przez okna chaty.

– Jest tam kto? –  Lawler zapukał w drewniane drzwi, a wtedy dało się dosłyszeć poruszenie. 

– Któż to? –  zapytał chrypliwy damski głos, brzmieniem podobny do kawki. 

– To ja! –  warknął Benjamin i otworzył drzwi na oścież. Jedzący strawę ogr kiwnął głową na przywitanie, jak robił to zazwyczaj. –  Szukam waszej niani. – Leśniczy rozglądał się podejrzliwie po wysokiej izbie. – Miała mi powiedzieć, czy bierze posadę u was. A co tu tak cicho? Gdzie wasze dzieci, Gereta? –  zwrócił się do niskiej i pulchnej ogrzycy.

– Dzie e ci? –  zająknęła się, spoglądając na męża. –  Dzieci śpią, tak, dzieci śpią. Niania była, uśpiła i poszła. 

Larkin pocił się z nerwów, ale dłoń Benjamina spoczywająca na jego ramieniu sugerowała, żeby się nie wtrącał. 

– Nie ma piękniejszego widoku niż widok śpiących dzieci –  kontynuował leśniczy chytrze. – Gereta, zrób mnie, bezdzietnemu, przysługę i daj zerknąć na wasze skarby.

Ogr poderwał się z krzesła, a ogrzyca doturlała się do niego. Oboje stanęli w pozie wyrażającej gotowość defensywną.

– Sośniarz! Czego szukasz o tej porze? 

–  Ukojenia dla nerwów. –  Leśniczy zachowywał spokojny ton. –  Tatarzyc, przecież wiadomo, że dzieci dają szczęście, a ja zmartwiony jestem to chciałem widokiem dzieciaków sobie humor poprawić. 

– Jutro!–  warknął postawny ogr, wyższy od Benjamina o metr.

– A mi się wydaje, ze dziś!

Sinozielony rzucił się na boga, lecz bezskutecznie atakował pięściami.

Leśniczy efektywnie robił uniki. Walczył sprawiedliwie, bez używania mocy, a mimo to był zaskoczony siłą mięśni. Bez problemu powalił ogra na ziemię, a gdy go przyduszał krzyknął do zszokowanego kumpla:

– Szukaj Lutki!

Gereta od razu poturlała się do sąsiedniego pomieszczenia, oddzielonego zasłoną, a nie drzwiami. Larkin ruszył za nią, ale jak tylko zniknął za materiałem upadł z hukiem na podłogę. 

– Co jest? –  warknął Benjamin zaniepokojony odgłosami. Tatarzyc wykorzystał. nieuwagę boga i wymierzył prawy sierpowy. Trafił! Celestialne ciało zostało przerzucone w kąt izby. Tryumf ogra nie trwał długo. Leśniczy podniósł się, otrzepał boki, po czym rzucił się znów na przeciwnika. Kotłowali się w walce wręcz tylko chwilę, ale ta chwila wystarczyła. Zniszczyli meble, powybijali okna, zrobili dziury w ścianach. Benjamin nie chciał zabić. Planował unieszkodliwić Tatarzyca, który do tej pory był jego przyjacielem. Niestety, ogr upadł niefortunnie na krzesło. Siedzisko pękło, a sinozielony nabił się na nogę mebla. Leśniczy wstał szybko i żwawo skierował kroki do sąsiedniego pomieszczenia, gdy nagle zorientował się, że czuje Lutkę mocniej. Jej zapach był silniejszy. Sekunda wystarczyła, by bóg namierzył beczkę, która uprzednio stanowiła podstawę stołu. Niewiele myśląc otworzył ją. Kamienie aż po sam brzeg nie wzbudziły podejrzeń, ale… Zapach!  Benjamin przypomniał sobie słowa Bryzy i działanie kamiennego fotela. Przechylił beczkę, a zsuwające się kamyki ukazały włosy Lutki. 

– O nie! –  jęknął, przewracając drewniany pojemnik. Wyciągnął wróżkę ledwie żywą, po czym przyłożył usta do jej ust i wtłoczył powietrze w płuca. Ocknęła się, lecz była obolała. Benjamin szeptem nakazał jej być cicho, po czym zakradł się za kotarę, za którą znikł jego przyjaciel. Jak tylko wszedł dostał w głowę czymś ciężkim. Na szczęście cios nie okazał się zbyt niebezpieczny. Wystarczyła chwila, żeby związał Geretę. W złości fukała i rzucała przekleństwami, ale bóg nie zwracał na nie uwagi. W pomieszczeniu stały beczki. Jedna przy drugiej, co najmniej dwadzieścia sztuk. Otwierał je po kolei. 

– Kamienie, kamienie, kamienie! –  krzyczał, wywracając je. – Larkin! – Ocucił przyjaciela.–  Znalazłem Lutkę, nic jej nie jest. – Wskazał palcem główną izbę.

Barman chwiejnym krokiem ruszył do swej ukochanej, podczas gdy Benjamin opróżniał kolejne beczki. Hałasował przy tym, miotał się w złości, żalu i żądzy zemsty.

– Oh, nie! –  płacz Lutki wyrwał go z amoku. Larkin trzymał wróżkę na rękach i oboje w myślach liczyli ciała. 

– Tylko dzieci brak –  stwierdził barman. 

Wszyscy troje spojrzeli na Geretę. Ogrzyca wiedziała, że jest na straconej pozycji. Zastukała obcasem w drewnianą podłogę, a Benjamin uderzył pięścią w deski. Wyrywał je jedna po drugiej. Odór szybko rozszedł się po izbie. Lutka z trudem pohamowała odruch wymiotny, Larkin naciągnął koszulkę na nos, a Benjamin…

Benjamin z kamienną twarzą obserwował dziesięć beczek. Na wieczku każdej mała główka. Po chwili szoku, bóg gwałtownie odsunął się od dziury w podłodze i zwymiotował. Ciche kwilenie dobiegło ich uszu, a potem następne i kolejne. 

– Obudził je! –  warknęła ogrzyca, a leśniczy znów zajrzał pod podłogę.

Sześć rozdziawionych buzi nawoływało płaczem. 

– One żyją!? –  Leśniczy zsunął ciało do dziury w podłodze.

Larkin ułożył wróżkę na podłodze i rzucił się do pomocy przyjacielowi. Sześć beczek z niemowlęcymi główkami na wieczkach stanęło tuż obok Lutki, a ona próbowała uspokoić kwilenie czułym głosem. Podciągnęła się i sięgała do ich policzków, głaskała posklejane brudem czuprynki. Szybko wyczuła, że wieczko działa niczym dyby. Ogrzyca z łzami w oczach obserwowała, jak barman ujmuje za główki jej najukochańsze dzieci, by nie wpadły całe do beczki, gdy bóg luzował wieka. 

Pierwsze i drugie niemowlę od razu wylądowało w ramionach wróżki. Z przerażeniem oglądali wykoślawione kolanka, powykręcane łokcie oraz nadgarstki, liczne siniaki. Płyn, w którym ogry przetrzymywały dzieci miał spowalniać gojenie, żeby urazy nabrały zwyrodnień i infekcji. Tak właśnie rodziło się kolejne pokolenie oprawców.

 Pozostałe niemowlęta układali na koszuli Benjamina, tuż przy Lutce, by każdego mogła ukoić swoim dotykiem. Dzieci uspokajały się przy niej, cichły i zasypiały z uśmiechem na ustach. 

– Nie dam rady zabrać nas wszystkich do Wiedźmowiska –  zwrócił się do Larkina, a ten spojrzał znacząco na ukochaną. –  Panie przodem – Poprawił w rękach wróżki dwoje dzieci, po czym przytulił troje i zniknęli. 

Kiedy bóg pojawił się za plecami Larkina, ten ze smutkiem spoglądał na beczki, których nie wyciągnęli. 

– Nie mów o nich Lutce. Jest wystarczająco roztrzęsiona widokiem tej szóstki –  poprosił barman.

Benjamin przytaknął. Podał przyjacielowi dwoje śpiących niemowląt i teleportował ich do Wiedźmowiska.

Gdy wrócił po raz trzeci, wzniecił ogień we wszystkich kątach chaty, po czym przytulił dzieci. Zniknęli. 

*

– To ostatnie? –  spytała Białuszka przejmując maleństwa z rąk boga.

– Ostatnie. –  Spojrzał na przyjaciółkę z wyrzutem. –  Wiedziałaś.

–  Ciiii! –  Przyciągnęła Benjamina i razem nachylili się nad dwójką ostatnich niemowląt. Mówiła cicho –  Tylko gestorki znają prawdę o ograch. Młode wróżki nie, i niech tak zostanie.

–  Po tym co widziała Lutka, jakoś…

– Lutka… Ach, biedne dziecko. Zostanie tu ze mną. Pomoże uzdrowić biedactwa. Zaklęcia pamiętam, ale mocy już nie mam. Lutka odwrotnie.

Leśniczy odetchnął z ulgą. Wiedźmy zajmowały się dziećmi, tuliły je, opatrywały rany i poiły naparami. Frang nastawiał złamania wróżce i raczył ją eliksirami. Larkin streszczał wujowi wydarzenia podczas sporządzania kolejnych mikstur. Sytuacja wyglądała na opanowaną.

Benjamin nie mógł prosić o pomoc, bo każdy miał ręce pełne roboty. Nie zdąży też wezwać nikogo z Nowego Olimpu. Ukrył twarz w dłoniach, by schować zmartwienie. Liszka czy Sarninka? Sarninka czy Liszka? Była miłość czy ta aktualna? Liszkę kochał szczerze, ale Sarninka… Wspomnienia wracały, być może uczucia też niedługo o sobie przypomną. Dlaczego nie mógł mieć obu?

– Benji? Wszystko w porządku? –  Larkin poklepał boga po plecach. 

– Taaa, tylko... Niedługo wrócę. –  Zniknął.


No i jesteśmy coraz bliżej finału i coraz bliżej końcówki. Czy ktoś będzie miał dziś w nocy koszmary?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Dobrze, że zawsze czytam rano 😭 bo byłyby koszmary jak nic.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      😂😂😂 a ja to pisałam nocą.

  2. M
    Mruczna
    | Odpowiedz

    Jak mozesz konczyc w takim momencie 😋 Nawet bedac na drugim koncu świata, regularnie tu zagladam gdy tylko mam Internet

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Muszę tak skonczyc😉 latwiej mi dzielic akcje na momenty od pojawienia sie do znikniecia niż ciąć w srodku akcji. To nawet lepiej dla czytelnika, bo nie ma uczucia, ze ledwo sie pojawil gdzies Benjamin a mu juz ciach i czekaj do nastepnej środy.
      Mruczna, a ty tylko fantasy lubisz?
      Skusisz się przeczytac Rany Julek? Juz jest 12 poprawionych częsci doatepnych na motylach.

      • M
        Mruczna
        |

        Poprawione? A co tam brakowało? Czytalam ‘Rany Julek’. W zasadzie wszystko na motylach czytam bezplatne od 2 lat.. troche byly moim lekarstwem na rozstanie. I tak zostalam 😁

      • T
        Tony Porter
        |

        Słusznie, Mruczna 🙂 Niczego w Julku nie brakowało, aczkolwiek warto zaglądnąć do opowieści ponownie, bo naprawdę ładnie Jadzia dosmaczyła 🙂 Ciekawa jestem, który z panów wygra casting i zabłyśnie na nowej okładce w roli Teodora.

  3. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Coraz mniej wiem, co się tutaj dzieje i o czym jest to opowiadanie…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Rozumiem cię. Jak mi sie wydziela cos do poczytania fragmentami i z duzym odstepem czasu, to też się tak czuję. Dlatego zazwyczaj czytam dwie ostatnie częsci. A gdy czuję, że potrzebuję wiekszego rozbiego to trzy. Czasami, gdy fabuł zawiera kilka wątków, wolę poczekać, by przeczytać całość. Sarninka to taki wielowątkowiec. Masz przeszlosc Pinoceja i jej wplyw na jego teraźniejszosc, a wszystko w czasie szukania zaginionych nimf.
      W dodatku niektore z wątków mają wspólny koniec, a inne (jak sie niedlugo okaze) wspólny początek.
      A widziałs juz Rany Julek! po tunningu?
      Upiekszony i wzbogacony o kilka scen. Kilka to w moim mniemaniu nie 2-3, ale więcej.
      Jestem ciekawa twojego zdania. Juz jest poprawionych 12 czesci. 13 i 14 wrzuce alda dzień. A ppzostale dwie w przyszlym tygodniu.
      Zapraszam

      • T
        Tony Porter
        |

        Fakt, że czytanie na raty nie służy opowieści. Jak już Sarnina wybrzmi na blogu do końca, to trzeba będzie zasiąść z filiżanką herbaty, albo i czym mocniejszym, wygodnie się ulokować i… pożreć losy Pinoceja i jego przyjaciół (i nieprzyjaciół) za jednym podejściem 🙂 Na jeden kęs 🙂 Płyny pod ręką nieodzowne, żeby się nie zakrztusić 🙂

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ufff! Ale akcja! Szczęście wielkie, że się chłopakom udało uratować Lutkę i przynajmniej te sześcioro dzieciątek. Nie rozumiem, dlaczego gestorki trzymają w tajemnicy te okrutne praktyki ogrów. I to nie tylko przed wiedźmami, bogami, ale i młodymi wróżkami. Przecież uważane są za winne pogromu ogrów. A ogry za milusińskich. Pomysł z dziećmi w beczkach… ech, rewelka 🙂 Ten motyw jest koszmarny, owszem, ale naprawdę dobry. Poza tym, nie epatujesz makabrą, tylko używasz jej dla zwiększenia dramaturgii historii. Ale że Białuszka nie ostrzegła Pinoceja, tylko pozwoliła wysłać Lutkę na pewną śmierć? Na miejscu Larkina kazałabym się jej mocno tłumaczyć.
    Co do wyboru Benjamina, to początkowo optowałam za Sarninką… no właśnie, Sarninką. Odkąd Sarninka okazała się być Soellą, to tak jakoś tracę ciągoty do niej i bardziej widziałabym Liszkę przy boku leśnego boga. Nie wiem, coś mi w Soe nie gra. Może się mylę, może jestem uprzedzona do przyjaciółki Welessy 🙂 No właśnie, skąd wiadomo, czy to nie jakaś intryga Welesa? Mocno to wszystko podejrzane.
    Benji, trzymam kciuki, żebyś jakoś sobie z tym wszystkim poradził. Niech moc będzie z tobą, bogu.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Białuszka najwyraźniej nadal ma uraz do wróżek. Wybrała miłość do Franga, ale to nie znaczy, że nie tęskni do wróżkowych mocy i ma za złe, ze ją tak wyobcowały, wyrzuciłyb a takze pozbawily mocy.
      Co do udziału Welesa… Pojawi się osobiście, tak jak przyjaciółka, która wiele lat temu poprosiła Benjamina o pomoc dla Soelli. A wtedy okaże się, że to wszystko co wam do tej pory przedsyawilamb to teatrzyk marionek😉😂😉😂😉😂😈😈😈😈
      Ależ jestem wstrętna😂😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        W sumie, trudno się jej dziwić, ale wróżkami wróżkami, ale że pozwalała by ogry męczyły niewinne dzieciątka, to już zdecydowanie jej się nie chwali. Ciekawa jestem, czy Frang wiedział o tym niecnym procederze.
        Aaaa! Znaczy się, że tak właściwie, to zabawa dopiero się zaczyna 🙂 I Weles, i tajemnicza przyjaciółka… no, no… gdyby to była brazylijska telenowela, to okazałoby się, że Soe jest nieślubnym dzieckiem ojca Pinoceja, a jej matką Welessa, a Pinocej jest synem Welesa, a rzekomą przyjaciółką Pinoceja jest… hmmm… brakło mi pomysłu:( Tak to jest, jak się seriali nie ogląda 🙂 Uwielbiam mistyfikacje i z rozkoszą oczekuję opadu szczeny, jaki mi zapewne zafundujesz w finale opowieści 🙂 Wstrętna?! Wręcz przeciwnie! Jesteś absolutnie boska! Niczym sam Pinocej 🙂 A może i stopień wyżej 🙂

      • J.Gibson
        |

        Obawiam się, ze Frang wiedział. Druidzi jednak zazwyczaj trzymaja sie na neutralnym gruncie i tutaj nie zmienilam natury Franga. Poproszony o pomoc pomaga. Sam z siebie się nie wtrąca.
        Co do tasiemcowych intryg… Nie powiem, zebym nie lubila.😈😈😈
        Mmiiałam nawet pomysł zrobić z Benjamina drugiego Edypa! Ale nie! Postanowiłam zafundować mu prawie zzdrowy związek z….
        No wiadomo z kim!😂😂😂

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    A Sarninki dzisiaj nie będzie?! 🙁 Przyznać się, czyja to wina 🙂 I proszę nie zwalać na ogry 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Moja wina! Wrzucalam Sarninke w ostatniej chwili

  6. Anonim
    | Odpowiedz

    kiedy będzie następna cześć saraniny

Napisz nam też coś :-)