Sarnina (XVII)

with 13 komentarzy

Sarnina (XVII)

z pogranicza baśni i fantazjii

Sarnina!

J.Gibson

korekta: T.P.

część siedemnasta

– Soe? – zawołał Benjamin jak tylko pojawił się w Oak Fort. – Soe! Nie mamy czasu! – Zbiegł na taras, gdzie bogini wyszła mu naprzeciw. 

Soella chciała czule przywitać swego kochanka, lecz jego poważna mina zatrzymała ją zanim zarzuciła mu ręce na szyję. 

– Coś się stało? – zapytała pełna obaw.

– Nie możesz tu zostać? – warknął, ale czuł złość tylko na siebie. Poniósł porażkę. Musi się do tego przyznać. – Idziemy. – Złapał za ramię i już miał się rozpłynąć z wiatrem, gdy Soe wyrwała się z jego uścisku.

– Pinocej, jesteś inny. Czy coś się stało, kochanie? – zapytała, kiedy wolno fruwające atomy znów kształtowały boga.

– Opowiem ci w drodze. Chodź! – Poświęcił dużo czasu na ocalenie Lutki oraz ludzkich dzieci i teraz każdą minutą igrał z życiem Liszki. Jeśli nie zdąży, nie wybaczy sobie tego. – Proszę. – Wyciągnął dłoń do bogini, a ta uśmiechnęła się ciepło i podała mu swoją.

W spojrzeniu Soelli dostrzegł zmartwienie, które nakazywało jej ostrożność, pomimo że do tej pory ufała mu bezgranicznie. Przytulił kobiece ciało do siebie, po czym pocałował namiętnie. 

Zniknęli.

*

W sklepie kamery zaśnieżyły, a gdy znów odzyskały ostrość, w alejce z ekspozycją drzwi stała para. Mężczyzna otworzył wybrany model, zaprosił partnerkę do środka i zniknęli oboje gdzieś pomiędzy jednym, a drugim zawiasem. 

*

– Co to za miejsce? – zapytała Soe, masując obolałą głowę. Domek Lutki był niski nawet dla bogini. Benjamin od razu wyczołgał się na zewnątrz, a ona podążyła jego śladem. W mroku nocy tylko drobne latarenki ze świetlików pomagały im dostrzec cokolwiek.

– Tędy – Bóg złapał Soellę za dłoń i pociągnął w stronę świątyni.

– Pinio? Co to za miejsce? – powtórzyła, kiedy stanęli przed kamiennym budynkiem. Prezentował się solidniej niż pozostałe domki osady. 

– Sarninka, Soe – poprawił się od razu – przepraszam. Nie chciałem, żeby to się tak skończyło, ale nie mam wyjścia.

– Pinio? O czym mówisz? – Bogini zbladła z przerażenia. Krok za krokiem cofała się, zwiększając dystans, lecz Benjamin złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie, żeby po raz ostatni złożyć pocałunek na ustach, które chciał kochać równie mocno co pamiętać. A chciał ją pamiętać. Chciał pamiętać wszystko od pierwszego spojrzenia w jej oczy. Czuł ciepło Sarniny, które rozlewało się również na jego ciało w każdym punkcie zetknięcia z nią. Tym ciepłem docierała do warstw ukrytych głęboko w sercu, by wydobyć z nich wspomnienie ich miłości. Całowała boga tak, jakby to była ostatnia chwila jej życia. Pieszczotą wyrażała krzyk rozpaczy i wołanie o pomoc, a wtedy poczuła, że ciepło do niej wraca. Silniejsze, bo spotęgowane sercem Pinoceja. Przypomniał sobie! Pamiętał już jak bardzo ją kocha. Przez chwilę nie istniało nic poza nimi. Rośli w uczucie, które ona znała, a on odkrył na nowo. 

Drzwi świątyni otworzyły się nagle z piskiem starych zawiasów. Bryza stanęła dumnie w wejściu. Czekała na uwagę nowoprzybyłych, by zrealizować umowę. Tuż za jej plecami pojawiły się pozostałe trzy gestorki, które zaklęciem unosiły Liszkę i Sówkę w powietrzu.

– Kończcie już to przedstawienie. – Bryza wywróciła oczami z dezaprobatą. – Wymieniamy się czy nie? 

Soella chciała spojrzeć w stronę wróżki, lecz Benjamin ujął jej głowę oburącz i nie tracił z nią kontaktu wzrokowego. Bał się, że gdy przestaną patrzeć sobie w oczy czar pryśnie, a on znów utraci moc kochania bogini. Nie potrafił jej oddać! Nie chciał! Równie dobrze mógł wyrwać sobie serce. 

A nimfy? 

– Soe, gdy zmienię się w niedźwiedzia, biegnij do drzwi na lewo od świątyni i otwórz je tym kluczem – szepnął tak cicho, że tylko zwierzęcy słuch mógł go dosłyszeć. – Uciekaj.

– To jak, bożuniu? – warknęła Bryza.

– Jestem zgodnie z umową.

Gestorki uśmiechnęły się i szeptanym zaklęciem ułożyły nieprzytomne nimfy tuż przed Benjaminem.

– Teraz ona! – Dowodząca wróżka wskazała palcem na Soe, a ta schowała się za plecami Pinoceja.

– Widzisz, Bryza. – Westchnął ciężko bóg, robiąc krok nad nimfami, by nie stały mu na drodze samobójczego planu zaatakowania wróżek w pojedynkę. – Musimy nieco zmienić nasze ustalenia. 

Gestorka spojrzała na boga z zaskoczeniem i pogardą.

– Nie! 

– Myślę, że mógłbym zaoferować ci inne usługi. – Grał na zwłokę, bo słyszał przyspieszające tętno nimfy. Sówka budziła się. 

– Nie jesteśmy zainteresowane twoim towarzystwem – skwitowała ironicznym tonem. – Kochanków możemy mieć na pęczki.

Bóg z uśmiechem podchodził coraz bliżej, aż stanął tuż przed obliczem Bryzy.

– Nie takie usługi miałem na myśli. Mówiłaś, że krwią nimf płacisz za ochronę dzieci przed ogrami, a gdybym wytępił ogry co do nogi?

Roześmiały się wszystkie, co jednocześnie stanowiło odrzucenie oferty.

– Ja tobie nimfy, ty mi ją! Umowa to umowa. Dla twojego spokoju mogę zapewnić, że nie spadnie jej włos z głowy i nie straci nawet kropli krwi. 

Benjamin spojrzał przez ramię na Soellę, która pomagała Sówce wstać. Nie odda jej! Był tego pewien, a pewność ta dodawała mu sił. 

– Nie! - warknął z niedźwiedzią chrypką i zrobił krok do przodu, na co wróżki cofnęły się kilka kroków do świątyni, gdzie czarny kwarc zapewniał im przewagę. – Nie oddam żadnej! – Niedźwiedzie pazury złapały za drewniane drzwi, a ręce puchły sierścią i rozrywały rękawy koszuli. 

– Nie będziesz mi groził w moim własnym domu! – Stanowczo powiedziała, lecz cofnęła się w cień korytarza z lekka obawą.

– Nie zamierzam – odpowiedział Benjamin z szerokim uśmiechem, po czym zatrzasnął drzwi świątyni i zablokował je własnymi plecami, by wróżki nie wydostały się. – Teraz! – krzyknął do Soelli, a ta od razu podbiegła do drzwi. Otworzyła je, po czym wróciła do Sówki, żeby pomóc jej zabrać z ziemi wciąż nieprzytomną Liszkę. – Szybciej! – ponaglał, gdy trzecie uderzenie w plecy okazało się silniejsze niż przypuszczał. Bryza ciskała zaklęciami wściekle, ale trzy uciekinierki zdążyły już opuścić wrogi im świat. W momencie kiedy Soe zamknęła za sobą drzwi szopy, ogromna siła wciągnęła Benjamina do środka świątyni razem z drzwiami. W mgnieniu oka znalazł się w wysokiej sali, gdzie ostatnim razem zajmował leżące miejsce. Również tym razem zaklęcie dociskało go do ściany, która przebijała jego ciało czystym kwarcem. Nie bał się, a pewność, że Soe jest bezpieczna dodawała rozmachu jego możliwościom. Napiął mięśnie, przez co kamień szlachetny odprysł od ściany. Leśniczy mógł teraz stanąć na nogach, wokół których rozsypywały się odłamki kwarcu, które leczące się ciało wypychało z ran. 

– Pojmać go! – rozkazała Bryza swym koleżankom, a sama zniknęła w ciemnym korytarzu. 

Gestorki ciskały czarami, lecz Benjamin opierał się im efektywnie. Gdy dopadł pierwszą napastniczkę, pozostałe zarzuciły mu na szyje czarne korale. Z zaskoczeniem wszystkie stwierdziły, że bóg jest na nie odporny. W walce wręcz nie miały szans. Po chwili wszystkie trzy leżały na kamiennej posadzce półprzytomne z wyczerpania. Leśniczy nie zamierzał ich zabijać. Ruszył korytarzem za Bryzą, a kiedy wyszedł ze świątyni zauważył otwarte drzwi szopy.

– Nie! – warknął, rzuciwszy się pędem do przejścia między światami. Znalazł się znów w sklepie. Od razu wywęszył zapach nimf i ruszył ich śladem przez alejki ekspozycji, do wyjścia, aż na parking, gdzie spostrzegł dwie sylwetki. 

– Paaanie! – krzyczała Sówka, trzymając na kolanach głowę Liszki. – Zabraaała ją! Zabraaała dziewczynę, która pomooogła nam uciec – rozpaczała.

Benjamin położył dłoń na szyi Liszki. Słabe tętno nie napawało nadzieją, więc objął obie nimfy i razem z nimi zniknął.

*

– Co tu się wyprawia!? – Białuszka szeptem wyraziła oburzenie. – Połóż ją w sypialni. Tutaj nie ma miejsca.

Benjamin posłusznie przeszedł pomiędzy wiedźmami troskliwie natłuszczającymi kwilące cichutko niemowlęta. Niektóre z nich odzyskiwały już naturalny kolor, ich kształty również nabierały prawidłowości. Ten widok upewnił go w przekonaniu, że czas, który poświęcił na ratowanie ich ma wartość liczoną w życiach. Podłoga skrzypiała, gdy niósł Liszkę do sąsiedniego pomieszczenia. Położył ją na łóżku obok Lutki, która karmiła ogrzątko piersią. Z każdym łykiem dziecku wracało człowieczeństwo.

– Nie gap się tak! – Białuszka upomniała Benjamina. – A tej co dolega? – Przyjrzała się Liszce z bliska, po czym wyszła porozmawiać z Frangiem.

– Co ooona tu rooobi? – rzuciła oskarżycielsko Sówka w kierunku Lutki, jak tylko stanęła w sypialni.

– Pomaga – odpowiedział Larkin, który przyszedł napoić Liszkę miksturami wzmacniającymi. Zbadał nimfę, po czym znów odezwał się do pierzastej. – Wszystkie macie jednakową krew, czy jednakowa jest tylko w ramach jednego gatunku? – zapytał dla pewności, a po słowie wyjaśnienia przygotował dla Sówki krzesło obok łóżka i zestaw do transfuzji.

Białuszka przyniosła Lutce kolejne sinozielone dziecko, a to które odebrała od niej wyglądało jak zdrowy ludzki bobas. Maluch od razu wylądował w boskich ramionach.

– Tak ślepo przyjaźniłeś się z Gerettą i Tatarzycem, że nawet gdybym ci powiedziała prawdę, nie uwierzyłbyś w nią – powiedziała wiedźma, poprawiając dziecku pieluszkę.

Miała rację, tego Benjamin nie zamierzał wypierać. Pulchny niemowlak gugał i wyciągał rączki do boskiej brody. Leśniczy patrzył na niego smutno i coraz bardziej zatapiał się w posępnych myślach.

– Straciłem Soe – wymamrotał cicho, jakby mówił tylko do dziecka. – Straciłem Soe – powtórzył prosto w oczy Białuszce, oddając jej malca.

– Wróżki ją dorwały?

– Bryza. Gdy walczyłem z gestorkami ona podążyła śladem Soe.

– Paaanie, mówisz ooo tej dziewczyyynie, co z naaami była?

– Tak, Sówka, o tej.

– Ooona prosiła, żeeeby powieeedzieć Welessie.

Larkin wyprostował się na dźwięk imienia córki władcy umarłych i z niepokojem spojrzał na Benjamina.

– Welessie? – zdziwiła się Białuszka. – Co Soe ma wspólne…

– Zamek! Welessa jest w zamku tak? – Leśniczy z ożywieniem wtrącił się wiedźmie w słowo, po czym zniknął.

 


No i jesteśmy w miejscu, które mogłabym nazwać ostatnim gzymsem przed szczytem. Szczyt już blisko, czy czujecie napięcie?

A przy okazji przypomnę się, że Rany Julek! uległ operacji plastycznej i przez to jest milszy dla oka, ciekawszy w kilka nowych scen no i już prawie gotowy w całości, bo 14 pierwszych części jest już dla was wypieszczonych na motylach w zakładce E BOOKI-> piszą dla motyli -> Jadzia Gibson (tam znajdziecie Rany Julka!)

Ale żeby nie było, że tylko tekst się odnowił, to chciałabym was prosić w wyborze nowej okładki dla Julka! Gdzie?

A tu: Która okładka dla Rany Julek! ?

I teraz oficjalnie mogę wam powiedzieć, że nie bez przyczyny tunninguję Rany Julek!.

Ogłaszam wszystkim zebranym, że Rany Julek! będzie miało swoją kontynuację!

Cieszycie się?

Buziaki moje kociaki!

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    To ja przepraszam za spóźnienie. Zapomniałam że to już środa :-)))

    • P
      Pat
      | Odpowiedz

      Wczoraj środa, a dzisiaj już czwartek… 😊😃

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Czas leci… Mnie to calkiem przeraza, ze tak szybko

  2. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Taka byłam wczoraj mądra inaczej, że napisałam komentarz i zamiast go od razu opublikować, a potem oglądać chętnych do roli Teo, to napisałam komentarz, pooglądałam miłych dla oka panów, wyraziłam swe zdanie, zerknęłam jeszcze w kilka innych miejsc… no i oczywiście okazało się, że zerkałam za daleko i do komentarza wrócić się już nie da 🙁 Jestem w tej kwestii niereformowalna 🙁

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Zazdroszcze. Ja se nie nazerkam za daleko, bo cierpię na krótkowzroczność😂😂😂

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ufff! Przyznam, że odetchnęłam z ulgą. Mimo mych mieszanych odczuć co do Soelli, cieszę się, że Benji nie potrafił, nie był w stanie oddać jej wróżkom. Chociaż, nie zmienia to faktu, że rozumem podjął decyzję i wybrał Liszkę. Uczucia miały w tym temacie inne zdanie. Inna rzecz, że Pinocej chciałby mieć je obie. Wątpię, by się zgodziły na trójkącik. Tak się zastanawiam, bo od kilku części przewija się motyw konieczności bliskości cielesnej, kontaktu, bycia razem Soe i Ponoceja, żeby sobie przypomniał. Nie tylko wydarzenia, ale i uczucia, żeby przypomniał sobie miłość. A jeśli to jest manipulacja? I pytanie, czyja? Kto macał w tym palce? I ciekawe jest to, że Benji w duecie z Soe nabiera większej mocy. Kim jest ta kobieta!?!?!? To, że Soe po otwarciu drzwi nie dała drapaka, tylko wróciła, by pomóc Sówce i Liszce… to bardzo dobrze o niej świadczy. I tak sobie rewiduję swe podejrzenia i myślę, że Soe jest bogu ducha winna :), ale może być narzędziem w czyichś rękach. Najbardziej podoba mi się to, że nie mam pojęcia co mogłaś wymyślić 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Kiedys byly takie maskotki jakiejs firmy serce i rozum. Chyba cos z telefonami. Ale to byl gebialny strzal marketingowym wg mnie, bo doskonale pokazywal, ze rozum nie zawsze z sercem idzie w parze. Podobnie u Benjaminka. Trudno nam dbac o dobro osoby, do której nie zywimy zbyt wiele poza pociągiem do ogonka.
      Czy trójkącik?
      No nie wiem, ale poligamizm ogółem wydaje mi sie ciekawy. Lubie miec czas dla siebie, a jakbym jeszcze wiedziala, ze w tym czasie ktos zajmie sie moim mezem i dziecmi z taka sama troską jak ja, przekonuje mnie bardzo. Biologicznie o tez wersja bezpieczniejsza niz jakies kochanki na boku czy jednorazow wypady do burdelu. No i masz sojuszniczke wiec w demokratycznym glosowaniu czy kuchnia potrzebuje remontu nie bedzie remisu tylko juz na drugi dzien ekipa remontowa. Jak cos zacznie wspolny malzonek odwyczyniac to latwiej go uspokoic gdy dostanie patelnia z dwoch stron. Masz kolezanke do ponazekania na meza i ona CIE ROZUMIE bo ma to samo!
      Ja cos czuję, ze Sarninka z Liszką to by się dogadaly od razu.
      😂😂😂
      I zauwazylas te moc!
      Dobrze!
      Tak, Soe przyczynia sie do nasilenia mocy Pinoceja. A dlaczego tak sie dzieje? Powod pewnie wyswiechtany i oblatany… A mimo to go nie zdradze. 😈😈😈
      Myslisz, ze Soe to taka marionetka zła?
      A to ciekawe!

      • T
        Tony Porter
        |

        Racja, co do siły i szczerości uczuć do Liszki, to Benji nie miał żadnych wątpliwości, a w przypadku Soe to dowiedział się, że kochał, ale… serce ma wiedzę w głębokim poważaniu.
        Wiesz, kto jak kto, ale ja doskonale ciągoty do trójkącika rozumiem 🙂 I mam na myśli i poligynię, i poliandrię 🙂 Wprawdzie moje pobudki są nieco innego rodzaju, ale za daleko nie odbiegają 🙂 O tak, obustronna patelniania kuracja wstrząsowa jest zdecydowanie skuteczniejsza 🙂 A tak zupełnie serio, to mam w historii rodziny jednego takiego wujka, co mieszkał z żoną i kochanką, dzieci wychowywały się razem, i były traktowane tak samoż, niezależnie z jakiego łoża powstały, a żona i kochanka trzymały sztamę i sobie pomagały, bo łatwy w pożyciu wujek nie był.
        Ha! Wiedziałam! Przecież Soe miała pomóc Pichtonowi w uzyskaniu mocy! Ha!
        Co do Soe i jej roli w tej całej aferze, to mam trzy opcje: dziewczyna nie ma pojęcia kim tak naprawdę jest, ani skąd biorą się jej dziwne mieszane gatunkowo cechy i moce, i tak naprawdę, to liczy się dla niej tylko Pinio – kocha go, chce z nim być, rodzić jego dzieci, i mieć święty spokój, albo: od początku do końca wszystko jest ukartowane i piorą Pinocejowi mózg – nie za bardzo w to wierzę, ale niektóre hipotezy przyjmuje się tylko po to, żeby móc je odrzucić :), albo początek jak przy pierwszej hipotezie, więc Soe jest jak najbardziej ok, ale ktoś wykorzystuje ją do swoich celów. Nie wiem kto. Może ojciec Pinoceja się na nim mści za śmierć drugiego syna, albo za jeszcze co innego? A może Larkin wcale nie jest przyjacielem i ma do Benjamina mega anse? A może Białuszka ma do niego jakieś zamierzchłe pretensje? A może Frang ma do wyrównania rachunki z rodziną Pinoceja? A może w ogóle o co innego chodzi? 🙂

      • J.Gibson
        |

        Ok. wygooglałam poliandrę i mi pokazało kwiatek. Ale dowiedziałam, sie też, że wiele osób ma tak na imię 😉
        No i o taki układ mi chodzi! Dwie na jednego! Bo nie wiem czy odwrotnie to bym psychicznie wyrobiła.
        Tony, ty potrafisz bezbłędnie czytać wskazówki i insynuacje. Nic sie przed Tobą nie ukryje!
        Jeszcze chwila, w zasadzie zamierzam skondensować akcję w jeszcze dwa rozdziały, maks trzy, a może jeden? OOOO to byłby finał z przytupem! w jednej części odpowiedzieć na wszystkie Twoje pytania. No to dajesz Tony, co cie interesuje? Czy masz jeszcze jakieś wątpliwości?

      • T
        Tony Porter
        |

        JAKIEŚ wątpliwości? Ja mam same wątpliwości, i tak tylko spekuluję 🙂 A spekulacje opieram na przekonaniu, że szykujesz jakąś ekstra niespodziankę 🙂
        Co do układu sił, to wszystko zależy od charakterów panów i organizacji życia domowego 🙂

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Aha! Benji poszedł z wizytą do Welessy i przepadł! Może należałoby jakąś akcję ratunkową zorganizować?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Przepadł i to strasznie, razem z wszystkimi innymi tekstami, które miałam na laptopie, z haslami do logowania bez ktorych nawet pradu nie oplace w tym miesiacu, ze juz o zdjeciach i innych filmikach upamietniajacych ostatnie 4 lata mojej rodziny nie wspomne😥😥😭😭😭😭
      Nie wiem czy jestem bardziej na zla na dzieci, ze mi go zalalyb czy na siebie, ze nie zabezpieczylam sie dyskami zewnetrznymi. Jak dzisiaj nikt nie zginie to bedzie istny cud.

      • T
        Tony Porter
        |

        O mamuniu! Mam nadzieję, że informatyk dokona cudu i uda się cenną zawartość dysku uratować.

Napisz nam też coś :-)