fbpx

Sarnina (XVIII)

with 19 komentarzy

z pogranicza baśni i fantazjii

Biorę wszystkie razy na klatę, możecie się nawyżymać nade mną.

Jest Sarnina, ale nie ostatnia. Miałam sen. Nie taki jaki miał Luter, ale w tym śnie zobaczyłam jak powinna skończyć się Sarninka. Niestety ten koniec nie będzie do przewidzenia, bo ja sama bym na niego nie wpadła, gdybym nie najadła się na noc spirytystycznej chińszczyzny, od chińczyka, który się spieszył na obchody noworoczne. Bo wiecie, że ja mieszkam na "Chinowie"? Nie wiecie? No to wam powiem, że taka parada na przywitanie Nowego Chińskiego Roku to jest jednak widowiskowa i czasem tak akrobatyczna, że szczęka opada. Jak będziecie chcieli to gdzieś tam na FB przemycę filmik.

Ale wracając do Sarninki... Nażarłam się ja tej chińszczyzny i mi się przyśniła Sarninka, Ninka, Soe, Soella. Pamiętacie czym się wyróżnia ta bohaterka? To warto sobie przypomnieć, bo to będzie miało kluczowe znaczenie dla zakończenia, w którym to owa Sarninka dokona ^&%%#$@#@!#%$^&*^, a potem *&*^&%$$%@$@!#$%$&* i jeszcze &^%%#$^%#%$^%*^&. Chyba nie myśleliście, że zdradzę zakończenie, hahahaha.

Sarninka będzie się jeszcze ciągnąć przez trzy części, dlatego zdecydujcie, czy nadal jesteście nią zainteresowani.

No to zapraszam do czytania.

Wasza Jadzia

 

SARNINA

J.Gibson

korekta i wdzięki: T.P.

 

część osiemnasta

Benjamin pojawił się na poboczu ruchliwej trasy 666. Tylko ruchliwa dwupasmówka oddzielała go od zamkowych ruin, ruszył więc czym prędzej na spotkanie z córką śmierci. Nie zważał na auta. Nie musiał. Siła, która od niedawna potęgowała  możliwości boga, sama dbała o to, by samochody mijały go, opływały kształtem jego postać.  

Kłódka zamykająca bramę ustąpiła pod palcami Benjamina. Zawiasy nie skrzypnęły gościnnie, za to gościnne były pobekiwania koźląt, które echo niosło ze środka zabitych dechami ruin. Leśniczy uniósł nogę, by zrobić krok, lecz zawiesił ją tuż nad ziemią. Cofnął się i przyjrzał dokładnie podłożu, które swym kolorem odcinało się od pobocza. Popiół, w dodatku nadal ciepły, nie wróżył nic dobrego. Czyżby Welessa odprawiała jakieś nowe obrzędy? Składała kozy w ofierze? –  pomyślał. Zdmuchnął pylną nawierzchnię, by dokonać jeszcze dziwniejszego odkrycia. Pod popiołem ziemia żarzyła się. Benjamin westchnął w złości i ruszył stanowczym krokiem do głównego wejścia. Kiedy stanął na kamiennym podwyższeniu, strząsnął ze stóp spalone resztki obuwia, klepnięciem ugasił tlącą się nogawkę, a potem pozwolił poparzonej skórze się uleczyć. Rozejrzał się podejrzliwie. Drzwi, tak jak i okna, były zabite dechami. Ruiny wydawały się opuszczone. Niepokoiło jedynie echo, które niosło kozie beczenie oraz stukot kopyt. Bóg bez problemu przetorował sobie drogę do wewnątrz i kierowany intuicją ruszył za dźwiękami, do masywnych drewnianych drzwi. Przetarcia na kamiennej posadzce sugerowały, że są w użyciu– to upewniło boga, że zmierza we właściwym kierunku. Klamka bez problemu ustąpiła, a oczom Benjamina ukazały się strome schody. Zszedł nimi w znikomej łunie bijącej z pomieszczenia na dole. Jak się okazało, piece  i liczne paleniska, z których buchał żywy ogień, były jedynym źródłem światła skalnej komnaty. Na ścianach rozciągały się cienie wiszących pod sufitem kleszczy i młotów. Na środku kowadło, obok niego stoły. Jeden z wyżłobionym korytkiem, drugi z górą małych podków i mniejszych podkówek. Najwyraźniej urzędował tu kowal – pomyślał bóg.

Gorące, duszne powietrze nie sprzyjało dłuższemu przebywaniu w tym miejscu, więc Benjamin ruszył do przejścia, które wypatrzył w przeciwległej ścianie. Kolejne schody w dół. Stukot kopyt jak i beczenie kóz było już całkiem głośne, a nos Benjamina wyczuł coś jeszcze – obecność Welessy. Zapewne ona również była tam, gdzie rogate wszystkożery. Zanim leśniczy stanął na pierwszym stopniu dosłyszał kobiecy głos. Melodyjny i spokojny, a jednak budzący niepokój. Nie od razu rozpoznał słowa “Wdowiej Pieśni”. Znał je, gdyż niedaleko jego boru jedno z ostatnich zgrupowań pogańskich dopełniało obrzędów pogrzebowych. To musiała śpiewać Welessa, nikt inny. Schodząc po schodach, nucił pod nosem smutny refren. Kolejne drzwi, a za nimi jedynie przygnębienie i niechęć do życia – córka Welesa. Jak Soe mogła przyjaźnić się z kimś takim? – pomyślał.  

Wszedł do środka podziemnej komnaty i zamarł na widok, którego nie spodziewałby się nawet w snach. Welessa przyłożyła palec do ust w geście uciszającym, nie przerywając przy tym Wdowiej Pieśni. Przechadzała się pomiędzy kołyskami, które były przymocowane łańcuchami niczym huśtawki do sklepienia, a każdą wprawiała w delikatny ruch. Benjamin podszedł bliżej, by przyjrzeć się zawartości. Sześć koszy plecionych z żelaza, a w każdym dzieciątko. Od pasa w górę zwykłe, ludzkie; od pasa w dół koza. 

Zauważywszy zaskoczoną minę Pinoceja, Welessa chwyciła boga pod ramię kościstą ręką i nucąc coraz ciszej, wyprowadziła go z powrotem do kuźni. Uśmiechnęła się, a był to uśmiech, który na jej przygnębionej twarzy wyglądał niezwykle nienaturalnie. 

Co to? – zapytał bóg półgłosem, wskazując na drogę do sypialni dziecięcych hybryd.

Szatański pomiot, dzieci Belzebuba.

Niańczysz diablęta?

To całkiem przyjemna praca. Wystarczy je karmić, usypiać i zmieniać podkówki. Są całkiem urocze.

Zostawiłaś podziemie, żeby niańczyć małe Bubki? – pytał z niedowierzaniem Benjamin.

Miałam dosyć apodyktycznego ojca i jego szalonych wizji. Nieważne – ucięła szybko. – Jesteście w końcu, to najważniejsze – szepnęła radośniej. – Soe odnalazła w tobie zapomnianą miłość, prawda? –  Rozejrzała się wyłupiastymi oczami i z lekkim zaskoczeniem zapytała – A gdzie Soe?

Ty mi powiedz. 

Nie rozumiem.

Bryza… – zaczął Benjamin, lecz po minie Welessy domyślił się, że ona już wie.

To niemożliwe! – krzyknęła na gościa. –  Jak mogłeś na to pozwolić!? – wyglądała na przerażoną.

Na co? 

Żeby mój ojciec dostał Soe! Teraz jego wizje przestaną być szalone! Będą realne!

Welessa! Dlaczego u twojego ojca? Zabrała ją Bryza.

–  A Bryza obiecała ją memu ojcu w zamian za legion umarłych do chronienia nocami dzieci! – krzyczała. –  Nigdy nie zastanawiało cię dlaczego w ostatnich latach tworzono sierocińce obok cmentarzy? Tam gdzie jedno, za rogiem jest drugie. I odwrotnie. 

Gdzie jest Soe? – powiedział zmartwiony

Wiesz dobrze, w pałacu mego ojca.

Zabierz mnie tam.

Tak! Szybko! – Ruszyła w kierunku wyjścia, lecz po trzech krokach zatrzymała się. – Wykluczone! Nie mogę tak porzucić młodych. Nie mogę ich zostawić! – Krzątała się po pomieszczeniu, szukając czegoś na półkach. – Pomogę ci się tam dostać, muszę tylko… – Uniosła dłoń nad znalezionym słoiczkiem, rozcięła sobie nadgarstek i wypełniła naczynie po brzegi czarną, smolistą krwią. Podała je Benjaminowi, po czym rozsupłała sznurki sukienki na dekolcie. Materiał opadł na wystające kości bioder. Welessa wyglądała jak szkielet skórą pokryty. Gdyby nie kolor odróżniający sutki, leśniczy nie domyśliłby się nawet, że patrzy na pierś dziewczyny. – Spójrz tu i zapamiętaj. – Palcem obrysowała wytatuowany na brzuchu symbol. – To klucz do Krainy Umarłych Paganaku. Narysujesz go na kamiennym ołtarzu ofiarnym, moją krwią, a wtedy spod ołtarza wyjdzie odźwierny i zaprosi cię do środka. Nie idź! Przejść może Cielec, pozostali wchodzą jedynie jako umarli. Jeśli skorzystasz z zaproszenia odźwiernego, nie zdążysz drugiej nogi postawić za progiem jak zetnie ci głowę. I nie myśl, że jesteś silniejszy i go pokonasz! –  Pogroziła palcem. – Celestialsi górują nad Cielcami tu, w ludzkim świecie. Na naszej ziemi możesz liczyć tylko na siłę fizyczną.

To jak mam tam wejść?

Dzięki łapówce. A jak złożysz dobrą ofertę, to może nawet dostaniesz przewodnika. – Naciągnęła materiał sukni na ramiona, by przykryć piersi.

Co mam zaoferować?

Odźwierny za życia był hrabią. Przywitaj go zgodnie z konwenansami i obdarz w prezencie nowym cylindrem.

Skąd ja teraz wezmę cyli…? – Benjamin chciał się zbuntować przeciwko sugestii, lecz przypomniał sobie o możliwościach Oak Fort. – Wiem skąd. Co dalej?

–  Kieruj się w dół. Pałac ojca to najniżej położony punkt Paganaku. Posłałam muchy po moją zmienniczkę. Dogonię cię jak tylko będę mogła. Idź już Benjaminie, zanim… – urwała nagle, a na jej twarzy pojawiło się przerażenie.

Zanim co? –  dopytywał leśniczy. –  Co Weles zamierza zrobić Soelli?

Welessa chwyciła Pinoceja pod ramię i szybkim krokiem poprowadziła go do wyjścia. Po drodze streściła szaleńczy plan ojca o zawładnięciu bóstwami jako jeden i najsilniejszy bóg. 

Ale co ma do tego Soe?

Nie wiem. Nigdy nie słuchałam dokładnie wywodów starego o przyszłości. Ciągle ględził, że Nowy Olimp będzie się przed nim kłaniał. Ile można tego słuchać?! Wiesz, on nie potrafi pogodzić się z tym, że musieliśmy zejść do podziemi, żeby przetrwać. Od czasu Wielkiej Wojny, tu, na powierzchni, jesteśmy zwykłymi istotami. Starzejemy się jak widzisz, a skoro się starzejemy to i umieramy. Nie tak jak człowiek, o nie! Po prostu nasze ciało powoli ulega rozkładowi. Zamieniamy się w szkielety, a z czasem nasze kości kruszeją i jedyne co po nas zostaje to pył. Paganak zapewnia Cielcom ochronę pod tym względem. Idź już, Benjaminie. – Pchnięciem na popiół ponagliła gościa do wyjścia. – Soe nigdy w ciebie nie zwątpiła. Teraz też czeka. 

Zanim skóra na stopach Benjamina zaskwierczała od żarzącej się ziemi, westchnął i zniknął.

 


No to dajcie znać, czy chcecie Sarninkę dokończyć, czy jednak wolicie jej nie widzieć na oczy. Tylko szczerze, proszę.

Chciałabym poznać wasze opinie, żeby wiedzieć, czy czas spędzony na pisaniu tego tekstu jest zmarnowany

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. T
    Tet
    | Odpowiedz

    DO-KOŃ-CZYĆ! 🙂

    • Jadzia Gibson
      | Odpowiedz

      No to dokończymy

  2. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Tęskniłam 😔 Ja to bym chciała dokończyć. Akcja trwa

  3. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Trwa, a koniec Cie zaskoczy

  4. M
    Mruczna
    | Odpowiedz

    Moj komentarz wcześniejszy nie pojawił się.

    Oczywiście, że dokończ. Też juz stesknilam sie za ta historia. Nie lubie gdy coś mnie wciaga i nagle to znika..jakby ktoś mi ksiazke zabral 🤨
    Halo halo tak nie można 😉

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Przepraszam. Dziś już piszę dalej, zgidnie z ustalonym planem wydarzeń . mam nadzieję, że Cie zaskoczę

      • M
        Mruczna
        |

        Zawsze to robisz 😄nadal nie moge wyjść z podziwu do twoich porównań opisujacych miejsce czy sytuacje 😂

      • J.Gibson
        |

        Ooo! Dziękuję.

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    NO NARESZCIE! 🙂 Już myślałam, że się nie doczekam. Oczywiście, że kończyć opowieść! A czas spędzony na pisaniu tego tekstu na pewno nie jest zmarnowany – stworzyłaś świetną historię.
    Wellesa jest boska 🙂 Zamiast demonicznej i ponurej, siejącej zło postaci – troskliwa niania 🙂 “Ciągle ględził, że Nowy Olimp będzie się przed nim kłaniał. Ile można tego słuchać?!” – hahaha 🙂 “zmieniać podkówki” 🙂 “…legion umarłych do chronienia nocami dzieci” – pomysłowe! Sierocińce obok cmentarzy – wróżki znają się na logistyce 🙂 Trzymam kciuki za Benjamina – oby umiał się zachować przy hrabi i zapunktował cylindrem. Biedna Soe – mam nadzieję, że Weles nie złożył jej (jeszcze) na stole ofiarnym i Benji zdąży ją uratować.
    Soella wyróżnia się tym, że ma cechy wszystkich ras – taki miksik.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Zdradzę Ci Tony, że Soe nie zostanie złożona w ofierze. Do jakich celów potrzebuje jej Weles już niebawem się dowiesz.
      Welessa przyśniła mi się właśnie w takiej postaci. Tylko Benji we śnie trochę ją zwyobracał, w tekście wolałam go jednak trzymac za jajca żeby wierny był już Soe do samego końca

      • T
        Tony Porter
        |

        Hahaha, ta chińszczyzna musiała być nieźle “doprawiona” 🙂 Dobrze, że zdyscyplinowałaś Benjamina, bo co jak co, ale przyjaciółki ukochanej kobiety się nie obraca 🙂 A przynajmniej nie powinno. Z utęsknieniem czekam na ciąg dalszy 🙂

      • J.Gibson
        |

        To samo powiedziałam Benjaminowi. Jeszcze dodałam ” No weź człowieku, ona nie mam ogona!”

  6. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Nooooo w końcu ❤️❤️❤️ nawet nie myśl żeby nie kończyć.. no bo jak to tak . To się nie godzi zostawiać tak bez wyjaśnienia. Ja myślałam że już się nie doczekam. Rzucilam się w ramiona mafii różnorakiej ,ale o Sarnince nie zapomniałam. ❤️🥰

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Mafią różnoraką się pocieszałaś? A to ciekawe! Skończę, skończę. Już dziś będę dopieszczać kolejną część, a jak T.P. Znajdzie czas na wyłapanie błędów, to już w niedzielę przygotuję 19 na środowe oczekiwanie ;’)

      • Anonim
        |

        Tak, tak . Mafia włoska,ruska,polska….schemat podobny :on władczy, zły,skrzywdzony i zabójczo przystojny. Ona różnie. Albo słodko cipciowata ,albo z pazurkiem takim na jaki pozwalają okoliczności. Najpierw się nie lubią,a potem już tak 😂😂 w międzyczasie kłócą się, biją, porywają etc… Ale że ja prosta kobieta jestem, z nutą romantyczki to bardzo lubię takie historie 😂

      • A
        Aricca
        |

        Nie wiem czemu moja odpowiedź wyskoczyła jako anonim 😂😂

      • J.Gibson
        |

        Nie przejmuj się. Domyśliłam się, że to ty 😉
        Wcale nie jesteś prosta tylko dlatego, że czytasz takie klimaty!!! Nawet tak nie myśl. Rób to, co sprawia ci przyjemność.

  7. A
    Aricca
    | Odpowiedz

    Jadzia ❤️❤️❤️

Napisz nam też coś :-)