Sarnina (II)

with 22 komentarze

Sarnina (II)

z pogranicza baśni i fantazjii

Hej ho! To znowu ja. Bo wiecie: środa.

Jak nastroje?

Mroczne i ciężkie?

To dobrze! Idealnie wpasujecie się w atmosferę Sarninki!

A jak komuś tęskno do mojego humoru, to zapraszam na cykl #JadziaPierdzieli na FB.

Miłego czytania!


SARNINA

J.Gibson

część druga

– Ty tak często dziewki na stole obracasz? Benji, to niezdrowe dla kręgosłupa – Skrzywił się Frang.

Spruce przeniósł wiotkie ciało bogini do łóżka po drugiej stronie izby, przykrył je ciężkim kocem i przez chwilę obserwował niespokojne drgania powiek, opierzonych w długie rzęsy. Miał przeczucie, że to właśnie Sarnina jest kluczem do rozwiązania zagadki zaginionych nimf. Był ciekaw informacji jakie skrywała.

Kiedy stary druid odtajał z ziołowego haju, zebrał wszystkie rzeczy do swego bezdennego plecaka. Gospodarz z chęcią wyprowadził go na ścieżkę leśną. Wypytywał o tajemnicę zamczyska przy drodze A66, lecz druid nie wiedział zbyt wiele. Wiedział za to coś, czego bóg boru się nie spodziewał

– Benjaminie, czy czujesz zbliżającą się śmierć?

– Nie żartuj, przyjacielu. Masz przed sobą jeszcze wiele lat.

– Nie o mojej śmierci mówiłem.

Bóg Pinocejski zamyślił się. Przesunął wzrokiem po drzewach, a każde na które spojrzał, reagowało delikatnym drżeniem.

– Welessa! – wycharczał przez zęby.

– Holi Głakamoli! Nie tak głośno, bo jeszcze usłyszy nas dziadyga. Lepiej zabierz tę swoją pannę do Oak Fort. Tam będzie bezpieczna. – Z niespotykanym u niego zmartwieniem wyraził obawę o młodą boginię. –  Ale nie teraz. Daj dziewczynie zregenerować siły. – Stary hipis poprawił okulary okrągłe i grube jak denka od słoików, po czym otworzył świecącą fiolkę.  Rytmicznie potrząsnął nią kilkakrotnie, a ze szklanego naczynia uniósł się neonowy obłoczek. Frang rozdmuchał go do formatu całkiem pokaźnej chmurki, po czym pozwolił jej poszybować coraz wyżej.

– Nie korzystasz z naparu na szybkobiegi?

– Tylko w nagłych przypadkach. Reumatyzm, rozumiesz. Teraz mam ochotę na wycieczkę krajoznawczą skrzydlatą taryfą. – Uśmiechnął się zmarszczkami. Zanim zdążył wypowiedzieć słowa pożegnania, ogromne szpony złapały plecak przytwierdzony do jego pleców i szarpnięciem poderwały druida w górę. – Do zobaczenia Benji! – Echo niosło po lesie słowa starca.

Leśny bóg wrócił pod dach swojej leśniczówki i z zaskoczeniem zauważył na stole kartkę. To leśny medyk zostawił mu jednopunktową instrukcję opieki nad boginią:

NIE dymać!

Spruce roześmiał się tylko, zmiął papier, a ten rozjarzył się ogniem i uniósł spalając.

Frang znał Benjamina nad wyraz dobrze, stąd całkiem trafnie udzielał mu rad i wskazówek. Przyjaźnili się bowiem od wieków. 

Benji przysiadł na łóżku, spojrzał na piegowaty nos żeńskiego okazu boskości i poczuł tęsknotę za Liszką. Pchnięty tym uczuciem nachylił się do nieprzytomnej, by kontynuować oględziny. Nie pociągały go wywyższające się boginie, które stale walczyły o miano NAJ, czyli bycia najpiękniejszą, najmądrzejszą, etc… W skrócie: najlepszą w danej dziedzinie. Z tych względów Spruce wolał nimfy. Nie rywalizowały między sobą, a każda z nich oddawała się swojej roli z charakterystycznym dla tej rasy altruizmem. 

Było coś jeszcze, co bóg boru uważał za bardzo pociągające. Zwierzęce futra gdzieniegdzie, ogony, uszy i wąsiki dodawały ich kobiecym ciałom smaczku dla koneserskiego gustu. I Benjamin miał przed sobą właśnie taki piegowaty smaczek. Bogini ewidentnie podsycała jego zwierzęcy głód. Wysunął więc bóg swój długi język, by doświadczyć smaku Sarniny. Przesunął koniuszkiem po obojczyku, zatoczył kilka piruetów na szyi, a gdy napotkał spokojnie pulsującą tętnicę, wcałował się w delikatną skórę. Wtedy, ni stąd ni zowąd, zaatakował go szerszeń. Bzyczał groźnie nad uchem, jednak gdy to nie oderwało intruza od bogini, owad wleciał mu z impetem w oko. 

Zdenerwowanie wzięło górę. Bóg boru zaryczał niedźwiedzią chrypką. Jego dłonie przybrały postać olbrzymich łap, a twarz w sekundę pokryła się brązowym futrem. Nim pojawił się pysk z ostrymi zębami, Benjamin opanował atak złości. Wrócił do ludzkiej postaci. Po szerszeniu śladu nie było, za to “śpiąca królewna” jęknęła przez sen. Łza posrebrzyła się na jej rzęsach; zanim spłynęła w kącik oka, pojawiła się następna. Pierwszy raz leśniczy doświadczał łez boskich w ziemskim klimacie. Jak tylko traciły kontakt ze skórą dziewczyny, zmieniały stan skupienia,  i opadały na poduszkę niczym grochy srebrne. Bóg z niepokojem strącił je na podłogę, gdzie rozsypały się z dźwiękiem metalowych koralików. 

Dziewczyna otworzyła oczy, a  łapiąc powietrze w łkaniu, wyszeptała.

– Boli, tak bardzo boli.

– Jak to, boli? – zdziwił się. Przewrócił boginię na bok i zerknął na dół jej pleców. Po ranie nie było śladu. Małe wgłębienie obrosło sierścią, futrzasty ogon niespokojnie miotał się na prawo i lewo. Spruce dotknął miejsca po kuli, a wywoławszy głośne jęknięcie,  odsunął się. – To niemożliwe, byś czuła ból. 

Odszedł od łóżka, by Sarnina nie zobaczyła zaniepokojenia na jego twarzy. Połączenie do Franga zostało przekierowane na pocztę głosową, więc zadzwonił do Larkina. Streścił mu sytuację i oczekiwał wskazówki, podpowiedzi, czegokolwiek. Długo czekał na odpowiedź.

– Lawler! Jesteś tam?

– Myślę – odpowiedział z poirytowaniem barman. – Dzięki samoleczeniu istoty celestialne panują również nad bólem fizycznym. A jeśli ten ból ma podłoże psychiczne?

– Nie. Ewidentie promieniuje z blizny.

– Benji? A co jeśli ona przedwcześnie zstąpiła na ziemię?

– Co masz na myśli, Larkin?

– Wuj mówił, że zstępujecie na ziemię dopiero po ukończeniu stu lat, gdy nabierzecie mocy i umiejętności. Być może, ona nie dojrzała do tego, by bólu nie odczuwać?

– To nie jest możliwe! – Spojrzał podejrzliwie na zawiniętą w koc boginię. Srebrne korale łez spadały z łóżka i turlały się po podłodze na wszystkie strony. 

– Jesteś pewny, Benji?

– Dzięki, Larkin. Jak złapiesz wuja, poproś, by się ze mną skontaktował.

Spruce znów przysiadł obok Sarninki. Ciężką dłoń położył na jej skroni, wygładził włosy. Oddech bogini uspokajał się za sprawą jego dotyku. Kiedy głaskał jej plecy, zasnęła. To był dowód, którego Spruce potrzebował: nie była istotą w pełni dojrzałą, choć fizycznie osiągnęła pełen potencjał.

W miarę, jak regeneracyjne właściwości krwi nabierały mocy z wiekiem, bogowie zatracali potrzebę snu. Dziewczyna musiała uciec z Heavenlandu – miasta istot celestialnych, ale nie dokonała tego sama. Nie potrafiłaby. Ktoś jej w tym pomógł, albowiem windę łączącą dwa światy można uruchomić jedynie po otrzymaniu pozwolenia starszyzny. Geriatria boska nie rozdawała etatów ziemskich nieletnim, dlategoż opcja z ucieczką idealnie pasowała Benjaminowi.

Zirytował się. Chciał odnaleźć Liszkę, a tymczasem niańczy smarkatą.

Rozważania możliwych scenariuszy zajęły mu wiele godzin. Bogini w tym czasie budziła się niejednokrotnie i zalewała leśniczówkę kolejnymi falami srebrnych pereł. Spruce utulał ją do snu za każdym razem, aż w końcu obudziła się bez płaczu. 

Kiedy otworzyła oczy Benjamin mieszał w garze nad paleniskiem. Zapach strawy nęcił jej zaciśnięty żołądek. Jednak gdy tylko się ruszyła, ból wrócił. Na szczęście z siłą o połowę mniejszą. Wstrzymując powietrze w płucach, usiadła. Wyciągnęła rękę za siebie i smukłymi palcami zjechała po kręgosłupie.

– Mam ogon? – zapytała zaskoczona.

Bóg Pinocejski uśmiechnął się do siebie, po czym nalał strawy w drewniane miski. Nareszcie uda mu się wyciągnąć informacje kluczowe dla jego śledztwa. 

– Tak, masz ogon. Druidowi nie udało się dobrze oczyścić rany. – Telepatycznie przyciągnął do łóżka krzesło i na nim usiadł. Na co dzień starał się nie nadużywać swoich umiejętności, by jakaś nie wymsknęła mu się w obecności lokalsa, ale w tym towarzystwie czuł nieodpartą potrzebę pochwalenia się nabytymi technikami. Za sprawą jego spojrzenia, poduszki za plecami bogini ułożyły się na kształt oparcia, a dziewczyna delikatnie przesunęła się w ich kierunku. Z zapartym tchem odchyliła ciężar do tyłu, co nie umknęło uwadze boga. – Boli? – zapytał Benji z niepokojem. Podał gościowi miskę z gulaszem króliczym.

– Znośnie. – Nieufnie spojrzała w drewniane naczynie.

Spruce mruknął w ramach komentarza, po czym zajął się swoją porcją. 

– Jedz – rozkazał, kiedy zorientował się, że w jego misce widać dno, a jej porcja wciąż jest nietknięta. – Jedz! – ponaglił uniesionym głosem.

Bogini przysunęła naczynie do ust i upiła rosołu. Na kawałki mięsa spojrzała krzywo, ale pod pręgierzem zmarszczonych srogo brwi gospodarza, skusiła się na kęs. 

– Kto cię postrzelił? – zapytał już bez żadnych wstępów.

– Myśliwy. 

– To nie był zwykły myśliwy, prawda?

– Nie przyjrzałam się mu. Brałam kąpiel w źródle, gdy usłyszałam wołanie kruka. Takie, które wywołuje dreszcz i ciarki. A potem… Potem zobaczyłam, że z zarośli wychodzi postać.  Uciekłam. Wiedziałam, że na nogach nie mam szans.

– Racice, jak widzisz, też nie podołały. – Nie oszczędził Sarnince uszczypliwości. – Czy pamiętasz coś jeszcze?

– Długo uciekałam, dwa dni, ale on mnie tropił. Aj. – Poprawiła się wygodniej na posłaniu. – Kruk mnie tropił. Jak tylko zatrzymywałam się by odpocząć, on swym krakaniem przywoływał myśliwego. Gdy brakło mi sił, skierowałam kroki do twojej leśniczówki. Wiedziałam, że brak auta to również brak ciebie. A on… On strzelił, kiedy obrałam na cel twój ulubiony bar. Ledwo dobiegłam.

– Czemu mnie szukałaś?

– Wiedziałam, że mi pomożesz.

– Skąd ta pewność?

– Już raz mi pomogłeś.


I jak? Zapomniałam zapytać o okładkę? Możliwa? Czy wolicie jednak golizną po oczach?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Aaa
    | Odpowiedz

    Mało, oj, mało!!!!!!!

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dobre trzeba dawkować, bo inaczej wchodzi w uda i brzuszek, hahahahaha.

  2. k
    kate
    | Odpowiedz

    fakt trochę mało, ale fajne, jeśli chodzi o okładkę to raczej jakaś sarenka by się przydała.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Czy masz na uwadze jakąś konkretną? W sensie zdj?

  3. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Jeśli chodzi o okładkę to mi pasuje a co do tekstu to malo 😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Będzie więcej, zapraszam za tydzień na kolejny fragment.

  4. N
    NiNa
    | Odpowiedz

    Jadzia! Słów mi brak kobieto! Jestem pod wrażeniem twojego progresu. Z każdym tytułem zaskakujesz. Ja się zaczę interesować fantasy dzięki tobie. Sarnina – bohaterka, niewiele dała się pozać do tej pory, ale nerwowy Benjamin ujął mnie swoim charakterkiem. Łzy jak srebrne grochy! Bogowie jako ziemscy pracownicy! Skąd u ciebie takie pomysły?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nina, dziękuję za opinię.
      Staram się jak mogę, douczam gramatycznie i bogacę język, bo nie oszukujmy się, jak się na codzien polskiego nie uzywa to kiepsko z tym. Dzięki motylom wraca mi mowa ojczysta😂.
      Krążą żarty o wujku z hAmeryki co wtrąca co drugie słowo po angielsku, choc był w Stanach pół roku, ale jak się jest rok, dwa, lub trzy lata lub dłużej a okres zdarza sie czesciej niz mozliwosc spotkania Polaka, to niestety język popada w zapomnienie. Pod pierwszą częścią bodajże opowiadałam co mnie zainspirowało do rozpisania akcji Sarninki. Ogolnie cos tam zawsze czułam do baśni, bajek i mitologii, a w swoim zyciu miałam okres fascynacji wierzeniami poganskimi – z tego wykwitła właśnie Sarninka.

  5. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Jak mogę w środę być w mrocznym i ciężkim nastroju, skoro to Jadziny dzień na blogu? To się wzajemnie wyklucza:) Z tekstu na fejsie można boki zrywać i turlać się ze śmiechu, tylko że ja nie mogę skomentować ani komentarzy poczytać, bo fejs-łajza mnie nie wpuszcza. Hmmm… albo jego właścicielka mnie blokuje:)
    Ja zdecydowanie wolę taką okładkę – golizny jest nadmiar wszędzie dookoła. No chyba, że dałabyś całą “resztę” tej głowy:) He, he, mocno owłosioną:)
    I zaś Frang jest numerem jeden: “NIE dymać!” – he, he. Ciekawe, czy to on wysłał szerszenia – strażnika Sarninkowej cnoty. Dostało się boskiemu Beniowi po oku, he, he, dobrze, że szerszeń był tylko jeden i drugie oko nie ucierpiało. Prawdziwy koneser z boga boru wyszedł, ale co się dziwić, skoro niedźwiedź w nim drzemie? I czasem ryczy? Jednych kręcą lateksowe wdzianka, a Spruce’a… futerka:)
    “geriatria boska”, “napar na szybkobiegi”, “uśmiechnął się zmarszczkami” – cudo:)
    “Welessa!” – niech Benji nie charczy, wszak Weles(sa) ponoć potrafi przemienić się w niedźwiedzia, więc mają ze sobą coś wspólnego:) A Andriej Szyszkin tak pięknie namalował Welesa z niedźwiadkiem na kolanach:) No dobra, dobra, Benji, nie wściekaj się i sierścią nie pokrywaj:)
    “Oak Fort” – he, he, dobre. Proste, a trafione. I pomysł z łzami Sarninki świetny.
    No i już mamy nową zagadkę – nie dość, że nimfy znikają, to jeszcze Sarninka zna boga boru. Ciekawe, w jakich okolicznościach się spotkali.
    Mega mi się podoba. I zgadzam się z Aaa, kate i Anią – czuć malizną:) Dobrego chce się więcej:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tony! Uwielbiam czytac twoje komcio-felietony. Fb jak fb, mi nie dzialal prawidlowo kilka dni temu.
      Uwierz mi, że szukałam włochacza po free stockach, ale żaden mnie nie przekonał. Chyba w Kuchcie jest taki zadziora kędziora, który mi się za wzór obrał i żaden mu już nie dorówna😂😂😂😂
      Historia szerszenia jeszcze cie zaskoczy! Ha!
      Taki to miał być Benjamin jak 3F:
      Furiat
      Fetyszysta
      I….
      Filantrop
      😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂 o kurła! Nie spoddiewałam sie ze pamietam takie słowo… Chyba jak Lalkę omawialiśmy na polaku to cos tam z tym filantropem bylo i nie wiem czemu, ale to slowo tak brzmi, ze ja sie smieje jak tylko je słyszę, podobnie mam z angielskim cucumber…😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂😂
      Co do Welessy to chyba nie bedzie tajemnica, jeśli powiem, że jest córką Welesa, a jak widzę szanownego Welesa już znasz😁😁😁 to co ja was będę sobie przedstawiać…. O obrazie nie wiedziałam! Aż zagooglam wujka googla.
      Co do Oak Fort, to pierwotnie miało być bardziej… Polsko. Ale jakoś żołędzia forteca/twierdza tak dziwnie brzmiała. A zamysł miałam pierwotnie taki, że ta twierdza to aki domek na drzewie. Nie bylejaki domek i niebylejakie drzewo albowiem domek mial byc na Bartku (wiadomo) i obwarowany magicznymi zakleciami, tak by kazde stworzenie (byle dobre) mogło znaleź tam azyl i bezpieczenstwo. Czytam jednak, ze wiekszosc czytelniczek to nie lubi jak sie akcja dzieje w Pl, nie lubi polskich imion i polskich nazw miejsc, bo nie oszukujmy się, po angielslu to nawet dick-head brzmi godniej niz kutasogłowy😂😂😂😂😂😂
      Także tego… Zobaczymy. A ty jak wolisz Tony? Lepiej po polsku czy po obcemu?
      Taki urok Sarninki, że będzie nie zastrzykiem a kroplówką.

    • J
      Jaroszka
      | Odpowiedz

      Szczerze mowiac, ja na komentarze Tony Porter tez zawsze czekam. Czasem otwieram motylewnosie i scroluje na dol do najnowszych komentarzy i jak widze Tony to od razu sie uciecham Nie jestem dlugo na motylach – prawie rok ale juz mam swoje ulubione typy, nie tylko autorów – komentatorow tez.
      Jadzia twoje teksty badzo sie roznia od pisania Babeczki, czy Jo Nie zrozum mnie zle bo ja uwielbiam cie czytac ale ty chyba zbyt ambitnie do tego pisania podchodzisz. Nas tu interesuje głównie sexy, a u ciebie trzeba trzymac reke na wątku. Podoba mi sie to! Nie kazdemu chyba podpasowalas, bo jak widze ilosci komentarzy to az zal nie dodac swojego. Dziekuje za Ale klapa! Dalas mi ja w idealnym momencie. Rewelacyjna ksiazka
      Sarninka to chyba dziecko innego ojca – tak sie mowi? pokazujesz tu cos nowego dla ciebie ale nam dajesz posmakowac oblicza Jadzi o ktorym nie mielismy pojecia. Nawe ja czuje sie zaintrygowana a przeciez wiesz jak nie lubie fantasy.

      • T
        Tony Porter
        |

        Ślicznie dziękuję i polecam się na przyszłość:)
        Zgadzam się z Tobą, Jaroszko – Jadzia wprowadziła na Motyle nowy nurt. Komentarzy nie za wiele pewnie po części dlatego, że się jeszcze ludzie nie zwiedzieli, że nie tylko “głównie sexy” można tutaj znaleźć:) A i większość czytelników nie ma parcia na komentowanie. Nawet jak im się bardzo podoba.

      • Babeczka
        |

        Odnośnie komentowania – nie ma 🙁 Jakbym czasami nie zaglądała w statystyki, to bym myślała, że tu tylko kilka bab siedzi, kisząc się we własnym towarzystwie 🙂 Chyba że to my te kilka tysięcy dziennie same wyrabiamy??? 😀

      • J.Gibson
        |

        Jaroszka! Ty myślisz, że ja ambitnie do pisania podchodzę?!?! Dziękuję!!!!!. Cieszę się, że Klapsa poprawiła ci humor. Następnym razem jak cie życie dodupi to od razu wal do mnie.

  6. a
    artesse
    | Odpowiedz

    Genialne! Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Środa już niedługo!

  7. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Może nie golizna, ale akurat ta okładka nie przyciąga mojego oka, chociaż brodatych lubię.
    A nawiązując do fabuły. Na razie dostajemy mało informacji, ale to zapewne celowe działanie i będziesz je dawkowała w odpowiedniej ilości (dla Ciebie odpowiedniej, nie dla czytelników). Również jestem ciekawa, w jakich okolicznościach spotkała się Sarnina i Benji. On tego nie pamięta? Wybacz mało elokwentny komentarz, ale postaram się nadrobić przy kolejnych częściach 🙂
    Ps. Jestem ciekawa tej Twojej fantastyki.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Wszystko wyjdzie na jaw. Tak jak w Klapsie daję co chwilę jakieś podpowiedzi, tak i tu ukryję co nieco miedzy wierszami

  8. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ha! Podoba mi się określenie “komcio-felietony” – na starość pozbieram je do kupy i wydam własnym sumptem (III filar emerycki:)) w niewielkim nakładzie, w formie kieszonkowej – dla koneserów niszowej twórczości:)
    Jak to “szukałam włochacza” i “żaden mnie nie przekonał”? Jak to “żaden mu już nie dorówna”? A Zygmunt to co?! No ja przepraszam bardzo!:) I wypraszam sobie – Zyga jest mega męski numer jeden i żadne Krystiany z “Kuchty” mu nie podskoczą:):)
    He, he, 3F – no dokładnie, takim właśnie mi się Benji wydał. Mnie swego czasu rozwalało słowo: “plenipotent”:) A tak, ogórek zdecydowanie odstaje… chociaż, to ichnie lettuce i salad… uczy się człowiek angielskiego i trafia na coś takiego: “Many of us grew up never eating a fresh vegetable except the occasional raw carrot or maybe an odd lettuce salad.” Zapytacie, co to ma wspólnego z tekstem… hmmm… taka dygresyjka mała… a i myślę, że Sarninka wolałaby zjeść surową marchewkę czy dziwną surówkę niż gulasz z króliczka.
    Z Welesem zapoznałam się przy lekturze “Szeptuchy” (K.B. Miszczuk) i wstyd mi się zrobiło, że tak mało wiem o słowiańskich bogach, a niedawno trafiłam na bardzo fajną stronę: https://www.slawoslaw.pl/ , i tam właśnie odkryłam Andrieja Szyszkina.
    A ja wolę tak, żeby pasowało do opowieści i miało sens:) Osadzanie akcji w realiach, o których nie mamy pojęcia, jest mocno ryzykowne. Osobiście preferuję polskość – mamy piękny kraj, piękne imiona – nie mamy się czego wstydzić. Ale całkowicie zgadzam się, że Żołędzia Forteca brzmiałaby śmiesznie, a Oak Fort mnie osobiście kojarzy się z westernem, co jest dobrym skojarzeniem, bo Benji to tak trochę za szeryfa z gwiazdą robi:) No co? Jak się człowiek naogląda spaghetti westernów, to tak ma:) Bory Pinocejskie są pojemnym pojęciem geograficznym, więc wielokulturowość (a zarazem swoboda w nazewnictwie) jest oczywista i w pełni zrozumiała. Czy lepiej po polsku, czy po obcemu? Zależy od autora i opowieści. Weźmy choćby “Zaginioną” – po obcemu, ale czuć, że Rebel zna miejsca, o których pisze, zna realia, wie, o czym pisze, więc opowieść nie trąci sztucznością, jest prawdziwa, szczera. I chyba na tym to właśnie polega. Ty też znasz realia i wiesz o czym piszesz, a że piszesz o świecie przez siebie wykreowanym to… wolnoć, Jadziu, w swoim domku:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      No Zygmunt jak najbardziej, tylko on nie chciał dać sobie zdj cyknąć na okładkę!
      plenipotent!!!! HAHAHAAH dopisuję do słownika, jak tylko sprawdzę co to znaczy hahahahahah.
      No Sarninka wolałaby an odd lettuce salad, ale trudno jej było odmówić. Uwierz mi : slawoslaw . pl (Jak będziesz zapisywała strony z odstępami to komentarze od razu pójdą na motyle) znam i to nie od wczoraj.
      Jakie westerny polecasz?

  9. M
    Miska
    | Odpowiedz

    Te mistery tworzą we mnie napiecie jak w pms. Tylko cykl siedmiodniowy. Zwariuję przez ciebie. Ale mam juz tactyke, bede tu zagladac co drugi tydzien i wtedy wiecej do czytania na raz. Frankly speaking nie moga sie doczekac

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Super! Może być i raz na dwa tygodnie!
      Ja się cieszę, że zaglądasz.

Napisz nam też coś :-)