Sarnina (III)

with 10 komentarzy

Sarnina (III)

z pogranicza baśni i fantazjiiPrzyznam, że wymyślanie akcji, postaci i zwrotów do tego opowiadania sprawia mi ogromną frajdę!

A czy wy odczuwacie frajdę z czytania?

Dla tych co tęsknią za moim poczuciem humoru polecam Jadzinowy FB:

Walka z celibatem

Już po celibacie

Tymczasem MIŁEGO CZYTANIA!!!

 

Sarnina

Jaga Gibson

część trzecia

 

Zaskoczyła go. Niby kiedy jej pomógł? Może pomyliła go z kimś innym? 

Jedz. – Zamieszał łyżką w jej misce i nakarmił ją.

Ciekuje – odpowiedziała z pełnymi ustami. – Dziękuję, że znów mi pomogłeś.

A kiedy zrobiłem to po raz pierwszy?

Przypomnisz sobie – odpowiedziała tajemniczo. Nachyliła się do niego z wyrazem bólu w oczach i dotknęła jego piersi. Benjamin wzdrygnął się, czując jak dreszcz przenika jego ciało.   – Kiedy będziesz gotów – szepnęła, po czym opadła plecami na poduszkę. 

Ogromna pustka i tęsknota zalała serce boga lasu. Tak jakby utrata ciężaru jej dłoni wywołała te uczucia. Nie przyznał się do zmiany nastroju. Odchrząknął, wstał i z lekkim zakłopotaniem krzątał się po leśniczówce. 

Jak masz na imię? – Rzucił pytaniem przez ramię. Nie doczekawszy się odpowiedzi, podszedł bliżej i wsparł się pod boki. – Sarninko, chyba masz jakieś imię.

Wzruszyła ramionami. 

Sarninka też mi się podoba. 

A powiesz mi chociaż jakim cudem znalazłaś się w moim borze?

Szłam śladem Wiosny. 

Kilka tygodni temu Benjamin pożegnał się z Latą, z którą spędził kilka wieczorów na opróżnianiu tajnych zasobów druida z piwniczki pod leśniczówką. Kiedy zatem widział się z Wiosną? Kilka długich miesięcy temu! Co to było za spotkanie! Szyszki pospadały z drzew w promieniu dziesięciu kilometrów od leśniczówki. 

A więc dość długo bawisz na moim terenie. Jak udało ci się przechytrzyć starszyznę boską? Jak dotarłaś na ziemię? Kto ci pomógł zbiec z Heavenlandu? – Na te i inne pytania odpowiedzi nie uzyskał. Sarninka wzruszała ramionami, milcząc. – Dobrze. A powiesz mi chociaż… – Zamilkł, gdy spojrzał w oblicze bogini, którą znużył sen. – Aż tak nudny jestem? Trudno.

Tylko myśli zostały mu do towarzystwa. O czym mówił Frang? Śmierć! No tak! Benjamin musi zająć się Welessą. Sprawdzić, jakie zamiary ma to mroczne bóstwo i czemu urzęduje na jego terenach. O jej pojawieniu na pewno już wie Larkin. W Pół Drogi bawili się goście z różnych światów, a barman zbierał wszystkie plotki i umiejętnie wyciskał z nich esencję prawdziwości.  To od niego bóg boru zacznie inwigilację pogańskiej spadkobierczyni świata umarłych.

*

Księżyc już od dawna błyszczał łysiną nad borem i z góry przyglądał się niedomyślnemu bożynie, który bez chwili wahania i bez zastanowienia, wsiadł do pick-upa, by wyruszyć na spotkanie w Pół Drogi. Drzewa widziały więcej, choć nie posiadały ani jednego oka. Chciały poinformować swego władcę o niepokojących gościach, lecz ten nie wysłuchał ich szumu. Nachylały się do drogi, by zwrócić na siebie uwagę. Wynurzeniem swych korzeni powodowały wyboistość jazdy. Na nic były ich działania. Czas na poświęcenie! Padła sosna przed koła, a rozpędzone auto uniosło się siłą zderzenia. Zaklął Benjamin. Wysiadł, żeby oszacować stan pojazdu. Klepnął w wygiętą maskę, brutalnie rozprasował ją z trzaskiem i zacharczał zwierzęcym zwyczajem. Silnik był niezdatny. W dodatku gałęzie oplotły całe wnętrze, a korzenie przytwierdziły koła do podłoża. Żadną mocą nie mógł Benjamin usunąć przeszkody z drogi, co wprawiło go w irytację. W nerwach stracił kontrolę nad sobą i po chwili ryczał niedźwiedzim głosem. Pazurami wyżył się na sośnie. Deszcz szyszek, był jedyną karą jaka na niego spadła. 

 – Co żeście się tak uwzięły? – warczał do pni, które zamykały go szczelnym okręgiem. Nie odpowiedziały mu. Nie drgnęły żadną witką, nie trzasnęły z kory. W borze zapanowała cisza. Nastroszył niedźwiedź uszy, bo zwierzęcy zmysł wydobył z tej ciszy chichot dziewczęcy. Jeden z daleka, od północy, a potem kolejny bliżej, i jeszcze jeden od wschodu. Kilka innych z południa. Czarne oczy spojrzały w górę na bladość księżyca w pełni.

Chorgły! – ryknął Benjamin. Na czterech łapach gnał co sił z powrotem do leśniczówki. W zwierzęcej postaci nie mógł się teleportować, a nie miał chwili do stracenia. Nie było też czasu na wyrzuty sumienia, że zostawił boginię samą. Wpadając do leśniczówki z rozpędem, przełamał drzwi na drzazgi. Sarnina właśnie przegrywała walkę z księżycowymi cieniami. Nie były istotami silnymi w pojedynkę, jednak w drewnianej izbie roiło się od nich. Przyciskały dziewczynę do ściany swymi płaskimi czarnymi ciałami, a chichotały przy tym tak wysokimi dźwiękami, że wywoływały ból głowy za oczami i szczękościsk. 

Istniał tylko jeden sposób na chorgły. Jako cienie powstałe z odbitego światła pełni, żyły tylko dzięki księżycowi. Benjamin nie wdawał się więc w walkę na pięści. Od razu zasłonił okiennice, a drzwi, które roztrzaskał chwilę wcześniej, zastąpił stołem. Cienie słabły, ich czerń traciła intensywność, jednak nie zniknęły całkowicie. Przywołał władca lasu drzewa, by pochyliły się nad problemem leśniczówki, a one zakryły swymi gałęziami niebo. Zadziałało! Wycie i zawodzenie umierających cieni potrafiło niejednego człowieka odprowadzić na “tamten” świat. 

Tylko cztery chorgły walczyły o przetrwanie, wciąż przygważdżając dłonie Sarniny do ściany. Benji wykrzesał ze swej ludzkiej już postaci niedźwiedzi pazur i przeciągnął nim po kamieniach paleniska. Iskry rozbryzgły się, a niedopalone polano wyciągnęło czerwone ogniste ozory w kierunku nieproszonych gości. Bóg nabrał powietrza co sił w płucach i rozdmuchał ogień. Chorgły zawyły, wyblakły, po czym zniknęły. Sarnina zsunęła się plecami po ścianie. Spruce doskoczył do bogini i wziął jej wiotkie ciało w ramiona. Nie wyglądała na ranną, a mimo to była nieprzytomna.

Ułożył dziewczynę wygodnie i obejrzał ją dokładnie. 

Sarnina! – Próbował ją obudzić. – Sarninka! – krzyczał coraz głośniej.

W końcu uniosła powieki. W uśmiechu Benjamina dostrzegła ulgę. Pokusiłaby się nawet o stwierdzenie, że odrobina radości przebijała przez tę ulgę. Nie myliłaby się. Po utracie trzech nimf, w tym bliskiej mu Liszki, bóg boru nie zamierzał tracić nikogo więcej. Przeczuwał, że w tej skromnej osobie tkwi odpowiedź, że bogini jest kluczem do tajemnicy i jednocześnie jedynym ogniwem łączącym go z Liszką.

Nic mi nie jest – odpowiedziała z uśmiechem. – Tak myślę. – Rozmasowała wierzch dłoni, który swędział, jakby został ukąszony przez owada. Skóra nie zdradzała żadnych zmian, więc dziewczyna zignorowała symptomy. 

Bóg boru pomógł wstać swej podopiecznej i podał jej kubek z wodą. Ręce bogini drżały dowodząc strachu, którego przed chwilą doświadczyła. Oblała się. Benjamin obserwował jak ścierką osusza sukienkę – tę samą, w której ujrzał ją w barze.

Proszę. – Podał jej czystą flanelową koszulę.

Na nim się opinała, ona mogła się w niej utopić. Gdy zmieniała odzienie, nie odwrócił wzroku. Bogów wstyd nie dotyczył, bowiem epatowali oni uwielbieniem własnych ciał. Ta zasada nie obowiązywała Sarniny. Policzki bogini spąsowiały, a jej oczy unikały spoglądania w stronę Benjamina, który nie krył swego zaciekawienia. Podszedł do niej, gdy nieporadnie zapinała guziki. Zbyt długie rękawy wciąż zsuwały się na jej dłonie. Bez słowa podwinął je nad łokcie, po czym dokończył przewlekanie metalowych krążków przez dziurki. Na zewnątrz ani jeden mięsień nie zdradził jak bardzo burzyły się jego nerwy. Zamiast rozbierać, ubierał! Żeby to Frang widział!

Po transformacji w niedźwiedzia jego ubranie było porozrywane, więc sam również musiał się przebrać. Zrobił to ze znanym sobie ekshibicjonizmem. Sarnina siedziała na podłodze przy palenisku i ani myślała zerkać w stronę włochacza. W tym momencie leśniczówka skurczyła się w jej oczach. Nagie, choć hojnie owłosione ciało boga, wzywało do uczczenia swego piękna. 

Jesteś głodna? –  spytał, gdy stanął ubrany naprzeciwko niej, po drugiej stronie ognia.

Nie. Dziękuję. Mój żołądek jeszcze nie wrócił na swoje miejsce. 

Ja też nie lubię pełni. – Próbował dodać bogini otuchy. – Ale możesz już być spokojna. Zobacz. – Postawił stół z powrotem pod ścianę, a Sarninka ujrzała dwa pnie, które tarasowały wejście. Przylegały do siebie ciasno. – Jesteś bezpieczna. –  Dla potwierdzenia słów otworzył okiennice i zapukał w sosnę strzegącą okna. – Nikt tu nie wejdzie bez mojej zgody. Odpocznij. 

Położyła się, lecz oka zmrużyć nie mogła. 

Mógłbyś usiąść obok mnie? – wyszeptała, a on spełnił jej prośbę. Bogini położyła głowę na twardych udach boga i patrzyła na niego z dołu swymi wielkimi oczami. Próbowała wypytać wybawcę o Liszkę, ale ten zbył ją tylko krótką informacją na temat stanowiska nimfy w borze.

Palenisko przyjemnie trzaskało bąblami żywicznymi.

Co robisz gdyyyyyyy inni śpią? –  ziewnęła.

Na pewno się nie nudzę. – Skierował wzrok w dół, bez drgnięcia głową. – Sarninka! Śpij już – ponaglił.

Żebym mógł podziwiać spokój twego snu – dodał w myślach, bo w myślach mógł ją rozbierać, dotykać i kochać jak tylko chciał. A chciał bardzo. Sam nie był pewny, czy to przez jej wdzięki i futrzasty ogon, czy przez zwyczajność potrzeby, ale pragnął jej mocniej niż tęsknił za Liszką. To z kolei budziło wyrzuty sumienia. Jak mógł zabawiać się z boginią, choćby jedynie na polu wyobraźni, skoro jego faworycie działa się krzywda?

Sarnina nie spała spokojnie, co Spruce zauważył od razu. Podczas snu regeneracyjnego oddychała ospale, a cienkie powieki czasami drżały. Teraz oddychała ciężko. 

Szept cichy niczym trzepot motylich skrzydeł zatrwożył boga. Rozejrzał się w poszukiwaniu jego źródła i zdębiał, gdy odkrył, że wydobywa się on spomiędzy lekko rozchylonych warg bogini. Czyżby dziewczyna znała wizardyjski? – Zastanawiał się, obserwując jak nerwowo ociera dłoń o dłoń. Otworzyła oczy tak nagle, iż wystraszyłaby samego Hadesa. Usiadła, po czym zaczęła trzeć wierzchem ręki o nieheblowane deski zagłówka.

Przestań! – Siłą złapał za ramiona i przysunął do siebie.

Nie mogę, to tak swędzi!

Poczekaj, przestanie – zapewniał poirytowanym głosem, lecz Sarnina tarła swędzące miejsce czym się dało. – Starczy! – Unieruchomił jej dłonie w zamknięciu swoich, a wtedy spojrzała mu w oczy ze strachem.

Nie opuszczaj mnie! Proszę! – Zapłakała, gdy jej oczy ciemniały. 

Spruce ujął jej głowę i, nie rozumiejąc co się dzieje, obserwował, jak białka wokół źrenic tracą swój zimny błękit, czernieją. Zanim bogini mrugnęła trzy razy, jej oczy wyglądały jak dwa oszlifowane hematyty. Lekko przekręcała głową, jakby przyglądała się Benjaminowi ze zwierzęcą ciekawością.

Muszę wyjść –  powiedziała głosem niepodobnym do jej własnego. W zasadzie to słowa wydobyły się z jej rozchylonych ust, choć nie poruszyła językiem. 

 


Jo przejęła zabawę w słowa klucze, więc muszę wymyślić dla was coś innego. Może już od części czwartej wprowadzę nowy smaczek rozrywki pod częściami Sarninki.

No to co wy mi tu dziś powiecie? Aaaaa, już wiem! Czy ktoś zgadnie jak powstała nazwa "chorgły"? A może macie jakieś podejrzenia, co do przypadłości czarnych oczu? Czy podobała wam się scena jak drzewa komunikowały się z Benjaminem? No ja to mam dużo pytań, tylko żebyście chcieli na nie odpowiadać 😉

Ja w każdym razie jestem do waszej dyspozycji.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    PAT
    | Odpowiedz

    To jest jakiś nowy poziom opowiadań… Dzizas…. 😱 jak Ty na to w ogóle wpadłaś? Jak Ty to wymyślasz? Kreowanie całkiem innego świata w taki sposób… nie sadzę, żebym czytała kiedyś coś podobnego (albo nie wryło mi się w pamięć aż tak)🤔 póki co zbieram szczękę z podłogi… 🤷‍♀️

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ale… Że…. Dobrze znaczy się?
      Bo ja bym nie chciała opłacać ci ortodonty, czy innego lekarza od szczęki😂😂😂
      Jak ja to wymyślam to sama nie wiem. Siadam, piszę, a potem czytam i myślę: kurcze, to nawet fajne jest!
      No i tak wrzucam. Tylko teraz wiecej czasu poświęcam korekcie, dlatego nawet Babeczka nie wie za bardzo co dalej, bo kolejne części nie czekają już gotowe na publikacje w najblizszych miesiącach, tylko grzecznie są poprawiane i dopiero lądują na motylach.

      • P
        PAT
        |

        Spokojnie, bardzo dobrze 😂 nie mam pojęcia skąd takie pomysły ale wychodzi mega 😊 coś totalnie innego… Teraz to środy będą mi umilać czekanie do piątków 😂

      • J.Gibson
        |

        Cała przyjemność po mojej stronie

  2. a
    artesse
    | Odpowiedz

    Niesamowite! Genialne! Bardzo oryginalne pomysły. Czytałam sporo fantasy, ale … jestem pod wielkim wrażeniem. Czyta się z zapartym tchem. Mam nadzieję, że wyrośnie to na powieść

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Któż to wie😂😂😂😂
      Zobaczymy

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Wędrując po bieszczadzkich szlakach wypatrywałam boga lasu, ale zdaje się, że po lasach bez sosen Benji nie hasa:) Albo mu się buczyna nie podoba:) Jestem coraz bardziej ciekawa kim jest Sarninka, skoro jej dotyk tak silnie na naszego Niedźwiedzia podziałał. No, no, randka z Wiosną musiała być wyjątkowo udana… chociaż szyszki były pewnie innego zdania:) Młodzikiem Benji nie jest, a tak łatwo w złość popada – zamiast słuchać swego lasu, to się od razu wścieka. Ale trudno się dziwić – utrata trzech nimf i tajemnicza bogini to już trochę za wiele jak na jednego boga. Za to potem wykazał się wyjątkową kontrolą i grzecznie pomagał Sarnince się ubrać… po tym, jak już ją sobie dokładnie obejrzał:) Ale się jej odwdzięczył i też pozwolił pooglądać:) Chorgły, chorgły… hmmm… krzyżówka choroby z mgłą? 🙂 Tak różnymi drogami i cudnymi manowcami chodzą Twe myśli, Jago, że nie mam pojęcia z czego Ci się ta nazwa urodziła. Pomysł sam w sobie świetny. Czarne oczy kojarzą mi się z filmami zgrozy – były oznaką przemiany bohatera albo przejęcia ciała przez wrogie monstrum, złą siłę i inne temu podobne przyjemności. No i z “Archiwum X” – “czarny olej” brrr… Tak sobie myślę, że chorgły wcale nie miały za zadanie zabić Sarninki, tylko “ktoś” chciał się do niej dobrać i udało mu się. To swędzenie dłoni jest mocno podejrzane. Skoro bogini prosiła Spruce’a by jej nie opuszczał, to znaczy, że czuła, iż coś złego się z nią dzieje. Biedna Sarninka. Jestem pewna, że co jak co, ale nie ma opcji, żeby Benji ją opuścił – oczywiście, po części przez wzgląd na Liszkę, ale i dla niej samej też. Obojętna mu na pewno nie była. Z pytań o Liszkę wykręcił się bardzo sprytnie – “stanowisko nimfy w borze” – dobre! Gdyby tylko o bór chodziło, to Sarninka raczej byłaby rozbierana niż ubierana:) “Pogaduchy” drzew z “niedomyślnym bożyną” podobały mi się bardzo:) Jak i całość dzisiejszego odcinka. Podsycasz ciekawość z odcinka na odcinek – im więcej informacji, tym coraz mniej wiemy:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ty uważaj Tonycku, bo cię tam jeszcze jakiś baca dorwie a szlaku, poderwie na czerwone korale i wybacuje na owczej skórze lepiej niż Benjamin… No chyba, że sobie ogonek doczepisz, to wiesz… Benjaminka masz w kieszeni, hahahahahaha. Co do wieku szanownego lesniczego, to tak kalkuluję go na ok 400 lat. W porowaniu z niesmiertelnością to jak gówniarz haha. Po prostu nerwowy charakterek.
      Chorgły powstały dzięki:
      Chors – Pan Nocy i Księżyca + kombinacja z różnymi końcówkami. Bralam pod uwagę również: chorsowniki, chorusanki oraz chorki, ale po przedstawieniu wszystkich opcji zjaranemu Zygmuntowi, oboje wybralismy chorgły. Zygmunt nawet dostał gęsiej skórki. Myślę, że to całkiem dobry wybór, bo wyobrazilam sobie, jak Benji w tych drzewach krzyczy ich nazwę do księżyca i stwierdziłam, że chorgły wypadają najgroźniej. Są bardziej takimi groźnymi psotnicami niż morderczyniami, co dobrze odczytałaś. Dłoń swędziała nie bez powodu.
      Czarne oczy faktycznie świadczą o tym, że Sarninka już nie jest sobą. Kim w takim razie się stała? Już w najbliższą środę!
      No tak… Im dalej w las tym więcej niewiadomych. Hahahahaha.
      Najlepsze jest to, że ja sama nie wiem ktorędy i w jaki sposób… Znam tylko cel ich podróży, a to co wymyślam niejednokrotnie zaskakuje mnie samą.
      Dziękuje Tony za kolejny cudowny komcio-felieton!
      Baw sie dobrze w tych górach.
      Pobiegaj po hali.
      ujeżdżaj owiecki…
      wyrywaj baców na potęgę….
      hahaha
      miłego urlopu.

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Toż to okrucieństwo nie do przyjęcia – pozbawić człowieka prawa do swobodnego komentowania:) Nawet i tymczasowo:) Jako, że jeden napisany komentarz poszedł mi się paść, to ponowny napisałam w Wordzie. Tak na wszelki wypadek. Tym bardziej, że nieco się na stronie pozmieniało – kliknę nie to co trzeba i będę pisać po raz trzeci.
    Żadnego “bacowania” nie było… niestety 🙁 🙂 Ale i bez tego udało mi się szczytować wielokrotnie 🙂 Ech, piękne te nasze Bieszczady… zakochałam się w nich w wieku lat 17 i wciąż mi nie przeszło.
    Nie przeczę, że Benji mi się podoba, ale ogonek nie wchodzi w grę – może wystarczyłyby mu nieogolone nogi? 🙂 A nie no, cztery stówki na karku to pikuś – Benji jest młokosem, hormony szaleją, doświadczenie życiowe wciąż nie w pełni bogate, “nerwowy charakterek” jest w pełni usprawiedliwiony. Wybraliście z Zygmuntem doskonale – “chorgły” pasują idealnie. Brzmią groźnie i tajemniczo. Pozostałe wersje nie mają takiej siły: chorsowniki – kłusowniki, chorusanki – kokosanki, chorki – juniorki 🙂 Myślę, że gdyby Benji krzyczał “chorgły” do księżyca, to nie tylko szyszki by z drzew pospadały, a blady strach padłby na bory pinocejskie. Znaczy się, że chorgły robiły za przykrywkę i miały odwrócić uwagę od poczynań jakiejś niemiłej osoby, czyhającej na Sarninkę. Mam nadzieję, że Benji poradzi sobie z “obcym” w nimfie z ogonkiem. Frang na pewno mu pomoże. Bardzo jestem ciekawa jakie tajemnice i ciekawe postacie jeszcze w lesie ukrywasz. Nie wątpię, że czeka nas wiele niespodzianek. Niekoniecznie przyjemnych 🙂 To wymyślanie wychodzi Ci doskonale. A proszę bardzo, cała przyjemność po mojej stronie 🙂
    Bawiłam się bardzo dobrze – niezbyt długo, ale za to intensywnie 🙂 Zakwasy bolą mnie wręcz rozkosznie 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ja tylko tak krótko – niekoniecznie się pozmieniało, tryb awaryjny jest włączony 🙂 musiałam wyłączyć jedną wtyczkę, żeby działały komentarze, teraz będziemy z informatykiem kombinowac co dalej :-)))

Napisz nam też coś :-)