Sarnina (IV)

with 26 komentarzy

Sarnina (IV)

z pogranicza baśni i fantazjii

Ja was nie podpuszczam, ale wy czytajta!

Dlaczego?

Bo daję wam coś wspaniałego: kawałeczek mojej wyobraźni.

Jadzinowa środa, czyli fantazja o bogach, wiedźmach, druidach i chorgłach.

Zapraszam!!!

J.Gibson

 

Sarnina

J.Gibson

część czwarta

 

Bóg boru nie odpowiedział, tylko wnikliwie analizował kanciaste ruchy Sarniny, gdy podchodziła do wyjścia. Nie uda mu się wezwać egzorcysty. Szeptuchy, które potrafiły niejednego demona sprowadzić do parteru, już dawno wymarły. Czyżby tak miała się skończyć jego przygoda z Sarninką? Zabije ją walcząc z jej spirytystycznym pasożytem?

– Wypuść mnie! – krzyknęła, stojąc w miejscu, gdzie powinny być drzwi, lecz ich funkcję pełniły dwie bliźniacze sosny. Czoło wsparła o korę, jakby podtrzymywała się tym manewrem przed upadkiem. –  Wypuść mnie! – warknęła, po czym z całej siły uderzyła w pień głową. Złamany nos sączył krew. – Wypuść mnie! – ponagliła skrzypiącym głosem i odchyliła głowę, by znów uderzyć.

– Czekaj! – W końcu nie po to ją ratował, by się teraz zmasakrowała! Skrzywdzić jej też nie potrafił.

Sarnina spojrzała na niego przez ramię. Choć dolna szczęka nadal wisiała luźno to kąciki ust uniosła nieznacznie w grymasie złośliwego uśmiechu. Benjamin odważnie podszedł do dziewczyny i z odrazą gapił się na to, czym teraz była. 

– Dobrze. Wypuszczę cię. – Skinął palcem na sosny, a one rozsuwały się bardzo powoli. Kiedy opętana bogini próbowała siłą przyśpieszyć proces, Benjamin zauważył znak na wierzchu jej dłoni. Od razu zorientował się z czym ma doczynienia.

– Nie! Nie wypuszczę cię! –  Na te słowa drzewa zamknęły się szczelnie z impetem, który przewrócił Sarninę na podłogę.

–  Jak śmiesz?! – wiszczała złowrogo. 

Spruce spodziewał się ataku i przeczucie go nie zawiodło. Demoniczna osobowość rzuciła się na niego z pazurami, lecz złapał jej nadgarstki, zanim zrobiła mu jakąkolwiek krzywdę. Znów pojawił się szerszeń, dla odmiany nie atakował boga lasu. Niespokojnie latał wokół blond czupryny jakby zdezorientowanie opanowało jego skrzydła.

– Obiecałem, że cię nie opuszczę, Sarninko – wysyczał przez zaciśnięte zęby. Jej agresywność nabierała sił, a Benjamin tracił cierpliwość. Gdy wyrwała się, by po chwili zaatakować znów, przelała szalę goryczy. Doprowadzony do furii bóg przemienił się w niedźwiedzia. Teraz zwierzęcy instynkt przejął nad nim kontrolę. Kiedy dziewczyna rzuciła się na niego po raz kolejny, uderzył ją łapą. Nie użył całej możliwości siłowej, a mimo to ciało bogini uderzyło o ścianę. Upadła. Uczłowieczony Benjamin z przerażeniem spojrzał na ślady pazurów, które ukazały jej żebra. Na szczęście rany goiły się. Tak jak i nos. Pozostało wyplenić chwast zasiany w bogini. Bóg boru dobrze wiedział, kto potrafi wyrwać ozór wróżce. Wziął Sarninę na ręce i odchrząknął. Zniknęli.

*

W gliniance z jednym oknem unosił się ciężki zapach kadzideł i szczypiące w oczy opary eliksirów. Ściany przebijały gdzieniegdzie pomiędzy dzbanami, słojami, słoiczkami i fiolkami, stąjącymi gęsto na licznych półkach. Z sufitu zwisały węże sznurów z suszem. W centralnym miejscu stał przysadzisty stół, na którym piętrzyły się miseczki, garnuszki i moździerze. Przy kominku niska postać mieszała w ogromnym kotle. Białuszka. Długi warkocz w kolorze frezji owijał się wokół jej głowy, opadał na ramię i niczym szal otulał szyję, by spłynąć splotem wzdłuż kręgosłupa do pasa, gdzie po raz kolejny wił się wokół sylwetki. Wiedźmy swoją wiedzę magazynowały we włosach, więc ich długość dowodziła o doświadczeniu, obeznaniu i umiejętnościach.

– To ta od kwarcu? – zapytała młodzieńczym głosem, gdy poczuła na uchu lekki powiew wiatru, a nozdrza wyłapały zapach lasu. 

– Tak, Frang ci coś mówił? – Poprawił ułożenie Sariny na rękach.

– Mówił? Ba, żeby tylko! –  Białuszka z uśmiechem usunęła ze stołu kociołek i kilka moździerzy, po czym poklepała blat na znak, że to tu Benjamin powinien złożyć ciało dziewczyny. –  Przyniósł mi nawet ten kwarc! Mogę go zneutralizować i twoja bogini będzie jak nowa.

– Jest jak nowa. Już może się regenerować. – Położył nieprzytomną. Zrzucił przy tym kilka słoiczków, za co dostał po uszach groźnym przekleństwem.

– Ale ogon ma nadal! – Białuszka uniosła koszulę, by odsłonić futrzasty dodatek. – To ja zrobię tak, że nie będzie miała ogona. Wystarczy talizman i…

– Cooooo? – oburzenie wylało się na twarz Benjamina. Nawet gęsta broda nie zamaskowała wykwitu rozsierdzenia.

Wiedźma spojrzała na młodego boga z rozbawieniem. Frang naopowiadał jej o preferencjach Benjamina różne historie i z braku rozrywki postanowiła trochę podręczyć mężczyznę.

– Białuszka! Ja z tym przychodzę. – Uniósł dłoń Sarniny i pokazał wydrapany znak.

Wiedźma spoważniała od razu. 

–  Zakryj jej oczy i nic nie mów.

Zrobił tak, jak kazała, lecz nie bez problemu. Kiedy wiązał Sarnince chustę, z jej włosów wyskoczył szerszeń. Spruce odgonił go machnięciem ręki; przy następnym kołowaniu zamierzał zgładzić owada, więc bacznie obserwował jego poczynania. W międzyczasie wiedźma zgniotła w moździerzu zioła, dodała do powstałego pyłu śmierdzące mazidła, a na koniec dosypała kolorowych proszków. Mieszanie przerwała tylko na chwilę, by jednym zwinnym machnięciem słoiczka uwięzić szerszenia w szklanej klatce. Potem szeptała, rozcierając maź raz w lewo, raz w prawo. W końcu nałożyła gęstą miksturę na wydrapany znak – symbol zwany ozorem wróżek.

– Czekamy, aż stężeje. Trzymaj ją, ale nie waż się odzywać  – szepnęła.

Substrat reagował ze skórą o czym świadczyły pasma dymu i zapach palonej skóry. Sarnina nagle otworzyła hematytowe oczy i wygięła się z bólu. Wyła i wiła się na tyle, na ile pozwalał uścisk Benjamina. Klęła półgłosem po wizardyjsku, a kiedy zaczęła mamrotać inkantacje zaklęcia, Białuszka nachyliła się do niej i wyszeptała kilka zdań w języku, którego nie używała od wieków. Benjamin nic nie rozumiał, ale ufał wiedźmie, tak samo jak Frangowi. Niespodziewanie Sarnina przemówiła głośno i lokalną gwarą.

– Ty też pomagasz temu marnemu bożynie? Bien! Oddaj mi dziewuchę! Auuuuuaaaa – zawyła; po policzku spłynęły czarne łzy.

– To ją boli! – W Benjaminie obudziło się współczucie.

– Nie ją! Ale Sterkę na pewno, hahahaha. – Gromkim śmiechem podsumowała wycie bogini. – A ty miałeś być cicho!

– Daj dziewczynę, a przywrócę ci młodość i moce – kusił głos wróżki.

– NIE! – Wiedźma chwyciła za stężony plaster mikstury, na wierzchu którego widniał znak. 

– Pożałujesz, że dla tego zjaranego hipisa zostawiłaś wróżkowe dziedzictwo, ty stara... –  Sarnina opadła z sił. Wyłączyła się w momencie, gdy Białuszka zerwała znak.

Plaster od razu wylądował w ogniu kominka i spalił się czarnym płomieniem. 

– Nic jej nie będzie. –  Staruszka pogłaskała głowę dziewczyny z troską. – Tej nie mogę wziąć pod opiekę, Benji. Skoro Sterka osobiście ją opętała… –  Pokręciła głową, wyrażając zmartwienie. – Nie jestem wystarczająco silna, chłopcze. Musisz ją ukryć w Oak Fort, zanim Gestorki rodu magicznego wyślą w pościg swoje psy. – Z delikatnością obmywała dziewczynę kwiatową esencją. 

– Dlaczego Sarnina jest tak ważna dla wróżek?

– Nina? – powtórzyła Białuszka z błędem.

– Sarnina – poprawił ją bóg boru.

– Nina! – Spojrzała złowrogo. – To nie nimfa, żebyś ją odzwierzęco nazywał gnidulcu! 

– Nie chciała zdradzić prawdziwego imienia, a ja musiałem się jakoś do niej zwracać! – Zdenerwował się na atak, a z każdym słowem, jego głos coraz bardziej nabierał niedźwiedziej chrypki. 

– No już! Spokój! – rozkazała z uśmiechem. – Zajmę się nią, ale jak tylko zacznie świtać, znikacie. – Przytuliła się do rosłego mężczyzny. – Drzwi oznaczone kredowym wężem. Idź, Benjaminie. Twoje nimfy się stęskniły.

– A Sar… A Ninka? – poprawił się.

– Zostanę przy niej. Idź. 

Spojrzał bóg na swoją podopieczną i zawahał się.

– Idź. Obiecuję, że nie zniknę jej ogona. – Wypchnęła włochacza z glinianki, śmiejąc się radośnie. 

Kiedy zatrzasnęły się drzwi za Benjaminem, księżyc wisiał dość nisko nad ziemią. Do świtu pozostało może ze trzy godziny, ale srebrny zbój świecił łysiną na nieboskłonie. Było jasno. Nic nie dało się ukryć. Mroku nie starczyło nawet na zatuszowanie zdenerwowania. Bóg boru szedł powoli, a gdy znalazł odpowiednie drzwi zatrzymał się. Co miał powiedzieć nimfom? Nie znalazł ich sióstr, nie pojmał sprawcy i nie wie jak długo będą musiały się ukrywać. Wsparł się o ścianę glinianki i spojrzał w górę na nocnego podglądacza. Nie rozmyślał zbyt długo, gdy usłyszał szept zza drzwi.

– Czujemy cię, panie.

Usta Benjamina rozciągnęły się w zalotnym uśmieszku. Zawiasy lekko skrzypnęły i poczuł ciepło na ramieniu. Spojrzał w dół na dłoń, która wędrowała po jego piersi.

– Witaj, Jeżynko. – Westchnął, ale ociągał się z wejściem. – Stęskniłaś się za mną, Łaniutka? – Dodał, zobaczywszy następną dłoń.

– Nie daaaj się prosić, paaanie.  – Melodyjny głos Sówki ostatecznie przekonał go do zakończenia zabawy w kotka i myszkę. 

–  Tęskni-i-łyśmy za naszym misie-em – Zalotnie odezwała się Kicajka swoim uroczym jąkaniem.

– Już ja wam dam misia! – Rozerwał koszulę w akcie udawanej złości. Zaryczał swym niedźwiedzim głosem, a na twarzach nimf zakwitły uśmiechy. Rozbierały go wszystkie naraz. Mruczały z zadowolenia, gładząc jego ciało, a on opadł w miękki mech, którym wyścielono izbę, i pozwolił się przykryć jędrnymi kształtami.

– Wracamy z tobą do Pinoceji, panie – wyszeptała Jeżynka wprost w usta Benjamina.

– Nie pozwalam – odpowiedział, po czym zajął się całowaniem jej.

– Wracaaamy do domu, paaanie. Czy pozwooolisz, czy nieee –  oznajmiła Sówka, zsunąwszy dłoń z masywnego uda na klejnoty męskiego władcy.

– Porozmawiamy o tym później – odparł, zajęty ściskaniem piersi prężącej się Kicajki.

– Teraaaz! – Sówka zakończyła negocjacje zaciśnięciem palców na bardzo wrażliwej części boskiego majestatu, czym wywołała warknięcie złości. 

Benjamin zerwał się na nogi, które już nabierały niedźwiedziego konturu. Gdy się wyprostował, gęsta sierść pokrywała jego kręgosłup i rozrastała się na boki.

– Zostaniecie tu, bo ja tak każę! –  ryknął. Górna warga drgała, podkreślając stan zdenerwowania. Nos wydłużał się w pysk. – Mogłem się domyślić, że ta orgietka to jakaś podpucha! – Największy żal miał jednak do siebie i to go strasznie drażniło. Przecież doskonale wiedział, że takie zachowania nie leżały w naturze nimf, a dał się nabrać, jakby nie znał ich wcale.

– Chcemy pooomóc w zemście, paaanie – tłumaczyła Sówka.

– Zemście?

– Jedna-a z nas nie-e żyje. – Kicajka załkała.

– Jesteście pewne? – niedowierzał.

W odpowiedzi jedynie przytaknęły, po czym spuściły głowy, a ich sylwetki zwinęły się we wspólnym pocieszeniu. 

Uczłowieczony Benjamin opadł na kolana i wsparł się na prostych rękach, by nie upaść twarzą w podłoże. Tchu mu brakło w płucach, a słów na języku. To była jego porażka! Nawet upadek do kanionu, którym płynęła rzeka Styx, nie bolał tak bardzo, jak to co teraz odczuwał. Niewidzialna pięść goryczy zacisnęła się na jego żebrach i próbowała zgnieść serce. 

– Kiedy? – wymamrotał przez ściśnięte żalem gardło.

– O zmie-e-rzchu, pa-a-anie – wyjąkała Kicajka, przytuliwszy dłonie do piersi.

Przez rytuał więzi wszystkie nimfy zostały połączone wspólną intuicją. Jeśli którejś działa się krzywda, pozostałe odczuwały jej stan emocjonalny. Dzięki temu mogły sobie pomóc, o ile potrafiły się odnaleźć. Problem polegał na tym, że Liszka, Nutruchna i Borszunka  zniknęły bez śladu. 

– Pozwól nam, panie, wymierzyć sprawiedliwość – prosiła Jeżynka.

– Zabić mordeeercę! – jęknęła głośno Sówka.

Spruce wyprostował się. Jego postać nabrała wściekłej wielkości.

– Pozwolę, ale sam go do was przyprowadzę. Zostajecie tu! – warknął w trakcie powtórnej transformacji. Wybiegł na czterech bez pożegnania. W chatce zostały same nimfy, a o wizycie boga boru świadczył jedynie zapach i kilka włosków sierści powoli opadających na mech.


I jak?

Nadal zainteresowani?

To dobrze!

Zabawę mam dla was. Kreatywną! Nudzić się nie będziecie hahaha. Muszę nazwać myśliwego, który chciał upolować Sarninkę. No i nie wiem... Dylemat mam ogromny... Współczesne imię? Starosłowiańskie? Celtyckie? Wymyślne? Jak nazwalibyście młodzieńca biegającego po lesie z łukiem, który zamiast psa myśliwskiego ma smolistopierzastego przyjaciela - kruka?

 

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    Komentarze chyba już działają tak, jak powinny ;-)))

    Smolisty młodzieniec z krukiem? Może coś z imion polskich diabełków? Chociaż z drugiej strony… Licho? Smętek? Dusiołek? :-))) Jeszcze Boruta czy Rokita by uszedł,a le reszta chyba nie…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Nie mlodzieniec smolisty tylko jego ptaszysko smolistopierzaste😂😂😂😂
      Polskie diabełki zabawne

      • Babeczka
        |

        Tak to od rana przed kawą zwoje mózgowe budzą się z letargu :-)))

      • T
        Tony Porter
        |

        Może być młodzieniec o ciemnej karnacji:) Skoro ma smolistopierzastego (podoba mi się to słowo) przyjaciela, to można myśliwego podciągnąć pod krukowe nazewnictwo. I sięgnąć do korzeni, czyli do łaciny: Corvus corax, Corvidae. Wspomóc się angielskim i mamy Ravena Korvusa:) Albo Korwida von Ravena:) W Trylogii Husyckiej Sapkowskiego występuje niejaki Birkant von Grellenort, zwany też Pomurnikiem, bo jako istota zmiennokształtna przyjmował czasem postać olbrzymiego pomurnika. Młodzieniec biegający po lesie z łukiem kojarzy mi się z Robin Hoodem i gdybym nie oglądała serialu BBC o tejże postaci, to byłoby to dobre skojarzenie, a tak widzę od razu mydłka z apaszką na szyi, udającego bohatera. Myślę, że myśliwy polujący na Sarninkę zdecydowanie nie jest mydłkiem i bliżej mu do Sapkowskiego Pomurnika.

      • J.Gibson
        |

        Tony ciekawy trop mi podsunęłaś. Ja cciałam iśc w stronę zaklinacza szczurów, czy tez szczurołapa?, kojarzycie taką bajkę, gdzie koles grał na flecie a za nim szły gryzonie? to ja coś podobnego dla tego gościa myślałam….

      • T
        Tony Porter
        |

        Bajkę (o ile to można nazwać bajką – to raczej horror jest) kojarzę jak najbardziej – “Szczurołap z Hameln” – gościu wykonał usługę, a miasto chciało się wykpić. No i dostali mieszkańcy za swoje – flecista wyprowadził z miasta wszystkie dzieci. Dokąd? To wiedział tylko szczurołap. Pomysł ze szczurołapem dobry, bo można motyw wyprowadzenia kogoś donikąd wykorzystać w opowieści. Nimfy znikają…
        Postać Pomurnika wywoływała u mnie gęsią skórkę… brrr…

      • T
        Tony Porter
        |

        Na bazie skojarzeń polecam opowiadanie “Śmierć Szczurołapa” autorstwa J.Grzędowicza – mocny tekst.

  2. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Brakuje mi słów cos ostatnio 😅 tak czytam i czytam co środę i powiem Ci, ze nadal nie mam pojecia w co grasz tym opowiadaniem, ale podoba mi sie 😁 kojarzy mi sie troche z „Porwaniem Heleny” . Masz wyobraźnie 👏🏻

  3. k
    kate
    | Odpowiedz

    no czytam, ale co takie jakieś tępe jak dla mnie

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Wiem, że pytam bez sensu, bo nie zostawiłaś majla wiec nie dostaniesz powiadomienia o mojej odpowiedzi, ale jestem ciekawa, co tępego jest dla ciebie w tym opowiadaniu? Akcja? Protagonista? Antagonista? Miejsce? Może tematycznie nie związane z twoimi ero-ciągotami? Bo nie wiem, co dokładnie tępego masz na myśli? A może uważasz mnie za tak tępą, że nie warto mi napisać konkretów?
      Dobrze że to nie jedyne opowiadanie na Motylach.
      Znajdziesz tu wiele bardziej erotycznych kawałków.Jestem pewna, że znajdziesz również coś, co nie zalatuje tępotą 😉 tak jak Sarnina.

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Białuszka w ogóle nie ma szacunku dla “boskiego majestatu” 🙂 “Gnidulcu” – he, he, piękny epitecik:) Czyżby to Frang stał za zmianą strony mocy przez Białuszkę? Historia romansowa czy przyjacielska?
    To ci wredna wróżka. I za grosz kultury osobistej – obraża wszystkich po kolei 🙂 Po co jej Sarninka? I kim tak naprawdę Sarninka jest? Może to Sterka stoi za zniknięciem Niedźwiadkowych nimf? I po co jej, czy jakiejś innej podłocie są one potrzebne? A może raczej do czego? I czy chodzi w ogóle o nimfy, czy konkretnie o nimfy Benjamina, czyli o niego samego? Czy Benji się dowiadywał, czy innym bogom też giną podopieczne? Czuję się jak jeden wielki znak zapytania 🙂
    Jakże się cieszę, że szerszeń powrócił – chyba zostanie moim ulubieńcem:) Mocno się dziwię swojej sympatii, bo zdecydowanie nie przepadam za owadami, a już za takimi, na których ukąszenie jestem uczulona to bardzo, bardzo mocno nie przepadam. Chcąc wiedzieć, czego mogę się spodziewać po dziabnięciu przez tegoż osowatego błonkoskrzydłego, przeczytałam, że “Użądlenie szerszenia jest boleśniejsze od użądleń pszczół czy os z powodu większego i głębiej penetrującego żądła…” …hmmm… nie przeczę, że duże i głęboko penetrujące żądło jest mile widziane, ale niekoniecznie chce się go doświadczać od szerszenia 🙂
    “wizardyjski” – he, he, sprytne 🙂 “ozór wróżek” – pomysłowe, “spirytystyczny pasożyt”, “srebrny zbój świecił łysiną” – miodzio 🙂
    Spotkanie boga z nimfami słodko-gorzkie. Rozłąka jest trudna dla obu stron, a w dodatku wiedzą już na pewno, że jedną z nich stracili bezpowrotnie 🙁 Benji, zwołaj jakąś naradę czy coś, poproś o pomoc Franga, Białuszkę, roześlij wici, wal w bęben, pogadaj z innymi niedźwiedziami, bogami – sytuacja wymaga przedsięwzięcia nadzwyczajnych środków. Nimfy nie mogą się ukrywać w nieskończoność – las ich potrzebuje. Ty ich potrzebujesz. A Sarninka…eeee… Ninka, znaczy się (nie chcę być nazwana gnidulcem:)) potrzebuje pomocy… i może ciebie też. Do roboty, Niedźwiedziu!
    Takiego fantasy jeszcze nie czytałam – podoba mi się bardzo 🙂

    • Jadzia Gibson
      | Odpowiedz

      Białuszka faktycznie z boskością się nie ceregieli, może przez wiedzę o fetyszu ogonka hahahaha. Dobrze odczytujesz historię Białuszki. Zastanawiam się czy powinnam ją wyklarować, czy wystarczy ta krótka wzmianka?
      Sterka – następna podejrzana, hahaha. Nie masz łatwo Tony odgadnąć kto za tym wszystkim stoi, co?
      W nastepnej części Benji skonkretyzuje dochodzenie. Przynajmniej podąży śladem… Zacznie działać konkretniej.
      Co do szerszenia… To ja czuję ogromny respect do tych owadów. Hahahahaahaha słuszna uwaga co do żądła hahaha.
      Dziękuję Tony za słowa otuchy. Cieszę się, że tobie się podoba. Obawiam się tylko, że pozostali czytelnicy Motyli to się ze mną męczą. Być może Sarninka zakończy swój żywot tutaj szybciej niż planowałam.

      • Babeczka
        |

        Ani mi się waż kończyć to prędzej niż powinno!
        Czytający się wczasują, stąd absencja w komentarzach 🙂 wrócą i do boju ruszą 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Popieram, żadnego wcześniejszego kończenia. To, że się niektórym nie podoba, nie czują konwencji, nie lubią fantasy, chcieliby więcej scen erotycznych, czy też za bardzo się nad tekstem nie zastanawiać, to trudno. Gdy kiedyś jednej znajomej powiedziałam, że mi się jakiś tam obraz nie podoba (nie jej autorstwa), to mi odpowiedziała: “Przykro mi, że tego nie czujesz” 🙂 Co tak naprawdę znaczyło: jesteś nie dość wrażliwa, za głupia, nie znasz się na sztuce 🙂 Tak więc, każdy kij ma dwa końce 🙂 🙂
        Co do historii Białuszki, to myślę, że jakbyś nie zrobiła, to będzie dobrze:) Jeśli nie czujesz potrzeby retrospekcji z jej życiorysu, historia sama Ci się na palce nie pcha, to wystarczą wzmianki – wróżka rzuciła hasłem o porzuceniu wróżkowego dziedzictwa, Frang opowiadał Białuszce o upodobaniach Benjamina, a nie sądzę, żeby druid rozsiewał ploteczki, tylko dzielił się ciekawostkami z życia boga z kimś zaufanym:) Może i w intymnej sytuacji temat wyniknął – na bazie skojarzeń:)
        Oj, nie mam łatwo, i tak się mocno zastanawiam jakiż to pancerz ochronny zakładasz na głowę w trakcie pisania, bo ani jedna myśl przebić się do mnie nie może:) Myślę, że śmierć jednej z nimf zdeterminuje Benjamina – nie, żeby do tej pory lekceważył sprawę, ale chyba dopiero teraz w pełni uświadomił sobie, że może utracić swe nimfy bezpowrotnie.
        Bardzo proszę 🙂 Opowieść jest świetna, napisana lekko, ze swadą i fantazją, można by rzec, ułańską 🙂

      • A
        Asia
        |

        Jak sie komuś nie podoba nie musi tu zaglądać… sa rożne gusta i o tym sie nie dyskutuje, a jeśli to opowiadanie komuś nie leży, po co traci czas i tu zagląda?😬 Czy to nie jest sprzeczne samo w sobie? 🤔Olej to! Zawsze chciałaś mniej hejterow z tego co pamietam i mniej świadomość tego ze to oni niestety napędzają rynek wiec korzystaj moja droga! 😁😅

      • A
        Asia
        |

        „Mieć * hejterow” miało byc 😏 głupi słownik 😋

      • Babeczka
        |

        Nic nie mów… Ja kiedyś nie chcą krzyczeć głośno, bo młody spał, napisałam eskę do córki: zejdź na dół. Zmieniło mi na :zejdź na seks… Sama się sobie dziwię, że skubańcem nie rzuciłam przez okno :-)))

      • J.Gibson
        |

        Łoooooo! Się porobiło… No to tak:
        Babeczka – postaram sie wypełnić plan dwudziesto pięcio czesciowy.
        Tony- dziękuję. Niestety, nie masz łatwo, bo zakupiłm sobie tytanowy turban i jak obmyslam sceny to biegne szybko go zalozyc. Sprzedawca zapewniał, że jest Tonyodporny i nie da sie zhackować😂😂😂
        Asia- mi nie przeszkadzają hejterzy. Po prostu brakuje mi dialogu, dyskusji. Różnych stron postrzegania.

  5. P
    P.Z.
    | Odpowiedz

    Dreszcze mnie przechodzo jak czytam. To tylko dowodzi ze dobry text. Poznaje chyba twoje 50 shades of Jadzia, bo zaskakujasz mnie coraz badziej. Kiedy po angielsku?

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Czy po angielsku bedzie? Tak. Kiedy? Nie wiem. Nie w tym roku. Tlumacząc przewijam się w tych samych historiach, a pomysły mnie duszą, zebym pozwoliła im wybrzmieć… Na tlumaczenie poswiecam tylko godzine w tygodniu. Wróć! Na pisanie Julka – bo łatwiej mi jest napisac na nowo po ang niz robic przeklad zdanie w zdanie – poswiecam godzine w tygodniu… Pewnie calosc po ang bedzie dostepna dopiero w przyszlym roku. Potem przekład Klapsiuchy i dopiero kolej Sarninki.

  6. G
    Georgia
    | Odpowiedz

    Egzorcysta? Szeptuchy? Nowe powiązania religijne!!!! To lubię. Pomysł z nawiązaniem do Szczurołapa popieram – jestem ciekawa modyfikacji jakie zrobisz w tej postaci. Wiesz co, Gibson? Komentarzy byłoby więcej, ale po co pisać skoro są kasowane.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Tak, tak! Nie jem, nie sr***, nie śpię, tylko z rozwianym włosem, nieświeżym oddechem i obłędem w oczach czyham na komentarz, który będę mogła usunąć! Boże! Kocham to! To moje nowe hobby!

      Jak ty kobieto na to wpadłaś? Przyznam, zdemaskowałaś mnie :-)))

      I uwaga! Od teraz ogłaszam wszem i wobec, że ja, wasz naczelny moderator, komentarzowa inkwizycja, usunę każdy wpis, który nie zawiera:
      – przynajmniej pięciu przymiotników pochwalnych
      – trzech zdań pojedynczych z peanem na mą cześć
      – jednego zdania złożonego, oczywiście także z peanem na mą cześć
      – słów: boska, wspaniała, niepowtarzalna
      – w przypadku gdy umieszczacie komentarz pod tekstami innych autorek, patrz wyżej

      Zasady te będę surowo egzekwowała! Geo mnie dopilnuje ;-)))

      • J.Gibson
        |

        Babeczka. Weź ty mnie oświeć trochę, bo ja tego kalambura twojego nie mogę rozszyfrować😂😂😂😂
        Co sie kryje pod sr***?
        Sromu? (Wiadomo o co chodzi)
        Srutu? jak w tej wyliczance srutu tutu majtki z drutu
        Zartuje. Oczywiscie ze wiem. Tam powinno być sraam – to nowa jednostka miary pojemnosci cyfrowej, taki Ram tylko dla trash binu😂😂😂😂
        No i ja ci tego hobby nie zazroszczę😂😂😂 nie mogłaś zakochac sie w garncarstwie, albo no nie wiem… W malarstwie? 😂😂😂
        Do tej listy wymogow komentarza nieusuwalnego dopisz proszę, żeby zwrócono szczegolną uwagę, ale szczególną podkreślam, że komentarz musi zakończyć sie rysunkiem kury wykonanym z kropek, przeecinkow i innych znakow interpunkcyjnych😂😂😂😂
        Nie ma kury?
        To od razu poszły stad!😂😂😂😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dziękuję. Tak chciałam troszynke wprowadzić elementu demonicznego zła. Myślę, ze to troszeczke wystarczy, bo nie chciałabym tu wrzucać wszystkich wierzeń do jednego wora… A więc Szczurołap – przesądzone😂😂😂
      Wiesz co, Gergia? Wydaje mi się, że na usunięcie komentarza trzeba sobie zapracować. Pod moimi opowiadaniami chyba nie zginął żaden komentarz. Ale ręki nie dam sobie uciąć, bo jak dostaję maila z powiadomieniem o komentarzu to najczęściej odbieram go na telefonie, a tu wystarczy palcem pomazac nie w tę stronę co trzeba i zonk. Jeśli komuś komentarz się zgubił to niech mi tu się zgłasza, będę przepraszać za mój nieuważny palec😂😂😂
      Jak widzisz, komentarz kate nadal istnieje powyżej. Ja się go nie wstydzę i w żaden sposób nie czuję się przez kate tłamszona czy jak to sie tam nazywa ten uczuć😂😂😂
      Fakt, lekka irytacja mną potrząsnęła, ale nie w stylu nienawisci do kate, tylko bardziej w stylu: nie rozumiem mojego bledu, wiec weź mi go kurfa pokazż a nie rzniesz somaliera na poziomie beginner: “to wino jest jak jabol!”.
      Także tego….
      No to tyle w temacie😂
      Polecam się na przyszłość.

  7. G
    Gruczoł
    | Odpowiedz

    O.K. rozkreca sie ciekawie

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dalej będzie tylko lepiej

Napisz nam też coś :-)