fbpx

Sarnina (V)

with 12 komentarzy

Sarnina (V)

z pogranicza baśni i fantazjii

Oj dostanie się mi po uszach za dzisiejszą scenkę... Trudno. Bieram wszystko na klatę, jak leci: dobre, niedobre. Oby nie nijakie.

Zapraszam

Jaga Gibson

 

Sarnina

J.Gibson

część piąta

Słońce było wysoko na niebie, gdy boskie skołtunienie ukazało swoją sylwetkę w drzwiach Białuszki. Porozrywane ubrania ociekały krwistym burgundem. Nina zamarła na jego widok, kąciki ust opadły i po ciepłym uśmiechu, którym obdarzała wiedźmę, nie było śladu. W tej chwili Benjamin nie przypominał siebie samego i to przerażało boginię. Wyglądał jak krwiożercza bestia. Talerz zawisł w dłoni Sarniny kilka centymetrów nad blatem sękatego stołu, powieka nie drgnęła, a uniesiona wdechem pierś napięła materiał bawełnianej sukienki w kolorze mchu. Wszystkie mieszkanki Wiedźmowiska nosiły takie same, zaczynające się tuż pod kolanem, proste sukienki bez dekoltu, z szerokim rękawem zakrywającym swą długością łokcie. Spruce widział niejedną taką kreację na niejednej wiedźmie, ale tylko ciało Sarniny kształtowało materiał w sposób dla niego atrakcyjny i omalże erotyzujący.

Jak widzę, jesteś po obiedzie. – Zaśmiała się wiedźma i z spojrzała na dziewcze, które głośno westchnęło.

Ale na deser wciąż mam miejsce. – Pogłaskał się po brzuchu, z uśmiechem wciągając nozdrzami słodkie, owocowe aromaty. – Sarninka! – zawołał radośnie.

Ninka! – poprawiła go Białuszka. – Franga nie widział tam gdzieś po drodze? 

Pokiwał przecząco głową, po czym podszedł do dziewczyny. Przyjrzał się uważnie jej pięknym oczom zabarwionych niebem po burzy. Była sobą. 

Jak się czujesz? – zapytał, a ona wytarła mu brodę krawędzią fartuszka. 

Dobrze. – Uśmiechnęła się lekkim uniesieniem kącików ust. – Znów mnie uratowałeś. Dziękuję. 

Gdzie z tymi łapami?!?! – wrzasnęła staruszka, uderzając Benjamina drewnianą łyżką po palcach sięgających do ramienia bogini. Wcisnęła swą powyginaną wiekiem postać pomiędzy parę boskich istot. – Przy południowej bramie płynie struga. Zalecam szanownemu kąpielunek przed posiłkiem. – Pogroziła sztućcem, po czym miłym głosem zwróciła się do Niny. – Zanieś, laleczko, półmiski na stół pod strzechą. 

Benjamin odprowadził Sarninkę wzrokiem i ruszył za nią zahipnotyzowany konturem ogonka, który wypatrzył w fałdach materiału. 

A ty dokąd? 

Do strugi, sama kazałaś! – warknął, za co dostał chochlą w tył głowy. Odwrócił się do kobiety z gniewem wyrysowanym brwiami.

Mieliście zniknąć o świcie – wyraziła pretensje.

Przyniosłem ci za to pozdrowienia od Coela. I podziękowania od jego małżonki za uskrzydlające mazidła.

A więc byłeś w górach! Po kiego grzyba gnidulcu?

Wypytać o kwarc. 

I co? – wsparła się pod boki w oczekiwaniu na odpowiedź.

Krasnoludy sprzedają białe kryształy Kampanii Jubilerskiej, czyli ludziom. Trop urwany. 

Tak myślałam. Krasnoludy nie układają się z magicznymi stworzeniami.

Ale z wiedźmami już tak. – Wskazał kamienne amulety, które stanowiły kolorowa kolekcję wisiorów na szyi Białuszki.

My używamy jedynie wiedzy chemicznej i energii zgromadzonych przez różne przedmioty, nie krzesamy zaklęciami. – Zaśmiała się.

Ale przecież…

To nie zaklęcia, to mnemotechniki – Parsknęła śmiechem. – Żeby lepiej spamiętać receptury układamy je w wierszyki, czasem piosenki. – Pogłaskała się po warkoczach. – Nawet nie wiesz ile to oszczędza centymetrów i kilogramów. 

I nie pamiętasz żadnego zaklęcia z czarów, gdy byłaś wróżką? – zdziwił się. – Ani jednego?

Pamiętam wszystkie. Puste słowa bez tchnienia. – Spoważniała nagle, gdy niechciane wspomnienie odebrania jej magicznego tchnienia wróciło ze świeżością dzisiejszego poranka. To Sterka doniosła Gestorkom o tajnych schadzkach z Frangiem. Białuszka bardziej rozpaczała nad zdradą przyjaciółki, niż nad utratą mocy. –  Dobrze już. Starczy. Do strugi! – wydała rozkaz. – Jeżynka przyniesie ci ubranie, żebyś nie wzbudzał w mych dzieweczkach nocnych chuci w biały dzień. 

Bóg boru przytaknął i z uśmiechem wyszedł w silne światło rozpalonego słońca. Od razu skierował swe kroki na południe wioski. Po chwili dotarł do lodowatej wody. Położył się w płyciźnie na kanciastych kamieniach, a małe rybki od razu zaczęły wyskubywać z jego bujnego owłosienia resztki zwierzęcia, które pochłonął na śniadanie. Zamknął oczy i zanurzył głowę tak, że tylko czubek nosa wystawał na powierzchnię. Delektował się kojącym szumem zalanych uszu, przyjemnym chłodem wody oraz łaskoczącym zabiegiem oczyszczającym. Cień, który zasnuł niebo nad jego głową zakłócił proces odprężenia. Benjamin leniwie otworzył oczy, a zobaczywszy nimfę wstał.

Już pora, panie – powiedziała spokojnie Jeżynka. W dłoniach rozciągnęła koszulkę z napisem GANJA RULES utworzonym z jointów.

Wolę jednak swoje flanele – marudził. – Zaraz wracam. 

Odchrząknął, by się teleportować i po chwili stał przed szafą we własnej leśniczówce. 

Jak dobrze być w domu! –  Uradowany głos Jeżynki rozbrzmiewał równocześnie z trzaskami drewnianej podłogi, gdy wybiegała na zewnątrz. 

Skubana! – warknął Benjamin i ruszył w pościg za nią odziany jedynie w swoje własne kudły. Musiała chwycić się go zanim zniknął! – Nie tak prędko! – krzyknął, a sosny zagrodziły nimfie drogę. 

Widział jak długie igły, które dotychczas przylegały do kręgosłupa, unoszą się złowrogo i przebijają materiał sukienki. Kiedy stanęła przodem, na jej twarzy z zadartym noskiem nie ujrzał złości. Błagalnym spojrzeniem hipnotyzowała go.

Panie, pozwól mi tylko odwiedzić podopiecznych.

Nie!

Przebiegnę szybko znanymi ścieżkami. Wrócę zanim się ubierzesz.

Nie! – Wyciągnął do niej dłoń, a ona podeszła i oparła na niej swą brodę w poddańczym geście. 

Proszę.

Nie! – Zacisnął palce na szczęce nimfy. Igły, które nastroszyły się w jej włosach straciły agresywność i miękko układały się wzdłuż szaro srebrnych pasm. Przyciągnął ją bliżej. Drugą dłoń położył na karku nimfy. Spojrzeniem srogim wyraził dezaprobatę.

Te też, Jeżynko. Te też – powiedział stanowczo, jednocześnie przesuwając palcami po igłach w dół, aż jego dłoń opadła na krągłość pośladka nimfy. Przełknął ślinę, bo myślał, że wraz z nią utopi w czeluściach żołądka myśli równie kosmate co jego ciało. 

Panie? – spytała szeptem z zainteresowaniem, gdy ciszą potęgował ciepło swego dotyku.

Nimfa odczytała pragnienia z jego rozszerzonych źrenic. Uniosła się na palcach i koniuszkiem języka obrysowała kontur boskich ust. Spruce nie zareagował. Kiedy opadła z rezygnacją na pięty, nadal miał kamienną twarz. Tylko kolor tęczówki i niespokojny rytm serca zdradzały, że wewnątrz bulgoczą chciejki popędu.

Panie, chyba nie boisz się mych igiełek, tak jak wszyscy?

I tu go miała! Benjamin przecież jest nieustraszonym bogiem!

Wszyscy?

Moje leśne siostry bez problemu odnajdują kochanków, podczas gdy ja… Ja odstraszam swymi kłującymi drzazgami. A przecież nie kłuję, gdy nie muszę. – Na dowód tym słowom położyła dłoń Benjamina na swojej głowie i przesunęła nią znów w dół, po pancerzu ciasno przylegających do kręgosłupa igieł. 

Chcesz mi powiedzieć, że moje nimfy szlajają się po krzakach w celach erotycznych zamiast służbowych?

Nie, panie. Nie to chciałam powiedzieć. – Zarumieniła się zakłopotana, co skłoniło Benjamina do ponownego rozważenia jej słów. 

Jeżynka. – Westchnął, przyciągnąwszy pół kobietę do siebie. – Czyli ty nigdy… – Nachylił się do jej ust i delikatnie pocałował. – Nie doświadczyłaś zespolenia? 

Przytaknięciem wywołała łobuzerski uśmiech na twarzy Benjamina. W pryzmacie nowych informacji nabrał większej ochoty na skarby ukryte między udami nimfy, a głaszcząc plecy upewniał się o delikatności jej zwierzęcego atrybutu. Miała rację. Przez igły w życiu nie pomyślałby o uczynieniu jej swoją kochanką. Z założenia nigdy nie myślał o uczynieniu jakiejkolwiek nimfy kochanką. Z Liszką było inaczej. Zaprzyjaźnili się. Była też niezwykle posłuszna, a to, poza niebywale puszystą rudą kitą, działało na Benjamina niczym afrodyzjak. Z lisią przebiegłością potrafiła go podejść odpowiednim słówkiem, wiedziała na której strunie zagrać, by stracił dla niej głowę. Właśnie dla niej złamał niepisaną zasadę o nie wchodzeniu w relacje intymne z pracownicami. Nie, żeby groziła za to jakaś kara! O nie! Obejmując etat w Borach Pinocejskich, sam tak zaordynował, ale po trzystu wspólnych latach…

No cóż.

Wydaje mi się, że ominie nas obiad w Wiedźmowisku – szepnął, po czym naparł na usta Jeżynki. Odchylał ją do tyłu, kładąc na mchu, który za sprawą jego mocy puchł niczym ciasto drożdżowe i dbał o wygodę kochanków miękkością. Podczas gdy usta łapczywie spijały z siebie aurę zwierzęcego popędu, dłonie badały ciała. A kiedy uniósł się Benjamin, by zająć miejsce między udami nimfy, zauważył czarne pióro, które tanecznym piruetem opadło we włosy Jeżynki. Odrzucił je i przykrył nimfę swym ciałem. Całował, lecz niespokojna myśl krążyła w jego głowie, kształtowała się, formowała w słowa, zdania, historię… Historię polowania na Sarninę.

Oderwał usta od kochanki i spojrzał w górę skąd spadło pióro. Czarny kruk swym ciężarem przygiął gałąź. Wpatrywał się w parę na ziemi raz jednym, raz drugim okiem. I wtedy Benjamin przypomniał sobie słowa Sarniny. Według bogini, czarne ptaszysko swym krakaniem przywoływało myśliwego.

Panie? –  Zaniepokojenie wybrzmiewało w głosie Jeżynki.

Spruce nieznacznie uniósł dłoń, a sosna od razu wykonała niemy rozkaz. Strzeliła witką w ptaka zanim otworzył dziób. Kruk spadł na ziemię martwy, lecz pojedyncze kraknięcie i tak wybrzmiało niesione leśnym echem. Jeżynka ze zdziwieniem przyglądała się czemuś nad ramieniem Benjamina. Targnięty ciekawością obejrzał się za siebie, a gdy to zrobił, zastygł. Krucza armia rozsiadła się wygodnie nie tylko na drzewach wokół nich, ale i na dachu leśniczówki. Wszystkie cicho obserwowały miłosne poczynania parki.

Co teraz? – spytała cicho.

Chyba musimy przełożyć twoją inicjację, Jeżynko. – szepnął z uśmiechem, po czym pocałował nimfę równie namiętnie co agresywnie. Gdyby był sam, poczekałby na kłusownika i należycie się z nim obszedł. Tymczasem troska o nimfę domagała się innych rozwiązań. – Jak zrobi się ciemno biegniemy do środka – wyszeptał, a nimfa przytaknęła.

Dłoń Benjamina zawisła wysoko nad jego głowa, palce zacisnęły się w pięść, a ta  opadła na ziemię z siłą skały. Ziemia pękła z trzaskiem. Równie głośno trzeszczały sosny, które bezbłędnie odczytały rozkaz boga. Atakowały ptactwo szyszkami i strzelały z gałęzi. Smolistopierzaści wznieśli się do lotu, by uniknąć ataku. Czarne skrzydła zasłoniły niebo. Złowieszcze krakanie wystraszyło Jeżynkę, więc przylgnęła do pleców Benjamina, który niczym dyrygent gestami przekazywał instrukcje nieustraszonym sosnom. W końcu gałęzie nad ich głowami splotły się w tunel prowadzący do leśniczówki. 

Krucze wołanie wciąż rozbrzmiewało powyżej, ale pośród ciemności byli bezpieczni. Benjamin ponaglił nimfę. Szła ostrożnie pierwsza, podczas gdy bóg kroczył tyłem, bacznie obserwując czy pomiędzy pniami nie widać sylwetki kłusownika. Kiedy znaleźli się w środku leśniczówki, szybko wsunął spodnie. Koszulę tylko przerzucił przez ramię.

Wracamy do Wiedźmowiska – powiedział oschle i nie czekając na reakcję Jeżynki objął ją, odchrząknął, a wtedy zniknęli.


Co myślicie o tej części?

Jak dotąd poznaliście kilka nimf: Liszka, Nutruchna, Borszunka, Jeżynka, Sówka i Kicajka. To tylko sześć z dziesięciu. Brakuje mi czterech, więc pytam was o zdanie: Uosobienia jakich zwierząt powinny przedstawiać pozostałe nimfy?

Do zobaczenia w komentarzach!

Wasza Jadzia.

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Babeczka
    | Odpowiedz

    No i trafiła mu się nimfia dziewica 🙂

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    No słuchaj! Odważnych nie było na igiełki😂😂😂

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Nie wiem, jak inni czytelnicy, ale ja powodu do bicia Autorki nie widzę:) Jeśli ktokolwiek, to Jeżynka zasłużyła na klapsa za samowolne podczepienie się pod boga w celu teleportacji. Inna rzecz, że później Benji nie miał nic przeciwko Jeżynce pod sobą 🙂
    “boskie skołtunienie” – he, he, podobnież jak Biełuszka nie masz, Jago, za grosz szacunku dla boskiego majestatu 🙂 Biedaczysko, jeszcze trochę a będzie cały posiniaczony – a to łyżką, a to chochlą oberwie… za chwilę mu wiedźma patelnią przywali 🙂 Mnemotechniki zamiast zaklęć – dobre! Aaaa! Sterka to ex-przyjaciółka, no, no… to musiała się mocno wkurzyć, gdy to właśnie Białuszka rozprawiła się z jej ozorem 🙂 “Gestorki” to krzyżówka nestorek z geriatrią? Znaczy się, wróżki mocno wiekowe? No sorry, Białuszko, ale niby taka mądra jesteś, ale nie wiesz, że chuć nie zna dnia ani godziny nawet, i ma gdzieś do jakiej części doby jest przypisana:) He, he, Benji jako jadłodajnia – ten to się potrafi zespolić z naturą i za ogniwo w łańcuchu pokarmowym robić:) Domyślam się, że koszulka z napisem “GANJA RULES” należała do Franga:) “Przełknął ślinę, bo myślał, że wraz z nią utopi w czeluściach żołądka myśli równie kosmate co jego ciało.” – piękne zdanie 🙂 “…gdy ciszą potęgował ciepło swego dotyku.” – jak wyżej 🙂 “…bulgoczą chciejki popędu.” – no, miodzio:) No i gdyby nie Jeżynka, to sprawy potoczyłyby się inaczej – Benji poczekałby na kłusownika-łucznika i nie wiadomo jak zakończyłoby się to spotkanie – tryumfem boga borów czy wręcz przeciwnie? No właśnie. Na dwoje babka wróżyła. Więc może Jeżynka wcale na klapsy nie zasłużyła. Historia ją oceni:) Jeszcze Łaniutkę znamy! Jak dla mnie, to brakuje nimfy od wilków – wadera mogłaby się przydać w walce z wróżkami, a i należałoby uszanować leśne strumyki – żadne rybki tam nie pływają? He, he, jak sobie przypomnę ile mocy i wysiłku musieli włożyć w teleportację bohaterowie Sapkowksiego, a Benji sobie chrząka… brawo, Jaga! Co myślę o tej części? No, podoba mi się i już:)

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ufff nie dostanie mi sie łyżką tak jak Benjaminowi😂😂😂
      No nie daruję mu tych kołtunów😂😂😂
      Bede wypominac przy kazdej okazji.
      Gestorki, bo nie tyle najstarsze ile zarządzające… Tak przynajmniej mi sie w wikipedii pokazalo odnosnie gestora. Nestor to tylko osobnik stary
      No tak. Chuc nie zna dnia i godziny, ale jak sie kudlaty ogier pląta po oczach to to nagle chuc staje sie tu i teraz 😂😂😂 dobrze sie domyslasz co do koszulki.
      Łaniutka! No tak!.
      Al÷ ze mnie gapa.
      Czyli mowisz ze jakas wolverina by sie przydala… No… Rozwazalam szczerze. Ponowie rozmyslania.
      O wodnych tez myslalam, ale sie balam, ze jak im dam syreni ogon to nie podolaja zyc na ladzie w Wiedzmowisku. Jak im dam skrzela, to wjuz calkiem bez wody mogiła. Czyli co? Same łuski? I np pletwy zamiast malzowin usznych?
      W sumie…. Calkiem niezle. Jeszcze tylko imiona wykreowac i bedzie dyszka jak ta la la.

      No tak… Teleportacja miała być dla celestialsów – bogów (bo przypominam ze są i lokalsi – ludzie) łatwizną. Po prostu zanik materii i tkanek w jednym miejscu, ppjawienie sie ich w drugim….

      Dziekuję za pochwaly😘😘😘😘

      PS. Widzialas moze na netflixie serial Osmosis?
      Tam jest ciekawy motyw pojawienia sie świadomosci w ksztalcie i cielesnosci osobnika do ktorego nalezy…. No i takie tam inne ciekawe watki i rozwazania typu: kiedy milosc jest prawdziwa i czy bratnia dusza to partner/ka czy tylko bratnia dusza…

      • T
        Tony Porter
        |

        Gdzież bym biła dostarczycielkę takich wrażeń literackich? Nawet, jak uśmiercisz szerszenia, to Ci łyżką nie przyłożę:)
        To chyba jakieś odreagowanie skołtunienia Zygmunta:) Pan Freud mógłby się zapewne szerzej w tym temacie wypowiedzieć:)
        Jakby mi się taki nagi bóg boru plątał po domu, to chuć zdecydowanie stawała by się tu i teraz:)
        Oj, nie pomyślałam o trudnościach z rybkową nimfą związanych – masz rację, jest to niejaki problem. A nie mogłaby syrenka ukrywać się w strudze, w której Benji się kąpał? Białuszka nie mogłaby jakiegoś czary-mary nad wodą zrobić? Aha, przepraszam Białuszkę za przekręcenie jej imienia – niby tylko “a” na “e”, ale zawszeć to nieładnie. A tak w ogóle, to ciekawe imię. Myślę, że przydałby się jakiś porządny drapieżnik, a i mam słabość do wilków – przepiękne zwierzęta. Benji by chyba nie narzekał, gdyby miał waderę w swym stadku… chociaż, zdaje się, że on preferuje uległość, a jakby mu się samica alfa trafiła, to różnie by mogło być z tym posłuszeństwem:) He, he “…zanik materii i tkanek w jednym miejscu, pojawienie się ich w drugim…” – wypisz, wymaluj – “Zewnętrze i Wewnętrze” Carda:) Czujesz te klimaty. “Osmosis” nie oglądałam – zajawka interesująca.

  4. P
    PAT
    | Odpowiedz

    Benjaminie, kolego …. coś czuję, że się polubimy 😎 co do tekstu…. kobieto, trzeba się skupić na maksa, żeby to ogarnąć (możliwe, że tylko ja tak mam co by oznaczało …. chyba nie chce wiedzieć co 😂) ALE… to bardzo dobrze… bardzo lubię te luźne teksty, przez które przeskakuję z prędkością światła ale ten mnie wciąga niesamowicie 😀 kocham go i nienawidzę jednocześnie 😂😎 co do liszek… Ja zdaję się na Twoją kreatywność 🤷‍♀️ mam wrażenie, że przypierdzielisz czymś konkretnym 😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dziękuję PAT.
      Cieszę się, że wywołuję różne emocje.
      Faktycznie, tekst nie należy do łatwych. Podejrzewam, że czytany ciurkiem będzie łatwiej przyswajalny, w czesciach pewnie wymaga odświezenia poprzednich scen. Nie masz się czym przejmowac, że musisz sie koncentrować… Ja się cieszę, że chcesz! Bo gdyby cię tekst nudził, to żadną siłą byś się nie zmusiła do czytania!
      Do zobaczenia za tydzień!

  5. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    Przyjemnie się czyta, autorce mogę pozazdrościć wyobraźni 🙂
    Tylko jedna rzecz mnie kŁuje: “kującymi drzazgami. A przecież nie kuję”.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Dzięki, poprawione 🙂

      • J.Gibson
        |

        Dziękuję za interwencję. 😘😘😘

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Chorerka, a wydawało mi się, że dobrze wstawiłam. Byc moze autocorrecta podkreslila kłucie kako błąd, a ja głupia od razu zaakceptowałam proponowaną zmianę…
      Dziękuję za czujjosc.
      Pochwałę przekaze wyobraźni.

  6. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    No, no, no! Co się dzieje z nimfami Benjamina? Tajemnica goni tajemnicę. Dobrze mieć do czytania kilka części na raz.

Napisz nam też coś :-)