Sarnina (VI)

with 23 komentarze

Sarnina (VI)

z pogranicza baśni i fantazjii Siema! Szkoda że was tu nie ma 😀 Gdziekolwiek się podziewacie to odrobina dziczyzny wam nie zaszkodzi 😉

Zapraszam do czytania.

Jaga

Sarnina

J.Gibson

część szósta

 

Jak tylko pojawili się w gliniance Białuszki zostali prześwięceni miotłą. Benjamin dostawał swoje, ale też przejmował ciosy nimfy – osłaniał niedoszłą kochankę tak długo, aż złość staruszce przeszła, a lista przekleństw została wyczerpana. 

Znowu uciekłaś gnidówko!?

Znowu? – zainteresował się Benjamin.

Kilka dni temu też mi zwiała. Musiałam jej po bagnach szukać.

Niesubordynacja podopiecznej wytrąciła boga z równowagi. Odsunął od siebie nimfę i z niedowierzaniem mierzył ją wzrokiem. 

Masz mi coś do powiedzenia? – zapytał surowym tonem.

Bezprawnie nas tu zamknąłeś! Jesteśmy nimfami leśnymi, nie zwierzątkami domowymi. Żądam przestrzeni! Nie mogę tak...

Cicho! – krzyknął, a dla podkreślenia złości uderzył w stół. – To tylko chwilowe rozwiązanie.

Chwilowe? Czyli do kiedy? – Nimfa skrzyżowała ręce na piersi i wyczekująco tupała stopą. 

No właśnie, Benjulku! Do kiedy? – Białuszka stanęła obok Jeżynki w podobnej pozie.

Benjulku? Do kiedy? – przedrzeźnił starą wiedźmę. – Nie zapominaj Białuszka, że to w mojej leśniczówce potajemne schadzki z Frangiem wyczyniałaś! 

Niezręczna cisza wybrzmiała dźwiękiem chroboczących korników. Wszyscy troje pohamowali swoje nerwy, spojrzeli po sobie, a potem każde opuściło wzrok. Kominek trzaskami polana odliczał sekundy niemej myśli, której nie dzielili między sobą jako wspólnej. Przysługa za przysługę, kto komu ile winien wdzięczności, i kto komu powinien oddać pomocną dłoń. 

W końcu Bałuszka wzięła głęboki wdech, wyprostowała się i z uprzejmą słodyczą poprosiła Jeżynkę o wyjście.

Musisz mi wybaczyć, Benjaminie – zaczęła, gdy zostali sami. – Nie wróżki mnie martwią. Przed nimi potrafię się obronić. 

Welessa?

Od kilku dni nie widziałam żadnej muchy.

Co to ma do rzeczy?

Nie wiesz? – Nie ukryła zdziwienia. –  No tak, jesteś już powojenny. Poza wybrykiem Welessy sprzed kilku dziesiątek lat nie miałeś do czynienia z cielcami. Wtedy zaledwie jedna mucha za nią latała. Dziś gromadzi całe chmary. Dojrzała, gnidówka. Wiatr niesie smród zgnilizny tylko od zachodu, pewnie ulokowała się w...

Zamczysku? – wtrącił.

Białuszka przytaknęła w odpowiedzi. Zmartwienie wyrysowało się na jej twarzy nie tylko opadniętymi policzkami. Od kilku dni czuła zło gromadzące się przy trasie A66. Czuła, że przed Welessą wiedźmy się nie obronią i właśnie te obawy wyrażał jej wzrok pozbawiony blasku.

Spruce westchnął ciężko, bo spotkania z cielcami, bogami pogańskimi, którym przyszło zejść do podziemi, były zakazane przez Radę Heavenlandu. Po wieloletnich wojnach o dusze lokalsów, Zeus i Pierun doszli do porozumienia. Zostawili decyzję co do wiary ludziom, a swym klanom zakazali wchodzenia w drogę sobie nawzajem. W skrócie: celestialsi i cielce nadal byli do siebie wrogo nastawieni, ale tolerowali się. 

Zajmę się nią.

Za dużo ryzykujesz. Lepiej zajmij się…

Białuszka! – Młoda, przerażona wiedźma wbiegła do chatki, a wraz z nią przeciąg przywiał krakanie. 

Bóg boru wiedział co zwiastuje ten dźwięk. Bez chwili wahania skierował się w stronę wyjścia, lecz Białuszka zatrzymała go gestem uniesionej dłoni

Czekaj. Przyślę ją do ciebie i od razu znikacie do twierdzy.

A nimfy?

Już ukryte – wysapała młoda kobieta.

Dobrze. – odpowiedziała podopiecznej Białuszka, po czym zwróciła się do gościa. – Spokojnie, bram Wiedźmowiska nie przekroczy nikt, kto ma zamiar skrzywdzić wiedźmę.

Wyszła, a za nią ruszyła rozdygotana uczennica.

Spruce złapał drzwi zanim wpasowały się w drewniane futryny i przyłożył oko do prześwitu. Pomimo zapewnień siwej przyjaciółki intuicja podpowiadała mu, że powinien trzymać rękę na pulsie. W końcu nimfy nie były wiedźmami! Czy symbole ochronne obejmą swoją mocą również je? Benjamin obserwował więc jak Białuszka i kilka innych wiedźm podchodzą do głównej bramy, gdzie stała zakapturzona postać. Po sylwetce można było stwierdzić, że mężczyzna. Nad jego lewym ramieniem wystawały czarne lotki strzał. W pewnym uścisku prawej dłoni spoczywał łuk. Bóg nie miał wątpliwości, że to kłusownik z jego boru. Niestety, spod lejącego materiału kaptura nie było widać twarzy, tożsamość jegomościa wciąż pozostawała tajemnicą.

Do chatki Białuszki nie dochodziło echo rozmowy, która odbywała się przy bramie. Ciekawość zwyciężyła. Spruce wymknął się tylnym oknem i niezwykle ostrożnie zakradł bliżej, skrywany kolejnymi zabudowaniami wiedźmowej wioski. Teraz słyszał doskonale.

Przykro mi. Nie jestem w stanie ci pomóc. Nie ma tu tej, której szukasz. – powiedziała Białuszka spokojnym głosem. Tylko ktoś, kto znał ją bardzo dobrze, mógł wyczuć w jej tonie nutę zdenerwowania.

Kłamiesz – warknął kłusownik.

Jakże bym śmiała! – odpowiedziała pełnym wzburzeniem.

Kłusownik uniósł głowę lekko, ale wystarczająco wysoko, by cień kaptura odsłonił brodę mężczyzny. Usta wykrzywił grymas złowieszczego uśmiechu. W ułamku sekundy wyciągnął strzałę z kołczanu i wprawił ją w ruch szarpnięciem cięciwy. Strzelił prosto w niebo.

Żadna z wiedźm nie drgnęła. Były pewne swych amuletów i symboli strzegących wioskę. Dopiero gdy strzała tępym dźwiękiem wbiła się w drzwi chatki Biełuszki, najmłodsza z uczennic wzdrygnęła w popłochu ramionami. 

Pozwolisz zatem, że sam sprawdzę co się tam kryje.

Kłusownik otworzył bramę i pewnym krokiem podszedł do Białuszki blisko, stanowczo za blisko. Stojące za nią uczennice chwyciły za swe amulety w obawie, że mężczyzna włada mocami silniejszymi niż symbole ochronne wymalowane ich własną krwią zmieszaną z solą morską. Tylko najstarsza wiedziała, że wiedźmom nic nie grozi, albowiem gość miał zlecenie na nimfy.

Tam masz coś, co należy do mnie – powiedział, gdy  kamienny grot strzały obracał tuż przed nosem Białuszki. Było w tym geście więcej spektaklu niż groźby, lecz boska dłoń uniosła się mocą, sugerując pełną gotowość. Niestety, jedyne drzewo jakie rosło w Wiedźmowisku było oporne na rozkaz Benjamina. 

Liściaste, kurwa! – wymamrotał pod nosem. – Dosłownie lipa!

W myślach kalkulował szanse w walce z zakapturzonym. Widział co czarny kwarc zrobił Sarnince i miał świadomość, że byle draśnięcie strzałą pozbawi go sił, poważniejsza rana – życia.

Nie fatyguj się! – powiedziała głośno Białuszka, gdy intruz próbował ją wyminąć. – Poczekaj. Dostaniesz co twoje. – Ruszyła w stronę swojej chaty. Zanim weszła do środka wyrwała z drzwi strzałę i rzucił nią niedbale za siebie. Lotka zafurkotała skrzydłami, po czym poniosła grot wprost do dłoni właściciela. Gdy ten chciał ruszyć za staruchą, młode zagrodziły mu drogę. 

Benjamin zamarł. Smukła dłoń naparła na jego plecy, wywołując ciepło serca. Dlaczego jej dotyk tak na niego działał?

Ninka – szepnął rozdarty myślami. Powinien teleportować ją w bezpieczne miejsce, ale troska o nimfy i strach o życie wiedźm były równie silne, co powinności opiekuńcze względem bogini. Nie wiedział, co planuje jego wiekowa przyjaciółka i czy przypadkiem nie liczy na jego pomoc. Gdy wyszła ze znajomą puszką po kawie w rękach, domyślił się na czym polegał plan. Obserwował z jakim niezadowoleniem kłusownik odbiera “to co jego”, czyli odłamki, które Frang wyciągnął z rany Sarniny. 

Wiedźmowisko westchnęło ulgą, kiedy intruz odszedł bez słowa pożegnania. Zabrał ze sobą smolistopierzaste ptaszysko, więc i niebo łaskawiej otulało wioskę. Sytuacja została opanowana. Tymczasowo. Jedno przelotne spojrzenie na Białuszkę wystarczyło, by bóg odczytał jej obawy. To dopiero początek. Ciepło wyrażające obecność Niny nasilało w bogu dziwne wspomnienia. Wyrwane pamięci usta o kształcie serca, oko opierzone gęstymi rzęsami, kobieca dłoń, której palce wplatają się w jego własne. Odwrócił się do swej Sarniny przodem, objął ją troskliwie i wciągnął zapach włosów drżącymi skrzydełkami nosa. Tak bardzo znajoma i obca zarazem. Skołowany doznaniami uniósł jej podbródek. Z sarnią nieśmiałością spojrzała na niego.

Gotowa? – zapytał, lecz nie oczekiwał odpowiedzi. Przycisnął boginię szczelniej do siebie, odchrząknął, a kontur ich splecionych ciał rozmywał się ułamkami sekund. Zniknęli.

 


Dziś tylko jedno wakacyjne pytanie: góry czy morze?

Ok. dwa pytania.

Czy domyślacie się, z jakich powodów dotyk Niny przywraca Benjaminowi urywki wspomnień?

Oto Jadzia Gibson:

Cześć! Jestem taką samą dziewczyną jak ty. Mam dwie nogi, dwie ręce, a nawet i dwa cycki by się znalazły. Szczęśliwie posiadam również palce, którymi dla was wystukuję moje sprośne fantazje. Mam też ogromne poczucie humoru – twierdzą tak przynajmniej dwie osoby: ja i mój Zygmunt. A czy wy dołączycie do tego grona?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Morze! Ale pewnie głównie dlatego, że na co dzień mam góry 😉 Co do drugiego pytania, to coś tam mi się klaruje, ale póki co tak nieporadnie, że poczekam na rozwój sytuacji.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Mówisz morze? A dokładnie jaki kierunek? Nasze polskie pobrzeże, czy jakieś cieplejsze? A skoro woda to może nie morze, a lepiej ocean?
      Rozwój sytuacji cię zaskoczy. Będą zwroty akcji i to nie byle jakie, bo właśnie dokształcam się w tworzeniu fabuły, więc wszelakie zabiegi zaczynam stosować świadomie,a nie tylko dlatego, że tak właśnie historia wyświetla mi się w głowie. Zobaczymy jak i to wyjdzie ;). Jestem ciekawa, czy ktokolwiek się domyśli co łączy B&S dlatego będę wdzięczna za twoje podejrzenia.

  2. P
    PAT
    | Odpowiedz

    Hahahaha “Liściaste, Kurwa!” MADE MY DAY!! 😂😂😂😂 epickie wręcz…. 😂😂😂 Benjamin z tymi tekstami…👌 dobra… wybieram morze … Na codzień mam góry i chociaż fajnie się patrzy to chodzić po nich nie lubię … 🤷‍♀️ muszę przejść przez to opowiadanie od początku… zdecydowanie 😂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Bardzo się cieszę, że zauważyłaś przejaw mego umoru ;D Jak widzisz, nie umiem być tak stricte poważna. Następna górolka! Super! Za tydzień zrobie chyba ankietę pośród czytelniczek Sarniny, z jakich części Polski mnie czytacie 😉
      Co do kierunku wakacyjnego: mam te same pytania co do Domi:
      Dokładnie jaki kierunek? Nasze polskie pobrzeże, czy jakieś cieplejsze? A skoro woda to może nie morze, a lepiej ocean?

      • P
        PAT
        |

        No niektóre Twoje teksty rozkładają mnie na łopatki 👌 teraz jak zobaczę “liściaste” to w głowie zaraz pojawi się Banjamin 😂 no ja tak już konkretnie z południa więc typowa Górolka 🤷‍♀️ za Polskim morzem nie przepadam… W sumie też dawno nie byłam 🤔 lubię odkrywać nowe kraje więc co roku staram się jechać w inne miejsce 😊 w tym padło na Hiszpanię i z ręką na sercu to były jedne z lepszych wakacji 😀

  3. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Ładnie ze strony Benjamina, że własnym boskim i owłosionym ciałem osłaniał Jeżynkę. Chwali mu się taka opiekuńczość i szarmanckość. Instynkt opiekuńczy to Benji ma doskonale rozwinięty.
    He, he „gnidówka”, skąd Białuszka wytrzasnęła takie określenie? Uważam, że skoro gnidulców i gnidówek wyzywa boga i nimfę, to dla Welessy powinna znaleźć mocniejsze określenie 🙂
    „Benjulku” – a się Benji wnerwił – nie dziwota, że trzasnął pięścią w stół. Dobrze, że go nie rozwalił. Patronował zakazanej miłości, a Białuszka teraz się go czepia. Niewdzięcznica.
    „Niezręczna cisza wybrzmiała dźwiękiem chroboczących korników.” ; „…oddać pomocną dłoń.” – świetne. Zresztą, cały ten akapit jest świetny. Poetycko napisany.
    Aaaa, teraz już wiem, dlaczego nie spotkałam Benjamina w Bieszczadach – nie lubi liściastych 🙂
    No i mamy drania kłusownika. Wielka szkoda, że nie mogli go ubić na miejscu. Tyle, że ci źli znaleźliby innego zabójcę, a i mogliby się rozprawić z wiedźmami. Pewnie i tak to planują, podłoty jedne, ale mogliby to przyśpieszyć. Myśl, Białuszka, myśl. Frang niech odstawi zioło i też wysili umysł. Zdaje mi się, że potrzebują jakiegoś silnego sprzymierzeńca, bo inaczej będzie bieda. Trzeba chronić boginię i nimfy, odnaleźć przyczynę tego całego zła i rozprawić się z pomysłodawcą, a kto będzie chronił boga boru? W końcu i jego potraktują porcyjką czarnego kwarcu.
    Na wspólną przeszłość boskiej parki nie mam żadnego pomysłu. Ninka jest, zdaje się, sporo młodsza od Spruce’a – gdzie, w jakich okolicznościach mogli się spotkać? I dlaczego Benji tego nie pamięta? Dotyk Ninki budzi wspomnienia czegoś głęboko ukrytego w jego świadomości. Może czegoś dobrego, może niekoniecznie…
    Akcja się zagęszcza. Zagrożenie czai się za rogiem. Benji chciałby pilnować i ochronić wszystkich swoich, Ninka wprawia go w dziwny nastrój… a jeszcze Jeżynka czeka na swój pierwszy raz 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Ja chyba cenię sobie opiekunczych mężczyzn, dlatego właśnie takoch lubię kreować.
      Skąd gnidówka i gnidulec? Sama się zastanawiam. 😂😂😂
      Faktycznie, mogłam sie skupić mniej na uderzeniu, wiecej na tym jak się stół od jego piesci ugiąłb a pęknięcie podążyło do najblizszego sęka. 😘 co za wspaniala sugestia! Dziekuje. Wieczorem poprawie.
      Jesli zobaczysz jeszcze jakies miejsca wymagajace tuningu – nie tylko korekty, to wal smialo.
      Tak. Benjulek lisciastych nie lubi. Lipy w szczegolnosci 😂😂😂
      Bogu wie, że potrzebuje sojusznika, by rozprawic sie nie tyle z samym kłusownikiem ile jego zleceniodawcą. Poki co ma za malo informacji, kto co i dlaczego, zeby o jakakolwiek pomoc prosic.
      Frang jeszcze się pokaże, obiecuję. Musze tylko podjac decyzje jaki wariant przyjmuje, bo do finishu w Sarninie moze prowadzic tylko jedna droga, tymczasem ja mam ich trzy w glowie.
      Czy się Jeżynka doczeka? Zobaczymy😉

      • T
        Tony Porter
        |

        “Twoi” mężczyźni zdecydowanie są w moim typie 🙂 Wczoraj odświeżyłam znajomość z Teodorem i normalnie, aż się wzruszyłam – uświadomiłam sobie, że stęskniłam się za Polą, Teo i Juleczkiem. Że o czołgiście, dziadku Edwardzie, nawet szkoda wspominać 🙂 Twój pierwszy tekst na Motylach – jakże udany debiut 🙂 Teo jest bardzo, bardzo w porządku i więcej takich mężczyzn poproszę – na świecie i w opowiadaniach. Oliwier to już nieco inna bajka i kaliber, ale opiekuńczości też nie można mu odmówić.
        Hmmm… ale ja niczego nie sugerowałam, ja ucieszyłam się, że Białuszka nie straciła mebla i tego co na nim stało 🙂 Inna rzecz, że wiedźma na pewno ma solidny stół, więc może Benji musiałby być bardziej wnerwiony, żeby go rozwalić. Ale to o “pęknięciu podążającym do najbliższego sęka” bardzo ładne. Takie plastyczne. Jak całe Twoje pisanie, zresztą. Nie przeceniaj mnie – czasem coś wypatrzę, ale aż taka wrażliwa literacko nie jestem 🙂
        Benjulek nie lubi liściastych, bo nie widział bieszczadzkiej buczyny 🙂 Od razu zmieniłby zdanie 🙂
        Ano właśnie, wciąż nie wiadomo o co i komu w tym wszystkim chodzi – Welessa, znikające nimfy, polowanie na Sarninkę, Zamczysko, A66.
        Znaczy się, klęska urodzaju 🙂 Napisz trzy wersje 🙂
        Bogu niech się lepiej skupi na śledztwie i chronieniu Sarninki, a Jeżynkę zostawi innemu amatorowi egzotycznych wdzięków. Może młody druid by się nadał 🙂

      • J.Gibson
        |

        Szkoda mi, że porzucilam pisanie Rany Julek oczami Poli. Mi też do nich tęskno.
        We wrzesniu zrobie tuning Julka to moze i wpadna mi pomysly jak poprowadzic ciag dalszy. Teo mi się udał, jego dziadek tym bardziej 😂😂😂😂 geny sprośności powinny wybrzmieć jeszcze w kolejnym pokoleniu😂😂😂😂
        Sugerowalas, czy tez nie. Fakt faktem, że zwróciłaś moją uwagę na fragment a dzieki temu moglam go ulepszyc! Dziekuje!
        Wiem, duzo niewiadomych i duzo sie dzieje, ale juz za tydzien dam odpoczac. Bedzie wiecej opowiadania i refleksji, procesu dedukcyjnego. Bedzie tez pewne sam na sam – zgodnie z planem. I dopiero po tej scenie znajde sie na rozdrozu “co dalej?” Klęska urodzaju chyba gorsza od braku weny.

      • T
        Tony Porter
        |

        Mnie też szkoda, że porzuciłaś pomysł z wersją Poli, a ciekawą zajawkę z dziadkiem Edwardem na fejsie wrzuciłaś… nic na siłę, ale wydaje mi się, że Teo i Pola nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. I mogłabyś tę opowieść dopieścić:) Ku wielkiej radości czytelników 🙂 Teo udał Ci się niczym “Sernik Mamusi” wytwórni lodów Koral 🙂
        Boże broń! Żadnego odpoczywania! Torpeduj nas niewiadomymi, zmuszaj umysły do wysiłku, wyobraźnię do pracy na najwyższych obrotach… na tym literatura polega! Dźgaj nas odwołaniami, dygresyjkami, hasłami ni z gruszki ni z pietruszki… a niechże się czytelnik nad tekstem pochyli, a niechże pomyśli co i o czym czyta, a niechże wydedukuje, wnioski wyciągnie…
        Wierz mi, że nie i że już lepsza klęska urodzaju. Po dość długim czasie bardzo intensywnego pisania dopadła mnie posucha weny… i to jest tak, jakby ktoś odebrał ci coś bardzo cennego, ważnego, część ciebie.

      • J.Gibson
        |

        A wiesz Tony, że w wydarzeniu na FB Pożegnanie z Klapsą będą wpadały sceny wycięte z Ale klapa!?
        Skoronie zrobiłam pożegnania z Julkiem, to kontynuacja musi być ahahaa. Tylko po dopieszczeniu, oczywiście 😉
        Ej a jakie to są hasła ni z gruszki ni z pietruszki? o jak chcesz wiecej to ja musze wiedzieć 😀

      • T
        Tony Porter
        |

        Teraz już wiem i cieszę się bardziej niż z roweru dostanego na Komunię 🙂 Nie dość, że Klapsowe scenki, to jeszcze i dziadek Edward 🙂 Hurrra!
        Hasła ni z gruszki ni z pietruszki to zdania, określenia mocno zaskakujące, czasem śmieszne do wypęku, czasem poważne – soczyste metaforycznie, zdarzenia, emocje ubrane w słowa tak po Twojemu 😉 Masz swój, charakterystyczny, mocno osobistyczny styl.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      No mnie właśnie nurtuje, dlaczego jej nie pamięta? Ale ja cierpliwa jestem, poczekam na wyjaśnienia :-)))

      • J.Gibson
        |

        Akurat to dlaczego jej nie pamieta to planuje ujawnic juz pod koniec.
        Obawiam sie, ze przyjdzie ci na to długo poczekac.
        😂😂😂

  4. T
    Tony Porter
    | Odpowiedz

    Dopóki nie zobaczyłam morza, to istniały dla mnie tylko góry 🙂 A jak już zobaczyłam, to wolę i to, i to 🙂 A jak zobaczyłam ocean, to już w ogóle przepadłam z kretesem w temacie dużej wody 🙂 A już w totalne oszołomienie wprawiła mnie rzeka Tag, zachowująca się jak morze 🙂 Morze znam tylko jedno – nasz Bałtyk kochany. I góry, i woda mają w sobie coś, więc najlepiej jest jeździć tu i tu, żeby chłonąc różne rodzaje tego “coś” 🙂

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Tony! Ale nasz Bałtyk jest zimny. 🌊🌊🌊🌊 moze ty lubisz zimnych drani?

      • T
        Tony Porter
        |

        O nie, nie, żadnych zimnych drani. Podobnież jak Ty, preferuję opiekuńczych mężczyzn, a o draniach to mogę co najwyżej poczytać. I to też bez entuzjazmu. Ale z nadzieją, że porządnie im się za ich draństwo dostanie. No chyba, że mówimy o draniu w wydaniu Guyowym 🙂 Jako, że nie jestem amatorką kąpieli i plażowania, to temperatura wody nie jest dla mnie szczególnie istotna 🙂 Najważniejsze, by móc się porządnie brzegiem morza naspacerować, i po lesie, i po wydmach, przysiąść na chwilę, zapatrzeć się w fale, nasłuchać szumu morza… O ile żabami nie rzuca, to nawet jak jest nie za ciepło, to można tak miło czas spędzać. Urlop w ciepłych krajach, gdzie gorąc odbiera siły witalne i uniemożliwia intensywne łażenie to nie dla mnie.

      • J.Gibson
        |

        Właśnie! Bo ja mam jeszcze Guya do doczytania… Rozbawilo mnie jego podejscie do Marian jak do klaczy😂😉😂
        Upały u mnie są koszmarne. Jesli wybierasz sie mnie odwiedzic to zdecydowanie odradzam lato😂😂😂

      • T
        Tony Porter
        |

        Guy chciał po prostu “ułożyć” Marian “pod siebie” 🙂 Paskud jeden 🙂 Dobrze, przylecę zimą 🙂

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Nasz Bałtyk kochany… Święte słowa!
      https://www.instagram.com/p/B03YpiMp2yX/

  5. J
    Jaroszka
    | Odpowiedz

    Gibson, Ty mi imponujesz. Robisz ze słowami co ci się podoba, ale przekonuję się do tego coraz bardziej. Pisałaś, że dokształcasz się fabularnie. Uwierz mi, to widać. Skoro potrafisz tak bardzo się rozwinąć w przeciągu kilku miesięcy to nie mogę się doczekać tego, co pokażesz za rok.
    Wakacyjny kierunek u mnie to Mazury – cud natury. Mam patent, więc na brzeg zejdę dopiero jak skończę urlop. Trzy tygodnie się wybujam, a za rok rejs po groźniejszych wodach. Pomyślnych wiatrów tobie życzę.

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Dziekuje za pochwałę. Co bedzie za rok, pojecia nie mam. Zobaczymy. Uczę się cały czas i przestać nie zamierzam. Taka chyba jiz natura czlowieka.
      Mazury…. Hahaha. Tylko mazurskich facetow omijaj z daleka! Wyszlam za jednego😂😂😂 stanowczo odradzam.

  6. P
    P.Z.
    | Odpowiedz

    Lasy! Polecam obrać kierunek na dzikie puszcze.

Napisz nam też coś :-)