Spagetti (III)

with 3 komentarze

Spagetti opowiadanie erotyczne z humorem w tle

Kochani, zbliżamy się ku końcowi opowiadania. Myślę, że jeszcze ze dwa odcinki.
Oczywiście jest to jedynie założenie, bo jak wiecie, bohaterowie lubią płatać figle i nie chcą kończyć opowieści o sobie 😀 Tak było na przykład z "Biała"

Jeśli właśnie trafiłaś/ łeś na naszą stronę i nie wiesz, gdzie szukać tego opowiadania, to wystarczy zapisać się na newsletter w okienku pod spodem, lub na stronie głównej, albo TUTAJ

Za tydzień dostaniesz dostęp do wszystkich czternastu części i nie przegapisz zakończenia.

A teraz miłego czytania, komentowania i niech Wam lato przyjemnym będzie 😀

Wracam do pisania "Zmieniona przez mrok". W tym opowiadaniu wakacje dopiero nadchodzą i dobrze. Będę mogła poopisywać wspomnienia z Chorwacji. Z resztą zobacz, jak tam było pięknie. Dziesięć plaż w pięć dni zaliczone! 😀
Zajrzyj tutaj 🙂


Rozdział 5

Byście widzieli Różowego Słonia! Ten się zapowietrzył, oczy wyszły mu z orbit, a trąba usztywniła się, niczym… Może lepiej nie powiem, bo mam jednoznaczne skojarzenia.

- Zaczekaj tutaj na mnie – warknął Bóg Seksu. – Musimy pogadać.

I zniknął w pokoju ojca, cicho zamykając za sobą drzwi. Ruszyłam w poszukiwaniu toalety, bo nerwy zrobiły swoje i teraz to już mi się bardzo chciało siku. W ubikacji zawisłam nad sedesem i pozwoliłam się wygadać Różowemu Słoniowi.

I co my teraz zrobimy?! – Ze zdenerwowania nabrał wściekłego, intensywnego koloru, gdzieniegdzie nakrapianego fioletem. – Żeby się pieprzyć z własnym bratem?!

Ty – warknęłam bezgłośnie w myślach. – Wystarczy, że ja jestem ordynarna! Moje alter ego nie musi kląć.

A całuj ty mnie w trąbę – obruszył się. – Myślisz, że mnie to teraz interesuje? Chcesz pogadać o rolach? Rolą brata na pewno nie jest robienie wystrzałowej minety siostrze!

Nie wkurwiaj mnie – mruknęłam, spuszczając wodę.

Przedłużałam mycie rąk i robiłam to z dwóch powodów. Po pierwsze musiałam spokojnie pomyśleć, a Różowy wcale mi tego nie ułatwiał. Po drugie odwlekałam moment spotkania z Bogiem Seksu, bo zwyczajnie bałam się własnych reakcji na niego.

Wysuszyłam dłonie tak dokładnie, że chyba lakier zaczął odchodzić od paznokci, od nadmuchu gorącego powietrza. W końcu, gdy nie miałam już powodu, by zamarudzić dłużej, odetchnęłam głęboko i pchnęłam drzwi mojej chwilowej samotni.

Nogi się pode mną ugięły, gdyż wyszłam wprost w szpony jego spojrzenia. Stał naprzeciw toalety, opierając się o ścianę. Ramiona zaplótł na piersi i po prostu na mnie czekał.

- Zastanawiałem się, czy tam nie wejść. – Oderwał się od ściany, ruszając w moją stronę.

- Po co? – pisnęłam, opanowując odruch ucieczki z powrotem do toalety. Przychodziła mi do głowy tylko jedna czynność, którą mogłabym z nim wykonywać w WC.

- Sprawdzić, czy się nie utopiłaś – sarknął.

Różowemu Słoniowi w efekcie oklapła trąba.

- Co z tatą? – Postanowiłam przejść do rzeczy, by nie wyjść na miętką pizdę.

- Jadłaś coś? – Zniżył głos, gdy dwie pielęgniarki postanowiły zatrzymać się o metr od nas, by markując rozmowę, zwyczajnie nas podsłuchiwać. – Daj mi pół godziny, to cię gdzieś zabiorę i odpowiem na wszystkie pytania.

- Ok.

Odwrócił się i odszedł. Ja mimo usilnych starań nie zapanowałam nad odruchem patrzenia w ślad za nim. Podobał mi się sprężysty krok i długie nogi. Kitel, czy jak się po polsku nazywa białe odzienie lekarskie, niestety zasłaniał zgrabny kuperek, ale pamiętałam jego kształt i mogłam przywołać te wspomnienia.

Wróciłam do pokoju ojca, ale spał nadal. Popatrzyłam na niego przez dłuższą chwilę, lecz za bardzo mnie nosiło, bym mogła usiedzieć bezczynnie. Zarzuciłam plecak na ramię, wyszłam na korytarz. Zjechałam na parter, gdzie kupiłam soczek w automacie przy wejściu. Po przygodzie na dworcu nie ryzykowałam wyboru kawy. Z resztą nie potrzebowałam pobudzenia. Energia buzowała we mnie, ale też byłam przerażona wizją rozmowy z Bogiem… Kurwa! Jak on ma na imię?

Musisz się pilnować. – Różowy wykonywał właśnie ćwiczenia rozciągania trąby i przysiady na tyle, na ile pozwalał mu różowy brzuszek. – Powiesz do niego per boże, to cię pogoni do domu. Pomyśli, że cię porąbało.

Nie zdążyłam się zastanowić, bo mój boski kochanek wysiadł właśnie z windy. Obserwowałam długi krok, przy czym zamarłam z rurką wystającą z kartonika soczku, tuż przy ustach. Zrobiło mi się gorąco w sekundzie, w której pociemniałe oczy spoczęły na moich wargach. Nie umknęło mi zaciśniecie szczęki, co wyostrzyło rysy mojego kochanka, czyniąc go jeszcze seksowniejszym.

- Chodźmy. – Sięgnął po leżący na ławce plecak, zarzucił go sobie na ramię.

Nie miałam wyjścia, podreptałam za nim. Wyszedł z budynku, ja za nim. Nad jego głową lewitował Różowy, spoglądając na niego w dół. Nie wiedziałam co sądzić o oschłym zachowaniu Boga Seksu, tak bardzo inny był teraz i niepodobny do faceta z pociągu. Cóż się dziwić, wtedy seks nie pociągał za sobą konsekwencji. Teraz miałam przed sobą nie nieznajomego, ale pana doktora, z którym w dodatku jestem spokrewniona. Cholerny świat!

Dotarliśmy na przyszpitalny parking. Piknął alarm, klapa bagażnika otworzyła się powoli. Mój plecak wylądował w środku i patrząc na minę seksownego doktorka, gdy szedł w moim kierunku zastanowiło mnie, czy i ja nie zajmę miejsca obok bagażu. Na szczęście klapa automatycznie opadła powoli, a Bóg Seksu otworzył przede mną drzwi od strony pasażera.

Starałam się unikać patrzenia mu w oczy. Za dużo tam widziałam i miałam wrażenie, że to tylko podszepty mojej wyobraźni.

Samochód ruszył, jechaliśmy w milczeniu. Złapałam się na tym, że płytko oddycham, a mięśnie karku spięły się, niczym powrozy.

- Pizzeria? – Obróciłam się ku niemu, gdy zaparkował przed wolno stojącym, okolonym ogródkiem i ławkami ze stolikami, budynkiem. – Zapraszasz Włoszkę na pizzę?

- Jesteś Polką. – Po raz pierwszy od spotkania w szpitalu uśmiechnął się i pochylił w moim kierunku. – I tak, zapraszam cię na pizzę.

Nie napalaj się! – Różowy zawisł przed moją twarzą, zasłaniając mi seksowny widok blond czupryny. – On tylko odpina pasy.

Miał rację. Klamra szczęknęła, Bóg się wyprostował, sięgnął do klamki drzwi. Nim odetchnęłam i uspokoiłam się, moje drzwi otworzył również, zapraszając gestem bym wysiadła.

Weszliśmy do przytulnie urządzonego wnętrza. Knajpkę ewidentnie wzorowano na włoskich klimatach. I to z gustem! Usiadłam po jednej stronie nakrytego obrusem stołu, on po drugiej.

- Może mi się wreszcie przedstawisz? – Miałam dosyć nazywania go Bogiem Seksu. Jeszcze nie daj boże wymknie mi się i powiem tak do niego! – Ja jestem Izabella.

- Tomek. – Wyciągnął ponad stołem rękę, uścisnął ją lekko, przytrzymał. – Czyli jesteś moją siostrą.

Nie puszczał mojej dłoni, mi robiło się coraz goręcej. Czułam rumieńce oblewające policzki i widziałam, że z przyjemnością obserwuje moje upokorzenie. Drań jeden! Za co się znęcał? I po co?! Przecież jako rodzeństwo nie mogliśmy nawet myśleć o seksie!

Na szczęście podszedł kelner i na szczęście nie musiałam składać zamówienia. Nie byłabym w stanie się wysłowić i obawiałam się, że nie zdołam przełknąć ani kęsa. Do moich uszu dotarły słowa rozmowy w ojczystym języku. Ojczystym nie tyle z korzeni i pochodzenia, co z subiektywnego odczucia, że jestem Włoszką. Wiem, pewnie mnie za to znielubicie, ale pokochałam winnicę ojca… sorry, ojczyma i wiedziałam, że to tam właśnie za niedługo osiądę. Paryż jest piękny, romantyczny i pełen uroku, ale niestety jako urodzony introwertyk najlepiej czuję się tam, gdzie nie ma tłumów ludzi.

- Czy moja rodaczka ma jakieś życzenia kulinarne?

Okazało się, że to pytanie jest skierowane do mnie. Okazało się, że Bóg… tfu! Tomek poinformował o tym kelnera, a ten właściciela restauracji. Teraz korpulentny, ciemnowłosy i szeroko uśmiechnięty człowiek stał przy stoliku obok mnie.

- Witam! – Odruchowo wstałam, by się przywitać. Pozwoliłam uściskać się mężczyźnie i cmoknęliśmy się w policzek.

Nic niezwykłego, ot zwyczajne powitanie. Nie umknęła mi zmiana wyrazu twarzy Tomcia. Zacisnął szczękę, zmrużył oczy i wyglądał, jakby miał zamiar skoczyć, by odsunąć nas od siebie.

Twój braciszek chyba rości sobie do ciebie pełne prawo – mruknął Różowy, siadając na blacie stołu w siadzie skrzyżnym. No dobrze, próbował, bo okrągły brzuszek nie pozwolił mu na to, co nie zniechęciło go do prób. – Ty, a może by tak przymknąć na to oko? Zabezpieczeni jesteśmy, a od odrobiny seksu nic się przecież nie stanie. Dupa nie mydło i się nie wymydli.

Ty, Różowy, ty się weź w garść! – Opierdoliłam moje alter ego. – To ja powinnam naginać zasady moralne, a ty mnie przywoływać do pionu! Taki układ obowiązuje od kiedy powstałeś!

Niby tak. – Dał sobie spokój z próbami skrzyżowania krótkich nóżek. – Ale jak sobie przypomnę, jak on cię lizał i jak dobrze pasował w środku, to aż mi trąba sztywnieje.

Zamilcz, zboku!

Miałam dosyć rozmów z Różowym. Na nic mi się nie przyda, a jeszcze mnie wyprowadza skubaniec z wewnętrznej równowagi, której i tak prawie nie miałam w sobie, czy raczej jechałam na jej rezerwie.

Z uśmiechem podałam ulubione składniki pizzy przemiłemu Włochowi, ten obiecał zrobić pizzę „po naszemu”. Oznaczało to najlepsze składniki w niewielkiej ilości. Najważniejsze i tak jest samo ciasto, prawdziwy włoski sos i porządny ser.

- To powiedz mi o tacie – poprosiłam, gdy zostaliśmy sami. – Że jest moim tatą dowiedziałam się dwa tygodnie temu z hakiem. – Chciałam, by to wiedział. Czemu? Pewnie po to, by nie myślał, że przyfrunęłam niczym sęp po spadek. – Mama wymogła na mnie przyjazd do Polski.

- Nie zostało mu wiele czasu. – Posmutniał i widać było, że ciężko mówi mu się o tym. – Zawsze był bardzo wesołym i aktywnym fizycznie człowiekiem, a tu nagle łup i rak zniszczył go w zaledwie pół roku. Pożyje dwa tygodnie, maksymalnie miesiąc. Dobrze, że przyjechałaś. Mówił o tym od miesiąca. Bał się, że nie będziesz chciała. Mam ci przekazać jego pamiętnik.

Nie wiedziałam co powiedzieć. Nie znałam ojca i zwyczajnie nie czułam w stosunku do niego nic. Pokiwałam więc tylko głową i utkwiłam wzrok w dłoniach.

- Gdzie się zatrzymałaś? – Przerwał milczenie.

- Nie myślałam jeszcze o tym, ale coś znajdę. – Z plecaka wyciągnęłam telefon, włączyłam wyszukiwarkę.

- Zatrzymaj się w domu taty. – Zabrał mi telefon, odłożył ekranem do dołu na blacie stołu. – On by tego chciał i ucieszyłby się. Powinnaś też zobaczyć pamiątki po nim i zdjęcia. Kiedyś wyglądał świetnie. Teraz to cień człowieka.

Zamilkł, zapatrzył się w widok za oknem. Nie wypadało odmówić, z resztą dla mnie to było wygodne i faktycznie, mogłam poznać trochę własnego ojca.

Po upływie kilku kolejnych minut przyniesiono pizzę i musiałam przyznać, że był to najlepszy placek jaki jadłam od lat. Cieniutki, pachnący, z szynką najwyższej jakości i aromatycznym, intensywnym w smaku serem. Już po pierwszym kęsie odszukałam spojrzenie właściciela knajpy, uniosłam kciuk w górę, na co Włoch odpowiedział szerokim uśmiechem.

- Gdzie to się w tobie mieści? - Tomek obserwował tempo, w jakim pochłaniałam pizzę.

- Od wczoraj nic nie jadłam – odpowiedziałam z pełnymi ustami. – A poza tym spaliłam dużo i miałeś w tym największy udział.

Resztę posiłku przemilczeliśmy. Czułam na sobie jego baczne spojrzenie i o dziwo wcale mi z tym nie było źle. Po skończonym posiłku opuściliśmy restaurację i znów naraziłam się na wściekłe spojrzenie Tomka, gdy w narodowy, zwyczajnie wylewny sposób pożegnaliśmy się z przemiłym właścicielem restauracji. Obiecałam mu, że na pewno odwiedzę go ponownie, gdy tylko przyjadę do Polski. Wiedziałam, że słowa nie dotrzymam, bo po co miałabym znów tu przyjeżdżać? Wypełnię obietnicę złożoną mamie i zapomnę o Polsce. Nie narażę się już na spotkanie z bratem, bo widziałam, że nie ma szans na zwykłe relacje brat – siostra. Seksualny głód bił z oczu Tomka, ilekroć nasze spojrzenia skrzyżowały się. Marzyłam, by ten dzień dobiegł końca, bym mogła się umyć i wyspać. Byłam piekielnie zmęczona, bo też niewiele spałam tej nocy. Czułam się brudna, a syty posiłek pogłębił senność. Pozwoliłam się posadzić na miejscu pasażera, po czym po upływie kolejnych minut odpłynęłam w sen, ukołysana jazdą.

- Iza. – Delikatne potrząsanie ramienia przywołało mnie do rzeczywistości. – Jesteśmy w domu taty. Chodź.

Obszedł auto, podał mi ramię, pomógł wysiąść. Ziewnęłam przeraźliwie, zakrywając usta dłonią.

- Wykończyłeś mnie. – Przeciągnęłam się, spojrzałam na dom. – Szkoda, że jesteś moim bratem, bo najchętniej to bym spędziła najbliższy miesiąc z tobą w łóżku. I na podłodze – wyliczałam, wchodząc za nim na ganek. – Ewentualnie pod prysznicem, albo na blacie kuchennym.

Nie wiem, czemu to mówiłam. Może po prostu blokady we mnie spały nadal. Nie widziałam jego reakcji na moje słowa. Dowiedziałam się co czuje w momencie, gdy otworzył drzwi do domu, wszedł do przedpokoju.

- Chodź tu, czarownico. – Mój plecak wylądował na podłodze, niedbale rzucony przez Tomka w kąt. – Może pójdę za to do piekła, ale mam to zwyczajnie w dupie.

I wpił się w moje usta.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Ana
    | Odpowiedz

    Monika, cholera, taką mi zrobiłaś ochotę na tę Chorwację… A tutaj już nie ma jak 🙁 postanowione – za rok, choćby nie wiem co, jadę tam!

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Jedź Kochana, bo tam jest przecudnie. Aż dziw bierze, że tak blisko, a tak bajecznie 🙂
      Za rok pojadę na dwa tygodnie i na pewno inaczej, niż dotąd. Zabukuję po trzy dni w jednym miejscu, trzy w drugim i tak zwiedzimy większy kawałek.

  2. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Powiem szczerze, że kompletnie nie wyobrażam sobie tego zakończenia. Ani mi Tomeczek nie pasuje na miłość życia Izy, ani Łysy vel Filip. Do dupczenia panowie idealni. Czy do czegoś więcej? Nie wiem. Tomek w obecności blondyny wydaje się nagle nijaki, jakby nie wiedział, czego chce. Niezdecydowanym panom mówię nie. Filip? Też jakoś poza tym dupczeniem więcej nic nie pokazał. Dziewczyna w PL totalnie zgłupiała, a głupia mi się nie wydaje. Może jednak lepsze dla niej te Włochy.

Napisz nam też coś :-)