Laleczka szefa – cz. 1

with Brak komentarzy

Zaczynamy kolejną historię.

Muszę odpocząć po "Psychol-u", bo mi zwyczajnie "ryje banię". Bardzo dużo tam przemocy i brutalności, więc czas na komedię 🙂

Przedstawiam Andrzeja i Magdę w komedii o szefie (pełnym zasad sztywniaku) i dużo młodszej Magdzie, jego pracownicy. A także REAL DOLL, która zainspirowała mnie do stworzenia tej historii >>> www.realdoll.com

 

Rozdział 1

Uwielbienie

Mógłbym tak stać do jutra i po prostu patrzeć, jak zmaga się z szufladą, zmieniając papier w kopiarce. Byle mieć widok na jej nogi i mini opinającą zgrabny tyłeczek. Kurwa! Zwariuję przez nią!

Mógłbym oczywiście podejść i jej pomóc, ale tego nie zrobię. Dlaczego?
Po pierwsze straciłbym piękne widoki, a tych byłoby szkoda. Po drugie...

No dobrze, nie ma sensu się oszukiwać - nie zauważyłaby nawet, kto jej pomógł. Jaśniej - nie zauważyłaby MNIE.

Niestety, nie jestem typem przystojnego mięśniaka, na jakich spoglądają kobiety. Nawet nie jestem postawny, a natura poskąpiła mi uroku osobistego, tak mocno działającego na płeć piękną. Nie mam blond grzywy, czy dwóch metrów wzrostu. Bozia nie dała wzrostu i włosów na głowie. Tylko na głowie! Resztę ciała obsypała nimi w nadmiarze. Jakby to było potrzebne, albo seksowne.

- Te! - Głos Krzyśka przerwał wędrówkę mojego wzroku od zgrabnych łydek w górę. - Bo se gały wypatrzysz!

Miałem ochotę mu lutnąć! Byłem właśnie oczami wyobraźni pod spódniczką, a ten cham zbolały mi to przerwał. Dobrze, że powiedział to szeptem i adresatka mojego napalonego spojrzenia nie usłyszała go.

- Weź się odwal - warknąłem, kierując kroki w stronę swojego gabinetu.

Oczywiście nie odwalił się, lecz szedł za mną. Za mało mu było, teraz mi będzie przysrywał. Ech, zachciało mi się pracować z kumplem. To nie było dobre połączenie, bo przez naszą wieloletnią znajomość jeszcze z czasów szkolnych, granice pomiędzy przełożonym, a pracownikiem zacierały się. No i mój awans. Nie jego! Niby to nie przeszkadzało w przyjaźni, ale drzazga zawsze tkwiła. Olać to!

Jak zwykle pozwolę mu przegiąć pałę i jak zwykle Krzychu wróci do swojej pracy z lekkim uśmieszkiem na twarzy. Zadowolony, bo pokaże innym, że może wejść mi na głowę.

Czy mu na to pozwolę? Ano pozwolę. Jeszcze ten jedn raz. Ostatni!

- Co ty Endrju, nie wiesz jakich ona facetów lubi? - Krzysiek przyodział twarz w pozornie zdziwioną minę. - Po pierwsze wysokich – wyliczał, wyłamując palce, ja zgrzytałem zębami. Trafił celnie w mój największy kompleks. Zabolało, ale oczywiście przemilczałem to. - Po drugie przystojnych - mówił dalej, na szczęście na tyle cicho, że nikt poza nami tego nie słyszał. - Po trzecie, blondasów, z tego co wiem. - Uśmiechnął się perfidnie. - A u ciebie raczej koloru włosów nie widać. Ba! Włosów nie widać!

Był strasznie swoimi słowami rozbawiony, a po mnie jak zwykle one spływały. Prawie. A może jednak nie? No dobra, byłem wkurzony, więc chyba jednak moja odporność na jego toporne żarty i grubiańskie poczucie humoru zmniejszyła się.

- Dobra, dobra - przerwałem przemowę Krzyśka w obawie, że rozpędzi się zbytnio i w końcu przegnie przysłowiową pałę. - Mam inne atuty...

- No tak! Pan wielka pyta! - Klasnął w dłonie. - Tylko co ci po tym atucie, skoro nie możesz go... wyeksponować?

- Ok. - Nie chciało mi się tego przeciągać. - Mam pracę, więc wybacz i stleń się. Bo jakby nie było, to ja cię z niej będę rozliczał.

Skrzywił się, po czym odwrócił się na pięcie i wrócił do swojego boksu. Na szczęście bez kontynuowania tej słownej utarczki. I dobrze, bo załogę często dziwiły nasze relacje i granica, którą Krzychu lubił naciągać.

Ech ta Magda, a właściwie Magdzine zjawisko. Piękność wyśniona w mokrych snach erotomańskich, które męczyły mnie od miesięcy. Jej nogi, włosy, oczy, biust i gracja ruchów, śniły mi się często. No i jeszcze wspomnienie jej zmysłowego zapachu, który pochwycałem aparatem powonienia, gdy udało mi się zabrnąć wystarczająco blisko w jej rejony.

Magda...

Piękna...

Kurwa mać!

Ile czasu można tak marzyć?! Przecież to strata czasu i energii!

Co z tego? Nie umiałem jej wyrzucić z myśli.

- Dobra, czas popracować – mruknąłem do siebie pod nosem i zamknąłem drzwi gabinetu, wybudzając komputer z trybu uśpienia.

Napisz nam też coś :-)