Takaja żyzń cz. I

with 9 komentarzy

Ok. Naszło mnie na ciężkie tematy. Wybaczcie, ale dane jest mi się stykać z tym często i jako jednostka mocno odczuwająca ból innych, muszę tego dotknąć. Obiecuję, że nie będą tylko smutki, ale jest to część otaczającej nas rzeczywistości (zazwyczaj odwracamy od niej oczy, bo tak jest wygodniej dla naszego spokoju i pogody ducha).
Początek jest mocno realistyczny i macie go za ścianami Waszych mieszkań, w domu obok.
Takie właśnie losy widać w spojrzeniu dzieciaków, które nie patrzą miękko w Wasze oczy. 
One uciekają wzrokiem, twardo podejmują wyzwanie, lub po prostu szukają w naszych źrenicach nadziei na człowieczeństwo.
To opowiadanie i tak pokazuje szczęśliwsze jednostki (mimo nieszczęścia).
Nie mam planu, nie wiem w jakim kierunku pójdzie opowiadanie, wiem jedynie, że palce mi się jarają :-).
Całusy.

Siedziałam na łóżku, w ciemnym pokoju. Znów wyłączyli nam prąd. Ojciec zachlaj morda, mama okoliczna dziwa i rodzeństwo wychowujące się prawie samopas. Prawie, gdyż w wieku kilku lat przejęłam obowiązki matki i pilnowałam młodszaków. Najmłodszy braciszek, siedem lat w wątłym ciałku leży za mną na starym, zdezelowanym łóżku i się boi. Boi się bełkotliwych krzyków starego i piskliwego jazgotu matki za ścianą. Za ścianą, nie za drzwiami, na te brakło kasy. Została przepita.

Materac śmierdzi moczem i przyniesiony został ze śmietnika. Stary musiał nas na czymś położyć, więc przyniósł ten odzysk z hasioka. Pamiętam, jaki był z siebie dumny, że taki jest zaradny…

Gdyby nie Kacperek, malutki człowieczek opasający mnie z tyłu i drżący ze strachu przed pierdoloną rzeczywistością, dawno bym już stąd zwiała, zostawiając ten syf daleko za sobą.
Nie potrafię już słuchać bulgotu zapijaczonego głosu ojca, krzyków w pokoju obok i ciągłych przekleństw, stanowiących tło naszego życia. Smród przepitego oddechu, kwasów żołądkowych trawiących jedynie wódę, lub jej tańsze substytuty i odór fajek. Najtańszych i najbardziej śmierdzących.
Przede mną jest ściana z wystającym z niej łysym kablem. Nie ma w nim prądu, bo nikt za prąd nie zapłacił. Nie ma lampy, bo została zdjęta i wymieniona na flaszkę. W lodówce nic się nie zepsuje, bo jak zwykle jest pusta i hula w niej wiatr. Pozostali bracia wolą siedzieć na dworze, lub u kolegów, bo tam przynajmniej jest spokój i można się napić gorącej herbaty.
Herbata z cukrem i z cytryną. Takie zwykłe marzenie, a w moim popierdolonym domu tak nieosiągalne. 
Dla czego urodziłam się właśnie w tej pojebanej rzeczywistości?!
Wiedziałam dlaczego. Arka i Tomka odchowałam, na ile umiałam. Wycierałam im nosy i tuliłam zapłakanych, gdy ojciec wpadał całym ciężarem na nich, bo pomylił po pijaku pokoje i uwalał się w ubraniu, by przespać w alkoholowym amoku kawałek swojego bezsensownego życia. Jako dziesięciolatka przebierałam zasikane nocą pidżamy i podkładałam ręczniki, koce, cokolwiek suchego, by mogli spać na zaszczanym materacu do rana. To ja z nimi chodziłam do przychodni, gdy chorowali i kłamałam mówiąc, że mama nie może się zwolnić z pracy. Stara w tym czasie grzała się z nowymi kolegami, piła z nimi i bawiła się w obcych mieszkaniach. 
Jej mieszkanie było zimne, w nim czwórka głodnych i wystraszonych dzieci, ciemność bez prądu i nie dopełnione obowiązki.
Kacperek jest duszyczką, którą muszę uratować! Ten malutki, niedożywiony chłopczyk jest celem, dla którego od dawna prę na przód i organizuję swoje życie, zastępując mu matkę. 
Matkę sukę, wydająca czwórkę dzieci na świat, opuszczającą je w momencie porodu.
Nie! To jest obraza dla suk. Żadna suka nie porzuca swoich młodych.
Nasza matka trzymała nas dla dopłat socjalnych do życia. Żyła z nas i tym dla niej byliśmy od urodzenia. Źródłem dochodu, utrzymania. Żadnego karmienia piersią, przewijania i przytulania wieczorem. 
Chowaliśmy się sami, a właściwie starsze dzieci, pilnowały młodszych i to one uczyły je higieny, kładły spać i pomagały w szkole. Jakimś cudem żadne z nas nie umarło w nocy, nie zakrztusiło się wymiocinami i nie zamarzło w wyziębionym mieszkaniu, gdy stara balowała u kolejnego fagasa, a stary dogorywał na kanapie, nie rejestrując otaczającego świata.
Ja jestem pierwszym dzieckiem i to na mnie od prawie osiemnastu lat spoczywał obowiązek opieki nad braćmi. Matkę mamy jedną, ilu ojców? Nie wiadomo. Oby żadnym nie był, ten wpisany w dokumenty. 
W takim wypadku, wpisane mieć będziemy również ograniczenia i ułomności genetyczne. 
Oby matka kurwiła się od początku skutecznie…
Kacperek usnął golutki i skulony na brudnym materacu. Okryłam go starym kocem i patrzyłam na jego spokojną buźkę. Jeszcze kilka miesięcy i wystąpię o prawo do opieki nad nim. Pozostali bracia nauczyli się już, jak radzić sobie w miejskiej dżungli, ale to małe dzieciątko potrzebuje jeszcze dużo czasu. W tym zimnym, pijackim domu może się jedynie popsuć. Wyrośnie z niego alkoholik podobny do ojca, kombinator szukający jedynie kasy na zachlanie, lub złodziej. Na ćpanie nie będzie go stać, ale drogę ku autodestrukcji znajdzie w tym otoczeniu na pewno.
Nie pozwolę na to! Urodziłam się jako pierwsza po to, by mu pokazać, że życie może być jaśniejsze niż to, które ma w tej norze.
Jeszcze tylko kilka miesięcy…
Poszłam umyć się w zimnej wodzie wypełniającej bojler, mydląc dłonie resztką skamieniałego mydła. 
To ukradzione z podajnika w markecie kończyło się już, a czymś przecież muszę raz w tygodniu umyć włosy. Kosmetyków nie dane mi było dotąd doświadczyć. Śmierdzieć jednak nie zamierzałam, jakoś sobie trzeba radzić.
Rano wstaję wcześnie, gdyż muszę jeszcze kupić chłopakom bułki i paczkę żółtego sera, by mieli kanapki do szkoły. Dobrze, że chociaż ciepły obiad mamy w szkole zapewniony. Po takim posiłku udaje się jakoś okłamać głód do następnego dnia.
Zabawnym jest, że wszyscy uczymy się wręcz wybitnie, więc jednak sucza picz matki miała nosa do dobrych genów naszych ojców. Każde z nas skrzętnie chowało comiesięczne stypendium do skrytki w materacu i to ja dysponowałam tymi skromnymi środkami, planując codzienne zakupy spożywcze. Czasami udało się jeszcze kupić któremuś z chłopaków jakiś skromny drobiazg. Żadne nie marzyło nawet o PSP, telewizji, czy komputerze. Takie zbytki pozostawały poza sferą pragnień. Naczelną potrzebą było zaspokojenie głodu fizycznego, a jedynym luksusem stał się lód na patyku raz w tygodniu, tuż po mszy w kościele.
Z zazdrością patrzyliśmy na rodziny, które w komplecie przychodziły na msze. Widziałam ból w oczach starszych braci, gdy ojcowie kładli swoim synom dłoń na ramieniu, pochylali się ku nim i coś podczas mszy tłumaczyli, lub po prostu uśmiechali się do nich z miłością. Mnie bolało serce na widok matek i córek dumnie kroczących obok nich. Czyste, lśniące włosy, płaszczyki i spódniczki, nowe buty.
O ciuchach nawet nie myślałam, miałam ich mało, lecz o nie dbałam. Udało mi się tego nauczyć chłopaków. Czasami jakaś sąsiadka, starsza i samotna pani, zapraszała nas do siebie na herbatkę i ciasto, pozwalała obejrzeć coś w telewizji. To były te przyjemne chwile, ale uczyłam chłopaków, że nie wolno im tego nadużywać, czasami trzeba odmówić. Musieliśmy być samowystarczalni, zaradni i trzymaliśmy się razem. Wiedzieliśmy, że jedynym źródłem utrzymania są dla nas stypendia, więc uczyliśmy się codziennie do momentu, gdy światło dzienne było wystarczające do czytania. 
Każda ocena poniżej piątki była zagrożeniem dla puli na jedzenie, a jeść musieliśmy.
Żyjemy z dnia na dzień, to wiem.
Wiem również że wiek, w którym osiągnę pełnoletność będzie w naszym życiu przełomem.
Jeszcze tylko kilka miesięcy…

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    O kurczę, teraz nie mogę umieścić na swoim blogu mojego odpowiadania, bo posądzą mnie o plagiat! ;D
    Nie lubię takich tematów, ale one same przychodzą i nie da się przejść obojętnie.
    Zastanawia mnie jedno. W opowiadaniach umieszczasz erotykę, ciekawa jestem jak ją w to wimksujesz. 😉

  2. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Spoko, mam plan.
    Niby niedokładny, ale wiem w jakim kierunku pójdzie.
    Słyszałam głosy o romantycznej miłości?
    Słyszałam?

    Nie lubię samej, cukrowo słodkiej obudowy, więc obudowuję inaczej.
    Nie lepiej, inaczej 🙂

  3. zu
    | Odpowiedz

    Serial “Shameless” się kłania,jak również blog z zakładek obok …super,czekam!

  4. Na marginesie…
    | Odpowiedz

    […] i znam takie sytuacje z życia (innych). Stał się ten blog początkiem takich opowiadań, jak „Takaja żyzń”, choć liznęłam tam tematykę w nim bardzo delikatnie. W każdym następnym opowiadaniu pojawił […]

  5. […] nie zaczęło się jeszcze tak poważnie rozkręcać, a już zapisanych jest czterdzieści stron. „Takaja żyzń” była długa, ale tutaj będzie jeszcze więcej stron. Najwyraźniej dojrzałam do tego, by już […]

  6. Zwyczajność
    | Odpowiedz

    […] Adama z „Takaja żyzń” nie wzięła się wyłącznie z mojej głowy. Taki człowiek istnieje, ma wszystko włącznie z […]

  7. […] człowiekiem z krwi i kości i lubię to Spotkałam dzisiaj Kasię (przypomniała mi się od razu „Takaja żyzń”, ale tylko przez imię :D) i ta Kasia patrzyła na mnie, jak na kogoś lepszego, niż jestem. […]

Napisz nam też coś :-)