Takaja żyzń cz. III

with 8 komentarzy
Byłam umówiona na rozmowę w sprawie swojej pierwszej w życiu pracy.
Miałam się tam stawić w sobotę rano i w tym celu musiałam zorganizować opiekę dla Kacperka. Bracia stanęli na wysokości zadania, obiecując repertuar atrakcji godny lunaparku i obejmujący wypad na hałdy, oraz zwiedzanie starej, zamkniętej już dawno fabryki herbaty.
W efekcie zostawiłam malucha z panią Stenią.

Musiałam dojechać na obrzeża miasta, do osławionej dzielnicy burżujów, jak się ich potocznie określało. Szkoda mi było pieniędzy na bilet, więc zaryzykowałam jazdę na gapę. Była sobota, więc powinno mi się udać.
O dziewiątej rano wysiadłam na czystym, nie upstrzonym graffiti przystanku, dziwiąc się, że są jeszcze miejsca nie naznaczone próbami sprayu domorosłych „artystów” z przerostem ambicji malarskich.
Szłam ulicą, szukając numeru domu, do którego miałam się udać.
Posesje tutaj były rozległe, jak i odstępy między posiadłościami. Mur ogrodzenia i pusto, dalej kolejny mur i znów odstęp.
Skąd ludzie mają tyle pieniędzy? Jak oni to robią, że mogą posiąść tak duży kawałek ziemi i sobie na nim żyć?
Znalazłam numer na tabliczce przy dróżce prowadzącej do bramy, nad którą szklanym okiem czuwała kamera. Odetchnęłam głęboko, by pozbyć się nerwowości wpełzającej w moje trzewia i nacisnęłam guzik domofonu.
Cisza, po chwili warkot i brama z metalowych, strzelistych przęseł zaczęła się rozchylać. Minęłam jej ramię i białą, żwirową drogą szłam ku pierwszemu płatnemu zajęciu w moim życiu.
Uda się! Nie ma innej opcji! Muszę mieć tą pracę, by zacząć.
Drzwi otworzyła starsza kobieta, o spokojnej twarzy.
– Dzień dobry – przywitałam się, ocierając ukradkiem o spodnie, spocone dłonie.
Nie cierpię tego, ale dzieje się tak zawsze, gdy się zdenerwuję.
– Witaj dziecko. – Wokół oczu miała siateczkę zmarszczek, wskazujących na jej pogodne usposobienie.- Wejdź proszę.
Wnętrze domu onieśmielało. Przestronny przedpokój, z którego wchodziło się do kuchni, a ta była większa, niż nasze mieszkanie. Kolejnym pomieszczeniem był salon i tu mnie doszczętnie zatkało. Wysoki na dwa piętra, ogromny jak szkolna sala gimnastyczna, mnóstwo okien i basen przy zejściu z tarasu. Nie widziałam nigdzie gospodarza, lecz nie rozglądałam się zbytnio, choć ciekawość mnie zżerała. Stałam przy przeszklonych drzwiach i podziwiałam ogród, a przede wszystkim basen. Słońce migotało w wodzie zapraszając, by do niej wskoczyć.
– Dzień dobry.
Podskoczyłam z zaskoczenia, odwracając się szybko.
W odległości kilku metrów ode mnie, stał mężczyzna, zapewne gospodarz. Jego wieku nie potrafiłam dokładnie ocenić, ale na moje oko skończył trzydzieści lat. Jak dawno temu? Trudno powiedzieć. Szczupły, wysoki, zadbany. Szara koszula wpuszczona w spodnie. 
Nie chciałam mu się zbytnio przyglądać, on patrzył mi wyłącznie w oczy.
– Pani w sprawie pracy. – Bardziej stwierdził, niż spytał.
Widziałam jego zdziwienie. Pewnie oczekiwał kogoś starszego, a co za tym idzie doświadczonego w sprzątaniu. Mogłam się chociaż pomalować, pożyczyć na tą okazję jakieś kosmetyki. 
Cholera! Nie pomyślałam o tym.
– Tak, dzień dobry. – Uśmiechnęłam się, starając ukryć zdenerwowanie. – Proszę mnie nie oceniać po wyglądzie.
Musiałam go zaskoczyć, gdyż brwi powędrowały w górę, chowając się pod linią włosów.
– Dobrze więc. – Wyraz twarzy, zabarwiony pobłażliwością. – Proszę usiąść. – Wskazał fotel przed biurkiem, sam zajął miejsce naprzeciw. – Proszę mi coś o sobie opowiedzieć.
– Pochodzę z biednej rodziny, mam trzech braci, jestem sumienna, obowiązkowa i uczciwa – wyrecytowałam jednym tchem.
– Dobrze, autoreklama zaliczona. – Potarł palcami skórę brody. – Dlaczego tak młoda osoba chce sprzątać w cudzym domu? Z taką aparycją, mogłaby pani znaleźć posadę w jakimś eleganckim butiku. Praca lżejsza i kontakt z ludźmi większy.
– Liczy się dla mnie znalezienie pracy od zaraz i na długo. – Patrzyłam mu w oczy, starając się mówić spokojnie. – Potrzebuję umowy o pracę i środków na samodzielne życie.
– Dlaczego tak bardzo chce się pani wyrwać z domu? – Drążył dalej.
– Moi rodzice nie są przykładem dla najmłodszego brata, o prawa do opieki nad którym chcę wystąpić. Jego dobro i bezpieczeństwo jest dla mnie priorytetem i dla niego gotowa jestem pracować na trzy etaty. – Czułam, że emocje zabarwiają mój głos. – Sprzątanie jest jak najbardziej godnym zajęciem. – Zakończyłam, nie odwracając wzroku od jego oczu.
Nastała dłuższa chwila ciszy, podczas której odchylił się, opadając na wygodne oparcie fotela.
– Dom, jak pani zauważyła, jest duży. Organizacją zajęć zajmuje się Mira. Do pomocy ma zazwyczaj dwie osoby, w tej chwili jedną. Jeśli warunki będą pani odpowiadały, może pani zacząć od jutra. Do dyspozycji pracowników jest mieszkanie nad garażami, do którego może się pani przeprowadzić od razu. Wszystkie sprawy formalne proszę omówić z Mirą.
Z uśmiechem wstał z fotela, oczekując zapewne, że i ja wstanę. Ja skamieniałam z zaskoczenia i przestałam zdaje się oddychać. 
Mam pracę? Mam mieszkanie?! Czy ja śnię?!?!
* * *
Sobota, dzień względnego spokoju.
Po takim tygodniu padałem na twarz. Za dużo zleconych projektów i związanych z nimi rozmów z inwestorami. Zbyt wiele godzin w samolocie, rozmów telefonicznych, maili…
Zbyt dużo, jak na pięć dni roboczych. Jeszcze kilka godzin dzisiaj i wieczorem czas na relaks.
Relaks w samotności, z butelką wina i dobrym filmem.
Natarczywość Oliwii mnie męczyła. Kilka spotkań, niezły seks i kobiety od razu chcą się wiązać. Oliwia była ciekawą kobietą ze zbieżnymi z moimi zainteresowaniami, ale żaden kandydat na partnerkę z niej. Zresztą, nie szukam partnerki. Dobrze mi tak, jak jest. Wspomnienia z byłego małżeństwa zniechęcały do poszukiwań kobiety na stałe. Piękne początki, które nikną i zdychają w codzienności.
Jeszcze tylko jedna formalność, nowa sprzątaczka. Nigdy nie przyjmuję pracowników przy pomocy innych pracowników, tak w biurze, jak i w domu. Mam nosa do krętów – chachmętów, złodziei i oszustów. Nie raz udało mi się dzięki temu uniknąć podpisania zgubnej w skutkach umowy, czy przyjąć pod dach kogoś, kto by tu nie pasował w jakikolwiek sposób.
Szedłem na rozmowę pozytywnie nastawiony i z zamiarem szybkiego jej załatwienia. Od rana wyświetlał mi się w głowie spokojny wieczór i nicnierobienie.
– Dzień dobry Adamie – przywitała mnie, jak co dzień Mira. – Jak się spało?
Uwielbiałem to jej automatyczne, poranne pytanie i spokój jasnych oczu.
– Dziękuję – odparłem. – Spało się i wyspało. A ty?
– Ja śpię mało, ale konkretnie Adasiu. – Odpowietrzała właśnie ekspres do kawy. – Czeka na ciebie pani w sprawie pracy. Porozmawiaj z nią, ja za ten czas przygotuję twoją ulubioną kawę.
Szedłem przygotowany na widok pani w średnim, lub bardziej niż średnim wieku, z tapirem na głowie, lub kokiem grzecznie przyklejonym do czaszki. Będzie ubrana schludnie, a jej oczy będą biegać po pomieszczeniu, oszacowując mój majątek. Niezmienny scenariusz.
Tymczasem w salonie, odwrócona do mnie tyłem i nieruchomo zapatrzona w widok za oknem, stała młoda dziewczyna. Sweterek, dżinsy i ciemne, związane w kucyk włosy. Była drobna i lekko przygarbiona.
– Dzień dobry. – Przestraszyłem ją najwyraźniej. – Pani w sprawie pracy.
Wielkie oczy i jakiś smutek na twarzy, nieodpowiedni dla osób w jej wieku.
– Tak, dzień dobry. – Uśmiechnęła się, ale widziałem jej zdenerwowanie. – Proszę mnie nie oceniać po wyglądzie.
Zaskoczyła mnie i rozbawiła swoją bezpośredniością.
– Dobrze więc. Proszę usiąść. – Wskazałem fotel. – Proszę mi coś o sobie opowiedzieć.
Większość ludzi opowiada o sobie te same banały, rozgadując się na swój temat odwrotnie proporcjonalnie do ilości treści zawartej w ich słowach. Takie lanie wody, dla zamaskowania zdenerwowania.
– Pochodzę z biednej rodziny, mam trzech braci, jestem sumienna, obowiązkowa i uczciwa – wyrecytowała jednym tchem.
– Dobrze, autoreklama zaliczona. – Zaintrygowała mnie zwięzłością wypowiedzi. – Dlaczego tak młoda osoba chce sprzątać w cudzym domu? Z taką aparycją, mogłaby pani znaleźć posadę w jakimś eleganckim butiku. Praca lżejsza i kontakt z ludźmi większy. – Podpuściłem ją, wchodząc na ambicje.
– Liczy się dla mnie znalezienie pracy od zaraz i na długo. – Patrzyła mi twardo w oczy. – Potrzebuję umowy o pracę i środków na samodzielne życie.
– Dlaczego tak bardzo chce się pani wyrwać z domu? – Dawno nie spotkałem tak zdecydowanej kobietki.
– Moi rodzice nie są przykładem dla najmłodszego brata, o prawa do opieki nad którym chcę wystąpić. Jego dobro i bezpieczeństwo jest dla mnie priorytetem i dla niego gotowa jestem pracować na trzy etaty. – Nie kłamała, takich emocji nie da się udawać. – Sprzątanie jest jak najbardziej godnym zajęciem.
Ona potrzebuje pracy, ja pracownika. Nie zatrudniałem dotąd w domu tak młodej osoby, ale jej konkretne odpowiedzi podobały mi się. Ryzyko dla mnie niewielkie, będzie złym pracownikiem, to się pożegnamy. 
Inna sprawa, że przyjemnie będzie popatrzeć czasami, na tak ładną osóbkę.
– Dom, jak pani zauważyła, jest duży. Organizacją zajęć zajmuje się Mira. Do pomocy ma zazwyczaj dwie osoby, w tej chwili jedną. Jeśli warunki będą pani odpowiadały, może pani zacząć od jutra. Do dyspozycji pracowników jest mieszkanie nad garażami, do którego może się pani przeprowadzić od razu. Wszystkie sprawy formalne proszę omówić z Mirą.
Wstałem, kończąc tym samym rozmowę. Ona trwała w niezmienionej pozycji, jak posąg.
Ładny posąg…
– Proszę podejść do Miry i omówić warunki. – Zostawiłem skamieniałą w bezruchu dziewczynę.
– Nada się. – Odebrałem w kuchni kubek parującej kawy z rąk Miry i poszedłem do gabinetu.
– Przyniosę ci śniadanie. – Mira mówiła o jednym, myślała o czymś innym.
Widziałem to po jej oczach, w których przepływały spokojnie myśli.
– Obiad będzie na piecyku – zawołała jeszcze, gdy wbiegałem po schodach.
Czułem się wyjątkowo radośnie i lekko. 
Ta nowa dziewczyna miała w sobie dobrą energię i mimo smutku w oczach, nastrajała wesołością.
Takie śliczne coś, prawie pod moim dachem?
Miła odmiana…

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Kurczę, lubię to opowiadanie!

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Wciagnelo mnie prawie tak samo jak Dlug 🙂 dodaj dzisiaj kolejna czesc!

  3. Karel Godla
    | Odpowiedz

    Znowu Hquin a la Pokojówka z Manhattanu? 😉
    Masz wodotrysk w palcach? Tak szybko Ci idzie pisanie. No, no.

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    I tak oto mam swój pierwszy w życiu nałóg: mika-kamaka.blogspot.com 🙂 tak mnie przy 30 -tce dopadło

  5. Kajjka
    | Odpowiedz

    Zaległości mam normalnie… ale nadrobi się… nadrobi 😉 To mi się podoba, “Interes: był zabawny, ale to chyba jednak nie moja bajka, a o “Bokserce” to się wypowiem, jak nadrobię zaległości. Czekam na kolejne kawałki na pewno tego i “Długu” 🙂
    Pozdrowionka…

  6. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Pokazać Ci coś śmiesznego? ;D

  7. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Wysłałam Ci na maila coś ;D

Napisz nam też coś :-)