Takaja żyzń cz. V

with 12 komentarzy

Na to chwile ino tyle 🙂
Rano, z kubkiem kawy wsiadałem do samochodu, gdy mała Kasia zbiegała właśnie po schodach.

Z jej gestów wywnioskowałem, że pogania swojego brata. Ukłonili się w geście powitania i popędzili ku bramie. Opóźniłem wyjazd, byłem ciekaw dokąd się tak spieszą. Gdy ich mijałem, gramolili się właśnie do autobusu, ja pojechałem do pracy.
***
Ten dzień, jak i następne upływały na pracy, ciężkiej pracy. Spokój jednak, który mnie otaczał, łagodził zmęczenie. Żadnych awantur, krzyku, złości i przekleństw.

I gdzie niby ten piekielnik w gospodarzu jest?
I po co ja to pomyślałam…

***
Sobotni poranek, słońce za oknem i leniwe śniadanie na werandzie, po dwu kilometrach w basenie.
Przyglądałem się ukradkiem młodej, gdy pucowała kuchnię i znalazła się akurat na linii mojego wzroku.
Niby drobna, niewysoka, ale dupeczkę miała jak jabłuszko.

Sięgnąłem po telefon. Muszę się umówić z Oliwią. Dwa tygodnie bez seksu i człowiek na takie siusiumajtki się napala.

Wstałem, by zrobić sobie kawę, przynajmniej tak to sobie tłumaczyłem. No dobrze, chciałem jeszcze popatrzeć sobie na małą. Przechodząc obok fortepianu, starego i drogiego egzemplarza, stwierdziłem, że coś mi w nim nie pasuje. Przyjrzałem się i wkurwiłem. Instrument błyszczał, jakby go ktoś woskiem polał. Mój Steinway! Nabłyszczony jakimś śmierdzącym preparatem!
No przecież mnie szlag trafi!

– Miraaa! – wydarłem się. – Mira!!!

– Coś się stało? – Zamiast niej przybiegła młoda. – Mira poszła na spacer z Kacprem, tak słonecznie dziś.
– Kto to zrobił?! – Wskazałem fortepian.
– Ale co? – Najwyraźniej nie rozumiała, kretynka.
– Kto natłuścił Steinwaya tym gównem?! – Czułem, że za chwilę para pójdzie mi uszami.
– Umyłam tylko i nabłyszczyłam – odparła spokojnie. – Czy to źle?
– Czy źle?! – wydarłem się. – To zabójstwo dla tego instrumentu!
– Przepraszam. – Spokój w jej oczach wkurzył mnie jeszcze bardziej. – Proszę mi potrącić z pensji.

I tu zeszła ze mnie para. Co za idiotka! Mam jej potrącić z pensji?

Przecież ona przez całe życie by tego nie spłaciła! Przeprasza…

Minąłem ją i poszedłem zamknąć się w gabinecie.

Ostatnia pizdeczka, która tknęła to cacko i wyczyściła na mokro klawisze, wyleciała z pracy z prędkością błyskawicy.
Dlaczego małej nie wyrzuciłem, ba! Nawet nie ochrzaniłem!
Dziadzieję…

***
– Co zrobiłaś z fortepianem?! – Przerażenie w oczach Miry zaskoczyło mnie co najmniej.

– Wyczyściłam i nabłyszczyłam tym sprayem do drewna – wyjaśniłam. – Chyba się zezłościł, ale nie aż tak bardzo.
– Widział to? – Brwi jej prawie uciekły na czubek głowy. – No moja droga…

Koło południa Mira z Kacprem pojechała do miasta po zakupy. Dla małego to będzie pierwsza taka wyprawa, a jeszcze Mira obiecała wozić go w wózku na zakupy.

Mały już się w niej zakochał, zresztą z wzajemnością.
Na niedzielę byliśmy umówieni ze starszakami, kościół, później lody. Poproszę o zaliczkę na nie.

Pucowałam meble, półki, doszłam do dziwnej ramki na ścianie. W środku wisiały trzy płyty cd.

Nauczona wpadką z fortepianem, wolałam wyczyścić to ustrojstwo na sucho szczególnie, że z boku miało toto jakieś wypustki.
Przetarłam, po chwili wrzasnęłam. Usłyszałam damski głos, jego zawodzenie.
Stałam jak słup soli, nie rozumiejąc zajścia. Do głosu dołączył dźwięk gitary, po chwili skrzypce i bębenki. Niechcący puściłam muzykę i w pierwszym odruchu chciałam wyłączyć. Tylko jak?
Obejrzałam ze wszystkich stron i nic.
Zdziwiło mnie to, co słyszałam, tak inne od wszystkiego dotąd i ten dźwięk!
Czysty i otaczający zewsząd.
Stałam i słuchałam czując, jak melodia wpełza mi po ramionach pod skórę i dławi, poruszając w moim wnętrzu coś nowego. Zamknęłam oczy i skupiłam się na wyławianiu pojedynczych dźwięków i wszystkich razem równocześnie. Łzy po prostu wycisnęły się spod powiek, w gardle wzruszenie i oddech. We wdychanym powietrzu czułam wibracje muzyki, one też robiły coś dziwnego z moim ciałem.
Odruchem było kołysanie, które zawładnęło wszystkimi mięśniami przy kolejnym utworze.
Odpłynęłam.

***
Oliwia miała być gotowa za dwie godziny.

Stały plan. Restauracja, seks w jej mieszkaniu, noc u siebie.
W zupełności zadowalający plan na dzisiejszy dzień.

Nadal dziwiła mnie moja opanowana reakcja na potraktowanie fortepianu mazidłem przez Kasię.

Poprzednia ignorantka zaczęła się tłumaczyć szczebiotającym głosem i tym wkurzyła mnie jeszcze bardziej. Jedyną możliwą reakcją było wyrzucenie jej poza zasięg słuchu i tak właśnie zrobiłem.
Młoda natomiast miała w tamtym momencie coś twardego w oczach.
Ona nie myślała nawet, że może wylecieć za to z pracy.

Z zamyślenia wyrwał mnie ryk muzyki, ktoś bawił się dla odmiany moim sprzętem muzycznym.
No żesz cholera, ta siksa prosi się o zwolnienie!

Zbiegłem na dół, z rykiem rodzącym się w gardle i wrosłem w podłogę w drzwiach pokoju.

Młoda stała z zamkniętymi oczami i twarzą mokrą od łez. W pierwszej chwili strach, że coś jej się stało, ale zaczęła się zmysłowo kołysać, nie otwierając oczu. Poruszała biodrami, po chwili dołączyły ramiona. Wyglądało, jakby muzyka penetrowała jej ciało wężowym ruchem.

Gdy opuściła głowę, a włosy zasłoniły jej twarz, ja widziałem jedno.
Ona siedzi na mnie, poruszając biodrami. Czułem jej mokre, ciasne wnętrze i prawie słyszałem oddech.
Tak naprawdę, to zaczynały mnie teraz cisnąć spodnie. Wycofałem się z pokoju i ruszyłem do auta.
Oliwia będzie się musiała pośpieszyć.

– Witaj kochanie.

Siadając na fotel pasażera, Oliwia pozwoliła zsunąć się śliskiemu materiałowi sukienki ze smukłego uda.
Wiedziała, jak lubię jej nogi. Dotknąłem skóry, gładkiej i ciepłej.
– Czy moglibyśmy zmienić dziś kolejność i później zjeść obiad? – Wcisnąłem dłoń między jej uda. – Bardzo proszę.
Zdumienie, które w pierwszej chwili pojawiło się w jej oczach, zastąpiła radość.
Lubiła seks i szybko się rozgrzewała.
– Ktoś tu się stęsknił. – Wędrowała smukłymi palcami po moim udzie. – Masz ochotę na seks w samochodzie? – Zacisnęła dłoń na sztywnym, uwięzionym w spodniach penisie.
Nie obchodziło mnie, że ktoś może nas tutaj zobaczyć, musiałem się w niej znaleźć.

Oliwia uwolniła penisa i zwinnym ruchem przeszła nad drążkiem zmiany biegów, sadowiąc się na mnie okrakiem. Odchyliłem fotel, czując ulgę, gdy przyjmowała mnie w swoje wnętrze.

Zamknąłem oczy.

Pieprzyłem właśnie młodą, mimo że to nie ona mnie teraz ujeżdżała.

___________________________________________________________________________________________

 

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. zu
    | Odpowiedz

    Bardziej by mi pasowało:

    jeśli mogę się wciąć! 😉

  2. zu
    | Odpowiedz

    Sie wie!I trochę Avatara jakby(fragmenty z rękami w kółeczku) 😉

  3. Anonymous
    | Odpowiedz

    Takie właśnie opowiadania uwielbiam. Czekam na kolejną część. Czy mogłabyś Miko mniej więcej ocenić kiedy się ona pojawi?

    Pozdrawiam Paul.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Wolę nie obiecywać, bo później się stresuję i patrzę na zegarek co chwilę.
      Pisze się kolejna 😀

  4. Kajjka
    | Odpowiedz

    Wcale nie chcemy, żebyś się stresowała, ale… chciałam zauważyć, że Twój blog zamienia się w koczowisko ;p

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Hehe, dokładnie, Kajjka wyjęłaś mi to spod klawiatury 😉 Pozdrawiam, Anka

  5. Anonymous
    | Odpowiedz

    jest szansa, że dodasz dzisiaj kolejną część?

  6. Anonymous
    | Odpowiedz

    Nie ciśnijmy,co?Niech ma troszkę czasu na napisanie i korektę.Fakt,odświeżam co godzinę 😉

    l_b

  7. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Zara będzie 😀

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      to fajno 😀

Napisz nam też coś :-)