Takaja 偶yz艅 cz. VII

with 14 komentarzy

mrrrrrrr miau 馃檪
W kolejnym p贸jdzie tynk ze 艣cian!

Praca, praca, praca, du偶o pracy.
Wieczorami zmachany, ale i podekscytowany wraca艂em do domu. Wiedzia艂em, 偶e zobacz臋 m艂od膮 je艣li nie w kuchni, to w oknie 艂azienki.
Mira, zauroczona dzieciakiem, sp臋dza艂a z nim mn贸stwo czasu i najcz臋艣ciej towarzyszy艂y im moje dwie, psiejskie mordy, Ares i Kara.
Labradory mieszka艂y w domku w ogrodzie i cho膰 nie mia艂y wst臋pu do domu, uczestniczy艂y w 偶yciu pe艂nymi 艣liny i psiego u艣miechu mordami.
Pstrzy艂y trawniki kupskami, ich siki wypala艂y jasne plamy na trawie, by po kilku tygodniach o偶ywi膰 ziele艅, jak pod dotkni臋ciem czarodziejskiej r贸偶d偶ki.
Oliwia zacz臋艂a si臋 do mnie po weekendzie namolnie dobija膰, czym odstrasza艂a mnie tylko. Pasuje mi obecny uk艂ad i nie zamierzam w nim nic zmienia膰. Spotkania, seks, czasami wsp贸lny wyjazd.
Jako艣 nie u艣miecha艂 mi si臋 ten zaplanowany na koniec lipca…
***
艢roda oko艂o po艂udnia. Mira na zakupach, po drodze odbierze Kacperka ze szko艂y.
Wszystko tak fajnie si臋 uk艂ada.
Sprz膮tam, pucuj臋, w mi臋dzyczasie popijam herbat臋, m贸j ulubiony nap贸j.
Korzystam z kuchni g艂贸wnej i dziwnie si臋 z tym czuj臋. Dwudrzwiowa lod贸wka, pe艂na rozmaito艣ci i mog臋 je tak po prostu je艣膰. Nowe to takie.
Mira b臋dzie mnie uczy艂a gotowania i ciesz臋 si臋 na to.
 
Pok贸j gospodarza, jego kr贸lestwo i mam je w艂a艣nie odkurzy膰, umy膰 pod艂ogi, reszt膮 zajmie si臋 Mira.
Dajemy rad臋 we dwie, bez trzeciej dziewczyny, kt贸ra zrezygnowa艂a w艂a艣ciwie w tym samym momencie, w kt贸rym ja zacz臋艂am prac臋. Mira twierdzi 偶e dzi臋ki temu, 偶e jestem taka obrotna, ju偶 nied艂ugo b臋d臋 zarabia艂a wi臋cej.
Bo skoro trzeciej do pomocy nie trzeba, a Adam nie lubi t艂oku w domu…
Jest jeszcze dochodz膮cy konserwator 鈥 ogrodnik, starszy pan, kt贸ry przychodzi trzy razy w tygodniu.
Pan Antonii i Mira zaczynaj膮 zawsze od kawy, pogaw臋dki i ciasta, kt贸re pieczone jest regularnie przez ni膮.
Jest r贸wnie偶 dedykowane Antoniemu. Czy偶by Mira i Antonii…
 
Sta艂am przed drzwiami do pokoju Adama z r臋k膮 na klamce i dziwnym podekscytowaniem w 偶o艂膮dku.
Pod艂膮czy艂am rur臋 odkurzacza do gniazdka w 艣cianie i odkurza艂am. Odkurza艂am i ogl膮da艂am.
Jasne pomieszczenie, biurko, ogromne 艂贸偶ko, du偶e okna, szerokie parapety, a na nich kwiaty i pi臋kne przedmioty, oraz…
Wy艂膮czy艂am odkurzacz i podesz艂am do okna, przy kt贸rym sta艂o krzes艂o. Na parapecie sta艂a szklanka z niedopitym p艂ynem, obok le偶a艂a lornetka. Wyjrza艂am za okno i zrobi艂o mi si臋 gor膮co.
Widokiem by艂o okno mojej 艂azienki!
Najpierw gor膮c w ciele, po chwili zimno, plus gonitwa my艣li.
Od艂膮czy艂am rur臋 i szybko wycofa艂am si臋 z pokoju. Powiem, 偶e zapomnia艂am o tym pomieszczeniu i
sprz膮tn臋 je nast臋pnym razem. Postaram si臋, aby Adam to us艂ysza艂.
I co ja mam z tym fantem teraz zrobi膰?
 
Pucowa艂am kuchni臋, miel膮c sytuacj臋.
Mira 艣wietnie gotowa艂a, ale brudzi艂a przy tym p艂yt臋 grzewcz膮, palniki gazowe i szafki naoko艂o w spos贸b bezkonkurencyjny.
Nawet na 艣cianie by艂y plamy z pomidor贸w, 偶e nie wspomn臋 o zapa膰kaniu w komorze piekarnika.
Misk臋 z wod膮 postawi艂am w 艣rodku, dziwi膮c si臋 rozmiarom wewn臋trznym. Tak wielki piekarnik w domu?
Przecie偶 tu prosiaka w ca艂o艣ci mo偶na by upiec!
Zwi膮za艂am ciasno w艂osy frotk膮 i wlaz艂am prawie do 艣rodka, tylko ty艂ek mi wystawa艂.
Czynno艣膰 zaj臋艂a mi z p贸艂 godziny, ale urz膮dzenie wygl膮da艂o dzi臋ki moim wysi艂kom jak nowe.
Ja natomiast spocona i zm臋czona usiad艂am na pi臋tach, podziwiaj膮c efekt swojej pracy.
– Gratuluj臋 wytrwa艂o艣ci 鈥 us艂ysza艂am g艂os zza plec贸w.
Podskoczy艂am wystraszona, odwracaj膮c si臋 r贸wnocze艣nie.
Na krze艣le siedzia艂 wygodnie Adam. Wygodna poza wskazywa艂a na to, 偶e siedzi tu ju偶 od jakiego艣 czasu i bezczelnie ogl膮da sobie m贸j wypi臋ty zadek!
– Dzie艅 dobry 鈥 wyb膮ka艂am czuj膮c, jak rumieniec podgrzewa mi policzki. – Miry jeszcze nie ma, ale co艣 z wczorajszego obiadu zosta艂o, wi臋c panu odgrzej臋 鈥 trajkota艂am zdenerwowana. – P贸藕niej posprz膮tam pana pok贸j, bo jeszcze nie zd膮偶y艂am. – Wykorzysta艂am okazj臋 na wci艣ni臋cie informacji. – Wcze艣nie pan dzisiaj wr贸ci艂.
– Tak wysz艂o. – U艣miechn膮艂 si臋 inaczej, ni偶 zwykle, wsta艂 i skierowa艂 si臋 ku drzwiom. – Poprosz臋 ci臋 o przyniesienie obiadu na g贸r臋. Musz臋 troch臋 popracowa膰, wi臋c b臋d臋 wdzi臋czny.
I wyszed艂.
Nie ruszy艂am si臋 jeszcze przez d艂u偶sz膮 chwil臋, zn贸w w艂膮czy艂a mi si臋 analiza.
Sami w domu, ja u niego w pokoju. No dobra, gabinet to te偶 by艂.
 
My艣la艂am, 偶e noszenie tacy z jedzeniem jest 艂atwiejsze. Jest trudne. R臋ce mi si臋 trz臋s艂y, zupa falowa艂a niebezpiecznie przy kraw臋dzi talerza, a jeszcze musia艂am to wnie艣膰 po schodach!
Spocona i skoncentrowana na posi艂ku, kt贸ry nios艂am, otworzy艂am drzwi przy pomocy 艂okcia. Nie odrywaj膮c wzroku od pomidorowej, podesz艂am do biurka i postawi艂am tac臋 z ulg膮.
Postawi艂am j膮 za szybko i cz臋艣膰 czerwonego p艂ynu przela艂a si臋 przez kraw臋d藕, p艂yn膮c kolorow膮 str贸偶k膮 i atakuj膮c roz艂o偶one obok papiery.
– Co robisz idiotko! – wrzasn膮艂 Adam. – Czy ty sobie zdajesz spraw臋 ile roboty mi narobi艂a艣 kretynko?!
Wmurowa艂o mnie i zdaje si臋 zapomnia艂am o oddechu, albo po prostu zatchn臋艂o mnie z os艂upienia.
Tu ogl膮da sobie moje dupsko, by po chwili zwyzywa膰 mnie od idiotek?
Przyzwyczajona by艂am do wyzwisk i pomiatania w rodzinnym domu, ale teraz dosta艂am tymi przepe艂nionymi z艂o艣ci膮 s艂owami w pysk. Dosta艂am i zabola艂o tak bardzo, 偶e nie potrafi艂am wykrztusi膰 z siebie nawet zwyk艂ych przeprosin. Sta艂am, patrz膮c na furi臋 gospodarza i czuj膮c 艂zy z艂o艣ci i upokorzenia cisn膮ce si臋 do oczu.
Adam sta艂 z roz艂o偶onymi ramionami, z przera偶eniem wpatruj膮c si臋 w plam臋, kt贸ra malowniczym wzorem rozla艂a si臋 po jakim艣 sporym rysunku graficznym. Spojrza艂 w ko艅cu na mnie i ramiona mu opad艂y.
– Przepraszam Kasiu 鈥 powiedzia艂 to bardzo cicho.
Po przeprosinach rozklei艂am si臋, u偶alaj膮c si臋 po prostu nad sob膮. Gdyby mnie st膮d pogoni艂, p艂aka艂abym sobie w odosobnieniu, a tak rozrycza艂am si臋, jak idiotka.
– To ja przepraszam. – 艢limta艂am, wycieraj膮c przeciekaj膮cy nos nadgarstkiem. – Jestem idiotk膮, za du偶o zupy nala艂am. Przepraszam.
– No ju偶 dobrze. – Podszed艂 do mnie, niezgrabnie 艂api膮c mnie za ramiona. – Jutro to wydrukuj臋 i poprawi臋 jeszcze raz, tylko przesta艅 p艂aka膰.
Przesta艂am, ale nie dlatego, 偶e mnie prosi艂. Sta艂 blisko, pachnia艂 cudownie, plus ciep艂o jego d艂oni na ramionach i by艂 taki wysoki przy mnie. No dobra, jestem kurduplowata, niska w sensie, 偶e do ludzi musz臋 zadziera膰 g艂ow臋.
Zadar艂am wi臋c g艂ow臋 sprawdzaj膮c, czy naprawd臋 nie jest a偶 tak w艣ciek艂y na mnie i zawis艂am. Zielonkawe oczy, lekki zarost na brodzie i pod nosem, a pomi臋dzy nimi usta.
Ani drobne, ani wydatne, a tak kusz膮co wykrojone. Wpatrywa艂am si臋 w nie, zastanawiaj膮c si臋, jak to jest ca艂owa膰 takie usta. Jak to jest ca艂owa膰 w og贸le.
Po chwili poczu艂am te usta na swoich, ich ostro偶n膮 pieszczot臋 i d艂onie przyci膮gaj膮ce mnie bli偶ej.
***
Mog艂em si臋 dzisiaj wyrwa膰 wcze艣niej z biura i po raz pierwszy w karierze, skorzysta艂em z tej okazji. Pracownicy odprowadzili mnie zdziwionym wzrokiem, lecz 偶aden nie zapyta艂, sk膮d ta zmiana. Spr贸bowaliby tylko…
Nagroda czeka艂a w domu. Kasie艅ka wystawa艂a z piekarnika jedynie kszta艂tn膮 dupeczk膮, kt贸ra ko艂ysa艂a si臋 w rytm ruch贸w d艂oni, szoruj膮cej wn臋trze urz膮dzenia grzewczego.
Nie s艂ysza艂a, 偶e wszed艂em, wi臋c rozsiad艂em si臋 na krze艣le za ni膮 i podziwia艂em. Mia艂em nawet fantazj臋, by zaatakowa膰 j膮, zdzieraj膮c legginsy z dupeczki wraz z bielizn膮 i zer偶n膮膰 j膮 z g艂ow膮 w tym piekarniku.
Przesta艂em fantazjowa膰, by nie zaskoczy膰 m艂odej widokiem namiotu w spodniach i po prostu ch艂on膮艂em obrazek. Przyda si臋 to zdj膮tko w g艂owie na czas samotnej potrzeby.
W ko艅cu sko艅czy艂a, usiad艂a na pi臋tach i wtedy si臋 przywita艂em. Podskoczy艂a wystraszona, by po chwili zala膰 si臋 szkar艂atem i doda膰 mi kolejny, podgrzewaj膮cy krew w 偶y艂ach obrazek do kolekcji.
 
Siedzia艂em na g贸rze, obstawiony projektami w formie papierowej i symulowa艂em zapracowanie. Tak naprawd臋 to my艣la艂em w tej chwili o m艂odej. Intrygowa艂a mnie jej oszcz臋dno艣膰 w s艂owach, skromno艣膰 i opanowanie, nietypowe osobom w jej wieku.
Mia艂a przynie艣膰 mi obiad. Celowo poprosi艂em, by donios艂a go na g贸r臋, chcia艂em zamkn膮膰 cho膰 na chwil臋 troch臋 jej zapachu w tym pomieszczeniu. Bardziej j膮 poczuj臋 wieczorem, gdy b臋dzie w swojej 艂azience.
Lornetka! Schowa艂em j膮 szybko do szuflady ciesz膮c si臋, 偶e przypomnia艂em sobie o tym szczeg贸le.
Mog艂aby si臋 domy艣le膰.
 
Wchodzi ubrana jedynie w kus膮, p贸艂przezroczyst膮 sukieneczk臋 z tac膮 w d艂oni, w艂osy zaplecione w warkoczyk i podaje mi jedzenie 艂y偶eczk膮 do ust, siedz膮c na moich kolanach. Sutki stercz膮 jej, jak antenki…
Rany! Co ja mam z t膮 fantazj膮!
 
Wesz艂a ubrana, jak wcze艣niej. Legginsy, bluzeczka i kulka w艂os贸w spi臋tych zabawnie na czubku g艂owy.
By艂a skupiona na talerzu, brwi zmarszczy艂a, a z ust zrobi艂 si臋 dzi贸bek. Nie mruga艂a nawet i mia艂em podejrzenie, 偶e nie oddycha艂a, by nie wyla膰 zupy.
Ale wyla艂a i to nie na tac臋, nie na biurko, ale wprost na papiery i najwa偶niejszy plan, kt贸ry musia艂 by膰 gotowy na jutro!
Zerwa艂em si臋 w odruchu ratowania dokument贸w, ale by艂o za p贸藕no. Cztery godziny nanoszenia poprawek diabli wzi臋li! Przecie偶 nie poka偶臋 inwestorowi pomidorowego planu budynku!
Wydar艂em si臋 i wyzwa艂em j膮, czuj膮c zbieraj膮c膮 si臋 w g艂owie par臋 i wrz膮cy m贸zg, a w reszcie cia艂a ch臋膰 do rozwalenia czego艣.
Para zesz艂a, gdy na ni膮 spojrza艂em.
Taka drobna, spuszczone ramiona i 艂zy w oczach. I jak j膮 teraz przeprosi膰?
Przeprosi艂em s艂owem, kt贸re odblokowa艂o jej oczy, a z tych pociek艂y dwa strumyczki p艂ynu, trzeci z nosa i ten pr贸bowa艂a zetrze膰 d艂oni膮. Podszed艂em, by j膮 przytuli膰, ale nie potrafi艂em. Jak mam przytuli膰 istot臋, kt贸r膮 minut臋 wcze艣niej r偶n膮艂em w my艣lach? Dwukrotnie zreszt膮.
Uspokoi艂a si臋 i spojrza艂a mi w oczy, a p贸藕niej skoncentrowa艂a si臋 na ustach, przywo艂uj膮c oczami.
Poca艂owa艂em j膮 delikatnie i to by艂 b艂膮d…
Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i 偶ona, do zesz艂ego roku r贸wnie偶 gastronom. Mi艂o艣膰 do pisania pojawi艂a si臋 nagle i intensywnie trwa od pi臋ciu lat. Kocham pisa膰 o ludziach i tym, co dzieje si臋 w ich g艂owach. Mi艂o艣膰 i seks rodzi si臋 w g艂owie, wi臋c staram si臋 nie pomija膰 niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    osz Babo jedna 馃榾 częśc mega ale będę marudzić dlaczego tak krótko 馃檪 kurcze już się nie moge doczekać kontynuacji !

  2. Mariet W臋gorowska
    | Odpowiedz

    W takim momencie to już przegięcie!

  3. Kajjka
    | Odpowiedz

    Wrrrrrrr… okrutna kobieto… w takim momencie wyrwać czytelnikowi ciastko z zębów… tosz to zakrawa na okrucieństwo z premedytacją :p… kiedy następny odcinek? (pyta się grzecznie)

  4. *moments*
    | Odpowiedz

    Ja siedze jak na szpilkach, czekajac nastepnych czesci ;)) oj wciagnelo mnie.. wciagnelo 馃槈
    Buzia :*

  5. Anonymous
    | Odpowiedz

    Aaaa, w takim momencie! Cudowne, czekam niecierpliwie jak wszyscy 馃槈 Anka

  6. Anonymous
    | Odpowiedz

    Zgadzam się! Chcę jeszcze!

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    ja też chcę jeszcze 馃榾

  8. Anonymous
    | Odpowiedz

    już wiem kolejna część dzisiaj prawda ?!:*

  9. Anonymous
    | Odpowiedz

    Robi się ciekawie 馃榾 poproszę jeszcze.

  10. Anonymous
    | Odpowiedz

    marzyciele :p

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Na pohybel niedowiarkom dam kawalątek za chwilę!
      馃榾 馃榾 馃榾

Napisz nam te偶 co艣 :-)