Takaja żyzń cz. XI

with 21 komentarzy

Eeeeeeenenenenenenennnnn…
Sorry, że Wam nie daję czasu na komentowanie, ale tu o czytanie chodzi w końcu 😀

Wiem na czym stoję.
Myślę, że wiem, na co się zgodziłam.
Myślę, że dam radę.
W sobotę rano, pełna wewnętrznego rozedrgania pojechałam do rodzinnego… mieszkania.
Od drzwi uderzył mnie syf i smród panujący wewnątrz.
Braci nie było.
Spakowałam ich do przywiezionego ze sobą plecaka, wyciągnęłam drobniaki ze schowka w materacu i poszłam ich szukać.
Zajęło to trochę i spociłam się, ale znalazłam ich w końcu w naszym ukochanym miejscu nad rzeką. Aż mi się płakać zachciało. Tacy drobni, zaniedbani bez kobiecej ręki i cisi.
Cisi byli do momentu, w którym mnie zobaczyli. Tomek prawie wskoczył mi na ramiona z radości.
Arek zareagował spokojnie, lecz w jego oczach odmalowywały się wszystkie tłumione uczucia.
– Zabieram was z tego gnojowiska – oznajmiłam bez wstępów. – Spakowani jesteście, więc przeprowadzkę czas zacząć!
Stali i patrzyli, nie wierząc najwyraźniej.
– Chłopaki! – wrzasnęłam do nich. – Mam dla was normalne miejsce do życia!
Przynajmniej na jakiś czas, pomyślałam.
W tym momencie zaczęły się wrzaski głosów na przemian dziecięcego jeszcze i drugiego, zniekształcanego już przez mutację. Dałam im czas na uzewnętrznienie emocji, po czym opowiedziałam o propozycji pracodawcy dotyczącej zameldowania, pomocy prawnika i samego mieszkanka.
– Ale dlaczego on ci takie coś zaproponował? – Tomek przyglądał mi się podejrzliwie. – Tak sam z siebie?
– Nie, to dzięki Mirze. – Wymyśliłam na poczekaniu historyjkę, popartą częściowo faktami. – Miała lata temu synka i ten umarł w wieku Kacperka. Zakochała się w nim i gotowa jest zrobić dla niego bardzo wiele. No i ma wpływ na mojego pracodawcę.
Uśmiechnęłam się, a Tomek wydawał się prawie przekonany.
Czułam, że będzie mnie miał na oku.
– Chodźmy do nowego, lepszego miejsca.

Dusznym autobusem dojechaliśmy na przystanek, z niego dokulaliśmy się do bramy.

Z przyjemnością obserwowałam reakcje chłopaków, które były odbiciem mojego zachowania, gdy zawitałam tutaj po raz pierwszy. Nadmiar przestrzeni, powierzchni w pionie i w poziomie.
Szli powoli, rozglądając się dyskretnie.

– Oto wasze mieszkanie. – Wpuściłam ich do nowego lokum, jak wcześniej Mira nas. – Jak już się rozpakujecie, zapraszam tamtymi drzwiami do domu. – Wskazałam przez okno. – Poznacie Mirę.

Zostawiłam ich z rozdziawionymi buziami, sama bawiłam się świetnie.
Tak, dobrze zrobiłam godząc się na bycie zabawką.
Może stracę szacunek do samej siebie, ale chłopaki będą żyli normalnie.
W końcu stanę się samodzielna i wtedy podziękuję za umożliwienie startu i odejdę.
Koleżanki oddawały się za nowy telefon, czasami ciucha.
Z takiego powodu nie zrobiłabym tego. Ja miałam lepszy powód.
I miałam plan, jak nie stać się ofiarą, ale myśliwym. Nie testowałam tego na nikim dotąd, ale na ludziach trochę się znałam. Musiałam się poznać, by przetrwać w dżungli.

No i jeszcze to coś, pełzające w dole brzucha…

***

Zawiozłem ją do gabinetu, opłaciłem wizytę u ginekologa i czekałem w aucie.
Dziwne to wszystko z jednej strony, z drugiej byłem po prostu podekscytowany.
Ktoś powiedziałby, że kupowałem sobie właśnie kochankę, ale czy to nie tak wygląda?
Spotykasz kobietę, ona ci się podoba. Zaczynacie się obwąchiwać, jak psy i zaglądać sobie przez ramię nawzajem, oceniając życie drugiej osoby. Jego styl i warunki życia, majątek, pracę. Decydujecie się i heja! Spotkania, seks, miłość i to ta ostatnia rani i zostawia ból po sobie.

Układ z Oliwią jest czysty, ale zaczął mnie najzwyczajniej w świecie nudzić.
Układ z młodą, był nowością i to po pierwsze. Ona sama intrygowała mnie i czułem do niej pociąg, jakiego już dawno nie dane mi było poczuć.
Wystarczyło mi spojrzeć na nią i momentalnie byłem nagrzany, jak piec hutniczy.
Z rozmów ze znajomymi, nawet sporo młodszymi ode mnie wiedziałem, że nie zdarza się to zbyt często.
Kiedy ja ostatnio tyle razy waliłem konia? Z tego, co pamiętam, to na studiach.

Wyszła z gabinetu równie spokojna, co przed wizytą i wsiadła do auta.

– To trzeba wykupić. – Podała mi kilka recept. – I badania zrobić.
Jechaliśmy w ciszy. Zaparkowałem pod apteką, by po chwili przekazać jej reklamówkę pełną tabletek.

– Wiesz? – Przerwała ciszę. – Nawet się z tego cieszę.
– Czy nie podali ci jakichś psychotropów przypadkiem?! – Spojrzałem na nią badawczo.
– Nie. – Uśmiechnęła się tak, że momentalnie zrobiło mi się gorąco. – Jesteś bardzo przystojnym mężczyzną i pomagasz mojej rodzinie. Przecież to dobry układ.
– No tak. – Nie wiedziałem co odpowiedzieć na wyartykułowaną oczywistość.
– I pewnie mnie czegoś ciekawego nauczysz – mówiła lekkim tonem. – Prawda?
Teraz to już mi było, jak w tropikach.
Nauczę ją?
Może zabiorę się do tego od razu?
To ostatnie wypowiedziałem na głos, a ona się po prostu zgodziła!
Zjechałem na pobocze i zajrzałem jej w oczy. Żadnych rozszerzonych źrenic, czy spowolnionych reakcji.
Nic nie brała, więc musiała mówić szczerze!
– Jeśli teraz zechcę cię pocałować, to się zgodzisz? – zapytałem.
Przytaknęła.
– Jeśli będę chciał ci włożyć rękę do majtek, to też mogę?
Znów z jasną twarzą, jakbyśmy rozmawiali o wyborze koloru chusteczek do ozdobienia stołu potwierdziła, że mogę.
– To pocałuj mnie – zażądałem.

Oczekiwałem pytań, że jak to, że tak od razu, ale nie.

Odpięła pasy, uklękła na fotelu pasażera i zapierając się o mój zagłówek, pochyliła się i pocałowała mnie.
Wyszło trochę nieporadnie, gdyż z zaskoczenia wmurowało mnie.
Myślałem, że panuję nad sytuacją, tymczasem to ona mnie podpuściła.
– Możesz mnie dotknąć – szepnęła mi w usta. – Możesz mi włożyć rękę do majtek, jeśli chcesz. Albo tutaj.
Wzięła moją dłoń i włożyła pod swoją bluzkę.
Nie miała stanika i to było, jak piorun. Ciepła, miękka pierś wpasowująca się w moją dłoń. Zacisnąłem palce i wcisnąłem język w jej usta, drugą ręką przyciągając ją do siebie.
Mało miejsca, ciasno.
Oderwałem się od niej na chwilę i wymacałem przycisk odsuwający fotel kierowcy, a ten z cichym pomrukiem odjechał w tył, dając przestrzeń do pieszczot.
Nie wiedziałem od czego zacząć, tak długo na to czekałem, oddzielony od jej ciała szybami i przestrzenią między nimi. Teraz miałem ją blisko i mogłem dotykać, całować.
– Dotknij mnie tam. – Wepchała sobie dosłownie moją rękę do majtek. – Tak, jak wtedy penisem.
Wsunąłem palce, czując szorstkie włoski i dalej, między uda. Była mokra i śliska. Jęknęła, odginając głowę w tył. Zaczęła poruszać biodrami, ocierając się o moją rękę, jej oddech stał się głośniejszy.
– Rób mi tak – jęknęła.
Trochę mnie zaskoczyła ognistym zachowaniem. Oczekiwałem chłodu i podchodów, by ją rozgrzać, tymczasem trzymałem na kolanach kobiecy dynamit z zapalonym lontem!

Wyrwała mi się, a ja obserwowałem jej poczynania. Ściągnęła bluzkę i w samych tylko cienkich spodniach usiadła na mnie okrakiem. Miałem przed oczami boskie ciało osiemnastoletniej dziewczyny, ocierające się o maszt w moich spodniach i prowadzącej mnie zbyt szybko na skraj podniecenia.

Co ta diablica wyprawia?!
Chciałem ją powstrzymać, przerwać to chociaż na chwilę, móc kosztować, smakować tą chwilę.
Przedłużyć ją , ale ta kocica zapaliła się jak stos.
Zaczęła rozpinać guziki mojej koszuli, czym zbiła mnie kompletnie z pantałyku.
Czy ona ma zamiar tutaj zrobić to i to teraz?!
Przylgnęła nagimi piersiami do mojego torsu, ustami błądziła po szyi, a dłoń wcisnęła między nasze ciała i zacisnęła na kutasie.
Wbiłem palce w jej uda i… wytrysnąłem w spodnie.
Nie zdążyłem nawet wyłączyć silnika…

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    No, no, przeczytalam pierwsza 😀 Szkoda, ze krotkie. Najlepiej zaczac czytac po skonczeniu serii, bo inaczej ciekawosc zzera…

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Bo nie dodałam jednej strony na początku :D.
      Poprawiłam i jest więcej trochę.
      Wiem, za mało…

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    kurcze znowu to pisze ale juz nie mogę się doczekac kontynuacji 🙂 znowu przerwałas w najlepszym momencie 😀

  3. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mogę liczyć na dalszą część dziś???? 😀

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    no za to opowiadanie mika powinnaś dostać jakąś nagrodę literacką, świetne, ciekawe i wciągające. Zaglądam tu co chwile bo się nie mogę doczekać kontynuacji.

  5. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Dziękuję i ze swojej strony mogę tylko powiedzieć, że to, co mnie ogarnęło w związku z pisaniem, podpada już pod chorobę psychiczną.
    Chciałabym, żeby to była moja praca.
    Stop!
    Poprawka!
    Chcę!

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Pisz ile się da, bo robisz to cudownie! A my wszyscy jesteśmy od Twojego pisania uzależnieni. A uzależnienia też podpadają pod choroby psychiczne. 😉 Anka

  6. Anonymous
    | Odpowiedz

    To co możemy się dziś spodziewać jeszcze co najmniej jednej część? ;D PROSZEEEEEEEEEEEEEEEEE

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    Opowiadanie boskie.!! Ale czy możemy jeszcze dziś się spodziewać co najmniej jeszcze jednej części? PROSZEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!

  8. Anonymous
    | Odpowiedz

    Błagam Cię bo nie zasne 😉

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Ale zdajesz sobie sprawę, że ja znowu zakończę w taki sposób, że zostawię Cię z niedosytem?

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Tak tak Ale mimo to bardzo Cię proszę :))

  9. Kajjka
    | Odpowiedz

    Mika, choruj sobie zdrowo z tym pisaniem, :D. Ale coś w tym jest bo mój mąż mówi mi to samo :p. Przeczytałam wcześniej ale musiałam do lekarza lecieć (nie psychiatry, jeszcze nie). Podoba mi się rozwój wypadków i że to Kasia trzyma byka za rogi (znaczy Adama za jaja) a nie na odwrót. Zastanawiam się tylko czy on nie stchórzy i nie da drapaka :p

  10. Anonymous
    | Odpowiedz

    Nic mi nie umila życia jak czytanie Twoich opowiadań 🙂 jedna uwaga: napisalaś we wcześniejszej cześci że jak Kasia będzie pełnoletnia to weźmie chłopców pod swoją opiekę a w tej części ma już 19 lat

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Poprawione i dziękuję 😀
      Tak to jest, gdy nie da się tekstowi wystygnąć 😀

  11. Anonymous
    | Odpowiedz

    Droga Miko, już od baaardzo dawna czytam Twoje opowiadania i je uwielbiam, czyta się je jednym tchem <3 Dopiero teraz zdobyłam się na komentarz przez moją małą wielką manię… w tym miejscu: “chłopaki będą żyły normalnie.” powinno być “żyli”, taki malutki szczegół się wkradł, zapewne z rozpędu 😉 Dzisiaj co prawda dwie części… ale i tak spiesz się z kolejnymi, bo nie mogę się doczekać 😀
    Lazarus

  12. mika kamaka
    | Odpowiedz

    To ja mam prepozyszyn!
    Ja będę wrzucać parujące (dziś powinnam dodać kolejny) kawałki, a Wy będziecie znajdowali błędy, ALE!
    Ale poproszę je na maila i będę je wyrzucać na bieżąco z tekstu.
    Tak będzie szybciej 😀 i komentarzy nie zblokujemy totalnie, bo w błędowaniu jestem masterka :D.
    I wstydzę się ich, a nie chcę mielić tekstu dłużej, bo dopiero na drugi dzień widzę pomyłki.
    Obiecuję kasować Wasze maile po usunięciu usterek, bądźcie spokojni.
    Może tak być?
    Deal?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dodałam formularz z lewej strony i można tam napisać głupotki w miejscu adresu e-mail.
      np.: dupa@gmail.com
      Więc ta drogą poproszę o usterki i dziękuję gorąco 😉
      Dochodzi 😀

  13. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mika, jesteś wspaniała! Pisz ile wlezie! 🙂 mam nadzieję, że zakończenie będzie szczęśliwe.

  14. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    ; o

Napisz nam też coś :-)