Takaja żyzń cz. XXIV

with 34 komentarze

Tak w psychę idę nadto… 😀

Byłam najarana, nabuzowana i naładowana seksualną energią.
Penis był taki duży i gruby, że aż dziw bierze, że takie coś zmieściło się we mnie!
Niby widziałam filmiki w necie, proporcje były mi znane, ale tak na żywo zobaczyć i poczuć dotyk gorącej twardości mięcha, to było niesamowite!
I jeszcze strzelająca sperma!
Co za widok…

Znów sufitowałam nie mogąc zasnąć.

Kacperek spał od dawna, ja nie mogłam. Nie chciałam się zabawiać sobą, nie tym razem.

***

Długo nie mogłem zasnąć. Ten dzień był przeładowany emocjami, a słowa młodej, słowa dojrzałe ponad jej wiek dały mi do myślenia.
Z dzieciństwa nie zapamiętałem wiele, bo kto też pamięta szczegóły. Raczej pojedyncze sceny, wydarzenia. Była pani Kazia i pani Sonia, moje opiekunki.
Były miłe i uczynne, opiekowały się mną fachowo, karmiły, pilnowały mojej higieny i karmiły po domowemu, ale…

Leżę w łóżku i jest późno w nocy. Opiekunka śpi na dole, ja w swoim pokoju na górze. Nie śpię, obudziłem się przerażony.
 
Siedmiolatek miał psa, ale ten pies zginął pod kołami kretyna, prującego drogą osiedlową. Pies przecisnął się przez ogrodzenie i wlazł pod koła. Teraz leży zakopany przy tymże ogrodzeniu.

Zrobiliśmy pogrzeb, ja i pani Kazia. Aster zmieścił się w pudle po butach, bo nie był duży. Zamknęliśmy wieko, owinęliśmy materiałem i złożyliśmy w dole. Kazia zakopała dół, ja ułożyłem krzyżyk z kamyków.
Nie płakałem, Kazia nie pozwoliła.

– Nie płacz Adasiu – powiedziała stojąc nad grobem. – Nie wolno.
– Ale dlaczego nie wolno. – Mój siedmioletni rozum nie przyjmował zakazu i nie powstrzymał łez. – Tęsknię za Asterem.
– Nie wolno po psie płakać, bo nie będzie mógł stąd odejść – tłumaczyła wtedy. – Jego dusza będzie się błąkała wokół domu bo poczuje, że nie może stąd odejść. Właśnie dlatego, że płaczesz, więc nie płacz.
– Dobrze – zgodziłem się nie wiedząc, czy potrafię. – Nie będę płakał.

Nie potrafiłem. Wieczorem w łóżku, ze zdjęciem Astera w pod poduszką, moczyłem swoimi dziecięcymi łzami poszewkę. Nie rozumiałem, dlaczego mój psi przyjaciel musiał umrzeć. Był taki kochany i spał przy moim łóżku, teraz dywanik był pusty, zostały tylko jego zabawki.

Mama często denerwowała się na niego, że szczeka, że skacze na nią i podarł jej kiedyś rajstopy.

Innym razem zrobił kupkę w salonie, ale nikt go nie wypuścił przecież na dwór i nie wytrzymał!
Tata jest zbyt zmęczony, by bawić się ze mną, co tu dopiero mówić o Asterze.

Obudziłem się, bo przyśniło mi się to pudełko, w którym zakopaliśmy go.

Aster żył i piszczał, bo tak mu było w nim ciasno i niewygodnie.

Chciałem go odkopać, ale nie mogłem się ruszyć.

Krzyczałem do niego, żeby mnie usłyszał przez ziemię, którą był przysypany, ale mój głos utknął w gardle i nie chciał z niego wyjść. Byłem niemy i sparaliżowany i coraz bardziej się bałem.

Poczułem, że za mną coś jest, ale nie potrafiłem się odwrócić.

– Jestem śmiercią i przyszłam po twojego pieska. – To był szept zza pleców. – Zgódź się żebym go zabrała do psiego nieba, inaczej będzie musiał mieszkać w tym pudełku pod ziemią.
Chciałem się zgodzić, ale nie umiałem mówić.
Z całych sił krzyczałem, ale krzyk został w gardle.
– Jak uważasz…
I odeszła, a Aster piszczał i drapał w pudełko i słyszałem to tak dokładnie, jakbym był z nim w środku.

Byłem w środku!

Czułem jego psi zapach, widziałem ciemność.
– Cicho Aster – poprosiłem i teraz już miałem głos. – Pobędę tu z tobą i będę cię odwiedzał.
Ale Aster nie był cicho i nie uspokoił się. Skomlał i szamotał się w pudełku, w którym było ciasno.
Jego pazury drapały mnie po twarzy i nogach i to strasznie bolało.
– Nie drap! – krzyknąłem. – To boli!
Ale on nie słuchał, drapał i skomlał coraz głośniej.
Zacząłem płakać ze strachu i płakałem również, gdy obudziłem się z tego strasznego snu.

Wstałem z łóżka i nadepnąłem na zabawkę. Psią zabawkę.
Po cichu poszedłem do pokoju rodziców. Spali.
Stałem przy łóżku, ale nie odważyłem się obudzić mamy. Zezłościłaby się, jak i tata.
Do ich łóżka nie pozwolili mi przychodzić, bo nie jestem już mały.
Mam spać w swoim.

Wróciłem do siebie do pokoju, wziąłem kołdrę i wszedłem pod biurko. Z lampką i z ulubionym zabawkowym robotem czekałem pod biurkiem na poranek.

Ciągle słyszałem Astera przez okno.
Przeze mnie nie pójdzie do psiego nieba, bo nie potrafiłem odpowiedzieć śmierci.
Teraz będzie żył w pudełku, przeze mnie…

Obudziłem się spocony i przerażony.

Co to było?! Przecież nie pamiętałem tego! Po co to wróciło?
Wiedziałem, przez młodą.
Wstałem wiedząc, że nie usnę już. Najchętniej napiłbym się czegoś mocniejszego, ale kilka godzin tylko dzieliło mnie od jazdy samochodem, więc będę musiał poprzestać na herbacie.

Szybki prysznic i poczłapałem do kuchni.

Ten sen był chory! Zupełnie popierdolony.

W kuchni, nad książką, z kubłem herbaty siedziała młoda.

– Cześć – zazgrzytałem. – Widzę, że nie tylko ja nie mogę dziś spać.
– Nawet nie próbowałam. – Uśmiechnęła się blado. – Za bardzo mnie rozbudziłeś.
– Wezmę to za komplement. – Z parującym kubkiem dosiadłem się obok.

Znów zajęliśmy te same miejsca i to po raz któryś z kolei.
Przed pojawieniem się w moim domu młodej, siadałem przy stole gdzie popadło, nie przywiązując wagi do miejsca. Od jej pojawienia się, siadaliśmy na konkretnych krzesłach i podobało mi się to. Taka normalność.

– A ty dlaczego nie śpisz o tej porze? – Spojrzała na zegar. – Jest dopiero czwarta. Przecież jesteś zaspokojony seksualnie!

Rozbawiła mnie i senne wspomnienia zbladły trochę, niepokój pozostał.

– Koszmar – wyjaśniłem oszczędnie. – Wspomnienia z dzieciństwa.
– No tak. – Zamknęła książkę i podciągnęła kolana pod brodę. – Zaczęłam ci grzebać w dzieciństwie i takie tego skutki.
– Też mi się tak wydaje, ale nie przejmuj się, to tylko sen. – Bardzo chciałem wierzyć we własne słowa.
– Opowiesz mi ten sen? – zapytała ostrożnie.
– Nie wiem, czy chcę do tego wracać. – Ukryłem twarz za obręczą kubka.
– Czasami dobrze jest się z kimś podzielić tym, co niefajne. – Znów mówiła, jak nie nastolatka.
– To tylko durny sen… – mruknąłem, nie czując potrzeby do zwierzeń.
– Chociaż kawałek? – naciskała ze słodką minką.
I jak tu nie ulec?
– Śnił mi się pogrzeb mojego pierwszego psa. – Zacząłem cicho. – Nie rozumiałem tego i bałem się, ale nie miałem o tym z kim porozmawiać. Rodzice pracowali do późna, a opiekunka miała zbyt wiele obowiązków domowych, by roztrząsać problemy siedmiolatka. Miałem po tym koszmary, nie mogłem spać ze strachu, bo opiekunka zabroniła mi płakać.
– Zabroniła?! – Młoda była oburzona. – To fajna opiekunkę miałeś! Zabronić dziecku płakać! Każdy ma prawo płakać, nawet dorosły mężczyzna!
– Nie zdarza mi się – odparłem zaskoczony jej wzburzeniem.
– A może powinieneś czasem, tobyś nie wkurzał się tak łatwo. – Patrzyła na mnie spod byka, czekając na moją reakcję.
Nie dałem się sprowokować.
– Wiesz co jest najdziwniejsze? – Wróciłem pamięcią do snu. – To, że zapomniałem o tym na tak długo i dopiero dzisiaj to wróciło! I to nie było fajne wspomnienie.

Naprawdę wolałbym o tym zapomnieć na zawsze, wymazać z głowy.

Wizja gnijącego w pudełku psiego przyjaciela, zakopanego pod płotem naprzeciw mojego okna, prześladowała mnie latami. Bałem się nocą podejść do okna.

– Tak się często dzieje – jej głos uspokajał. – Pamięć płata nam figle, chowając w umyśle niewygodne przeżycia i wyciągając je ponownie, gdy jesteśmy na to gotowi. Wtedy nie dawałeś sobie rady, bo nikt ci tego nie wytłumaczył, więc zapomniałeś. Sama widzę po chłopakach, jak wiele spraw muszę im objaśniać i jak czasami boją się wyartykułować swoje lęki.

– A tobie kto objaśniał?
– Pani Stenia, sąsiadka. – Zapatrzyła się w szarzejący za oknem świt. – Mądra i samotna kobieta.

Nagle zrobiło mi się strasznie smutno.

Ta smarkata miała więcej ciepła wokół siebie dzięki obcym ludziom, niż ja od własnych rodziców i płatnych opiekunek.
Wymagano ode mnie wyników w nauce, więc się uczyłem. Najpierw w szkole podstawowej, później w kolejnych. Zawsze wzorowy i bezproblemowy.

Miałem przejąć biuro architektoniczne ojca, więc kierunek studiów był tym celem narzucony.

Kolejnym podpunktem było małżeństwo i ten punkt odhaczyłem.
Ostatniego zadania nie zdążyłem, a było nim spłodzenie dziecka. Wcześniej nastąpił rozwód.
To podsumowanie dobiło mnie.

Trzydzieści sześć lat, majętny, ustawiony i… samotny.
Interesowny seks z kochankami i przyszłość, w którą nie chciałem spoglądać.
Bo niby na co? Na kolejne zbytki?

Oczy zapiekły, w gardle poczułem gorycz śliny. Ukryłem twarz w dłoniach, opierając łokcie na udach.
Cholera! Co mnie naszło?!

– Adamie?

Nie chciałem odpowiadać, ani na nią patrzeć. Błazen! Stary facet i płacze?

– Adamie…

Poczułem jej ciepłe dłonie we włosach, a po chwili oddech na głowie.

Przyciągnęła mnie, a moje ramiona automatycznie objęły ją w pasie, twarz wpasowała się między piersi i tak trwaliśmy. Było mi dobrze, nie brakowało w tej chwili niczego. Mógłbym tak zostać do końca świata i jeden dzień dłużej.
– No i jednak jesteś człowiekiem Adasiu. – Głaskała mnie po głowie. – Możesz popłakać, ja ci wytrę nosek, jak trzem chłopakom dotychczas. Pupy też im wycierałam, ale tego raczej nie potrzebujesz…

– Nabijasz się ze mnie?! – Musiałem zobaczyć wyraz jej twarzy.

Nie nabijała się. Oczy patrzyły na mnie ciepło, głowę przechyliła w prawo.
– To jeszcze mnie przytul. – Pociągnąłem ją, wciskając swoje kolana między jej. – Pociesz i pocałuj.

Nie opierała się. Twarz naprzeciw twarzy, oczy wpatrzone w oczy i ciała, zbyt blisko siebie, by nie było reakcji. Dłonie przyjmujące zaproszenie jej pośladków i gorące usta błądzące po twarzy.

Podnieciła się i usłyszałem to w oddechu, poczułem na ustach.
Napierała wargami i mruczała cicho.

Luźny szlafrok nie ukrył wzwodu, ale nie martwiło mnie to. Poczuła go na brzuchu i spojrzała między nasze ciała. Rozchyliła poły miękkiego materiału i zamknęła na nim dłoń.

Jęknąłem.
Wcześniej o tym marzyłem, teraz było zbyt intensywną pieszczotą.
– Musimy przestać Kasiu – stwierdziłem prawie stanowczo. – O niczym innym nie marzę, jak tylko by być znowu w tobie, ale to nie są optymalne warunki i nie jesteś na to gotowa.
– Zaczynam być. – Patrzyła mi w oczy śmiało, a te błyszczały z podniecenia. – Może chociaż kilka centymetrów? Tak na próbę bo boję się, że będzie bolało.

Nie mogłem uwierzyć w jej propozycję.

– Mam ci…
– Wsadzić trochę – dokończyła za mnie. – Chcesz?

Jednym ramieniem objąłem ją, drugie podłożyłem pod pupę i wstałem z krzesła. Usadowiłem ją na brzegu blatu.
Mój penis sterczał pomiędzy połami szlafroka, jej oczy kuły naprężoną skórę, która czuła prawie pieszczotę oblizywanych w podnieceniu pełnych warg.

– Naprawdę tego chcesz? – Musiałem zadać to pytanie.
Raz już źle ją odczytałem.
– Tak- przytaknęła. – Ale tylko kawałek.

Dziwne to było, pierwszy raz coś takiego mnie spotkało, ale tak bardzo tego pragnąłem, że gdyby kazała mi teraz przejść po pokoju na rzęsach, zrobiłbym to.

– Unieś pupę – poprosiłem.

Ściągnąłem z niej spodenki pidżamy, została tylko w luźnej koszulce.
– Powiedz, kiedy mam przestać – poprosiłem.
– Ok – szepnęła wpatrzona w mój czubek.
Ująłem go w dłoń i potarłem łechtaczkę. Jej usta rozchyliły się, oczy walczyły by się nie zamknąć.
– Podoba ci się?
– Tak – jęknęła.
– Pamiętaj, że wystarczy twoje słowo i się wycofam.
Trzymałem kutasa w dłoni i pocierałem w dół i w górę, nabierając jej błyszczącą śliskość.
Jej usta drżały, oczy patrzyły pomiędzy ciała.
– Jedno słowo i przestanę…
– Tak – jęknęła.
Nie wiem, czy to było przyzwolenie, czy potwierdzenie słownej władzy nade mną, ale naparłem powoli na jej ciasną dziurkę i zanurzyłem żołądź w ciepłym wnętrzu. Zmysły i pierwotny pęd mówiły: przyj, pieprz, rżnij.
Nie słuchałem ich. Wszedłem i wycofałem się. Stałem z błyszcząca i napęczniałą główką, czekając na nią.
Na jej reakcje i przyzwolenie.
– Jeszcze – szepnęła. – Głębiej.

Naparłem powoli, wchodząc trochę dalej i obserwując jej twarz.
Nie było bólu, choć to na ból czekała. Jeszcze dalej w głąb i znów zatrzymanie.

– Mam przestać?
– Nie – miauknęła.
Ruch w przód i przymykające się powieki młodej.
– Wystarczy?
W myślach prosiłem, by zaprzeczyła. Chciałem się w nią wbić aż po jądra.
– Nie wystarczy!
Objęła mnie nogami i przyciągnęła gwałtownie.
Jeden śliski ruch i byłem w niej. Byłem tak, jak tego pragnąłem.
– Kasiu… – Wtuliłem twarz w jej włosy. – Nie ruszaj się.
– Tak – szepnęła w moją pierś.
Powoli wycofałem się i znów niej zagłębiłem.
I jeszcze raz i kolejny. Zacząłem odpływać, ale inaczej niż dotąd. Nie skupiałem się jak zawsze na własnych doznaniach, słuchałem jej oddechu, czułem drżenie ciała i reakcję mięśni pod palcami, którymi jej dotykałem.

Nie potrafiłem okiełznać tempa, którego nabierało moje ciało. Biodrom kazałem przeć wolniej, ale one mnie nie słuchały i przyspieszały. Ustom narzucałem mniejszą natarczywość, ale one chciały i brały skórę jej twarzy i szyi w posiadanie. Dłonie opieprzyłem o zbytnią ruchliwość, ale one dotykały nabrzmiałych sutków i uciskały je bez mojej woli. Rytm bioder zsynchronizował się z rytmem oddechu. Palce przyciągały pośladki młodej, nie dając jej ciału możliwości do ucieczki, ale ona nie uciekała. Zaciśnięte palce jej dłoni na moich ramionach, głośny oddech, a w końcu przeciągły jęk i jej głowa wpasowująca się w zagłębienie między szyją i ramieniem. Łkała i drżała.

Tak oto dane nam było doznać szczęścia wspólnej rozkoszy, którą chwilę później uczciłem jękiem w jej włosach i drżeniem bioder wyrzucających w jej gorącą cipkę życiodajne nasienie.

Spałem i wstałem.

Miałem koszmar i ona mi go wytłumaczyła.
Było mi smutno, ale potrafiła pocieszać.
Pocieszała wyjątkowo.
Nie chcę innej pocieszycielki…

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    cudowne! czekam na kolejną część! takie…hmmm…prawdziwe a zarazem fikcyjne?

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Jedno slowo: super!

  3. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Nie wiem czy to nałóg, ale dzień przerwy we wrzuceniu tutaj czegoś jest jak…. zatwardzenie 😀
    fuj!
    nie?

    • Kajjka
      | Odpowiedz

      Mika, to jest nałóg 😀 skąd wiem, stąd wiem, ale wiem :p

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    no,no,no:) postaralas sie:) dziekuje

  5. Kajjka
    | Odpowiedz

    Dobrze że poszłaś w psychę… zrobiło się po ludzku 🙂 A teraz można iść spać, dobrej nocki 😉

  6. Anonymous
    | Odpowiedz

    Rewelacja 🙂
    M.G.

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    Jeju, ale fajnie! Nie wiem jak to robisz, ale z części na część jest coraz lepiej 🙂

  8. Anonymous
    | Odpowiedz

    Dodawaj czesciej czesci, bo za rzadko, czytanie tego tez jest nalogiem

  9. Anonymous
    | Odpowiedz

    boskie 😀 juz obgryzam paznokietki niecierpliwie oczekując kolejnej części 😛

  10. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Pies mojej babci to był Aster.
    Nie zamówiłam wynika jednego.

    Mika co się stało!? Co raz lepiej ładniej i dłużej. Ten rozdział mnie się najładniej podoba ;3

  11. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Wtf? Skąd mi się wkradło to o wyniku. Skoro wyraźnie napisałam, że nie znosiłam tego małego gnoja.

  12. Anonymous
    | Odpowiedz

    Nie wiem czy tylko ja to zauważyłam, ale sądząc po komentarzach nie tylko ja. Jakość poszła o sto procent w górę, gdy częstotliwość spadła o kilkadziesiąt procent w dół. Oby tak dalej, Mika, pamiętaj, że najważniejsze jest to, że masz szansę się rozwinąć, a nie osiąść na laurach, by dostosowywać się do innych. Życzę dużo pomysłów, weny(chociaż pewnie tych nie muszę) i duuuużo wolnego czasu(tego pewnie każdemu teraz brakuje).

    Pozdrawiam,
    Ola.

  13. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Mariet – pies mojej babci również nazywał się Aster i też go nie znosiłam, z wzajemnością :D.
    Do czasu, gdy borok się pochorował i trzeba było iść z nim do weterynarza na cewnikowanie.
    Wszyscy wymiękli, bo nikt nie chciał patrzeć, jak psu wciskają rurkę w fiutka. Zostałam ja, a jako że nabrałam pewnej obojętności przy Agacie i jej zabiegach na martwych zwierzętach, trzymałam Astera na stole zabiegowym, a weterynarz czynił swoją powinność. Uspokajałam go, a cholernik cały czas patrzył mi w oczy.
    Wiecie co widziałam w tych czarnych ślepiach? “Dobrze, że chociaż ty mnie nie zostawiłaś, jak tamte kurwy”. Dosłownie!
    Od tamtej pory mnie lubił, a ja polubiłam jego. Przybiegał, gdy go wołałam, nie warczał, gdy przechodziłam obok miski. Witał się rano i po wejściu do domu.

    Olu – myślę, że się po prostu rozwijam 🙂
    Czas? Hmmm…
    Raczej organizacja i wyrzeczenia.
    Częstotliwość spadła?
    No nie spadła.
    Przedwczoraj tylko nie dodałam, nie wiem co będzie dzisiaj 😉

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Chodziło mi bardziej o porównanie do tych dni, kiedy (sama nie wiem jak to robiłaś:D) wstawiałaś po dwa – trzy kawałki tekstu dziennie. W porównaniu do “wtedy” spadła, prawda? Teraz jest o wiele lepiej. Ten rozdział był wspaniały, po prostu.

      Ola.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Tak Olu, nie daję trzech dziennie, ale ilość tekstu w obecnym jednym, jest taka sama, jak w tamtych trzech 😀 😀 😀
      Dziękuję za miłe słowa i… piszę dalej.

  14. Anonymous
    | Odpowiedz

    pisz,pisz,byle duuuuużo!

  15. Anonymous
    | Odpowiedz

    Kurde, zmienilas obrazek i juz myslalam ze nowa czesc 🙁 😀

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      A bo ten gościu w szlafroku jakiś taki nie na miejscu był.
      To zdjęcie bardziej pasuje 😀

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Zdecydowanie tak 🙂
      M.G.

  16. Anonymous
    | Odpowiedz

    Dzięki za zmianę obrazka,ten jest cudny.A co do opowiadania-chyba na to czekaliśmy,nieprawdaż ;-)???
    l_b

  17. Kajjka
    | Odpowiedz

    No i ja właśnie skończyłam zamiatać na swoim podwórku, odświeżyłam i aż podskoczyłam, a to tylko obrazek… ale zgadzam się z resztą, ten jest o niebo ładniejszy 🙂

  18. Anonymous
    | Odpowiedz

    to zdjęcie rzeczywiście pasuje świetnie 😉 Mika bedzie dzisiaj kolejna część?:)

  19. Anonymous
    | Odpowiedz

    Będzie dzisiaj jakiś kawałek? bardzo, bardzo proszę 😀

  20. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mika super część , po prostu ekstra 😉 uwielbiam to opowiadanie;)
    plisss napisz ze będzie dzisiaj kolejna część 😀

  21. mika kamaka
    | Odpowiedz

    ja jestem mika, a nie fabryka 😉

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Sama twierdziłaś, że to już nałóg 😉
      Nie idź teraz na odwyk 😉
      M.G.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      nie idę, ale dzisiaj jest mi szaroburoikosmato 🙁

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Haha Mika co słynie z ciętego języka:p

  22. Anonymous
    | Odpowiedz

    miko-fabryko:) mozemy liczyc na kolejny fragment jeszcze dzis?

  23. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mika no podziel sie z nami nowym tekstem, nie daj sie temu szaroburemu kosmaczowi xD

  24. mika kamaka
    | Odpowiedz

    Cierpliwej ości 😀

  25. Asia
    | Odpowiedz

    Wredota! Miałaś pisać mniej więcej kiedy coś dodasz 😛 Tak to odświeżamy co chwila i licznik nabijamy 😛 😛 😛

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Przepraszam.
      Miałam dwa dni rozmów z własnymi hormonami i nie potrafiłam się z nimi dogadać 😀
      Powinno być około 22giej dziś.

Napisz nam też coś :-)