Takaja żyzń cz. XXIX

with 27 komentarzy
Niechaj zabawa “Takaja i świąteczne jaja” trwa, ja lecę z akcją po swojemu.
Mam małą prośbę do Was.
Ja nie powinnam, ale Wy owszem, sponiewierać i zajechać głównych bohaterów.
Poznęcajcie się nad nimi proszę.
Odwołuję te psy, co by ich nie było. Niech będą, a co tam!
To Wasze opo i róbta co chceta, byle ich zużyć!
Obiecuję, że nie będzie to miało wpływu na mój wątek.
Dowalcie do pieca!
Mam nadzieję, że ta część Was nie zawiedzie 😉
– Myślę, że czas wypuścić jeża – oznajmiłam uroczyście przy obiedzie. – Pan jeż, jako spory osobnik powinien zamieszkać w lesie, czyli tam gdzie jego miejsce.
– No i nareszcie! – wykrzyknął na ogół spokojny Arek. – Przez tego pierdołę nie da się spać!
– To co? – zapytałam wesoło. – Dzisiaj zaniesiemy go gdzieś w las?
– Zawieziemy – poprawił mnie Adam. – Jeszcze tutaj wróci, jeśli będzie miał za blisko i zatupie nas na śmierć!
Adam zabawnie uniósł ręce nad głowę, rozcapierzając palce i robiąc groźną minę.


Widziałam po minach chłopaków, że ten nowy Adam im się podoba. Nie mieli dotąd kontaktu z normalnym, dorosłym mężczyzną i ten tutaj najwyraźniej intrygował ich.
Tak naprawdę niewiele potrzeba, by ich sobą zainteresować.
Nie chlać.
Nie kląć co drugie słowo.
Zauważać ich.

– Wspaniale! – Ucieszyłam się. – Kiedy możesz? – Zwróciłam się do Adama.

– Zawsze Katarzyno. – Uśmiechnął się drapieżnie. – Zawsze…

Zamierzony efekt osiągnął, gdyż zaczerwieniłam się aż po cebulki włosów. Sam Adam wydawał się być zadowolony, Tomek udawał, że nie rozumie.

– Więc jedźmy po obiedzie. – Wstałam, by pozbierać brudne talerze po zupie i podać drugie danie. – Przynajmniej się wyśpicie dzisiaj.

– Ja się wyspałem – stwierdził dumnie Kacperek.
– Bo ciebie toby nawet bomba nie obudziła siurku – odparł z wyższością Tomek.
– Sam jesteś siurek, siurku – odszczeknął Kacper.

Nie słuchałam ich dłużej, zamyśliłam się. Adam zaskoczył mnie reakcją na przypomnienie mu jego własnych słów o mojej przyszłości w czyichś ramionach. Czyżby zaczęła go mierzić myśl o mnie w innym łóżku?

Wysonduję go dziś delikatnie, podczas wieczorno – nocnych odwiedzin.

Nie dane mi jednak było znaleźć się w nocy w jego sypialni, gdyż po wypuszczeniu zwierzaka w lesie, Kacper po powrocie do domu zaczął schizować.

– Ten jeż był taki mały. – Smutnym głosikiem lamentował Kacperek. – A jak nie znajdzie sobie domu i będzie na nas czekał tam, gdzie go zostawiliśmy? I umrze z głodu! Albo z tęsknoty?!

– Kacperku. – Podałam mu pidżamkę, przyglądając się przy okazji drobnemu ciałku, które podczas pobytu w tym domu przestało być wątłe i chudziutkie. – Myślę, że jeż czuje się o wiele lepiej w lesie, niż w zamkniętym pokoju, na podłodze po której ślizgają mu się pazurki.
– A ja myślę, że on nas polubił i teraz jest samotny! – Upierał się maluch. – Teraz płacze i tęskni za nami i się boi, bo w lesie są wilki. A jak go któryś zje?!
– Pamiętaj, że jeże mają kolce do obrony – mówiłam spokojnie, przykrywając go kołdrą. – Myślisz, że wilk ze swoim delikatnym nosem chciałby go ugryźć i się ukłuć?
– Ale jego mama nie nauczyła się zwijać w kulkę, jak ty mnie uczysz wszystkiego! – Usteczka wygięły mu się w podkówkę.

Rozbroił mnie tym stwierdzeniem, więc wpakowałam się w ubraniu pod kołdrę obok niego i przytuliłam bąbla.

– Co mogę zrobić, byś się o niego przestał martwić Kacperku?
– No nie wiem – powiedział smutno. – Może pojedziesz jutro i sprawdzisz, czy nie czeka na nas tam, gdzie go wypuściliśmy?
– I jak go tam nie będzie, to uspokoisz się? – Zdawałam sobie sprawę, że negocjowaliśmy właśnie warunki jego spokoju ducha. – I nie będziesz się już martwił?
– Obiecuję. – Szczery uśmiech i mała łapka obejmująca moją szyję. – Ale porozglądaj się trochę i zawołaj go poproszę.
– Dobrze Kacpciu – mruknęłam, całując go w czółko.
– I poleż jeszcze ze mną trochę. – Zrobił słodkiego dziubaska, który od zawsze wyłączał we mnie wszelkie protesty. – To nie będę miał złych snów o jeżu.
– Ok, spryciarzu…

Miałam iść do Adama, ale od zawsze usypianie maluszka działało na mnie samą, jak lek nasenny. Tak się stało i tym razem.

Obudziłam się około trzeciej nad ranem i jedyne na co się jeszcze zdobyłam, było poczłapanie do łazienki, by umyć zęby i zgaszenie mrugającego telewizora. Okna Adama spały, więc i on sam również.

– Mam prośbę. – Udało mi się złapać Adama, nim wyszedł z domu. – Chodzi o jeża.

– Nie przyszłaś. – Słyszałam w głosie żal. – O co chodzi z jeżem?
– Nie przyszłam przez Kacpra, bo tak się martwił o jeża – zaczęłam. – Obiecałam mu, że dziś sprawdzę czy jeż nie stoi i nie czeka na nas tam, gdzie go zostawiliśmy.
Patrzył na mnie jak na nieszkodliwą wariatkę.
– Ale oczywiście mogę skłamać, że tam byłam i sprawdzałam – dodałam ze złością. – Nie kłopocz się…
– Nie, w porządku. Pojedziemy. – Przerwał mi szybko z dziwnym błyskiem w oku. – Do zobaczenia po południu.

I wyszedł uśmiechając się pod nosem.

Co ten pieron kombinuje?…

***

Wkurzony poranek po samotnej nocy obiecywał nerwowość w pracy i z takim nastawieniem właśnie zbierałem się do wyjścia, gdy przy drzwiach dorwała mnie młoda.
Wolałem się nie odzywać, by nie palnąć jej czegoś mało przyjemnego.
Czekałem na nią w nocy do późna, maksymalnie napalony! Wczorajszy seks był miły, ale czułem niedosyt (;-) ).

Młoda dopadła mnie przy drzwiach, zaskakując prośbą i w pierwszym odruchu chciałem odmówić, ale…

No właśnie, to ale.
Ale w mojej głowie ułożył się scenariusz realizacji się jednej z najskrytszych fantazji, której dotąd nie miałem szans przeżyć.

Wszystkie moje dotychczasowe kochanki nastawione były na wygodę, łase na komplementy i prezenty.

Jeśli seks, to tylko w wygodnym miejscu i ostatecznością był samochód. Może dlatego, że wygodny i przestronny.
Jeśli wyjazd, to tylko w ekskluzywne miejsca.
Obiady owszem, w drogich restauracjach.
Prezenty? Pewnie, poprosimy! Im kosztowniejsze, tym lepsze…

Młoda miała inne priorytety, a zgrabny tyłek był w tym wszystkim tylko bonusem. Podobało mi się jej ascetyczne wręcz podejście do życia. Być, żyć i czuć. Nie pragnęła zbytków, nie parła na drogie ciuchy, kosmetyki i gadżety.
Zaproponowałem jej kiedyś kupno telefonu, by mieć z nią kontakt w sprawach oczywiście służbowych.

– Po co mi telefon Adasiu. – Spokojne spojrzenie brązowych oczu. – Jeśli zechcesz się ze mną skontaktować, to zadzwoń do domu. Nie będzie mnie akurat, zadzwonisz później. Nie potrzebuję komórki tak długo, jak długo mam wszystkich przy sobie.

Powaliła mnie prostotą myślenia i zastopowała w zamyśleniu. Faktycznie, po co jej telefon?

Ma nas wszystkich pod ręką, w końcu kiedyś nie było takich wynalazków i ludzie żyli.

Znów poprzerzucałem masę obowiązków w firmie na innych, zaskakując ich po raz kolejny.
Nawet usłyszałem czyjś szept o postępach w leczeniu z pracoholizmu. Czy naprawdę byłem pracoholikiem?

Kiedyś coś takiego powiedziała o mnie była żona. Fakt, miałem swój świat składający się w głównej mierze z pracy, reszta była dodatkiem, ona nim była również.
Później zastąpiły ją kobiety, które traktowałem przedmiotowo, a te nie protestowały. Przedmioty, tym się otaczałem karmiąc złudne szczęście, bezpieczne i puste życie. Tworzenie budynków miało mi zapełnić pustkę, dać radość tworzenia, ale zrobiła to młoda i jej zgraja, niszcząc przy okazji kolekcję pięknych przedmiotów. Cóż za paradoks.

– Jestem. – Stanąłem w drzwiach kuchni, która stała się królestwem młodej.

Mira bardzo chętnie ustąpiła pierwszeństwa w większości obowiązków, realizując się jako przyszywana babcia braci młodej. Obu to pasowało. Mira syciła duszę kontaktem z młodziakami i uzupełniała braki na półeczce wspomnień po utraconym dziecku.

Kasia chętnie oddała część matczynych obowiązków, którymi obdarzył ją pokręcony los.
Ja dostałem matczyne ciepło od jednej i natarczywość kobiecej natury od drugiej. Tą podstępną natarczywością zmuszała mnie do innego spojrzenia na własne życie.
Jak długo to potrwa? Nie wiem. Wiem jedynie, że podobał mi się obecny układ.

– Zjedz obiad i jedźmy. – Postawiła na stole talerz z parującą zupą.

– Ale nie za dużo, skoro mamy łazić po lesie. – Zapatrzyłem się na zgrabną dupcię opiętą legginsami.
Dałbym medal temu, kto ubrał w nie kobiety!
Wciągnąłem szybko danie i pogoniłem ją do samochodu.

– Gniewasz się na mnie o to? – zapytała cicho, oglądając własne dłonie.

– O jeża? – Nie rozumiałem pytania.
– Nie – zaprzeczyła. – Że nie przyszłam w nocy.
– Odpowiem tak – zjechałem w leśną, wyboistą drogę, kątem oka obserwując podskakujące na wybojach piersi. – Byłem cholernie napalony, ale nic w tym dziwnego. Tak mam przy tobie bez przerwy.
– To dobrze. – Uśmiechnęła się szczerze. – Zaraz mi cycki odpadną na tych dziurach.
Parsknąłem. Czyli widziała, że ją obserwuję.
– Zaraz dojedziemy. – Patrzyłem na jej biust już bez skrępowania, odrywając oczy tylko po to, by ominąć większe wyboje. – Potrzymaj je może.

I tak zrobiła, skrzyżowała ramiona, obejmując dłońmi piersi, dzięki czemu miałem teraz widok na śliczny przedziałek w wycięciu bluzki.

Czy ona mnie podpuszcza celowo?

– Jeżu, gdzie jesteś?! – Kucała w miejscu, w którym wczoraj wypuściliśmy kolczaste stworzenie. – Jeżu, jeżu! Obiecałam Kacprowi zapytać cię o zdrowie i o to, czy za nami nie tęsknisz i nie płaczesz!

Cisza i nic dziwnego, bo niby co mogło się wydarzyć? Przecież nie wyjdzie z zarośli i nie odpowie, że wszystko w porządku i właśnie znalazł tłuściutką larwę. No ale ok, młoda musiała wypełnić obietnicę daną maluchowi i wypełniała ją w nader kuszącej pozycji.

– Rozbierz się proszę. – Poprosiłem.

– Co? – Zaskoczyłem ją najwyraźniej.
– Poprosiłem, byś się rozebrała. – Starałem się mówić spokojnie, mimo napływu podniecenia. – Zawsze chciałem się kochać na łonie natury.
– I nigdy tego nie robiłeś?! – Przeskoczyła na kolejny, wyższy poziom zaskoczenia.
– Nie dane mi było. – Odpinałem guziki koszuli. – Mam nadzieję, że okoliczności nie przeszkadzają ci?

Nie odpowiedziała. Wstała i energicznym ruchem zdjęła przez głowę koszulkę, drugim pozbawiła się legginsów i majtek, butów pozbywając się wraz z nimi. Trzeci ruch i stanik wylądował na kupce reszty ubrań. Szybka była.

– Już. – Stała naga, wyprostowana i bezapelacyjnie piękna w świetle zachodzącego słońca. – A ty? Mam ci pomóc?
– Poproszę. – Opuściłem dłonie. – Wolę byś ty to zrobiła.

Podeszła powoli. Wokół bzykały bzyki i śpiewały ptaki. W oddali słychać było wściekły stukot leśnego lekarza drzew. W te dźwięki wpasował się szelest ściółki pod jej stopami i bicie mojego serca.

Patrzyła mi figlarnie w oczy, odpinając guziki. Wyciągnęła koszulę zza paska spodni i zsunęła z ramion.
– Lubię twój zapach. – Przejechała nosem po mojej piersi, by po chwili zaznaczyć tą samą drogę ustami i językiem.

Spodnie były mnie coraz pełniejsze, dłonie zaspokajały pragnienie dotyku.

Rozpinała sprzączkę paska, nie odrywając oczu od moich źrenic. Sam odciąłem to połączenie, gdy jej drobne palce wśliznęły się w moje bokserki i zacisnęły na kutasie.
– Ktoś tu cieszy się na mój widok – mruknęła, zdejmując ze mnie bokserki i kucając, by pomóc mi wyplątać się z odzieży.

Widok kucającej u moich stóp młodej, z głową tak blisko penisa, wzmógł podniecenie.

Myślałem o jej ciepłych ustach, ssących i pochłaniających twarde centymetry.
– Ten zapach też lubię…

Jakby usłyszała moje myśli! Uklękła, objęła go u nasady i wąchała z przymkniętymi powiekami.

To przedłużanie oczekiwania na pieszczotę, było pieszczotą samą w sobie, więc gdy zamknęła na nim wargi poczułem dygot własnych bioder i musiałem wstrzymać jej głowę dłońmi, by nie wystrzelić od razu.
– Taki duży chłopczyk, a taki nagrzany – mruknęła, wypuszczając go z ust.

Jeździła językiem wzdłuż, zamykając wargi na główce, to znów go uwalniając z ciepłej wilgoci.

Pieściła palcami jądra, dołączając do nich usta, które wracały do czubka kutasa, by przyjąć go głęboko i ssąco.
– Przerwa – jęknąłem, czując zdradzieckie mrowienie w jądrach. – Wstań!

Teraz ja uklęknąłem, karmiąc oczy jej nagością. Widok piersi z tej perspektywy godzien jest uwiecznienia pędzlem malarza. Ja zamknąłem go właśnie w ulubionym klaserze wspomnień.

– Ja twój zapach kocham. – Wciągnąłem w nozdrza woń jej kobiecości. – Jest jak narkotyk. Smak również.

Ten smak utrwalałem teraz zachłannymi ustami i penetrującym językiem, dociskając jej biodra do siebie, przyciągając dłońmi.

– Adamie – jęczała, zaciskając palce na mojej głowie.

Jej biodra drżały, nogi odmawiały posłuszeństwa.

– Chodź. – Wstałem i poprowadziłem ją do drzewa.

Odwróciłem plecami do siebie, zmuszając tym samym do oparcia się dłońmi o szorstki pień.

Zamglone, lecz ciekawe spojrzenie, którym śledziła moje poczynania i wypięta ufnie dupcia.
Stała na lekko rozstawionych nogach czekając na pchnięcie.
– Na co czekasz Adamie? – Przyglądała się sterczącemu fiutowi. – Wsadź mi poproszę.
– Nie tak szybko mała. – Uklęknąłem z twarzą na wysokości tyłeczka i rozsunąłem dłońmi sprężyste pośladki.

Tutaj maszynką do golenia nie dotarła i dobrze. Tych kilka włosków przy odbycie kusiło i na tą dziurkę naparłem językiem.

– Adamie! – To był jej oburzony jęk. – Co robisz?!
– Cicho młoda. – Ścisnąłem mocniej pośladki.

I była cicho, a ja miałem pełen dostęp i do cipki połyskującej jej sokami i do dziurki w pupie, którą pieściłem zachłannie. Młoda jęczała i wypinała się coraz bardziej, ja nie chciałem dłużej czekać.

Wstałem, złapałem ją mocno w pasie i wbiłem się jednym, szybkim ruchem, przy akompaniamencie jej gardłowego jęku. Nie miałem już siły na delikatność, ani cierpliwości do stopniowania przyjemności. Patrzyłem na kutasa gładko wchodzącego między różowe wargi, to znów połysk skóry penisa, gdy cofałem biodra. Każdy następny ruch był szybszy i gwałtowniejszy, jęki zlewały się w jeden głos. Palce zaciskałem tak mocno, że musiało ją to boleć, ale nie prosiła bym przestał, wychodziła biodrami naprzeciw moim pchnięciom, by w pewnym momencie krzyknąć, zaciskając pobielałe palce na korze drzewa, głowa opadła jej na przedramię. Ja gnałem dalej, nie pozwalając się oczom zamknąć i odciąć tym samym pięknych widoków do momentu, gdy w jądrach poczułem prawie bolesny skurcz i wbijając się w nią zastygłem, wystrzeliwując salwę spermy w jej pulsujące wnętrze.

Opadłem na jej spocone plecy, obejmując ramionami i wtulając twarz we włosy.

Trwaliśmy tak dłuższą chwilę do momentu, gdy kutas sam wyśliznął się z jej wnętrza. Oderwałem się od niej i pomogłem usiąść na trawie, w przeciwnym razie upadłaby z wysiłku.

Podparła się ramionami i odchyliła do tyłu, pozwalając resztkom wieczornego słońca pieścić piersi i wnętrze rozłożonych ud. Spomiędzy warg wypływały nasze soki, błyszcząc w świetle i dodając do klasera w głowie cudny obrazek.

– Podobało mi się to, co robiłeś z moją pupą – mruknęła z głową odchyloną do tyłu, przez co głos zabrzmiał nisko i bardzo zmysłowo. – Musimy to powtórzyć Adamie.

– Pani życzenie jest dla mnie rozkazem. – Podobała mi się jej swoboda i brak oporów, wstydu. – Chcesz już jechać do domu?
– Posiedźmy tu jeszcze trochę. – Te słowa ledwo usłyszałem. – Jest mi teraz tak dobrze.

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    W koncu cos normalnego! ;D

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Ale fajna część! Życzę wszystkiego najlepszego głównym bohaterom, a z drugiej strony chciałabym, żeby to opowiadanie się nigdy nie skończyło 😉

  3. Anonymous
    | Odpowiedz

    czas cos zepsuc! sielanka nie moze trwac wiecznie

  4. Kajjka
    | Odpowiedz

    A właśnie, że może! Psulibyście tylko, psujki jedne :p… Sielanka na łonie… natury :D… ekstra 😉
    A ponurej szarej rzeczywistości mam dość na co dzień w realu…

  5. Anonymous
    | Odpowiedz

    Widzę jakieś przytyki co do komentarzy czytelników, ale mam nadzieję, że mi się nie oberwie, jak powiem, że pisze się “kątem oka”, a nie “kontem”. Już pominę sporną kwestię o nieistnienie kąta oka. Bardzo dobry rozdział, z resztą jak cała “Takaja”.
    Pozdrawiam i życzę dobrej nocy. 🙂

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dziękuję, poprawione 😀 (faktycznie, debilny błąd, uffff (obciach))

  6. Anonymous
    | Odpowiedz

    Po pierwsze, oczywiście podobało mi się. Po drugie mam pewne “ale” do stylistyki. Ktoś wyżej wspominał o kątach, ja wspomnę o ukłuć, a nie “ukuć”. To literówka, może się zdarzyć każdemu. Kiedy jednak piszesz: ” (…)leczeniu z pracoholizmu. Czy naprawdę nim byłem?”, to nie treść jest zagmatwana, bo kim był? Pracoholizmem? Może mogło by być “Czy na prawdę cierpiałem?” czy jakoś tak. No nie wiem, ekspertem nie jestem. Poza tym pisanie o leśnym lekarzu drzew jedzie trochę grafomańską naiwnością. Wystarczył by dzięcioł, bo przecież nie jest to zabieg mający na celu uniknięcie powtórzenia. Nie obraź się, bo piszesz bardzo fajnie. Przewidywalnie, ale fajnie i z chęcią czytam kolejne części. Ale nad stylistyką można pracować. I życze Ci, aby ta praca szła w dobrym kierunku i żebyś pisała dalej, bo są tu ludzie, co widzę po komentarzach, którym na prawdę sprawiasz przyjemność. Jakkolwiek by to dwuznacznie nie zabrzmiało.
    Pozdrawiam!
    Ewelina

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Ewelinko.
      Dwa pierwsze błędy poprawiłam dzięki Tobie. Dziękuję.
      Lekarz drzew mi pasował, ponieważ dzięcioł jest trywialnym określeniem.
      Najpierw napisałam dzięcioła, później go wykasowałam i takoż zastąpiłam.
      Co do przewidywalności… no cóż.
      Nicóż 😀
      Całusy!

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Ja się z kolei przyczepię do osoby przyczepiającej, ponieważ trochę mnie razi, jak ktoś każe poprawiać stylistykę, a sam sadzi błędy w stylu “na prawdę”. Ludzie, “naprawdę” to jest jeden wyraz. Rozumiem, że zdarzy się taki błąd i spacja się nie tu wciśnie, ale napisałaś to słowo dwukrotnie i dwukrotnie z błędem, więc to już zamierzony efekt. 🙂 Podobnie jak końcówki -by w zdaniach piszemy łącznie z osobowymi formami czasowników, czyli nie ma takich kwiatków jak “wystarczył by”, tylko “wystarczyłby”. Prawda, że brzmi o wiele ładniej?
      Życzę Ewelinie powodzenia w dalszym wyłapywaniu błędów, aczkolwiek polecam poprawiać nie tylko innych, ale również siebie, bo sama też błędy popełniasz, moja droga.
      Dante.

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    Proszsz się tak namiętnie nie całować tutaj!Dzieci czytają!

  8. Anonymous
    | Odpowiedz

    Dupcia???A co my tu mamy,oddział noworodkowy?

  9. Anonymous
    | Odpowiedz

    “Co ten pieron kombinuje?…” Dziołcha, kaś się Ty chowała?

  10. Anonymous
    | Odpowiedz

    Miko! Dopiero nie dawno “odkrylam” Twoje opowiadania. Nie mowiac wiele sa swietne! Najbardziej chyba podobala mi sie “Baraka” ale “Takaja” tez jest baaardzo interesujaca. Bede musiala czesciej zagladac na bloga Twojego. Wstyd sie przyznac, ale dopiero od kilku dni odwiedzam Twojego bloga, a juz przeczytalam prawie wszystkie opowiadania. :-). Mam nadzieje, ze kazesz mo dlugo czekac na nastepna czesc opowiadania. Zycze Ci duzo weny!

    Yumi

  11. Anonymous
    | Odpowiedz

    Juz w kilku twoich opowiadaniach zauwazylam, ze piszesz “dla czego” a nie “dlaczego”. Kochana Miko 🙂

  12. Anonymous
    | Odpowiedz

    Będzie dzisiaj kolejna część?

  13. Anonymous
    | Odpowiedz

    Uraczysz nas dzisiaj nowa czescia, Mik? 🙂

  14. Anonymous
    | Odpowiedz

    Wesołego jajka i mokrego Dyngusa, Miko! Buziaki!

  15. Anonymous
    | Odpowiedz

    Wesołego Alleluja!
    I wypoczynku od szaleństwa zakupów!

  16. Anonymous
    | Odpowiedz

    A ja świętów kurwów nienawidzę
    Bardziej niż Legia nienawidzi Widzew
    Rodzina sie obżera
    Ruch na blogach zamiera
    Jedyne co wkleja każdy bywalec
    Obciachowe życzenia kolorowych jajec.

    l_b

  17. Anonymous
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna cczesc? Jak nie dzis to za taka dluga przerwe jutro najlepiej daj 2 czesci 😀

  18. Kajjka
    | Odpowiedz

    Hehe, to ja tylko obciachowych kolorowych zajęcy i jajec z nóżkami pożyczę, bo już prawie Wielkanoc 😀

  19. Anonymous
    | Odpowiedz

    “A czy dokonał(a/e)ś najazdu Hunów na osiedlowy sklep i zagarnął(a/e)ś cały dostepny asortyment, nie oszczędzając tak pieczywa, jak i papieru toaletoowego?
    A czy miał(a/e)ś mozliwie wypchany wózek dobrem wszelakim do wyrobu mazurka potrzebnym, ale też i dobrem promocyjnym nie potrzebnym ci do obchodu świąt w ogóle, ale pośpiesznie wziętym celem zaspokojenia konsumpcjonizmu?
    A czy w ramach postu w koszyku twoim znalazły się litry alkoholu, który przeciez do obchodów zmartwychwstania niezbędnie konieczny jest?
    A czy dostał(a/e)ś ataku histerii, lęku przed głodem i niedostatkiem, bo przecież przez dwa dni supermarkety wszystkie zamknięte będą, więc siedemset kostek masła i dwie tony ziemniaków to jedynie minimalne zabezpieczenie przed śmiercia jak w Etiopii i Somalii.
    Czy ci, kurwa, tez odjebało, jak tym wszystkim pierdolnietym, których widzę wokół?
    Czy od wtorku już planujesz robić może zapasy na w chuj długi weekend majowy, bo chyba to ostatnia chwila na to będzie.”cytat z bloga jednego,jak kto ciekawy niech pyta.

    l_b

  20. mika kamaka
    | Odpowiedz

    l_b – ajlowiu, ale Ty to wiesz 😀

    Takajej nie będzie, będzie pijawa, więc niezainteresowanych tematem proszę o grzeczne pójście spać, lub przed tiwi.
    Tiwi nie posiadam na stanie, więc nic nie polecę.
    Pijawa mnie wciąga powoli, toteż pisać ją będę i dziś (oby) wrażę na bloga.
    Całusy zaś.

  21. Karel Godla
    | Odpowiedz

    Hmm, chyba już czas kończyć ten przesłodzony epizod o kopciuszku i królewiczu i zacząć pisać o prawdziwym życiu. W końcu tytuł zobowiązuje, Moja Ulubiona Autoreczko, która schodzisz na jeże. (wyraźnie na jeże, a nie na psy, które się pchają na język, zgodnie z polską bezinteresowną życzliwością do bliźniego.)
    Bez jaj, bo w końcu tradycja nie musi trwać wiecznie.

  22. Anonymous
    | Odpowiedz

    Fuck,jakbyś się nie odezwał,to byłby wkrótce wielki finał(bo zj… już została).A tak,to pewnie przekornik włączy 🙁

    l_b

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Sama sobie odpowiem-przepraszam Mika!-najgorsze,ze nie mozna wyedytować komentarza.
      l_b

Napisz nam też coś :-)