Takaja żyzń cz. XXV

with 32 komentarze
Chandra, chandrą i po chandrze 😉
Dziś jest najwspanialszy dzień w moim życiu. Dzięki dobremu prawnikowi współpracującemu z kuratorem, sprawa przejęcia praw do opieki nad braćmi zbliża się ku końcowi. Moja matka nie wie nawet o tym, nie mieszka z ojcem. Stary jeśli nawet wie, to nie zajęło to jego zachlanego umysłu na dłużej niż od flaszki do flaszki.
Nie zdają sobie sprawy, że stracą pieniądze i tego obawiam się najbardziej.
Ale obawiać będę się później, teraz jestem po prostu hepi!

 
– Zapraszam wszystkich na tak duże lody, jakie tylko wam się w brzuchach zmieszczą! – wykrzyknęłam po wejściu do kuchni pełnej domowników.
Adama jeszcze nie było, przy stole na moim miejscu natomiast siedziała Oliwia. Siedziała i emanowała pewnością siebie, pogardą dla świata i znudzeniem. Permanentny wstręt do przebywania w naszym marnym towarzystwie wyzierał z jej perfekcyjnie pokrytej makijażem twarzy.
I kij jej w oko! Jeśli tak się nas brzydzi, to niech zmieni pomieszczenie.
Kucali na podłodze wokół czegoś, obok nich kucała Mira.
– Co tam macie? – Uczucie ciekawości było silniejsze od złości rodzącej się w moich trzewiach, na widok tej…
– Znaleźliśmy na spacerze z Mirą – odpowiedział Tomek, nie odrywając skupionych oczu od czegoś między nimi. – Możemy go zatrzymać, tylko czy Adam się zgodzi?
Spojrzał mi w oczy z taką nadzieją i niemą prośbą, że wiedziałam iż muszę Adama przekonać, tylko jeszcze nie wiedziałam do czego.
– Ale co tam macie?
– Małego jeża! – pisnął podniecony Kacperek. – Taki malutki, jak ja!
– No bez przesady – wyśmiał go Tomek. – Gdyby ten jeż był taki duży jak ty, to byśmy stamtąd uciekali w podskokach!
– Ale ty głupi jesteś – stwierdził Kacper patrząc na starszego brata. – Chodzi mi o to, że on ma tyle jeżowych lat ile ja mam człowiekowych.
– Sam jesteś głupi. – Obraził się Tomek. – Zaraz cię palnę w łeb, to zobaczymy czy będę taki głupi gnojku!
– Chłopaki! – Zaczynali przeginać i jedynym sposobem na nich w podobnych sytuacjach była groźba. – Albo się uspokoicie i przeprosicie, albo w tej chwili biorę jeża, wynoszę do lasu i nie spytam nawet Adama o pozwolenie!
– Przepraszam cię, ty glucie – wysyczał przez zaciśnięte zęby Tomek.
– Sam jesteś głupi glut i też przepraszam – łaskawie odparł Kacper.
Nie interweniowałam w „gluta”. Trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić.
– Pokażcie toto. – Pochyliłam się nad nimi. – Nigdy nie widziałam na żywo jeża.
– Idę po jakiś koszyk na niego – sapnęła Mira, dźwigając się z wysiłkiem. – Nie może tak sobie samopas biegać przecież.
– Jeże mają pchły i roznoszą zarazki! – To był głos Oliwii. – Ale dla takich jak wy, to pewnie nic obcego…
Wredna suka czekała by coś takiego powiedzieć, do momentu gdy zostałam w kuchni sama z dzieciakami. Tomka to zabolało, widziałam w jego oczach pytanie, dlaczego ktoś obcy tak o nas mówi.
– Po przeprowadzce do Adama odpchliliśmy się. – Mój głos był spokojny, ale w środku się gotowałam. – A co do zarazków to sądzę, że przenosisz ich o wiele więcej, bo nie wyglądasz na kogoś żyjącego w monogamii.
Wiedziałam, że przeginam, ale nie potrafiłam się powstrzymać.
– Pusz się gówniaro – syknęła w odpowiedzi. – Pobawi się tobą, a i tak wróci do mnie. Szybko się nudzi zabawkami.
Nie zdążyłam odbić piłeczki, gdyż wróciła Mira z wiklinowym koszykiem wyłożonym ręcznikiem.
– Czym go nakarmimy? – Zainteresował się Kacper. – Co jedzą jeże?
– Robale jedzą, glucie. – Wyższość posiadaniem wiedzy, wyraźnie słyszalna w głosie Tomka rozśmieszyła mnie.
Postanowiłam ignorować Oliwię.
– Fuj! – Kacper zmarszczył nos ze wstrętem. – Ohyda!
– A ty lubisz parówki. – Włączył się do rozmowy zazwyczaj cichy Arek. – W parówkach są zmielone uszy świni i jej ogon, kości i wszystko, czego nie da się zjeść w kotlecie.
– Fuuuj! – Kacperek zasłonił usta dłonią. – Nigdy nie zjem już parówki!
– No to chodźmy nakopać dżdżownic do słoika. – Zakomenderowała Mira. – Wiem, gdzie jest ich mnóstwo.
Młodziaki zerwały się energicznie gotowe do działania. Kacperek podskakiwał oczywiście, jak piłka, a i Arek okazywał więcej entuzjazmu niż zwykle.
Zabrali koszyk ze zwierzaczkiem, słoik po dżemie i we czwórkę poszli na polowanie do ogrodu.
Zostałam sama ze żmiją, a ta ignorowała mnie ostentacyjnie. Postanowiłam zrobić to samo.
Rozśmieszyło mnie, że symulowała czytanie książki od środka. Nie mogła jej wcześniej tutaj czytać, ponieważ sama wypożyczyłam ją dopiero z biblioteki. Że też nie brzydziła się dotykać stron wymacanych przez obce dłonie.
Wyciągnęłam ogromną, głęboką patelnię, ryż i warzywa. Ryż gotowałam, warzywa myłam, szatkowałam i razem z odsączonym ryżem wrzuciłam na rozgrzany olej.
W tym domu, tej kuchni i dzięki Mirze poznawałam bogactwo aromatów i smaku, które można wydobyć z potraw dzięki przyprawom.
Na punkcie ziół, mrożonych i suszonych przypraw Mira miała istnego fioła.
Miętę, bazylię, rozmaryn i tymianek hodowała w ogrodzie i te suszyła w wiązkach, obwieszając nimi kuchnię. Pietruszkę, szczypiorek i koper szatkowała i mroziła. Codziennie opowiadała mi o swoich pracach w warzywniaku i widziałam ile szczęścia daje jej ta praca, pielęgnowanie roślin, uprawa własnych pomidorów i zamykanie ich później w słoikach.
Nie potrafiła się doczekać momentu, gdy dynie dojrzeją i będzie mogła je przerabiać na przetwory, mrożonki i udekoruje nimi dom.
Adam nie zdawał sobie sprawy, jakim skarbem była dla niego ta ciepła kobieta.
Była pierwszym, znanym mi, dorosłym człowiekiem, któremu tak odpowiadało jego TU I TERAZ. Nie oczekiwała jutra i tego, co lepszego ono przyniesie. Liczyła się dla niej teraźniejszość, zapach płatków mięty rozcieranych między spracowanymi palcami i smak herbaty, popijanej słonecznym rankiem na tarasie.
– Jak ty to robisz Miro? – zapytałam ją kiedyś.
– Co robię dziecko?
– Jesteś taka szczęśliwa, spokojna i nie pragniesz złotych gór? – Doprecyzowałam.
– A po co mi one, Kasiu? – Jej mądry uśmiech uspokajał.
– No nie wiem… – Zamyśliłam się, przywołując w głowie obraz rodziców. – Moja matka zawsze chciała więcej i opluwała słownie ludzi takich, jak Adam. Mówiła, że mają tyle, że powinni się dzielić z ludźmi takimi jak ona. Zawsze szukała mężczyzn, którzy mieli więcej niż ojciec i najważniejsze dla niej były pieniądze.
– Twoja matka, Kasiu szuka szczęścia, ale szuka go źle, bo pieniądze same w sobie nie są szczęściem – odparła robiąc na chwilę przerwę, by pociągnąć łyk parującego naparu z mięty.
Przymknęła oczy, delektując się efektem swojej pracy.
– Wiosna była deszczowa i liście nabrały dzięki deszczom i słońcu tyle aromatu, ile nie miały przez ostatnich pięć lat – westchnęła. – A co do Adama, to chłopak się po prostu pogubił, bo nikt dotąd nie pokazał mu, co jest tak naprawdę wartościowe w życiu.
– Wiem, Miro. – Posmutniałam.
Jaka moja była w tym wszystkim rola? Co, poza pracą swych rąk wniosłam do tego domu i jak długo w nim będę?
Kasia robotnik, Kasia matka zastępcza, Kasia kochanka, Kasia zabawka…
– Ale Kasiu – wyrwała mnie z zamyślenia – twoje przybycie do tego domu dużo zmieniło. To, że jesteś gotowa zrobić tak wiele dla braci wyraźnie zatrzymało Adama w miejscu.
– Naprawdę? – Podejrzewałam to, lecz usłyszenie takiego stwierdzenia z czyichś ust zrobiło dobrze mojemu ego. – Nie znałam go wcześniej.
– Jest inny, niż kiedyś. – Zapatrzyła się w fusiastą miętę, pływającą w przeźroczystym kubku.
Nie pytałam o więcej, mimo palącej ciekawości. Milczałam wraz z nią, chłonąc chwile spokoju poranka i wygodę werandowych foteli.
Woda w basenie przed nami błyszczała jak zwykle w słońcu, ale nie odważyłabym się do niej wejść.
Nie umiałam pływać.
– To, że jestem stara – Mira przerwała ciszę – nie znaczy, że nie widzę tego, co się między wami dzieje dziecino moja.
Rumieniec podgrzał mi policzki, rozpełzając się po chwili na całą twarz.
– Ale to dobrze kochana. – Poklepała mnie pieszczotliwie po kolanie. – Oby dane mu było docenić cudowność miłości.
I to był koniec rozmowy. Mira odstawiła kubek na kafle tarasu i przymknęła oczy, wsłuchując w świergot ptaków.
– Jeśli tylko nie będzie zbytnio głupi… – mruknęła jeszcze.
***
Cały dzień myślałem o młodej.
Obrazy tego, co robiliśmy dziś rano na stole, przeplatały się ze wspomnieniami naszych rozmów.
Tak naprawdę po raz pierwszy rozmawiałem w ten sposób z kobietą. Nigdy żadnej nie pozwoliłem grzebać sobie w głowie, wyciągać z niej niewygodnych przeżyć. Powrót do wspomnień z dzieciństwa był dla mnie szokiem.
Jak mogłem wyrzucić tyle z głowy i dlaczego?
Zaraz, ona to wyjaśniła. Nie byłem na to gotowy, więc zapomniałem.
Ale dlaczego teraz nagle dojrzałem do tego?!
Jechałem do domu, ciesząc się na jej widok. Nie mogłem się tego doczekać od rana.
Była taka namiętna i rozumiała mnie…
Z zamyślenia, jak młotkiem w głowę dostałem obrazkiem auta Oliwii zaparkowanego przed domem.
A ta czego zaś chce? Przecież ustaliliśmy, że zadzwonię i że nie będzie tutaj przyjeżdżała!
Uparta istota…
Dom wpuścił mnie drzwiami w zapachy jedzenia, na co żołądek zareagował odruchowo głodem i ssaniem.
Praca wciąga i pochłania, przez co zapominam często o piciu nawet.
W kuchni krzątała się młoda, rozkładając talerze i sztućce. Przywitała mnie uśmiechem, by po chwili spochmurnieć. Pewnie przez Oliwię, która siedziała przy stole nad książką.
W momencie, w którym mnie zauważyła, zerwała się z miejsca i podbiegła, rzucając się na szyję.
– Adasiu kochanie! – Ucałowała mnie soczyście w usta. – Tak dawno się nie widzieliśmy, więc postanowiłam zrobić ci niespodziankę.
Była to dla mnie natarczywa ingerencja w życie, zawłaszczanie przestrzeni prywatnej, co do nietykalności której byliśmy umówieni przecież.
Młoda była zajęta kuchennymi sprawami ze skupieniem właściwym obróbce odpadów radioaktywnych. Starała się być niewidzialna i nie widzieć niczego wokół siebie.
– Oliwio… – Odsunąłem ją od siebie, wywołując na jej twarzy grymas oburzenia, który jednak umiejętnie starła szybko. – Miałaś tutaj nie przyjeżdżać i myślałem, że mamy jasność w tej sprawie!
– Ale Adasiu… – wężowym ruchem, wpasowała się między moje ramiona, zaplatając mi swoje w pasie. – Oliwka jest spragniona i potrzebuje prawdziwego mężczyzny. Chcę twojej bliskości.
Jej łaszenie się, pojęcie bliskości, uroda i moja wiedza na temat jej umiejętności, jako świetnej kochanki nie zadziałały na mnie w tej chwili. Myślałem wyłącznie o tym, że Kasia musi się czuć idiotycznie.
Kochaliśmy się zaledwie kilka godzin temu, tymczasem była kochanka napiera na mnie swoją seksualnością w jej obecności.
Była kochanka…
Tak właśnie myślałem o Oliwii!
– Wybacz Oliwia, ale nie będziemy teraz kontynuowali tej rozmowy. – Znów wyplątałem się z niej, jak z bluszczu. – Zadzwonię do ciebie i omówimy to, ok?
Młoda usiadła na „swoim” krześle i obserwowała scenę. Zdawałem najwyraźniej egzamin u niej.
– Ale Adasiu… – Oliwia nie dawała za wygraną – jestem nagrzana, jak kotka i marzę o chwili sam na sam z tobą. Odtrącasz mnie?
I znów stary numer usteczek w dzióbek i spojrzenie spod mrugających rzęs.
Kiedyś to działało, ale nagle przestało. Miałem ochotę poprosić Oliwię mało uprzejmie, by wyszła i zniknęła teraz, zaraz. Nie potrafiłem jednak, nie tak mnie wychowano i dałbym jej takim zachowaniem w pysk, a bądź co bądź sypialiśmy ze sobą.
– Powinnaś jechać do domu – mówiłem spokojnie z ogromnym wysiłkiem. – Zadzwonię do ciebie.
– Ale Adasiu!
Była oburzona i zniesmaczona, a mi to latało i powiewało. Chciałem tylko, by zniknęła mi z oczu, bym mógł zjeść w spokoju obiad. Chciałem być w towarzystwie młodej i Oliwia przeszkadzała mi w tym.
– Pani wizyta skończyła się właśnie. – To były wypowiedziane twardym głosem słowa młodej. – Gospodarz tego domu jest zmęczony po pracy i przyjechał na obiad, więc będzie się pani musiała umówić z nim telefonicznie na wizytę. – Zgarnęła błyszczącą torebkę Oliwii i wcisnęła ją z impetem w jej ramiona. – Teraz dziękujemy za odwiedziny, które skończyły się minutę temu i do zobaczenia w przyszłości. – Delikatnie, acz stanowczo pokierowała Oliwię w stronę drzwi. – Miłego dnia!
Oliwia z rozdziawioną buzią stała w otwartych drzwiach, przeskakując wzrokiem z młodej na mnie i z powrotem.
Jej bezradność wobec stanowczości kilkunastoletniej dziewczyny rozbawiła mnie i nie próbowałem nawet ukryć uśmiechu.
Młoda zatrzasnęła drzwi i odwróciła się do mnie, podpierając się pod boki.
– Może i jestem mała – uniosła zadziornie podbródek – ale niezła sprzątaczka ze mnie, nie uważasz?


Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Mikakamaka:

Matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Anonymous
    | Odpowiedz

    Matko, jakie to okrutnie krótkie 🙁 Piękne, jak zawsze i wszędzie, ale gdzie ta miłość, gdzie ten ogień?
    Pozdrawiam 😉

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    to jest zdecydowanie moje nowe uzależnienie! nie chce nawet myśleć co będzie jak skończyć to opowiadanie, bo chce je czytać caały czas, nawet jeśli miałaby wyjść z tego Moda na sukces!
    ochh chce jeszcze, jeszcze!
    Życzę Ci, żebyś już nie miała chandry, chujowa z nią sprawa.

  3. Anonymous
    | Odpowiedz

    Cudo *.* juz nie mogę doczekać się kolejnej części <3

  4. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Ha! Adaśko zaczyna rozumować co nie co.
    I miałaś rację!
    Zaczynam lubić Kaśkę. 😉

  5. Kajjka
    | Odpowiedz

    Jak ja lubię ucieranie nosa takim hadrom 🙂 Cieszę się, że hormony wróciły na swoje miejsce i do… jutra 😉 Ale zauważyłam pewną prawidłowość… wcześniejsze opowiadania miały po jednej części, potem pojawiła się “Baraka” – 9, “Dług” ma już 8, ale jeszcze jest rozwojowy bo w trakcie, “Takaja” – 26 (na razie), chyba wsiąkłaś w pisanie na serio 🙂

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Bo wczesniejsze opowiadania sa juz ”stare” i Mika na poczatku wrzucala je w calosci a te teraz pisze na biezaco 🙂 a Takaja to calkiem inna sprawa, mogla miec o wiele mniej czesci ale jak Mika wpadla w wir pisania to zarzucala nas czesciami ile tylko mogla, ale niestety krotkimi 🙂

    • Kajjka
      | Odpowiedz

      Wiem :). Jak tu wpadłam po raz pierwszy, to łykałam wsio, jak leciało po kolei. Teraz jednak teksty są wyraźnie dłuższe od tych starszych i nie chodzi o długość dodawanych kawałków. Są po prostu dłuższe, bardziej rozbudowane i bardzo mi się to podoba 🙂 Pisane są ze swadą i bynajmniej się nie dłużą. Przynajmniej mi się nie dłużą. To miałam na myśli pisząc, że Mika wsiąkła na serio 😉

  6. Asia
    | Odpowiedz

    Super. Kasia ma charakterek i pokazuje rogi 😀 A kłótnia braci taka prawdziwa, prawie jak moja rozmowa z bratem x lat temu.
    Mika jedna mała uwaga z mojej strony. Musiałam przeczytać dwa razy akapit żeby załapać że ‘młoda’ poszybowała wspomnieniami do przeszłości. Może takie ‘wspominajki’ zrób kursywą? 🙂 Będzie się lepiej czytało.

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    A ja bym chciała żeby Adam uczył Kasie pływać. Ot co! Moze być ciekawie.. czekan na kolejną część 🙂

  8. Anonymous
    | Odpowiedz

    Niby ok,ale drażni mnie Miry podejście do Adama i Kasi-“super ,ze Kasia mu dała,bo paniątko było takie nieszczęśliwe!”A uczucia młodej już nieważne.Mogła przecież się zatroskać,czy czasem nie było jakiegoś nadużycia…
    l_b

  9. Anonymous
    | Odpowiedz

    Fajna część, króciutka, ale fajna. Już niecierpliwie czekam na ciąg dalszy i cieszę się,że chandra Cię opuściła.

  10. Anonymous
    | Odpowiedz

    Rewelacyjne 🙂 to uzależnia 😉

  11. Magdalena Michalak
    | Odpowiedz

    Mika Mika, zajebiste opowiadania tworzysz! 😀 czekam na więcej 😉

  12. Anonymous
    | Odpowiedz

    mozemy sie dzis spodziewac kolejnej czesci?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Dziś nie, jutro tak.
      Dziś byłoby za krótko, chociaż jutro też przecież będzie za krótko 😉
      Czyż nie?

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      oczywiscie:) zawsze bedzie za malo:) a jak zakonczysz to opowiadanie to nic tylko sznur:p

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Mika, dobrze, że Twoja chandra i hormony poszły już precz 😀
      Zawsze będzie za krótko 😉
      Pozostaje uzbroić się w cierpliwość i doczekać do jutra. Co gorsza przypuszczam, że to jutro to dopiero wieczorem się spełni…
      M.G.

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      No co Ty?
      Będą kolejne historie.
      Pijawa też będzie fajna i osoby nie lubiące tematyki pijawkowej stwierdzą, że się pomyliły, że na początku je odrzuciło.
      Zakład? 😀

  13. Anonymous
    | Odpowiedz

    Powiedz mi tylko czy przewidujesz jakas lekcje plywania albo nauki autem?

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Przewidywałam jedno i drugie, ale mam tak, że jak już coś przewidzicie to mi się przekora włącza :D.
      Więc ani jednego, ani drugiego nie będzie 😀 😀 :D.

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Och 🙁 a szkoda

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Proponuję,żeby dobre w naszym mniemaniu pomysły wysyłać mice na maila,jako i ja czasami czynię.Wtedy nie włącza jej się 100% przekornika,tylko najwyżej 99%.;-)
      l_b

  14. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mika-Kama-N!

  15. Anonymous
    | Odpowiedz

    Moglabys napisac w jakich godzinach chcesz dodac dzisiaj kolejna czesc? Moze wtedy skupie sie na nauce a nie bede odswiezac strony przez caly wieczor.. 😀

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Sęk w tym, że mam tak porąbaną pracę, że nigdy nie wiem co będę robić następnego dnia, czy w weekend.
      Nie jestem w stanie podać godziny, choć zazwyczaj dodaję teksty wieczorami.
      Może lepiej więc wpadać tutaj co drugi, trzeci dzień?
      😀

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Ja tu sie staram zeby wejsc tylko raz na godzine, a Ty mowisz co drugi, trzeci dzien 😀 niewykonalne 😀

  16. Anonymous
    | Odpowiedz

    Mika gdybyśmy wpadali co drugi czy trzeci dzień to byśmy oszaleli…. Twoja twórczość jest naszym uzależnieniem. Odświeżanie co godzine to za mało 😀

  17. Kajjka
    | Odpowiedz

    No… nie ma to jak rozpuścić czytelników :p. Troszkę dyscypliny kochani, nałogowi czytacze 😀

  18. Anonymous
    | Odpowiedz

    Kieeedy dodasz? 😀

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      max godzina (może mniej)

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Dzięki 😀
      Jak na razie najlepsze info mojego dnia.
      M.G.

  19. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    Ooo to ja się już rajcuję i czekam ;3
    ale mam niezły ubaw ;D
    właśnie ojcu powiedziałam jak się uczy jego młodsza latorośl i siedzę i przysłuchuje się jak ją gani i krzyczy i nie umiem powstrzymać się od śmiania ;D

Napisz nam też coś :-)