Takaja żyzń cz. XXVI

with 17 komentarzy
Uprzejmie proszę, o niezgadywanie ciągu dalszego, gdyż ponieważ będę musiała unikać odgadniętych wątków :D.
Tak, wiem przekorny babol ze mnie.
Tak, wiem, za krótko znowu. 😀 😀 😀
Kolejne dni przyniosły papierologię związaną z przejęciem opieki.
Prawnik uświadomił mi prawa i obowiązki przysługujące, jako opiekunowi braci. Obowiązki znałam i wypełniałam od lat.
Z dofinansowania obiadów w szkole, podręczników korzystaliśmy od zawsze.
Pieniędzy ze świadczeń rodzinnych nie powąchaliśmy nigdy. Matka inkasowała je aż do teraz. Stałam się właśnie dumną posiadaczką pierwszego w życiu konta bankowego, na które od dziś miały wpływać pieniądze na braci.
Nie było tego dużo, ale nie mieliśmy też wielkich potrzeb.
Na razie żyliśmy wygodnie, mieszkanie, jedzenie dla naszej czwórki i wszystko w pakiecie z moją pracą.
Głupia nie jestem i zdaję sobie sprawę z chwilowości takiego stanu rzeczy.

Postanowiłam odkładać każdy grosz tym bardziej, że chłopaki nie mieli praktycznie żadnych dodatkowych potrzeb. Nie prosili o telefony, komputer, czy nowe ciuchy.
Cieszyli się ucieczką z syfu rodzinnego domu i tymczasowym lokum.
Ja jednak nie zamierzałam siedzieć na przysłowiowym tyłku, czekając na to, co los przyniesie.
Na ostatnim spotkaniu poprosiłam prawnika o stosowne zaświadczenia dotyczące zatrudnienia, wysokości dochodów i pojechałam do centrum, do urzędu miasta. Zamierzałam złożyć wniosek o mieszkanie.
Wiedziałam, że trzeba na nie poczekać, odstać swoją papierową kolejkę w kuwecie na biurku, ale nie martwiło mnie to. Dawało natomiast nadzieję na niezależność kiedyś, samowystarczalność.
Urząd miasta, moloch, mnóstwo ludzi i windy…
Nie cierpię wind, w szczególności tych pudełkowatych, których drzwi zamykają się za tobą i nie widzisz przesuwającej się przestrzeni. Czujesz nacisk w żołądku, gdy ta rusza i wpatrujesz się w czerwone cyferki wyświetlacza.
– Mówiłam ci, że nie masz prawa ruszać moich kosmetyków ty małe ścierwo!
Dopiero w momencie uderzenia w głowę, dotarło do mnie co zrobiłam. Wiedziałam przecież, że nie wolno mi bawić się kredkami i szminkami mamy, ale ta nowa, ta w złotej obudowie tak kusząco błyszczała i tak ładnie pachniała, że nie potrafiłam się oprzeć.
Stałam teraz przed wściekłą mamą, a ta klepała mnie po głowie. Nie czułam bólu, czułam strach.
Wiedziałam, co będzie za chwilę.
– Do szafy! – wrzasnęła. – Posiedzisz w środku, to następnym razem nie dotkniesz mojej własności.
– Ale mamo, ja przepraszam. – Czułam łzy wyciskające się z oczu. – Ona była taka śliczna, jak zabawka!
– To moja szminka złodziejko.- Płaczem zdenerwowałam ją jeszcze bardziej. – Właź do szafy!
Nie powinnam była dotykać szminki, mogłam też nie płakać. Teraz będzie kara.
Do środka weszłam samodzielnie. Nie lubiłam, gdy mnie do niej wpychała. Wtedy bardziej się bałam.
Śmierdzące płaszcze wiszące na wieszakach, stare, zwinięte pościele i ręczniki i ja, wystraszona ośmiolatka między nimi. Wiedziałam co będzie dalej.
Szczęk klucza przekręcanego w zamku, ciemność i zaduch wdychany do płuc, cisza.
Będziemy z Tomkiem sami w mieszkaniu i jak zwykle przywołam go do szczeliny między drzwiami, by mu coś opowiedzieć, zaśpiewać, inaczej mógłby zrobić sobie krzywdę, lub bać się i płakać.
Nie powinien być jeszcze głodny, bo babcia Stenia go karmiła, gdy byłam w szkole.
Wiem, że to nie jest prawdziwa babcia, ale pomaga nam i chyba nas kocha.
Długie, ciemne godziny. Nogi zdrętwiały i chce mi się siku, ale muszę wytrzymać…
Piąte piętro, wydział mieszkaniowy, jak głosi wykaz na ścianie.
Wybrałam schody, pieprzę to jeżdżące pudło.
Pokój pięćset piętnaście, starszy mężczyzna przy biurku założonym stosami dokumentów i komputer pośrodku. Plakietka skierowana do petentów tytułuje go Krzysztofem, magistrem jakimś tam.
– W czym mogę pomóc młoda damo?
Jak to ładnie zabrzmiało…
Wyjaśniam z uśmiechem, jego brwi zadają pytanie „co ja tu robię?”
To samo pytanie, lecz w innej formie pada z ust. Wyjaśniam, opisuję swoją sytuację w skrócie.
– Proszę usiąść – mówi.
Siadam i milczymy, pan Krzysztof skanuje mnie wzrokiem, później zadaje mnóstwo pytań.
Czy zawsze jest ich tyle przed złożeniem wniosku?
W ciągu dalszej wymiany pytań na odpowiedzi okazuje się, że zestaw pytań był nietypowy. Trafiłam oto na dobrą duszę, która przejęła się naszym losem.
– Też pochodzę z takiej rodziny. – Podaje mi wniosek i długopis. – Doskonale panią rozumiem. Moja starsza siostra wyrwała się z domu przy pierwszej okazji i uciekła ze swoim chłopakiem. Ja zostałem. Szkoda, że ona nie miała tyle odwagi co pani. Do dzisiaj nie rozmawiamy ze sobą.
Znów nie wiem, co mu odpowiedzieć jak wtedy, gdy Mira opowiedziała mi o śmierci swojego synka.
Pan Krzysztof nie czeka jednak na pocieszenie. On krok po kroku wypełnia ze mną mój wniosek, a właściwie dyktuje co i gdzie mam pisać.
– Nie obiecuję, że będzie szybko. – Stempluje wniosek i opisuje nadając mu tym samym bieg. – Przy dobrych wiatrach może udać się w ciągu roku dostać przydział.
– Dziękuję panu. – Ściskam mu dłonie, wzruszenie ściska mi gardło. – Dam radę i przez dwa. Bóg mi pana zesłał.
Widzę, że się cieszy bo pomaga, ale w oczach czai się również smutek. Czy patrząc na mnie widzi swoją siostrę?
Dziękuję, żegnam się i wychodzę. Na windę oczywiście nie czekam.
Wybiegam z urzędu radosna, uzbrojona w pozytywne myślenie i łup! Rzeczywistość.
Przed wejściem stoi nikt inny, tylko Oliwia. Piękna, elegancka i pachnąca słodko na kilometr.
Mam nadzieję, że przemknę się niezauważona. Rozmawia z równie eleganckim mężczyzną w garniturze i ten spogląda na mnie, przechwytuję to spojrzenie, a za jego wzrokiem podążają oczy Oliwii i te zwężają się w żmijowe szparki.
– Kasiu… – wyraz jej umalowanych ślepi zmienia się z wściekłego w przebiegły.
Zaplanowała coś sucz najwyraźniej. Szybka jest!
– Pozwól, że cię przedstawię. – Uśmiecha się obłudnie. – To jest Andrzej, wiceprezydent miasta.
Teraz nie wypada już się ewakuować, a jedynie grzecznie wyciągnąć łapkę i przedstawić się.
– Miło mi.. – Potrząsnęłam dłoń Andrzeja, potrząsając równocześnie puszkę Pandory we własnej głowie. – Jestem Kasia, sprzątaczka posesji i nowa kochanka jej byłego.
Szczęka opadła jej ku ziemi. Białe, wypielęgnowane za grubą kasę ząbki Oliwki, toczą się po chodniku.
Oliwia zamarła, Andrzej parsknął, po czym chrząknął grzecznie.
– Zostawię panie same…
Ukłonił się, mrugając wcześniej do mnie zawadiacko i odszedł.
– Ty mała zdziro… – syknęła do mnie.
– Co, zużyta zdziro – odwarknęłam.
– Co ty sobie myślisz?! – Zacisnęła wypielęgnowane rączęta na wysokości piersi.
Jej usta wciągnęły się prawie w głąb jamy ustnej ze złości, oczy wyglądały, jak skupisko sztucznych rzęs wokół szparek oczu.
– Myślę sobie Oliwciu – odparłam z całym spokojem, na jaki było mnie stać, pomimo przemożnej chęci przylutowania w tą wypacykowaną mordeczkę – że twoja dekada u boku Adasia dobiega końcowi i będzie dla ciebie lepiej, jeśli zaakceptujesz tę smutną prawdę i przestaniesz na mnie napierać.
– Ty mała… – syknęła znowu.
– Może i mała – przerwałam jej – ale zajebista! Tego nie kupisz za pieniądze i nie nauczysz się.
– Wyszłaś z gnoju społecznego. – Próbowała mnie wcisnąć w moralny kanał. – Wrócisz na swoje miejsce, bo takie jak ty nie zmieniają się wraz ze zmianą fiuta, którego w siebie wpuszczają – mówiła coraz głośniej. – Jesteś plebs, nizina społeczna, gnojowisko!
– I uważasz pewnie, że jestem dla niego nieodpowiednia? – Podpuszczałam ją. – Taki zbuntowany anioł?
– Zbuntowany anioł?! – krzyczała już prawie. – Młodociana ździra szukająca bogatej partii! Sprzątaczka, której coś się pomyliło i myśli, że może awansować społecznie, a nadaje się wyłącznie do sprzątania kibli na dworcu! Adam i tak wróci do mnie, jak się tylko tobą nasyci, bo zawsze tak robił. Nie masz mu nic do zaoferowania na dłuższą metę – dodała ciszej, opanowując się odrobinę.
Kiedyś zabolałoby, teraz zaswędziało ledwie.
Nie jestem posiadaczką dóbr niespożytych, ale jestem silna.
Wyrwałam trzech chłopaków z gówna, zakręciłam wokół swojego tyłka dorosłego faceta, bez większego wysiłku i odbiłam go tej bogatej i wygładzonej zewnętrznie laluni.
Byłam wzorową uczennicą, dbałam od zawsze o chłopaków, przeżyłam zamykanie w szafie i inne gówna serwowane mi przez szanownych rodzicieli, więc rzucanie jadem przez kosmetycznie wypośrodkowaną w czasowym zużyciu jednostkę płci żeńskiej, nie mogło zburzyć postrzegania własnej osoby.
– Wiesz co, Oliwko? – Uśmiechnęłam się spokojnie. – Po pierwsze Adam był moim pierwszym facetem i tego nie przebijesz. Pochodzę z bagna i w tym bagnie nauczyłam się pływać, jak żaba. – Nie miałam zamiaru dać jej spokoju na płaszczyźnie różnic pochodzeniowych. – W moim gnoju utonęłabyś z pierwszym ruchem ramion. I wytrzyj buźkę, bo się poplułaś i umów się na jakieś zastrzyki, bo z nerwów wyskoczyła ci właśnie nowa zmarszczka.
Rejestrowałam każde drgnięcie mięśni twarzy, jej nerwowy oddech i brwi, które powiedziały mi, że wygrałam.
Była bogata, zepsuta i przyzwyczajona do łatwych zwycięstw popartych wyimaginowanym oddziaływaniem pieniędzy.
Ja pieniędzy nie miałam i potrafiłam sobie dać radę z ich ciągłym brakiem.
Ona wyczuła, że nie ma na mnie haka.
Ja wyczułam, że właśnie odpuszcza.
Odwróciłam się na pięcie, zostawiając jej napęczniałe ego za sobą.
 
***
Młoda wparowała do domu, jak huragan. Rozwiane włosy, dwa halogeny zamiast oczu i uśmiech.
– Czym się tak cieszysz? – Mira uprzedziła mnie, pytając.
– Byłam w urzędzie i złożyłam wniosek o przydział mieszkania!
Widać było, jak bardzo się cieszy.
Ja poczułem coś wręcz odwrotnego. Czego się idiota spodziewałem? Przecież taka dziewczyna nie będzie całe życie sprzątaczką.
– Wyprowadzacie się? – Mirze opadły ręce, łyżka rozchlapała sos.
– Mam nadzieję, że przez najbliższy rok nie wyrzucicie nas jeszcze, bo to najkrótszy okres oczekiwania na przydział – odparła, patrząc na mnie. – To, że zmienię miejsce zamieszkania nie znaczy, że rzucę pracę.
Ulga i niepokój.
Rok, to sporo czasu, ale co później?
Tak bardzo, jak kiedyś przeszkadzał mi nadmiar ludzi w domu, wrzaski dzieciaków i zniszczenia przez nie poczynione, tak teraz nie potrafiłem sobie wyobrazić ich braku!
Będzie za cicho, za pusto, za mało…
– No to chociaż rok. – Mira wróciła do mieszania potrawy.- Chociaż rok…
– Teraz muszę zorganizować chłopakom obóz harcerski. – Szorowała energicznie ręce, myjąc je z chirurgiczną dokładnością.
– Kacperek też pojedzie? – Mira znów rozchlapała sos.
– Nie Miro. – Młoda uspokoiła ją. – Jeszcze za mały jest. Nie jestem na to gotowa.
– No właśnie. – W głosie Miry słyszałem radość i ulgę. – No właśnie…
Wpadł mi do głowy pomysł.
– Kasiu. – Zwróciłem na siebie jej uwagę. – Czy masz chwilę na małą naradę w ogrodzie?
– Mam – uśmiechnęła się do mnie – ale może wygodniej w twoim gabinecie?
Oho! Robimy postępy!
Nim przyszła, walczyłem z myślami. To co chciałem jej zaproponować wyszło ze mnie ze środka i było kompletnie nieprzemyślane. Nie zachowywałem się dotąd w ten sposób, ale nie pragnąłem nigdy wcześniej uszczęśliwiać innych. Teraz tak czułem i gdybym włączył analizę, tobym po prostu stchórzył.
– Jestem. – Stała chwilę w drzwiach, a w końcu weszła do środka. – Co to za narada? Mów bez wstępów, bo się denerwuję.
– Chodzi o wakacje – wypaliłem więc. – O nasz wspólny wyjazd.
Zaskoczyłem ją. Cholera, a może to głupia propozycja i popsuje wszystko, bo ona wcale nie ma ochoty na to?!
– Adamie. – Spokój w głosie i rezerwa na twarzy. – Ja nie mogę zostawić chłopaków i tak po prostu wyjechać.
– Nie każę ci ich zostawiać. – Ulga w duszy i nadzieja sercu. – Miałem na myśli wspólny wyjazd.
– Razem w piątkę?! – Nie wierzyła w moją propozycję. – Czy ty wiesz, co proponujesz?
– Pakujemy się, wsiadamy w samolot i lecimy gdzieś. – Nie rozumiałem jej pytania.
– Nie zgodzę się na takie koszty. – Opadła na oparcie krzesła. – I nie wiem, czy jesteś gotowy na tyle dzieci w dzieciach.
– Rozumiem, że cię zaskoczyłem – musiałem zostawić ją z propozycją, musiała ją przetrawić. – Prześpij się z tym i przemyśl, wrócimy do rozmowy w najbliższych dniach. Proponuję wypad w słoneczne miejsce i ty wybierz dokąd. Miałem lecieć na wakacje z Oliwią, ale to było przedtem. Teraz jest inaczej.

Oto Mikakamaka:

Czyli Monika - matka i żona, do zeszłego roku również gastronom. Miłość do pisania pojawiła się nagle i intensywnie trwa od pięciu lat. Kocham pisać o ludziach i tym, co dzieje się w ich głowach. Miłość i seks rodzi się w głowie, więc staram się nie pomijać niczego istotnego ;-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Mariet Węgorowska
    | Odpowiedz

    I nagle zobaczyłam Milagros przez UM ;D

  2. Anonymous
    | Odpowiedz

    Ale się uśmiałam przy akcji z Oliwią 😀 oj Mika, potrafisz poprawic humor ;D

  3. Kajjka
    | Odpowiedz

    No i mnie się banan przylepił do twarzy 🙂 Uzbrajam się wcierpliwość i czekam na… co dalej 🙂

  4. Anonymous
    | Odpowiedz

    Super 🙂
    Z potyczki słownej obśmiałam się jak norka. Kaśka się wyrabia.
    Mika, dzięki za idealny opis Oliwii “kosmetycznie wypośrodkowaną w czasowym zużyciu jednostkę płci żeńskiej” – i nie wiem czemu skojarzyłam ją wizerunkowo z pozbawionymi rysów twarzy ofiarami chirurgii plastycznej.
    M.G.

  5. Mokosz M
    | Odpowiedz

    “kosmetycznie wypośrodkowana w czasowym zużyciu jednostka płci żeńskiej” – genialny opis! Na pewno nie zapamiętam, ale radość z czytania miałam ogromną 🙂

  6. Anonymous
    | Odpowiedz

    A co z jeżem…? :/

  7. Anonymous
    | Odpowiedz

    bedzie cos dzisiaj? 🙂

  8. Anonymous
    | Odpowiedz

    foch na całego, do jutra nie wytrzymamy 😛 a część swietna 🙂 młoda dała czadu 😀

  9. Anonymous
    | Odpowiedz

    Proszee dodaj dziś jeszcze jedna część. Może chociaż Twój tekst poprawi mi dzisiejszy beznadziejny humor…

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Też miałam dziś nastrój z półki “CZARNA DUPA”, ale moje nastoletnie dziecko puściło mi to:

      i polepszyło mi się. Teraz siedzę i uśmiecham się, jak czubek.
      Najbardziej podobał mi się taniec kolesia w koszulce w pomarańczowe paski 😀
      JAK JA KOCHAM TAKIE IDIOTYZMY!!!

  10. Anonymous
    | Odpowiedz

    😀 haha dobre 😀

  11. Anonymous
    | Odpowiedz

    no daj coś bo zaraz umre na zawał mózgu z nadmiaru wiedzy do wkucia :/ wrrr
    a Twoje opowiadania to taka miła chwila relaksu 😀

    • mika kamaka
      | Odpowiedz

      Nie dam, bo nie mam 😀
      Dam to:


      W tym najbardziej spodobał mi się CZŁOWIEK – PIANA!

      I dam jeszcze tytuł zajebistego serialu (przynajmniej pierwszych pięć odcinków, bo tyle łyknęłam)
      “Queer as folk”
      Stanie się na bank motywem przewodnim kolejnego opo:D

    • Anonymous
      | Odpowiedz

      Kto Ci podesłał 😉
      “Queer as folk US”powinno być!
      A na rozchmurzenie totalne:
      “Two Broken Girls”!

      l_b

  12. Anonymous
    | Odpowiedz

    Bedzie dzisiaj cos nowego? :))

  13. Anonymous
    | Odpowiedz

    Może i to durne skoro wszyscy kibicują młodej, ale mi jest jakoś żal Oliwii. Może i ona starsza i zepsuta, ale co jeśli kochała go po swojemu, a tu sie zjawia mała seksowna dziewczynka i odbija jej faceta i w dodatku wszyscy jej kibicują …

Napisz nam też coś :-)