Trzy mile dalej pod tym samym niebem (III)

with 23 komentarze
nostalgiczne opowiadanie o miłości
Kierując się opiniami czytelników, a także własną intuicją, postanowiłam zmienić prawie połowę tego, co napisałam. Faktycznie, czytając starą wersję, coś mi tam nieprzyjemnie zgrzytało w niektórych momentach. Czegoś brakowało.
Myślę, że nowa wersja bardziej się spodoba.

 

Startowało tylko dziesięciu zawodników. Każdy wystrojony w ciuchy o krzykliwych kolorach, ozdobach udziwnionych, aż do przesady. Wśród nich wszystkich Simon zdawał się być niemal duchem, niezauważalnym cieniem w tym swoim prostym, ciemnoszarym kombinezonie.

Ale Tess nie ciekawili wielobarwni cudacy, nie interesowały stawiane zakłady, o to, kto tym razem będzie zwycięzcą.

Wpatrywała się tylko w jeden punkt, w pochylonego nad swą maszyną zawodnika numer siedem.

Gdzież u diabła był ten jego nawigator?

W końcu zauważyła niepozornego, cherlawego okularnika, który zjawił się tuż obok Simona. Przez chwilę obaj rozmawiali, po czym pożegnali się serdecznym uściskiem dłoni i chudzielec udał się na miejsce dla nawigatora.

Można powiedzieć, że odetchnęła z ulgą. Przynajmniej częściowo.

Potem pojawiły się kolejne niewesołe myśli. Wspomnienia pogłosek, że połowa biorących udział w takich wyścigach, lądowała na cmentarzu, dwóch czy trzech w szpitalu, a do mety docierała pozostała garstka.

Po co on to robił? Dla pieniędzy? Dla sławy? Po co narażał własne życie w tak lekkomyślny, pozbawiony sensu sposób?

Zacisnęła dłonie w pięści, bo zawodników wezwano na start. Ustawili się w jednym rzędzie, mierząc czujnie spojrzeniami, nerwowo dotykając pedału gazu.

A potem ruszyli. Huk silników zlał się w jedno, z głośnym wyciem ogarniętego euforią tłumu. Tess najchętniej zamknęłaby oczy i przeczekała ten cały wyścig, ale okazało się to jeszcze gorszym rozwiązaniem. Wśród tego całego hałasu, trudno było wyłowić głos informujący o tym, kto prowadzi.

Z początku czuła tylko dławiące przerażenie i oszalałe z emocji serce, które biło z taką siłą, jakby chciało się z niej wydostać.

Potem dała się ponieść emocjom, krzyczała razem z pozostałymi, wiwatowała, przestała zwracać uwagę na to, że odpadali kolejni zawodnicy. Obchodził ją tylko Simon.

A ten od samego początku był na prowadzeniu. Wyglądało to niemal, jakby pokonał wszystkich od niechcenia, bez jakiegokolwiek trudu.

Dojechał do mety, a chwilę później dwóch innych zawodników. Reszta nie miała tego szczęścia, ale Tess ani trochę nie obchodziło, co się z nimi stało.

Po przeżytych emocjach wciąż miała miękkie kolana. Rozkrzyczany, ogarnięty szałem tłum falował, wykrzykując imię swego bohatera.Pomimo wrodzonej pewności siebie, Tess czuła się zagubiona i zdezorientowana. Xander gdzieś zniknął, a Simona otaczało tyle osób, że ciężko było przebić się przez ten żywy mur. Dosłownie przepychała się łokciami. W końcu dotarła niemal do celu, czerwona i spocona, z włosami w malowniczym nieładzie.

Oczywiście miała zamiar rzucić się zwycięzcy na szyję, częściowo także z powodu ulgi jaką czuła. W końcu był cały i żywy, a w dodatku wygrał.

Tylko, że miejsce przy jego boku było już zajęte…

Simon całował namiętnie jakąś na wpół nagą brunetkę, o wyraźnie wyeksponowanych walorach i nieziemsko długich nogach. Jedną dłoń wplótł w jej włosy, drugą zaciskał na krągłym pośladku, nie pozostawiając patrzącym cienia wątpliwości co do czerpanej z tego przyjemności.

Tessa zamarła, czując na dławiący ucisk w gardle i gorycz w sercu, bijącym tak mocno, iż wydawało się, że w każdej chwili wyrwie się z piersi. Nagle poczuła się małą, nieciekawą szarą myszką, która czym prędzej powinna czmychnąć do swej norki.

Oczy wypełniły jej się łzami i wtedy napotkała wzrok Simona, wciąż całującego nieznajomą lafiryndę. Drwiący, wyraźnie dający jej do zrozumienia, że woli właśnie taką nagrodę…

Odwróciła się i z całej siły zaczęła przeciskać się w odwrotną stronę. Nie zważała na to, że drze ubranie, że z wytwornej fryzury nie pozostało nawet wspomnienie, że zgubiła gdzieś torebkę. Chciała uciec, jak najdalej od tego miejsca, jak najdalej od niego. Po co w ogóle tu przyszła? Co właściwie sobie wyobrażała?

W końcu udało jej się wyrwać. Zdjęła buty i odrzuciła je na bok. Co jej po kilkucentymetrowym obcasie, skoro i tak miała krótkie, solidnie zbudowane nogi? Nie takie, które sięgają nieba…

Otuliła się ramionami i wybuchła płaczem. Miała w nosie co pomyślą mijający ją ludzie, zresztą i tak nikt nie zwracał na nią uwagi.

Nie pamiętała jak i kiedy dotarła do domu. Nie odebrała telefonu od Alex, mimo że ta dzwoniła niemal bez przerwy. W końcu napisała tylko krótką wiadomość, że jest cała i zobaczą się jutro.

Czuła, że jej serce rozpadło się na całkiem malutkie kawałeczki. Tym razem nie musiała przed sobą ukrywać, że najzwyczajniej w świecie, lecz także całkiem głupio i niepotrzebnie się zakochała.

***

Alex zamyślona siedziała przy stole, wciąż wytrwale wystukując numer Simona. Jej randka okazała się cudowna, zadowolenie przyćmił jednak teraz niepokój o Tess.

Co się mogło stać?

W końcu odebrał.

– Co do diabła się stało na wyścigach? – wybuchła, gdy tylko zobaczyła jego zaspaną twarz.

Ziewnął i drapiąc się po nieogolonym podbródku wskazał ręką za siebie.

– Nie jestem sam.

– Miałeś opiekować się Tess!

– Nie jestem niczyją niańką – burknął nieuprzejmie. – A z tobą jeszcze sobie porozmawiam – dodał z pogróżką w głosie.

Nagle jakby zrozumiał, o kim mowa.

– Czy coś się stało? – Tym razem okazał wyraźny niepokój. – Chyba wróciła cała i zdrowa?

– Niezupełnie…

Przez chwilę obserwowała, jak zmienia się wyraz jego twarzy.

– Chcesz powiedzieć, że ktoś… Kto?! Zabiję drania jak tylko go dorwę! – Zacisnął dłonie w pięści. Przez chwilę miała wrażenie, że w nagłym napadzie szału roztrzaska ekran videofonu.

– To stań przed lustrem i solidnie sobie przyłóż! – powiedziała szyderczo i rozłączyła się. Następnie zablokowała przychodzące rozmowy i sama położyła się spać, usiłując nie myśleć o całym tym, bogatym w przeróżne wydarzenia, wieczorze.

4.

Odebrała połączenie tylko dlatego, że chciała dowiedzieć się jak minęła randka Alex.

– Mów jak było? – powiedziała zamiast powitania.

Przyjaciółka przyjrzała się jej z troską. Tess była bardzo blada, a pod oczyma miała ogromne, ciemnoszare cienie.

– Kochanie, co się stało?

– Nie martw się mną. Zawiedzione nadzieje, urażona duma i tym podobne głupoty.

– Powiem tak – w zasadzie jestem z tego zadowolona.

– No tak…

– Nie zrozum mnie źle, ale Simon naprawdę nie jest odpowiednim kandydatem do jakichkolwiek związków.

– Mam chociaż nadzieję, że Odrin jest?

– Tak – Alex westchnęła. – I miałaś rację, on rzeczywiście jest taki… Taki…

– Bez jajowy – podsunęła usłużnie przyjaciółka.

– Delikatny, marzycielski, czuły. To lepsze słowa – odparowała tamta z wyrzutem. – I właśnie to mi się w nim podoba.

– No cóż. Akurat ja nie powinnam się wypowiadać na ten temat.

– Simon to bardzo zły wybór – Alex ze spokojem spojrzała w jej zmęczoną twarz. – Z różnych względów. Gdyby tak bardzo nie zależało mi na Odrinie, nigdy nie zgodziłabym się na ten głupi pomysł z wyścigiem.

– Nie truj!Dobrze się stało. Budowałabym zamki z piasku, które zmyłaby potem pierwsza lepsza fala. A tak wiem, czego mogę się po tym dupku spodziewać. Bez urazy – dodała na wszelki wypadek. W końcu był najbliższym kuzynem Alex.

Ale tamta roześmiała się z ulgą.

– Muszę kończyć. Za dwie godzinki wpadnie do mnie Odrin.

Zadumana Tess jeszcze przed dłuższą chwilę patrzyła na wygaszony ekran. Dotknęła swoich warg i ze smutkiem stwierdziła, że to wszystko nic nie było warte.

Wciąż w piżamie, poczłapała do łazienki. Na szczęście jej rodzice zapowiedzieli dziś rano trzydniową nieobecność. Mało ją to obeszło, wręcz była zadowolona z takiego obrotu sytuacji. Przynajmniej mogła się w spokoju pomartwić, kurując złamane serce.

Z niechęcią spojrzała w lustro. Potem odkręciła kurki wody przy wannie i do przepastnego wnętrza wlała prawie całe opakowanie lawendowego płynu. Miała absurdalną ochotę na długą, bardzo długą kąpiel w bąbelkach.

Ubranie cisnęła w kąt, rozpuściła włosy i z cichym westchnieniem zanurzyła się w aromatycznie pachnącej wodzie. I w całej masie piany.

Pod wpływem wilgoci, jej i tak już kręcone włosy, zwinęły się w jeszcze bardziej wyraziste pukle. Tess nawinęła jeden kosmyk na palec i z zastanowieniem przyjrzała się jego ciemnobrązowemu kolorowi. Był nijaki. Nigdy dotąd tak nie myślała, ale teraz… Chciałaby być nieskończenie piękna, kusząca nogami do nieba i całą masą innych szczegółów. A tymczasem z lustra wiszącego naprzeciwko, spoglądała na nią przygaszona, szczupła twarz, o trójkątnym podbródku, ogromnych brązowo–zielonych oczach i wyrazistych, stanowczych ustach, w otoczeniu całej burzy ciemnych loków. Nagle przestało się jej podobać, to co widziała.

Pochyliła głowę, otuliła się ramionami i rozpłakała. Rozczulała się już tak nad sobą dobrą chwilę, gdy tuż obok usłyszała cichy szelest. Spojrzała w kierunku, z którego dochodził i znieruchomiała.

Na skraju wanny wpuszczonej w podłogę, kucał Simon, przyglądając się jej z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

– Co ty tu u diabła robisz? – warknęła z wściekłością. W panice zanurzyła się aż po podbródek.

Zaczął się śmiać. Wciąż bezczelnie pewny swego uroku, wciąż triumfujący.

– Przyszedłem po swoją wygraną.

– O ile wiem, to wypłacił ci już ją ktoś inny – odparła z ironią. – Więc wynocha!

– Mogę się przyłączyć?

Nie odpowiedziała, tylko zaczęła chwytać to, co miała pod ręką i rzucała w niego. Przed butelką z szamponem i kostką mydła zręcznie się uchylił. Ale już przed płynem do kąpieli nie dał rady.

W ciemnych oczach pojawiła się groźba. Ale Tess nie przestraszyła się tego. Nie zwróciła nawet uwagi na spojrzenie, którym obrzucił jej na wpół nagie ciało, wynurzające się z białej piany przy każdym ruchu.

Zacisnął usta, aż zmieniły się w wąską kreskę.

W ułamku sekundy znalazł się tuż przy niej i podniósł jej głowę do góry, ściskając podbródek.

– A jednak się przyłączę – rzekł miękko, wodząc opuszkiem palca po wyrazistych ustach dziewczyny.

Zsunął dłoń niżej, docierając aż do ociekających wodą piersi, z resztkami piany.

Ze złością chwyciła go za nogawkę spodni i nie myśląc nad sensem swych poczynań, pociągnęła w dół, do wanny.

Wpadł z głośnym chlupotem, a po całej łazience rozprysła się woda.

Na chwilę całkowicie się zanurzył, a potem wyprysnął w górę energicznie parskając. Otarł twarz obiema rękoma z piany, i spojrzał na nią rozbawiony.

– Wynocha z mojej wanny i mojego domu! – wrzasnęła, złością usiłując pokryć zmieszanie.

– Masz piękny dom kociaku.

– Ty mnie w ogóle nie słuchasz?!

– Niezupełnie. Powiedzmy, że wsłuchuję się w mowę twego ciała – mruknął, przyciągając ją ku sobie.

– Łapy precz! – wierzchem dłoni uderzyła go w twarz.

Jej pogardliwy ton, hardo uniesiony podbródek, jej upór i uroda, podpaliły lont wybuchowej mieszanki uczuć, od tak dawna kotłujących się w sercu Simona.Z sarkazmem zdążył jeszcze pomyśleć, że na nic się zdała ubiegła noc, gdy usiłował zaspokoić zmysły w objęciach przypadkowej kochanki.

Obecność Tess działała na niego w niewyjaśniony, irracjonalny sposób. W jej towarzystwie pragnął tylko jednego!Chciał dotyku drobnych dłoni na swej skórze, pocałunków, pieszczot.

A teraz dodatkowo, widok nagiej Tess, mokrej, zarumienionej, z błyskiem wściekłości w pięknych oczach, doprowadził go na skraj szaleństwa.

Unieruchomił jej ramiona i z pomrukiem zadowolenia, zanurzył twarz w sterczących piersiach, łapczywie pieszcząc każdy ich skrawek, na zmianę ssąc lub przygryzając stwardniałe sutki.

Wrzasnęła ze złości. Uśmiechnął się słysząc ten wrzask. A potem wyprostował i spojrzał prosto w ogromne, błyszczące gniewem oczy. Miała przy tym surowo zaciśnięte wargi i szybki, płytki oddech.

– Jestem od ciebie silniejszy Tereso.

– I co ci to da, kiedy wsadzą cię do mamra z gwałt?

Pochylił się i choć odsunęła twarz, to i tak nie zdołała uniknąć jego ust. Całował ją powoli, z ukrytym żarem, nie zważając na okazywaną niechęć. I słusznie, bo Tess nie miała siły, by zbyt długo się opierać. Po pierwszych sekundach sprzeciwu, odwzajemniła pocałunek.

A potem chciała więcej, mocniej.

Nagle stała się niczym wygłodniałe zwierzę; przylgnęła do Simona, chcą poczuć go każdym milimetrem nagiej skóry. Pieściła muskularne ramiona, zaciskała palce na mokrym materiale koszulki.

Ale on równie szybko przerwał, to co zaczął.

Ciężko oddychając wpatrywał się w zarumienioną twarz Tess, w szeroko otwarte pełne podniecenia oczy.

Nadeszło opamiętanie. Nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego akurat w tym momencie.

– Nie kociaku – odezwał się w końcu ściszonym głosem, ochrypłym z emocji. – Ten żart zaszedł za daleko.

– Żart? – Jej oczy błyskawicznie zmieniły swój wyraz. – Żart?! – wrzasnęła nieoczekiwanie. – Jestem dla ciebie żartem?!

Chwycił ją i mocno przytulił do piersi. Próbowała się wyrwać, ale nie miała żadnych szans, Simon trzymał ją w iście żelaznym uścisku.

– Nie jesteś – wyszeptał cicho. – Gdybyś była, nie miałbym jakichkolwiek obiekcji, choćby twój ojciec był samym bogiem.

Rozpłakała się.

– No cicho. – Lekko się odsunął i ujął jej twarz w obie dłonie. Kciukami delikatnie pieścił policzki. – Jesteś w moich myślach, nawiedzasz wszystkie sny Tereso, ale nie możemy. Nigdy nie będę dla ciebie odpowiedni.

– Ty, głupcze! Ty skończony idioto! – Uwolnione dłonie zacisnęła w pięści i w takt każdego słowa uderzała w jego pierś.

Przełknął ślinę. Powoli głos zdrowego rozsądku przestał się liczyć. Już dawno powinien był odejść. Ba! W ogóle nie miał tu przychodzić. Ale tęsknota, by ponownie ujrzeć jej twarz, dotknąć ust, była zbyt wielka.

– Jak taka krucha dziewczyna może doprowadzić do prawdziwego szaleństwa? – spytał w zadumie, przesuwając dłonią po zgrabnym obojczyku, docierając do krągłej piersi.

– Dlaczego wczoraj postąpiłeś tak podle?

– Nie jestem…

– Cicho! – położyła mu palec na ustach. – Przestań!

Dłoń Simona zawróciła ku jej twarzy. Niesłychanie delikatnie pieściła policzek, przesunęła się nabrzmiałych wargach, figlarnie musnęła czubek nosa.

Pochylił się i oparł czoło o czoło Tessy. Spojrzał głęboko we wzniesione ku górze oczy dziewczyny.

– Nie odchodź – szepnęła cichutko.

– Nie jestem z kamienia Tess. A ty doprowadzasz mnie do szaleństwa.

– Chcę więcej.

– Gdzieś ty była całe moje życie? – uśmiechnął się czule.

– Trzy mile dalej, pod tym samym niebem – odwzajemniła uśmiech.

– Aż trzy mile… – Jego źrenice pociemniały. Nagle pocałował ją, głodny, spragniony, ale wciąż panujący nad swymi czynami. To był pocałunek pełen żaru, ukrytej namiętności.

– Muszę iść…

– Jesteś cały mokry.

– Wyschnę po drodze. Albo przebiorę się u tej laski, którą wczoraj poznałem.

Zielone oczy pociemniały. Tess zagryzła wargi, znieruchomiała i z całych sił usiłowała powstrzymać cisnące się łzy. Jak ten drań mógł?

Ale Simon nie odszedł bez pożegnania. Skapitulował. Nie potrafił kłamać, patrząc w te jej piękne, szczere oczy.

– Och, kociaku! Przecież żartowałem. Wiesz, że tylko ty czarujesz mnie uśmiechem od samego początku?

– Zaklęcie miłości to moja specjalność! – Sama nie rozumiała, skąd brała tak odważne słowa.

Ale on zrozumiał. Delikatnie dotknął kuszących swą miękkością warg i wyszeptał:

– W takim razie, muszę powiedzieć, że chyba zadziałało, bo się w tobie zakochałem…

A potem po prostu wyskoczył z wanny i nie odwracając się, wyszedł.

Znieruchomiała z wrażenia Teresa, jeszcze bardzo długo tkwiła nieruchomo w miejscu, usiłując uspokoić bijące jak oszalałe serce.

Oto Babeczka:

Czyli Agnieszka - matka, żona, matematyk. Piszę od bardzo dawna, publikuję od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie życia bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Monika Inglot
    | Odpowiedz

    Hmm, faktycznie ta wersja bardziej mi sie podoba. Czekam na ciąg dalszy. No i oczywiście na zakończenie Historii… Czuje, że tamto opowiadanie zmierza już w dobrym kierunku, więc czekam z niecierpliwością 🙂

  2. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Świetne opowiadanie, jak każde twoje Babeczko, ale strasznie stęskniłam się za Darrenem i "Pechową dziewczyną" ;]
    Kiedy można się spodziewać jakiejś kontynuacji tego tekstu ?
    I oczywiście z niecierpliwością czekam na "Historię pewnego nieporozumienia"
    Wierna fanka ;]

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko, zaczął się rok szkolny, idzie jesień… Możemy się spodziewać dzisiaj Historii?
    Proszę 🙂

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    I kolejna fantastyczna powieść której nie będę mogła się doczekać

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dlaczego wydaje mi sie ze podobną historię kiedys gdzies widzialam…np. W kinie?;-)

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A może film był inspiracją?

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Przypomina mi się film "Trzy metry nad niebem" 😀

  8. Babeczka
    | Odpowiedz

    Zdziwicie się, ale impulsem pomysłu była historia Candymana 🙂 oraz własny utwór pt: Ułuda.
    I to, że wciąż chciałam napisać wybitne dzieło sf :)))
    Już nawet zastanawiałam się, czy by nie zmienić wyścigów na walki, bo faktycznie coś za bardzo idzie mi to w film, który oglądałam i bardzo mi się podobał. Bez końcówki, bo ta durna baba mnie wkurzyła.
    Jak wolicie? Żeby Simon się ścigał czy też mają pokiereszować mu tą niewątpliwie przystojną twarz? 😉

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    pokiereszuj :))

  10. Anonimowy
    | Odpowiedz

    ścigał
    !:D

  11. Monika Inglot
    | Odpowiedz

    Jak już jest nieczułym draniem to niech chociaż buźkę ma ładną 🙂 Chyba że może trafi się jakiś wypadek np. na motorze…

  12. Babeczka
    | Odpowiedz

    Wiem!
    Straci czucie w dolnej połowie ciała i będzie to mój pierwszy utwór o miłości platonicznej…
    Będą się trzymali za ręce, ronili łzy, słuchali świergotu ptaszków…….
    😀

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Nawet ze sparaliżowanym dołem można czynić cuda :).

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Kiedy będzie jakaś część dodana Babeczko? 🙂 bo potrzebuję Twojego opowiadania na poprawę humoru!

  14. Anonimowy
    | Odpowiedz

    A może mały męski maraton walki+wyścigi Iii

  15. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko czy dziś po północy można się spodziewać jakiegoś twojego tekstu ?

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko czy mogłabyś napisać mi w jakiej kolejności będziesz dawać opowiadania i kiedy

  17. CzekoladOwa *.*
    | Odpowiedz

    Świetne opowiadanie :3 Ja dopiero zaczynam i zapraszam do mnie, rada od kogoś doświadczonego na pewno się przyda 😀 (http://czekoladowaopowiada.blogspot.com/) Pozdrawiam Czekoladowa *.*

  18. Asia
    | Odpowiedz

    Hej!
    W jednej chwili pożarłam wszystkie Twoje opowiadania! Są świetne. Czekam na dalszy ciąg tego – czytałam je wcześniej i chyba było troszkę inne? Pozdrowionka!

  19. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Bardzo fajne opowiadanie! Lecz… gdzie następna część? 🙂

  20. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ale on równie przerwał, równie nagle jak zaczął.- coś w tym zdaniu zjedzone/przekrecone zostało.

  21. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Zmienione? Hmm… W dalszych częściach też ?:-p bardzo mi się ta wizja podoba.

Napisz nam też coś :-)