Trzy mile dalej pod tym samym niebem (IV)

with 9 komentarzy
Krótko, bo druga część jutro 🙂 Przypominam, że jest to nowa wersja, inna niż ta napisana pierwotnie. Wyszła dłuższa, bardziej zakręcona i chyba smutniejsza…
Przyjemności!!! 

link do części III – klik
          Trzy mile dalej pod tym samym niebem (IV)
Bijąc się z myślami,
przekroczyła próg niewielkiego mieszkania. Drzwi, choć tego się nie
spodziewała, były otwarte.
W środku panował
straszliwy bałagan. I dziwny zapach. Skrzywiła z niesmakiem usta. A potem
znieruchomiała w miejscu, bo w drzwiach naprzeciwko ukazał się półnagi Simon,
zaspany, nieogolony i straszliwie ziewający.
– Tess? – spytał
zdumiony, gdy tylko ją zauważył. – Co ty tu robisz?
– Rewizyta –
odparła krótko i podeszła bliżej. – Czy ty nigdy nie sprzątasz?
– A po co? – Wzruszył
ramionami i leniwym krokiem skierował się ku aneksowi kuchennemu. – Chcesz
kawy?
– Tak, poproszę.
Roześmiał się.
– Jak tu trafiłaś?
Bo dam głowę, że Alex nie zdradziłaby mojego adresu.
– I słusznie.
Włamałam się do służbowego komputera ojca. Tam jest wszystko, dokładne dane o
każdym mieszkańcu kolonii.
– Czytałaś moje
akta? – Znieruchomiał, a w ciemnych oczach dojrzała iskierki złości.
– Daj w czystej
filiżance. Bez mleka i cukru. Pewnie, że czytałam.
– Mogłaś spytać,
sam bym wszystko powiedział.
– Tak? Wszystko? Miejsce zamieszkania również?
– Nie bądź
ironiczna dzieciaku, nie wychodzi ci.
Pomyślała, że nic
dziwnego iż nie chciał by czytała jego kartotekę. Było w niej wszystko – od
pierwszych rozbojów, drobnych kradzieży, kilkunastu pobić, dwóch prób gwałtu,
aż po nieudowodnione morderstwo.
– Powiedzmy, że
byłam lekko zszokowana po przeczytaniu całości.
– Lekko?
– Bo to, co tam
napisano, nijak nie pasuje do człowieka, którego znam.
Nigdy wcześniej nie
widziała u Simona tak zdumionej miny.
– Nie pasuje? –
powtórzył niczym echo.
– Mnie nie
zrobiłeś krzywdy, choć nie powiem, czasem strasznie grałeś na nerwach.
– Jeszcze nie –
odparł złowróżbnie odzyskując zdolność ruchu.
Tess patrzyła na niego
z wyraźnym rozbawieniem w oczach. Nie. Nigdy w życiu nie uwierzy, że mógłby ją
skrzywdzić. Nie fizycznie.
– Nieraz miałem
ochotę skręcić ci kark.
– Tere fere. – Wstała
i podeszła bliżej. Potem objęła go w pasie i przytuliła się do nagich pleców. –
Kłamczuch!
Chyba się zdenerwował,
bo wyplątał się z jej ramion i odwrócił przodem, mierząc ją gniewnym
spojrzeniem.
– Nie wierzysz?
Podać przykłady?
– Nie wierzę. –
Tym razem oparła dłonie o nagą pierś. Westchnęła, bo pomyślała, że to doprawdy
cudowne uczucie, mieć go tuż obok, takiego jeszcze zaspanego, w samych
bokserkach, które w dodatku zaczęły się niepokojąco wybrzuszać. Zanim zdążył
zareagować, wspięła się na palce i pocałowała suche wargi mężczyzny.
– Tess nie wolno… –
wymamrotał zanim na dobre zawładnęło nim pożądanie. Smakowała lepiej niż
przypuszczał, trochę miętą, trochę czekoladą.
– Liczę na to, że
nie jesteś z kamienia – wyszeptała mu na ucho najwyraźniej rozbawiona całą
sytuacją.
Nagle Simon zdał sobie
sprawę, że nie potrafi nad sobą zapanować. Usta szukały jej warg, dłonie
pragnęły dotyku nagiej skóry, a nabrzmiała męskość spełnienia w akompaniamencie
krzyku rozkoszy.
Ale to on musiał przerwać.
Znów! Jasna cholera! Znów musiał przerwać!
– Nie Tess, nigdy
w życiu.
Prychnęła niczym
rozzłoszczona kotka.
– Zobaczymy jak
długo potrwa to twoje „nigdy”?
– Wystarczająco,
abyś znalazła sobie męża i dorobiła piątki dzieci.
– Nie ma mowy.
Chyba że z tobą? – zerknęła na niego zalotnie.
– Tereso! Zmykaj
stąd pókim dobry!
– Mogę poczekać,
aż zrobisz się zły…
Doprowadzała go do
szewskiej pasji. Do wrzenia.
Usiadł na taborecie popijając
kawę, ale dziewczyna bez skrępowania przysiadła na jego kolanach i wtuliła się
w ramiona.
– Czy ja wyraziłem
się niejasno, kociaku?
– Co chcesz? Ja
tylko siedzę? – oznajmiła, wygonie moszcząc się niczym prawdziwy kot. Miał
wrażenie, że zaraz zacznie mruczeć.
– Taka jesteś
odważna? – kciukiem uniósł jej brodę. – Zobaczymy. Pojutrze wieczór, Klub 57.
Tylko załóż jakieś seksowne ciuszki, nie ten uniform, co na wyścigach. A teraz
złaź i wynocha, zanim stracę cierpliwość!
– Jaką
cierpliwość? – mruknęła, ale posłusznie wstała. – Będę na pewno.
Nie mogła się
powstrzymać, by nie pocałować go na pożegnanie.
Dopiero kiedy wyszła,
Simon uświadomił sobie, że choć nie wprost, to jej słowa były niczym
oświadczyny. Znieruchomiał z kawą uniesioną w jednej dłoni.
A potem odstawił ją z
hukiem i postanowił działać.
***
Dawno nie była tak
wściekła.
A wszystko to przez
jeden mały anonim.
Liścik, który
informował o jej samotnym wypadzie do Trzeciej Dzielnicy.
W domu wybuchło piekło.
Przez dwie godziny słuchała umoralniających wykładów, z całej siły
powstrzymując się od zabierania głosu. A na sam koniec została skazana na
areszt domowy.
„Traktują mnie jak
dziecko!” – myślała buntowniczo Tess, gdy wieczorem zamknięto drzwi jej pokoju
i zabezpieczono ośmiocyfrowym kodem. Na dodatek wszelkie próby złamania go
skutkowały włączeniem jazgotliwego alarmu, o czym suchym tonem poinformowała ją
matka.
Była stuprocentowo
pewna, że anonim pochodził od Simona. To podły, wredny!… Aż brakowało słów na
określenie jego czynu! I na dodatek ośmielił się zaprosić ją na wieczorne
spotkanie w klubie!
Zgrzytnęła zębami, a
potem mściwie pomyślała, że i tak się stąd wydostanie. Rodzice jak co piątkowy
wieczór wychodzili na kolację, wracali nad ranem, i co najważniejsze, byli
pewni, że nie da rady złamać kodu, bez wszczęcia alarmu.
Otóż nie! O jednym
zapomnieli.
Apartament Tess składał
się z ogromnej sypialni i sporych rozmiarów łazienki. W tej drugiej, całkiem w
rogu, istniał szyb wentylacyjny. Znalazła go jako dziecko, gdy szukała tajnej
kryjówki dla swego pamiętnika. Był idealnie wpasowany w sufit, prawie
niewidoczny, ale znalazła w bazie danych dokąd prowadził.
Potrzebne ciuchy i
kosmetyki spakowała do plecaka. Następnie uformowała na łóżku odpowiedni
kształt, tak aby wydawać się mogło, że to ona tam śpi. Choć mało prawdopodobne,
by ktoś zakłócił jej spokój, aż do rana.
Było ciasno. Zanim
dotarła do pierwszego zakrętu ciężko dyszała i opływała potem. Ale upór był
silniejszy. Na sam koniec zjechała w prawie pionowym korytarzu, wprost do
piwnic. Wstała i otrzepała się, a potem roześmiała z satysfakcją. To było
dziecinne, ale skoro traktowali ją jak niedorozwiniętą nastolatkę…
Pół godziny później
zapukała do drzwi Aleks.
– Tess? Jak ty
wyglądasz?
– Uciekłam z domu
– oznajmiła ponuro, wkraczając do środka.
– Chyba żartujesz?
– Nie martw się,
tylko na ten wieczór. Simon podesłał anonim, opisujący moją wizytę u ciebie.
Mam areszt domowy na bliżej nieokreślony czas.
– Jak? – Aleks z
jękiem usiadła na fotelu, wpatrując się w przyjaciółkę z podziwem i
niedowierzaniem.
– Stary szyb
wentylacyjny. Cholera – zaklęła nagle Tess – tylko jak wrócę?
– Nie wiesz?
– Pomyślę o tym
później. A teraz pozwól, że skorzystam z łazienki.
Nieco przerażona i
roztrzęsiona Aleks, w pośpiechu przygotowała dwa kubki herbaty. To stanowczo
zaszło za daleko, lecz nie Simon ponosił winę za obecną sytuację. Rozmowa z nim
nie wniesie niczego nowego. Wyraźnie widać, że chciał zapobiec dalszemu
rozwojowi wypadków. A rozmowa z Tess? Alex dobrze wiedziała, jak uparta potrafi
być jej przyjaciółka. Odwoływanie się do zdrowego rozsądku nie ma sensu.
– Tereso! Chyba
oszalałaś? – zaczęła, gdy przyjaciółka wyszła z łazienki. – Co ty na sobie
masz?
– A, co? Źle
wyglądam? – Tess z zadowoleniem przejrzała się w lustrze, wiszącym tuż przy
wejściu. Miała na sobie obcisłe dżinsowe spodenki, kusą czerwoną bluzeczkę z
głębokim dekoltem, w zagłębieniu którego widać było dwie zgrabne półkule
piersi, oraz czarne kozaczki na niebotycznym obcasie. Do tego odważny makijaż i
burzę loków, otaczających szczupłą, roześmianą twarz.
– Gdzie niby
chcesz się udać, tak ubrana?
– Klub 57 –
odparła tamta bez mrugnięcia okiem.
– Nie mam mowy! Chyba
sama będę zmuszona napisać kolejny anonim!
– Nie truj. Nie
będę sama.
– Ile razy mam
powtarzać – Aleks zdenerwowana chodziła po pokoju – Simon nie jest dla ciebie.
Fascynacja silnym, brutalnym mężczyzną to jedno, a prawdziwy związek to drugie.
Czego po nim oczekujesz? Że oświadczy się pewnego dnia, padając na kolana z
bukietem kwiatów?
– Chcę się z nim
kochać! – Tess buntowniczo wysunęła podbródek.
– Tereso, ja cię
nie poznaję? – Aleks zdumiona zamarła w miejscu.
– Dobrze, zrobimy
tak. Daję ci słowo, że to ostatnia próba. Jeśli wieczór nie pójdzie po mojej
myśli, zrezygnuję.
– Oszaleję z tobą!
Powinnam natychmiast zadzwonić do twoich rodziców!
– Przeżyjesz –
Tessa śmiejąc się poklepała przyjaciółkę po policzku, ani trochę nie przejmując
się tą groźbą. – I nigdzie nie dzwoń. Mamy umowę. A teraz powiedz mi jak dojść
do tego Klubu 57? Jestem potwornie spóźniona…
Pełna obaw Aleks
odprowadziła ją pod pulsujące światłem wejście, nad którym wisiał przekrzywiony
neon przedstawiający gołą panienkę. Nie wyglądało to zachęcająco, ale upór Tess
nie dawał się przezwyciężyć żadnymi argumentami.
– Ona do Simona –
krzyknęła do ponurego osiłka stojącego przed drzwiami, wskazując na Tess. –
Jest z nim umówiona.
– Wiele kobiet się
z nim umawia – odparł lakonicznie, nawet nie drgnąwszy.
– Przestań idioto.
Jestem jego kuzynką. A tę panienkę masz odprowadzić do celu inaczej ktoś się
potężnie wścieknie.
Zmrużył oczy
niedowierzająco. Stojąca obok Tess miała dość nietęgą minę. Wiele kobiet?
Kiepski początek.
– Cześć Alex. Nie
wpadniesz na imprezę? – Zza pleców ochroniarza wynurzył się szczupły wypłosz o
rozbieganych oczkach.
– Część Steve. Nie
mogę. Zaprowadzisz ją?
– Ech. Twój
kuzynek to ma szczęście do pięknych kobiet.
– Szkoda, że tylko
do nich – ucięła krótko, po czym wepchnęła Tess do środka.
– Zadzwonię po
drodze do Simona i sprawdzę czy dotarła do celu – powiedziała groźnie. Potem
cmoknęła znieruchomiała przyjaciółkę w policzek i już jej nie było.
Nieco przerażona, ale
mocno zdeterminowana Teresa podążyła za swym przewodnikiem, najpierw wąskim
korytarze, następnie schodami w dół, aż w końcu znalazła się w pełnej dymu i
przytłumionego światła sali. Na dodatek muzyka była tak głośna, że poczuła się
niemal ogłuszona.
Wypłosz wskazał palcem
coś w oddali. Wytężyła wzrok, ale nie zdołała dostrzec szczegółów. Wzruszyła
ramionami i z szybko bijącym sercem oraz czując całkiem miękkie kolana, ruszyła
przed siebie.
link do części V – klik

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dla mnie bomba! Zdecydowanie jestem zdania żeby to zostało w tej stylistyce a jeśli nie może to niech chociaż trwa najdłużej jak to możliwe.

  2. Sophieen
    | Odpowiedz

    Nie moge sie doczekać dalszej części! <3
    W przedostatnim akapicie jest błąd 'korytarze' zamiast 'korytarzem'
    Uwielbiam Cię Babeczko <3

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    super !! nie moge sie doczekac jutra – jestes swietna Kobietko!! AD

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    O której godzinie można się jutro spodziewać kolejnej części? 🙂

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super! Adres miejsca zamieszkania to nie takie maslo maslane czy sie czepiam?
    Juz czekam na kolejna część. Pozdrawiam

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Sama nie wiem… Może ktoś jeszcze się wypowie.

      Kolejna część wieczorkiem. Buziaki

    • Anonimowy
      | Odpowiedz

      Babeczko, wrzucilam to wyrażenie w google i na pierwszej stronie pojawiły mi sie 2 artykuły mówiące o niepoprawnosci tego sformułowania. Albo adres albo miejsce zamieszkania- tak mówią językoznawcy. Ale to przecież drobnostka. Pozdrawiam

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Wyręczyłaś mnie 🙂 Na rano nie miałam już czasu sprawdzić. To poprawiamy.

  6. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    Hah! Jakie to szczęście nie musieć czekać! <3

Napisz nam też coś :-)