Trzy mile dalej pod tym samym niebem (IX) – zakończenie

with 16 komentarzy
Jak zapowiedziałam, część ostatnia. Trochę mi padło natchnienie przy samiutkiej końcówce, może jak przeczytam całość po pół roku to jeszcze uzupełnię, a może nie? Zobaczymy. Na razie zaczął mnie boleć jakiś ząb, nie wiem dlaczego, bo nie widzę żadnej dziurki czy śladu ubytków? To jednak fatalnie wpływa na samopoczucie…
Zakończenie specjalnie z dedykacją i z życzeniami urodzinowymi dla Frani :-)))

link do części VIII – klik

         Trzy mile dalej pod tym samym niebem (IX)
Najchętniej rozwinąłby
całą dopuszczalną prędkość. Ale loty w przestrzeni kosmicznej rządziły się
swoimi własnym prawami. Musiał się im podporządkować, czy tego chciał, czy też
nie.

Obok, na fotelu
drugiego pilota siedziała milcząca Tess. Widział, że umiera z niepokoju, niemal
czuł całe jej cierpienie.
Pod wpływem nagłego
impulsu nakrył drobną dłoń kobiety swoją ręką i uśmiechnął się pokrzepiająco.
Nie odpowiedziała uśmiechem, nawet nie drgnęła. Spojrzał tylko na niego tak, że
sam o mało co nie zwariował z rozpaczy.
– Wszystko będzie
dobrze. Dogonimy ich tuż przed umowną granicą pomiędzy terytorium wciąż
zajmowanym przez kolonistów, a terenami zdobytymi przez rebeliantów.
Powoli skinęła głową. Ale
wiedział, że ani jej nie przekonał, ani nie uspokoił.
Ich dziecko…
Gdyby jak skończony
idiota, nie upierał się przy całkowitym braku kontaktu, gdyby choć raz
postanowił zdobyć informację, jak potoczyło się jej życie, to wiedziałby o
córce. Simon był pewien, że jeśli coś stanęłoby im na przeszkodzie, że jeśli
nie zdołaliby dotrzeć na czas, by uratować dzieci, to nie pozostanie mu nic
innego jak przysłowiowo palnąć sobie w łeb. Nie tylko dlatego, że skazał na
śmierć własną córeczkę, ale głównie z powodu siedzącej obok kobiety.
Już i tak wstydził się
spojrzeć w jej oczy.
– Jak ma na imię?
– spytał cicho.
– Kira.
Nie wiedział, o co
mógłby spytać. Nie wiedział, czy w ogóle powinien pytać. Od chwili gdy w
pośpiechu kazał przygotować do startu jeden z najlepszych statków, gdy
zapakował w niego wciąż oszołomioną Tess, nie zamienili ze sobą zbyt wiele
słów.
– Jest podobna do
ciebie. Moje ma tylko oczy. I niedawno skoczyła dwa latka. Simon! – jęknęła
nagle, odtrącając jego dłoń. – Jak mogłeś skazać na śmierć dzieci? W dodatku
tak małe. W czym ci one zawiniły?
Mógł znów powtórzyć
wyświechtane banały o poświęceniu. O wojnie i innych głupstwach. Tak, bo teraz
wszystko to wydawało się głupie i nieważne.
Odwrócił głowę, by nie
zauważyła napływających do jego oczu łez. I nagle poczuł jak kobieta siada na
jego kolanach.
– Strasznie się we
wszystkim pogubiliśmy – wyszeptała. – Może to nudne, ale od samego początku
uparłeś się, że życie bez ciebie będzie dla mnie najlepszym rozwiązaniem.
– Nie pasowałem do
twojego świata.
– Mogliśmy
stworzyć nasz własny. Dlaczego nie chciałeś spróbować?
– Sama widzisz, że
wciąż cię krzywdzę.
– Krzywdzisz mnie
nie swoją obecnością, ale kłamstwami. Krzywdzisz mnie, bo skazujesz na
samotność. Tak było od samego początku.
Wtulił twarz w jej
włosy. Objął tak kurczowo, jakby bał się, że za chwilę może zniknąć. Że ktoś
mógłby mu ją odebrać.
– Przysięgam ci,
że to już ostatni raz. Dopilnuję byście bezpiecznie dotarły na Ziemię. I nigdy
więcej mnie nie spotkasz.
Westchnęła, tym razem
ze złością.
– No widzisz! Znów
to robisz!
– Tess, zrozum,
jestem tym ludziom potrzebny!
– A mnie to nie? Z
jakiej racji poświęcasz moje szczęście w zamian za szczęście innych?
– Uparta jak zawsze!
– Delikatnie ją pocałował. – Niby jak to sobie wyobrażasz? Że weźmiesz mnie ze
sobą na Ziemię i przedstawisz Radzie jako nawróconego pacyfistę?
– Dałabym głowę,
że potrafiłabym cię oswoić. Za kilka lat nikt nie rozpoznałby dowódcy
rebeliantów, w łysiejącym, podtatusiałym facecie, na co dzień siadającym z
gazetą i kawą w fotelu.
– Podtatusiałym?
Spojrzała na niego.
Pierwszy raz od kiedy ponownie się spotkali, ujrzał w jej oczach wesołość. Dla
niebezpiecznie męskiego Simona to określenie wydawało się groteskowe.
– No tak –
roześmiała się. – Masz rację. Nawet moja wyobraźnie nie sprostała zadaniu.
Nigdy nie będziesz podtatusiały.
Pomyślał, że nic się
nie zmieniła. Przynajmniej zewnętrznie. Wciąż wyglądała jak wtedy, gdy odprowadził
ją do mieszkania Alex. Tylko włosy miała krótsze, a w kącikach oczu delikatne
zmarszczki. Była tak samo cudowna, tak samo śliczna. A on był wciąż tak samo
zakochany, jak wtedy, gdy zostawił ją po raz pierwszy.
Upływający czas nic nie
zmienił.
– Czasami
cholernie żałuję, że jednak nie zginąłem.
– A ja nie! –
Ujęła jego twarz w obie dłonie i niemal zuchwale spojrzała w oczy. – I wiedz
jedno Simonie! Jeśli tym razem znów mnie zostawisz, poświęcając się w imię
wyższych celów, to pamiętaj! – lepiej by było, gdybyś mnie po prostu zabił. Nie
chcę już dłużej cierpieć, nie mam na to siły – rozpłakała się. – Tylko ze mną
bądź, nie żądam niczego innego!
– Nie byłabyś… Nie
byłybyście ze mną bezpieczne.
– To leć z nami na
Ziemię! Nie musisz się niczego obawiać. Oni spodziewają się ósemki dzieci i
dwojga dorosłych. Po prostu zastąpisz Karla. A jego każesz odesłać na MS1.
Nie miał odwagi
powiedzieć jej, że tamten mężczyzna nie żyje. Nie, lepiej mieć to na sumieniu
niż dostarczyć Tess kolejnych przykrości.
Wyobraził sobie wspólną
przyszłość. Z nią i z dzieckiem, którego jeszcze nie znał, ale już czuł, że
pokocha. To była kusząca wizja. A on powoli stawał się coraz bardziej zmęczony,
coraz bardziej zniechęcony do życia.
– Robiłem tyle
złych rzeczy w ostatnich latach…
– Pomogę ci o nich
zapomnieć.
Nie zdążył
odpowiedzieć. Na pulpicie rozległ się cichy alarm zbliżeniowy. Dogonili
statek-pułapkę.
– Co teraz? –
Spojrzała na niego bezradnie. Usiadła w swoim fotelu i zapięła pas.
– Nie możemy
lądować. Przyczepimy się do wyjścia awaryjnego. Będziemy mieli około dwudziestu
minut na przeprowadzenie dzieci.
– A ładunek?
– By go
dezaktywować potrzebne byłyby dwie lub trzy godziny. – W skupieniu manipulował
przyrządami na pulpicie. – Teraz cicho. Nigdy nie byłem dobry w te klocki.
Niemal wstrzymała
oddech. Dopiero kiedy poczuli głuche uderzenie i zapaliła się zielona dioda,
informująca, że połącznie udało się, odetchnęła z ulgą.
– Teraz szybko –
Simon zerwał się z miejsca, kierując ku niewielkiemu włazowi. Wybrał ten statek
specjalnie ze względu na przestarzały obecnie system umożliwiający połączenie z
innym, za pomocą wąskiego tunelu.
Wystukał kod i zamek
automatycznie się otworzył. Nad ich głowami widniało wąskie przejście, z
metalową drabinką na ścianie.
– Zmieścisz się? –
Tess patrzyła na niego z powątpiewaniem.
– Z trudem.
Dlatego pójdziesz ty. Każde dziecko będziesz rzucała w dół, ja będę łapał.
Przypuszczam, że są uśpione i żadne nawet się nie obudzi.
– No tak –
mruknęła, z trudem wdrapując się po metalowych szynach. – Jak umrzeć to po
ludzku…
Nie miał czasu na
kłótnie z nią. Błyskawicznie dotarła do drugiego luku. Wystukała kod i z cichym
szumem otwarł się kolejny właz.
Statek, którym chciała
uciec na Ziemię, nie był duży, ale też nie przypominał łupiny, którą
przylecieli na pomoc. Odnalezienie dzieci nie sprawiło trudności.
Zaczęła od
najmniejszego, lecz Kirę chciała zostawić na koniec. Trochę zasapała się przy
najstarszym ośmiolatku, ale kiedy wylądował w ramionach Simona, odetchnęła z
ulgą.
– Masz jeszcze
pięć minut – krzyknął z niepokojem.
Przytuliła do siebie
córeczkę. Rzuciła ją w dół, pilnując by drobne ciałko dziewczynki wylądowało
wprost w wyciągniętych ramionach Simona. Ale zanim sama podążyła tą drogę,
wsunęła do kieszeni mały, automatyczny aparat do zastrzyków, zawierający
solidną dawkę usypiającą.
Całe szczęście, że ją
znalazła. Inaczej musiałby po prostu ogłuszyć tego uparciucha czymś ciężkim. A
tak prześpi całą drogę i obudzi się dopiero kiedy dolecą do celu. Po prostu
znakomicie!
Zsunęła się w dół.
Simon klęczał na podłodze, a w ramionach trzymał drobną dziecięce ciałko.
Tess miała rację. Mała
była do niego niesamowicie podobna, choć stanowiła z pewnością dużo
szlachetniejsze jego wydanie. Te same ciemne i proste włosy, ta sama śniada
cera, ten sam wyraz uporu wokół małych usteczek…
Delikatnie pogładził
śpiące dziecko po aksamitnie miękkim policzku. Czuł, że płacz dławi go w
gardle, a serce bije tak gwałtownie, jakby chciało wyskoczyć z piersi.
– Jest śliczna…
Na więcej nie miał
siły.
Teresa pomyślała, że to
najcudowniejszy widok na świecie. A potem zacisnęła dłoń na aparacie z ampułką
usypiającą. Już ona dopilnuje, by mogła częściej oglądać Simona w takiej
sytuacji. Była pewna, że za chwilę przekaże jej córkę i rzucając na pożegnanie
banalne słowa o poświęceniu i takie tam, znów zniknie w jej życia.
O, nie! Niedoczekanie
jego!
Simon przymknął oczy.
Aby zrobić, to co zamierzał, musiał się opanować. Tyle, że tym razem zginie na
pewno. Tak będzie lepiej, choć może z początku Tess tego nie doceni. Przy
okazji da pokaz siły rebeliantów, nie zawali tak doskonałego pomysłu. Chyba, że
go wcześniej zestrzelą.
– Została minuta.
Musimy rozłączyć statki.
– Tak, wiem.
Bardzo ostrożnie
odłożył śpiącą dziewczynkę na bok. Później wstał z zamiarem pocałowania Tess po
raz ostatni. Nie zauważył, że wcale nie była zaniepokojona. Raczej nieznacznie
triumfująca.
– Kochanie… –
zaczął, ale kobieta uśmiechnęła się szeroko. – Nie mogę z wami lecieć.
– Wiedziałam.
– Wiedziałaś? –
zmarszczył brwi. Skąd u niej ta dziwna radość.
Zrozumiał dopiero gdy
pomachała mu czymś niewielkim przed nosem.
– Odpłaciłam ci
pięknym za nadobne Simonie. Masz trzy sekundy.
– Ty!… – Więcej
nie zdołał powiedzieć, gdyż zorientował się jak nagle drętwieje całe jego
ciało, kolory stają się coraz mniej ostre, twarz Tess coraz bardziej niewyraźna.
Kiedy runął na twardą podłogę, już tego nie poczuł.
***
Świadomość własnego
ciała wracała bardzo wolno.
Zamrugał
zdezorientowany i spróbował usiąść.
Znajdował się w
niewielkim pokoju, z dużym wygodnym łóżkiem i ogromnym oknem. Za nim zobaczył
najpiękniejszy widok w życiu. Intensywny błękit nieba idealnie współgrał z
wszechobecną aż po horyzont zielenią.
– Chyba
przesadziłam z dawkami, ale bałam się dać za mało, bo mógłbyś się obudzić i
znów nawiać.
– Tess! – jęknął.
– Jak mogłaś?!
– Uczyłam się od mistrza.
Mój brat wszystko wie. Dostałeś nową, bardzo nudną i całkiem zwyczajną
tożsamość. Zachwycony nie był i zapowiedział mi, że przy pierwszym wybryku
osobiście wystrzeli cię w kierunku MS1, ale sądzę, że to nie będzie potrzebne.
Prawda?
Patrzył na nią wyjątkowo
ponuro, zaciskając dłonie na krawędzi łóżka. Podeszła i stanęła naprzeciwko.
– To takie okropne
zostać z nami? – Miała bardzo smutny głos. Uniosła dłoń i przeczesała palcami
jego włosy. Więcej w nich było srebrzystych niż czarnych nitek. – Jeśli tak,
nie będę cię zatrzymywać. Sądziłam…
– Nie, to nie tak.
Nagle poczuł ulgę, że w
końcu może odpocząć. Objął ją w pasie i przytulił się.
– Zawsze walczyłem
o to, by samemu mieć wpływ na własne życie. Zawsze byłem buntownikiem i nigdy
nie chciałem łączyć z kimkolwiek swej przyszłości.
– I dlatego chcesz
odejść?
– Nie Tereso.
Jeśli naprawdę chcesz biednego jak mysz kościelna, wyjętego spod prawa i
ściganego kilkoma listami gończymi rebelianta, to zostanę.
– Chcę –
uśmiechnęła się. – Zawsze pragnęłam tylko ciebie. Wiesz przecież, że jestem
rozpieszczoną pannicą, która dostaje wszystko czego chce.
– Źle cię wtedy
oceniłem. Nie przypuszczałem… – pokręcił głową. – Cała ta nowa rzeczywistość,
przeraża mnie bardziej od starej.
– I tutaj siły
obronne potrzebują dobrych żołnierzy.
– Przestań
dziewczyno. To by dopiero było groteskowe!
– Niby co? Uczciwa
praca?
– Ja się w ogóle dziwię
jak udało ci się przekonać Radę?
– Przekonałam
brata, a on zrobił resztę. Dobrze, przyznam, strasznie się wściekał. Ale to
właśnie on z całego rodzeństwa zawsze był mi najbliższy. Poddał się, gdy
oznajmiłam, że jeśli odeśle ciebie, to tylko ze mną i Kirą.
– Poleciałbyś?
Baza rebeliantów to nie raj, taki jak tutaj.
– Simonie!
Naprawdę sądzisz, że nie?
– Dlaczego akurat
mnie trafiła się tak uparta kobieta? – wymamrotał, dłońmi błądząc po jej ciele.
Poczuł przy tym przyjemny dreszcz oczekiwania na coś niezwykle przyjemnego.
– Uparta?
Porozmawiamy jak bliżej poznasz własną córkę. Ta to dopiero ma charakterek!
– Później –
mruknął. – Wciąż trochę dziwnie się czuję.
– Tchórz – odrzekła
kpiąco. – Boisz się małej dziewczynki?
– Boję się. – Tym
razem był niezwykle poważny. – I nie mam bladego pojęcia jak to jest być ojcem.
– Ja myślę!
– Tylko raz
zdarzyło mi się zapomnieć o wszelkich środkach bezpieczeństwa…
– Simon!
– …i od razu
wpadłem. To się nazywa pech!
Doskonale słyszała
rozbawienie w jego głosie. Zerknęła z namysłem w kierunku drzwi.
– Mamy jakieś pół
godziny, zanim zjawi się opiekunka z Kirą.
– Są zamknięte?
– Tak. Jak widzisz
zjawiłam się tu z niecnym zamiarem wykorzystania cię.
Nie odpowiedział, tylko
pociągnął ją za sobą na łóżko, szukając ustami jej warg.
Pół godziny! Ha!
Wystarczyłoby mu pięć minut, tak mocno był podjarany. Jakim cudem mógł bez niej
wytrzymać tyle lat?
Ale Tessa przerwała
pocałunek i ująwszy jego twarz w swoje dłonie, uważnie spojrzała w ciemne,
wciąż lekko kpiące oczy Simona. Jakby chciała w nich wyczytać potwierdzenie
tego, że tym razem będzie inaczej, że tym razem naprawdę jej nie zostawi.
Znalazła w nich miłość,
pożądanie, tęsknotę i setki innych uczuć. Ale nie to, czego szukała.
Musiała po prostu mu
zaufać. Musiała uwierzyć, że jej miłość i ich dziecko, to wystarczająco wiele,
by wieczny buntownik zechciał w końcu się poddać.
– Ja też się boję.
– Niepotrzebnie kociaku.
Tym razem zupełnie niepotrzebnie.
– Boję się, że dam
ci zbyt mało.
– Zawsze dawałaś
mi więcej niż mogłem przyjąć.
Pocałowała go. Ale
strach pozostał. Może kiedyś zniknie? A może dzięki niemu nie będzie
zaskoczona, gdy Simon znów odejdzie?
Tego nie wiedziała. Ale
czuła, że musi wykorzystać te chwile szczęścia, które właśnie dostała w
prezencie od życia.  

  


KONIEC

Darmowe opowiadania mailem!

Wystarczy zapisać się na listę

I agree to have my personal information transfered to MailChimp ( more information )

I will never give away, trade or sell your email address. You can unsubscribe at any time.

Powered by Optin Forms
Oto Babeczka:

Matka, żona, matematyk. Pisze od bardzo dawna, publikuje od kilku lat. Staram się pisać z humorem, polotem i barwnie. Uwielbiam wywoływać w Czytelniku rozbawienie, podniecenie, a czasami zatrzymać Was w miejscu. Nie wyobrażam sobie żyć bez pisania :-)

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Nie pozostaje mi nic innego, jak powiedzieć "wow" i "dziękuję" 🙂
    Dziękuję za niepowtarzalny prezent urodzinowy 🙂
    Pozdrawiam
    Frania

  2. Unknown
    | Odpowiedz

    Słodko… Po prostu 🙂

  3. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Uwielbiam Twoją twórczosć, Babeczko, jednak muszę powiedzieć, że po raz pierwszy jestem w pełni zadowolona z zakończenia… nie pozostał mi żaden niedosyt, brak jakichkolwiek pytań tylko szczęście i błogość 🙂 nie wymarzyłabym sobie lepszego zakończenia 🙂
    co lepsze nie było to moje ulubione opowiadanie, mało tego nie przepadałam za nim od momentu kiedy zaczęło się robić takie "międzyplanetarne' ;D a tu taki psikus!

    Pozdrawiam gorąco,
    LIA.

  4. Anonimowy
    | Odpowiedz

    BOMBA!!!! super zakonczenie !!!
    pozdrawiam AD

  5. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super słodkie zakończenie, ale zabiłabym Cię jakby było inne 🙂 Moim zdaniem Simon będzie strasznie rozpieszczał Kirę. Będzie nieudolnym, ale wspaniałym ojcem (w jego przypadku te dwie rzeczy się nie wykluczają 😉 ). Dziękuje Ci za to opowiadanie :*

    Yumi

  6. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Super 😉

    Miałam ogromną nadzieję na dobre zakończenie i jestem w 100% usatysfakcjonowana 😉

    Uwielbiam Twoje opowiadania 😉

    Czekam na następne 😉

    S.

  7. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Dziękuję po prostu urocze aż szkoda że to już koniec. Zakonczenie cudowne, myślę że nie musisz nic zmieniać. Co będzie teraz? Jak się czuje siostrzenica i jej mama?
    Nefdrae

  8. Anonimowy
    | Odpowiedz

    100% szczeęścia osiągnęła bym gdyby była jeszcze jakaś wzmianka o relacjach między Simonem a Kira 😉
    Ale i tak jestem zachwycona a to są tylko moje pobożne życzenia 😉
    Opowiadanie cudowne 😉

  9. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Po prostu bosko. Tego było nam trzeba! ;D Mam nadzieje, ze następny tekst w kolejce to Wygrana II z równie pięknym zakończeniem ^^
    K.

  10. Basia Kraj
    | Odpowiedz

    Wspaniałe zakończenie 🙂

  11. Babeczka
    | Odpowiedz

    Ogromnie się cieszę, że większości z Was opowiadanie przypadło do gustu. Co do reszty, to mam nadzieję, że któreś z kolejnych bardziej im się spodoba niż to. Niestety nie jestem w stanie spełnić oczekiwań wszystkich, zresztą chyba zdajcie sobie z tego sprawę.
    Buziaki
    I przyjemnego niedzielnego popołudnia 🙂

  12. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Ja uwielbiam dobre zakończenia, bo w 'normalnym' życiu rzadko kiedy coś dobrze się kończy. Dlatego taki finał jest cudowny. Bardzo dobre opowiadanie jako całość, gratuluję pomysłu i podziwiam wenę 😉
    Pozdrawiam,
    Aneczka^^

  13. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Awwwwwwwww :3

  14. kofeina
    | Odpowiedz

    Uwielbiam Twoje opowiadania, ale to mnie zirytowało i z wielkim trudem dobrnęłam do końca. Kilka luźnych spotkań i obopólna miłość na całe życie? Ponadto cały czas miałam wrażenie, że to mix ,, Trzy metry nad niebem" i ,, Planeta X" Evangeline Anderson. Nic nie zostało wyjaśnione, a jej mąż był w ogóle nie potrzebny, za to naprawdę wkurzający.

  15. Rouse Karmen
    | Odpowiedz

    I pięknie. Dużo pigułek usypiajacych ale fajnie było:-D.

  16. Anonimowy
    | Odpowiedz

    Babeczko. Jesteś moją BOGINIĄ. Po prostu WOW!!!

Napisz nam też coś :-)