Trzynaście randek (I)

with 26 komentarzy

Trzynaście randek - okładka ebooka

Mamy przyjemność otworzyć nową motylową część, a w niej miejsce dla Waszych opowiadań 🙂
Dziś Jo Winchester i "Trzynaście randek".
Brawa za odwagę i prosimy, dajcie znać, co myślicie. I prośba o ciepły odbiór 😀


Rozdział 1

Wysiadł z samochodu przed jednym z najbardziej znanych klubów w Vegas. Był ciepły wieczór, choć nawet nie skończył się luty. Miał właśnie przerwę między licznymi trasami swojego zespołu. Nie lubił spędzać wieczorów w domu, dlatego chętnie przystał na propozycję Nathana. Wybrał ten klub, bo wiedział, czego może się spodziewać. Uśmiechnął się sam do siebie pod nosem i ruszył.

- Przeczuwasz już sukces? – zapytał roześmiany Nathan idąc obok niego.

- A czy ja kiedyś poniosłem klęskę? – Jeremy jeszcze raz spojrzał na siebie w odbiciu szyby jak wygląda. Usatysfakcjonowany widokiem nacisnął klamkę drzwi wejściowych.

- Naprawdę myślisz, że tutaj warto polować? – Nat nie odpowiedział mu, za to rozglądał się nieco zdezorientowany.

- Czy Ty nie widzisz tego? – Jeremy wskazał dłonią przed sobą. - Te wszystkie kobiety tutaj są tak zdesperowane, że to aż paruje. Wystarczy dać im to, czego pragną. Wtedy one dadzą mi to, co ja od nich chcę.

- Jestem ciekawy rezultatu, jaki dzisiaj osiągniesz. Będę Cię obserwował. – Kumpel uśmiechnął się do niego znacząco. Oddalił się w kierunku baru. Jeremy wiedział, że jego słowa nie były czcze.

Dla siebie wziął sok. Parsknął pod nosem ze śmiechu. To był jego pomysł, by odwiedzić miejsce, gdzie kobiety szukały dla siebie wybranków serca. On określał to dość jednoznacznie. One chciały miłości, on seksu. Zresztą nie tylko on polował. Była tutaj cała horda facetów, którzy przyjechali spełnić swoje pragnienia. Przeszukiwał wzrokiem siedzące przy dwuosobowych stolikach kobiety. W końcu ruszył.

Pierwsza laska była długowłosą brunetką o klasycznych niebieskich oczach. Wygląd zewnętrzny jak najbardziej na tak, ale nie mógł znieść jej piskliwego głosu. Gdyby miał z nią pójść do łóżka, jego bębenki nie wytrzymałyby tego pisku.

Kolejna miała blond włosy. Krótka sukienka idealnie opinająca szczupłe ciało skrywała zapowiedź dobrej zabawy. Dziewczyna jednak co chwilę zerkała stolik obok, na innego mężczyznę. Odszedł zirytowany.

Był już przy czwartej kobiecie, kiedy ją dostrzegł. Długie jasnobrązowe włosy, lekko falowane i bujne, co było widać. Wyobraził sobie, jak ją za nie chwyta i ciągnie. Poczuł przyjemne mrowienie i już wiedział, na kogo dzisiaj zapoluje. Gdy zatrzymał się przy jej stoliku, spojrzała na niego spod długich, czarnych rzęs.

- Cześć. – Nie czekając na zaproszenie usiadł na wprost niej. Przesłał jej swój najbardziej uwodzicielski uśmiech, jaki tylko posiadał w swoim arsenale. - Co taka piękna kobieta robi tutaj sama?

- Pytasz poważnie czy żartujesz? Nie wiesz, gdzie przyszedłeś? – Nie rozpłynęła się z zachwytu nad nim. Raczej zrobiła się bardzo sceptyczna i zdystansowana. Poczuł się urażony, ale to nie pokonało jego determinacji.

- Wybacz. Powinienem się najpierw przedstawić. Jestem Jeremy. Jak masz na imię?

- Ellen. – odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili.

Spoglądała na niego dość nieufnie, nie dało się nie zauważyć. Normalnie by odpuścił, nie przepadał za takimi kobietami. Ale tutaj coś mówiło mu, że to tylko poza, która za chwilę legnie.

- Piękne imię. Więc Ellen… Dlaczego siedzisz sama? Myślałem, że nie będę mógł się do Ciebie dostać, a tymczasem nie sprawiło mi to trudności. Co jest nie tak z mężczyznami na tej sali? – spytał lustrując ją spojrzeniem. Widział, że ona też go obserwuje.

- Jeśli masz ochotę, możesz ich zapytać. Przyszłam tutaj w konkretnym celu. Chcę poznać kogoś fajnego, z kim złapię dobry kontakt. – Wygodnie oparła się o swój fotel.

Mógł się jej dobrze przyjrzeć. Miała na sobie klasyczną małą czarną, na wąskich ramiączkach. Niewielki dekolt tylko pobudzał jego wyobraźnię. Wystarczyło niewiele wysiłku, a będzie miał ją dla siebie na tak długo, jak tylko zechce.

- Jestem tutaj w dokładnie takim samym celu. – Kłamstwa czasami przychodziły mu zbyt łatwo. - Spodobałaś mi się Ellen i myślę, że chciałbym Cię bliżej poznać. Może wyjdziemy stąd na prawdziwą randkę?

- A nie uznajesz tego za prawdziwą randkę? – spytała lekko ironicznym tonem. Była bardzo zdystansowana. Nie wiedział, dlaczego. Przecież zawsze kobiety leciały na jego piękne słówka.

- Oczywiście, że uznaję. Aczkolwiek już wiem, że nie chcę szukać dalej. Bardzo chciałbym iść z Tobą na randkę gdzieś indziej.

- Skąd przekonanie, że ja będę chciała iść? – Dziewczyna nie ustępowała.

Jednak o dziwo poczuł, że jej opór zaczyna go nakręcać. Za wszelką cenę pragnął się z nią umówić i pokazać jej, że to on panuje nad całą sytuacją.

- Mam głęboką nadzieję, że dasz się namówić. Bardzo mi zależy, żebyśmy mogli poznać się lepiej. To miejsce sprzyja tylko bardzo oględnemu poznaniu się.

- Przemyślę to. – Kiedy nagle wstała, spojrzał zaskoczony. - Wychodzisz?

- Tak. – Uśmiechnęła się, ale nie był to uśmiech skierowany do niego. - Myślę, że wystarczająco długo już przebywam w tym miejscu.

- Odprowadzę Cię do samochodu. – Poderwał się z fotelu i stanął obok niej. Górował nad nią, był wyższy o głowę. - Idziemy?

- Skoro nalegasz. – Gdy ruszyła przodem, spojrzał na jej opięty sukienką tyłek. Kołysał się w kuszącym rytmie i Jeremy był już pewien, że chce mieć go dla siebie. Może nie dzisiaj, ale uda mu się. Zawsze się udawało.

- Kobieta nie powinna chodzić sama wieczorem. – Na lewej ręce miała kilka tatuaży, kolejny na prawej łopatce. Był ciekaw, czy jeszcze gdzieś skrywała jakieś. Liczył, że niedługo przekona się o tym. - Więc jak będzie?

- Z czym dokładnie? – Gdy doszli do samochodu, odwróciła się w jego stronę. Drażniła się z nim, widział to w jej oczach. Chciała go za wszelką cenę zniechęcić. On jednak przejrzał ją, wychwycił tą niechęć. Poczuł wyzwanie, które z chęcią pragnął podjąć. Dopiero po chwili spojrzał za nią na auto. Nie był jakimś wytwornym znawcą, ale jak mógłby nie poznać Forda Mercury z 1950 roku. Lakier aż lśnił na nim intensywnością czerwieni. Na tle wozu dziewczyna wyglądała, jak cholerna modelka. Właśnie zaczął wyobrażać ją sobie na tej masce z nogami zarzuconymi wokół jego bioder. Mrowienie na ciele powtórzyło się.

- Z naszą randką… - wymamrotał zahipnotyzowany stworzoną przez siebie wizją. - Ten samochód jest Twój?!

- Nie, ukradłam go. Oczywiście, że mój. To moje dziecko. – powiedziała ze słyszalną dumą w głosie.

- Jest piękny. Od dawna go masz? To bardzo rzadkie okazy. To znaczy, nieczęsto można je zobaczyć na ulicy. – Przypatrywał się mu z nieskrywanym podziwem.

- Od roku. Nadal chcesz iść ze mną na tą randkę? – Gdy to usłyszał, od razu skupił na niej swój wzrok. Powróciło zainteresowanie kobietą, nie autem.

- Oczywiście. Mówiłem jak najbardziej poważnie, gdy pytałem wcześniej. Kiedy mogłabyś znaleźć dla mnie wolny wieczór?

- Za trzy dni. – Nie zdołał ukryć rozczarowania. Szybko jednak przywołał na twarz uśmiech. Igrała z nim jak nic, ale postanowił, że nie da jej tej satysfakcji: - Czy coś nie tak? Jestem bardzo zajęta, nie znajdę nic wolnego szybciej.

- Wszystko w jak najlepszym porządku. Cieszę się, że w ogóle coś znajdziesz. Dasz mi swój numer? – Lekko pochylił się w jej stronę i z radością zauważył, że cofnęła się o krok do tyłu.

- Może umówimy się od razu w jakimś miejscu? – spytała chcąc uniknąć podania numeru.

- Chciałbym Ci zrobić niespodziankę. – Nalegał.

- Nie lubię niespodzianek. – Dziewczyna również nie dawała za wygraną. Ale nie znała go. Potrafił tak zajść przeciwnika, że ten w końcu kapitulował.

- Ta będzie bardzo przyjemna. Co Ci szkodzi? Gwarantuję, że jeśli nie będziesz zadowolona, nie będę protestował co do zmiany miejsca. Chyba się tego nie obawiasz? – Rzucił jej wyzwanie i nie pomylił się. Jej oczy od razu zabłysły. Połknęła haczyk.

- Ok. – Szybko podyktowała mu dziewięć cyfr. Na szczęście miał dobrą pamięć i nie musiał prosić o powtórzenie.

- Zadzwonię i umówimy się co do godziny. Dobranoc, Ellen . – Wykorzystując jej zaskoczenie szybko nachylił się i pocałował ją w policzek. Owionął go jej zapach i z rozkoszą wciągnął go przez nos. Dziewczyna kompletnie się tego nie spodziewała. Poczuł, jak zadrżała. Zobaczył, jak jej źrenice powiększyły się. Chyba nawet wstrzymała oddech. Powstrzymał zwycięski uśmiech wkradający się na usta. Szybko odwrócił się i odszedł ku własnemu autu.

Randka pierwsza

Siedziała właśnie nad jakimiś papierami, kiedy do jej gabinetu wszedł Richard.

- Ellen? Masz już gotowe te papiery? Pilnie ich potrzebuję. – Mężczyzna swoim zwyczajem oparł się o framugę drzwi i przypatrywał jej się. Dobrze wiedział, że ona tego nie lubi, ale uwielbiał się z nią drażnić.

- Są w tej teczce. – Nie odrywając wzroku od innej dokumentacji, podsunęła mu ją w kierunku brzegu biurka.

- Masz dzisiaj zły humor? Może okres Ci się zbliża? – spytał, a ona od razu podniosła na niego swój morderczy wzrok. Oczywiście uśmiechał się od ucha do ucha doprowadzając ją tym do szału. - Tak pytam, zawsze jesteś bardziej gadatliwa.

- Nie miałeś czasami jechać na jakąś aukcję z Aaronem? – Oparła się o skórzany fotel i patrzyła swojemu szefowi prosto w oczy. Zdawała sobie sprawę, że celowo się z nią drażni. Za to ona jak ta idiotka kolejny raz dawała mu się podejść jak dzieciak.

- Teraz nie jestem pewien, czy powinienem. Może potrzebujesz mojej pomocy? Przynieść Ci kawkę? Herbatkę? Melisę na uspokojenie?

- Zaraz Ciebie napoję melisą! - syknęła wstając zza biurka. Richard od razu zaczął się wycofywać.

- Ellen, złość piękności szkodzi. Pamiętaj o tym! - krzyknął wychodząc pośpiesznie.

- Wnioskujesz sam po sobie? – Wiedziała, że to jeszcze usłyszał. Jednak zdążył zatrzasnąć już drzwi. Przez szybę u góry tylko jej pogroził i odszedł.

Za to ona zrobiła sobie przerwę. Tak ciężko było jej się dzisiaj skupić. Dobrze wiedziała, dlaczego. Wczoraj wieczorem zadzwonił do niej Jeremy. Ten, którego poznała w tym debilnym klubie, do którego postanowiła desperacko pojechać. Trochę dla zabawy, trochę dlatego, że tak naprawdę szukała kogoś, z kim za półtora miesiąca mogłaby iść na wesele.

Normalnie by je sobie darowała, ale chodziło o znienawidzoną kuzynkę. Monica zawsze z nią rywalizowała. Miesiąc temu dowiedziała się o jej zerwaniu z Jaredem. Pokiwała litościwie głową pytając, czy mimo to będzie obecna na jej ślubie. Jo doskonale zdawała sobie sprawę, że tamta tylko czeka, aż powie jej, że nie. Jej triumf byłby wielki. Nie mogła na to pozwolić za nic w świecie.

Dlatego właśnie zmotywowała się i pojechała trzy dni temu do klubu Periscope. Nie liczyła na jakiś wielki podryw. Aczkolwiek miała nadzieję, że pozna spokojnego mężczyznę, który zechce pójść na to wesele. Nie potrzebowała teraz kolejnego związku. Niestety nie miała szczęścia, a na dodatek przyplątał się Jeremy.

Znała taki typ faceta. To spojrzenie i te pewne siebie ruchy ciała. Normalnie nie miała nic przeciwko temu, ale wczoraj nie tego szukała. Za to on przyczepił się jak rzep do psiego ogona. Chciał seksu i liczył, że dostanie go od razu. Od niej. Przeliczył się tamtego wieczoru.

Zrobił też coś, co ją zaskoczyło. Nie odpuścił, a do tego zaproponował kolejną randkę gdzieś indziej. Co gorsze, udało mu się zdobyć jej numer telefonu, właściwie sama na to pozwoliła. Miała nadzieję, że zapomni albo jednak odpuści. Ale nie, musiał wczoraj zadzwonić. Powiedział, że po nią przyjedzie.

Miała więc dzisiaj randkę i nie mogła się na niczym skoncentrować. Dlatego była nie w humorze. Chłopaki z garażu unikali jej jak ognia, gdy tam weszła i dostali ochrzan za bałagan jaki tam panował. Pewnie naskarżyli na nią Richardowi.

Ktoś by powiedział, że zachowuje się jak paranoiczka. Mogła przecież nie zgadzać się na randkę albo nie odbierać telefonów. Jeremy nie wiedział, gdzie mieszka. Jeszcze. Ale miała jedną zasadę. Nie umiała dać satysfakcji zwycięstwa przeciwnikowi. Czuła, że gdyby zrezygnowała, Jeremy by triumfował. Dlatego za wszelką cenę postanowiła iść.

W końcu nadeszła siedemnasta i mogła wyjść z biura. Musiała jeszcze wysłać Jeremy’emu adres jej domu. Z tym postanowiła poczekać na ostatnią chwilę. Niech myśli, że dała sobie spokój. Chłopaki starali się udawać, że nie patrzą na nią, gdy znów przechodziła przez garaż. Będzie musiała ich jutro przeprosić, to nie była ich wina, że była rozdrażniona.

W domu szybko zapuściła nura do łazienki i nalała sobie wodę do wanny. Potrzebowała zrelaksować się przed randką. Włączyła ulubioną muzykę, oparła się o brzeg wanny i przymknęła oczy. Nawet nie wiedziała, kiedy upłynęła godzina i musiała wychodzić. Jeremy był cierpliwy, nie miała jeszcze żadnej wiadomości od niego. Zaskoczyło ją to.

Wysłała mu więc sms z adresem i poszła się ubierać. Zaczęła myśleć o nim. Widziała, jak patrzył na nią w klubie, chciał jednego. Seksu. Nie żeby była jakąś świętoszką, o nie. Aczkolwiek wtedy nie miała na coś takiego ochoty. Po drugie nie znosiła być traktowana jak zdobycz, jak przyszłe trofeum. Była kobietą i oczekiwała szacunku. Wiedziała, że w końcu ujawni swoje prawdziwe zamiary. Dlatego postanowiła zahamować jego popęd.

Gdy dochodziła dwudziesta, była gotowa do wyjścia. Przyjrzała się sobie krytycznie w lustrze, ale nie dostrzegła czegoś, co musiałaby poprawić. Usłyszała auto na podjeździe, podeszła do okna i dyskretnie przez nie spojrzała. Jeremy wysiadł i rozejrzał się. Mogła spokojnie mu się poprzyglądać. Niestety był przystojny. Nie żeby nie lubiła przystojnych mężczyzn, ale to znacznie utrudniało sprawę.

Jeremy miał na sobie czarną koszulę z krótkim rękawem, czarne spodnie i trampki. Posiadał też coś, co strasznie jej się podobało. Mnóstwo tatuaży. Do tego nie wyglądał na zbyt grzecznego chłopca, a to był dodatkowy afrodyzjak. Mimo wszystkich tych atrybutów nie podobało jej się to, jak chciał ją potraktować. Jak zabawkę. Szkoda, bo może sama miałaby ochotę na odrobinę szaleństwa i niegrzeczny seks.

Wzięła torebkę i ruszyła do drzwi, gdy mężczyzna nacisnął dzwonek. Otworzyła je z cieniem uśmiechu na ustach. Widziała, jak oczy mu się zwęziły i zlustrował ją z góry na dół. Aprobatą był szeroki uśmiech, jakim ją obdarzył.

- Wyglądasz olśniewająco. – Czuła się jak na talerzu, gdy tak na nią spoglądał z góry. Chociaż miała szpilki na stopach, nadal był sporo wyższy.

- Ty też wyglądasz dobrze. – odpowiedziała hamując odruch zaciągnięcia się nosem. Jeremy ładnie pachniał, a dobry zapach u mężczyzny był jej koszmarną słabością.

- Jedziemy? – spytał. - Szkoda tracić czas. Niespodzianka czeka.

- Zabierasz mnie na kolację? – Zamknęła za sobą drzwi, a później przyjęła jego ramię, które zaproponował. Mimo wszystko umiał odgrywać dżentelmena. Otworzył jej drzwi swojego mercedesa i zaczekał, aż wygodnie usiądzie.

- Kolację zjemy po niespodziance. – Odpalił silnik i puścił jej oczko. Ruszył dość agresywnie i pewnie siebie. Taki styl jazdy lubiła.

- Powinnam się bać? – spytała udając, że nic ją nie wzrusza. Tak naprawdę podobało jej się wszystko, tylko nie to, że Jeremy jest takim dupkiem, który chce by weszła do kolekcji kobiet, które pragnie zaliczyć.

- Ze mną nie musisz. Chociaż… Lubię, gdy kobieta szuka w moich ramionach schronienia. Więc jak będzie, Ellen? Chcesz pobyć bezbronną kobietą potrzebującą opieki?

- Nie marzę o niczym innym. – Mało brakowało a walnęłaby go czymś. Koleś był tak bezczelny, że szok. Z jednej strony to nie było nic złego. Ale z drugiej… Wiedziała już, że tak szybko się go nie pozbędzie. Chyba, że zrobi coś, co spowoduje jego wycofanie się. Tylko co mogłoby zagwarantować taką reakcję?

- Przepraszam Cię, że nie odezwałem się szybciej, niż wczoraj, ale byłem bardzo zajęty. A Ty co robiłaś? Gdzie właściwie pracujesz? – Zasypał ją gradem pytań. Czuła też, jak wzrokiem obcina jej odsłonięte kolana.

- Zajmuję się organizacją pracy w biurze. – odpowiedziała dość krótko. Próbowała być milsza, ale za dużo czynników działało na nią drażniąco. Zwłaszcza zbyt bliska odległość ciała Jeremy’ego. Nie miała pojęcia, dokąd jadą i jak długo jeszcze będą to robić.

- To chyba dość odpowiedzialna praca? – Co rusz zerkał na nią. Skinęła potakująco głową.

- Można tak powiedzieć. A Ty? Co robisz zawodowo? – Nie chciała pozostawać aż tak nieuprzejma. W zasadzie to nic nie szkodziło być miłym i w miarę przyjemnie spędzić ten wieczór. Później będziesz patrzyła na jego zapewne widoczne rozczarowanie, kiedy domyśli się, że nie bzyknie jej raz dwa.

- Jestem perkusistą w metalowym zespole.

- Naprawdę? – Spojrzała na niego zaskoczona. Nie kojarzyła go, musiała nie znać tego zespołu. Dziwne, bo od dość dawna słuchała tych klimatów: - Wybacz, ale nie umiem sobie Ciebie przypomnieć. Co to za zespół?

- Black Panther. Działamy od trzynastu lat.

- Naprawdę o was nie słyszałam. Postaram się nadrobić. – Dopiero teraz spojrzała przez szyby na zewnątrz. Zaczynała kojarzyć miejsce, do którego ją zabierał: - Czy my jedziemy do planetarium?

- Tak, to jest właśnie moja niespodzianka. Dzisiaj jest noc spadających gwiazd. Pomyślałem, że coś takiego nie zdarza się bardzo często. – Sprawnie zaparkował pojazd na wyznaczonym miejscu i wyskoczył zza kierownicy.

- Muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś. – odezwała się, gdy podał jej dłoń, aby pomóc przy wysiadaniu.

Ku jej kolejnemu zaskoczeniu, nie puścił ręki. Spojrzała, ale nie zareagował, a pociągnął ją delikatnie za sobą.

- Mam nadzieję, że miło? Jest tutaj również restauracja na dole, dlatego też nie musimy wracać do centrum. Będzie ci to odpowiadało? – Otworzył przed nią drzwi. Musiała przyznać się przed sobą, że bardzo lubiła, jak facet tak się zachowywał. O ile było to prawdziwe.

- Jak najbardziej. Skąd pomysł na randkę tutaj? – spytała zaciekawiona. Nie oczekiwała tego.

- Lubię zaskakiwać. Poza tym zabranie Ciebie tylko do restauracji na pierwszą randkę… Nie wydaje Ci się to strasznie nudne i przewidywalne? Nie lubisz być czasami zaskakiwana? – Mężczyzna kupił bilety wstępu. Szybko przeszli przez bramki.

- To zależy. Czasami nie znoszę niespodzianek – Przyznała uczciwie. - Ale teraz mi się podoba. Nigdy tu jeszcze nie byłam. Tym bardziej na randce.

- Cieszę się więc, że jestem pierwszym mężczyzną, który Cię tutaj zabrał. Ściemnia się, więc będziemy mogli pooglądać gwiazdy przez teleskopy. Później wejdziemy na taras, na którym obejrzymy deszcz spadających gwiazd.

- Zaplanowałeś cały wieczór ze szczegółami. – Podeszła zaciekawiona do teleskopu. Chciała zerknąć przez niego na niebo.

- Trzeba go najpierw ustawić. – mruknął tuż za nią Jeremy. Prawie podskoczyła, nie słyszała, kiedy podszedł. Do tego nagle znalazł się tak blisko. Wiedziała, że nie zaatakuje jej tutaj, ale świadomość, że stoi za nią seksowny facet nie pomagała.

- Byłeś tutaj wcześniej? – spytała chcąc zamaskować swoje zmieszanie.

- Dwa razy. To takie dziwne? Rockmeni nie chadzają w tak kulturalne miejsca? – Zażartował, widząc jej minę.

- Nic takiego nie powiedziałam! - Usiłowała się bronić, dopiero po kilku sekundach zorientowała się, że to żarty. Walnęła go w ramię.

- Zaczepiasz się? – Znów podszedł i niespodziewanie złapał ją za dłoń. - Masz szczęście, że nie szturcham dam.

Serce jak oszalałe zaczęło jej się tłuc w piersiach, gdy ostatnie słowa wyszeptał jej do ucha.

- Umrę z tego szczęścia… - Drżący głos próbowała zamaskować lekką ironią. – Mogę już popatrzeć?

- Oczywiście. Teleskop jest do Twojej dyspozycji. – Wdzięcznie zrobił jej miejsce.

Przysunęła się i zaczęła oglądanie. Uspokoiła szalejące serce i zajęła się tym, po co tu przyjechali.

Celowo nie odzywał się do niej wcześniej niż wieczór przed wyznaczonymi trzema dniami. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego nachalność mogłaby zostać źle odebrana. Tak miał czas, by zastanowić się nad przebiegiem randki. Mógł założyć sobie różne ewentualności, a później je realizować. Wymyślił planetarium, bo wiedział, że ją zaskoczy. Zwłaszcza, jeśli wiedziała, kim jest. Choć okazało się, że nie wie.

Jak na razie wszystko szło zgodnie z planem i nie przewidywał dzisiejszego wieczoru żadnego niepowodzenia. Wystarczyło odpowiednio ją rozmiękczyć i tą noc spędzą w jego łóżku. Bądź jej, to już nie miało dla niego znaczenia. Ta pewność siebie charakteryzowała go nie bez powodu. Po pierwsze znał dość dobrze kobiety, a one działały schematycznie. Po drugie, widział na własne oczy jej reakcje.

Znajdowali się właśnie na tarasie widokowym, niedługo mieli zobaczyć spadające gwiazdy. Ellen stanęła blisko niego, choć nie tak blisko jak by chciał. Dla niego to był tylko dowód na to, że bała się go. Swoich reakcji na taką bliskość. Niepotrzebnie. Zamierzał sprawić by płonęła. Umiał zadbać odpowiednio o kobietę.

- Zaczyna się! - Dłonią wskazał kierunek nieba, Od razu zareagowała. Jak zahipnotyzowana patrzyła na to cudowne zjawisko.

- To niesamowite… - wyszeptała uśmiechając się urzeczona tym, co przyszło jej oglądać. Nie zauważyła, że nieco zbliżyła się w jego stronę. Od razu to wykorzystał i objął ją jedną dłonią w pasie, a przodem lekko opierając się o jej plecy. - Co robisz?

- O czym mówisz? – Spojrzał na nią niewinnie. Patrzyli sobie prosto w oczy. Dostrzegł w niebieskich źrenicach ostrzeżenie. – Ellen, bo gwiazdy Ci uciekną!

- Masz szczęście… - mruknęła pod nosem myśląc, że jej nie usłyszał. Gdy znów odwróciła głowę w stronę widowiska, na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech. To był dopiero początek.

- Piękne, prawda? – powiedział, a ona pokiwała głową.

Miał ochotę roześmiać się, bo wcale nie chodziło mu o gwiazdy. Ellen miała na sobie prostą, ale seksowną sukienkę z niemałym wycięciem. Miał idealny widok na jej falujące przy każdym oddechu piersi. Wyobraźnia po raz kolejny podsunęła mu obrazy. On ugniatający te dwie półkule albo kołyszące się według rytmu, gdy ona będzie go ujeżdżała.

- Muszę Ci przyznać, że trafiłeś z tym pomysłem na randkę. To interesujące móc zobaczyć tak niecodzienne zjawisko. – Wydawała się być autentycznie zachwycona.

- Po prostu lubię zaskakiwać. Zdecydowanie lepiej jest wybrać nietuzinkowe rozwiązanie, prawda?

- Jestem skłonna zgodzić się z tobą. – odpowiedziała powracając do oglądania. Nie protestowała już przeciwko temu, że przylegał do niej. Niestety widowisko nie potrwało zbyt długo. Wysunęła się z jego ramion. - Co teraz?

- Teraz zapraszam na kolację zgodnie z obietnicą. – Znów wysunął rękę, którą przyjęła bez marudzenia. - Naprawdę dobrze się tutaj bawiłaś?

- Tak. Pozytywnie mnie zaskoczyłeś. – Spokojnie kroczyła obok niego, aż weszli do windy. Musieli zjechać piętro niżej.

- Bo sądziłaś, że jestem typowym rockmanem, który nie ma tak szeroko rozwiniętych horyzontów?

- A masz je aż tak rozwinięte? – spytała, aż spojrzał na nią. Widząc jego minę, zaczęła się głośno śmiać. - Przecież żartuję. Cieszę się, że wybrałeś coś niestereotypowego.

- Ktoś tu dzisiaj wspominał, że nie lubi niespodzianek. – Pogroził jej zabawnie palcem, gdy usiedli przy stoliku.

Dziewczyna wyglądała cholernie seksownie w tej sukience. Podkreślała idealnie jej kobiece atrybuty, zwłaszcza piersi i pupę. Nie mógł przestać wyobrażać jej sobie nago, gdy znajdą się w łóżku.

- Bo za nimi nie przepadam. Zazwyczaj niespodzianki są takie, że mało mają w sobie niespodziewanego. Rozumiesz, o czym mówię? – Oblizała usta przeglądając kartę menu.

O mało co nie warknął na nią, żeby tego nie robiła. Odbijało mu, dawno się tak nie czuł.

- Więc zwykła randka przykładowo w kinie nie stanowiłaby dla Ciebie przyjemności? – Lekko nachylił się w jej stronę. Był ciekawy jej odpowiedzi.

- Oczywiście, że lubię randki w kinie. Wystarczy dobry film i odpowiedni partner.

- Tak mówisz? Uwielbiam oglądać porządne filmy. W trasie z przyjaciółmi mamy nawet swój filmowy klub. – Lekko uśmiechnął się, bo wykazywała zainteresowanie rozmową. Wieczór zaczynał zmierzać w dobrym kierunku.

- Filmowy klub? Oglądacie razem porno? – Zakryła usta w udawanym szoku. W żywe oczy w dość żartobliwy sposób kpiła sobie z niego.

- Czasami. – Puścił jej oczko, na co zareagowała śmiechem. Na pewno była bardziej rozluźniona niż chociażby godzinę wcześniej. - Może masz ochotę go z nami obejrzeć kiedyś?

- I słuchać waszych obleśnych komentarzy? Raczej podziękuję.

Pojawił się kelner i złożyli zamówienie. Rozmowa zeszła na neutralne tematy. Ellen pytała go o trasy, koncertowanie i całą tą otoczkę. On dowiedział się, że nie jest zwykłą pomocą biurową, a pracuje u samego Richarda Harris. Zapunktowała tym u niego. Richard był znanym biznesmenem, założycielem i szefem warsztatu Hot Rod Garage. Nie podejrzewał jej o tak wysoki szczebel. Skończyli deser i spojrzała na niego.

- Głód zaspokojony? – Nie żeby chciał przyśpieszyć bieg czasu. Jednak coraz gorzej przychodziło mu własne opanowanie.

- To dyskretny znak, że powinniśmy się już stąd zbierać? – Dziewczyna roześmiała się w najlepsze. - Miałeś autentycznie zabójczą minę, gdy zadałam to pytanie. Wybacz, nie mogłam się powstrzymać. I owszem, możemy już jechać.

- Jeśli chcesz, możemy jeszcze zostać. - Nie chciał, żeby dziewczyna odprawiła go z kwitkiem. Czasami myślał zbyt szybko, zbyt impulsywnie.

- Jedźmy już. Spędziłam tu naprawdę uroczy wieczór i jestem Ci za niego wdzięczna. – Chciała wstać sama, ale uprzedził ją. - Zawsze taki jesteś?

- Jaki? – spytał prowadząc do wyjścia.

- Dżentelmen w pełnym wydaniu.

- Nie dowierzasz w to? Czy nie lubisz, kiedy mężczyzna okazuje kobiecie względy? – Wyszli na parking, była ciepła noc. Musiał nieco wystopować, choć było już tak blisko.

- Nie wiem, czy na świecie istnieje choćby jedna kobieta, która by tego nie lubiła. Skoro jesteś taki naprawdę, dziwię się, że jesteś sam.

- Czy teraz jestem sam? – Uśmiechnął się wyjeżdżając na ulicę. – Może czekałem na właściwą kobietę, przy której ujawnię swoje prawdziwe dżentelmeńskie ja?

- Jestem właściwą kobietą? – Zaczynały podobać mu się utarczki słowne z nią.

- Wy kobiety stanowczo jesteście zbyt ciekawskie. Za dużo i za szybko chciałybyście wszystko wiedzieć.

- Odkryłeś moją słabą stronę, jak mi przykro. – uśmiechnęła się teatralnie. - Odpowiesz na pytanie, czy wolisz być tajemniczy?

- A jak myślisz? – Ten wieczór zaczynał mu sprawiać coraz większą radość. - Może niedługo wyjawię Ci prawdę. - Stanęli na światłach i przysunął się do niej. Był tak blisko, że widział światła z ulicy odbijające się w jej oczach.

- Zielone. - wymruczała odwzajemniając jego spojrzenie. Mógłby przysiąc, że zagapiła się przez krótki moment na jego usta.

- Co? – Nie wiedział, o co jej chodzi.

- Mamy zielone światło. – Zaśmiała się cicho.

Zaskoczony spojrzał na tablicę powyżej auta, naprawdę mieli zielone światło. Ktoś za nimi zatrąbił. Od razu ruszył do przodu. Poczuł się jak uczniak przyłapany na ściąganiu. Wkrótce zajechał pod jej dom.

- Jesteśmy na miejscu. – Popatrzył na nią, gdy uśmiechnęła się do niego.

Kolejny przyjemny dreszczyk emocji przeszedł mu wzdłuż kręgosłupa. Wysiadł pierwszy i otworzył drzwi od strony Ellen. Przyjęła jego dłoń i razem weszli na schody prowadzące do domu. Pod samymi drzwiami odwróciła się do niego.

- Świetnie się dzisiaj bawiłam.

- Ja również.

Była tak blisko niego. Zaczęło go ogarniać pragnienie. Nie chciał już dłużej walczyć sam ze sobą. Jej usta zahipnotyzowały go i musiał wreszcie ich skosztować. Nie tylko ust. Delikatnie odgarnął jej włosy, które nieco zasłoniły twarz, aby móc zatopić się w jej spojrzeniu. Wsunął dłoń na talię kobiety i przyciągnął ją do siebie. Nie pytając czy czekając na pozwolenie, dotknął wargami jej wilgotnych warg.

Smakowała truskawkowym błyszczykiem do ust. Nie wiedzieć, dlaczego, ale cholernie mu się to spodobało. Końcówką języka przejechał wzdłuż, ona rozchyliła je lekko. Wtedy wślizgnął się do środka. Zetknął się z językiem kobiety i zaczął go lekko ssać. Jak przez mgłę usłyszał jej jęk, to go tylko zmotywowało. Wzmocnił pocałunek nadając mu większej intensywności.

Ciałem pokierował ją tak, że oparła się o drewniane drzwi, a on mógł na nią naprzeć swoim. Czuł, jak piersi oparły się o jego tors. Cholernie to lubił. Gdy odpowiedziała na pocałunek, jego podniecenie zaczęło rosnąć w drastycznym tempie. Przejechał dłonią wzdłuż jej talii badając każdą wypukłość i każde wklęśnięcie. Jeszcze przez ubranie, ale to była chwila, kiedy zedrze z nią tą sukienkę. Usta dziewczyny parzyły go, a jednocześnie były takie słodkie i wilgotne.

Nie chciał przestać jej całować, ale zaczynało mu brakować tchu. Jej również, bo gdy odsunął się od niej, ciężko oddychała walcząc o oddech. Znów chciał ją pocałować, lecz położyła mu dłoń na torsie.

- Powinnam już iść do domu… - odezwała się bardzo cicho.

Spojrzał na nią nie rozumiejąc.

- Nie kończmy tego, Ellen.

Odsunął jej dłoń, ale odwróciła głowę. Jego usta natrafiły na ciepłą szyję. Nie zniechęciło go to, całował ciepłą skórę. Językiem zostawiał wilgotne ślady. Dziewczyna zadrżała i był pewien, że zaraz skapituluje. Tak się jednak nie stało.

- Jeremy, przestań! – Tym razem włożyła więcej siły w odsunięcie go od siebie. Jej oczy płonęły, a mimo to odpychała go. - Nie zakończymy tego wieczoru tak, jak byś tego chciał. Nie chodzę do łóżka z facetami na pierwszej randce.

- Ellen, oboje tego pragniemy, wiem o tym. - Chciał jej dotknąć, marzył o tym.

Był podniecony i pragnął spełnienia.

- Trzynaście randek. – odpowiedziała mu z uśmiechem satysfakcji. Nie zdołała jednak opanować swojego chaotycznego oddechu.

- Co? – Nic z tego nie rozumiał. O czym ona do cholery mówiła?

- Trzynaście randek i będziesz mógł mnie mieć. Nie mniej i nie więcej. Nie pozwolę Ci się zbliżyć do siebie wcześniej.

- Trzynaście? – powtórzył.

Miał wrażenie, że żartuje sobie z niego. Nie bawiło go to. Poczuł złość. Ale nie okazał jej, nie chciał dać jej tego poczucia władzy nad sobą. Później popatrzył na nią uważniej.

- Dokładnie tyle, ile powiedziałam. No chyba, że uważasz, że nie jestem warta tych trzynastu randek.

- Sądzisz, że nie dam rady? Nie jestem neandertalczykiem. Chcesz trzynastu randek? Dostaniesz każdą jedną po kolei. – Niespodziewanie dla nich obojga wymruczał jej to wprost do ucha. Nadal tkwiła między nim a drzwiami. Gdy się odsunął, zauważył, że ma pociemniałe od pożądania oczy. Normalnie próbowałby przeforsować swoje zdanie, w końcu by mu uległa. Ale rzuciła wyzwanie, a on bardzo zamierzał jej udowodnić, że popełniła błąd. Był mistrzem i to on wygrywał. Ten pojedynek również. – Zasłużyłaś na wszystkie trzynaście.

- Cieszę się, że jesteś ze mną zgodny. Liczę, że następne dwanaście będzie tak ciekawe, jak ta dzisiejsza. – Uśmiechnęła się szeroko do niego. Pogrywała z nim, tego był pewien. Chciała się tak zabawić? Da jej wystarczającą ilość rozrywki.

- Oczywiście. Nie będę Ci już przeszkadzał dzisiaj. Dobranoc, Ellen. – Nie mógł się jednak powstrzymać i złożył krótki, ale obiecujący pocałunek.

Pragnął, żeby nie umiała go wyrzucić z głowy. Po czym nie patrząc już na nią odwrócił się, wsiadł do auta i odjechał.

 

Oto Jo Winchester:

Zwykła dziewczyna, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Mimo ciężkiego startu nie poddałam się i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Darusia994
    | Odpowiedz

    zapowiada się genialnie! 🙂

  2. Kornelia
    | Odpowiedz

    Kurde, muszę przyznać, że się wciągnęłam 🙂 Bardzo mi się podoba 🙂

  3. Monika G.
    | Odpowiedz

    Ojejciu! Co dalej? Co dalej?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      W przyszłym tygodniu ciąg dalszy ☺

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Rozbroiłaś mnie swoim drugim komentarzem 😀 Dziękuję!

      • Monika G.
        |

        Jedni dzwonia do bylych, a ja….
        Mi trzeba odcinac internet kiedy mam meetting z Danielsem 😝

  4. Lala
    | Odpowiedz

    Super 🙂 fajne ze są długie części 🙂

  5. J.
    | Odpowiedz

    Fabularnie baaaaaardzo mi się podoba, ale momentami ciężko się czyta, jakby pisały to dwie różne osoby. Zdania wydają się nie pasować do siebie, brakuje mi takiej płynności w prowadzeniu narracji. Niemniej czekam z niecierpliwością na kolejną część 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Narracja jest prowadzona przez dwie osoby. Z jej i jego punktu widzenia. Mam nadzieję, że później będzie Ci się lepiej czytało. ☺

  6. Sexting.pl
    | Odpowiedz

    Części tworzą niezwykłe napięcie i wzbudzają oczekiwanie na więcej. Fajnie, że są tak rozwinięte!

  7. Tony Porter
    | Odpowiedz

    Przyznam szczerze, że sporo czasu gibałam się, czy komentować, czy nie. Z jednej strony słyszy się, że jak się nie podoba, to nie czytać i nie krytykować, ale z drugiej strony, piszącemu chyba zależy na tym, żeby wiedzieć jakie błędy popełnia i pisać jak najlepiej, prawda? Doskonalić warsztat, rozwijać się. Sama trochę piszę i wiem, że pewnych rzeczy się nie widzi, dopóki ktoś nie pokaże ich palcem. Nie jestem polonistką, redaktorką, nie param się korektą, tylko czytelniczką, i jako czytelniczka piszę co myślę o przeczytanym tekście. I nie rzadko popełniam błędy w komentarzach:) Ale i wdzięczna jestem za wytknięcie błędu i focha nie strzelam. Czegoś się uczę, czegoś się dowiaduję, odświeżam lekcje z języka polskiego.
    Do rzeczy: Fajny pomysł na historię, na budowanie relacji między dwojgiem obcych ludzi, na pojawienie się pragnień wychodzących poza seks. Tylko, że realizacja pomysłu nieco skrzeczy i zgrzyta: dialogi za przydługie i trącą sztucznością, błędy stylistyczne, interpunkcja kulejąca, i dlaczego bohaterowie mówią do siebie “przez dużą literę”? Takie.. kanciaste to wszystko. Dobry materiał potrzebujący dobrej obróbki.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      O swoich błędach wiem. Robię je, ale staram się poprawiać. Aż tyle tutaj błędów interpunkcyjnych? Poprawiałam je w Wordzie, więc nie powinno ich raczej być. Bo, że z interpunkcją mam na bakier, to wiem doskonale. Jeśli chodzi o duże litery, po prostu cały czas wydawało mi się, że tak pisze się wszędzie. Nie sprawdziłam tego, a z reguły nie zwracam na to uwagi jak coś czytam. Ale mam pytanie. Dlaczego uważasz, że dialogi są sztywne? Tego bym na pewno nie powiedziała o nich. Czy są za długie? Ja tak piszę.

      • Tony Porter
        |

        Jo Winchester, dziękuję Ci! Znam Cię tylko z komentarzy i ciutek się obawiałam Twej reakcji na krytyczne uwagi. Kamień z serca.
        Korekta Worda jest dyskusyjna – mnie lubi wtryniać przecinki tam, gdzie ich być nie powinno. Ja też z interpunkcją mam na bakier, więc pewnie dlatego jestem tak na nią wyczulona… a może raczej – uczulona.
        Dużych liter używa się w korespondencji, czy w odpowiedziach na komentarze.
        Ustrzeliłaś mnie pytaniem:) Nie wiem dlaczego uważam, że dialogi są sztywne – tak czuję, tak je odbieram. Jakby bohaterowie przemawiali, a nie rozmawiali.Tak teatralnie, pod publikę.
        Używasz krótkich, prostych zdań, a to nie buduje płynności opowiadania. To nie ma być sprawozdanie, tylko opowieść. Literatura.
        “Ja tak piszę” – ok, to Twój styl, tak czujesz i piszesz, tylko że to wcale nie znaczy, że to jest dobre. Bynajmniej się nie mądrzę, bo czytając swoje teksty po sporym upływie czasu zastanawiałam się jak mogłam coś takiego napisać i uważać, że jest w porządku.
        “Tego bym na pewno nie powiedziała o nich.” – Nie razi Cię szyk zdania? Nie lepiej brzmi: “Tego bym na pewno o nich nie powiedziała.” ?
        Podkreślam – nie uważam, że wiem lepiej, że się znam, że mam rację. Takie mam odczucia po lekturze, ale inni czytelnicy mogą odbierać to zupełnie inaczej. Co zresztą widać w innych komentarzach – opowiadanie się spodobało.

      • Monika G.
        |

        Dialogi oddaja stopien znajomosci rozmowcow a oni nie znaja sie zbyt dobrze. Ja nie mam nic do zarzucenia. Moze nie jestem polonistka i dlatego nie widze mankamentow. Czy wszystkie z nas zwracaja uwage na przecinki? Moze dlatego, ze jestem anglistka patrze na teksty przez pryzmat przekazu, nie poprawnisci ort/int. Jesli tekst porusza moja wyobraznie i dotyka mnie uczuciowo, jest dobry, wspanialy, pyszny. Bo o to chodzi w literaturze: wywolywac emocje. Szyk zdania zmienia sie w zaleznosci od regionu w jakim sie wychowalismy. Od gwary do jakiej przywyklismy…. Czy Mickiewicz sie zastanawial ze za sto lat mlodziez bedzie zmuszana do czutania jego dziel pomio iz nikt go nie rozumie? Czy go to blokowalo? A moze: Czy blokowalo go to? Jak widzimy NIE! Niech cie rowniez noe blokuje, Jo.
        Moje pisanie jest jak rysunek przedszkolaka postawiony przy MonaLizie. TWOJE jest wzorcem, za ktorym pragne podarzac. Jo! 13randek ma iskre, z ktorej moze powstac pozar. To moja subiektywna ocena, tak jak subiektywna jest ocena kazdej innej osoby…. Ci co twierdza, ze sa obiektywni klamia. Zawsze kieruja nami uczucia. Zawisc, zazdrosc, pogarda, szacunek…. Chcialam jeszcze dopisac taki uczuc (specjalnie tak to ujmuje) co stanowi o podziwie i ….admire – takie slowo odnajduje w swych angielskich myslach. Pisz!
        Nie rozkaz lecz prosba.
        Pisz!
        Bo dotykasz mnie swym slowem.
        Pisz!
        Bo robisz to na co ktos inny nie mialby odwagi.

        *jesli ktos poczuje sie urazony bledami lub brakiem polskich znakow niech sobie daruje korygowanie mnie. Jestem po spotkaniu z Jacusiem Danielsem a moj tel nie ma ou i eu zeby tu zgrywac elite polonistyk i miodkowego studenta.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Rozumiem i staram się pisać i poprawiać jak najlepiej. Wiadomo, że chcę się rozwijać, o to też w tym chodzi. Wyłapuję tyle błędów, ile tylko dam radę. Co do dialogów, nic na to nie poradzę, że tak je odbierasz. Dla mnie są w porządku, zresztą wszystkich nie dam rady uszczęśliwić. A co najważniejsze, jak zauważyła czytelniczka pod naszymi komentarzami, to dopiero początek. Oni się poznają. Może, ale niekoniecznie zmienisz zdanie później, jeśli zechcesz mnie dalej czytać.

      • Tony Porter
        |

        Oczywiście, że będę dalej czytać. Historia zapowiada się interesująco i jestem ciekawa co się podczas kolejnych 12 randek wydarzy. Na uszczęśliwienie wszystkich to się nawet nie ma co porywać, bo to nierealne, a i nie o to chodzi. Najważniejsze, że masz pomysł na opowieść i starasz się jak najlepiej ją “opowiedzieć”. I że masz świadomość popełnianych błędów i chcesz się rozwijać, pisać coraz lepiej. Ku przyjemności własnej i czytelników:)

  8. Anonim
    | Odpowiedz

    Zapowiada się bardzo fajnie! Czekam na następne części 🙂 Ciekawią mnie miejsca na randki w które ją zabierze

  9. M
    | Odpowiedz

    Czekam na kolejną część 😀

  10. Anonim
    | Odpowiedz

    Wydawało mi sie ze miały być co środę… Ale to tak samo jak z newsletterem… Coraz częściej się zawodze na tej stronie, co ciekawsze opowiadania są płatne, a do tego tak nie systematycznie dodawane.

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Płatne: 2, 17, 26, 30 sierpnia
      Bezpłatne: 4, 8, 10, 15, 21, 22, 22, 24, 29 sierpnia
      Stosunek płatnych do bezpłatnych 4:9

      Miałaś w szkole matematykę? To policz sobie proszę ile był danych w sierpniu płatnych, a ile bezpłatnych. Sorry, ale już cierpliwość tracę. Jak się nie podoba, to prawy górny róg i nie będziesz się musiała więcej czuć “zawodu”…

  11. Kate
    | Odpowiedz

    Jednym słowem REWELACJA 😍

  12. Martirio
    | Odpowiedz

    Tony, kocham Cię. Czasem czytając Twoje komentarze zastanawiam się, czy my mamy jeden mózg 🙂

    Jo – dlaczego w pracy szef zwrócił się do Ellen Twoimi imieniem? 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A gdzie Ty to widzisz? Richard mówi do niej Ellen, nie ma tam mojego imienia.

Napisz nam też coś :-)