Trzynaście randek (XI)

with 8 komentarzy

Rozdział 11

Trzynaście randek - okładka ebookaJestem bardzo zadowolona i szczęśliwa, że ostatni rozdział tak się spodobał 🙂 Powiem tylko tyle na ten temat, że jeszcze co nieco dla was szykuję 🙂 Zaczynając publikację nie sądziłam, że moja powieść będzie cieszyła się takim zainteresowaniem. Dziękuję za komentarze, to niezmiernie ważne dla mnie móc poznać waszą opinię 🙂

 

–  Może mogę chociaż wiedzieć, gdzie to będzie?

– Nie, Ellen – odpowiedział stanowczo, choć wyraźnie słyszała w jego głosie żartobliwy ton. Drażnił się z nią.

Więc mogę chociaż zgadywać? Albo zasugerować ci, gdzie moglibyśmy pójść? – Nie zamierzała rezygnować. Jeremy prowokował ją spojrzeniem.

Myślisz, że wybiorę któreś z tych miejsc? – Był tak cholernie blisko, że czuła wyraźnie jego mocne perfumy. Już teraz uwielbiała ten zapach, bo kojarzył jej się wyłącznie z nim. I miało tak pozostać.

Nie zmuszę cię. Ale miło by było. – Uśmiechnęła się psotnie, jednocześnie zastanawiając nad wyborem jakiegoś miejsca. – Może kolacja na dachu jakiegoś wieżowca? To nic skomplikowanego, ale godne zapamiętania na długi czas.

Byliśmy już na kolacji. To po pierwsze – roześmiał się. – Poza tym to strasznie oklepane. Czekam na kolejną propozycję.

Za grosz w tobie duszy romantyka, Jeremy – mruknęła, wcale nie zrezygnowana.

Nie jestem romantykiem Ellen. Chcę cię zerżnąć… – wymruczał zmysłowo, a ją przeszył gwałtowny dreszcz. Spojrzała na niego; przez krótką chwilę mierzyli się spojrzeniami. Gdyby byli teraz sami, nie odpuściłaby mu.

To może seks na dachu wieżowca? – powiedziała, po czym zamilkła. Może i Jeremy był na nią napalony, ale to ona prezentowała się teraz jak nienasycona nimfomanka. Jeremy Mitchell obudził w niej demona.

Kuszące. Po trzynastej randce jestem w stanie poważnie rozważyć tą propozycję. – Mitchell nic sobie z tego nie robił i jeszcze bardziej ją prowokował. Lekko ironiczny uśmiech błąkał mu się po twarzy. Musiał świetnie się przy tym bawić. – Masz jeszcze jakieś pomysły?

Skoczmy na bunji. – Lubiła spoglądać na niego. Obserwować jego reakcję, mimikę twarzy, wszystko. Interesowała ją cała postać Jeremy’ego.

Chcesz, bym w moim wieku dostał zawału i na dół doleciały zwłoki? Nie ma mowy, Ellen. – Nie umiał być poważny i znakomicie udawał przerażenie. Bawiło ją to tak naprawdę.

Więc chodźmy do teatru. Byliśmy już w kinie, teraz czas na coś bardziej kulturalnego.

– W teatrze zawsze zasypiałem. Mogę to przemyśleć, bo ostatnio nie dosypiam, więc przydałoby się dobre spanko. Mów dalej, Ellen. – Gestem dłoni zachęcił ją, żeby kontynuowała.

Wiem! Słyszałam, że Backstreet Boys są znowu w trasie. Chciałabym zobaczyć ich na żywo – odezwała się rozmarzonym głosem. BB byli miłością jej szczenięcych lat. Pamiętała do dzisiaj, jak wzdychała do Kevina, przystojnego bruneta z bródką.

Chcesz by perkusista metalowego zespołu poszedł na koncert jakiejś popowej bandy chłoptasi, do których piszczą małolaty? – Jeremy aż przewrócił oczami. Zaczął się śmiać z jej miny.

Czy ja wyglądam teraz jak małolata? Backstreet Boys są fajni – mruknęła, czując się lekko urażona. Mitchell nie wyglądał, jakby był tym przejęty.

Poproś Richarda, może zaprosi ich tutaj. – Głową wskazał na średniej wielkości scenę.

– Prędzej sprzedałby Hot Rod. Lot balonem? Chciałabym zobaczyć ziemię z takiej perspektywy – wymieniła kolejną propozycję.

Moglibyśmy wypaść z tego kosza. Zbyt duże ryzyko. To ani na moje nerwy, ani na mój wiek. – Ellen wiedziała, że droczy się z nią ciągłymi odmowami.

Zachowujesz się jak zramolały staruszek. Oboje wiemy, że daleko ci do niego. Oszukujesz, Mitchell! – Jeszcze bliżej przysunęła swoją twarz do niego, ich usta dzieliły centymetry. Jeszcze chwilę i poczuje ich smak po raz kolejny.

Może masz trochę racji, Harvelle! – Zamrugała zaskoczona, kiedy pstryknął ją delikatnie w nos i celowo się odsunął. Aż miała ochotę warknąć. On jednak zdawał się coraz lepiej bawić i nic nie robić z jej zdenerwowania.

Czy zaaprobujesz jakąkolwiek moją propozycję? – spytała w końcu.

Wiesz, to nawet całkiem możliwe. O ile oczywiście będzie to coś, co będę w stanie zaakceptować. – Jego oczy błyszczały wesoło. Miała ochotę, żeby go walnąć, a później rzucić się na niego. Dlaczego ten facet działał tak na nią?

Więc podejrzewam, że do klubu tanecznego również nie pójdziemy – powiedziała jakoś bez entuzjazmu i jakie było jej zaskoczenie, kiedy Jeremy uśmiechnął się szeroko.

Chcesz potańczyć, Ellen? Ja uwielbiam tańczyć! – Poderwał się od stolika i stanął obok. Gdy Ellen zobaczyła, co on robi, parsknęła śmiechem. Jego ruchy były kompletnie chaotyczne i nie pasujące do siebie. Ruszał się jak zaprogramowany robot, który nie do końca wie, co ma robić.

Ale obiecasz mi, że w klubie zrobisz taki sam popis jak tutaj? – Żadne z nich nie zwróciło uwagi, że kilka osób w restauracji patrzyło w ich stronę.

W klubie dodam efekty specjalne! – Jego chwyt biodrowy rozbawił ją do łez. Jeremy był stuprocentowym wariatem.

Czyli zabierzesz mnie na tańce? – spytała, gdy wreszcie usiadł.

Może kiedyś tak. Co byś powiedziała najpierw na lekcje tańca? Umiesz tańczyć, Ellen?

Przecież widziałeś na plaży. Tańczyłam. Chyba nie wychodziło to aż tak źle? – Miała ochotę zmierzwić irokeza, którego miał na głowie. Wiele rzeczy chciałaby z nim robić. Nie myślała tylko o samym seksie.

Powiedzmy, że potrzebujesz przeszkolenia w nieco innym kierunku. Wiesz, gdzie jeszcze moglibyśmy iść na naszą randkę? – Utkwił w niej spojrzenie brązowych oczu. Ten kolor nie był jakiś rzadko spotykany, ale bardzo lubiła oczy Jeremy’ego.

Gdzie?

Do lasu.

Do lasu? – spytała zaskoczona. – Co mielibyśmy tam robić?

Jak to co? – Udał oburzenie. – Pojedziemy na grzyby. Przecież trwa sezon, no proszę cię, Ellen!

Jesteś szurnięty! – Popukała się w środek czoła. – Chyba, że mówisz o tych halucynogennych.

No i wreszcie mnie zrozumiałaś. Myślałaś, że chciałbym zbierać zwykłe borowiki? Ewentualnie, jeśli nie pasuje ci las… Chętnie poszedłbym na Jezioro Łabędzie.

Łabędzie? – zdziwiła się.

No tak, nad staw, nakarmimy łabędzie. Ellen, ja mówię o balecie!

Balet? – Prawie udławiła się kawałkiem steku, który sobie zamówiła.

Oczywiście. Przedstawienie trwa ze trzy godziny. Dobry czas na drzemkę. – Jeremy błysnął kolejnym uśmiechem.

Czy ty chcesz zniechęcić mnie do pójścia z tobą na kolejną randkę? – Ellen otarła usta serwetką i spojrzała na niego uważnie. – Uważaj, bo na balecie jestem aktywna. Lub mogę się stać aktywna. Może zechcę zatańczyć ten spektakl na tobie. Chyba jeszcze nikt nie grał na flecie podczas Jeziora Łabędziego.

Ellen! – wykrzyknął, gdy zdołał już zaczerpnąć oddech. Z wrażenia wypluł sok, który miał właśnie w ustach. – Jesteś pruderyjna. Nie lubisz baletu? Przecież to wyższa kultura.

Chyba nie chcesz powiedzieć, że ty go lubisz? – Patrzyła na niego próbując ocenić, czy mówi serio, czy kolejny raz usiłuje ją wkręcić.

A co w tym dziwnego? To, że gram metal, nie znaczy, że nie mogę lubić baletu. Jeśli chcesz, możesz nawet spytać Jasona, on potwierdzi. Dlaczego właśnie mam wrażenie, że zostałem wsypany do worka pełnego stereotypów na temat rockmenów? – zarzucił jej, aż poczuła się głupio i zarumieniła się od razu.

Cholera – jęknęła. Właśnie poczuła się jak idiotka. Naprawdę potraktowała go stereotypowo.

Hahaha! – Zaczął się głośno śmiać, aż dziewczyna spojrzała na niego. – Ty naprawdę w to uwierzyłaś! Żałuj, że nie widziałaś własnej miny! – Mężczyzna aż złapał się za brzuch, tak się śmiał.

Jesteś okropny, wiesz o tym? – O dziwo nie była na niego zła, chociaż nieźle ją wkręcił. Mężczyzna przestał się śmiać, za to z powrotem zabrał się za jedzenie. Kiedy ubrudził palce sosem, po prostu je oblizał. Spojrzała potępiająco, ale on zdawał się  nie robić sobie nic z tego.

Jednak przynajmniej wiem dzięki temu, kto zasługuje na moje towarzystwo – odpowiedział bardzo szczerze.

Jestem w tej grupie? – Nie umiała oderwać wzroku. Zachowywał się dość normalnie, jadł jak każdy inny, ale ona widziała w tym erotyczne sugestie. Naprawdę coś ją opętało.

Jesteś na dobrej drodze, by w niej być, Ellen. Mogę cię o coś zapytać? – Nagle znów spojrzał prosto na nią.

Oczywiście – odparła zadowolona z jego poprzedniej odpowiedzi.

Wyglądam, jakbym był padliną? – Znowu ten sam uśmiech, co wcześniej. Ten człowiek zmieniał swoje zachowanie co kilka sekund. Ciężko było go rozgryźć i odgadnąć, o czym myślał aktualnie. Może właśnie dlatego był dla niej tak interesujący.

Nie rozumiem…

Patrzysz na mnie jak sęp. Więc czuję się jak padlina. – Na twarzy zabłąkał mu się prowokujący uśmiech.

No wiesz co! – oburzyła się. Wcale nie patrzyła tak na niego! Już chciała dodać coś jeszcze, kiedy Jeremy nagle wsunął swoją dłoń na jej kark.

Nie do twarzy ci ze złością… – powiedział z ustami tuż przy jej ustach, po czym pocałował. Niespodziewanie, szybko, gwałtownie. Wargi Mitchella zmiażdżyły ją, zawładnęły i oszołomiły. Nawet nie zdążyła jęknąć, gdy język wsunął się do środka. Poczuła falę gorąca rozprzestrzeniającą się po całym ciele. Pożądanie, które ledwo zdołała stłumić, ożyło. Jęknęła za to, gdy ją puścił. Dlaczego przerywał w najlepszym momencie?

Jesteś podły, wiesz o tym? – Jednocześnie chciała przerwać ich spotkanie, jak i przedłużać je w nieskończoność.

Ty też posiadasz niezły charakterek. Może to dobry znak? – Puścił jej oczko i odsunął się na bezpieczną odległość. – Ja już się najadłem, a ty?

– Ja również. – Tak naprawdę straciła apetyt na jedzenie. Czuła się zdekoncentrowana, nieco może zagubiona. Przestawała rozumieć samą siebie. – Powinnam wracać do pracy.

Odprowadzę cię. – Mitchell położył pieniądze na stole i oboje wstali. Milczała w drodze powrotnej. – Ellen?

Tak? – Spojrzała w jego stronę. Już nie miał tej kpiącej miny, nie żartował.

Możesz podejść ze mną do mojego samochodu? Mam coś dla ciebie.

Dla mnie? – spytała zdziwiona.

– Chodź – zaśmiał się i pokierował do zaparkowanego auta. Otworzył je, po czym wyciągnął z tylnego siedzenia mały pakunek. – W środku znajdziesz małą instrukcję.

Jeremy, co to jest? – Była cholernie ciekawa, co może być w środku. Właśnie zamierzała otworzyć, gdy mężczyzna położył dłoń na jej dłoni.

Nie teraz, Ellen. Myślę, że wolałabyś otworzyć to w samotności. – Uśmiechnął się bardzo tajemniczo, co tylko spotęgowało zainteresowanie zawartością.

Dlaczego potrzebuję do tego instrukcji? – Nie dawała za wygraną, usiłując wyciągnąć coś z niego.

Kotku, dowiesz się, jak otworzysz. – Jeremy wyraźnie bawił się tym, że chciała wiedzieć od razu, co tam jest.

Ok, to ja idę. – Uśmiechnęła się szeroko i odwróciła, żeby ruszyć do wejścia. Zamierzała go nieco sprowokować. Nie zdążyła zrobić dwóch kroków, gdy poczuła jego dłoń na ramieniu. Zatrzymał ją. – O co chodzi?

W sumie nic wielkiego. Chciałem tylko, żebyś wiedziała, że to była nasza siódma randka. Do zobaczenia na ósmej. – Wyszczerzył zęby i patrzył na jej zaskoczenie.

Randka? Oszukujesz – mruknęła, tracąc na krótką chwilę zainteresowanie prezentem od niego.

Ja? W żadnym wypadku. Nie pytałaś, czy to randka. Może następnym razem powinnaś. – Pochylił się i pocałował ją bardzo krótko. – Zmykaj już, Ellen.

Jesteś niesamowity… – Niechętnie odchodziła. Ale musiała wracać, poza tym pragnęła rozerwać wreszcie ozdobny papier i poznać zawartość opakowania.

Jeremy Mitchell wzbudzał w niej skrajne uczucia, poprzez ciekawość, pożądanie, aż po zaskoczenie całą jego osobowością. Był człowiekiem zagadką, którą chciała rozwiązać. Teraz dodatkowo dostała prezent od niego.

Wpadła jak burza  do gabinetu i zamknęła drzwi za sobą. Richard siedział u siebie, ale chyba miał jakiegoś gościa, więc przynajmniej była pewna, że nie zaglądnie teraz do niej. Mogła spokojnie i bez obaw otworzyć pakunek. Czuła się jak dziecko w dzień Bożego Narodzenia.

Jej oczom ukazał się komplet bielizny. Był z pięknej, czarnej koronki. Patrzyła z niedowierzaniem na niego, rozmiar zgadzał się idealnie. Bielizna była seksowna i zmysłowa. Jeremy musiał kupić ją wtedy, gdy śledziła go w centrum handlowym. Uśmiechnęła się sama do siebie. Dopiero po chwili przypomniała sobie o instrukcji i zaczęła jej szukać. Znalazła ją w strzępach rozdartego papieru pakunkowego.

To prezent, w którym chciałbym zobaczyć cię na naszej trzynastej randce. No może nie tylko w tym, ale…. Sama zdecyduj, Ellen. „

Jeszcze raz dobrze przyjrzała się kompletowi. To był drogi prezent, przecież od razu rozpoznała znaną jej markę producenta. Jeremy dał go jej od tak, no może nie do końca. Chciał, by miała go na sobie, kiedy wreszcie nadejdzie ta chwila. Uśmiechnęła się rozmarzona. Ona już nie mogła się doczekać. W odpowiednim momencie miała zamiar spełnić jego prośbę.

 

Oto Jo Winchester:

Zwykła dziewczyna, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Mimo ciężkiego startu nie poddałam się i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Asia
    | Odpowiedz

    I znow bedzie cieżko znaleść sobie miejsce do następnego piątku … 😍

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Ale za to jest pewne, że w piątek będzie :-)))

  2. Monika G.
    | Odpowiedz

    Jo! Czy ty masz magistra z droczenia sie? Bo ta randka to takie smieszne fikimiki ze o matko! Sie tak smialam az wytrzeslam wszystkie kamienie z nerek😂😂😂😂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Doktorat z grania ludziom na nerwach 😀 Tak myślę, że jakby współpracował z Tobą, pisząc opowiadanie, to by niezła komedia wyszła 😀

      • Monika G.
        |

        Ej! To na pewno studiowalas z moim mezem! Mieliscie tam taki przedmiot “jak doprowadzic wspolmalzonka do furii”? Jesli tak to dawaj notatki. Musze przygotowac linie obrony bo jak nie to pojde na kurs “jak owdowiec przed czterdziestka”. Sie nauczy co znaczy NIE ZADZIERAJ Z KURPSIANKA 😂
        A tak do wspolnego pisania…jesli tylko masz ochote jestem otwarta na nowe doswiadczenia. Cale moje zycie to komedia wiec moge w cv sie pochwalic: specjalistka od sikania ze smiechu (po dwoch porodach to calkiem latwo wychodzi). Patrze na swoje czarnobiale zdj z czasow niemowlecych kiedy wygladalam jak ten ludzik od opon Miszelina i mysle sobie: tak, to juz wtedy zaczela sie ta komedia. Bogu pisal scenariusz i plakal ze smiechu. Ja go sobie wyobrazam przy pracy jak planowal: tutaj ja na pokrzywy z tym rowerem zarzuce jak bedzie zjezdzala z kartofliska, tam niech sie w windzie zatnie z ksiedzem chodzacym po koledzie, oooo a na studniowce niech noge zlamie…. Beda o niej sitcomy krecic i dziewczyma ustawiona. To ja sie pytam: kiedy ten Netflix sie mna zainteresuje?
        Ale wracajac do tematu pisania. Alez owszem! Czemu nie?! Tylko ja raczej z parentingu jestem znana 😂.

  3. Jaredina
    | Odpowiedz

    Nie ma to jak dialog miedzy ludźmi gdzie zachodzą w powietrzu związki chemiczne… Aż się zastanawiam co im lepiej wychodzi jak rozmowa na takim poziomie… ;> Mam nadzieję że opowiadanie jest długie i wystarczy naaaa dużo piątków…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Chcesz się przekonać? Czytaj dalej 🙂 Dużo piątków przed Tobą, Jaredino 😉

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Monika G. Ty z parentingu, ja z pisania głupot, ostrej muzyki i zamiłowania do tatuaży 🤘 Coś z tego wyjdzie😈

Napisz nam też coś :-)