Trzynaście randek (XII)

with 11 komentarzy

Rozdział 12

Trzynaście randek - okładka ebooka

Randka ósma

– Blackie! Znowu pełno twojej sierści na kanapie. – Jeremy spojrzał z dezaprobatą na kanapę pokrytą drobnymi kłaczkami. Następnie przeniósł karcący wzrok na jedną ze swoich suczek, która właśnie leżała na sofie. Mimo to i tak wcale nie czuł złości. Pogłaskał ją, po czym zajął miejsce obok. – Przez was będę musiał kupić nową, która nie będzie tak zbierała waszej sierści... – Baxter wskoczyła zaraz obok niego, zazdrosna o uwagę swojego pana.

Minęły trzy dni od ostatniego spotkania-randki z Ellen. Był trochę zajęty, bo razem z całym zespołem miał spotkanie w sprawie nowego teledysku. Tom zmienił koncepcję, musieli ustalić też kilka rzeczy, jeśli chodziło o następną trasę. Całe dwa dni praktycznie spędził w pracy, począwszy od rana, do późnego wieczora.

Oczywiście napisał do Ellen, że jest zajęty. Mimo wszystko nie chciał, żeby pomyślała, że olał ją na tak długo. Wymieniali się wiadomościami tekstowymi i raz Ellen zadzwoniła do niego wieczorem. To była bardzo miła pogawędka. Nic nie wspomniała o prezencie, który wręczył jej po lunchu. Nie wiedział, jak zareagowała, gdy go otworzyła. A był tego bardzo ciekawy.

John  znowu spytał go o Ellen. Tym razem już nie dał mu się wywinąć od odpowiedzi. W zasadzie powiedział mu prawdę, że spotyka się z dziewczyną. Nie wspominał nic o układzie randkowym, bo John i tak by tego nie zrozumiał. Poza tym, to była sprawa między nim a Ellen, nikim innym. Gdyby Smith o tym usłyszał, wezwałby psychiatrę i to w trybie natychmiastowym.

W końcu dobrze się znali i John wiedział, jaki jest Jeremy. Sytuacja z Ellen była dla niego nowa. Z żadną inną kobietą nie czekał tyle czasu, żeby trafić do łóżka. Pożądał jej; ciśnienie rozsadzało go od środka, gdy tylko znajdowała się w pobliżu, ale te randki stanowiły dla niego wyzwanie, którego wcześniej nigdy nie miał. Może dlatego podobało mu się tak bardzo?

Nie umiał znaleźć na to odpowiedzi. Ellen podobała mu się jako kobieta, z wyglądu i z charakteru, chociaż ten dopiero poznawał. Było też w niej coś, co go zaskoczyło. Do tej pory spotykał się z tym, że dla kobiet najważniejsze było to, kim był i co sobą reprezentował.

Był sławny i posiadał pieniądze. Chciały z nim sypiać, bo zawsze mogły coś na tym zyskać. Nawet jego była żona nie okazała się być inna. Ale jaka miałaby być, skoro nie zdążył jej poznać?  Byli ze sobą dwa miesiące, zanim wzięli ślub. Małżeństwo nie przetrwało nawet roku.

Ellen zdawała się nie zauważać tego wszystkiego. Przecież ona nie miała pojęcia kim był, gdy przedstawił się jej w klubie randkowym. Nie pytała o stan jego konta, chciała spławić go za pomocą trzynastu randek. Oczywiście, że mógł się mylić i mogła okazać się taka, jak pozostałe. Dopiero odkrywali karty.

Jedno było pewne, Ellen stała się jego obsesją. Myślał o niej kilkanaście razy dziennie. Odliczał godziny do kolejnych spotkań. Czekał, aż sama odezwie się do niego, co zdarzało się coraz częściej. Uśmiechnął się na wspomnienie ostatniej rozmowy w czasie lunchu. Lubił się z nią drażnić. Wtedy uroczo zadzierała nosek do góry.

Nie miał na dzisiaj żadnych konkretnych planów. Chciał zobaczyć się z Ellen. Wiedział, że ona też, chociaż nie spytała otwarcie o termin. Spojrzał na psy, które spały w najlepsze, rozwalone na sofie. Zupełnie, jakby miały podać mu koncepcję spotkania. Nagle roześmiał się sam do siebie. Tylko on mógł być na tyle popieprzony, żeby wymyślić coś takiego.

Pobiegł na piętro do sypialni i otworzył drzwi do garderoby. Pamiętał, że nadal gdzieś miał ten strój. Dawno temu będąc w trasie, razem ze swoim ówczesnym przyjacielem postanowił zrobić sobie jaja. To był jeszcze ten czas, kiedy pił na umór i ćpał, co tylko popadło. Na szczęście tamte dni minęły już bezpowrotnie, ale ubrania jakimś cudem zachowały się do dzisiaj. Znalazł je na samym dole szafy, w pudełku.

Rozebrał się do bokserek i założył wszystko po kolei. Wyglądał i czuł się jak idiota, ale już nie mógł doczekać się zabawy. Lubił prowokować, pokazywać ludziom, jaki jest popieprzony. To było zabawne, ale czasami też okazywało się być świetną tarczą na tych, którzy chcieli coś od niego, nie dając nic w zamian.

Przyglądał się sobie z pełnym zadowoleniem. Wyglądał jak frajer roku. Koszula na długi rękaw w blado różowym kolorze, do tego muszka, czarne spodnie z idealnym kantem i niebieska kamizelka sprawiały, że wyglądał inaczej. Musiał pozbyć się irokeza, więc zmoczył go lekko wodą i zrobił idealny przedziałek na środku. Aby dodać sobie większej autentyczności, nałożył na włosy żel. Teraz były idealnie ulizane. Całości dopełniały czarne retro okulary, oczywiście nie przeciwsłoneczne, a zwykłe.

Zszedł na dół i odszukał telefon. Szybko wybrał numer Ellen i czekał, aż ona odbierze.

– Cześć. – Usłyszał jej zadowolony głos, sam uśmiechnął się od razu. – Pracujesz? – spytała.

– Nie, dzisiaj jestem wolny. W sumie to chciałbym spytać, czy nie pomogłabyś mi w pewnej sprawie.

– Ja tobie? – Zdziwił ją swoją prośbą. – W czym?

– Ellen, bo widzisz… Muszę kupić nową kanapę do salonu, moje psy nieco zdewastowały obecną. Potrzebuję pomocy, bo sam w sumie nie wiem, co bym chciał. Z doświadczenia wiem, że wy kobiety macie w tym wprawę. Nie zechciałabyś wybrać się ze mną do jakiegoś salonu meblowego?

– Oczywiście, że mogę to zrobić. – Jeremy uśmiechnął się. Kobiety lubiły być pomocne.

– Mogę za chwilę przyjechać po ciebie ? Jesteś w domu?

– Tak, jestem. Za ile przyjedziesz? – spytała.

– Postaram się być za godzinę. – Już rozglądał się za kluczykami.

Rozłączył się, sprawdził jeszcze raz, czy wygląda jak prawdziwy frajer. Po czym wyszedł z domu. Aby dopełnić planu, postanowił, że z garażu wyciągnie swoje tuningowane Porsche 991 Carrera S Cabrio. Już dawno nim nie jeździł. Poza tym to auto stanowiło niezły kontrast do jego dzisiejszego wyglądu.

Gdy był już w drodze i stał na czerwonym świetle, czekając na przejazd, nastolatki z auta obok zaczęły pokazywać go sobie palcami. Posłał im uśmiech i ruszył dalej. Do domu Ellen dojechał na czas. Wysiadł i spokojnym krokiem ruszył do wejścia. Nie mógł doczekać się reakcji dziewczyny. Ciekawe, czy obserwowała go już z okna. Zadzwonił dzwonkiem i oparł się dłonią o futrynę.

– Jeremy? – Otworzyła drzwi i stanęła jak wryta. Zareagowała bardzo standardowo, ale nie mógł jej się dziwić. Do tej pory prezentował się zupełnie inaczej.

– To przecież ja. Coś nie w porządku? – spytał z opanowanym uśmiechem.

– Co ci się stało? – Wewnętrznie popłakał się ze śmiechu. Chciał wyciągnąć komórkę i zrobić jej zdjęcie. Ale nie mógł wypaść z roli.

– Dlaczego uważasz, że miało mi się coś stać? Przecież wyglądam normalnie, co nie? Nie podobam ci się, Ellen? – Uważnie przypatrywał się dziewczynie. Nie uśmiechał się już, nie żartował. Ellen zamknęła usta.

– Jesteś szurnięty. – Wreszcie podeszła i złapała go za szyję. Pocałowała go tak wygłodniale, że nie umiał się temu oprzeć. Złapał ją w talii i przyciągnął do siebie. Przez dobrą chwilę nie mogli oderwać od siebie ust. – To gdzie jedziemy? – spytała, gdy spojrzała mu w oczy.

– Gdzie jedziemy? – powtórzył. Potrząsnął głową, żeby się zrestartować. Ellen skutecznie odwracała jego uwagę od nowo narzuconej roli. – Może do centrum. Tam jest wiele salonów meblowych.

– Świetnie! – odpowiedziała, po czym chciała go wyminąć, żeby pójść do auta. Gdy dostrzegła, czym przyjechał, zatrzymała się. – Jeremy, czy to twoje auto?

– Moje? A skąd! Nie mam pojęcia, skąd się tutaj wzięło. Ja przyjechałem taksówką. – Nie mógł się opanować. Roześmiał się i pociągnął ją za sobą. – Oczywiście, że jest moje. Przecież go nie ukradłem.

– Richard się posika, jak się dowie. Koniecznie musisz przyjechać nim kiedyś do garażu. Tylko uważaj, bo Harris zechce, byś odsprzedał mu to auto. W najgorszym wypadku, jeśli oczywiście odmówisz, ukradnie ci go. On choruje na tą wersję. – Ellen obeszła pojazd, patrząc na nie z należnym mu podziwem.

Nie przeszkadzał jej, kiedy przejeżdżała palcami po karoserii samochodu obchodząc go dookoła. Po raz milionowy wyobraził ją sobie, jak leży na masce auta. Cicho odchrząknął, chcąc pozbyć się tej wizji.

– Kusząca propozycja, może wkrótce z niej skorzystam. Jedziemy, czy potrzebujesz jeszcze chwili dla siebie? – spytał, uśmiechając się do niej znacząco.

– Jest piękne – odpowiedziała, nie zwracając za bardzo uwagi na to, co powiedział. W końcu podeszła do drzwi od strony pasażera, więc otworzył je dla niej.

– Chciałabyś mieć kiedyś takie auto? – spytał wprost, gdy byli już w drodze. Zauważył, że Ellen co jakiś czas zerkała na niego i chichotała pod nosem.

– A kto by nie chciał? Nie stać mnie na nie, ale jeśli tylko w przyszłości będę posiadała odpowiednią gotówkę, na pewno sprawię sobie takie cacko. Jest cudowne, aż chciałoby się w nim zamieszkać. – Rozmarzony uśmiech błąkał się po czerwonych ustach.

– Trochę byłoby ci tutaj ciasno – zauważył ze śmiechem. – A jeśli chodzi o posiadanie takiego auta… Może trafisz na mężczyznę, który kupiłby ci taki model?

– Słucham? – Od razu poznał po tonie głosu, że nie spodobała jej się taka insynuacja. – Nie zamierzam prosić o kupno tak drogiego samochodu! Sama sobie zapracuję na niego i tylko wtedy będzie moje. W żadnym innym wypadku nie chcę go mieć. – Dziewczyna nachmurzyła się i odwróciła wzrok. Zaskoczyła go tak gwałtowną reakcją. Większość kobiet byłaby zachwycona takim pomysłem. Ale nie Ellen.

– Spokojnie, przecież tylko żartowałem. Nigdy nie zamierzałem ci nic sugerować. – Akurat stali na światłach. Pochylił się do niej i lekko pocałował, a raczej musnął usta.

Zauważył, że Ellen przypatrywała mu się uważnie. Zawsze starał się być szczery, no chyba, że ludzie zaczynali go okłamywać. Wtedy oddawał im tym samym. Wobec Ellen był szczery cały czas, ale teraz musiał skłamać. Chciał sprawdzić, czy on interesował ją bardziej, czy jego pieniądze.

Zasugerował kupno drogiego auta przez przyszłego partnera. Nie spodziewał się aż tak emocjonalnej reakcji. Może nie postąpił zbyt uczciwie wobec niej, ale po prostu musiał to zrobić. Pierwsza reakcja człowieka zawsze była szczera. Ellen ewidentnie należała do osób, które nie umieją ukrywać prawdziwych emocji. Teraz znał prawdę.

Nie wykazywała zbytniego zainteresowania jego majątkiem. Nie pozwoliłaby sprawić sobie takiego prezentu, gdyby chciał to zrobić. Była na to zbyt dumna i zbyt niezależna. Wolała sama sobie zapracować, niż pójść na łatwiznę. Jego szacunek do niej poszybował do góry. W tych czasach to już nie było tak często spotykane. Ludzie nauczyli się brać, stali się chciwi.

– Ellen, nie złość się na mnie. W żaden sposób nie chciałem cię urazić. – Zatrzymali się przed salonem, ale nie wysiedli.

Spojrzał jej w oczy i posłał najbardziej czarujący uśmiech, na jaki tylko było go stać. Ellen długo nie wytrzymała. W końcu parsknęła śmiechem. Podniosła dłoń i pogłaskała go po policzku. Zaskoczył go ten drobny, ale czuły gest. Znów ją pocałował, ale tym razem pocałunek był dłuższy i bardzo spokojny. Jakby nigdzie mu się nie śpieszyło.

– Chodźmy już – mruknęła, gdy odsunął się na moment. Jej oczy błyszczały, oddech nieco przyśpieszył. Cholera! Ona nie umiała nic ukryć. Była szczera. Przyszło mu na myśl, że nie pamięta, kiedy spotkał ostatni raz taki typ kobiety.

– Jesteś pewna, że chcesz pokazać się ze mną publicznie? – spytał, wychodząc z auta i obchodząc go, żeby otworzyć jej drzwi.

– Ja tak, ale nie jestem do końca pewna, czy ty chcesz pokazywać się ze mną. – Uśmiechnęła się, podchodząc do niego. Bez cienia wahania wsunęła swoją dłoń w jego.

– Najwyżej powiem, że jesteś wariatką, która się do mnie przyczepiła.

Oto Jo Winchester:

Zwykła dziewczyna, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Mimo ciężkiego startu nie poddałam się i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Jolka
    | Odpowiedz

    No nareszcie!!!!!!@

  2. Kate
    | Odpowiedz

    Rany ale oczekiwanie na następny rozdział męczy.Z drugiej strony jest to miłe oczekiwanie.

  3. Kornelia
    | Odpowiedz

    fenomenalne! kocham to opowiadanie, super piszesz

  4. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Dziewczyny, dziękuję :*

  5. Iza
    | Odpowiedz

    Też mi się podoba 🙂

  6. Monika G.
    | Odpowiedz

    O rety! Ellen to musi miec poczucie humoru. I cierploliwosc…. Zeby moj sie tak odstawil to zamiast “zono moja, serce moje” mialby “dobry Jezu a nasz panie”. 😂
    Ale czy to aby na pewno byla randka? Jo! Oszukalas nas! To tylko wycieczka do sklepu po kanape.
    Chcemy randke!
    Chcemy randke!
    Chcemy randke!
    [Rozbijam wirtualny oboz strajkujacy a namiot obwieszam transparentem “Jeremy zaliczyl jak Majewski mature” oraz drugi ktory bedzie wezwaniem o pomoc “zrzutka na baterie do wibratora Ellen zeby wytrzymala do trzynastej”]

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      W Jeremy’ego wątpisz? On nawet z wyjścia do toalety potrafiłby zrobić randkę, nie uważasz? 😀 Jak bum cyk cyk, rozwalają mnie Twoje komentarze! Ps. Który namiot wygrywa? 😀

  7. Monika G.
    | Odpowiedz

    Jak narazie od anonimowych sponsorow uzbieralam wiadro baterii AA oraz dwa pudla AAA. Poza tym kilka pan z kolka szydelkowego zaproponowalo dla Ellen reczne robotki a jeden Francuz pisal ze on tez pomoze jak moze bo jest biegly jezykowo 😂
    Takze tego….kampania na rzecz Ellen pierwsza klasa. Jak dobrze pojdzie to Ellen wytrzyma dluzej 😂

    Ps: Jeremy mial zone?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Leżę i kwiczę 😂😂😂😂😂 Dzisiaj już nie wstanę😂
      Miał.

      • Monika G.
        |

        Chyba “chrum chrum” bo nie slyszalam jeszccze kwiczzacego kota 😂
        Hyba zes jakas hybryda, Jo!

      • Monika G.
        |

        Chyba*
        Moja autokorecta jest angielska

Napisz nam też coś :-)