Trzynaście randek (XIII)

with 15 komentarzy

Rozdział 13

Trzynaście randek - okładka ebooka

Kiedy skończyłam pisać "Trzynaście randek" , była połowa sierpnia. Po tak długim tekście chciałam zrobić sobie nieco przerwy od pisania, wzięłam się za czekające na mnie książki na mojej półce. Później trzeba było poprawić tekst "Granicy uczuć", na którą tak w ogóle serdecznie zapraszam. I dopiero kilkanaście dni temu wróciłam do pisania. Dlaczego o tym mówię? Bo fajnie jest pisać i znowu czuję, ile radości daje mi tworzenie postaci i ich historii 🙂

Oczywiście od razu stali się widowiskiem. Jeremy widział doskonale, jak ludzie pokazywali ich sobie palcami, ale nie zwracał na to uwagi. Co więcej, bawiło go to i to całkiem nieźle. Ellen również miała to daleko gdzieś.

– Masz jakieś preferencje co do wyboru tej kanapy? – spytała, gdy weszli do odpowiedniego działu.

– Musi być duża. – Uśmiechnął się, a dziewczyna zaczęła się głośno śmiać, zupełnie jakby opowiedział jej dowcip roku. Spojrzał niezrozumiale.

– Jakżeby inaczej. Jaki kolor? – Ellen zaczęła się rozglądać, przechadzając się między meblami.

– Byle nie różowy. Ani żaden inny oczojebny. Mogę prowadzić szeroko pojęte negocjacje – parsknął śmiechem, kiedy jakaś kobieta wpadła na sofę. Nie zauważyła jej, bo patrzyła wprost na niego.

– Może ta? – Ellen pokazała mu jakiś model. Nie była mała, ale nie do końca odpowiadała jego standardom.

– Skarbie, ja nie mam mikroskopijnego salonu. Poza tym, Blackie i Baxter zgubiłyby na niej całą swoją sierść. – Pokręcił przecząco głową.

– Widzę, że będzie ciężko. – Ellen przeszła dalej, a on zapatrzył się na jej tyłek opięty materiałem spódniczki, którą miała dzisiaj na sobie. Czarne szpileczki i biała, przewiewna bluzka dopełniały całości.

– Mówiłaś coś? – Ledwo zdołał odwrócić wzrok.

– Mówiłam, że wyglądasz dzisiaj seksownie. – Jej wzrok zdawał się mówić, że doskonale wie, że zawiesił się i na czym. – Chyba nie tylko ja to dostrzegam.

– Nic na to nie poradzę. – Wiedział doskonale, o czym mówiła.

– Ta jest świetna! – Ellen usiadła na kolejnej, dłońmi dotykając materiału. Jeremy przyjrzał się jej i przystanął. – Jest dość śliska, więc psia sierść na pewno nie będzie się przyczepiała.

– Sam to muszę sprawdzić. – Podszedł i jakby od niechcenia pchnął Ellen lekko do tyłu. Kobieta pisnęła i spojrzała na niego zaskoczona. Tymczasem Jeremy nakrył ją swoim ciałem.

– Co ty wyprawiasz? – jęknęła, ale nie próbowała go zwalić. Czuł pod sobą całe jej ciało, piersi, które przygniatał swoim torsem, biodra, które dopasowały się do jego własnych.

– Sprawdzam, czy jest wygodna. – Uśmiechnął się, po czym puścił jej ręce, za które trzymał ją przed chwilą.

– Ja? Czy kanapa? – Zauważył, że jej wzrok pociemniał, a oddech zrobił się nieco urywany. Zdawał się nie zwracać teraz uwagi na to, że są w miejscu publicznym.

– Dobre pytanie, Ellen. – Nim powiedziała coś więcej, po prostu przylgnął do niej ustami. Miał gdzieś, czy dzięki temu zrobili widowisko, chciał ją całować na tej kanapie.

– Przepraszam bardzo! – Przez chwilę myślał, że ma przesłuchy.

Uniósł głowę i zerknął do tyłu. Stał za nim jakiś mężczyzna z plakietką na koszulce. No tak, sprzedawca. Miał ochotę warknąć, żeby sobie poszedł.

– O co chodzi? – spytał, jak gdyby nigdy nic. Do tego uśmiechnął się bezczelnie. Ellen nawet się nie ruszyła.

– Co państwo robią na tej kanapie? – Ekspedient miał dość surową minę. Musiał go wziąć za jakiegoś dziwaka, który rzucał się na bezbronne kobiety. – Czy pani potrzebuje pomocy?

– Owszem, moja żona potrzebowała pomocy. Właśnie jej udzielałem, kiedy pan postanowił mi przerwać. Sumienia pan nie ma, czy co? – Obdarzył go najbardziej niechętnym spojrzeniem, na jakie było go tylko stać.

– Pan chyba żartuje!... – Koleś patrzył to na niego, to na Ellen, która schowała się przed jego nachalnym wzrokiem. W zasadzie to chichotała leżąc pod nim. Cały czas znajdowali się na kanapie, a Jeremy ani myślał się podnosić.

– Nie widział pan nigdy mdlejącej kobiety? Mojej żonie przytrafia się to dość często. Zwłaszcza, kiedy wybieramy nową kanapę do salonu. Szkoda, że pan jej nie widział, kiedy kupowaliśmy łóżko. Mój skarbek stracił przytomność na tak długo, że myślałem, że będę musiał w nią wpompować…

– Może bez szczegółów. – Mężczyzna patrzył na niego z pewną dozą obrzydzenia.

– Powietrze, mój drogi, powietrze! O czym ty w ogóle myślałeś? Czy kierownictwo tego sklepu podczas przeprowadzania rekrutacji robi testy potwierdzające dobrą kondycję psychiczną przyszłych pracowników? – Z ukrytym rozbawieniem obserwował powiększające się zażenowanie mężczyzny.

– Kotku, już mi lepiej…. – Usłyszał głos Ellen i spojrzał na nią. Oczy miała pełne rozbawienia, do tego drżała, z trudem powstrzymując śmiech.

– Słyszał pan? Te kanapy czynią cuda. Moja żona już czuje się lepiej. To jak skarbie, myślisz, że będzie nadawała się do naszego salonu? – Wstał i pomógł Ellen. Znowu miała ten cudowny rumieniec na policzkach.

– Myślę, że będzie idealna. Czy coś nie w porządku? Ma pan jakąś dziwną minę – zwróciła się do sprzedawcy. – Może też panu słabo? Kochanie, czy myślisz, że mogłam zarazić tego pana omdleniami? – odezwała się do Jeremy’ego. Ledwo powstrzymał się, by nie walnąć śmiechem. Ellen szybko przyłączyła się do zabawy.

– To bardzo prawdopodobne. Pamiętasz Tima? Po ostatniej imprezie, na której byliśmy u niego, zaraził się od ciebie tymi jękami. Jego żona, Miranda wspominała o tym ostatnio. – Jeremy pokiwał głową.

– Cholera, może powinniśmy wracać do domu? Co będzie, jak zarażę większą liczbę osób? – spytała Ellen, udając przerażenie. Kątem oka zauważył, jak niechciany tu sprzedawca stara się po cichu wycofać.

– Powinien pan usiąść albo położyć się! – odezwał się do niego Mitchell. – Miejsca jest pod dostatkiem.

– Mąż może udzielić panu pomocy! – krzyknęła za nim Ellen, a facet tylko przyśpieszył kroku. W końcu zostali sami. Jeremy wybuchnął głośnym śmiechem, Ellen zawtórowała mu.

– Miałbym go całować? Jesteś zboczona! – Nie spodziewał się tego po niej.

Normalna dziewczyna widząc jego strój, nie pojechałaby z nim dobrowolnie między ludzi. Ellen nie tylko zrobiła to, ale też dodatkowo zabawiła się razem z nim. Zdecydowanie nie mogła być normalna i to cholernie mu się podobało.

– Przynajmniej się go pozbyliśmy. Szukamy dalej? – Ruszyła przed siebie. Jeremy nie przypuszczał, że to będzie taka dobra zabawa. Ellen zaskakiwała go dzisiaj bardzo pozytywnie.

– W końcu po to tutaj przybyliśmy. Nie masz wrażenia, że nagle zrobiło się jakoś puściej? – spytał, gdy podążali wzdłuż alejki.

– Głupota bywa zaraźliwa i nie ma na nią szczepionki. Też bym uciekała na ich miejscu – zachichotała.

Szedł tuż za nią, ale nagle zatrzymał się. Zobaczył właśnie największą, dostępną w tym sklepie kanapę. W jasnoszarym kolorze, w kształcie litery L. Podszedł do niej i zaczął przyglądać się z zainteresowaniem.

– Ellen! – zawołał.

– Taka mała? Nie było większej? – krótko skomentowała jego wybór. Trąciła go zabawnie łokciem, oddał jej.

– Będzie idealna – odpowiedział w pełni zadowolony. Usiadł na niej, po czym pociągnął Ellen na swoje kolana. Od razu objęła go za szyję.

– Będziesz rzucał się po niej z dziewczynami? – spytała zaczepnie.

– Może. Aktualnie jest taka jedna, co lubi zabawę w kotka i myszkę. Nie jestem tylko pewien, kto jest w niej kotem, a kto myszą. Ta kanapa nada się do tego perfekcyjnie.

– Tak mówisz? Więc to twoja przynęta? – Miał idealny widok na odkryty dekolt i Ellen to zauważyła.

– Liczę, że da mi się na nią złapać. Dzięki za pomoc. Jak wpadnie w moje sidła, powiadomię cię o tym. – Skradł jej szybkiego buziaka. – Idziemy sfinalizować zakup?

– Myślisz, że sprzedawca nie ucieknie? – Wstała, a on razem z nią. Nieśpiesznym krokiem ruszyli do kasy, skąd ekspedient spoglądał na nich, niezbyt niezadowolony z tego faktu.

– Wtedy weźmiemy ją za darmo. Jeszcze lepiej. – Stanęli przed kontuarem lady. – Chcemy tamtą sofę.

– Oczywiście, to świetny wybór. – Mężczyzna zaczął wystukiwać coś na komputerze. Nawet na niego nie patrzył.

– Oj tak, zdążyliśmy to poczuć – powiedział, a Ellen schowała twarz w zagłębieniu jego ramienia. Sprzedawca nerwowo zacisnął usta. – Na kiedy będzie dostawa?

– Jutro z samego rana.

– Świetnie. – Szybko dokonali reszty niezbędnych formalności. Widoczna ulga na twarzy mężczyzny, gdy opuścili sklep, była wprost nie do opisania.

– Byliśmy okropni. – Ellen zapięła pasy i rozsiadła się wygodnie w fotelu. Uśmiech nie zniknął jej z twarzy, kiedy odjeżdżali z parkingu.

– Przez nas mógł popaść w traumę. Uważasz, że powinniśmy zawrócić i przeprosić go? – spytał, nie mogąc odmówić sobie dalszej zabawy.

– Lepiej nie, bo jeszcze przez nas biedak połamie sobie nogi. Świetnie się dzisiaj bawiłam, chociaż to nie była randka. – Spoglądała na niego siedząc nieco bokiem.

– Właściwie to była. Znowu cię nie uprzedziłem? – Zerknął na nią, celowo zezując oczy. Jej śmiech wypełnił wnętrze auta.

– To kolejne oszustwo z pana strony, panie Mitchell. Czy jeśli przypadkiem spotkamy się gdzieś na ulicy, też potraktujesz to jako randkę z kolejnym numerem? – Nie wyglądała na złą. Raczej zaciekawioną.

– Ellen, masz świetne pomysły. Nie wybierasz się jutro na spacer? Daj znać, kiedy i gdzie, postaram się być przypadkowo w okolicy. – Wyszczerzył zęby, co w połączeniu z jego obecnym wyglądem prezentowało się dość komicznie.

– To może zatrzymaj gdzieś samochód, ja wysiądę, przejdę jedną przecznicę i wsiądę kolejny raz. To byłaby randka numer dziewięć, bo ta jest ósma. – Ellen zaczęła bawić się puklem włosów i mógłby przyrzec, że zrobiła to celowo. Tak samo jak nagłe oblizanie warg językiem. Od razu przyspieszył.

– Przyrzekam, że naprawdę masz świetne pomyły. W ten sposób moglibyśmy zakończyć te randki jeszcze dzisiaj. – Wjechał na podjazd przed domem Ellen i zgrabnie zaparkował auto tuż przy schodach. W międzyczasie na zewnątrz zapadł już mrok.

– Nie prowokuj… – mruknęła, odpinając pas. Wysiadła i stanęła przed maską. – Jest naprawdę piękny.

– Jeśli chcesz, kiedyś pojedziemy na dłuższą przejażdżkę. Jak będziesz miała dużo szczęścia, to może nawet dam ci go poprowadzić. – Stanął przed nią i objął ją w pasie. Oparła się o maskę.

– Uważaj, bo zacznę na to nalegać. Nie wolno bezpodstawnie zaszczepiać we mnie nadziei. – Uważnie spojrzał, kiedy Ellen położyła mu dłonie na torsie. Później w jej oczy błyszczące od emocji.

– Może to nie jest tylko nadzieja – wymruczał jak kot i pochylił się, by zakosztować kolejny raz jej ust.

Objął ją, zamykając szczelnie w ramionach. Czerwone wargi smakowały wybornie, jak najlepsze wino. Ellen wsunęła dłonie w jego włosy niszcząc misternie ułożoną fryzurę. Czuł, jak pożądanie rozlewa się powoli po całym ciele. Dość szybko skumulowało się tuż poniżej pasa.

Nie zamierzał iść na całość, ale poczuł wyraźną chęć, by dzisiaj pójść krok dalej. Chciał zaspokoić ją, chociaż trochę. Naparł na nią swoim ciałem, aż położyła się na masce. Lekko rozszerzyła nogi, aby mógł stanąć między nimi. Całowali się, aż zabrakło im tchu.

Spojrzał na nią i dostrzegł głód w jej oczach. Pożądała go i chciała, żeby coś z tym zrobił. Dłonią powoli dotknął kolana Ellen i obserwował reakcję kobiety. Oddychała ciężko, nie wiedząc, czego mogła się po nim spodziewać. Uwielbiał mieć takie poczucie władzy.

Skóra na nogach Ellen była delikatna, jakby dotykał jedwabiu. Pochylił usta i tym razem musnął nimi skórę na szyi. Z jej ust wydobył się przeciągły jęk, głowę lekko wygięła do tyłu, dając mu do siebie jeszcze lepszy dostęp.

Podwinął spódniczkę do góry, rolując ją w pasie. Jęknęła, bo zbliżał się do złączenia ud. Otarła się o niego swoim ciałem, wywołując w nim drżenie.

Gdy dotknął ją przez koronkę majtek i zaczął pocierać cipkę otwartą dłonią, gwałtownie wciągnęła powietrze w płuca. Podniósł wzrok, by móc uważnie obserwować reakcje kobiety. Przymknęła powieki i całą sobą czerpała przyjemność z tego, co właśnie jej serwował. Czuł, jak wilgoć przebija się przez materiał i miał ją teraz na dłoni. W powietrzu unosił się zapach pożądania.

Odchylił bieliznę na bok i wślizgnął się w nią dwoma palcami bez żadnego ostrzeżenia. Krzyknęła jego imię i zaczęła poruszać biodrami. Patrzył na nią zafascynowany tym, jak odbierała jego pieszczotę. Obserwowanie kobiety, która dążyła do spełnienia, było  dla niego czymś niesamowitym.

Jej pochwa była ciasna, ciepła i cholernie wilgotna. Podniecił się, penis stwardniał, domagając się wolności, której dzisiaj nie mógł mu dać. Liczyła się tylko Ellen i zaspokojenie jej pragnienia. Dołączył kolejny palec sprawiając, że z kobiecego gardła wydobył się następny głośny jęk.

Piersi unosiły się szybko, patrzył na nie jak na jakiś skarb. Chciał ich skosztować, choćby odrobinę. Przepadł, gdy językiem przejechał po dekolcie. Ellen była cholernie smakowita. Pragnął jej jeszcze mocniej. Rozchylił materiał bluzki i zsunął stanik w dół. Różowa, stercząca brodawka przykuła jego uwagę na dobre. Musiał ją posmakować.

Oplotła go nogami w pasie, gdy pieprzył ją palcami. Robił to coraz szybciej, chcąc doprowadzić ją do orgazmu. Językiem trącał sutka, zębami delikatnie przygryzał. Ellen była na skraju wytrzymałości.

Gdy poczuł, że wnętrze Ellen zaciska się na jego palcach, a z jej ust wydobywa się krzyk, stłumił go pocałunkiem. Zrobił to spokojnie i leniwie, chociaż do spokoju było mu daleko. Przerwał pocałunek i zniżył głowę. Chociaż Ellen dopiero dochodziła do siebie, nadal pragnął sprawiać jej przyjemność. Kolejny raz wziął sutka do ust, ssąc go i gryząc.

Zacisnął wolną dłoń na drugiej piersi, ugniatając ją lekko. Kobieta pojękiwała cicho.

– Jeremy… – wypowiedziała jego imię.

Wreszcie spojrzał do góry, wyglądała jak cholerna bogini z włosami rozsypanymi na masce auta. Zatrzymał ją, gdy chciała dotknąć jego krocza. Marzył o tym, ale nie mógł dopuścić do tego. Nie teraz.

– To było wyłącznie dla ciebie, kotku. Byłaś niesamowita. – Nie chciał wypuszczać jej z ramion, ale wiedział, że jeśli jej teraz nie zostawi, to szlag trafi wszelkie postanowienia. – Lepiej idź już do domu.

– Zwariuję przez ciebie. – Widział, że wcale nie chciała iść do siebie. Niechętnie wstała i zaczęła się poprawiać. Szybko zdusił w sobie pragnienie, żeby jednak nie pozwolić jej odejść.

– Zmykaj już. Zadzwonię do ciebie.

Przez kilka sekund po prostu na siebie patrzyli. W końcu odwróciła się i odeszła. Przed drzwiami zatrzymała się na moment i spojrzała w jego kierunku. Dobrze wiedział, że walczyła ze sobą, żeby zawrócić i kochać się z nim tak, jakby tego chciała. Nie zrobiła tego; ostatecznie weszła do środka. Wsiadł do auta i odjechał. Zerknął na swoje krocze. Sam tego chciał. Był pierdolnięty, co miał na to poradzić. Czekał go kolejny, zimny prysznic.

Oto Jo Winchester:

Zwykła dziewczyna, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Mimo ciężkiego startu nie poddałam się i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Pati
    | Odpowiedz

    Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału. Jeremy jest obłędny 😊. Jestem ciekawa co wymyśli na kolejną randkę.

  2. Anonim
    | Odpowiedz

    Ale z to im idzie.. A my obgryzamy paznokcie 😉

  3. Anna
    | Odpowiedz

    Coraz ciekawiej. Podoba mi się❤️

  4. Monika G.
    | Odpowiedz

    No i sponsorzy od bateri mi sie wycofali! Jo! Popsulas mi biznes. Foch.
    Zartuje.
    Ten odcinek powinien byc oznaczony: NIE CzYTAC W MIEJSCU PUBLICZNYM
    A juz na pewno nie na wywiadowce syna w podstawowce.
    Taaaaaaaaki wstyd.😰😰😰😰

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Zaczęłaś czytać na głos?😀

      • Monika G.
        |

        Zaczelam sie czerwienic i dyszec 😂😂😂
        Az sie jeden z ojcow dziwnie zaczal na mnie patrzec

  5. Kornelia
    | Odpowiedz

    Uf, jakby para ze mnie zeszła, gdy się rozstali. Dobrze, że nie poszło to dalej. Czytałam w tramwaju wracając z uczelni. Chyba miałam dziwna minę, bo kilka osób na mnie zerkało. Jeremy to wspaniały chłopak. Jo, jesteś niesamowita.

  6. Jaredina
    | Odpowiedz

    Tak sobie myślę… czy Jeremy może pomóc mi kupić kanapę? Pilnie potrzebuję pomocy… serio… nie kłamie ;P
    A odcinek jak zwykle z resztą boski… nie wierzę że tu trafiłam… i czytam takiego cukiereczka 😉 Pisz pisz… więcej…

  7. magida
    | Odpowiedz

    Hmm… Mówisz “komentujcie” wiec dobrze 🙂 Zaglądam tu regularnie i świetnie się bawię odrywając się od codzienności. Czyta się Twoje opowiadanko lekko, tworzysz fantastyczny klimat, wesoły, miły. Świetny styl, genialne pomysły. Jednym słowem – Dziękuję. Więcej słów – Pisz dalej dziewczyno, bo robisz to równie dobrze jak moja ulubiona Babeczka i Mika. Brawo i dzięki dziewczyny 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ślicznie dziękuję 🙂 I za komentarz i za takie słowa. Staram się podnosić poziom pisania i ciągle rozwijać 🙂 Uwielbiam pisać, a Ty tym komentarzem dałaś mi dzisiaj niezłego kopa motywującego, by nie przestawać 🙂

Napisz nam też coś :-)