Trzynaście randek (XVII)

with 7 komentarzy

Rozdział 17

Trzynaście randek - okładka ebookaJak tak czytam swoje własne teksty, to trochę żałuję, że nie pisałam narracji w pierwszej osobie. Kiedyś nie przepadałam za nią, ale oswoiłam się z nią, czytając teksty Miki czy Babeczki, czy jakieś książki. I sama zaczęłam pisać nową powieść w pierwszej osobie. Pisze się zupełnie inaczej, ale moim zdaniem lepiej 🙂 Czasami właśnie starsze teksty już zaczynam tak czytać 😉 A teraz zapraszam do lektury 🙂

 

Randka dziesiąta

Dwa dni. Minęły dwa długie dni, odkąd odwiózł Ellen do domu. Oczywiście jak wrócił, John od razu go zaatakował. Od kiedy sypia z Ellen, dlaczego nic mu nie mówi, że przecież nie ma co się ukrywać. Nie dawał się zbywać nijakimi odpowiedziami, więc w końcu Jeremy wyjawił mu prawdę. Minę przyjaciela pamiętał do dzisiaj.

John najpierw chciał wzywać lekarza, później stwierdził, że to jednak bez sensu, przecież żaden lekarz tu nie pomoże. Na końcu usiadł i spytał, czy to możliwe, że Jeremy Mitchell się wreszcie zakochał.

Prawie mu za to sypnął. Sądził że za krótko znał Ellen, żeby to było możliwe. Lubił ją, pożądał, chciał dla siebie, ale nie kochał. Przecież już tyle razy był zakochany, że umiał rozpoznać symptomy. Poza tym nie planował tego. Nigdy nie wynikało z tego nic dobrego. Związki oparte na miłości to był mit. Coś, co tak na dobrą sprawę nie istniało. Człowiekowi mogło wydawać się, że miłość przetrwa, ale nic z tego, Znikała szybciej niż nugetsy w McDonaldzie. Co nie znaczyło, że zamierzał się poddać, jeśli chodziło o Ellen. Nadal jej pragnął, nic się w tej kwestii nie zmieniło. Zamierzał ciągnąć spotkania z nią nawet po tym, jak pójdą do łóżka. Wyczuwał w niej ogień, który, był tego pewien, nie mógł znudzić się tak szybko. Przypomniał sobie wieczór u niego w domu i to, co mu robiła. Gdy trzymała jego penisa w dłoniach i masturbowała go, miał ochotę rzucić cały świat do jej stóp. Wiedział, że w ten sposób chciała zrewanżować się za podarowanie orgazmu wieczór wcześniej.

Tymczasem dziewczyna, która obiecała mu, że do niego zadzwoni, milczała konsekwentnie drugą dobę. Nie rozumiał dlaczego. Czyżby jednak zachowanie Johna uraziło ją i była obrażona na niego? Nie wyglądała na taką. Więc jaki miała powód niewywiązania się z tej obietnicy?

Mógł zadzwonić sam, ale wolał pojechać i sprawdzić, co się z nią dzieje. Przy okazji mógłby zaliczyć dziesiątą randkę. Nawet miał na nią pewien pomysł, musiał tylko zebrać kilka rzeczy i ruszyć w drogę. Była piętnasta, Ellen kończyła pracę o siedemnastej. Jeśli się pośpieszy, zdąży zjawić się przed jej przyjazdem.

Spakował, co było mu potrzebne i wyszedł z domu. Musiał jeszcze po drodze zatrzymać się w markecie, ale nie powinno mu to sprawić żadnych problemów. Na miejsce dotarł punkt siedemnasta. Chciał, żeby Ellen nie miała pojęcia, że jest u niej, a konkretnie to w jej ogrodzie. Musiał zaparkować na ulicy, w zacienionym miejscu i liczyć, że nie zauważy znajomego samochodu.

Jak postanowił, tak zrobił. Obszedł dom, aby dostać się na tyły. Napotkał mały problem w postaci drewnianego płotu, na szczęście nie był na tyle wysoki, żeby nie mógł sobie z nim poradzić. Najpierw zawiesił koszyk, później sam się na niego wdrapał.

Był już po drugiej stronie, gdy zobaczył coś niespodziewanego. W jego stronę biegł wielki, czarny pies. Szczekał jak opętany, a Jeremy w popłochu zaczął się rozglądać za drogą ucieczki. Nie miał już szans, żeby ponownie przeskoczyć przez płot.

Rzucił się biegiem w stronę tarasu, licząc, że znajdzie tam coś do obrony. Pies był coraz bliżej. Gdy w końcu skoczył, Jeremy zachwiał się, ale zdążył złapać barierki. Już czuł te zęby zatopione w swojej łydce.

Tymczasem atak nastąpił zupełnie z innej strony. Język psa zaczął zamaszyście pracować na jego ręce, przenosząc się coraz wyżej. Zaskoczony Mitchell podniósł na niego wzrok dokładnie w tym momencie, gdy pies chciał go polizać po twarzy. Przejechał całym jęzorem wzdłuż buzi, pozostawiając na niej lepką ślinę.

– Spadaj! – wrzasnął, ale to wcale nie zniechęciło czworonoga. Zaczął się cieszyć jak dziecko i skakać wokół Jeremy’ego, usiłując polizać go drugi raz. Jednak tym razem mężczyzna nie dał się mu zaskoczyć. Poderwał się na równe nogi i wytarł się rękawem od bluzy. Dopiero po chwili przyjrzał się psu, który nie odstępował go na krok.

Może i był wielki, ale jak widać wcale nie taki groźny. Miał wesołą mordkę, gęstą sierść i bardzo kudłaty, długi ogon. Na pewno był silny, skoro zdołał go prawie przewrócić. Wciąż domagał się jego uwagi, spoglądając na niego i zachęcając do zabawy.

Jeremy pokręcił głowa. Gdyby ktokolwiek go zobaczył, umarłby ze śmiechu. Dobrze, że Ellen tego nie widziała. Na pewno stałby się pośmiewiskiem w jej oczach. Przypomniał sobie o porzuconym koszyku i zawrócił. Teraz gdy „zagrożenie” minęło, mógł śmiało kontynuować swoją misję.

Pies ani myślał zostawić go samego. Do tego, gdy tylko wyczuł zawartość koszyka, zaczął łasić się jeszcze bardziej. No cóż, będzie musiał odrobinę poświęcić dla czworonoga. Liczył, że po tym pies da sobie spokój i wróci do tego, co robił, zanim go spostrzegł.

Z wierzchu wyciągnął koc i rozłożył go na trawie. Czarnuch, ku jego zaskoczeniu, nie rzucił się bez pozwolenia do koszyka. W przeciwieństwie do tego, jak rzucił się na niego kilka minut wcześniej. Czyżby jedzenie nie było dla niego tak atrakcyjne, jak osoba Jeremego?

Zajął miejsce i dłonią sięgnął do wnętrza wiklinowego pojemnika. Wyciągnął dwa plasterki salami i rzucił je zwierzęciu. Ten pożarł je w mgnieniu oka i znów wlepił w niego swoje ślepia.

– Stary, chyba sobie jaja ze mnie robisz! Nie przyjechałem tutaj po to, żeby ciebie karmić. Zjesz całą zawartość koszyka! –warknął Jeremy, ale pies nic sobie z tego nie zrobił. Wlepił w niego oczy i czekał na kolejną porcję smakołyków.

Czarnuch nie ustępował, więc nie miał wyboru. Musiał rzucić mu coś jeszcze. Zwierzę położyło się na trawie obok koca, więc zajął się wypakowywaniem jedzenia na piknik, który zaplanował. Nie zauważył, że czworonóg wstał i zbliżył się do owoców leżących na miseczce.

– Zostaw! – wrzasnął, ale na nic się to zdało. Pies chwycił jabłko w zęby i biegiem ruszył z daleka od niego. Przystopował kilka metrów dalej, żeby zobaczyć, czy Jeremy nie podążał za nim. – Złodziej! – Mitchell nie ruszył się na krok. Nie miał zamiaru biegać za psem Ellen, który i tak nadgryzł już owoc.

– Jeremy? – Tuż za sobą usłyszał nagle głos dziewczyny. Odwrócił się i zobaczył Ellen. Trzymała w dłoniach kij bejsbolowy i miała tak zaskoczoną minę, że aż parsknął śmiechem.

– Dlaczego stoisz nade mną jak kat nad swoją ofiarą? – spytał, podnosząc się powoli. Miała na sobie białe spodenki do połowy uda, błękitną bluzkę i włosy spięte w kucyk.

– Dlaczego siedzisz w moim ogrodzie? Jak wszedłeś? – Odłożyła narzędzie i przyjrzała mu się uważnie.

– Na około. Swoją drogą, dlaczego na twoim płocie nie wisi ostrzeżenie, że masz dużego i niebezpiecznego psa? – Wskazał w kierunku labradora, który machał wesoło ogonem po zakończonym posiłku.

– Włamałeś się? Czy ciebie już pogięło, Mitchell? I jaka tabliczka? Mój pies nie jest niebezpieczny i wie to każda osoba w okolicy. Gdybyś się nie włamał, też w końcu byś się tego dowiedział. Co to ma być? – Pokazała na koc i produkty spożywcze, które zdołał wyciągnąć.

– Przyjechałem na piknik – odpowiedział zadowolony z siebie. Może nie zaczęło się tak, jak to sobie wymarzył, ale i tak nie było źle. – Mam nadzieję, że jesteś głodna Ellen.

– Dobrze się czujesz, Jeremy? Piknik? Z jakiej okazji? – Dziewczyna była trochę sceptycznie nastawiona do tego niespodziewanego dla niej pomysłu.

– Usiądź i zjedz coś. Później będziesz zadawała pytania. – Pociągnął ją za dłoń na koc i usiedli razem.

– Może jednak zdradzisz coś więcej? – poprosiła, łypiąc okiem na jedzenie. Chyba była głodna, bo oblizała usta.

– No dobrze. Nie odzywałaś się dwa dni, więc sam postanowiłem sprawdzić, czy jeszcze żyjesz. Jak widzę, masz się dobrze. W sumie jestem teraz ciekawy, dlaczego nie zadzwoniłaś, mimo że obiecałaś – mówiąc to, posmarował jej kanapkę twarożkiem z kawałkami rzodkiewki i jeszcze czegoś, czego nie umiała opisać. Ostrożnie zatopiła zęby w chlebie i aż jęknęła.

– Dobre to! – mruknęła z pełnymi ustami i zajęła się konsumpcją. Ułożyła się wygodniej na kocu, przypatrując mu się spod lekko przymrużonych powiek. – Nie mogłeś się doczekać mojego telefonu, Jeremy?

– Hahaha! Jakaś ty dowcipna! Obiecałaś, a obietnic się dotrzymuje. Więc? Dlaczego nie zadzwoniłaś? – Sam zabrał się za jedzenie, podsuwając w stronę Ellen inne smakołyki.

– Byłam zajęta… – odpowiedziała. – W pracy! – dodała, widząc jego ostrzegawczą minę.

– Richard dorzucił ci nadgodziny? – Kątem oka zauważył, że pies znowu siedział koło niego. Ellen, widząc pupila, rzuciła mu plasterek szynki.

– Byłam z nim i Aaronem po samochód aż w Dallas. Zabierają mnie czasami w taką podróż. Wybacz, miałam zadzwonić, ale trochę straciłam poczucie czasu, a później zapomniałam.

– No wiesz co? – Zmrużył oczy, udając wściekłego. – Jak w takim razie chcesz na mnie zasłużyć?

– Ja mam zasłużyć na ciebie? – odpowiedziała rozbawiona jego przedstawieniem. – Dlaczego nie ty na mnie?

– Bo ja jestem zajebisty. Jestem Jeremy Mitchell, hello! – Zrobił zabawną minę i ułożył dłoń, zginając ją w nadgarstku w dół.

– No tak, to wyjaśnia wszystko. Co powinnam zrobić, żeby na ciebie zasłużyć, panie Mitchell? – spytała, przysuwając się lekko. Od razu zauważyła, jak Jeremy przygląda się jej jeszcze intensywniej.

– Sama coś wymyśl. Dlaczego miałbym ułatwiać ci sprawę, Ellen? – Celowo odsunął się do tyłu, rejestrując niezadowoloną minę kobiety. Przedstawicielki płci pięknej czasami bawiły go swoim zachowaniem. W zasadzie to nawet często.

– Czyli nie pozwolisz mi, bym teraz ściągnęła z ciebie koszulkę? – Ellen nie zraziła się, a przysunęła w jego stronę. Jeremy cały czas obserwował jej ruchy.

– Dlaczego mam ci na to pozwolić? To byłaby nagroda, jak na razie nie zasłużyłaś na nią, Ellen. Jak chcesz zasłużyć na taką zajebistość jak ja? – Drażnił się z nią. Po jej minie wiedział, że intensywnie zastanawia się, co powinna zrobić. Ellen lubiła podejmować jego wyzwania.

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Czemu akurat w takim momencie? I wytrzymaj tu czlowieku do następnego piątku!! ?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Muszę Cię potrzymać trochę w niepewności ? Kolejny piątek sxybko nadejdzie.

  2. Monika G.
    | Odpowiedz

    Oj Jeremy. Szkoda, ze Ellen zjawila sie tak szybko. Moze gdyby spedzil jedna randke z Reksiem to by inaczej spojrzal na randki z Ellen. ? koniec koncow zaliczyl sline z psina?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Reksiu alias Asterix wolał złakomić się na koszyk ? A Jeremy na pewno docenił ślinę psiaka. ?

  3. I
    Iska
    | Odpowiedz

    A byłam pewna że nie dadzą rady… A może nie dadzą? Polegna na przedostatniej randce?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Odpowiedź jest coraz bliżej 🙂

  4. g
    garbielka
    | Odpowiedz

    Piknik się udał chociaż na początki pies Ellen narobił Jeremiemu stracha:)

Napisz nam też coś :-)