Trzynaście randek (XVIII)

with 10 komentarzy

Rozdział 18

Trzynaście randek - okładka ebookaMoi drodzy 🙂 Zbliżają się Święta, więc przede wszystkim pragnę Wam złożyć życzenia 😉 Dużo, dużo zdrówka i miłości 🙂 Agnieszce i Monice sukcesów z Motylową stroną i więcej czasu na pisanie 🙂 To już osiemnaście tygodni, jak jestem tutaj z Wami 🙂 Nieźle, prawda? 😉

Dziękuję wszystkim za komentarze, za oczekiwanie na te piątki, za to, że chcecie mnie czytać 🙂 Aż chce się pisać dalej, widząc Wasze zaangażowanie 🙂 Kolejna część będzie trochę niespodziankowa, ale nie pytajcie o co chodzi, przekonacie się przy 19 części Trzynastu randek 🙂

 

– Połóż się na brzuchu, zrobię ci masaż…

– To wszystko? – Uśmiechnął się, ale wykonał prośbę. Już po chwili leżał na kocu w tej pozycji.

– Mitchell! Wiem, że nie chcesz mi nic ułatwiać, ale utrudniać też nie musisz! – warknęła zabawnie, ale widząc, że leży, zamilkła. Wkrótce poczuł jej ciężar na swoich pośladkach. – Jeremy?

– Tak? – Miał tylko nadzieję, że tym razem też da radę. Ich gierki, zabawy i wszelkiego rodzaju testy bywały bardzo niebezpieczne. Ktoś z boku powiedziałby, że są psychiczni i potrzebują intensywnego leczenia. Przecież wystarczyło się wzajemnie przelecieć. Tymczasem oni ciągnęli tę dziwną zabawę. Z tym że on chciał pociągnąć ją do samego końca.

– Do masażu należy ściągnąć koszulkę. – Przyrzekłby, że usłyszał jej chichot, który szybko stłumiła.

– Cwaniara! – odpowiedział przez chwilę, nie reagując więcej w żaden sposób. Później złapał za t–shirt z tyłu i pociągnął go przez głowę. Do pasa był już nagi. – Zadowolona?

– Nawet nie wiesz jak bardzo – wymruczała tak zmysłowo, aż miał ochotę ukarać ją za to. Oboje byli bardzo popieprzeni.

– Ellen, nie czuję, żebyś mnie masowała! – odpowiedział. Oparł głowę o dłonie, podkładając je pod brodę.

– Co ty taki w gorącej wodzie kąpany? – spytała, kładąc wreszcie dłonie na plecach. Wzdrygnął się, ale bynajmniej nie z obrzydzenia. Naprawdę musiał się pilnować. – Jak długo zajęło ci zrobienie całych pleców?

– Długo, Ellen. Byłem na kilku wielogodzinnych sesjach w studiu mojego dobrego znajomego. Niekiedy byłem nawet tatuowany przez dwie osoby naraz. Wolny czas miałem tylko wtedy, gdy przyjeżdżałem na krótkie przerwy między poszczególnymi trasami – odpowiadał spokojnie, przyjemnie rozleniwiony, gdy dłonie Ellen skrupulatnie badały strukturę pleców. Oczywiście, że był podniecony, ale czerpał też przyjemność z bycia masowanym. Ellen miała do tego rękę.

– Jak zniosłeś tak wielki ból? – Usłyszał zdziwienie w jej głosie.

– Dziwi mnie to, że o to pytasz. Wiesz, jak to jest przy tatuażach, bo sama masz ich kilka.

– Nie aż całe plecy. Pamiętam, jak robiłam tygrysa na łopatce, bolało jak cholera, gdy tatuował mnie na kości. Ty masz pokryte całe plecy, Jeremy. – Przerwała masaż na chwilę i opuszkami palców zaczęła błądzić po konturach poszczególnych fragmentów tatuaży.

– Tylko ci się wydaje. Przecież wiem, że jesteś zdeterminowaną osobą. Gdybyś tak bardzo bała się bólu, nie dałabyś rady zrobić nawet pierwszego. Człowiek jest w stanie wszystko przetrwać, jeśli mu na czymś zależy – odpowiedział.

– Panie Mitchell… – Nie wiedział, kiedy pochyliła się nad nim tak, że mogła szeptać mu do ucha. – Pan powinien wydać jakąś książkę z mądrymi cytatami. – Gdy ugryzła go w ucho, warknął.

– Ellen, uspokój się – rzucił ostrzegawczo. Prawie leżała na nim, a on miał ochotę przerzucić ją pod siebie i wejść jednym w nią, szybkim, zdecydowanym ruchem. Prędko odgonił te myśli, bo mógł je w końcu spełnić. – Zapomniałem ci coś powiedzieć.

– O tym, że to randka? – Zaczęła się śmiać. Uwielbiał ją za to, jej śmiech był zaraźliwy.

– Co, jeśli powiem, że nie? – spytał, łapiąc ją za biodra. – Podnieś się, chcę położyć się na plecach.

– Tym razem wiem, że tak. Nie oszukasz mnie. – Posłusznie wykonała jego polecenie i już po chwili mógł patrzeć jej w oczy. Lekko pociemniały. Miał świetny pomysł, żeby tutaj przyjechać.

– No dobrze, masz rację. To nasza dziesiąta randka. Zostały tylko trzy… – Opuszkami palców przesuwał po nagiej skórze nóg, gdzie nie sięgał materiał spodenek. Ellen uśmiechała się do niego tajemniczo, ale doskonale widział, jak zagryzła zęby.

– Odliczasz? – zaśmiała się. Po chwili zagapiła się na tatuaże, które miał na całym torsie i po bokach. Jedynie brzuch miał wolny od nich. Przynajmniej na razie. – Od jak dawna tatuujesz się, Jeremy?

– Od dawna. Nie uważasz, że mam ich za dużo? – spytał, gdy obrysowała palcem szkieletora z długimi włosami, którego miał na środku klatki piersiowej.

– Za dużo? Istnieje w ogóle takie pojęcie? Chciałbyś mieć mniej? – Spojrzała mu prosto w oczy, ale na moment. Później znów spojrzała na tatuaże.

– Jednak jestem ciekawy, jakie ty masz zdanie na ten temat. – Powoli dotykali się wzajemnie, ale nie nachalnie, by nie spowodować tym gwałtownego wzrostu pożądania. Mogli je kontrolować.

– Sama pewnie w niedługim czasie zrobię kolejny. Marzy mi się rękaw, taki jak ty masz. Może niedosłownie identyczny… – Głośno roześmiała się, widząc jego minę. – Zawsze uwielbiałam tatuaże i od nastoletnich lat chciałam jakiś mieć. Tylko trochę długo zeszło mi z realizacją. Ostatecznie poszłam do studia i miesiąc później zrobiłam tygrysa.

– A kolejny? – Wpatrywał się w nią ze spokojem, o jaki się teraz nie podejrzewał. Podobało mu się to, że mogli o sobie rozmawiać. Dowiedzieć się czegoś więcej niż tylko poznać anatomię ciała tej drugiej osoby.

– Trochę mi zeszło z następnym. Byłam tak oszołomiona i uradowana posiadaniem pierwszego, że skupiłam się na nim. To była moja perełka i nadal nią jest. Na kolejny nie miałam pomysłu, aż zaczęłam słuchać Papa Roach. Wtedy zrobiłam ten cytat. – Podniosła lewą rękę do góry i pokazała mu widniejące u góry dwa wersy.

– Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Świetne słowa – przeczytał na głos. Skinął głową zadowolony.

– Później zaczęło iść szybciej. W głowie siedzi mi tak mnóstwo pomysłów i tylko kiedy mówię Caroline o kolejnym, ta kręci zabawnie głową. Ale dzielnie wspiera mnie przy każdym.

– To twoje ciało i twoje własne tempo robienia tatuaży. Nikt nie ma prawa mówić ci, jak i kiedy powinnaś je robić. Tylko ty sama decydujesz o tym, Ellen. – Usiadł tak gwałtownie, aż dziewczyna zachwiała się do tyłu. Wtedy ją złapał. Od razu objęła go ramionami.

– Wiem… Jeremy? – Po chwili zaczęła bawić się końcówkami jego włosów z tyłu głowy.

– Tak? – mruknął, bo bardzo lubił ten zabieg. Lubił wiele rzeczy, które robiła mu Ellen.

– Dziękuję, że przyjechałeś dzisiaj. Jeszcze nigdy żaden facet nie włamał się do mojego ogrodu, żeby urządzić dla mnie piknik. – Uśmiechnęła się z wyrazem wdzięczności na twarzy. – Asterix cię nie wystraszył?

– Twój pies? – Czasami cieszył się, że ma jakieś zdolności aktorskie, choćby te minimalne. Właśnie one pozwoliły mu teraz zachować pokerową twarz. – Uważasz mnie za jakiegoś mięczaka czy co? Z daleka przecież widać, że jest łagodny jak baranek i nikomu by krzywdy nie zrobił. Zakumplowaliśmy się nawet…

– Serio? To dlaczego najpierw krzyczałeś, że mój pies jest niebezpieczny? – Ellen uśmiechała się promiennie. – To prawda, Asterix lubi ludzi. Nigdy nikomu nie zrobiłby krzywdy. Może jest trochę zbyt ufny, ale to mój ukochany słodziak.

– Wierzę w to – powiedział, przyglądając się jej. – Testowałem cię. Poznałem się na nim od razu.

Gdy mówiła o pupilu, widać było, jak bardzo jej na nim zależy. Jak go kocha i co mogłaby dla niego zrobić. Ellen była strasznie emocjonalną osobą, choć czasem wydawało mu się, że usiłuje być twardsza, aby nikt nie próbował jej złamać.

– Widać, że jest ci oddany. – Asterix jak na potwierdzenie jego słów podszedł do nich i polizał swoją panią po ręce. Ta w odpowiedzi poczochrała go za uchem, aż pies przekrzywił zabawnie głowę.

Ponownie zerknęła na niego, a Jeremy wtedy wykorzystał ten moment. Jeszcze jej dzisiaj nie całował, a miał na to szaloną ochotę. Zaczął ssać jej dolną wargę, aż usłyszał wydobywający się z ust jęk. Jedną dłoń wplótł w długie, gęste włosy, drugą przyciągnął do siebie za plecy. Ellen nie oponowała, ochoczo oddała mu pocałunek.

Po chwili zrobił to, na co miał chęć. Przerzucił ją tak, że wylądowała pod nim, leżąc na kocu. Nie przerwał kontaktu ust, po prostu chciał nad nią górować. Torsem otarł się o piersi zakryte stanikiem i bluzką. Całowali się dość długo, aż zaczęło brakować im tchu. Opadł na nią, kładąc głowę tuż przy jej głowie. Nie przestała muskać mu karku. Milczeli oboje, ale nie była to krępująca cisza. Ellen przerwała ją pierwsza, ale dopiero po kilku minutach.

– Jeremy?

– Tak? – spytał, podnosząc oczy na nią. Co w niej było takiego, że z taką siłą przyciągała go do siebie?

– Kiedy i gdzie pójdziemy na kolejną randkę? Może ja wreszcie coś wymyślę? – Kusząco zamrugała.

– Nie ma mowy. Jestem dość staroświecki, jeśli o to chodzi. Na pewno tym razem cię uprzedzę. Najpierw jednak muszę wrócić do miasta – poinformował ją.

– Wyjeżdżasz? – Albo mu się zdawało, albo na jej twarzy dostrzegł zawód.

– Tylko na dwa dni. Obiecałem Johnowi, że wybiorę się z nim na zlot do Nowego Yorku. Wylatujemy jutro w południe. Chyba nie masz nic przeciwko? – spytał, przypatrując się jej. Co rusz go zaskakiwała.

– Dlaczego miałabym? Jakie mam prawo decydować o twoich wyjazdach? – zaśmiała się. – Jedź i baw się dobrze. Możesz zadzwonić, jeśli znajdziesz czas.

– Na pewno to zrobię. Ja dotrzymuję obietnic. – Wybuchnął śmiechem, gdy zaczepnie uderzyła go w ramię za tę aluzję. Już po chwili tarzali się po trawie jak małe dzieci, a wokół nich skakał Asterix.

– Jesteś podły! – jęknęła, próbując złapać oddech, gdy przestali się wygłupiać. Nadal z niej nie zszedł.

– Za to seksowny. Wiesz, ile kobiet chciałoby być teraz na twoim miejscu? – spytał zaczepnie. Zdążył ją unieszkodliwić, zanim spróbowała walnąć go kolejny raz.

– Podły gad! – Mimo wszystko się uśmiechnęła. W końcu wstał z niej i pomógł podnieść się z trawy.

– Chyba będę musiał odkupić ci spodenki – odezwał się, gdy zobaczył ślady zieleni na pośladkach kobiety.

– Jeremy! – wrzasnęła, bo też je dostrzegła.

– Tylko nie po twarzy! Jestem zbyt śliczny, żeby mnie po niej bić! – Nie mógł odmówić sobie błazenady i dłońmi zasłonił twarz.

– Jesteś psychiczny, Mitchell! – W końcu pokręciła głową i wróciła na koc. Dołączył do niej.

– Ty też, Harvelle, ty też! – Porwał jedną truskawkę i zjadł ją. Nie śpieszyło mu się do domu, więc zamierzał troszkę tutaj posiedzieć. A najlepiej trzymając kobietę w swoich ramionach, czyli tam, gdzie było jej miejsce. Znów położył się na plecach i pociągnął Ellen do siebie. Dziewczyna nie oponowała, wtuliła się w jego ciało, kładąc na boku, żeby móc przyglądać mu się z bliska.

 

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    Patrycja Szopińska
    | Odpowiedz

    Odkąd zaczęłam czytać Trzynaście randek z niecierpliwością czekam na piątek. Uwielbiam tą powieść jest strasznie wciągająca.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Strasznie się cieszę i jest mi miło z tego powodu 🙂 Wesołych Świąt!

  2. A
    Asia
    | Odpowiedz

    A moze tak mały prezencik na święta i jeszcze jedna część ? ?Zwarjuje przez Ciebie kobieto… nie dotrwam do piątku … ?
    Wesołych świat ?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dotrwasz, a przynajmniej się postaraj ? Będzie niespodzianka ☺ Dziękuję ?

  3. Monika G.
    | Odpowiedz

    Oj. Obudziłaś we mnie wspomnienia. Kiedyś to sie masowało?. Pikniki nad rzeczką, niewygodne szyszki?. Pikne to były czasy.
    Teraz jak mnie mąż o masaż prosi to najchętniej bym go rozwałkowała jak ciasto na pierogi.
    Standard pikniku też zaniżyliśmy z biegiem lat. A feeee. A fuj! Życie z dzieckami trudno nazwać emocjonujacym erotycznie. To raczej taka partyzantka: w ukryciu, i jedno zawsze na czuju nasłuchuje czy nie zostaniemy złapani. Nie polecam.
    Ale Ellen i Jeremy to nie mają dobrze. Aż im zazdroszcze tej ocukrzonej sielanki.

    • Monika G.
      | Odpowiedz

      Miało byc : Ale Ellen i Jeremy to nie mają za dobrze?

      Hehe
      No i czekam na tę niespodzianke.

      • Jo Winchester
        |

        Jeremy mógłby protestować przed tym nie za dobrze ? On by chciał jeszcze lepiej 😉 I właśnie do tego lepiej zmierzamy.
        Dzieciaki sprzedaj komuś chociaż na jeden dzień i do dzieła.

  4. M
    Madzia
    | Odpowiedz

    Kochana ile będzie części tego boskiego opowiadania? Już nie mogę doczekać 13 randki.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie mam pojęcia, łącznie mam 400 stron, a dopiero zbliżamy się do setki ?

  5. g
    garbielka
    | Odpowiedz

    Bardzo przyjemnie spędzili ten piknik, trochę o sobie poopowiadali, pojedli, powygłupiali i całowali, miły pobyt na łonie natury:)

Napisz nam też coś :-)