Trzynaście randek (XIX)

with 24 komentarze

Rozdział 19

Trzynaście randek - okładka ebookaŚwięta, święta i po świętach!  Proponuję nałożyć podwójną ilość ciasta, bo dzisiaj rozdział o podwójnej długości 🙂 Taki bonus z okazji minionego Bożego Narodzenia i zbliżającego się Nowego Roku 2019 🙂 Chciałam również nadmienić, że przy kolejnym rozdziale stuknie mi już sto stron opublikowanych na Motylach 🙂 Ale nie martwcie się, kolejne 300 przed nami 🙂 Buziaczki 😉

 

 

Randka jedenasta

 

Minęły dwa dni, gdy widziała się ostatni raz z Jeremym. Zgodnie z tym, co jej powiedział na pikniku, miał wczoraj wylecieć do Nowego Yorku. Pisał do niej wiadomości, ale dość rzadko, bo był zajęty. Nie miała pretensji o to, a Richard zadbał, żeby się nie nudziła. Miała tyle pracy w związku z najnowszym projektem Harrisa, że nawet musiała zostać po godzinach. Nie tylko ona, chłopaki uwijali się jak w ukropie, żeby tylko zdążyć.

Dzisiaj jednak nie chciała i nie mogła zostać. Jeremy obiecał, że zadzwoni wieczorem i porozmawiają na wideokonferencji. Nie mogła się jej doczekać. Do tego też Dean miał przyjechać, żeby zabrać Asterixa na szczepienie do weterynarza.

Ona sama nie mogła, bo raz, że nie cierpiała igieł, tolerowała jedynie te, które wkłuwały tusz pod jej skórę, a przecież jej pies był dla niej jak własne dziecko. Ciężko było na to patrzeć. Dwa, że Asterix panicznie bał się weterynarza. Normalnie zgrywał bohatera, ale psi lekarz wywoływał w nim taką samą panikę, jak u niej zastrzyki. Dlatego odkąd Dean pojawił się w życiu jej przyjaciółki, to on zabierał pupila Ellen na tę mało przyjemną wizytę.

Nadeszła godzina wolności, więc szybko zabrała swoją torebkę i wyszła, zanim Richard znalazłby kolejne pilne zajęcie dla niej. Pomachała na pożegnanie chłopakom w garażu i odjechała do domu. Po drodze zrobiła jeszcze szybkie zakupy, bo lodówka zaczynała świecić pustką. Chciała też kupić coś dla Czarnucha, żeby wynagrodzić mu stres.

Pies przywitał ją wesołym szczekaniem, zaglądając oczywiście, czy ma coś dla niego. Wyciągnęła z siatki wołową kostkę, jeden z ulubionych przysmaków jej włochatego pupila. Gdy zadowolony Asterix zajął się nią, mogła w spokoju rozpakować zakupy. Spojrzała na zegarek, miała jeszcze godzinę do przyjazdu Deana, a dwie do umówionej godziny z Jeremym.

Zamierzała wykorzystać czas na zrobienie jakiegoś posiłku, chciała wziąć prysznic, gdy tylko Anderson pojedzie z psem. Godzina zleciała tak szybko, że nie zauważyła kiedy mężczyzna zjawił się w jej domu.

– Dean! – Uśmiechnęła się, widząc kumpla na progu. – Wchodź! Już ci oddaję moje dziecko.

– Tylko tym razem nie zapomnij jego książeczki zdrowia. – Rozbawiony mężczyzna oparł się o balustradę schodów, czekając, aż Ellen przyniesie smycz i potrzebny dokument.

– Caro mnie zagadała. Co ona w ogóle robi?

– Zaczęła pisać nową powieść. Wczoraj wpadła na pomysł i ledwo zdołałem zaciągnąć ją do łóżka. Dzisiaj wstała przede mną! Wyobrażasz to sobie?

– No właśnie nie do końca… – odpowiedziała mu ze śmiechem. Caroline było ciężko podnieść z łóżka wcześniej niż o dziewiątej rano. No, chyba że sama czuła do tego motywację. – Jak wrócisz, sprawdź, czy wszystko z nią w porządku.

– Spróbuję wywabić ją z gabinetu. Zrobię jej ulubioną zapiekankę. Asterix, idziemy! Bądź dzisiaj mężczyzną – zwrócił się do psa, który jeszcze nie wyczuł zagrożenia.

– Uważaj na niego, Dean, nie pozwól go skrzywdzić! – Ellen uklękła, żeby pogłaskać czworonoga. – Jak wrócisz, dostaniesz kolejną kostkę!

– Ellen, idź już, zajmij się sobą. – Dean złapał za smycz i wyszedł z domu.

Widziała przez okno, jak otworzył psu tylne siedzenie i po chwili odjechali. Teraz musiała się sprężać. Pobiegła do łazienki i wzięła szybki prysznic. Zmieniła bieliznę, bo miała plany co do dzisiejszego wieczoru. Ani nie zdążyła się obejrzeć, dochodziła już dwudziesta. Włączyła laptopa i potrzebny jej komunikator. Jeremy pojawił się jako dostępny. W głośniku komputera zabrzmiały dźwięki nawiązywanego połączenia.

– Cześć. – Zobaczyła jego uśmiechniętą twarz. – Mam nadzieję, że nie czekałaś długo?

– W zasadzie niedawno usiadłam. Brałam prysznic i wcześniej robiłam kolację. Co u ciebie, Jeremy? Jak tam Nowy York? – spytała, obserwując go. Wyglądał na wyluzowanego, choć może nieco zmęczonego.

– Zmierzyłem go dzisiaj wzdłuż i wszerz. Żartuję! – roześmiał się, poprawiając jednocześnie się na kanapie, na której siedział.

– Kiedy wracasz? – Nie umiała powstrzymać się przed zadaniem mu tego pytania. Przed samą sobą mogła się przyznać, że trochę za nim tęskniła. Nie widziała go tylko czterdzieści osiem godzin, ale nie umiała pozbyć się tego uczucia.

– Jutro w nocy. Powinienem wylądować około północy. Dlaczego pytasz? Mam ci zrobić nocną wizytę? – spytał, mrużąc oczy. Poczuła mrowienie na plecach.

– Lepiej nie. Pytałam z ciekawości – odpowiedziała wymijająco.

– Na pewno? – Mitchell nie dawał za wygraną. Czasami miała ogromną ochotę walnąć mu za to. Wywoływał w niej tak skrajne emocje, że nie mogła się temu nadziwić.

– Bo wystawię swojego obronnego psa na straży! – zagroziła, ale oboje doskonale wiedzieli, że to był żart. Asterix narobiłby mu takich szkód, co Aaron w jakimkolwiek samochodzie.

– To faktycznie przeszkoda nie do ogarnięcia. No cóż, będę musiał zrezygnować. W takim razie… Zrobię ci niezapowiedziany nalot w innym terminie!

– Kiedy? – spytała, a Jeremy walnął śmiechem.

– Ellen, jeśli ma być niezapowiedziany, to raczej nie mogę ci powiedzieć ani daty, ani godziny. – Wiedziała, że go rozbawiła, ale nie przeszkadzało jej to, że się nabijał. Uwielbiała jego śmiech, mogłaby używać go jako dźwięk kontaktu.

– Więc może chociaż jakaś wskazówka? – Zrobiła proszącą minę. Mitchell wybuchnął jeszcze głośniejszym śmiechem.

– Musisz obyć się bez nich. Co porabiałaś dzisiaj, Ellen? – Dziewczyna zawiesiła się na chwilę, bo zapatrzyła się na jego odkryte ramiona. Co ona by oddała, żeby mieć je teraz na wyciągnięcie dłoni. Móc dotykać ich tak jak ostatnio podczas pikniku. – Ellen?

– Tak? – Jej usta rozciągnęły się w uśmiechu. – O co pytałeś?

– O czym myślisz? – Mężczyzna usiadł prosto.

– Nie pytałeś o to, Jeremy. – Zakręciła włosem na palcu. Spoglądała na niego, marząc, by zmaterializował się po tej stronie.

– Teraz o to pytam. Powiesz mi, czy wolisz to ukrywać? – Mężczyzna był nieustępliwy. Lubiła to w nim. To i wiele innych cech. Teraz dziwiła się sobie, jak mogła ocenić go tak powierzchownie na samym początku.

– Może kiedyś dowiesz się tego … A może wymienimy się informacjami? – powiedziała, wiedząc, że Jeremy i tak nie zdradzi jej daty kolejnego spotkania.

– Ok, wygrałaś. Będę za godzinę. Teraz ty! – Wyszczerzył zęby w akcie samouwielbienia za sprytne zagranie.

– Więc ja myślałam o tym, że muszę wyskoczyć po lody truskawkowe do marketu, bo skończyły mi się w zamrażarce – odpowiedziała. Jeremy pogroził jej palcem.

– Oszustka! – warknął, udając, że chce ją ugryźć. Ona udała, że się nadstawia.

– Ellen, już jestem! – Usłyszała z korytarza i do salonu wbiegł Asterix.

– Przepraszam cię na chwilę. – Posłała Jeremy’emu spokojny uśmiech i wstała. – Tak szybko? Nie spodziewałam się, że uwiniecie się w takim tempie – odezwała się do Deana. Nie rozłączyła rozmowy z Mitchellem, bo nie planowała długiej pogawędki z Deanem. Wiedziała, że chce wrócić do siebie. – Jesteś nieoceniony. Jak mogę ci się odwdzięczyć?

– Ty już dobrze wiesz jak, Ellen. – Mężczyzna roześmiał się w sobie znany sposób. Ellen nie miała pojęcia, jak Caro z nim wytrzymuje. No cóż, miłość nie wybiera.

– Zbereźnik! Tylko jedno ci w głowie! – odezwała się, wiedząc doskonale, o co mu chodziło. Ostatni prezent dla Caro wywołał dość duże zainteresowanie u jej mężczyzny.

– Co na to poradzę. To wszystko twoja wina! Gdybyś nie zaczęła, nawet bym o tym nie pomyślał. – Dean wzruszył ramionami, uśmiechając się jak w reklamie pasty do zębów. – Ellen! Dobrze, że sobie przypomniałem! Caro mówiła coś o jakiejś sukience dla niej, nie mam pojęcia, o co chodzi.

– Aaa, tak! Wisi na drzwiach mojej garderoby. Trafisz sam? Chciałabym wrócić do przerwanej rozmowy.

– Tak. – Mężczyzna jak gdyby nigdy nic ruszył w głąb domu.

– Dean? – Ellen odezwała się za nim, wchodząc do salonu. Facet zatrzymał się w połowie drogi do schodów prowadzących na piętro. Podeszła do niego i szturchnęła go z łokcia w bok. – Tylko sukienka!

– Wariatka – podsumował jej wypowiedź i zniknął na moment z oczu.

– Już jestem. Przepraszam, ale musiałam odebrać psa. Dean był z nim u weterynarza. – Gdy usiadła z powrotem przed laptopem, Jeremy siedział prosto jak struna. Już się nie uśmiechał.

– Weterynarza? – powtórzył, robiąc dziwną minę. – Masz specjalnego faceta, który zajmuje się twoim psem?

– Można tak to określić. Jest cudowny. – Ellen uśmiechnęła się szeroko. Nie zauważyła, że Mitchell zacisnął dłonie w pięści.

– Z pewnością. Co jeszcze takiego robi? – spytał ponownie, udając, że się uśmiecha.

– Jeszcze nie wiem wszystkiego. Za krótko go znam. Kto wie, może kiedyś poznam lepiej. Chyba nie będziemy rozmawiać o nim? – Odwróciła się w stronę schodów dokładnie wtedy, gdy usłyszała kroki na nich.

– Dlaczego by nie? Temat dobry jak każdy inny. – Niby od niechcenia wzruszył ramionami. Ellen nie mogła poczuć, jak bardzo były teraz spięte.

– Dean, co tam jeszcze trzymasz? – Wstała szybko i podeszła chłopaka przyjaciółki.

– Ja? Nic! Patrz, tylko sukienka. – Uśmiechnął się zadowolony, że zdołał ją nabrać.

– Dupek! – Wzięła do ręki poduszkę z kanapy i rzuciła w niego. Po czym odwróciła się, żeby wrócić do laptopa. – Jeszcze raz przepraszam. Czasami muszę go pilnować jak małe dziecko.

– O ty potworze jeden! Mnie tak atakować? – Nim zdążyła krzyknąć, czy jakoś zareagować, już leżała powalona na dywanie. Dean przewrócił ją, zagarniając ramieniem. Aż jęknęła, gdy dotknęła podłoża.

– Anderson! Czy ciebie już całkiem popieprzyło? – spytała, dusząc się ze śmiechu mimo wszystko. Zachowywali się jak dzieci w piaskownicy.

– Jak się urodziłem, spadłem na głowę i od tamtej pory mam problemy ze sobą. Czy taka odpowiedź cię satysfakcjonuje, Ellen? – spytał, pomagając jej wstać. Sam nie mógł opanować śmiechu.

– Lecz się, ale na nogi. Może chociaż tyle będą w stanie ci pomóc. – Ellen chciała sięgnąć po ciastko, siadając z powrotem. Nie zdążyła go nawet ugryźć, kiedy Dean dosłownie wydarł je z jej ust.

– Zrobisz się większa, jak o tej godzinie będziesz opychać się ciastkami.

– Spadaj już, bo przez ciebie nie mogę spokojnie porozmawiać. – Zasłoniła sobą ekran, bo widziała, że Dean zbliża się do laptopa, żeby podglądać. – Dean!

– No już idę, idę! – Zgarnął sukienkę dla swojej dziewczyny i wreszcie ruszył do drzwi. Gdy zamknęły się za nim, Ellen odwróciła się w stronę komputera.

– Jeremy, wybacz mi. Dean czasami nie panuje nad sobą – zachichotała. Ku jej zaskoczeniu, mężczyzna nie odpowiedział uśmiechem.

– Doprawdy? Zachowywał się dość… swobodnie – burknął.

– Jest moim trenerem. Czasami chodzimy razem na siłownię. Myślałeś, że dlaczego wyrwał mi ciastko z buzi? Pomaga mi ćwiczyć i uczy rozciągać się – powiedziała zgodnie z prawdą.

– Rozciągać? – Albo jej się wydawało, albo głos Jeremy’ego zmienił się i nagle stał się wyższy. – Co jeszcze robicie?

– Głównie ćwiczymy. Dean jest straszny! Jakbyś widział, jak mną rzuca po macie. On nie ma żadnych hamulców. Czasami mam wrażenie, że chce mnie tam zabić. Jak ostatnio rzucił się na mnie, myślałam, że kręgosłup mi pęknie. – Zaczęła opisywać mu ich ostatni trening, przypominając sobie, jaki miał przebieg. Nagle usłyszała hałas dobiegający z kuchni. Przecież tam został Asterix. – Cholera! Zaraz wrócę. – Wstała gwałtownie i poszła w tamtym kierunku.

Jakie było jej zdziwienie, że gdy wróciła, zastała mały ekranik z informacją, że rozmowa została zakończona. Szybko zerknęła na listę osób dostępnych, ale nie było widać Jeremy’ego. Odszukała telefon i pospiesznie napisała wiadomość do niego.

Pięć minut później dostała odpowiedź. Według tego, co napisał, padło mu wifi. Jeszcze raz przeczytała krótkiego sms–a. Usiadła na jednej z poduszek leżących na podłodze przed stolikiem, na którym postawiła komputer.

Przecież rozmawiali normalnie. Przynajmniej do momentu, kiedy Dean pojawił się w jej domu, wracając z Asterixem z wizyty. Wtedy na dłuższą metę zapanował totalny chaos. Już w międzyczasie, gdy próbowała rozmawiać z Mitchellem, on był jakiś dziwny.

Naprawdę liczyła, że uda im się spokojnie przeprowadzić wirtualną rozmowę. Jeszcze raz spojrzała na ekran laptopa. Nagle uderzyła się otwartą dłonią w czoło. Czasami była mało inteligentna i ciężko kapująca. Przecież Jeremy musiał być zazdrosny.

Zobaczył w jej domu obcego faceta, do tego bardzo przystojnego i dobrze wyglądającego. Na dodatek ten mężczyzna zachowywał się w stosunku do niej bardzo swobodnie, te teksty i tarzanie się po dywanie, gdy ją zmiótł. Przecież na jego miejscu pomyślałaby sobie to samo. Jeremy nie zdążył poznać ani Caroline, ani Deana. Nie wiedział, że są parą.

W pierwszym momencie się roześmiała. Nie z tego, że Jeremy się wściekł. Jego zazdrość mile połechtała jej ego. Nie spodziewała się tego po nim. Na miejscu Mitchella pewnie roztelepałaby siebie. Albo Deana. Nie zamierzała dalej marnować wieczoru. Chciała jeszcze porozmawiać z Jeremym, mieć namiastkę normalnego spotkania.

W swoim telefonie wygrzebała zdjęcie, które zrobiła może z miesiąc temu, będąc u Caroline na imprezie. Na zdjęciu Caro siedziała na kolanach Deana, wtulona w niego jak mały psiaczek. Do tego się całowali. Wysłała to do Jeremy’ego, licząc, że zrozumie, że nie ma powodów do zazdrości. Dean ją nie interesował w żaden sposób i nie był w stanie zagrozić Jeremy’emu.

Nie minęła minuta, a w telefonie zabrzmiała melodia sygnalizująca, że ktoś dzwonił. Odebrała.

– Dlaczego mi to wysłałaś, Ellen? – odezwał się. – Przecież ja nie mam żadnego problemu!

– Ja wcale nie twierdzę, że go masz. Chciałabym wrócić do naszej rozmowy na Messengerze. Myślisz, że to możliwe? – spytała miłym głosem. Chciała go udobruchać. Miała też dla niego niespodziankę, która miała nadzieję, że poprawi mu humor.

– Mówiłem ci, że chwilowo nie mam wifi – odpowiedział, chrząkając. Prawie zaczęła się śmiać, ale powstrzymała się w porę. Wolała go już nie denerwować. Nie była sadystką.

– Chyba masz internet w telefonie? – zasugerowała delikatnie.

– No tak… No mam… – mruknął w końcu. – Zaraz zadzwonię do ciebie, dobrze?

– Świetnie! – Prawie podskoczyła z radości na poduszce. Rozłączyli się i czekała, aż Jeremy spełni swoją obietnicę. Minęły może trzy minuty, kiedy przy jego nazwie użytkownika pojawił się znaczek dostępności.

– Jestem – odezwał się, gdy pojawił się na ekranie. Jeszcze nie do końca był rozchmurzony, bo nie widać było ani cienia uśmiechu na jego twarzy. No cóż, miała nadzieję to zmienić.

– Przepraszam za to całe zamieszanie. – Uśmiechnęła się dość tajemniczo i zaczęła rozpinać bluzkę, którą miała na sobie. Specjalnie taką wybrała.

– Ellen, co ty wyprawiasz? – spytał, gdy zauważył, co ona robiła.

– O co dokładnie pytasz? – Udawała, że nie ma pojęcia, o co mu chodzi. Wymyśliła to sobie już przed rozmową, teraz chciała jeszcze zrekompensować mu to, co musiał przeżywać, oglądając przy niej faceta przyjaciółki.

– Dlaczego rozpinasz bluzkę? – Od razu poprawił się na kanapie, siadając prosto, gdy dostrzegł jej koronkowy, czarny stanik.

– Nie podoba ci się to? Mam przerwać? – spytała, uśmiechając się kokieteryjnie. Aż oblizał wargi. Co ona by dała, by był teraz tuż obok niej. Zatrzymała palce rozpinające małe guziczki.

– Nie! – zaprotestował dość gwałtownie. – Nie, Ellen… – dodał już ciszej. Wpatrywał się w nią jak urzeczony, gdy całkowicie rozsunęła materiał i miał doskonały widok na piersi obleczone koronką. To jednak nie był koniec.

– Zadowolony? Jeremy, jesteś zadowolony? – Nie patrzył jej w oczy, ale taki właśnie był cel. Chciała go zadowolić, zasługiwał na to. Lubiła sprawiać mu przyjemność.

– Bardzo. – W gardle mu zaschło, musiał sięgnąć po szklankę z wodą. Poruszył się niespokojnie. Chciałaby dać mu jeszcze więcej przyjemności, jednak dzisiaj mogła zrobić dla niego tylko tyle.

– To mnie cieszy. – Wysunęła ramiona do tyłu i na dobre pozbyła się bluzki.

– Ellen… Dobry Boże! – Jeremy przetarł twarz, nie wierząc chyba w to, co widział po drugiej stronie. Już nie wyglądał na wściekłego.

– Chcesz więcej? – Delikatnie oblizała wargi, bawiąc się ramiączkiem od stanika.

– Więcej? – powtórzył jak zaczarowany. Nic nie było w stanie oderwać od niej jego wzroku. To było cholernie podniecające. Sama zrobiła się wilgotna. Wystarczyło jedno takie spojrzenie Mitchella, a już była gotowa.

– Tak, więcej. Co prawda niedokładnie to, co chcielibyśmy oboje, jednak mogę zapewnić ci dzisiaj małą namiastkę … Taką odrobinkę… – Mówiąc to, rozpięła stanik z tyłu. Puściła dłonie, ale koronkowy materiał nie zsunął się sam z siebie. Przytrzymując go jedną dłonią, drugą wsunęła pod materiał tak, żeby móc zakryć piersi. Dopiero wtedy odrzuciła stanik gdzieś na bok.

– Ellen… – Zachrypnięty głos mężczyzny pieścił jej zmysły. Dłońmi zakrywała piersi, które i tak wymykały się spod zasłony. – Czy ty chcesz, bym oszalał? – Jakimś cudem spojrzał jej w oczy. Płonęło w nich najczystsze pożądanie. Nagle pomyślała, co się stanie, jak w końcu dotrą do trzynastej randki. Miała przeczucie, że Jeremy nie wypuści jej zbyt szybko ze swoich ramion. Już nie mogła się tego doczekać.

– Jeremy? Może opowiesz mi, co byś mi zrobił teraz, gdybyś był tu ze mną? – Kolejny raz tańczyli na krawędzi ich własnego pożądania. Katowali się, żeby wzniecać ogień, który trawił ich od środka.

– Chcesz wiedzieć, co bym ci zrobił, gdybym siedział obok ciebie, Ellen? – powtórzył jej pytanie.

– Dokładnie tak. Zdradzisz mi ten sekret? – Nie mogła wykonać żadnego gestu, żeby go zachęcić, bo musiała trzymać własne piersi.

– Zaszedłbym cię od tyłu. – Jego schrypnięty głos sprawił, że zadrżała. – Zacząłbym masować twoje ramiona, jestem pewien, że przydałby ci się masaż teraz.

– Co dalej? – spytała, mrucząc jak zadowolona kotka. Nawet będąc daleko, potrafił sprawić, że pragnęła go.

– Dalej pochyliłbym się, żeby móc złożyć pocałunki na karku i barkach. Possać delikatną skórę. Lubisz to, Ellen? Lubisz, jak mężczyzna cię tam całuje? – Świdrował ją swoim magicznym wzrokiem. Żałowała teraz, że jest tak daleko.

– To powoduje, że pragnę więcej. – Poczuła uderzającą ją falę ciepła.

– Taki byłby mój cel. Później przesunąłbym dłonie bardziej na przód… On też wymaga intensywnego masażu… – Jeremy poprawił się na kanapie. Wyglądał na mocno podnieconego.

– Jeremy! – pisnęła jego imię. Usta miała lekko rozchylone, tak jakby szykowała się do pocałunku.

– Myślę, że twoje piersi idealnie wpasowałyby się w moje dłonie. – W tym momencie spojrzał dokładnie na nie, zakryte jej dłońmi. – Wręcz jestem tego pewny.

– Drań – mruknęła, a przecież to był jej pomysł, żeby opowiedział o tym. Była cholernie rozpalona.

– Chciałabyś mieć tego drania obok siebie, Ellen. – Uśmiechnął się lubieżnie, aż poruszyła się niespokojnie. Czuła, że wilgoć już przesiąkła przez materiał. Po prostu płynęła. – Później mógłbym skosztować twoich ust. Przecież im też należy się uwaga.

– Masz rację. – Oddychała coraz ciężej, nie będąc pewna, ile jeszcze to wytrzyma. – Pozwoliłbyś mi się dotykać?

– To było pytanie retoryczne, prawda? – spytał, oblizując kolejny raz wargi.

– Chyba tak – zachichotała nerwowo.

– Mogłabyś dotykać mnie, jak tylko byś chciała. Gdzie byś sobie zamarzyła. Przecież robiłbym ci dokładnie to, co ty mi. – Ledwo dostrzegła, że nie widzi jego dłoni. Jego ręka poruszała się dziwnie.

– Jeremy, ręce na pokład! – krzyknęła, a on tylko uśmiechnął się w odpowiedzi.

– Chciałabyś maleńka, chciałabyś. – Jeszcze bardziej przysunął się do monitora. Wyglądał tak, jakby coś spsocił. Dobrze wiedziała co. Żałowała tylko, że tego nie widzi. Wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach.

– Chciałabym znacznie więcej. – Sutki były tak boleśnie napięte, że aż błagały o jakikolwiek dotyk. Konkretnie to jego dotyk. Tylko że właśnie tego nie mogła mieć w tej chwili.

– Więc nie miałabyś nic przeciwko, gdybym zsunął dłoń wzdłuż twojego ciała, aż dotarłbym do ciepłej i wilgotnej cipki? Rozchyliłbym jej płatki i przejechałbym palcem, wydobywając z ciebie przeciągły jęk, aż błagałabyś mnie o więcej? – Z trudem była w stanie dostrzec, że oddech mężczyzny stał się płytki i świszczący. Że jego dłoń zaczynała poruszać się coraz szybciej. Sama odczuwała bolesną pustkę tam, gdzie marzyła, by poczuć jego penisa. Cokolwiek jego.

– Jeremy! – Miała wrażenie, że dłużej tego nie wytrzyma i że to on przejął kontrolę nad całą sytuacją.

– Mógłbym drażnić cię tak przez chwilę, ale w końcu wsunąłbym palce w ciebie. Byłabyś już tak wilgotna, że nie sprawiłoby mi to żadnego problemu. Całe twoje ciało opierałoby się o mnie, a ja pieprzyłbym cię palcami, aż doszłabyś, krzycząc w moich ramionach – kontynuował, ale jego głos urywał się momentami. Przymknęła powieki, w wyobraźni obrazki przesuwały się jak kadr w filmie. Na każdym widziała zobrazowane słowa Jeremy’ego.

– Mój Boże! – Chciała zrobić teraz jednocześnie dwie rzeczy. Uciec i zaspokoić się oraz zostać i ciągnąć dalej rozmowę.

– Ellen? Ellen? – Usłyszała jego głos jak z oddali. Otworzyła oczy i dostrzegła, że Jeremy uśmiechał się znacząco, patrząc na jedną z piersi, którą odsłoniła, nie zauważając tego nawet. Od razu zakryła ją z powrotem.

– Gdzie się patrzysz? – spytała, odpowiadając jednocześnie uśmiechem. Ani trochę nie czuła się skrępowana.

– Tam, gdzie pozwalasz mi to robić. Czy spełniłem twoje oczekiwania? – Z powrotem oparł się wygodnie o kanapę. Tym razem widziała obie dłonie. – Też muszę ci coś wyjawić.

– Tak? – Jeszcze nigdy z nikim nie posuwała się do tak odjechanych akcji, jak w przeciągu ostatnich tygodni z Jeremym. Nawet Jared nie był w stanie namówić jej do czegoś takiego. Ich związek był inną bajką, a przecież z perkusistą nie była w stałej relacji.

– Wiesz, że to była nasza jedenasta randka? – Widząc jej minę, roześmiał się. Już nie było ani śladu po wcześniejszym złym humorze.

– Randka? Tylko ty potrafisz zrobić randkę z czatu. – Jakoś specjalnie nie była tym faktem zaskoczona. Co więcej, ucieszyło ją to. Już tylko dwie randki dzieliły ich od tego, czego teraz chcieli najbardziej.

– Przyznaj się lepiej, nie byłaś jeszcze na takiej. – Skandaliczny uśmiech Jeremy’ego był zaraźliwy.

– To prawda. Jesteś jedyny w swoim rodzaju. Nigdy nie byłam na takich randkach jak z tobą. Przynajmniej tych niektórych – odpowiedziała, już nieco spokojniej. Chociaż wcale nie zaspokojona.

– Widzisz, jak wiele przy mnie zyskałaś? – Puścił jej oczko. Wydawał się wyluzowany, ale czy taki był naprawdę, nie wiedziała.

– Jesteś nieoceniony.

– Mam nadzieję, że powiesz tak samo, kiedy spotkamy się kolejny raz. Co ty na to, Ellen? – Usłyszał pukanie do drzwi, więc spojrzał w tamtą stronę. – Moment!

– Ktoś przyszedł? – spytała, rozglądając się za czymś do okrycia.

– John puka. Muszę już kończyć. Nie będziesz zła na mnie? – Jakoś nie wyglądał na zadowolonego, że muszą kończyć.

– Leć. Wolę zniknąć z ekranu, zanim niespodziewanie wejdzie ci do pokoju.

– Do zobaczenia, Ellen. Wkrótce! – Przesłał jej wirtualnego całusa i zaczął się śmiać, widząc, że nie może mu go odesłać.

– Pa, Jeremy! – Posłała mu wdzięczny uśmiech. Okienko rozmowy zostało zamknięte.

Opadła na poduszki i zaczęła się śmiać. Leżała półnaga, z odsłoniętymi piersiami. Właśnie stała się idealną kandydatką do pokoju bez klamek. Wszystko przez Jeremy’ego Mitchella.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. Monika G.
    | Odpowiedz

    Odrobinka zazdrosci dobrze zrobiła Jeremiemu?
    Zradze ci ciekawostkę, że w NY to internetu nie ma tylko w dużych parkach, choc w central parku są specjalne punkty z wifi. No i w glebokich stacjach podziemnych metra. Na ulicy wifi złapiesz praktycznie z kazdej kafejki. Hotel bez internetu to nie hotel tylko schronisko dla zwierzat…. A nie sorry w schroniskach tez sa internety bo mozna podejrzec na żywo jak sie tam zwierzaczki bawia… A nawet jeśli zamkłoby internety to kompanie ttelefoniczne też to rozwiązały i można wykonywać videorozmowy jak zwykle rozmowy w ramach abonamentu i bez dodatkowych kosztów. Taki standard. Nikt tu nie bierze abonamentu jak nie ma neta czy videorozmow dlatego już dawno takich ubogich uslug nie ma. Myślałam, że Jeremy bardziej z tej zazdrości “stracił WiFi” i rzuci fochem. Ale kiepski z niego zawodnik skoro tak szybko foch anulował.
    Z drugiej strony, rozumiem potrzebę sextelefonu. Jak męża ma sie w domu przeez szesc moesiecy roku to raczej nie da sie inaczej??

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Myślę, że nawet bardzo dobrze mu zrobiła ? O tym Internecie nie wiedziałam. Może Jeremy też nie wiedział???? Żartuję. Chłopak się zdenerwował, bo nie mógł z panną porozmawiać, jakiś obcy lata koło niej. Powinien wsiąść na konia i ją porwać, nie uważasz? ???

      • Monika G.
        |

        Na konia mechanicznego ma się rozumieć???
        Coś za dużo tych koni w naszych rozmowach?

  2. A
    Ala
    | Odpowiedz

    Finał się zbliża! Super chociaż szkoda też tej swoistej gry pomiędzy nimi.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Możesz powoli odliczać 🙂 Finał już tuż, tuż 🙂 Ellen i Jeremy dostarczą jeszcze sporo emocji 😉

  3. G
    Gość
    | Odpowiedz

    Dłuższy kawałek! Miodzio!!!

  4. L
    Lite
    | Odpowiedz

    Szkoda, że skoro opowiadanie ma tyle stron i jest skończone, nie są zawsze dodawane kawałki takiej długości (a nawet dłuższe). Lepiej się czyta poszczególne epizody gdy nie są drobione na kilka części. Opowiadanie o tyle na tym traci, że skoro dojście do 100 stron zajęło 4 miesiące, a zostało 300 stron, wychodzi, że skończy się za 12 miesięcy 🙂 niestety czytając kilka stron tygodniowo nikt za parę miesięcy nie będzie pamiętał szczegółów z początku historii. Rozumiem, że dziewczyny mają swój system publikacji i że te fragmenty nie odbiegają długością od pozostałych opowiadań na blogu, ale 400 stron to nie opowiadanie, a (zdecydowanie nie mała) książka. Nie wiem czy ktokolwiek dałby radę przeczytać książkę nadążając za akcją czytając ją przez półtora roku, 20 stron na miesiąc 🙂
    Uwagi oczywiście czysto techniczne, nie chcę nikogo urazić, pomysł na “opowiadanie” 🙂 bardzo ciekawy, ale nie wiem czy robisz mu dobrze 😀

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Zawsze można odświeżać sobie wcześniejsze rozdziały 😉 Uważam, że mojej powieści nic z tego tytułu nie dolega 😉 Czytelnicy się przyzwyczaili i cierpliwie czekają na kolejne piątki 🙂 Nie czuję się urażona, rozumiem, że możesz to tak postrzegać. O ile książki dostaje się w całości, o tyle moja jest publikowana w częściach. Także, jeśli masz ochotę, zapraszam na kolejne rozdziały, ale jeśli nie, to zrozumiem. Nie każdy chce czytać w takiej formie, jaka jest tutaj prezentowana. A moje historie z reguły bywają długie 😉

      • P
        Pati
        |

        Czytelnicy nie mają nic do gadania, musimy – mniej lub bardziej – cierpliwie czekać, wyjścia nie ma 😀
        Ale trudno się nie zgodzić, że przyjemnie się czytało taki dłuższy kawałek, rób nam częściej takie bonusy!

  5. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Pati, wszystko jest możliwe, ale zobaczymy 🙂 Mimo wszystko te słowa świadczą o tym, że powieść się podoba. Dla mnie to mega miłe 😉

  6. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Monika G. DREWNIANEGO! Na biegunach np. ???

  7. A
    ADropOfRain?
    | Odpowiedz

    Hello. Dopiero wczoraj wpadłam na tą stronę i to całkiem przypadkiem. Po przeczytaniu pierwszego rozdziału trochę się sceptycznie nastawiam, bo niby nic ciekawego, ale… Czytam 1, 2, 3, no 4 rozdział i nie mogę się oderwać, (a jak nie mogę się oderwać to dobry znak) i w jeden wieczór przeczytałam całe 19 rozdziałów i kurcze kończę 19 rozdział.. I co ❕❔Jeden wielki SZOK!
    DZIEWCZYNO! Kiedy następne rozdziały, bo ja tu zwariuje, jak się nie dowiem co dalej ??
    Opowiadanie, jak dla mnie SZTOS‼️

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dzięki Tobie na mojej twarzy zagościł dzisiaj szeroki uśmiech!!! Dziękuję, dziękuję, dziękuję :* Zapytam, jak trafiłaś na moje Trzynaście Randek? 😉 Strasznie się cieszę, że tak Ci się spodobało 🙂 Kolejny rozdział powinien być jeszcze dzisiaj 🙂

      • A
        ADropOfRain?
        |

        Na Twoje “Trzynaście randek” trafiłam na zszywka.pl i było warto tam pogrzebać. ?

      • Babeczka
        |

        Aż poczułam wyrzuty sumienia, że tak długo zwlekałam dziś z publikacją 😉

  8. Mija
    | Odpowiedz

    Przez przypadek trafiłam też wczoraj na tę stronę, można powiedzieć że zachłysnęłam się Twoim opowiadaniem.
    Czekam na kolejne rozdziały i podejrzewam, że to dopiero mój początek u Ciebie na stronie 😉

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie wiem, czym sobie na to zasłużyłam, ale ślicznie dziękuję i cieszę się, że również Tobie spodobało się Trzynaście Randek 🙂 Rozdziały ukazują się co piątek 🙂

  9. I
    Ilona
    | Odpowiedz

    Kiedy kolejna część?

  10. K
    Kate
    | Odpowiedz

    To czekanie , nie wiem ile razy już razy sprawdzałam czy już jest następny rozdział.

  11. Jo Winchester
    | Odpowiedz

    Cierpliwości dziewczyny. Mam nadzieję, że będzie dzisiaj.

  12. Babeczka
    | Odpowiedz

    Jo – gratulacje! Cudowne komentarze, cudownie się je czyta :-)))

  13. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Jeremy zrobił się bardzo zaborczy i zazdrosny wobec Ellen, ale ona go jak widać bardzo dobre rozproszyła, ten ich sekstelefon był bardzo rozpraszający
    i seksowny jak cho..ra, czekam na c.d.

Napisz nam też coś :-)