Trzynaście randek (II)

with 12 komentarzy

Trzynaście randek - okładka ebooka

 

Rozdział 2

Randka druga

Minęły prawie dwa dni, od kiedy ostatni raz widziała Jeremy’ego pod swoim domem. Odprawiła go, bo zgodnie z tym, co myślała, chciał od razu zaciągnąć ją do łóżka. Była przekonana, że wystraszy albo przynajmniej zniechęci go pomysłem z trzynastoma randkami. Jednak przyjął wyzwanie. Chociaż od tamtej pory nie odzywał się do niej, więc może i zdezerterował? Tak, działał na nią fizycznie i to bardziej, niż zdolna była to przyznać na samym początku. Wciąż pamiętała jego dotyk i pocałunki. Chętnie by to powtórzyła. Ale nie chciała dać mu satysfakcji tak szybkiego zaliczenia. Jeśli mieli pójść razem do łóżka, niech przynajmniej pokaże, że na nią zasługuje.

Wiedziała, że potrafi ją zaskoczyć. Pokazał to zabierając ją do planetarium. Podobał jej się fizycznie, dawało się wyczuć między nimi chemię. Zatopiona we własnych rozmyślaniach podskoczyła, gdy odezwała się jej komórka.

– Cześć Ellen. – Usłyszała po drugiej stronie głos Jeremy’ego. – Masz chwilę?

– Tak. Co słychać? – spytała spoglądając przez okno.

– Chciałem zapytać ciebie o to samo. Masz wolny wieczór? – Spodobał jej się jego głos. Nie był zachrypnięty, ale mimo to było w nim coś, co ją w jakiś sposób urzekało.

– Być może. Dlaczego pytasz?

– Bo chciałbym zaprosić cię na drugą randkę. Więc jak będzie? Znajdziesz kilka wolnych godzin? – kusił, aż musiała wziąć głęboki wdech. Jeremy był naprawdę niebezpiecznym mężczyzną. Powinna przy nim mieć się na baczności.

– Postaram się znaleźć lukę w swoim grafiku. Gdzie chcesz mnie zabrać? Czy może to znowu niespodzianka?

– Trafiłaś. Przyjadę po ciebie tak jak ostatnio, pasuje ci?

– Tak. Jakieś wymagania co do stroju? – Bezwiednie nawinęła kosmyk włosów na palec, bawiąc się nim.

– Dowolny. Do zobaczenia wieczorem Ellen. – Rozłączył się.

Jeremy był jednak zaskakującym facetem. Kiedy już w jakiś sposób go oceniła, sprawiał, że musiała nieco zmienić tę ocenę. W pewnym sensie to pobudzało ciekawość. Próbowała odgadnąć, gdzie chciałby ją zabrać, ale to byłoby jak trafienie w totolotka. To mogło być dowolne miejsce. Lubiła zwyczajne randki, ale zwyczajność jakoś nie pasowała jej do pana Mitchella. Przynajmniej na razie takie odniosła wrażenie.

Spojrzała na zegarek, bo musiała jeszcze przygotować część papierów dla Richarda. Jeremy miał przyjechać po nią o dwudziestej, więc pozostało jeszcze kilka godzin, żeby wymyślić strój na wieczór. Niestety praca tak ją pochłonęła, że do siedemnastej nie miała czasu, aby o tym pomyśleć. Później zebrała się szybko i wróciła do domu. Pozostały dwie godziny, by zdążyć.

Po długim prysznicu stanęła przed rozsuniętą szafą i zmierzyła wzrokiem jej zawartość. Pięć minut później wyjęła z niej sukienkę z krótkim rękawem, materiałową szarą górą i skórzanym czarnym dołem. Sięgała do połowy uda, była wystarczająco seksowna i kobieca, a jednocześnie nie odsłaniała zbyt wiele, zwłaszcza że dekolt był skromny oraz idealnie dopasowany.

Przeglądała się w lustrze, gdy usłyszała dzwonek. Na pewno niezaprzeczalną zaletą Mitchella była jego punktualność. Otworzyła mu drzwi z uśmiechem.

– Witaj. – Wyglądał nienagannie. Miał na sobie koszulkę bez rękawów, niebieskie jeansy i adidasy. Nieoczekiwanie poczuła ciężką do odparcia ochotę, by dotknąć tych nagich ramion.

– Właśnie myślałam o tym, że lubię twoją punktualność. – Wzięła torebkę i zamknęła dom. Gdy się odwróciła, Jeremy był już przy niej. Objął ją szybkim ruchem, lekko się przysuwając, ale nie zrobił tego nachalnie. I zanim zdążyła cokolwiek zrobić czy powiedzieć, po prostu ją pocałował. Jęknęła, odruchowo zarzucając mu ręce na szyję. Jego język szybko doprowadził ją do szału.

– Wybacz, ale nie mogłem się powstrzymać. – Patrząc prosto w oczy obrysował wilgotne usta Ellen opuszkiem palca. Zaklęła w duchu, skurczybyk wiedział, jak rozpalić kobietę. Po raz pierwszy przyszło jej na myśl, że będzie ciężko wytrwać do końca z umową o trzynastu randkach. – Pojedziemy już? Czekają na nas.

– Kto na nas czeka? – Nie zdążyła podnieść torebki, bo Jeremy zrobił to za nią. Ostatnio zachowywał się jak prawdziwy dżentelmen.

– Niespodzianka. – Roześmiał się uruchamiając silnik. – Znowu ślicznie wyglądasz.

– Ty również jesteś niczego sobie. – Usiadła lekko bokiem, by dobrze go widzieć. Zauważyła jak taksujące spojrzenie brązowych oczu przesunęło się po jej odsłoniętych nogach.

– Skoro wymieniliśmy komplementy na temat naszego wyglądu, może powiesz mi, co porabiałaś?

– W zasadzie nic szczególnego. Mam mnóstwo pracy w biurze, Richard co chwilę coś kupuje bądź sprzedaje. Wczoraj wieczorem spotkałam się na drinku z przyjaciółką. A ty? Co robiłeś? Wspominałeś ostatnio, że masz przerwę w trasie. Na długo?

– Dwa miesiące. Uwielbiam koncertowanie, ale czasami bardzo tęsknię za tym miastem. Aczkolwiek nie wyobrażam sobie robić niczego innego. – Spojrzał na nią, gdy zatrzymali się na światłach. – Jesteś zadowolona ze swojej pracy Ellen? Nie chciałabyś zamienić jej na jakąś inną?

– Zwariowałeś? – Prawie spojrzała na niego z oburzeniem, jakby powiedział coś strasznego.

– Po prostu pytam. Chciałbym wiedzieć, dlaczego lubisz swoje zajęcie.

– Mam kontakt z wieloma ludźmi. Moja praca nie polega na samych papierkach. Często jeżdżę z Richardem i Aaronem w teren, żeby szukać nowych zdobyczy. Nie zamieniłabym tego, co robię na nic innego.

– To wspaniałe, prawda?

– O co pytasz? – Nie rozumiała tego pytania, chociaż zauważyła jego dobry humor.

– Mówię o tym, że mamy szczęście. Zarówno ty jak i ja wykonujemy coś, co lubimy, bądź kochamy. Dlatego uważam, że jesteśmy szczęściarzami. – Spojrzał na nią przelotnie i zamilknął. Kilka minut później dojechali na miejsce. Okazał się być nim niewielki pub o wdzięcznej nazwie Roxy. Kojarzyła go, była tu raz czy dwa, jakiś czas temu.

– Co jest takiego niezwykłego w Roxy? – spytała, gdy wysiedli. Jeremy uśmiechnął się do niej.

– Za moment przekonasz się na własne oczy. W samym pubie nic takiego. Chodźmy. – Weszli do środka, gdzie było już trochę osób. Wewnątrz lokal wcale nie był taki mały. Z pewnością pomieściłby z kilkaset, jak nie tysiąc klientów. Jednak Jeremy nie poprowadził jej do stolika czy loży, a w kierunku sceny.

– Dlaczego idziemy w tamtą stronę? – spytała próbując przekrzyczeć gwar rozmów i śmiechu wokół.

– No dobrze, mogę ci już powiedzieć. Dziś wieczorem mamy tutaj małe wystąpienie. Pomyślałem, że skoro nas nie znasz, może zechcesz to zobaczyć.

– Koncert? – No cóż, tego na pewno się nie spodziewała. Jeremy’emu po raz kolejny udało się ją zaintrygować. Lubiła koncerty. I jeśli chodziło o ścisłość, była ciekawa jak pan perkusista sprawdza się w akcji. – Dostanę specjalnie miejsce?

– Mam nadzieję, że kulisy odpowiadają twoim standardom Ellen. Lepszej miejscówki nie udało mi się załatwić. – Puścił oczko i pokazał przepustkę ochroniarzowi, który strzegł wejścia.

– Myślę, że się tym zadowolę. – Zażartowała i podążyła za nim. Naprawdę była ciekawa dzisiejszego wieczoru. Gdy szli korytarzem, z jednego z pomieszczeń wyszło czterech facetów. Domyśliła się, że to pozostali członkowie zespołu, w którym występował Jeremy. Zdążyła ich wczoraj sprawdzić w sieci i zaznajomić się z kilkoma piosenkami.

– Wreszcie jesteś! – wykrzyknął John do Jerem’ego, jednak swoją uwagę skupił na niej. – Kim jest twoja urocza towarzyszka?

– To jest Ellen. Ellen, to John Smith, jest gitarzystą. – Od razu dokonał prezentacji wskazując podobnego mu wzrostem mężczyznę z czerwonym irokezem i czarnymi włosami dookoła. Zarówno jak Jeremy, tak i John posiadał liczne tatuaże.

– Miło mi cię poznać. – John lekko uścisnął jej dłoń.

– To Derek Jones, nasz wokalista. – Ruchem dłoni pokazał niższego faceta z bardzo krótkimi blond włosami zaczynającymi się od połowy głowy. Z przodu był łysy. Również posiadał tatuaże, chociaż nie miał ich tylu, co Jeremy czy John. Przywitał się z nią równie miło jak kolega.

– Witaj ślicznotko. – Derek obdarzył ją uroczym uśmiechem.

– Chris Williams jest basistą. – Jeremy kiwnął głową na mężczyznę, który miał chyba najdłuższe dredy zrobione na brodzie. Był troszkę wyższy od Mitchella, ale równie umięśniony.

– Hej Ellen! – Chris był całkiem łysy, ale niemniej uroczy niż pozostali.

– A to Tom Brown. Również gitarzysta. – Tom poprzestał na lekkim uścisku dłoni i zwykłym cześć. – Zaprosiłem Ellen, bo chciałem jej pokazać nasz występ. Nie zna nas.

– To prawda. Chociaż wczoraj nie mogłam się oprzeć ciekawości i wyszukałam w necie kilka waszych piosenek – przyznała Ellen bez cienia wstydu. Chłopaki wydawali się być mili, nie zdziwiła ich zasłyszana informacja. – Niemniej cieszę się, że Jeremy mnie przywiózł na ten koncert.

– Więc musimy się postarać dzisiaj jeszcze bardziej. – odezwał się Derek i poklepał kumpli. – Za chwilę zaczynamy.

– Zaraz do was dołączę. – Kiedy czwórka mężczyzn oddaliła się, spojrzał na nią. – Staniesz z boku sceny i będziesz miała doskonały widok na wszystko.

– Nigdy jeszcze nie byłam za kulisami nie licząc małych koncertów w restauracji Richarda.

– Więc mam nadzieję, że będzie to dla ciebie niezapomniane wrażenie. –  Byli sami w korytarzu, więc przybliżył się. – Dostanę buziaka na szczęście?

– Nie ma sprawy. – Uśmiechnęła się i uniosła głowę. Widziała, jak przymykał oczy do pocałunku. Postanowiła zrobić mu psikusa. Szybko musnęła jego policzek i odsunęła się. – No co? Chciałeś buziaka, a nie prawdziwy pocałunek. Powinieneś bardziej precyzować swoje życzenia.

– Doprawdy? – Chciał coś dodać, ale oboje usłyszeli jak któryś z techników woła jego imię. – Muszę już iść. Chodźmy.

Cała piątka czekała na wejście na scenę. Z daleka mogła dostrzec, że publika aż kipi od emocji i czekania na swoich idoli. W końcu weszli i zaczęło się show. Takiego pisku i wrzawy już dawno nie słyszała. Nawet w lokalu Richarda, choć przeróżne gwiazdy tam przyjeżdżały. Przez krótką chwilę obserwowała tłum i czwórkę członków Black Panther wysuniętych do przodu.

W końcu spojrzała na Jeremy’ego. Aż zaniemówiła z wrażenia. Sposób w jaki grał na perkusji był po prostu niesamowity. Rytm piosenki był bardzo szybki, a mimo to Mitchell wcale go nie gubił. Wręcz przeciwnie, odnosiło się wrażenie, że to on go nadaje.

Agresywny styl gry z punktu spojrzenia widza był niewiarygodnie wyjątkowy. Tą pasję było widać z kilometra. Prawdziwy odlot jednak poczuła, gdy spojrzała na jego ramiona. Jęknęła, na szczęście w tym hałasie nikt nie miał prawa tego usłyszeć. Znienacka opanowało ją trudne do opanowania pragnienie. Marzyła by ich teraz dotknąć. Ramiona takie jak posiadał Jeremy były jej kolejną słabością. To nie były sztucznie napakowane bicepsy, jakie posiadali bywalcy siłowni. To były prawdziwe ramiona faceta, który okupił je milionami godzin gry na perkusji.

Nie umiała oderwać od niego oczu. Nawet nie chciała. To była niesamowita przyjemność móc go tak obserwować. Pomyślała, że mogłaby to robić godzinami. Tylko, że wtedy na pewno by mu uległa. O ile nie zaatakowała go pierwsza. Jeremy w trakcie grania wyglądał jak jakaś seksualna maszyna, podniecający aż do granic możliwości.

Gdy spojrzał na nią w pewnym momencie, aż wstrzymała oddech. Miała wrażenie, że jego wzrok przewierca ją na wylot. Naprawdę dobrze, że teraz grał koncert. Była pewna, że gdyby tylko zechciał ją pocałować, nie umiałaby tego przerwać. Była zbyt naładowana emocjami. W zasadzie powinna się bać, gdzie Jeremy zaprosi ją na kolejną randkę. Bo z jednej na drugą podnosił poprzeczkę.

Nie zauważyła, kiedy koncert się skończył. Cała piątka stanęła przed publicznością, by im się pokłonić. Chwilę później Jeremy był już obok. Ciężko przełknęła ślinę, gdy dostrzegła jak kropelki potu spływają po jego ramionach, twarzy, wzdłuż szyi znikając na torsie ukrytym pod koszulką.

– Jak było? – spytał.  Z trudem spojrzała mu prosto w oczy. Czuła się, jakby ktoś inny przejął kontrolę nad jej ciałem. Chciała mu się rzucić w ramiona i wycałować od góry do dołu. Coś dziwnego się z nią działo. Miała przecież być twarda. – Ellen?

– To było naprawdę niesamowite. Gdybym wiedziała, że tak gracie, już dawno bym się wami zainteresowała. – Miała nadzieję, że nie słychać, że nie mówi do końca prawdy. Głównie opisywała jego, choć to cały zespół spisał się na medal.

– Aż tak dobrze? – Jego samczy uśmiech wywołał w jej brzuchu efekt motylków. Zidiociała dziś do reszty. Jeszcze dwa dni temu chciała go trzymać na dystans, a dzisiaj najchętniej sama zaciągnęłaby do łóżka.

– Więcej nie powiem, bo ci ego spuchnie. – Roześmiała się, a on razem z nią. – Naprawdę bardzo mi się podobało. Byliście świetni i jeszcze raz dziękuję…

– Nie dziękuj. Przywiozłem cię tutaj, bo chciałem, żeby nasza randka była nietuzinkowa. Co prawda nie spędziliśmy jej tak dosłownie razem, ale chciałem ci pokazać tę część mojego życia. Zaczekasz na mnie jeszcze chwilę? Wezmę szybki prysznic i zaraz do ciebie wrócę.

– Jasne, leć. – Musiała chrząknąć, żeby pozbyć się chrypki. Jej wyobraźnia właśnie rozwijała swoje skrzydła. Jeremy zaprowadził ją do pokoju, który był przygotowany dla zespołu, a sam wyszedł. Minęło może piętnaście minut, gdy pojawił się z powrotem.

– Masz ochotę na drinka? Mam tutaj lożę, która zapewni nam trochę prywatności.

– Twoje fanki mnie nie zlinczują? – spytała uśmiechając się. Jeremy przebrał się, ale nadal wyglądał pociągająco.

– Obronię cię własną piersią. – Mężczyzna na dowód prawdziwości swoich słów uderzył się zaciśniętą pięścią w tors.

– Brzmisz dość przekonująco. Możemy więc iść. – Podała mu dłoń i korytarzem ruszyli w obranym przez Jeremy’ego kierunku. Jak się okazało, loża perkusisty znajdowała się w chronionej strefie dla VIP–ów. Mieli prywatność, bo fani nie mogli do nich podejść.

– Zrobiłem dziś na tobie wrażenie? – Gdy usiadła wygodnie i spojrzała na niego, przysunął się do niej nieco.

–  A planowałeś to zrobić? – odpowiedziała pytaniem na pytanie. Upiła nieco drinka, którego kelner postawił właśnie przed nią. – Naprawdę potrzebujesz takich komplementów?

– To miłe usłyszeć coś pozytywnego od kobiety, z którą zamierzam iść na trzynaście randek. Poza tym owszem, jestem łasy na wszelkiego rodzaju pochwały. – Przyglądał jej się, jakby była jakimś ciekawym eksponatem na wystawie.

– Pewnie słyszałeś już wiele komplementów na swój temat. Nie sądzę, by moje miały się czymś wyróżnić, ale ok. Fajnie się ciebie ogląda na scenie. Od razu widać, że twoja gra wynika z pasji, a nie z przymusu.

– Nigdy nie robiłem nic z przymusu. Już na pewno nie robiłbym tego, jeśli chodzi o sposób zarabiania się na życie. Czasami jak patrzę na innych, którzy nie mieli tyle szczęścia, co ja czy ty, jest mi ich żal. Nie wiem, jak bym w ogóle funkcjonował w takim stanie. – Jeremy uśmiechnął się do niej i w tym momencie poczuła, że naprawdę go polubiła.

– Rockmeni zawsze mają takie mądre przemyślenia? – Wybuchła śmiechem, kiedy zobaczyła jego oburzenie. – No już, spokojnie. To był tylko żart.

– Uważaj, bo będę musiał cię ukarać Ellen… – mruknął z ustami bardzo blisko jej własnych.

– Bawisz się w Christiana Greya? – Ellen teatralnie zarzuciła włosami. – Jeremy, jesteś strasznie nieprzyzwoitym mężczyzną. Chyba powinnam już wracać do siebie.

– Wszystko wedle twojego życzenia. – Wstał, a Ellen razem z nim. Kilka minut później siedzieli już w jego samochodzie.

– Dziękuję. – odezwała się po dłuższej chwili milczenia między nimi.

– Za co? – Spojrzał na nią nie rozumiejąc, o czym mówi.

– Za ten wieczór. Dobrze się bawiłam dzisiaj. – Tak naprawdę nie chciała kończyć tego spotkania. Bała się jednak, że może złamać swoje postanowienie. Jeremy był dziś stanowczo zbyt podniecający. Emanował tym wszystkim, co uwielbiała w facetach. Nie rozumiała, co się z nią działo, dlatego zdecydowała się na ewakuację w zacisze swego mieszkania.

– To dopiero początek. – Aż spojrzała na niego, bo powiedział to tak, jakby składał jej obietnicę. Podobało jej się to. Ta cała gra w trzynaście randek zaczynała ją ekscytować. Wcześniej chciała go do siebie zrazić, ale teraz… Teraz wszystko zaczęło się zmieniać. – Jesteśmy na miejscu.

– Och. – Zdołała tylko powiedzieć, tak była zatopiona we własnych myślach. Jeremy pomógł jej wysiąść.

– Zadzwonię do ciebie – odezwał się, kiedy stanęli pod drzwiami. Patrzyła na niego, ale jego spojrzenie było nieodgadnione.

– Dobranoc Jeremy!

– Dobranoc Ellen! – Stał i patrzył, jak wchodziła do środka. Będąc już w środku usłyszała, jak odjeżdża. Uśmiechnęła się sama do siebie. To był naprawdę dobry wieczór.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. K
    Kornelia
    | Odpowiedz

    Nareszcie! Już myślałam, że się nie doczekam. Coś czuję, że Ellen złamie się pierwsza. Już teraz prawie nie wytrzymała.

  2. K
    Kasia
    | Odpowiedz

    To w końcu to opowiadanie będzie publikowane w czwartki? czy w soboty? Długo kazałyście czekać, ale było warto. Super!

    • Mikakamaka
      | Odpowiedz

      Będzie, kiedy będzie. Nie wyznaczamy określonego dnia. Trzeba wpadać i tyle 🙂

  3. F
    Fanka
    | Odpowiedz

    Opowiadanie super, ale mam wrażenie że gdzieś już to czytałam…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie sądzę. To moje opowiadanie i nigdzie wcześniej go nie publikowałam. Nie inspirowałam się też niczyim opowiadaniem.

  4. F
    Fanka
    | Odpowiedz

    To może coś mi sie przyśniło ?

  5. Monika G.
    | Odpowiedz

    No ja pierdziele! Co za randka
    ….i pomyslec, ze moj WtedyJeszczeNieMaz zabral mnie na pierwsza randke do burdel baru. Przyznal sie dopiero po slubie. Cos mi wtedy nie pasowalo ale czlowiek zakochany to slepy. Zebym wiedziala wczesniej to o slubie moglby zapomniec. Burdel bar !!! Co za idiota ciagnie drewno do lasu!?!?
    Ekhm…. Cos tam jeszcze u was poczytam i obudze swego drwala amatora na jakies rombanko…

    Jo! Twoje 13Randek powinni przy regalach z gumkami w sklepach trzymac, na takiej sprezynce, zeby panowie przed wyborem latexu musieli najpierw przeczytac….

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Twoje komentarze rozbrajają mnie ?

      • Monika G.
        |

        A mnie twoje ranki rozgrzewaja ?

      • Monika G.
        |

        Randki*

  6. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Jeremy zaskoczył Ellen druga randką, zaprosił ją na koncert swojego zespołu. Ellen bardzo polubiła jeremego, co wymyśli na 3-cia randkę?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Sama zobacz 🙂 Jesteś w komfortowej sytuacji, bo masz przed sobą sporo tekstu, więc wystarczy tylko przechodzić do kolejnych rozdziałów 🙂

Napisz nam też coś :-)