Trzynaście Randek (XXVI)

with 55 komentarzy

Rozdział 26

Trzynaście randek Wasze opowiadanieTrzynaście randek - okładka ebooka.

Z okazji Walentynek, życzę Wam mnóstwo miłości, a obok takiego partnera, żeby rozpalał Was tak mocno, jak Jeremy rozpala Ellen 😀 I dużo, dużo seksu 😉 A co najważniejsze, żeby Wasza druga połówka okazywała Wam tę miłość nie tylko w Walentynki, ale przede wszystkim na co dzień 😉 😉 😉

I właśnie z tej okazji dzisiaj dla Was podwójny rozdział Trzynastu Randek 🙂 Miłego czytania 🙂

Ten przystojniak u góry to Asterix 🙂 Obiecałam zdjęcie czytelniczce Asi, więc oto jest 🙂

 

Po prawie trzech dniach spędzonych u Mitchella wreszcie wróciła do domu. Co prawda, niespecjalnie miała na to ochotę, ale nie chciała naginać dobrej woli Caroline, jeśli chodziło o opiekę nad Asterixem ani też cierpliwości Richarda, który się nie dobijał, by wróciła do pracy. Jednocześnie czuła się już trochę obolała. Jeremy wziął sobie jej słowa do serca i sprawił, że bolało ją wiele części ciała.

Obudziła się w środku nocy i złapała na tym, że szuka go w swoim łóżku. Spędzili razem za dużo czasu i takie były tego skutki. Wstała dość wcześnie i przygotowała się do nowego dnia. Punkt dziewiąta zajechała pod garaż Richarda. Chłopaki pracowali już pełną parą. Pomachała im, a oni tylko uśmiechnęli się znacząco. Faceci, ale lubili plotki jeszcze bardziej od kobiet.

Weszła po schodach do części biurowej i skierowała swoje kroki do gabinetu. Przerażała ją myśl, ile pracy na nią czeka, ale musiała jakoś nadrobić zaległości, które sama sobie stworzyła. Mimo wszystko nie chciała, żeby Richard był na nią wściekły, czy zawiedziony jej postępowaniem.

Obeszła biurko i wtedy spojrzała na swój fotel. Leżała na nim dość spora, puchowa poduszka. Przez krótką chwilę patrzyła na nią z niedowierzaniem. W końcu odwróciła się i jak burza ruszyła w stronę biura Richarda. Widziała, że drzwi są uchylone, więc nie miał żadnego gościa.

Ellen! – wykrzyknął na jej widok. Od razu uśmiechnął się szeroko. – Już wyzdrowiałaś?

Możesz mi wytłumaczyć, co to ma być? – spytała, stając przed jego biurkiem z rękami założonymi na biodrach.

Co dokładnie? To, że pytam i troszczę się o twój stan zdrowia, Ellen? – spytał niewinnym tonem głosu, na jaki było go stać.

Nie pieprz Richard! – warknęła, bo doskonale wiedziała, o co mu chodzi.

Jeśli mowa o pieprzeniu… – zaczął, ale Ellen pochyliła się groźnie w jego stronę.

Harris…

To wczoraj chyba przepieprzyłem zupę w barze, jak byłem na lunchu – dokończył z tym samym uśmiechem. Naprawdę miała ochotę uderzyć go teraz. – Czy mi się wydaje, czy jesteś jakaś zdenerwowana? Może jeszcze powinnaś odpocząć? Twój lekarz przepisał ci złe zastrzyki?

Do lekarza powinieneś iść ty. A tę poduszkę sam sobie podłóż pod siedzenie!

To źle, że ją tam położyłem? Stwierdziłem, że jak doktor Mitchell zaaplikował ci tak dużą dawkę… leku… – Ellen rzuciła się nagle w jego kierunku, ale niestety Richard był szybszy. Gdy Harvelle znalazła się za jego biurkiem, on był już przy drzwiach wyjściowych. Wybiegł na korytarz, ona za nim. Wbiegł do jej gabinetu i schował się za biurkiem.

Zaraz ja tobie coś zaaplikuję! – Miotała się od lewej do prawej, ale wiedziała, że go nie dopadnie.

Czy doktor Mitchell wie, że ta kuracja ma poważne skutki uboczne? – Harris oparł się zadowolony z siebie o skórzany fotel. Ellen znowu warknęła, ale stwierdziła, że więcej nie będzie za nim biegać. W końcu musiało mu się znudzić.

Jeśli jesteś taki ciekawy tego, to możesz do niego zadzwonić. – Przeszła na drugą stronę, a Richard przezornie obszedł mebel, stając naprzeciwko. Odchylił się do tyłu, kiedy rzuciła w niego poduszką.

Niestety, ale nie mam jego numeru. No, chyba że zechcesz się podzielić, Ellen? Kto wie, czy właśnie teraz nie zaraziłem się od ciebie – stwierdził dość filozoficznie.

Nie masz zajęcia, Richard? – spytała, siadając na swoim miejscu. Wzięła kilka głębokich oddechów. Harris uwielbiał się drażnić, zwłaszcza z nią. Dała się podejść jak nastolatka.

Właściwie to mam go całkiem sporo. A do ciebie sporą prośbę. – Nadal się uśmiechał, jednak teraz to była twarz Richarda, którą już tak dobrze znała. Będzie potrzebował jej pomocy.

Doprawdy? – Oparła się łokciami o blat i przyglądała mu z rosnącym zadowoleniem. Wiedziała, że tego nie lubi, ale nie mogła sobie odmówić tej małej przyjemności.

Ellen, przestań tak na mnie patrzeć! – warknął, a ona tylko poszerzyła uśmiech.

Jak? Kompletnie nie wiem, o co ci chodzi. Przecież nie robię nic złego tak jak ty chwilę wcześniej. Prawda? – Zaczęła bawić się długopisem, kręcąc nim na każdą stronę. Dodatkowo go tym dezorientowała.

Ellen, bo nie dostaniesz premii. – Zagroził, ale nic sobie z tego nie zrobiła.

Tej zaległej, czy tej, którą chcesz obiecać mi kolejny raz? – Zachichotała, widząc jego minę. Oczywiście to nie była prawda, Richard nigdy jej z niczym nie zalegał. Aczkolwiek nie omieszkała pożartować sobie z tego.

Ellen Harvelle! Bo za chwilę będzie cię bolał tyłek, ale od czegoś innego niż od długotrwałej wizyty u doktora Mitchella!

Ty brutalu jeden… – zaśmiała się, a Richard poczerwieniał jeszcze bardziej.

Jak chcesz! – warknął, szykując się do wyjścia. Już miał zamknąć za sobą drzwi, gdy się odezwała.

No już dobrze, dobrze. Nie denerwuj się tak, bo jeszcze ci serducho nie wytrzyma. O czym chciałeś porozmawiać? – spytała.

Wiedziałem, że skapitulujesz pierwsza. – Jak za ruchem czarodziejskiej różdżki na twarzy szefa pojawił się pełen zwycięstwa uśmiech. Znowu dała mu się nabrać. Zmełła w ustach przekleństwo i patrzyła wyczekująco.

Jak już zdążyłeś nacieszyć się tym zwycięstwem, powiesz mi wreszcie jakiej pomocy ode mnie oczekujesz?

Wiesz, że zbliża się dzień Św. Patryka? – Zabrał jej długopis, którym się bawiła i sam zaczął to robić. – Organizuję w swojej restauracji imprezę, będzie sporo osób. Dziewczyny mają być przebrane w stroje elfickie.

Co ja mam z tym wspólnego? – Nie rozumiała, do czego zmierzał.

Byłbym wdzięczny, gdybyś zechciała pomóc w kelnerowaniu. – W końcu dowiedziała się, o co mu chodzi.

Trzeba było tak od razu. – Zupełnie zapomniała o zbliżającym się święcie, tak bardzo celebrowanym w ich kraju. Domyślała się też, że szef musi organizować duże przyjęcie, Grill pewnie znowu będzie wypełniony po same brzegi. – Jak wyglądają te stroje dla kelnerek?

Pytasz o stroje, a nie ekstra wynagrodzenie, jakie możesz za to dostać? – spytał wyraźnie zdziwiony.

Podejrzewam, że nie poskąpisz na mnie, co Richard? – Chociaż powszechnie miał on opinię człowieka, który nie lubił wydawać dodatkowej kasy, to wiedziała, że na pewnych sprawach nie oszczędza. W końcu pieniądze i tak zwracały mu się podwójnie, a czasami potrójnie.

Rozpuściłem cię jak dziadowski bicz! – jęknął, ale z uśmiechem. – Mam jeden w biurze, tak się składa, że powinien pasować na ciebie. Chcesz go zobaczyć?

Jasne, że tak. – Od razu poderwała się zza biurka i ruszyła za nim. Znaleźli się w jego gabinecie i Richard podszedł do szafy, z której wyciągnął strój w foliowym pokrowcu. Rozpakował go i jej podał.

Wow! – mruknęła, przyglądając się strojowi. Richard był też znany z tego, że oprócz organizowania wystawnych imprez, ubierał swoje kelnerki w skąpe stroje. Co podobało się, zwłaszcza męskiej części gości. Teraz również zaszalał. Miała przed sobą zieloną sukienkę, mogłaby już przyrzec, że posiadała potężny dekolt. Była niezbyt długa, więc podejrzewała, że będzie ledwo zakrywała jej tyłek. Do tego krótki rękaw, zakończony trójkątami materiału. Już nie mogła doczekać się, aż ją założy.

Podoba ci się? – spytał, obserwując jej reakcję.

Jak jasna cholera! Przyjęcie jest jutro, tak? – Nie odrywając wzroku od sukienki, dopytywała o szczegóły.

Zaczynamy o dwudziestej. Pojutrze będziesz miała wolne, a jutro możesz wyjść wcześniej z pracy, żeby się przygotować. Jeśli chcesz, możesz kogoś zaprosić… – dodał z wymownym spojrzeniem. Zaczęła się śmiać. Zły nastrój spowodowany żartem szefa, minął, jak ręką odjął. Za to pojawiło się podekscytowanie kolejnym świetnym wieczorem w Grillu.

Chcesz wiedzieć, czy zaproszę Jeremy’ego? – Znała ciekawość Richarda i doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tylko czeka, aż z jej ust wyjdą jakiekolwiek informacje na ten temat.

Jeśli już o nim wspominasz – powiedział niby od niechcenia RR, jak nazywała go w skrócie czasami.

Być może. Caro i Dean też się ucieszą.

Tylko żeby Anderson znowu nie próbował skupić całej uwagi na sobie na parkiecie! – mruknął szef, nawiązując do jednego z niedawnych przyjęć, gdzie Dean dał popis na scenie. Richard personalnie nie miał nic do niego, ale nie lubił, gdy ktoś odciągał uwagę od niego samego, czy jego imprezy. To on był tam królem.

Zasugeruję mu to. Mogę już wziąć kostium do siebie? – spytała. – Muszę trochę popracować.

Idź. – Zamknął drzwi za nią, gdy wyszła. Powiesiła sukienkę na szafce na dokumenty i spojrzała na teczki, które czekały, aż zacznie je przeglądać. No cóż, praca sama się nie zrobi. Z westchnieniem usiadła, po czym zabrała się za pierwszą z pokaźnego stosu.

Gdy dochodziła dziewiętnasta, zajechała pod swój dom. Została dłużej w pracy, bo musiała trochę odpracować te wolne dni, które spędziła u Jeremy’ego. Nawet nie wychodziła na lunch, jedynie zadzwoniła do Grilla, żeby ktoś dostarczył jej jedzenie. Dzięki temu zdążyła naprawdę sporo zrobić.

Jeremy zadzwonił na chwilę, ale nie rozmawiali zbyt długo. On również był dość zajęty, bo opowiedział jej o przesunięciu planowanej daty nagrywania teledysku. Mieli z tym sporo roboty. Obiecał, że zadzwoni wieczorem i porozmawiają dłużej.

Weszła do domu i od razu przywitało ją radosne szczekanie Asterixa. Pies jak zwykle czekał na jakiś smakołyk, więc wyjęła z torby jeden z jego przysmaków. Sama już czuła głód, ale wiedziała, że teraz nie ma ani ochoty, ani sił na gotowanie dla samej siebie. Postanowiła, że coś zaraz zamówi. Tylko chwilkę sobie odpocznie.

Minęło może dziesięć minut, jak zadzwonił dzwonek do drzwi. Pizza raczej się sama nie zamówiła, więc z pewnością to nie był dostawca. Niechętnie wstała, bo tak dobrze jej było na kanapie. Jakie przeżyła zdziwienie, kiedy za drzwiami zobaczyła Jeremy’ego.

Cześć ślicznotko. – Przywitał się z tym rozbrajającym uśmiechem na ustach. W rękach trzymał pudełko z… pizzą. Aż spojrzała na niego z niedowierzaniem. W jednej chwili poczuła ogromne ssanie w żołądku i jednocześnie radość.

Jeremy? Co ty tutaj robisz? – Odsunęła się, żeby przepuścić go do środka. Gdy przeszedł obok niej, poczuła wspaniały aromat pizzy, dochodzący z pudełka oraz mieszankę perfum mężczyzny, którą zdążyła już tak doskonale poznać.

Mam sobie pójść? – Jak zwykle wyglądał nienagannie. Ruszył w kierunku salonu, tak jakby dobrze znał rozkład jej domu. A przecież był w nim dopiero pierwszy raz. Wtedy, gdy zorganizował piknik w ogrodzie, nie wchodził do środka.

Oczywiście, że nie! – Zreflektowała się szybko i poszła za nim. – Po prostu nie sądziłam, że dzisiaj przyjedziesz. Miałam zadzwonić do ciebie.

Ja też miałem zadzwonić, ale wolałem przyjechać. – Odłożył pudełko i wreszcie ją objął. Pochylił się i pocałował delikatnie, bez zbędnego pośpiechu. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, jak brakowało jej tych ust. Nie widzieli się tylko dobę, przecież poprzedniego wieczoru wróciła od niego. Przylgnęła do niego i oddała zachłanniejszy pocałunek.

Czyżby ktoś się stęsknił? – spytał ze śmiechem. Pociągnął ją na kanapę i otworzył tekturowe pudło. Aromat jeszcze gorącej pizzy rozniósł się po salonie. W mgnieniu oka pojawił się przy nich Asterix.

Nie wiem, z czego odczytujesz pragnienia kobiet…. – Ellen sięgnęła po swój kawałek.

Przecież już kiedyś ustaliliśmy, że wróżę ze szklanej kuli. Czasami dochodzą do tego fusy. – Jeremy chciał już ugryźć swój kawałek, kiedy pies usiadł z jego strony, wpatrując się łapczywym wzrokiem. Zrezygnowany Mitchell pokręcił głową, po czym oderwał kawałek tektury i położył na nim pizzę. Podsunął ją na podłodze w kierunku labradora, który zaczął wesoło machać ogonem.

Oby ci się nigdy nie zepsuła. Właśnie miałam coś sobie zamówić, niedawno wróciłam z pracy i byłam strasznie głodna – opowiadała mu między jednym a drugim kęsem.

Cieszę się, że mogłem ci pomóc. Jeśli wróciłaś przed chwilą, to znaczy, że Richard kazał ci zostać po godzinach? – Spojrzał na nią zdziwiony.

Nie, sama postanowiłam to zrobić. Miałam naprawdę sporo zaległości…

Dzięki mnie – dodał z tym uśmiechem, który mówił „Wcale tego nie żałuję”.

Tak, dzięki tobie. – Oblizała palce z ketchupu, po czym zabrała się za kolejny kawałek. Dzisiejszego wieczoru pozwoliła sobie naprawdę pofolgować. – Jutro będę musiała wyjść szybciej z pracy, bo Richard organizuje przyjęcie z okazji dnia Świętego Patryka. Poprosił mnie o pomoc w kelnerowaniu.

Ciebie? Aż tak mało ma obsługi? – Jeremy wyglądał na zaskoczonego.

Nie, ale wiem, jak wyglądają te przyjęcia. Poza tym Richard płaci ekstra, więc dlaczego nie? Chcesz przyjechać jutro wieczorem do Grilla? Zamierzam zaprosić też Caro i Deana. – Ani słowem nie wspomniała mu o kostiumie, który miała na jutrzejszy wieczór. Wolała zrobić niespodziankę.

Chcesz, żebym przyjechał? Czy będziesz mogła spędzić ze mną chociaż trochę tego wieczoru? – Jeremy pogłaskał psa, który domagał się o kolejny kawałek pizzy. Podał mu go bez wahania. Ellen patrzyła na to z nieskrywaną radością. Nie każdy facet podzieliłby się pizzą z jej pupilem, a Jeremy wcale nie protestował.

Nie mogę ci nic obiecać. Na początku na pewno nie, będzie mnóstwo gości. A później… Jeśli będziesz wytrwały… – dodała z tajemniczym uśmiechem.

Myślę, że jutro chętnie zajrzę do Grilla. – Poczuła, że zaczyna patrzeć na nią jak na pyszny kawałek czekoladowego tortu. Dreszcz podniecenia opanował ciało. Przyszło jej do głowy, że mogłaby zatrzymać go u siebie na całą noc. Nawet jeśli poskutkowałoby to niewyspaniem się i ryciem nosem o podłogę jutrzejszego dnia w pracy. – Mam po ciebie przyjechać?

Nie, spotkamy się na miejscu. – Nie potrafiła przestać gapić się na usta mężczyzny, które kusiły ją, by je skosztować kolejny raz. – Będę musiała być tam szybciej niż o dwudziestej, żeby pomóc dziewczynom. Na was zaczeka loża, już ją zarezerwowałam.

Skąd wiedziałaś, że się zgodzę? – spytał mocno rozbawiony.

Caro i Dean się zgodzili. To już przewaga. – Tym razem ona się roześmiała, rozbawiona wyrazem jego twarzy.

No tak, nie spojrzałem na to z tej strony. Ellen?

Tak? – Otarła usta papierowymi serwetkami. Pies wyszedł przez taras do ogrodu. Jeremy przysunął się do niej jeszcze bardziej.

Najadłaś się wreszcie? – Odgarnął palcami włosy opadające na twarz. Wpatrywał się w nią tak intensywnie, że poczuła, że już wilgotnieje. Po takim maratonie, jaki zaserwował jej u siebie, można by było pomyśleć, że przez dłuższy czas nie będą mieli na siebie ochoty. Nic bardziej mylnego. Ogłuszające pożądanie zaczynało przejmować kontrolę nad jej ciałem.

Tak – wyszeptała, przechylając się do niego. Po chwili ich usta zetknęły się w powolnym pocałunku. Ugryzła go lekko, a on spojrzał w jej oczy z bliskiej odległości.

Nie będziemy się nigdzie śpieszyć… – mruknął, przygarniając Ellen do siebie za kark. Objął kobietę za plecy i wstał. – Gdzie mam iść? – wychrypiał, muskając wilgotne usta.

Drugie drzwi po lewej na piętrze. – Nie była w stanie myśleć już o niczym innym, jak tylko o tym, że za chwilę znowu będzie go miała w sobie. Jeremy Mitchell wziął ją w posiadanie i nie zamierzał uwolnić ją szybko spod swojego uroku.

Kolejny ranek przywitał ją pięknymi promieniami słonecznymi, wpadającymi przez okno, którego nie zdążyła zasłonić roletą. Przyczyna tego spała smacznie na brzuchu z głową w poduszce i ręką obejmującą jej zmaltretowane ciało. Gdy przypomniała sobie, co robił z nią w nocy, rumieniec oblewał jej policzki.

Ostrożnie, aby go nie obudzić, odsunęła rękę mężczyzny i wstała po cichu. Sięgając po szlafrok pozostawiony na krześle poprzedniego ranka, poszła do łazienki, aby załatwić poranne czynności. Kilka minut później, już po prysznicu, wyszła, ale Jeremy nadal spał. Była dopiero siódma rano, stwierdziła, że może jeszcze pospać, a ona w tym czasie uszykuje śniadanie.

Zeszła do kuchni i sprawdziła, co robi Asterix. Jak zwykle o tej porze dnia ścigał bliżej nieokreślony cel po ogrodzie. Sprawdziła, czy jeszcze ma suchą karmę, ale nie dojadł wszystkiego. Dolała mu wody do miski i zajęła się posiłkiem dla niej i perkusisty.

Spojrzała zaskoczona, gdy kilka minut później usłyszała kroki na schodach. Po chwili do kuchni wszedł ciągle zaspany Jeremy. Wyglądał jak zagubione dziecko, potrzebujące opieki, a do tego niebywale seksownie w samych szortach. Mogłaby godzinami wpatrywać się w niego, dopytywać po raz kolejny o poszczególne tatuaże. Kochać się z nim do utraty tchu.

Już wstałeś? – spytała, gdy podszedł do niej. Uwiesił się na niej od tyłu, mrucząc coś pod nosem. – Nic nie rozumiem, Jeremy…

Pytałem, czy jest kawa – powtórzył wyraźniej. Nosem zanurkował w jej szyi i nie puszczał jej. Zachowywał się uroczo.

Jeśli tylko mi pozwolisz, to ci ją naleję – zaśmiała się, bo nie ruszył się nawet na krok. Przesunęła się z człapiącym za nią mężczyzną, który najwyraźniej świetnie się bawił, bo po chwili usłyszała jego chichot.

Może wrócimy do łóżka i tam zjemy śniadanie? – W końcu się odsunął i pozwolił, by nalała im obojgu kawy do kubków. Na patelni znajdowała się świeżo usmażona jajecznica.

Mowy nie ma! – zaprotestowała dość gwałtownie, każąc mu usiąść przy stole. – Nie mogę spóźnić się do pracy.

Doktor Mitchell może ci znowu wystawić zwolnienie chorobowe. Chcesz? – spytał, mrugając do niej okiem. Rozbawiona pokręciła głową i postawiła przed nim talerz i pieczywo. Po chwili sama dołączyła do niego.

Wolę tego nie nadużywać. Poza tym jutro mam wolne, więc dzisiaj nie mogę dać ciała. – Jak to było możliwe, że ten facet wyglądał tak dobrze po kiepsko przespanej nocy? Nigdy nie mogła rozgryźć tego fenomenu.

Czyli będziesz się lenić? – spytał od niechcenia.

Albo przez pół dnia odsypiać przyjęcie. Nie wiadomo, o której się skończy. – Dopiła kawę i mruknęła zadowolona.

O której się zaczyna? – Podziękował za posiłek i zignorował to, że chciała odłożyć jego naczynia do zlewu. Sam to zrobił.

O dwudziestej. Nie musisz się śpieszyć, rezerwacja nie przepadnie, dopilnowałam tego. – Musiała się ubrać i pomalować. Z żalem spojrzała na Jeremy’ego, który kusił swoim wyglądem i ciałem do powrotu do łóżka. Z jaką chęcią by z tego skorzystała, gdyby tylko mogła.

Nie patrz tak na mnie, Ellen… – Mitchell i to jego czytanie w niej jak w otwartej książce. – Bo inaczej zaraz zerżnę cię na tym blacie.

Nawet się nie zbliżaj! – pisnęła, bo zrobił ruch markujący w jej stronę. Zaczął się śmiać, widząc, że się nabrała.

Ellen, idź się ubierać. Odwiozę cię do pracy. – Obiecał.

Dziękuję – odpowiedziała i już nie było jej w kuchni. Malowała się w łazience, gdy usłyszała, jak wchodzi do sypialni i zabiera swoje ubrania. Nie przeszkadzał jej i była mu za to wdzięczna. Jej opanowanie było bardzo kruche, wystarczyłby jeden ruch zachęcający z jego strony i rzuciłaby wszystko w diabły. Jeremy miał na nią niebezpieczny wpływ.

Ellen, utknęłaś? – Usłyszała pukanie do drzwi, gdy akurat kończyła. Otworzyła je i wyszła.

Na szczęście nie. Możemy jechać. – Zabrała torebkę i mogli wychodzić. Droga do Hot Rod Garage zajęła im około godziny. Gdy zajechali na parking, kilku chłopaków i Aaron stali na zewnątrz, dyskutując nad czymś.

Dzięki za podwózkę, Jeremy. – Chciała musnąć jego usta, ale w tym momencie przytrzymał ją i po prostu wsunął język w jej rozchylone usta. Jęknęła, ale się nie powstrzymała i oddała mu pocałunek. Gdy zaczęło robić się zbyt przyjemnie, mężczyzna odsunął się od niej.

Jeśli chcesz, mogę być dzisiaj twoim szoferem. O której kończysz? – Czarował ją tymi cholernie kuszącymi oczami. Prawie mu uległa, ale znała ryzyko zgodzenia się na propozycję Jeremy’ego. Wolała sama wrócić do domu, a spotkać go dopiero wieczorem.

Wezmę jakieś auto od Richarda. Jesteś wspaniały, ale nie możesz mnie tak rozpieszczać. Jestem już dużą dziewczynką – odpowiedziała mu, chwytając za klamkę.

W takim razie do zobaczenia wieczorem. – Pożegnał się z nią i wysiadła. Nie obyło się bez głupich gwizdów ze strony załogi, która oczywiście wszystko obserwowała.

Ellen, Jason też by chciał odwieźć cię kiedyś do pracy, jeśli tak za to nagradzasz – zwrócił się do niej mocno rozbawiony Aaron.

Tak w zasadzie to, jeśli pozwolisz, możemy się ustawić w kolejce. Każdy będzie miał swoją kolej, na odwiezienie lub na przywiezienie cię do pracy. – Z zastępu odezwał się Jason oparty o jakieś auto.

Psychiatra już wam nie pomoże. – Ellen ruszyła do siebie, dając im znać, że nie będzie uczestniczyła w tej rozmowie.

Ty możesz nam pomóc, Ellen! – krzyknęli chórem, aż Richard wyszedł do nich.

Komuś się nudzi? – spytał, patrząc po kolei na każdego.

Tak w zasadzie to nie, dlaczego pytasz? – Nagle wszyscy zaczęli się rozchodzić, został tylko Aaron.

Pewnie z ciekawości – odpowiedział ironicznie Harris. – Idę do Grilla, zobaczyć, jak się mają przygotowania. Aaron, miej ich na oku i niech wezmą się wreszcie za auta.

Tak jest, panie kapitanie! – Aaron wykonał ukłon i roześmiany ruszył za swoją brygadą.

 

Oto Jo Winchester:

Kobieta po trzydziestce, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Nie poddałam się mimo ciężkiego startu i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. O
    Ola
    | Odpowiedz

    Czekam na zalamanie akcji bo cos za slodko tu sie zrobilo…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Olu, jeszcze trochę. Owszem, jest bardzo słodko. Ale jak zacznę psuć, to… Sporo się wydarzy 😉 Mam nadzieję, że ta słodkość nie zniechęci Cię do dalszego czytania 🙂

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Dobrze, że dałaś dziś zdj Jeremiego. To by wyjaśniało wiele, szczególnie “penetrację językiem”.?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A Ty mi nie wierzyłaś, że językiem też można penetrować! 😀

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Ha jest i on! Wyglada zdrowo, wiec kamień z serca ? musze przyznać, ze faktycznie nie da sie go nie kochać ❤️ Moze jak sie teraz pomartwie o Jeremiego to i jego zdjęcie ujrzę ?? ?szczególnie interesują mnie te tatuaże, którymi tak fascynuje sie Elen ?dziękuje 😉

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Asia! Ty cwana bestio 😀 😉 A więc to tak pogrywasz ze mną ??? Kombinuj, kombinuj, może kiedyś pokażę, jak wygląda wytatuowany Jeremy 😉 Mówisz, że to tatuaże interesują Cię najbardziej? 🙂 A dlaczego, jeśli mogę wiedzieć? 😉 Nie ma za co 🙂

  4. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Cieżko mi odpowiedziec na to pytanie, bo nie wiem… moze to taki moj fetysz, co by było dziwne bo moj maz nie ma żadnego ? a moze wlasnie dlatego , ze obaj sa tak różni ?‍♀️ Pokaz zdjęcie to możliwe ze uda mi sie odnaleźć odpowiedz ?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Muszę przyznać, że ładnie próbujesz mnie podejść, żeby wycyganić to zdjęcie 😉 Moje osobiste zdanie jest takie, że mężczyzna, który nosi tatuaże, to tak jakby seksapil rośnie w górę 😉 A tak na serio, ja kocham tatuaże i jeśli tylko jest on wykonany estetycznie, to przyjmuję, jak leci.
      Przemyślę kwestię tego zdjęcia 😉
      Może namów męża, żeby sobie zrobił jakiś? 😉

  5. A
    Ala
    | Odpowiedz

    Co za szmira nigdy nie widzialam gorszego opowoadania

    • Babeczka
      | Odpowiedz

      Merytorycznie bomba! Co za argumentacja! Powala na kolana i wciska w fotel ;-))) Nigdy się z lepszą nie spotkałam 😀

      • Jo Winchester
        |

        Mnie wcisnęła tak, że aż się zapadłam 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Droga Alu.
      Cieszymy się, że obdarzyłaś nas swoją uwagą.
      Szmira? To jakiś archaizm chyba, bo nie kojarzę. I to by wyjaśniało dlaczego ci się nie podoba opowiadanie?
      Nie ta epoka????
      Generation gap najwyrażniej. A Jo to nowoczesna kobieta i takie jest jej opowiadanie. Nic dziwnego, że ci Alu nie odpowiada. Ale wiesz co? Poszukaj, a nóż widelec znajdziesz coś w swoim guście.
      Możesz wpaść do mnie na Rany Julek! Możesz newsletterem dostać mega tajne opowiadanie Babeczki z magikami. A możesz też sprawdzić co wyprawia Rebel swojej bohaterce z amnestią (tak się nazywa zanim pamięci? Bo nie pamiętam)???

      • Jo Winchester
        |

        Nie taka nowoczesna, pochodzę z poprzedniego wieku ??? Czasami tylko zajadę nowoczesnym słownictwem 😀

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Zapomniałam jeszcze dodać: jest już sklep. Ale to bardziej boutiques z emocjami do czytania wieczorami niż zwykły sklep.
      A w witrynie same rarytaski. Polecam wszystkie z ręką na…
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      Sercu???
      Szukaj Ala! Kto szuka, ten znajdzie.

      • Anonim
        |

        Sklep jest super!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Alu, chyba złamałaś moje serce…
      Znowu zapomniałam!!! Ja nie mam serca ?

      • J.Gibson
        |

        ??????
        Chcesz powiedzieć, że gdzie niby gromadzisz uczucia?
        Bo jak serca ni ma….
        W pipie?

      • Jo Winchester
        |

        W żołądku, Jadzia, w żołądku ??? Dobrze mnie nakarm, a jestem Twoja na wieki ????

      • T
        Tony Porter
        |

        Wedle Japończyków, dusza i uczucia mieszczą się w brzuchu, więc nie ma co serca nadużywać. Niech sobie spokojnie krew tłoczy i organizm dotlenia. Pipy też nie ma co nadużywać i dodawać jej obowiązków:)

      • Jo Winchester
        |

        Tony! Chyba Ci poleję!

      • J.Gibson
        |

        Nie! Nie zgadzam się!
        Żołądek jest od dostarczania gastrorgazmów, a nie do magazynowania uczuć.
        We mnie jest tyle uczuciów różnych, że jakbym je wcisnęła do żołądka, to gdzież by się podziało miejsce dla gara złocistego rosołku? Dla naleśników i hamburgerów (a mam na niej od niedawna taaaaaakie przepisy, że o matko!)?
        Nic dziwnego, że się taki Japończyk trzema sushi najada, jak tam w brzuchu mu kwiczy uczuć gromada.

      • Jo Winchester
        |

        Jak się popieści, Jadzia, to się wszystko zmieści 😉 😛

      • T
        Tony Porter
        |

        Jo, polanie mile widziane:) Jadzia, ja Cię doskonale rozumiem i niezrozumienie Japończyków podzielam – mają jakąś dziwną logistykę co do ciała i duszy. Ich sprawa, za ostatniego Samuraja nie mam zamiaru robić. Domyślam się, że taaaaaakie przepisy to sprawka Gastrofilki:) Ciekawe, czy zna przepis na kaszankę po warszawsku:) Moje uczucia kwiczą nie w brzuchu, ale też się sushi najadam – może więcej niż trzema, a i zupką rybną nie pogardzę, ale przyznaję, że sushi uwielbiam. I tak właściwie, to tylko sushi mi z japońskiego klimatu pasuje. No i niezapomniany serial “Szogun”:) A! I pewien, baaardzo przystojny Japończyk spotkany w tramwaju w Krakowie:)

      • Jo Winchester
        |

        Wybierz trunek, barek jest pełny! 🙂 Wspomniałaś o kaszance, a ja świeżo po biciu świnki i kaszaneczkę swojską w lodówce posiadam 🙂

      • Babeczka
        |

        Tony, to ty nie na generale Dajmosie (czort wie, jak to się pisze), Gigi i Czarodziejce z księżyca nie wychowana??? A kuchnia japońska to o wiele więcej niż sushi, zresztą mój mąż twierdzi, że to nam serwują w europie, to nie sushi, ale jakiś sushipodobny wytwór 🙂 Nie wiem, nie znam się, ale też lubię. Tylko chrzan i imbir omijam z daleka, jakoś mi nie leży ;D

      • Babeczka
        |

        Jo, weź przestań! Ja tu taka chora, czterdzieści najmniej, aż mi się literki dwoją, a ty mi tu ze świeżą, pyszną kaszanką wyjeżdżasz… Też lubię 🙂
        A przed kompem siedzę mimo choroby, bo mnie natchnienie pcha do wykończenia Pechu i nawet z nim nie walczę. Jak spadnę z krzesła, to najwyżej się do łóżka doczołgam ;-D

      • T
        Tony Porter
        |

        To ja białe, bądź czerwone półwytrawne poproszę:) Oj, Kochana – swojska kaszaneczka to skarb. Prosty patent: kaszanka, piórka cebuli, paski papryki – to klasyka, ale można dodać cząstki jabłek, plastry cukinii – zrobić pakuneczek w folii i upiec w piekarniku. Pychota. O ile ktoś lubi kaszankę, oczywiście Nie wiem, czy Japończyk by to tknął. Ellen i Jeremy też chyba nie:)

      • Jo Winchester
        |

        Babeczko 🙂 Ja Cię serdecznie zapraszam na kaszaneczkę 🙂 Ewentualnie mogę podesłać do Poznania 🙂 Kurde i się głodna zrobiłam!
        U ciebie, widzę, natchnienie większe niż gorączka. Zdrowiej nam, kochana 😉

      • Jo Winchester
        |

        Takie to muszę dokupić, bo ja pijam słodkie, bądź półsłodkie, chociaż… nie wiem, czy u brata bym nie znalazła 😀
        Jadłam z cebulką na grillu raz u znajomych, ale bez papryki. Muszę spróbować kiedyś Twój przepis 🙂 Już mi ślinka cieknie na samą myśl.
        Japończyk nie, Ellen i Jeremy też nie, ale Asterix połyka wszystko, jak leci:)

      • T
        Tony Porter
        |

        Babeczko, ja jestem chowana na porządnych kreskówkach – Bolku i Lolku, Reksiu i Misiu Uszatku:) I na “Czterech Pancernych” 🙂 Na kuchni japońskiej się nie znam, Twój mąż pewnie ma rację, a i sushi sushi nierówne – zależy, gdzie się je. Wasabi i gari uwielbiam – może dlatego, że lubię wyraziste, ostre smaki.

      • Babeczka
        |

        Wiesz co mnie zawsze intrygowało w Reksiu? Jak on tam ma tę swoją budę urządzoną ;-))) W końcu któryś odcinek to pokazał i poczułam satysfakcję.

        A parcie na pisanie, jest jak parcie przy porodzie. Nie przytrzymasz dziecka za główkę i nie powstrzymasz umykających myśli. Nawet jeśli właśnie oberwałam burę za siedzenie w tym stanie przed kompem… 😉

      • T
        Tony Porter
        |

        Budę to Reksio miał super urządzoną – nawet prąd miał podciągnięty:) O ile dobrze pamiętam, to był odcinek “Reksio i świerszcz”. Mnie rozwaliło zdjęcie na ścianie budy – Reksio jako psię niemowlątko, ze smoczkiem w pyszczku:) A i książka “Bolek i Lolek” stojąca na półeczce nad łóżkiem. A świerszczowi Reksio zrobił łóżko z pudełka po zapałkach.

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    O! Piesia zauważyłam! Jaki fajny 🙂 Twój może?

  7. Babeczka
    | Odpowiedz

    W innym temacie. Tak sobie przejrzałam frazy, z jakich ludzie do nas trafiają i właśnie mnie rozłożyła fraza… włosy na cipce!

    Normalnie, ja tam nie pamiętam, żebym czegoś takiego używała. Może wy, przyznajcie się dziewczyny 😀

    PS. Przejrzałam wszystkie i hitem ogłaszam mama.przebiera.syna.w.swoja.bielizne… Normalnie, szczęka mi opadła…

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      WTF⁉⁉⁉⁉⁉⁉⁉⁉⁉
      Jak to możliwe?
      ??????
      Ja się przyznam!
      Trudno.
      Niech już prawda wyjdzie na jaw.
      O czochraniu włosów w Rany Julek! nie pisałam???
      Więc to nie moja wina
      ????
      Ale przebieranie syna w swoją bieliznę???? Hellllllllllllllllll no!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ja na bank użyłam słowa cipka, bielizna też przewinęła się w Trzynastu Randkach, ale nie w kontekście syna 😀 Powalające frazy ??????

      • Babeczka
        |

        Mnie bardziej zaskakują algorytmy google…

    • T
      Tony Porter
      | Odpowiedz

      Mnie nie tylko szczęka, ale i ręce razem z gaciami:) Te włosy na cipce są jeszcze do przyjęcia, aczkolwiek nie pamiętam takiej frazy, ale to drugie?! Takich motywów to w żadnym opowiadaniu nie było. A ja tak banalnie, zupełnie przypadkiem – na zasadzie, że dobre rzeczy przychodzą same – na blogu o moim ulubionym aktorze, któraś z dziewczyn (niestety, nie pamiętam Jej nicka, a bloga już nie ma, więc nie sprawdzę i nie mogę Jej podziękować) wrzuciła link do “Babeczkarni” – zajrzałam i trafiłam na I część “Wygranej”. Teksty tego typu to była dla mnie nowość. Poczytałam co nieco, uczucia miałam mieszane – wiecie jak to jest, jak coś Was zarazem przyciąga i odrzuca? Podświadomość się budzi i pokazuje inne oblicze:) Po jakimś czasie “wróciłam” do Babeczkarni i już zostałam:) Tam z kolei “poznałam” Mikę i wsiąkłam na dobre:) Nie wiem, czy to przypadek, czy działanie siły wyższej, czy… ciągnie swój do swego – mój pierwszy tekst był mocno erotyczny. Czasem zastanawiam się, czy coś jest ze mną nie halo, ale jak czytam o przebieraniu syna w swoją bieliznę, to myślę, że w swych potrzebach i pragnieniach jestem normalna i grzeczna aż do obrzydzenia:)

      • Jo Winchester
        |

        Chyba mam tak samo, bo jak patrzę na niektórych ludzi, czytam o niektórych rzeczach, to jestem istnym aniołem przy nich.
        Pomyśleć, że bałam się kiedyś rozbudowywać sceny erotyczne. Zaczęłam to robić dopiero, gdy zobaczyłam, że inne autorki nie mają takich obaw, jak ja.

    • Rebel G.
      | Odpowiedz

      ??? ale jak to? – takich rzeczy ludzie szukają to jedno. Ale że ZNAJDUJĄ tego bloga przez “przebieranie syna w swoją bieliznę”. No nie. Coś jest nie tak. U mnie czegoś takiego nie ma. Chyba, że bohaterka zapomniała, że ma syna ?
      A może chodzi o to, że przebierają syna w swoja bieliznę, bo zapomniały uprać jego. I nie ma w czym biedak do szkoły iść?
      I chcą wiedzieć, czy inni tak robią?
      Ale odpowiedzi chyba tu nie znajdą…

      • Jo Winchester
        |

        Wolałabym dziecka do szkoły nie posłać. Nie wiem, dlaczego, ale skojarzyło mi się to z wąchaniem bielizny przez mężczyzn, o czym niejednokrotnie czytałam w różnych tekstach, a co po prostu mnie obrzydza.

      • Rebel Girl
        |

        Łeee, nigdy nie dowiemy się, co szukający mieli na myśli. Mam nadzieję, że nie wąchanie majtek.
        Btw, koleżanka przeslala mi screena, szukała frazy “jak najlepiej pić siemię lniane”, a wyświetliło jej się “jak najlepiej powiesić faceta”.
        Coś dla lubiących wątki kryminalne ?

      • Jo Winchester
        |

        No i jebłam 😀 Uwielbiam takie “poszukiwania”. Pamiętam, że raz szukałam zdjęcia jakiegoś muzyka, już nie pamiętam jakiego. Znalazłam swoje…

      • Babeczka
        |

        Z tego co mi moje skromne doświadczenie z wujciem google podpowiada, to mogło wyświetlić naszą stronę na słowa bielizna czy cipka. A że szukający wpisał całą długa frazę, to i ona się wyświetliła w wynikach. Stąd te owłosione cipki, seks z córką czy matka ubierająca syna w bieliznę 🙂 Same kwiatki, mówię wam. Aż się rumienię przy niektórych ;-D

      • J.Gibson
        |

        Moje doświadczenia z googlami są traumatyczne!!!
        Kiedyś, szukając filmików do schudnięcia, wpisała m fitnes. Ale zrobilam literowke, google domyślnie coś podpowiedziało, a ja z rozpędu wcisnęłam enter.
        Tak dowiedziałam się czym jest fisting. Tego nie da się odzobaczyć.
        ????????????

      • Jo Winchester
        |

        Jadzia! Warto z Tobą współpracować, można dowiedzieć się ciekawych rzeczy z Twoim sprawdzaniem ???

      • T
        Tony Porter
        |

        Jo, może to wąchanie bielizny ma podłoże higieniczne – panowie chcą wiedzieć, czy panie odpowiednio często zmieniają gatki. Albo chcą sprawdzić jakiego płynu do płukania używają:)
        Ja kiedyś szukałam informacji o miękkiej guli pod kolanem, a wygooglował mi się tekst o lasce z połykiem i już wiedziałam, że ta gula to mi się z klęczenia zrobiła:)

      • Jo Winchester
        |

        Tony, wolałabym nie znać powodów takiego działania 🙂 Obrzydza mnie to okropnie.
        ??? Przynajmniej się dowiedziałaś 😀

  8. Rebel G.
    | Odpowiedz

    Rzeczywiście – jest słodko, jest sielanka, ale coś wisi w powietrzu, czy na imprezie nastąpi załamanie?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie, jeszcze nie. W założeniu ta sielanka miała chwilę potrwać. Chciałam, żeby zdążyli nacieszyć się sobą, zanim… No właśnie, zanim co?

    • Anonim
      | Odpowiedz

      Eh, i kliknęłam nie to, co trzeba… Jo, unikaj powtórzeń, często w sąsiednich zdaniach używasz tych samych wyrazów, nawet jeśli istnieją synonimy. Będzie się lepiej czytało ? Chociaż anonimowa krytyka niezasłużona, widocznie jesteś tak dobra, że się hejtera dorobiłaś. Najpierw Jadzia, teraz Ty, ciekawe, kto będzie następny… ?
      Doprawdy, nie wiem, co wnoszą takie komentarze…
      Oj, no i przepraszam za opóźnienia w komentarzach, zły sąsiad (czyli ten tak naprawdę jedyny atrakcyjny) się pojawił. Tylko już nie jest złym chłopcem, a kumplem. No i dwa miliony pytań: czy z kimś rozmawiał, czy zmiana jego zachowania nastąpiła po wypadku (prawie umarł), czy sam z siebie, czy ma jakiś niecny plan, czy po prostu fajna ze mnie koleżanka ? Czy awansowałam i zwietrzył okazję na biznesy… CDN

      • Jo Winchester
        |

        Nie znoszę powtórzeń i staram się zawsze użyć synonimu, a jeśli takowe (powtórzenia) pojawiają się to: a) czasami ciężko jest to ominąć b) przeoczyłam przy sprawdzaniu. Postaram się bardziej temu przyglądać, bo na serio, sama jestem na to uczulona 😉
        Dziękuję. Wiem, że robię masę błędów, przestawiam szyk zdania itd, ale staram się iść w tym kierunku do przodu. Fabuła może się wydać oklepana, ale piszę o tym, co mi w duszy bulgocze, jak to Babeczka ładnie ostatnio napisała o sobie w którymś z komentarzy 🙂
        Może komuś nie podeszło coś w tekście. Wszystkich nie zadowolę i nie zamierzam 😉
        Hmmm, wyczuwam w Twoim życiorysie potężną fabułę na jakieś opowiadanie, tudzież powieść. Czekam na CDN.
        Przekup mnie czymś za to opóźnienie, bo nie wiem, czy Ci wybaczę ???

      • Rebel Girl
        |

        Jeszcze mnie wylogowało w międzyczasie, dzisiaj mam nieustające pasmo technicznych sukcesów ??
        Ale anonimem bylam jak, jak się domyślilas ?
        Oj, przekupić Cię raczej łatwo nie będzie… Może angedota? W pracy robimy zamówienia w Tesco online, za 75 ddostałam liścik imienny od menadżera czy tam kogoś, kawę, herbate, makaron, chleb jakiś… Przyszła koleżanka, popatrzyła: jak paczka dla powodzian, tylko szamponu brakuje. Ja do znajomego: może szampon za 100 zamówienie dostanę? On: przy 100 negocjuj ostro, już Ci szamponem oczu nie zamydla.

      • Jo Winchester
        |

        Domyśliłam się, bo dałaś jako odpowiedź, a nie osobny komentarz 🙂 Naprowadziła mnie też Twoja historia 🙂
        Ok, wybaczone 😉

Napisz nam też coś :-)