Trzynaście randek (IV)

with 7 komentarzy

Trzynaście randek - okładka ebookaRandka czwarta

Wróciła do biura po lunchu. Dzisiaj nie umiała znaleźć sobie w nim miejsca. Chodziła od wczoraj nieźle poirytowana. Kiedy Jeremy zostawił ją pod domem nawet nie całując na dobranoc, przeżyła niemiłe zaskoczenie. Tak w zasadzie to wczoraj ani razu jej nie pocałował!

W ogóle ten wieczór miał dziwny przebieg. Niby zachowywał się podobnie, jak na dwóch poprzednich randkach, ale miała wrażenie, że był jakby zdystansowany. Oczywiście, komplementował ją i czarował tak jak zwykle, po czym robił się jakiś cichy, zamyślony.

Sytuacja z kelnerem, który jawnie przyglądał się jej biustowi wprawiła ją prawie w euforię. Jeremy był o nią zazdrosny i widziała, jak starał się hamować. Nieźle upokorzył biednego chłopaka i normalnie by jakoś zareagowała. Jednak myśl, że Jeremy był zazdrosny z jej powodu, podnieciła ją.

Później zrobiło się już tylko dziwniej. Zjedli deser i nie pozwolił zapłacić jej rachunku, czego akurat się spodziewała. Odwiózł ją do domu i pozostawił samą siebie. Cały wieczór marzyła, że pocałuje ją tak, iż zabraknie jej tchu. Jak się okazało, to były tylko jej marzenia.

Do domu weszła rozgoryczona i przekonana, że Jeremy zakończył ich randki raz na zawsze. Jaki mógł być inny powód takiego zachowania? Musiała znudzić mu się i nie chciał się dalej w to bawić. Trzynaście randek, żeby zaliczyć panienkę? To widocznie przerastało cierpliwość pana Mitchella. Warknęła pod nosem sama do siebie, ale nie przyniosło jej to ulgi.

Tylko po jaką cholerę zawracał jej głowę? Po co za nią chodził, skoro od razu wiedział, że nic z tego nie będzie? Czy to było odegranie się za to, że nie chciała z nim pójść do łóżka od razu? Teraz mogła sobie jedynie pogdybać, prawdy już raczej się nie dowie.

Zła na cały świat i na niego zabrała się w końcu za papierkową robotę. Dzięki temu czas nieco przyśpieszył i wkrótce wybiła siedemnasta. Mogła zbierać się do domu. Nagle ktoś zapukał. Spojrzała zdziwiona, bo ani Aaron, ani Richard nigdy nie pukali. To musiał być któryś z pozostałych chłopaków.

- Proszę – odezwała się sięgając po torebkę. Szukała w niej kluczyków do auta, kiedy ktoś wszedł do biura. - Już wychodzę, więc wszelkie prośby muszą zostać przełożone na jutro.

- Czyli mam sobie pójść? – spytał wesołym głosem Jeremy. Od razu podniosła do góry zaskoczoną twarz. Co on tutaj robił do cholery?

- Jeremy? – Miała wrażenie, że widzi ducha. Ale nie, on naprawdę tutaj był.

- Spodziewasz się kogoś jeszcze? – Zamknął za sobą drzwi i oparł się o nie. Była z nim uwięziona czy tego chciała, czy nie.

- Nie zapowiedziałeś się. – Położyła dłonie na biurku i lekko pochyliła w jego stronę.

Oczywiście nie omieszkał zajrzeć w dekolt bluzki, którą miała akurat na sobie. Poczuła ochotę, by go uderzyć, a jednocześnie chciała, żeby ją wreszcie pocałował. Nie podobało jej się to, co przez niego zaczynało się z nią dziać.

- Lubię robić niespodzianki, zapomniałaś? – Jego uśmiech był irytująco nieznośny. Sam Jeremy sprawiał wrażenie mocno wyluzowanego i beztroskiego, zupełnie innego niż poprzedniego wieczoru. - Wychodzisz już? Odprowadzę cię.

- Trafię sama na parking. – Nie zamierzała mu niczego ułatwiać. Chwyciła za torebkę i obeszła mebel próbując go ominąć. Jednak Mitchell był równorzędnym przeciwnikiem i sam nie chciał ustąpić.

- Śpieszysz się gdzieś Ellen? – spytał robiąc krok w stronę kobiety.

Ellen od razu cofnęła się do tyłu.

- Jakbyś zgadł. Pozwolisz mi wyjść? – Nie mogła dać się złamać.

Jeremy ostatnio z nią pogrywał, dlaczego wszystko miałoby przychodzić mu tak łatwo?

- Nie wiem, czy spodoba ci się odpowiedź. – Kolejny i jeszcze następny krok do przodu, aż złapał ją w potrzask.

Znalazła się dokładnie między nim, a biurkiem. Oblizała nerwowo wargę usilnie zastanawiając się, jak uwolnić się z pułapki.

- Czego chcesz? – warknęła. Poczuła złość, ale na samą siebie. Nie umiała racjonalnie myśleć, gdy był tak blisko niej.

- Nie wiesz? – Pochylił się i wtedy ona oparła się obiema dłońmi o biurko, aby zwiększyć dystans. To był daremny trud, bo Jeremy tylko z tego skorzystał. Przyciągnął ją niespodziewanie do siebie i zaciągnął się zapachem kobiecych perfum. – Pięknie pachniesz.

- Puść mnie! – jęknęła przeklinając w duchu swoją słabość wobec niego.

- Jesteś seksowna Ellen – mruczał jej do ucha, a jej ciałem zaczęły wstrząsać dreszcze. Gdy nagle wilgotnym językiem skosztował skóry na szyi, tylko cudem powstrzymała krzyk. Jeremy musiał wiedzieć, co się z nią dzieje, bo po tym spojrzał na nią. – I wspaniale smakujesz. Nie masz pojęcia, jak jest mi ciężko powstrzymywać się przed skosztowaniem ciebie całej.

- Zostaw mnie – poprosiła łamiącym się głosem.

Jego oczy hipnotyzowały ją, gdy nie tylko zignorował jej prośbę, ale wreszcie pocałował. Jednocześnie poczuła ulgę, ale również w jej ciele rozszalał się huragan pożądania. Nie była w stanie walczyć z własnymi pragnieniami.

Ochoczo oddała pocałunek i przylgnęła spragnionym dotyku ciałem do mężczyzny. Język Jeremy’ego doprowadzał ją do szału, łapczywe dłonie sunęły wzdłuż tułowia. Nieoczekiwanie przerwał to wszystko i spojrzał na nią intensywnie.

- Dla wspólnego dobra proponuję, żebyśmy wyszli z twojego gabinetu Ellen – oznajmił krótko.

Nie mogła mieć pojęcia, jak dużo wysiłku go to kosztowało. Odsunął się i pomógł wstać jej z biurka. Poprawiła ubranie i zerknęła na niego. Pożądanie zastąpiło rozbawienie, ale nie zapytała go o jego przyczynę. Znowu poczuła irytację.

- Sama trafię do auta, nie musisz mnie odprowadzać. – Zignorowała go i chciała skierować się do drzwi.

- Wolę mieć pewność, że trafisz bezpiecznie do auta – zachichotał i odsunął się, by móc otworzyć drzwi. - Idziemy panno Harvelle?

- Wal się! – syknęła pod nosem.

- Nie usłyszałem. Co mówiłaś? – Posłał jej uśmiech za milion dolarów.

Normalnie zrobiłoby to na niej wrażenie. Ale teraz chciała się na niego rzucić i pokrzyczeć za to, że ją dręczy. Ewentualnie później znowu całować go do utraty tchu. Od nadmiaru emocji mieszało się jej już w głowie.

Opuścili gabinet i znaleźli się w korytarzu. Od razu zauważyła, że Richard, który nigdy nie trzymał otwartych drzwi, gdy robił coś w gabinecie, porządkuje papiery na biurku. Przy okazji zerkał w stronę korytarza. Gdy ich zobaczył, pośpiesznie odwrócił wzrok, ale i tak dostrzegła jego charakterystyczny uśmieszek. Zmełła przekleństwo pod nosem.

Zeszli po schodach i musieli przejść przez część garażu. Chłopaki, którzy przeważnie zajęci byli nieustanną robotą, teraz uśmiechali się wesoło machając do niej na pożegnanie. Czuła się jak w cyrku, albo przynajmniej w kiepskiej komedii, a to wszystko dzięki idącemu za nią mężczyźnie. Wyszli na zalany słońcem parking. Miała dziwne wrażenie, że Mitchell gapi się na jej tyłek i nogi, bo miała dziś na sobie dość krótkie szorty.

- Dziękuję za odprowadzenie. – Odwróciła się w jego stronę tak szybko, że zdążyła zauważyć, gdzie patrzył.

Tak jak czuła, były to jej pośladki i nogi. Wbiła w niego wzrok, dając mu znać, że przyłapała go na gorącym uczynku. Jeremy nic sobie jednak z tego nie zrobił.

- Cała przyjemność po mojej stronie Ellen. Jeśli chcesz, mogę codziennie przyjeżdżać i odprowadzać cię do samochodu. Bezpieczeństwo przede wszystkim. – Bokiem oparł się o drzwi wejściowe od strony kierowcy. Zaczęła domyślać się, że perkusista zachowuje się tak specjalnie.

- Przed czym chcesz mnie chronić? Atakiem kluczy do odkręcania kół?

- Chociażby. Nigdy nie wiadomo, co czyha na człowieka. Zwłaszcza na młodą, piękną kobietę. – Ponownie zaczął taksować ją wzrokiem. - Ale tym razem udało się. Dotarłaś tu bez szwanku.

- Czy ty dobrze się czujesz? – spytała przyglądając mu się krytycznie.

- Zazwyczaj odpowiadam że tak, ale tobie muszę powiedzieć prawdę. Trawi mnie gorączka. – Nie wychodził z roli błazna, którą nie wiadomo dlaczego nagle sobie obrał.

- To widać. Może jedź do domu. Bredzisz Jeremy. – Chciała otworzyć auto, ale nadal opierał się o nie. - Czy możesz się odsunąć? Chciałabym pojechać do siebie.

- Jasne – odpowiedział z uśmiechem. - Ale wiesz co? Zapomniałem o czymś.

- Niby o czym? – spytała przyglądając mu się uważnie.

- O tym. – Gdy drugi raz już dzisiaj przyciągnął ją do siebie, chciała zaprotestować i krzyknąć, by ją puścił.

Nie zdążyła, bo ich usta złączyły się, a Jeremy od razu wykorzystał przewagę zaskoczenia. Wślizgnął się językiem do środka i zaczął ją pobudzać. Dużo nie trzeba było, by ponownie zapłonęła jak pochodnia na stadionie olimpijskim.

Odruchowo objęła ramionami jego szyję i przyciągnęła bliżej siebie. Tylko przed samą sobą mogła się przyznać, że cholernie tego chciała. Mogła zarzekać się, ale pragnęła tego skurczybyka. Jęknęła, gdy w końcu odsunął się od niej. Nogi miała jak z waty.

- Emm. - Pierwszy raz w życiu zapomniała języka w buzi. Jeremy sprawiał, że koncertowo robiła z siebie idiotkę.

- To była najkrótsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłem. – Mężczyzna uśmiechnął się zadowolony z siebie.

- Co? O czym ty mówisz? – Patrzyła na niego niczego nie rozumiejąc.

- To była nasza czwarta randka Ellen. Wybacz, że cię nie uprzedziłem, ale stwierdziłem, że zrobię ci niespodziankę. Zadzwonię później, dobrze? Wiem, że chcesz już jechać do domu i odpocząć. No to pa. – Jeszcze raz na szybko musnął jej usta, po czym zaczął oddalać się w kierunku swojego auta.

Nie chciała za nim krzyczeć, bo i tak już na pewno wzbudzili nie lada sensację w  Hot Rod Garage. Chłopaki i Richard nie dadzą jej żyć. Patrzyła, jak wsiada do swojego auta i odjeżdża spokojnie. Wciąż czuła jego smak na ustach. Potrzebowała zimnego prysznica. I swojego przyjaciela. To ją zmotywowało. Ruszyła śladami Jeremy’ego, byle jak najszybciej dotrzeć do swojego domu. Czekał ją długi wieczór.

 

Oto Jo Winchester:

Zwykła dziewczyna, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Mimo ciężkiego startu nie poddałam się i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Kornelia
    | Odpowiedz

    Hahahaha, ale wymyślił randkę 🙂 Niezły z niego cwaniaczek.

  2. Asia
    | Odpowiedz

    No i mam niedosyt… 🙈kiedy następna randka ? 😊

  3. Monika G.
    | Odpowiedz

    Hahahaha. Najkrotsza randa! Nie wpadlabym na to! Genialne. Wymysle cos podobnego dla meza, zeby sie za ten burdel zemscic.😂😂😂

  4. Monika G.
    | Odpowiedz

    Zapomnialam wam sie pochwalic:
    Przeczytalam temu mojemu CudMiodBrodatemuMezowi te randke w… Zabraklo mi slowa… Gwiazdoratorium? Astrologium… No tam gdzie oni te gwiazdy ogladali. Widze po nim, ze ruszyla machina mozgowa, trybiki trzeszcza bo dawno nie uzywane. Czekam wiec na jego wnioski i co slysze?
    “Przeciez w zeszlym miesiacu bylismy na randce w muzeum historii naturalnej.”
    No i jak mu kurde wytlumaczyc, ze z dwojka dzieci to nie randka tylko runmagedon?

Napisz nam też coś :-)