Trzynaście randek (XLI)

with 26 komentarzy

Rozdział 41

Trzynaście randek - okładka ebooka

Co u Was słychać? Jaką macie pogodę u siebie? Bo ja mam dosyć deszczu i za przeproszeniem - gó..... pogody. Chcę ciepła, słońca, bo ledwo wakacje przelecą, a znowu zapanuje ponura aura. Poza tym to odliczam już dni do pierwszego urlopu w tym roku i nie mogę się doczekać, aż odetchnę od rzeczywistości 🙂

Słowa klucze dla Was jak zwykle na końcu 🙂

 – Pierdolisz! – odpowiedział, jednocześnie zaciskając dłonie w pięści. To nie mogło być możliwe. To znaczy ciąża owszem, mogła się przytrafić, w końcu sypiali ze sobą i to dość intensywnie. Nawet tabletki nie zdawały czasami egzaminu. Ale przecież Ellen powiedziałaby mu o tym, prawda? Tylko czy na pewno? Po ostatniej rozmowie telefonicznej niekoniecznie miałaby ochotę z nim mówić.

Myślisz, że czuję się komfortowo, pojawiając się tutaj i mówiąc ci o tym wbrew jej wiedzy? To moja przyjaciółka i oddany pracownik. Nie zwykłem występować przeciwko niej. Aczkolwiek uważam, że masz prawo wiedzieć, bo ona z niewyjaśnionych powodów nie chce się z tobą skontaktować.

Kurwa! – Rzucił torbą na podłogę i aż złapał się za głowę. Nie takich rewelacji się spodziewał. Ellen oczekująca jego dziecka? W takim momencie? Nie dość, że ledwo się znali, to jeszcze nawet nie byli razem. Rozstali się w mało przyjemny sposób. Poza tym on miałby być ojcem? Nie nadawał się na niego! Nie chciał nim być! Nie był na tyle odpowiedzialny, by wziąć odpowiedzialność za kogoś, kto byłby od niego całkowicie zależny.

Zrobisz coś z tym, czy po prostu będziesz przeklinał i miotał się po tym pokoju jak zwierzę w klatce? – Richard przypatrywał mu się uważnie.

Zejdź mi z drogi! – Skorzystał z okazji, że Richard odsunął się nieco od drzwi i po prostu wyszedł.

Czuł, jakby wszystko nagle zaczęło walić mu się na głowę. Ellen była w ciąży. Nie powiedziała mu o tym ani słowa. Może nie był idealnym kandydatem na ojca, nie był facetem dla niej, przecież go nie chciała! Ale zasługiwał chyba na to, by wiedzieć! Gdyby nie Harris, nie wiadomo, czy w ogóle by się dowiedział.

Niczym pocisk wypadł z budynku i skierował się w stronę, gdzie powinno stać jego auto. Przed koncertem zdążył podjechać do domu i zabrać je z garażu, żeby później nie być zależnym od jakiegokolwiek innego transportu. Teraz było mu to na rękę. Gdzieś w głębi umysłu wiedział, że powinien przemyśleć wszystko, zanim się z nią spotka. Ale jakim cudem miałby wytrzymać kilka godzin? Nie wyobrażał sobie tego.

Jechał jak szaleniec. Nie zwracał uwagi na żadne znaki drogowe, nie dbał o nic. Wzbierająca w nim furia szukała drogi ujścia. Wciąż odtwarzał w myślach moment, gdy Richard powiedział, że szatynka urodzi jego dziecko. To było wprost niewyobrażalne. Ani słowem nie zająknęła się na ten temat, ale zdążyła się pochwalić swojemu przyjacielowi i nasłała go na niego!

Całą drogę przejechał z pamięci, bo myślami błądził gdzieś indziej. Próbował sobie wmawiać, że musi być spokojny, ale nie potrafił opanować emocji. To była wina Ellen! Gdy podjechał pod dom dziewczyny, zahamował gwałtownie. Było już późno, prawie północ, ale mimo to zauważył, że w domu świeciło się światło.

Dawno go tu nie było. Jeszcze przed feralnym przyjęciem ślubnym, na którym wszystko się schrzaniło. Od tamtej pory stali się dla siebie jak obcy. Totalnie. Zmełł przekleństwo pod nosem, bo nie potrzebował teraz sentymentalizmu. Ellen go oszukała i nie zamierzała się z nim skontaktować, żeby poinformować, że będą mieli dziecko. Więc nie zamierzał być sentymentalny.

Wbiegł na schody i odruchowo chwycił za klamkę, chociaż nie przypuszczał, żeby drzwi były otwarte. Ku jego zaskoczeniu jednak były i nagle znalazł się w hallu. Usłyszał odgłosy dochodzące z salonu, więc skierował się tam. Serce zaczęło bić szybciej, ale wiedział, że jest to spowodowane nerwami. Był w strasznym stanie.

Gdy wszedł do salonu, od razu ją zauważył. Siedziała na dywanie, koło niej leżał pies. Musiała go nie słyszeć, co sprawiło, że mógł się jej przyglądnąć, ale jednocześnie też mocno wkurzyło. Przecież wszedł do domu, jak do siebie. Była taka nieostrożna, aż poczuł chęć, żeby nią potrząsnąć. Asterix też nie zareagował, bardziej zainteresowany czymś, co Ellen miała w pudełku.

Nie przeszkadzam ci? – Celowo odezwał się dość głośno. Pies dopiero wtedy podniósł na niego głowę, ale zaraz ją odwrócił. Natomiast Ellen zesztywniała. Poznał to po napięciu ramion, to było dla niego zbyt widoczne. Wystarczający znak, by wiedział, jak bardzo dobrze poznał jej ciało i jego odruchy.

Jeremy? – Zaskoczona odwróciła się i spojrzała mu prosto w oczy. Wyglądała na zdziwioną i chyba przestraszoną. Nic dziwnego, nie dość, że wszedł po cichu jak złodziej, to jeszcze zjawił się niespodziewanie. Przynajmniej dla niej.

Spodziewałaś się kogoś innego? – warknął, bo nie mógł się opanować. Wtedy usłyszał pisk. Podszedł bliżej i zobaczył małego szczeniaka. – Co to? – spytał mimowolnie.

Przyjechałeś po to, by spytać o psa? – Odłożyła na bok legowisko i wstała. Odruchowo spojrzał na jej brzuch. Był płaski, ale jeśli to były początki ciąży, to jeszcze mogła ukryć swój stan.

Przyjechałem, bo nie potrafisz być wobec mnie uczciwa! Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć? W ogóle byś to zrobiła? – Ruszył wściekły w jej stronę i jeszcze bardziej pobudzony tym, jak bardzo wstrząsnął nim widok dziewczyny i poruszył te emocje, o których chciał zapomnieć.

Mogę wiedzieć, o czym mówisz? – Najeżyła się. Przybrała wrogą minę, ale to go nie wzruszyło. Nie odsunęła się do tyłu, nie okazywała strachu.

Żarty sobie stroisz? – Przypatrywał się i chociaż z jednej strony był nieziemsko wściekły, to z drugiej chciał podejść i przytulić ją. Te emocje musiał odsunąć na bok. – Zupełnie przez przypadek dowiaduję się o tym, że zostanę ojcem, a ty nadal zamierzasz udawać, że nic się nie stało? Myślisz, że tak mnie spławisz i uwolnisz się od mojej osoby?

Ojcem? – powtórzyła. – Do jasnej cholery, jakim ojcem?

Przestań kręcić! Nie bawi mnie ta sytuacja, więc nie komplikuj jej bardziej! Możesz mi jakoś wytłumaczyć, dlaczego nie zamierzałaś nic powiedzieć? Za co chcesz mnie tak ukarać?

Możesz się uspokoić? – Dostrzegł, że Ellen też była zdenerwowana, ale niewiele go to obchodziło. Czuł się oszukany i to bardzo. Też miał swoje za uszami, bo nie potraktował jej dobrze przed tym weselem i do dzisiaj gryzły go za to wyrzuty sumienia. Ale nie zasłużył sobie, by nie wiedzieć o czymś tak ważnym, co miało zmienić jego życie.

Ja mam być spokojny? Czy ty sobie kpisz ze mnie? To twoja wendeta, tak? Nie chciałem dać ci szansy wytłumaczenia się, więc uważasz, że nie powinienem wiedzieć, że zostanę ojcem twojego dziecka? – Miał ochotę teraz zrobić wiele złych rzeczy. W obecności Ellen stawał się swoją najgorszą wersją.

Jakiego dziecka? Czy ty już do reszty oszalałeś? – Ellen spojrzała na niego mocno zdumiona. – Skąd ci przyszło do głowy, że jestem w ciąży? Przecież się zabezpieczałam, brałam tabletki i dobrze o tym wiesz!

I co z tego? Chyba nie trzeba być Einsteinem, żeby wiedzieć, że nie wszystko zawsze działa? Nawet najlepsze zabezpieczenie?

Możesz się uspokoić? W takim stanie, w jakim jesteś, na pewno nie uda nam się porozumieć. Owszem, tabletki też nie są stuprocentowe. Ale dlaczego pomyślałeś, że mogę być w ciąży? I że bym ci nie powiedziała? Przecież gdybym była, to ty byłbyś ojcem! Miałabym ukryć przed tobą coś takiego? Za kogo w ogóle mnie masz? – Tym razem i ona znacząco podniosła głos.

Ellen, przestań udawać! Nie nabierzesz mnie na to. Wiem wszystko od Richarda. Jeśli chciałaś zachować to w milczeniu, trzeba było nawet jemu nie mówić! – Drażniła go. Wypierała się tego, jakby sądziła, że to coś zmieni.

Od Richarda? On ci powiedział o mojej rzekomej ciąży? – Wyraz twarzy Ellen zmienił się diametralnie. Z bardzo zaskoczonej stawał się powoli wściekły.

Tak, od twojego wiernego przyjaciela. Teraz też zamierzasz zaprzeczać? – Pochylił się nad nią i wtedy poczuł aromat jej perfum. Zaciągnął się mimowolnie. Miotały nim sprzecznie uczucia. Od złości i furii, po tęsknotę i chęć przyciągnięcia dziewczyny do siebie. Opanował się, ledwo, ale dał radę.

Chwileczkę! – Przerwała mu gestem dłoni. – Uwierzyłeś w bajeczkę Richarda? Swoją drogą zatłukę go, jak się tylko z nim spotkam. Nie wiem, w jakim celu to wymyślił, ale nie miał prawa i o tym sobie z nim porozmawiam.

Przecież sypialiśmy ze sobą! – warknął, będąc na skraju wytrzymałości. – Dość często!

Zachowujesz się, jakbyś był obłąkany! Nie jestem i nie byłam w żadnej ciąży! Nie uważasz, że wiedziałabym o czymś takim?! – Ellen udzieliły się emocje Jeremy’ego.

Kłamiesz. – Mitchell dalej upierał się przy swoim. Chociaż powoli zaczynał w to wątpić. Ellen zachowywała się normalnie. W jakiejś części zdążył ją poznać i przeczuwał, że nie kłamała. Tylko że to nie świadczyło o tym, że nagle teraz nie miałaby tego zrobić. Przecież mogła obawiać się jego reakcji.

Boże, człowieku! Ogarnij się wreszcie! Mam zrobić przy tobie test ciążowy, czy może pojechać z tobą do mojego ginekologa, żeby mnie zbadał i potwierdził, że ciąża, którą usiłował wmówić ci Richard, nie istnieje? – Dźgnęła go palcem w tors, aż spojrzał. Była tak blisko.

Ale... – Nieco spuścił z tonu, jednak złość nie wyparowała. Za dużo się działo. – Co tu jest grane?

Nie mam pojęcia. O tym porozmawiam z Richardem, możesz być tego pewien. Gdybym spodziewała się dziecka, wiedziałbyś o tym pierwszy, mimo tego, jak źle jest między nami. Nie jestem taka, jak sądzisz – odpowiedziała już nieco spokojniejszym tonem.

Nie jesteś? – Na jego twarzy pojawił się dziwny grymas. – Doprawdy?

O czym teraz mówisz? – Znów się spięła.

Może o tym, jak niesłusznie mnie oskarżyłaś o zdradę, chociaż nigdy się jej wobec ciebie nie dopuściłem. A gdy jakimś cudem dowiedziałaś się prawdy, nagle chciałaś ze mną porozmawiać. Nadal uważasz, że taka nie jesteś? Może to też część twojego planu? Namówiłaś przyjaciela, żeby przyjechał do mnie i nagadał mi głupot o ciąży, bo wiedziałaś, że wtedy pojawię się u ciebie?

Wynoś się! – krzyknęła na cały głos i próbowała pchnąć go do tyłu, ale była bez szans. Ani drgnął. – Jesteś popieprzony, jeśli uważasz, że musiałabym używać takich tanich chwytów tylko po to, by cię sprowadzić! W ogóle nie zdążyłeś mnie poznać!

Jakoś nic ci nie przeszkodziło w złym osądzeniu tamtej sytuacji! A jeśli uważasz, że podstawą było to, co widziałaś, to za przeproszeniem, ale ty też mnie nie zdążyłaś poznać do końca!

Za to ty jesteś tak doświadczony i wiesz wszystko? – parsknęła, piorunując go wzrokiem. – Doświadczeniem nazywasz wszystkie omotane przez ciebie kobiety? – Wiedział, że Ellen próbuje go ugodzić. Udało się, ale szybko zamaskował prawdziwe uczucia. Nie zamierzał dawać jej więcej satysfakcji, niż już osiągnęła. Nie jego kosztem.

Dokładnie tak, jak mówisz, Ellen. Jesteś naprawdę wybitnym znawcą ludzi, a zwłaszcza mężczyzn. Wybacz za to wtargnięcie, już się więcej nie powtórzy. Żyj swoim doskonałym życiem z daleka od tak paskudnego faceta, jak ja. – Odwrócił się, chociaż marzył o tym, żeby dać jej kilka porządnych klapsów i przywrócić rozum. Nie rozumiał, dlaczego żywiła do niego taką niechęć i nienawiść, ale nie zamierzał prosić o łaskę i wyjaśnienia. Nie chciała go, więc on jej też nie chciał. Zatrzasnął drzwi za sobą i szybko znalazł się w samochodzie. To był katastrofalny wieczór i już nie wiedział, co ma robić. Nie mógł zwrócić się do Johna, bo ten spędzał wieczór ze swoją dziewczyną, nie mógł im przeszkadzać. Pozostała mu samotność, tak wściekle wkradająca się w jego poukładane do niedawna życie.

Zobaczenie go po takim czasie, było dla niej traumatycznym przeżyciem. Przez chwilę miała wrażenie, że śni na jawie, gdy wszedł do salonu i usłyszała jego głos. Myślała, że umysł płata jej figla, bo tak często wyobrażała sobie, że w końcu się zjawi i powie, że muszą wyjaśnić sprawy między nimi, bo on ma tego wszystkiego dość i tęskni za nią, jak ona za nim.

Niestety rzeczywistość nie miała nic wspólnego z marzeniami. Jeremy nie wyglądał na zachwyconego, nie usiłował się dogadać, za to zaczął krzyczeć i domagać się prawdy. Zanim dowiedziała się, o co naprawdę chodziło, minęła chwila, bo nie umiała się z nim porozumieć. A później wypalił z grubej rury.

Myślała, że oszalał, mówiąc o ciąży, ale okazało się, że sam tego nie wymyślił. To była sprawka Richarda i zamierzała z nim to omówić. Nie podejrzewała go o coś takiego. Była w stanie zrozumieć, że martwił się o nią, bo nie była sobą w pracy. Ale nie miał prawa zrobić czegoś takiego za jej plecami.

Jeremy był tak ogarnięty wściekłością, że nie dawał sobie nic wytłumaczyć. Kiedy w końcu zrozumiał, że mówiła prawdę i że to Richard naopowiadał mu bzdur, wymyślił jeszcze coś gorszego. To ona miała namówić Harrisa, by odegrał szopkę przed perkusistą i sprowokował go do przyjazdu do niej. Zabolało ją, jak ją ocenił. Uważał, że posłużyłaby się kimś, byleby tylko zyskać jego uwagę.

Dlatego nie pozostała dłużna. Mówiła mu rzeczy, których normalnie by nie powiedziała. Wszystko po to, by się go pozbyć, bo nie mogła przy nim normalnie myśleć, a on wydawał o niej krzywdzące i nieprawdziwe opinie. Owszem, popełniła błąd i oceniła go zbyt pochopnie, bardzo powierzchownie. Ale chciała to naprawić i porozmawiać z nim o tym, była gotowa o niego walczyć. Tymczasem on ją odrzucił, nie chciał wybaczyć błędów, których się dopuściła i do których chciała się przyznać.

Kazała mu się wynosić, chociaż naprawdę pragnęła przytulić się i prosić, by z nią został, by się więcej nie rozstawali. Strasznie za nim tęskniła i te tygodnie, kiedy się nie widzieli, były dla niej okropnym czasem. Tylko praca ratowała ją przed szaleństwem, dlatego znów przesiadywała po godzinach.

Richard zaczął się domyślać, co się stało i prawie siłą wyciągnął z niej prawdę, a przynajmniej jej część. Powiedziała mu, dlaczego się rozstali, że to ona zawiniła i że Jeremy nie chce jej znać. Richard usiłował ją zdopingować, by nie poddawała się tak łatwo, ale ona nie chciała do tego wracać. Jeremy dał jasno do zrozumienia, że już sobie nie życzy obecności Ellen w swoim życiu, bo skutecznie zastąpił ją kimś innym. To chyba było najbardziej bolesne.

Nie spodziewała się jednak, że Harris uknuje coś takiego i pojedzie do Jeremy’ego. Była na niego zła, że ingerował w taki sposób, chociaż częściowo rozumiała, dlaczego to zrobił. Chciał pomóc, ale nie mógł tak postępować. Nie powinien nikim manipulować tylko po to, by mogli się ze sobą spotkać. Jeremy najwidoczniej nie życzył sobie czegoś podobnego i wcale nie była tym zaskoczona.

Kiedy Jeremy opuścił jej dom, nie mogła się pozbierać po tej wizycie. Przed nim próbowała chociaż trochę się maskować, choć to było cholernie trudne. Jego pojawienie się było czymś, czego pragnęła przede wszystkim, ale nie w tym wydaniu. On wcale nie chciał, by do siebie wrócili, nie prosił o wyjaśnienia, o nic.

Nie mogła zasnąć, przewracała się z boku na bok. Rozpamiętywała każdą sekundę wizyty Jeremy’ego i widziała wciąż tę niechęć w jego wzroku. Nawet jej nie przytulił! I znowu zalewała się łzami, chociaż obiecywała sobie, że więcej nie będzie tego robiła. Gdyby tylko dał jakikolwiek znak, że jej wybaczy, walczyłaby o niego do upadłego. Ale on naprawdę nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Zjawił się tylko dlatego, bo myślał, że będą mieli razem dziecko i że go oszukiwała.

Rano wstała niczym zdjęta z krzyża. Wzięła prysznic, który ją nieco orzeźwił i sprawił, że fizycznie poczuła się lepiej. Bo psychicznie cierpiała i to bardzo. Jednak musiała wziąć się w garść i pojechać do pracy.

Zeszła z piętra i sprawdziła, jak mają się jej podopieczni. Dzięki temu, że Asterix był przy maluchu całą noc, ten o wiele lepiej znosił rozstanie z matką. Pierwszy tydzień pobytu szczeniaka spędziła w domu, chcąc go przyzwyczaić do zmian. Ale i tak pracowała zdalnie, bo maluszek więcej na razie przesypiał, niż był aktywny. Teraz było już lepiej, więc mogła wrócić do HRG.

Przygotowała posiłek dla psów i sprawdziła, czy mają wszystko, czego mogły potrzebować pod jej nieobecność. Gdy była pewna, że niczego już nie brakuje, po prostu wzięła torebkę i wyszła z domu. Sama nie była w stanie niczego przełknąć. Przez całą sprawę z Jeremym straciła już kilka kilogramów.

Zachowywała się i czuła gorzej niż po rozstaniu z Jaredem Evansem. Może dlatego, że gdy kończył się ich związek, była jakby na to przygotowana. Kłócili się od miesięcy, nie byli w stanie normalnie się porozumiewać. Tu wszystko wyglądało inaczej. Było idealnie, aż do momentu wpadki na weselu. Ciąg dalszy był jednym wielkim pasmem nieporozumień.

Zajechała na parking przed garażem i dostrzegła, że auto Richarda już stało na swoim miejscu. Planowała najpierw rozmowę z nim, dopiero później chciała zająć się pracą. Wzięła torebkę i ruszyła prosto do jego biura. Usłyszała, że rozmawiał z kimś przez telefon, więc po prostu cicho wślizgnęła się do środka i usiadła na fotelu. Richard skinął jej głową i kontynuował rozmowę. Gdy skończył, uśmiechnął się do niej.

Co tam ślicznotko? – spytał, opierając się swobodnie o fotel. Ellen przyglądała mu się przez chwilę, widziała, jaki mimo wszystko pozostawał czujny. Jakby doskonale wiedział, dlaczego się zjawiła u niego tego ranka.

Może ty mi opowiesz, co słychać? – odpowiedziała pytaniem, nie spuszczając z niego wzroku. Wiedziała, jak to go dekoncentrowało.

A co ma być? Jak zwykle dużo pracy. Potrzebujesz czegoś konkretnego ode mnie? – Zaczął bawić się długopisem, klasyczny objaw zdenerwowania.

Jednej rzeczy. Wiem, że nie mamy relacji czysto pracowniczej, zostaliśmy przyjaciółmi. Jestem za to bardzo wdzięczna i za wiele rzeczy, które kiedykolwiek dla mnie zrobiłeś. Ale nie miałeś prawa jechać do Jeremy’ego i opowiadać bzdur o nieistniejącej ciąży, tylko po to, by zmusić go, żeby ze mną porozmawiał. To nie w porządku. – Wypluwała słowa niczym kałasznikow naboje.

Ja miałbym coś takiego zrobić? – Jeszcze próbował udawać, ale przecież wiedziała, że Richard tak naprawdę był zdolny do takich rzeczy. Martwił się, ale to go nie usprawiedliwiało.

Przestań, dobrze? – warknęła mimowolnie. Czuła się źle, ale przed szefem i przyjacielem chciała grać twardą. Bo obawiała się, że Richard mógłby zrobić coś jeszcze gorszego. A takie prowokowanie Jeremy’ego tylko pogarszało i tak już kiepską sytuację. – Ja i Jeremy rozstaliśmy się, więc przyjmij to po prostu do wiadomości. Nic mi nie dolega, to nie pierwsze rozstanie z mężczyzną w moim życiu.

Naprawdę? – Aż otworzyła usta ze zdumienia, kiedy zaleciało ironią. – Uważasz, że jestem ślepy i nie widzę, co robisz, że nagle zaczęłaś zachowywać się jak robot? Zmieniłaś się, Ellen i nie podoba mi się taka zmiana. Wykończysz się, bo oboje nie umiecie ze sobą porozmawiać i wyjaśnić tego konfliktu.

Uważasz, że nie próbowałam? Dobrze wiesz, że chciałam tego przede wszystkim. Ale Jeremy nie chce mi wybaczyć i dać drugiej szansy, on już sobie ułożył życie beze mnie. Ma kogoś, więc nie zamierzam mu tego niszczyć – odpowiedziała, czując jak te słowa ją dławią.

Ellen, czy ty nie widzisz celowości jego działania? On chce, żebyś była o niego zazdrosna i zadziałała! Gdybyś zobaczyła wczoraj jego minę, wiedziałabyś, że mam rację. Facet nie może o tobie zapomnieć, więc myśli, że zastąpi cię pierwszą lepszą. Wściekł się, więc to znaczy, że nadal mu na tobie zależy.

Od kiedy jesteś specjalistą w relacjach damsko - męskich? – spytała, nie wierząc w te rewelacje.

Bo sam kiedyś pozwoliłem odejść mojej żonie. Wiele czasu zajęło nam poukładanie swoich spraw, chyba nie chcesz, żeby tobie przytrafiło się to samo? – Przechylił się przez biurko. – Pomyśl o tym rozsądnie. Nie musisz mi przyznawać racji, ale dobrze wiesz, że mówię prawdę. Ludzie sami sobie komplikują życie. A to wcale nie musi tak wyglądać.

To już nie ma sensu. Proszę cię jedynie o to, żebyś więcej nie ingerował. Jeśli Jeremy mnie nie chce, nie zamierzam mu się narzucać. – Ellen wstała i podeszła do drzwi. – Wracam do pracy.

Uparta oślica! – Jeszcze zdążyła usłyszeć, kiedy zamykała drzwi. Zagryzła wargi, żeby nie jęknąć. Żałowała, że to wszystko nie jest prostsze, ale naprawdę nie mogła nic więcej zrobić. Ona i Jeremy to był już zamknięty rozdział.

Słowa klucze: autobiografię, przesyłkę, dziewczynę, sesję terapeutyczną, Lucyfer, zakończenia, odrzucenie, przyjaciółmi. decyzja, błędem.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    PAT
    | Odpowiedz

    A ja się już napaliłam na Jeremiego Juniora…🤷‍♀️

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie tym razem 😀 Ale kto wie, co jeszcze Jeremy zmajstruje 😉

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Szatynka urodzi mu dziecko?
    No tak, skoro nie byli parą, to nie zasługuje na przyjemniejsze okreslenia niż te zwiazane z wyglądem. I tak lepiej niż “cizia od dobrego pieprzenia”.
    No i tu tez sie nie popisali.
    Skoro nie chca byc ze soba to zadna ciąza by ich nie polaczyla.
    Swoją drogą to na miejscu Ellen zlapalabym sie za brzuch i zaczela krzyczec ze mnie boli i chyba zaraz poronie, zeby utrzec nosa kutafonowi. Tak atakowac ciężarną? Jak on śmiał! Nerwy nerwami, ale czemu dybal na zycie dziecka, bo przeciez wierzyl, ze Ellen jest w ciąży. Chamidło. Czemu pies go nie pogryzl w obronie swojej pani?
    Uniesione glosy to sygnal dla zwierzecia, ze cos jest nie halo i powinien zarysowac po czyjej stronie jest.
    Podstęp Richarda tylko pokazał, ze dla nich to juz nie ma wspolnej przyszlosci.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie dlatego szatynka. Ich problemem, Jadzia, jest to, że nie umieją ze sobą rozmawiać. Piętrzą problemy, zamiast je rozwiązywać. Nie zachowują się jak dorośli i dadzą temu dowód jeszcze nie raz ☺
      Z Asterixa to taki obrońca jak z koziej d… trąba. To lagodny psiak, nie jest agresywny.
      Może jednak jest jakaś przyszłość dla nich?

      • Babeczka
        |

        Asterix pewnie czytał zakończenie, dlatego nie przejmuje się głupotami ;-)))

      • Jo Winchester
        |

        Skąd wiedziałaś?☺

      • J.Gibson
        |

        To nie zmienia faktu, że Jeremy zaatakował słowem i nerwami ciężarną kobietę! Bo przecież w jego mniemaniu Ellen taka była. Co za penis tak robi?

      • Jo Winchester
        |

        Jeremy był kiedyś strasznym penisem i niestety to nadal gdzieś w nim tkwi 😉

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Cholerka wiedziałam, ze tak bedzie, ale bałam sie zaryzykować 😅 nad następnymi słowami zastanowię sie jak będę mieć więcej czasu … mam wrażenie, iż sa coraz trudniejsze 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Mówią, że świat należy do odważnych 😉 Spróbuj kolejnym razem 😉
      Słowa staram się dobierać niezbyt trudne. Choć to, co dla mnie jest łatwe, nie zawsze jest łatwe dla Was 😉

  4. A
    Aaaaa
    | Odpowiedz

    autobiografię, przesyłkę, dziewczynę, sesję terapeutyczną, Lucyfer, zakończenia, odrzucenie, przyjaciółmi. decyzja, błędem.

    Hmmmm. Ciezko ciezko.
    Serio nie mam pomyslu na te slowa klucze.
    Strasznie pomieszane sa. I ciezko cos ulozyc.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      To mi dałaś ból do głowy, jakich słów kluczowych użyć następnym razem, skoro te są za trudne. Ale jestem pewna, że coś wymyślisz;) A jak rozdział?

  5. A
    Aaaaa
    | Odpowiedz

    Wybacz. Ale tak wiele mysli mam co do nastepnego rozdzialu ze po prostu juz mnie glowa boli. Lucyfer mi nie pasuje. A rozdział ideolo. Elen z Jeremym bawia sie dalej w paskownicy swojej. Jedno bije lopatka zas drugie wiaderkiem. I kto uderzy mocniej?
    Wedlug mnie Richard nie potrzebie sie wtrącił. Czasem osoby 3 moga tylko zaszkodzic niz pomoc

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Namieszałam z Lucyferem 😀 Ideolo? Nie mogę tego rozszyfrować 🙂
      Dokładnie, oni się bawią ze sobą jak dzieci. Mam nadzieję, że wytrwasz przez te ich zabawy, bo jeszcze trochę do dobrego 🙂 Albo i niedobrego 😛 Nie zdradzę, czy się pogodzą, czy też nie.
      Richard dobrze zna Ellen. Jest mu bliska, widzi, co się z nią dzieje. Ellen to taki typ, że jak się zaprze, to ciężko ruszyć. A Richard nie chce, żeby ona cierpiała 🙂 Nie martw się, burę i tak dostanie 😛 Richard, nie Ellen 🙂

  6. Babeczka
    | Odpowiedz

    Jakby ktoś chciał wiedzieć, jest dostępna płatność sms :-)))
    Niestety, system nalicza zbyt dużą prowizję 🙁 Kto chce może skorzystać, a my nadal pracujemy nad doszlifowaniem tej płatności 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Normalnie dzień dziecka dla czytelników, którzy na to czekali 🙂

  7. F
    Fiołek
    | Odpowiedz

    Aż łza zakręciła mi się w oku… ciąża od razu widziałam, że będzie zmyłką. Wyczyn Richarda podbił moje serce, facet na prawdę się o nią materii… słodkie.
    Ehhh Jeremi, Ellen… oni są tacy zabawni. Obydwoje by się obmacywali i obydwoje źle odczytują swoją mimikę twarzy…łobuzy jedne!
    Mam dla nich plan. Zwabić ich do jednego pomieszczenia i nie wypuszczać aż się dogadają !

    Słowa klucz! Powiem Ci zaszalałać. Potrzebuję więcej cukru (czekolady <3 ) i czasu aby stworzyć coś genialnego.

    i be right back….

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      O proszę, nie udało mi się zaskoczyć Cię z ciążą 🙂
      Richard jest przyjacielem i widzi, że coś jest nie halo. Ludziom często się wydaje, że potrafią ukrywać prawdę. Nie w tym wypadku.
      Szkoda, że już wymyśliłam coś innego, bo chętnie bym ich sama wsadziła do tej piwnicy.
      Jestem ciekawa, co wymyślisz ze słów kluczy 🙂

  8. F
    Fiołek
    | Odpowiedz

    Myślę i myślę i wymyślić nie mogę… trudne!

    Ale może zacznijmy tak…. Elen wychodząc z gabinetu usłyszała, że jest oślicą. Wzięło ją na przemyślenia stwierdziła, ze poszpera w Internecie i poszuka coś nt Jeremiego, jakiejś autobiografii. Znajdzie jakiegoś zagorzałego Blogera, który będzie uwielbiał perkusistę i w swoich wpisach blogowych opisuje jego życie. Elen się dowie jaki kiedyś był z Jeremiego Lucyfer, dowie się, że chodził na sesje terapeutyczne dzięki którym zakończył swoje stare, dawne złe życie. Dowie się o byłej dziewczynie przez którą prawie się stoczył. Wtedy dojdzie do niej, że podjęła decyzję najgorszą z możliwych, osądzając go i nie dając wytłumaczyć się z „błędu”. Zdecydowała, że prześle prezent swojej kuzynce w ramach odwetu za jej kłamstwa i intrygi. Będzie to przesyłka, którą wręczy seksowy jakiś playboy (:D) kiedy Monika będzie ze swoimi przyjaciółmi. Dziewczyna otworzy przesyłkę i poczuje odrzucenie… bo o jej intrydze dowie się jej mama, która lubi Elen……

    Słabooo….!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Wcale nie słabo 😉 Trzeba mieć głowę nie od parady, żeby coś takiego wymyślić 😉 Brawa za próbę, Fiołku 😉

  9. D
    Demonka
    | Odpowiedz

    Tak z ciekawości ile ma być rozdziałów ?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Wliczając ten jutrzejszy, zostało jeszcze 21 rozdziałów 🙂

      • D
        Demonka
        |

        Sporo. Fajne opowiadanie:)

      • Jo Winchester
        |

        Całość ma 400 stron 🙂 Dziękuję 🙂

  10. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Czemu o i tak sobie utrudniają życie, każde z nich czeka aż to drugiego by wykonał pierwszy ruch, tęsknią za sobą, wiedzą,że ten związek był czymś więcej niż tylko spotykaniem się na wspaniały seks ale oczywiście każde z nich jest uparte i idą w zaparte. Jeremy przez to,że znalazł sobie panienkę do pie…nią zranił tym Ellen i chociaż Richard chciał dobrze i wymyślił tę ciążę (zawiodłam się ,że nie jest to prawda) by szczerze ze sobą porozmawiali, bo widzi jak Ellen cierpi, okazało się,że jest jeszcze gorzej niż przed ich spotkaniem. Tak złość, zranienie rządzi nimi i niestety obydwoje dobrze na tym nie wyjdą.Kiedy oni się obudzą, jak będzie już za późno? Ach aż mnie nosi ze złości. Pozdrawiam 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Bo są uparci. Kiedy jedno z nich chce wyjaśniać, drugie nie słucha. Ranią się wzajemnie. Kierują się nie tymi uczuciami, co trzeba. Robią iście absurdalne rzeczy, pomimo tych wszystkich rzeczy, które napisałaś. Nie będę broniła Jeremy’ego, bo postępuje źle, zachowuje się tak, jak zachowywał się przed poznaniem Ellen.
      Przykro mi, że musiałam Cię zawieść brakiem ciąży w ich prawdziwym życiu, ale akurat tu nie chciałam jej dawać 😉
      Nie zrozum mnie źle, ale jeśli nosi Cię ze złości, to znaczy, że moi bohaterowie nie są Tobie obojętni 😉 A to bardzo cieszy 🙂
      Również pozdrawiam i wielkie dzięki za komentarz 🙂

Napisz nam też coś :-)