Trzynaście randek (LIV)

with 8 komentarzy

Rozdział 54

Trzynaście randek - okładka ebooka
 

Jeremy zdążył wrócić do domu po odwiezieniu Ellen do pracy, nakarmić psy i usiąść z kubkiem kawy na tarasie. Minęły dwa dni od pamiętnego wieczoru, kiedy jego zespół zdobył nagrodę na gali. Dwa dni, odkąd Bobby Watson przypomniał mu o swoim istnieniu.

Wieść o zatargu między nimi szybko się rozniosła. W prasie pojawiły się zdjęcia, które fotoreporterzy zdążyli zrobić. Jeremy nie czytał tych artykułów, bo wiedział, że będą w nich wypisywać każdą możliwą teorię, która niekoniecznie musiała być prawdziwa.

Dla niego ważniejsze było to, iż Ellen go zrozumiała i nie chciała zostawić. Resztę tamtego wieczoru spędzili w domu Toma, bawiąc się w swoim gronie.

Wszystko byłoby w porządku, ale Jeremy nie mógł przestać myśleć o Bobbym. Kiedyś był dla niego jak brat, teraz stali się wrogami. Jeremy zdawał sobie sprawę, że była głównie jego wina, ale on chociaż nie próbował zniszczyć Bobby’emu życia. Jeremy chciał się z nim spotkać, wytłumaczyć, iż powinni się unikać. Jednak najważniejszą kwestią było to, że Watson wplątał w to Ellen. O ile Jeremy mógłby mu wiele darować, to tego już nie. Dodatkowo Bobby obraził jego ukochaną.

Dla niego to była sprawa honoru. W końcu Jeremy wziął telefon do ręki, po czym wybrał odpowiedni numer. Czekał na połączenie.

Mitchell, co za nieoczekiwany gest z twojej strony. Czym sobie zawdzięczam przyjemność usłyszenia twojego melodyjnego głosu z rana? – spytał mężczyzna po drugiej stronie.

Trenujesz do roli? – Jeremy uśmiechnął się pod nosem. Mimo wielu różnic, które były pomiędzy nimi, dogadywał się z Deanem coraz lepiej.

To już mam opanowane do perfekcji. Dzwonisz, bo nie masz z kim pogadać? – Głośny śmiech zabrzmiał w słuchawce, więc Jeremy musiał nieco odsunąć komórkę od ucha.

Tęskniłem za tobą. Ellen jest w pracy, więc pomyślałem, że wpadniesz i spędzimy upojny poranek.

Cholera, Jeremy, nie mam prezerwatyw – jęknął Dean teatralnie.

I tak wolę bez. Masz czas, czy jesteś zajęty? – Jeremy w końcu spoważniał, bo to, o co chciał poprosić Deana, nie było błahostką. Anderson wydawał mu się odpowiednią do tego osobą.

Tak się składa, że mógłbym go sobie zorganizować. Chcesz się spotkać?

Możesz do mnie przyjechać? Muszę cię poprosić o ważną przysługę. – odpowiedział szczerze Jeremy.

Będę za godzinę. Do zobaczenia.

Jeremy zapatrzył się przed siebie. Był wdzięczny Deanowi, że tak w ciemno zgodził się przyjechać. Godzina minęła szybko i w końcu zabrzmiał dzwonek do drzwi.

Cześć. – Jeremy wpuścił Deana do środka, wskazał drogę do salonu. – Napijesz się czegoś?

Nie, dzięki. Kawę już piłem. O co chodzi? – Gdy usiedli, Dean spojrzał wyczekująco na Jeremy’ego.

Nie będę owijał w bawełnę. Na pewno słyszeliście o tym, co stało się przed galą.

Co ona ma wspólnego z naszym spotkaniem? – Dean czekał na wyjaśnienia, ale Jeremy dostrzegł u niego zainteresowanie sprawą.

Potrzebuję alibi. Chcę porozmawiać z Bobbym, a nie wiem, jak się potoczy ta rozmowa. Na wszelki wypadek muszę mieć jakieś wytłumaczenie, że wcale mnie tam nie było. Będziesz w stanie mi je dać? – spytał wprost Jeremy.

Rozumiem, że sam chcesz tam jechać? – Mężczyzna przyglądał mu się uważnie. – Więc nie dam ci alibi. Co innego, gdybyś mnie ze sobą zabrał. Wtedy wymyśliłbym ci takie usprawiedliwienie, że nikt nie byłby w stanie go podważyć. – Dean uśmiechnął się szeroko, opierając się nonszalancko o fotel. Jeremy spojrzał na niego zdumiony.

Dlaczego chcesz w tym uczestniczyć? Jesteś znanym i szanowanym aktorem, chcesz narażać dla mnie swoją karierę? Coś może pójść nie tak.

Rozumiem twoje pobudki, Jeremy. Koleś cię wkurwił, bo obraził Ellen, a ty jesteś wściekły, bo nie możesz nic z tym zrobić. Postąpiłbym tak samo, gdyby chodziło o Caroline. Poza tym chcesz mi odmówić uczestniczenia w takiej akcji?

Jesteś tego pewien, Dean? – Jeremy wiedział, że teraz już się nie wycofa.

Przecież nie zrobimy nic złego, jasne? Po prostu chcesz przemówić facetowi do rozsądku, to całkiem normalne. Niektórzy potrzebują dodatkowych argumentów, a ten twój Bobby ewidentnie należy do tej kategorii ludzi – odpowiedział szeroko uśmiechnięty Dean. – Kiedy jedziemy na akcję? Zorganizuję kominiarki, jakieś łomy, ewentualnie kije bejsbolowe. Aaa i jeszcze rękawiczki. Nie możemy przecież zostawić żadnych śladów.

Dean, chyba naczytałeś się za dużo scenariuszy – wtrącił się Jeremy.

Dlaczego? Bądźmy jak prawdziwi profesjonaliści. – Gdy po chwili Dean wybuchł śmiechem, Jeremy domyślił się, że został wkręcony. – Spokojnie, profesjonalne będziesz miał tylko alibi. Chętnie ci pomogę, bo nie cierpię takich gnojków. Zresztą chodzi o Ellen. To najlepsza przyjaciółka mojej dziewczyny, więc prawie jak rodzina.

Muszę przyznać, że jestem zaskoczony. Nie spodziewałem się aż takiej pomocy z twojej strony, Dean.

Dlaczego? Doskonale rozumiem twoje pobudki. Honoru ukochanej należy bronić przede wszystkim, prawda? Gdyby ktoś obrażał Caro, straciłby wszystkie zęby.

Właśnie dlatego muszę pojechać do Bobby’ego. Nie chodzi o mnie, a o Ellen. Wiem też, że Bobby znowu zacznie kombinować. Nie odpuści, dopóki nie zobaczy mojego upadku.

To będzie musiał obejść się smakiem. Kiedy chcesz do niego jechać? I gdzie? Słyszałem, jak dziewczyny rozmawiały i Ellen wspominała, że na szczęście Bobby nie mieszka już w Las Vegas.

To żaden problem, mam jego nowy adres. Bobby kupił mieszkanie w Los Angeles. Muszę tylko posiadać powód, żeby wybrać się tam bez cienia podejrzenia ze strony Ellen oraz bez wiedzy moich przyjaciół. Jestem pewien, że chcieliby mnie od tego odwieść. – Jeremy ucieszył się, że odnalazł sojusznika w Deanie.

Los Angeles? – Dean się roześmiał. – Stary, po prostu pojedziesz ze mną. Dziewczynom powiemy, że to męska wyprawa i zacieśniamy nasze więzi. Jak to faceci. – Dean wyglądał na bardziej podekscytowanego niż on sam.

Nie wiem, jak ci się za to odwdzięczę.

Coś się  wymyśli. Kiedy chcesz pojechać?

Jak najszybciej. Jestem przekonany, że Watson nie spodziewa się mnie w Los Angeles, więc będzie mocno zaskoczony. Ten element też chcę wykorzystać.

Więc może jutro rano. Lot w jedną stronę trwa nieco ponad godzinę. Polecimy moim odrzutowcem, który wyląduje na prywatnym lotnisku mojego dobrego znajomego. Oficjalnie nie będzie nas w Mieście Aniołów. My spędzimy sobie dzień nad jeziorem jak przystało na dwóch prawdziwych facetów. Łowisz ryby, Jeremy?

 

Jeremy siedział właśnie na pokładzie samolotu należącego do Deana, który to rozmawiał jeszcze z pilotem. Mężczyzna dołączył do niego po pięciu minutach i zajął miejsce w skórzanym fotelu naprzeciwko.

Zarówno Ellen, jak i Caroline były zaskoczone nagłym pomysłem spędzenia przez panów wspólnego dnia, kiedy poprzedniego dnia wieczorem poinformowali je o tym. Ale Dean już zaczął swój wykład o tym, że jako partnerzy dwóch najlepszych przyjaciółek chcą zacieśnić między sobą więzy.

Wtedy Caro odezwała się, żeby robili, co chcą, byleby nie uczestniczyły w tym obce kobiety. Ellen tylko się uśmiechnęła, przekonana, iż panowie naprawdę chcą zostać dobrymi kumplami.

Denerwujesz się? – odezwał się Dean, gdy samolot kołował na pas startowy.

Dlaczego? Lecę tam, żeby wyjaśnić sytuację, która musi być wreszcie wyjaśniona. Zbyt długo z tym zwlekałem – odpowiedział mu Jeremy.

Słusznie. Nie powinieneś mieć żadnych wyrzutów sumienia. W sumie to ci współczuję.

Mnie? Z jakiego powodu? – Jeremy obserwował mężczyznę, który siedział swobodnie na swoim miejscu, gdy samolot poderwał się w powietrze.

Musi być ci przykro, że to dotyczy twojego przyjaciela. Byłego – dodał po chwili Dean.

Kiedyś było. Z Bobbym naprawdę sporo mnie łączyło. Najpierw ja to zepsułem, później dołożył się Bobby. Wiem, co sobie możesz o mnie pomyśleć. Ale ja po prostu wiem, że Bobby nie da mi spokoju. Poza tym…

Poza tym co? – Dean słuchał go cierpliwie.

Znam Bobby’ego na tyle dobrze, że wiem, jak patrzył na mnie i na Ellen. On doskonale zdaje sobie sprawę, jak mi na niej zależy. Będzie próbował to zniszczyć.

Więc tym bardziej nie możesz mu na to pozwolić – odpowiedział Dean, po czym obaj panowie zamilkli. Jeremy wiedział, że dobrze robi, nie mógł tego tak zostawić. Miał jedynie drobne wyrzuty sumienia, iż okłamał Ellen co do tego dnia, ale nie miał wyboru. Lot upłynął im dość spokojnie. Nawet się nie zorientował, kiedy na chwilę odpłynął. – Śpiący książę, pobudka!

Co się stało? – Jeremy otworzył zaspane powieki.

Lądujemy. Nie wiedziałem, że samoloty tak na ciebie działają..

Wszyscy twoi znajomi posiadają prywatne odrzutowce i lotniska? – spytał Jeremy, widząc na lądowisku dwa helikoptery.

Jakieś trzy czwarte. Żartuję! – odpowiedział Dean, widząc minę Jeremy’ego. – To bardziej znajomy mojego ojca niż mój. Lepiej powiedz, jak zamierzasz rozegrać spotkanie z Bobbym. – Panowie przesiedli się do czekającego na nich samochodu.

Spróbuję go przekonać, że stawanie przeciwko mnie nie za bardzo mu się opłaci. – Jeremy podał kierowcy adres, pod który mieli pojechać.

Znasz go, Jeremy. Uważasz, że to ci się powiedzie? – spytał Dean tajemniczo, jednak Jeremy nie zwrócił na to uwagi.

Znałem. Albo przynajmniej tak mi się wydawało. Bobby był przyjacielem zdolnym do wielkich poświęceń. Myślałem, że będziemy braćmi do końca życia, jak ja i John. Ale Bobby nie chciał mi wybaczyć, że zdradziłem jego siostrę.

Ludzi potrafią rozdzielić jeszcze mniej ważne sprawy. Teraz się liczy, abyś nie pozwolił mu sądzić, że może panoszyć się w twoim życiu. Inaczej nigdy nie przestanie.

Wiem o tym. Dlatego zamierzam zakończyć to raz na zawsze. – Jeremy zamilkł, obserwując otoczenie. Nigdy nie sądził, iż jego znajomość z Bobbym dojdzie do takiego punktu. Byli braćmi, którzy stali się sobie obcy. Oczywiście, że nie mógł usprawiedliwiać swoich czynów, ale czy to znaczyło, że Bobby mógł w taki sam sposób usprawiedliwiać teraz siebie? Grozić jemu oraz obrażać Ellen?

Jesteśmy na miejscu – odezwał się Dean, więc Jeremy odwrócił wzrok. Znajdowali się pod wieżowcem, gdzie mieściło się mieszkanie byłego kumpla. Z tego samego źródła, z którego miał adres, wiedział, iż Bobby powinien być w tym momencie w mieszkaniu.

Jesteś pewien, że chcesz wejść tam ze mną? – Jeremy nie chciał, by przez niego Dean miał problemy. W końcu Bobby był nieobliczalny.

Myślisz, że zrezygnuję z takiej zabawy? Ja się nie mogę doczekać! – Dean poklepał go po plecach, więc w końcu weszli do budynku. Jeremy był zaskakująco spokojny, wiedział, co i jak robić. Zapukał, zasłaniając wizjer, żeby Watson nie wiedział, kto przyszedł.

Co tutaj robisz? – Bobby otworzył drzwi po minucie. Było widać, że jest zaskoczony.

Ty serio o to pytasz? – Jeremy wszedł do środka, nie pytając o pozwolenie. Zaraz za nim wkroczył Dean. To się nie spodobało Bobby’emu.

Wynoś się z mojego mieszkania! Zadzwonię na policję! – Bobby chciał sięgnąć po komórkę, ale Jeremy zdążył ją szybciej przechwycić i rzucić Deanowi.

Chcesz dzwonić po policję? Ale po co? Przecież tu nikogo nie ma. Chłopie, ty masz jakieś zwidy. – Widok Bobby’ego poruszył w Jeremym skrywane do tej pory emocje. – Przyszedłem tylko porozmawiać, przecież sam do tego dążyłeś, nieprawdaż?

Lepiej zajmij się swoją laleczką, dopóki masz na nią ochotę. No chyba, że już ci przeszło, co akurat nie byłoby niczym zaskakującym. – Po szoku u Bobby’ego nie było ani śladu. Mężczyzna przeszedł do kontrataku.

Odpierdol się od Ellen! – Jeremy nie wytrzymał i po prostu rzucił się na niego. Bobby był na to przygotowany, bo zablokował nadchodzący cios. To jednak nie powstrzymało Jeremy’ego. Całym ciężarem ciała zwalił się na mężczyznę i chociaż byli podobnej postury, to siła, jakiej Jeremy użył, powaliła Bobby’ego na podłogę.

Nie mów, że się zakochałeś. Przecież takie kreatury jak ty nie posiadają uczuć. – Bobby zaczął się śmiać szyderczo, ale wtedy otrzymał pierwszy cios w szczękę.

Nie zbliżaj się do niej ani do mnie, bo wreszcie tego pożałujesz, Bobby! – Gdy Jeremy chciał uderzyć drugi raz, Bobby wystawił rękę do góry, blokując trafienie. Watson szybko się zreflektował i odparował cios, przewracając tym samym Jeremy’ego.

Dlaczego? Boisz się, że coś stracisz, Jeremy? Przecież tobie na nikim nie zależy. Dlaczego miałbym nie uciąć sobie krótkiej pogawędki z Ellen, aby jej wyjaśnić, jak naprawdę traktujesz kobiety? – Twarz Bobby’ego wykrzywiła się w grymasie złości. Jednak jego słowa sprowokowały Jeremy’ego, który rzucił się na niego. Bobby nie spodziewał się takiej siły, bo poleciał do tyłu już po pierwszym uderzeniu.

Myślisz, że mnie powstrzymasz? Że cię nie zniszczę, tak jak ty niszczyłeś wszystkich dookoła? – wycharczał Watson, wypluwając krew.

Dasz spokój mojemu przyjacielowi i jego dziewczynie – odezwał się dotąd milczący i przyglądający się bójce Dean. Zaskoczony Bobby spojrzał w jego stronę akurat wtedy, gdy oberwał w żebro. Jęknął głucho, łapiąc łapczywie powietrze. Wtedy Jeremy wstał z niego, ocierając krew spod własnego nosa. – Bo widzisz, Bobby…. – Dean zrobił teatralną pauzę i przykucnął nad ciągle leżącym Watsonem. – Wiem, gdzie pracujesz. I bardzo dobrze znam twojego szefa. Słyszałem, że zależy ci na tej robocie?

Pierdol się! – Bobby spoglądał na nich z nienawiścią, jednak większą uwagę skupił teraz na Deanie.

Bobby, przemyśl moje słowa. Dam ci spokój. Jeremy’ego też więcej nie zobaczysz. No chyba, że znowu nas do tego sprowokujesz. Twoja ciepła posadka w wytwórni może się okazać dość lodowata, jeśli wreszcie nie zajmiesz się swoim życiem.

Zapłacicie mi za to, obaj! – warknął Bobby, gdy Dean pociągnął Jeremy’ego w stronę drzwi.

Przemyśl to, Watson. Moja oferta jest jednorazowa – rzucił na pożegnanie Dean.

Wrócę tam i dobiję gnoja! – Jeremy spojrzał wściekły na drzwi, które Dean właśnie zamknął za nimi. Przyjaciel zablokował mu drogę.

Uspokój się już. Bobby nic więcej nie zrobi. – Dean uśmiechnął się, po czym pchnął Jeremy’ego w stronę windy. – Nie będzie więcej wchodził w drogę ani tobie, ani tym bardziej Ellen.

Jak go zobaczyłem, wpadłem w szał. Kiedy wspomniał o Ellen… – Jeremym targały potężne emocje. Gyby nie Dean, Jeremy nie wyszedłby stamtąd tak szybko. Mogłoby się to skończyć o wiele gorzej.

Rozumiem cię, Jeremy. Na twoim miejscu zatłukłbym łajdaka na śmierć. Ale teraz wracamy do domu. – Mężczyźni wsiedli z powrotem do czekającego na nich samochodu i ruszyli w drogę powrotną na lotnisko. Dean spojrzał niezrozumiale na Jeremy’ego, który nagle się szeroko uśmiechnął.

Nigdy w życiu nie zależało mi na tym, żeby dać w twarz komuś, kto powiedział coś złego na temat mojej dziewczyny.

Wyglądasz zabawnie z tymi maślanymi oczami, kiedy wspominasz o Ellen. – Dean mrugnął do niego porozumiewawczo. – Jesteś po uszy zakochany.

Chciałbym ochronić ją przed całym światem – mruknął Jeremy.

Więc teraz postaraj się, żeby to ci nie minęło – odpowiedział mu Dean. Resztę drogi pokonali już w milczeniu.

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Eeee…. jestem pierwsza??? ZONK!!
    Czy muszę mówić jak lubię Deana? facet jest po prostu boski i jego teksty;) Jeremy nieźle wczuł się w obrońce swojego stada… widocznie ten Bobby to niezły kawał ch….. ;P Nie ma co niezły kawałek sensacji, spisku i męskiego wypadu… dziś zapodałaś 😉 jak dla mnie bomba!!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ano pierwsza 🙂 Uratowałaś honor komentujących. Możesz powiedzieć, jak bardzo lubisz Deana. On na pewno się nie obrazi.
      Jeremy… on chce chronić Ellen. Uważa, że Bobby może zagrażać jego szczęściu i muszę zdradzić, że ma rację. Bobby jest ogarnięty obsesją, a to – jak wiadomo – nie jest nic dobrego.
      Cieszę się, że Ci się podobało 🙂

    • M
      Monika
      | Odpowiedz

      Okazuje się, że Dean to fajny facet 😂😊
      Ciekawa jestem co Bobby narozrabia, ale domyślam się, że będzie ciekawie jak zawsze😊

      • Jo Winchester
        |

        Bobby już nic nie narozrabia 😀 Siła perswazji, rozumiesz, prawda? 😉
        Masz rację, Dean to fajny gość, a już na pewno potrafi być przyjacielem 🙂

  2. A
    Aaaaa
    | Odpowiedz

    Nooo….
    Niezle niezle
    Chcialabym zobaczyc Deana w akcji a nir tylko grozacego xd
    Jeremy tez nie wytrzymal
    Czekam na ciag dalszy

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dawno Cię tutaj nie było 😉 Dean wolał się nie wtrącać 😉 W końcu był tam tylko asekuracyjnie 🙂 Jeremy ma na razie alergię na groźby Bobby’ego. Cieszę się, że wróciłaś 🙂

  3. A
    Asia
    | Odpowiedz

    To Dean jest aktorem? Wydawało mi sie, ze wykonuje inny zawód…🤔 nie był czasem trenerem Elen? Wydaje mi sie, ze jak miała wideorozmowę z Jeremim była o tym zmianka… 🤷‍♀️ Albo sie mi teksty pomieszkaly juz 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ale masz pamięć 😀 Dobrze pamiętasz tamtą rozmowę i owszem, było wspomnienie, że Dean trenuje z Ellen, ale tam bardziej chodziło o to, że po prostu razem ćwiczą 😀 Z zawodu jest aktorem 😉 Trenerem w siłowni jest Adam ze “Złej strony nieba” 😉

Napisz nam też coś :-)