Trzynaście randek (LVI)

with 10 komentarzy

Rozdział 56

Trzynaście randek - okładka ebooka
 

Dwa tygodnie później

Jeremy spojrzał przez okno tour busa, w którym się znajdował. Od dwóch dni był w trasie i chociaż wszystko wyglądało tak jak zwykle, to bardzo tęsknił za Ellen. Już dawno się tak nie czuł. Owszem, przy każdym wyjeździe brakowało mu partnerki, z którą aktualnie był, ale to nie było tak silne uczucie jak teraz.

Chociaż Jeremy ustalił z Ellen, że dziewczyna przyjedzie do niego na kilka dni, to jednak w ich planach niestety nastąpiła pewna zmiana. Pojawiły się jakieś problemy w Hot Rod Garage. Richard niemal na kolanach błagał Ellen, żeby ona została i mu pomogła. W zamian obiecał, iż później Ellen dostanie nawet kilka tygodni wolnego.

Ani on, ani Ellen nie chcieli robić z tego jakiegoś dramatu. W końcu nie żegnali się na zawsze, a raptem na niewiele ponad miesiąc. Ellen mu obiecała, że spróbuje przylecieć na dzień lub dwa, kiedy on będzie w pobliżu Las Vegas. Jeremy nie czuł się pocieszony, ale też nie miał zbytnio wyboru. Nie mógł zmusić Ellen do porzucenia pracy na rzecz wyjazdu z nim. Nawet nie chciałby tego robić.

Znowu bujasz w obłokach? – Jeremy nie zdążył obronić się przed lecącą w jego stronę poduszką, którą rzucił John. – Stary, ja ciebie w ogóle nie poznaję. Wyglądasz jak mały szczeniak, którego siłą odciągnęli od matki.

Goń się! – warknął Jeremy, pokazując mu środkowy palec. Przyjaciel w odpowiedzi tylko się uśmiechnął. – Nie masz zajęcia?

W tour busie? Co mam niby tutaj robić? – John wzruszył ramionami. – Wolę ciebie podręczyć. Ellen się odzywała?

Pisała wcześniej, ale teraz ma młyn w pracy, więc obiecała wieczorem zadzwonić. Stęskniłeś się za nią, że pytasz? – Jeremy utkwił wzrok w przyjacielu.

Oczywiście, ale na pewno mniej niż ty. – John usiadł obok niego. – Dojeżdżamy do Austin.

Przyszedłeś mnie o tym poinformować?

No przecież. Tak na wszelki wypadek, gdybyś nie potrafił odczytywać tablic ustawionych wzdłuż drogi. Co zamierzasz dzisiaj robić? Mamy wolny dzień.

Nie wiem. Może zaszyję się w pokoju i trochę odeśpię noc. – Autokar wreszcie się zatrzymał.

Myślałem, że gdzieś się ze mną wybierzesz. – John wstał, po czym ruszył do wyjścia. Pozostali członkowie zespołu już stali na zewnątrz. Jeremy wziął ze sobą plecak, kierując się za przyjacielem.

Piętnaście minut później perkusista znalazł się w swoim pokoju. Postanowił najpierw wziąć prysznic, a następnie się położyć. Ellen nie odpisywała, więc naprawdę musiała być bardzo zajęta. Że też problemy w Hot Rod Garage złożyły się w czasie z jego wyjazdem.

Jeremy wyszedł z łazienki opasany ręcznikiem i po prostu runął na łóżko. Nawet nie chciało mu się ubierać, zresztą po co. Mógł to zrobić później. Kilka minut później już spał.

Jeremy nie miał pojęcia, na jak długo odpłynął, ale gdy się obudził, na zewnątrz nadal było jasno. Spojrzał na zegarek, dochodziła szósta po południu. Wstał z łóżka, przeciągając się powoli, po czym wyciągnął z walizki świeże ubranie. Gdy je na siebie założył, postanowił wyjść z pokoju. Potrzebował kawy. Nie wiedział, co pozostali robią ani gdzie są. Co dziwniejsze, nadal nie otrzymał żadnej wiadomości od Ellen.

Myślałem, że zapadłeś w sen zimowy. – Kiedy wszedł do hotelowej restauracji, dostrzegł Johna, który siedział samotnie przy jednym ze stolików. – Jak się trzymasz?

W porządku. Potrzebuję tylko mocnej kawy. – Jeremy przywołał kelnerkę, która podeszła, aby przyjąć jego zamówienie. – Nadal chcesz wybrać się gdzieś wieczorem?

Ja? Oczywiście, że tak – odpowiedział John.

Jeremy wziął pierwszy łyk gorącego napoju i po chwili poczuł, jak resztki snu na dobre od niego uciekają.

Co masz taką minę?

Jaką? Wydaje ci się, Jeremy. – John uśmiechnął się szeroko. Jeremy przyjrzał mu się uważnie. – Brudny jestem? Tak dziwnie na mnie patrzysz

Znam cię od cholery lat, ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że kiedyś uciekłeś ze szpitala psychiatrycznego – odpowiedział Jeremy, popijając kawę małymi łyczkami.

Uciekłem razem z tobą. Nie udawaj nagle amnezji. – John dostał na swoją komórkę wiadomość, na którą szybko odpisał. – Masz ochotę na jakieś ciasto? Ja zjadłbym...

Muszę się rozruszać. Później możemy przyjść na jakiś deser. – Jeremy skinął na kelnerkę, żeby podała im rachunek.

To daj mi chociaż chwilę, pójdę jeszcze do łazienki. – John wstał i ruszył w stronę wyjścia. Jeremy uiścił opłatę za dwie kawy. Chciał poczekać na kumpla w holu. Podniósł się z krzesła, a gdy spojrzał przed siebie, osłupiał.

Ellen? – spytał, patrząc na stojącą przed nim dziewczyną. Zamrugał, ale Ellen nie zniknęła.

Myślisz, że nie jestem prawdziwa? – Kobieta zaśmiała się, rzucając mu się na szyję i nie przejmując się zupełnie, iż zwrócili na siebie uwagę innych ludzi obecnych w restauracji. – Niespodzianka – szepnęła mu na ucho.

Ale jak? – Jeremy nadal nic nie rozumiał.

Pomachaj najpierw do Caroline i Deana. – Ellen odsunęła się lekko, po czym wskazała Jeremy’emu parę siedzącą przy jednym ze stolików pod ścianą. – Niedawno przyjechaliśmy do hotelu. Przejdziemy się? Później możemy zjeść razem kolację.

Oczywiście. – Jeremy od razu przytaknął. W sumie to zgodziłby się teraz na wszystko, co powiedziałaby Ellen, byleby go tylko nie zostawiła. – Przecież mówiłaś, że...

Musiałam. – Ellen wtuliła się w jego ramię, kiedy szli chodnikiem wzdłuż ulicy. – Wymyśliłam to razem z Caroline, a Dean pomógł nam wszystko zrealizować. Richarda też w to wciągnęłam na wypadek, gdybyś chciał z nim porozmawiać na temat mojego urlopu.

Jesteś podła! – Jeremy pogroził jej palcem. – Prawie umarłem z tęsknoty. Do tego dzisiaj w ogóle ze mną nie pisałaś. Wiesz, jaką mam teraz traumę przez ciebie? – Kiedy Jeremy’emu wrócił dobry humor, znów zaczął błaznować.

Mój biedny chłopczyk. Mamusia ma cię przytulić? – Ellen podjęła jego grę. – Gdzie patrzysz, zboczeńcu? – zaśmiała się, widząc wzrok ukochanego utkwiony na dekolcie jej bluzki.

Gdybyś nie chciała, żebym tam patrzył, nie założyłabyś tego topu – zauważył słusznie, a wtedy Ellen wystawiła mu język. Wtedy Jeremy zatrzymał się, aby ją pocałować.

Nie bądź taki mądry. Cieszysz się, że przyjechałam? – spytała Ellen po chwili, kiedy się od siebie oderwali. Ruszyli w dalszą drogę. – Nie mogłam się doczekać, aż cię zobaczę. Ledwo dałam radę utrzymać to przed tobą w tajemnicy. Powiedziałam tylko Johnowi, żeby pilnował, byś był na miejscu.

John o tym wiedział? Nic a nic się nie zdradził!

Musiałam go wtajemniczyć. Chciałam ci zrobić niespodziankę.

Udało ci się. Na długo ze mną zostajesz?

Na tydzień. Richard wie, że nadrobię zaległości, kiedy wrócę. Mogę nawet zostawać po godzinach. W końcu ciebie i tak nie będzie.

A Caroline i Dean?

Caro ma premierę swojej książki za trzy tygodnie, więc musi ogarnąć jeszcze kilka spraw. Pojutrze wyjeżdża z Deanem do Las Vegas.

Muszę im później podziękować, że cię do mnie przywieźli. – Para dotarła do jakiegoś parku, który znajdował się nieopodal hotelu. Jeremy pociągnął ją na ławkę. – Jak się czujesz?

Teraz? – Ellen przytuliła się do niego, po czym spojrzała mu w oczy. – Wspaniale. Wiedziałam, że będzie ciężko, a nie widzieliśmy się tylko dwa dni. Nie chcę myśleć o dłuższym rozstaniu.

Przed nami cudowny tydzień. Później będziemy odliczać dni do mojego powrotu.

Masz rację. Co w ogóle robicie w czasie wolnym? Nigdy nie uczestniczyłam w trasie koncertowej, więc w sumie nie wiem, co wyprawiają szaleni rockmeni.

Chodzimy na zbiorowe orgie, czasami też mordujemy koty na cmentarzu o północy. Piszesz się na to? – Jeremy wybuchnął śmiechem, widząc minę Ellen.

A będę mogła zabawić się z kimś innym niż z tobą? – zapytała Ellen, żartując.

Jeśli koniecznie chcesz, żebym poszedł za kratki... – warknął Jeremy. Nic nie mógł poradzić, iż sama myśl o tym wzbudzała w nim zazdrość.

Mówiłam ci , jak seksownie wyglądasz, kiedy jesteś taki zazdrosny? – Ellen pocałowała go delikatnie w usta, po czym spojrzała na niego poważnie. – Kocham ciebie i tylko ciebie. Bardzo się cieszę, że najbliższy tydzień spędzimy razem.

A jak wrócę, pojedziemy na krótkie wakacje. Obiecałaś mi to.

Nie zapomniałam o tym. Z tobą mogę jechać choćby na Grenlandię.

Zimniejsze klimaty innym razem. Chociaż…

Chociaż co?

Na Grenlandii musiałbym cię co chwilę rozgrzewać. Może to wcale nie jest taki zły pomysł? – zastanowił się Jeremy.

Myślę, że gorączkujesz. Powinnam ci zbić temperaturę.

Zabierzesz mnie do łóżka? – Jeremy uśmiechnął się lubieżnie.

Chyba do chłodni. Mówiłam o zbijaniu temperatury, a nie o jej podnoszeniu. – Ellen odgarnęła opadające na jej twarz włosy.

Jesteś zbyt okrutna. Powinnaś mi naładować baterie – mruknął Jeremy z miną urażonego chłopca.

Mam uwierzyć, że rozładowały ci się przez dwa dni? – spytała Ellen z kpiącą miną. Jeremy parsknął śmiechem.

Nie, ale zbieram zapasy na później.

To bezcelowe. Jesteś nienasycony.

Przyganiał kocioł garnkowi. Przed moim wyjazdem to ty byłaś bardziej niezaspokojona. Już tego nie pamiętasz?

Pamiętam. Jak również to, że wcale z tego powodu nie narzekałeś.

A znasz mężczyznę, który zrzędzi, bo kobieta go seksualnie zaspokaja?

Nawet, gdybym jakiegoś znalazła, to na pewno nie byłby normalny. Wracamy do Caroline i Deana?

Oczywiście. Pewnie jesteś głodna, ja w sumie też, a nieładnie jest zostawiać gości samych na tak długo. – Wstali, po czym wolnym krokiem ruszyli z powrotem do hotelu.

Wyjdziemy gdzieś po kolacji? Chciałabym zobaczyć miasto wieczorem. – Dziewczyna spojrzała na niego proszącym wzrokiem.

Z przyjemnością. Sam dobrze nie znam Austin, ale jestem pewien, że w czwórkę coś wymyślimy. Myślisz, że Caroline oraz Dean chcieliby się do nas przyłączyć?

Kochany jesteś, wiesz o tym? Jestem cholerną szczęściarą.

To prawda. Takiego drugiego okazu jak ja nigdzie nie znajdziesz.

Uwielbiam tę twoją skromność – mruknęła rozbawiona Ellen. Weszli do hotelu, kierując się od razu z powrotem do restauracji.

Tak szybko z powrotem? – Usłyszeli Caroline, kiedy dotarli do zajmowanego przez nią oraz Dean stolika. – Myślałam, że nie zobaczę was przynajmniej do rana.

Wolimy wam poprzeszkadzać – odpowiedział Jeremy, przywołując jednocześnie kelnera.

Słyszałeś, kochanie? Jeremy preferuje zabawę w przyzwoitkę niż spędzenie namiętnego wieczoru ze swoją kobietą. – Caro spojrzała rozbawiona na Deana.

Dokładnie tak, Caroline. Wasz widok dostarcza mi niezapomnianych wrażeń. – Wszyscy – jak na komendę – wybuchli śmiechem, słysząc żart Jeremy’ego. – Wychodzę z Ellen po kolacji. Macie ochotę iść z nami?

A dokąd idziecie?

John mi wspominał, że jest tu niezły park gier, gdzie można zabawić się w ucieczkę z zamykanego od zewnątrz pokoju. Wiesz, o czym mówię?

Oczywiście. Już raz brałem w tym udział. Zamykają grupę ludzi w pomieszczeniu. Aby się z niego wydostać, trzeba odnaleźć wskazówki. Należy się zmieścić w wyznaczonej na to godzinie – wyjaśnił Dean dziewczynom, które nie wiedziały, o co chodzi.

Brzmi fajnie – powiedziała Ellen.

To nie powinno być trudne – zgodziła się z nią Caroline. – Pojedziemy autem Deana?

Jeśli nie macie nic przeciwko. Chyba, że wolicie taksówką – odezwał się Jeremy.

Szczerze mówiąc, wolałbym moim samochodem.

Nie jesteś zmęczony po kilkugodzinnej jeździe? – zapytał Jeremy.

Zdążyłem odpocząć. Wyruszymy zaraz po kolacji. Mam ochotę kolejny raz spróbować swoich sił w pokoju ucieczki.

Dean, czyżby odezwała się w tobie nutka rywalizacji? Może jednak zostaniesz w hotelu? – Jeremy zaczął się z nim droczyć.

Goń się, Mitchell! Boisz się, że ja i Caroline szybciej stamtąd wyjdziemy?

Nie macie z nami szans. – Jeremy objął Ellen ramieniem.

A to nie chodzi o to, byśmy grali zespołowo? – Ellen spojrzała na obu mężczyzn z politowaniem.

No i po zawodach – westchnął teatralnie Jeremy. – Sorry, stary. Musisz ze mną współpracować.

Jakoś to przeżyję – odparł Dean. Rozmowę przerwało im pojawienie się kelnerki z ich zamówieniem. Gdy po jakimś czasie wszyscy zaspokoili głód, a rachunek został uiszczony, towarzystwo zebrało się do wyjścia.

Muszę ci, kotku powiedzieć, że czasami czuję się przy Deanie, jakbym odnalazł zaginionego brata bliźniaka. - Jeremy uśmiechnął się do Ellen, kiedy podążali za przyjaciółmi do samochodu.

Jak na was patrzę, zaczynam mieć identyczne odczucia –odparła Ellen.

Podróż nie trwała długo. Pół godziny później wysiedli przed budynkiem, w którym znajdowały się pokoje ucieczek. Jeremy zakupił bilety wstępu  dla całej czwórki, po czym ruszyli wzdłuż korytarza, na końcu którego czekał strażnik. Po okazaniu biletów mężczyzna wskazał im pokój numer sześć. Weszli do środka, a drzwi zaraz się za nimi zamknęły.

Mamy sześćdziesiąt minut, aby się stąd wydostać. – Caro pierwsza dostrzegła wiszący u góry mały monitor, na którym był wyświetlany czas. Zegar nie został jeszcze uruchomiony.

Na stole leży jakaś kartka. – Dean podszedł do mebla, wziął papier do ręki i zaczął czytać. – "Macie sześćdziesiąt minut na rozwiązanie zagadki oraz znalezienie klucza, którym otworzycie drzwi. Jeśli nie zrobicie tego w wyznaczonym czasie, przegracie. Jesteście cały czas obserwowani. Życzymy powodzenia. "

Myślicie, że nie wyjdziemy stąd w przeciągu godziny? Przecież to nie może być takie trudne, jest nas czwórka. – Caroline rozglądnęła się dookoła.

Pokój nie wyglądał jakoś nadzwyczajnie. Na środku pomieszczenia stało drewniane biurko, dość stare, ale w dobrym stanie. Na nim przyjaciele dostrzegli maszynę do pisania, mosiężna lampa, staromodny telefon oraz jakaś książka. Na jednej ze ścian z czerwonych cegieł wisiała kopia obrazu Leonardo Da Vinci "Mona Lisa". Podłogę pokrywał zakurzony dywan z mocno postrzępionymi brzegami. Na wprost ściany, na której mieścił się obraz, stała damska toaletka, która lata swej świetności już dawno miała za sobą. Obok niej na komodzie znajdował się gramofon oraz kilka płyt winylowych. W pokoju ustawiono również dwa fotele, jeden czerwony, drugi beżowy, rozstawione po przeciwnych stronach pomieszczenia. Ostatnim większym elementem była biblioteczka. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało zwyczajnie. Jednak wszyscy wiedzieli, iż tutaj znajdują się wskazówki, które miały im pomóc się stąd wydostać.

Oczywiście, że wyjdziemy. Nie sądzę, żeby to mogło być skomplikowane – odpowiedział Jeremy.

Moi drodzy, czas start! – Rozległo się z głośnika. Wszyscy spojrzeli w stronę wyświetlacza. Czas ruszył. Mieli aż albo tylko godzinę.

Od czego zaczynamy? – Ellen podeszła do biurka, po czym zaczęła po kolei odsuwać szuflady. Sprawdziła je skrupulatnie, ale nic tam nie znalazła. Popatrzyła zrezygnowana na Jeremy'ego, który uśmiechnął się pocieszająco.

Myślę, że każdy powinien zająć inną część pokoju. – Jeremy zwrócił się wszystkich. – Będziemy go metodycznie przeszukiwać, ktoś w końcu trafi na jakąś wskazówkę, która doprowadzi nas do kolejnych. A może się nam poszczęści i od razu znajdziemy główny klucz.

Z pewnością! W końcu macie mnie w drużynie! – Caroline roześmiała się głośno, podchodząc do obrazu Leonarda da Vinci.

Będziesz teraz podziwiać Mona Lisę? – Jeremy dopadł do szafki z książkami. Otworzył ją, po czym westchnął głęboko. – Przeszukanie jej zajmie mi z pół godziny...

Zamiast mnie pouczać, zajmij się tym, czym powinieneś. Ja staram się szukać klucza. – Caro posłała mu szydercze spojrzenie, które perkusista i tak zbagatelizował.

Nie chcesz się zamienić? – spytał Jeremy, biorąc do ręki pierwszą książkę. Przewertował kartki, ale nic nie znalazł. – Zaczynam żałować, że wybrałem tę część pokoju.

Zabrakłoby mi dnia, zanim znalazłabym tam cokolwiek. – Caroline sprawdzała wiszące przed nią płótno. Gdy nagle pisnęła, wszyscy automatycznie na nią spojrzeli.

Masz coś? – spytał Dean wyczekująco.

Pamiętasz, jak oglądaliśmy ostatnio "Kod Leonarda da Vinci"? – Caro uśmiechnęła się od ucha do ucha, kiedy odkleiła ledwo widoczne zadrapanie na obrazie. Tryumfalnie odwróciła maleńki fragment obrazu, na którym widniały trzy cyfry.

Cudownie! Myślicie, że to może być kod do drzwi? –Dean spojrzał pytająco na resztę towarzystwa.

Zawsze warto spróbować – rzekła Caroline. Niestety po wstukaniu kodu nic się nie stało. – Więc do czego jest ten szyfr? Dean, nic więcej tam nie ma?

Nie, są tylko te trzy cyfry. – Dean wzruszył ramionami.

Musimy pomyśleć, gdzie mamy je wpisać. Jakieś pomysły, Dean? Jeremy? – Ellen spojrzała na swojego mężczyznę, który jak na razie z dużą dozą cierpliwości sprawdzał dokładnie każdą książkę.

Że też wcześniej tego nie zauważyłem! – wykrzyknął nagle Dean, po czym podbiegł do kanapy. Szybko wyciągnął spod niej niewielką walizeczkę. – Jakie jest prawdopodobieństwo, że to tutaj należy wbić ten kod?

Ty mendo społeczna! – Jeremy w mig znalazł się przy nim, pochylając nad znaleziskiem. Spoglądał, jak Dean przesuwa cyferki, aż wszyscy usłyszeli charakterystyczne kliknięcie, a walizka się otworzyła.

Co tam jest? –Caroline jak i Ellen od razu znalazły się przy obu panach, próbując zajrzeć im przez ramię.

Kolejna kartka i lampa UV. – Dean ją wyciągnął, a po chwili zmarszczył brwi. – Ok. Kto był mocny z matematyki?

Wzór fizyczny? – odczytała Ellen, patrząc z góry. – Na dwumian Newtona?

Wiesz, o co chodzi? – Caroline wraz z pozostałymi od razu spojrzeli na nią jak na wariatkę.

Ostatnio pomagałam siostrzenicy uczyć się do kartkówki i akurat to przerabiałyśmy.... – bąknęła Ellen, zabierając Deanowi kartkę. – Przydałby się kawałek papieru oraz czegoś do pisania.

Czarny czy niebieski długopis? – Dean uśmiechnął się zabawnie, a Caro wybuchła śmiechem. – Ellen, tutaj nie ma nic do pisania.

Jesteś tego pewien? – Jeremy wyciągnął z szafki mały flakonik z atramentem oraz stare pióro, którego nikt wcześniej nie zauważył. – Nic więcej nie ma, ale myślę, że powinno się nadać.

Daj. – Ellen przyjęła od niego niespodziewany prezent i usiadła przy biurku. Minęła chwila, która wydawała się wiecznością. – Dwadzieścia centymetrów.

Ale co dalej? Dwadzieścia centymetrów czego? – dopytywał Jeremy.

Sama chciałabym to widzieć. To musi być kolejna wskazówka, ale nie wiem, do czego mielibyśmy jej użyć. – Dziewczyna wstała, rozglądając się po pokoju.

Ja wracam do szukania, może znowu na coś wpadnę. – Caroline wznowiła obserwację. Jeremy zajął się biblioteczką, a Dean podszedł do komody, na której znajdował się gramofon oraz płyty.

Ile mamy czasu? – spytał w pewnym momencie Jeremy, odkładając na bok kolejną książkę. Powoli czuł napływającą frustrację, bo jak do tej pory jeszcze nic nie odkrył. Każdy coś miał na swoim koncie, tylko nie on.

Minęło dwadzieścia minut. Nie jest źle, ale nie możemy zmarnować pozostałych czterdziestu – odpowiedział Dean. – Myślicie, że tytuł " Dwadzieścia lat minęło" może mieć coś wspólnego z naszą dwudziestką? – zagadnął nieoczekiwanie.

Może powinniśmy odtworzyć tę płytę – podpowiedziała Ellen. Dean włożył ją do gramofonu. Gdy zabrzmiała melodia, wszyscy się skrzywili.

Myślałem, że nic gorszego od tych popowych rytmów nie będzie mi nigdy dane słyszeć, ale się pomyliłem. – Jeremy spojrzał błagalnie na Deana, ale ten nie wyłączył sprzętu. Chwilę później zabrzmiały pierwsze słowa.

Rozumiecie coś z tego? – zapytała Caro, ale pozostali pokręcili przecząco głowami.

Wiedziałem, że w końcu coś znajdę w tych pieprzonych książkach! – Jeremy prawie podskoczył z radości. Odwrócił trzymaną w dłoniach księgę, która miała w środku zamiast kartek prostokątne wgłębienie. Leżał w nim stary banknot.

Cudownie! – Ellen w mig przeniosła się obok swojego chłopaka, po czym wyciągnęła ze środka nominał. – Z tysiąc osiemset sześćdziesiątego pierwszego roku. Czy to nie rok rozpoczęcia wojny secesyjnej w Stanach?

Kujon! – Caro wytknęła język przyjaciółce. – Czy jest na nim coś specjalnego, co mogłoby nam pomóc? Zostało pół godziny, a nadal nie mamy kodu do drzwi wyjściowych.

Hmm, jak na moje oko to po prostu stary banknot. – Ellen obejrzała nominał z każdej strony, a następnie z powrotem przekazała Jeremy'emu. On również go sprawdził, ale na końcu smętnie pokręcił głową. Już chciał odłożyć książkę do szafki, kiedy spojrzał uważniej na okładkę.

O co chodzi, Jeremy? – Dean zauważył wzrok kumpla.

 

Coś tu się cicho ostatnio zrobiło. Wakacje  się skończyły, a Wy gdzie jesteście?

Mogę się pochwalić, że mam już napisany w całości kolejny tekst, który będziecie mieli okazję przeczytać po "Trzynastu Randkach". Bez obaw, nie będzie tak długi jak historia Ellen oraz Jeremy'ego 😉

Oto Jo Winchester:

Kobieta po trzydziestce, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Nie poddałam się mimo ciężkiego startu i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Mruczna
    | Odpowiedz

    Jak dla mnie to możesz ich historii w ogóle nie kończyć 😉 czytając to przez rok, u mnie to już taki piątkowy rytuał tuż po obudzeniu się 😉

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję 😘😘😘 Twoje słowa to miód na moje serce 😉 Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim ta historia się spodobała, ale jeśli ma ona chociaż kilku takich odbiorców jak Ty, to jestem szczęśliwa 😍 A może masz ochotę na nowy, piątkowy rytuał?😉

  2. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Kochana dni krótsze to i czasu mniej 😅
    Cały czas odnoszę wrażenie, ze ta ich sielanka sie zaraz skonczy… przez Ciebie jestem gorszym pesymista niż bylam🤨😂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Asiu, Ty mój dobry duszku :))) Tobie wybaczam 😘😘😘 Masz urwanie glowami ze swoimi chłopakami 👶👶👨😀 Tylko powiedz mi jedno. Co ja mam zrobić, żebyś wreszcie uwierzyła, że już nie zepsuję im tego szczęścia?😂 Sama jestem pesymistką, więc nie chcę, by Ci się przeze mnie pogarszało 😀

  3. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Jak zwykle super czytanko 😊 Szkoda, że ich historia niedługo się skończy. Ale już nie mogę się doczekać kolejnego tekstu 😊😘❤️

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję, Moniko 😘 Ta historia jest naprawdę długa, dla niektórych za długa, dla innych nie. Kwestia gustu, a jak wiadomo – o tym się nie dyskutuje 🙂 Niezmiernie się cieszę, że Tobie sprawiało przyjemność jej czytanie. Mam również nadzieję, że kolejny tekst zyska Twoją sympatię 😘

  4. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Hah kto by się spodziewał że wielki wolny niebieski ptak … Jeremy …. tak silnie będzie tęsknił za swoją dziewczyną 🙂 uroczę! Ale jak widać i ona tęskni bo mamy niespodziewany zwrot akcji… i boom… dobrowolnie dali się zamknąć w magiczną czwórę w pokoju bez klucza !! Hah ja bym nie była taka odważna… jak się tam zaraz nie pozabijają to cud… z niecierpliwością czekam na kolejny odcinek!
    btw. super się czytało… dowcip… i szyba akcja 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Prawda? Zakochał się chłopina, co począć? Prawdę mówiąc, podziwiam wszystkie partnerki panów, którzy w ramach swojej pracy muszą wyjeżdżać na długie tygodnie. Fakt, że można zabrać ze sobą żonę/dziewczynę (dzieciaki też w tym uczestniczą), ale czasami trzeba się rozstać na jakiś czas. Dlatego nie dziwię się Ellen czy Jeremy’emu, że ciężko jest zostawić kogoś bliskiego, chociaż dana praca sprawia przyjemność 😉
      A ja właśnie chciałabym kiedyś wejść do escape room i sprawdzić własne możliwości 😉
      Pozabijać się nie mogą, bo kto wtedy wyjdzie?
      Dziękuję 😘

  5. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Jo, moim zdaniem zrobiłaś tutaj kawał dobrej roboty. Nikt nie jest idealny. Ty również, ale sie starasz. Mnie Twoje Randki bardzo się podobają. Nie lubię żegnać się z ulubionymi postaciami, ale zawsze mogę do nich zwrócić, prawda?
    Bardzo jestem ciekawa, co przygotowałaś w zastępstwie Ellen i Jeremiego.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję Ci za te słowa 🙂 Nikt nie jest idealny. Ale bardzo się cieszę, że ktoś docenia moje starania.
      Nowy tekst? Sama jestem ciekawa, jak go odbierzecie 🙂

Napisz nam też coś :-)