Trzynaście randek (LVII)

with 23 komentarze

Rozdział 57

Trzynaście randek - okładka ebooka
 

Może to przypadek, ale ja w przypadki nie wierzę. Popatrzcie, co to za książka! – Perkusista odwrócił ją w stronę przyjaciół. Był to twór Dana Browna " Kod Leonarda da Vinci".

Przecież na obrazie był już jeden kod – odezwała się Caroline.

Właśnie dlatego nikt nie szukałby tam następnej wskazówki. – Jeremy stanął przed obrazem, skupiając na nim swój wzrok.

Spróbujemy go odwrócić i zobaczyć, czy czegoś nie ma z tyłu – zasugerowała Caroline.

Jeśli nic tam nie znajdziemy, będziemy musieli jeszcze raz obejrzeć przód malowidła. – Jeremy zdjął płótno ze ściany, po czym podszedł z nim do biurka. Cała czwórka się nad nim pochyliła.

Nie widzę żadnych uszkodzeń. – Dean przesuwał powoli opuszkami palców wzdłuż każdej krawędzi obrazu.

Ja również – westchnęła Ellen, patrząc kątem oka na zegar. Minuty mijały jedna za drugą. – Sprawdźmy go jeszcze raz z przodu.

Dwadzieścia minut! – Dean, który również kontrolował czas, wydawał się już nieco poddenerwowany.

Wszyscy się skupmy. Jestem przekonany, że coś tu jeszcze jest, tylko po prostu tego nie widzimy. – Jeremy starał się nie poddać presji czasu.

Może to była podpucha, która miała za zadanie nas spowolnić – mruknął Dean.

Nie! – Jeremy nie chciał nic więcej na temat słyszeć. Wyjście stąd stanowiło dla niego nie lada wyzwanie, ale nie zamierzał tak łatwo się poddać. Poza tym miał przeczucie, a ich nie zwykł ignorować. – Potrzebuję światła. Ellen, skarbie zapalisz tę lampę?

Jasne. – Dziewczyna spełniła prośbę Jeremy’ego.

Cholera! – Dean z niedowierzaniem wpatrywał się w obraz, na którym podświetlone lampą UV pojawiły się jakieś słowa.

Kurwa, wiedziałem! – krzyknął podekscytowany Jeremy, spoglądając zadowolony na całą resztę grupy.

Co tam jest napisane? – Caroline usiłowała zerknąć mu przez ramię.

To jakaś zagadka. – Jeremy, przeczytał najpierw po cichu, marszcząc przy tym brwi. Skonsternowany podniósł oczy na pozostałych, po czym zaczął głośno czytać. - " Jak w mitologii greckiej nazywano dwie ruchome skały stojące u wejścia do Morza Czarnego?". Rozumiecie coś z tego?

Jasne, że tak. – Tym razem to Dean uśmiechnął się jak zwycięzca. – Odpowiedź jest bardzo prosta. Te głazy to Symplegady.

Że co? – Caroline przyglądała mu się zaskoczona, tak samo Ellen z Jeremym.

Po prostu lubię mitologię, czy to coś złego? Symplegady miały dziwną właściwość, nieustannie przyskakiwały i odskakiwały od siebie, co uniemożliwiało przepłynięcie tamtędy statkiem. Przeszkodę udało się pokonać Argonautom w ich wyprawie po złote runo. Przepłynęli tak szybko, że następne zwarcie się skał strzaskało tylko tył statku. Od tamtego momentu Symplegady stanęły w miejscu i już się nie ruszyły.

Brawo, brawo! – Jeremy zaczął klaskać. – Co powinniśmy zrobić z tą odpowiedzią? Jak ona ma nam posłużyć do otworzenia tych drzwi? Mamy ostatnie dziesięć minut.

Tu nie ma żadnych skał. – Słusznie zauważyła Caroline. – Nie wyjdziemy stąd!

Została nam jeszcze chwila. Jeremy, jakieś pomysły? Ellen? – Dean potoczył wzrokiem po zebranych.

Może coś znajdziemy w następnych książkach? – Jeremy niechętnie spojrzał w stronę biblioteczki, zdając sobie sprawę, iż ich przeszukanie zajmie mu znacznie więcej czasu, niż te ostatnie minuty, które im zostały.

Nie zdążymy. – Jego obawy na głos wypowiedział Dean. Widać było, że on również intensywnie myśli, jak wybrnąć z tej sytuacji.

Może nie chodzi o skały, a o statek, którym ci ludzie przepłynęli? – spytała Ellen, przyglądając się tytułom. Wiele z nich było o tematyce żeglarskiej.

Nie mamy wyjścia, bierzmy po kolei te książki! – zdecydował Jeremy i zaczął wyciągać jedną po drugiej. Zostało im ostatnie pięć minut. Ellen już miała chwycić za swoją, kiedy dostrzegła coś, czego wcześniej nie zauważyła. Podeszła do szafki, po czym przed nią uklękła.

Ellen? – Jeremy patrzył na nią, nie rozumiejąc jej zachowania do momentu, kiedy sam spojrzał tam, gdzie Ellen.

Tu są mitologiczne figurki! – wykrzyknęła dziewczyna, wyciągając je po kolei.

Widzisz coś przedstawiającego jakiś statek? Albo skały? – dopytywał zza jej pleców Dean.

Nie… – mruknęła Ellen. Wtedy zegar dał im znać, że zostały tylko trzy minuty. Niby to była zabawa, ale każdy wziął ją bardzo do siebie. Nagle dostrzegła przewróconą figurkę Iron Mana, która przecież kompletnie tutaj nie pasowała. Na odwrocie Ellen ujrzała trzy cyfry. – Cholera! – Czym prędzej wstała, po czym podbiegła do drzwi. Lekko drżącymi palcami wstukała liczby na małej klawiaturze. Przez pierwsze sekundy nic się nie zadziało. Wtedy nastąpiło charakterystyczne kliknięcie i drzwi po prostu się otworzyły.

Udało się! – Caro pisnęła, podskakując do góry.

Kotku? Jesteś cudowna! – Jeremy objął Ellen w pasie. – Mam cholernie mądrą dziewczynę.

Zdążyliśmy! – Ellen wciąż nie dowierzała, że udało im się wygrać z czasem.

Moja zdolna bestia! Wychodzimy, czy macie ochotę zostać w środku? – Jeremy zwrócił się do przyjaciół.

Najwyższa pora – odpowiedzieli Dean i Caroline. Cała czwórka wyszła na zewnątrz.

Tak a propos pokoju ucieczek. Może uczcimy wyjście z niego? – spytał Jeremy, kiedy dotarli do auta.

Co masz na myśli?

Wstąpmy do jakiegoś baru. Mogę później prowadzić, a wy będziecie opijać nasze zwycięstwo. – zaoferował się perkusista. – Gdy tu jechaliśmy, po drodze widziałem fajny pub „San Jac Saloon”.

Chcesz tam jechać? – Caroline aż odwróciła się w jego stronę, wykazując nagłe zainteresowanie tematem.

To zakazane, że tak pytasz? – spytał Jeremy.

Nieeeee! To nawet świetny pomysł. Co nie, kochanie? Jeremy będzie kierowcą, a my się pobawimy.

Czyli będę nosił twoje zwłoki. – Dean mrugnął okiem do Caroline, która w odpowiedzi głośno się roześmiała.

Grunt, że się zgadzasz. – Dziewczyna wzruszyła ramionami.

A zgadzam się? – Para droczyła się ze sobą jak małe dzieci.

Więc jedziemy dokładnie pod „San Jac Saloon”, bo po prostu źle skręciłeś na krzyżówce?

Jakbyś zgadła. – Dean uśmiechnął się w lusterku do Ellen oraz Jeremy’ego. Wkrótce dotarli na miejsce.

Nie ma wolnych stolików? – mruknęła niezadowolona Caroline, gdy znaleźli się w lokalu.

Przejdźmy się, może w głębi jakiś znajdziemy – odpowiedział Jeremy, ciągnąc za sobą Ellen. – Już myślałem, że będziemy musieli się stąd ewakuować. Naprawdę fajny lokal – skomentował, kiedy ku ich szczęściu zwolnił się stolik. Towarzystwo zaraz się przy nim rozsiadło.

Serio aż tak ci się podoba? – Ellen zerknęła na swojego mężczyznę, który wodził wzrokiem dookoła.

Oczywiście. Co w tym złego? Ma bardzo fajny wystrój, jest przytulny i jak widać – przyciąga klientów, prawda?

W zasadzie to masz dużo racji, kochanie – odpowiedziała dziewczyna, uśmiechając się tajemniczo. – Może w takim razie zamówimy jakieś przekąski oraz zimne piwo? Zgłodniałam od tych emocji.

Ja też! Mam ochotę na frytki! – podpowiedziała Caroline. – Piwo również.

Skoro dziewczyny chcą, nie będę od nich odstawał. – Dean przytulił do siebie Caroline, która oparła się o niego zadowolona.

Świetnie. Zawołam kelnerkę. – Jeremy skierował wzrok na salę w poszukiwaniu kogoś z obsługi. Jedna z dziewczyn dostrzegła skinienie głowy perkusisty i uśmiechnęła się, ruszając do nich.

Dobry wieczór państwu. – Młoda kobieta wyciągnęła notes oraz długopis. – Czy mogę przyjąć zamówienie?

Oczywiście. Poprosimy cztery razy duże frytki, trzy duże piwa i jakiś sok, może być pomarańczowy. Do tego koszyk nuggetsów oraz sos serowy.

Oczywiście. Czy życzą sobie państwo coś jeszcze?

Na razie dziękujemy.

Jeremy, byłeś tu już kiedyś, że wybrałeś akurat ten lokal? – spytała go nieoczekiwanie Caroline, puszczając przy tym oczko do Ellen, która tylko zachichotała.

Lokal jak lokal, po prostu zobaczyłem go z drogi. Nie chcecie tu siedzieć?

Ależ bardzo chcemy. W sumie to masz dobry gust, Jeremy – zachichotała Caroline, po czym posłała mu promienny uśmiech.

Dean, czy Caro coś dolega? Jest podejrzanie miła. – Jeremy zwrócił się do przyjaciela.

Caroline potrafi być miła, kiedy to jest w jej interesie. Doceń jej dobry nastrój, bo nie wiadomo, ile on może potrwać. – Dean jęknął, kiedy poczuł łokieć Caro na swoich żebrach. – Za co???

W imię miłości, kochanie, w imię miłości.

Dzieciaczki, niosą nasze jedzenie – krzyknęła Ellen. – Skarbie? – odezwała się do Jeremy’ego.

Tak? – Jeremy przesunął piwo w jej stronę, zgarniając dla siebie sok, gdy kelnerka postawiła wszystko na blacie.

Czy moje zwłoki też w razie czego odwieziesz do hotelu? – Ellen wzięła swój koszyczek z frytkami, a następnie polała je obficie ketchupem. Kiedy chciała podać go Jeremy’emu, ten pokręcił głową.

Masz to jak w banku. A to świństwo możesz odstawić. Nie bezczeszczę tak frytek jak ty. – Swoje Jeremy jedynie posolił. – Mhmhm, dobre!

Smakują ci? – Albo mu się zdawało, albo w głosie Ellen usłyszał podstęp, ale Jeremy postanowił nie zwracać na to uwagi.

Muszę przyznać, że to jedne z lepszych, które zdarzyło mi się jeść.

Słyszałaś, Ellen? To wielki komplement dla tego lokalu. – Caro musiała odkaszlnąć, bo prawie udławiła się frytką.

Co wy macie z tą knajpą? Nawąchałyście się czegoś, czy co? Dean, może ty wiesz, o co im chodzi? – Jeremy spojrzał na Deana, ale ten tylko wzruszył ramionami.

Kotku, jedz, jedz, nie denerwuj się. To tylko nasze głupie żarty – odpowiedziała mu Ellen, popijając zimne piwo.

Nie mam pojęcia, co na was dzisiaj wpłynęło, ale z drugiej strony nie jestem pewien, czy chciałbym to wiedzieć.

No nie wierzę! Ellen Harvelle w moim lokalu? – Jeremy nagle usłyszał dziwnie znajomy głos. Chyba w najgorszych koszmarach nie przypuszczał, iż przed nimi stanie Jared Evans. – Chciałaś mi zrobić niespodziankę? Mogłaś dać znać, że wpadniesz do mojego baru.

Do czyjego baru? – Jeremy właśnie przeklinał w myślach własną głupotę.

Jeremy, dobrze pamiętam? To mój bar. Ellen ci nie wspominała?

Nie pamiętam. Nie przykładam uwagi do takich głupot. Lokal jak wiele innych. – Jeremy zmusił się, żeby mówić normalnym tonem, chociaż na widok Jareda krew w nim zawrzała. W najczarniejszym scenariuszu nie spodziewał się, że spotka dzisiaj byłego faceta Ellen.

Nie podoba ci się? – Jared wziął wolne krzesełko ze stolika obok i usiadł z nimi. – Moi goście z reguły bywają usatysfakcjonowani.

Jeśli są w stanie zadowolić się czymś przeciętnym, to wcale się im nie dziwię.

Czyli nie smakują ci te frytki, Jeremy? – Caroline sięgnęła dłonią po jego koszyczek. – Jared, nic się nie martw, chętnie zjem za Jeremy’ego. Wiesz, jak uwielbiam tutejsze jedzenie.

Spokojnie, Caro. Nie czuje się urażony negatywną opinią Jeremy’ego. Widocznie nie trafiłem w jego gust. Na szczęście Ellen zawsze smakowało – odpowiedział Jared, uśmiechając się bardzo szeroko, co znacznie podziałało na Jeremy’ego.

Skąd to przekonanie? – spytał Jeremy.

Ponieważ Ellen była tu wielokrotnie. Uważasz, że przychodziłaby do tego samego miejsca, gdyby nie odpowiadało jej jedzenie? – Jared oparł się wygodnie i przyglądał rozbawiony Jeremy’emu. Perkusista przeklął w myślach. Doskonale zdawał sobie sprawę, że niepotrzebnie dał się ponieść emocjom, zupełnie jak dzieciak. Ale nie umiał nic na to poradzić, iż Jared wzbudzał w nim mordercze instynkty. Poza tym Jeremy głupi nie był. Jared, gdyby tylko miał okazję, odbiłby mu Ellen.

Akurat Ellen z wyborem nie miała nic wspólnego. To ja postanowiłem tutaj zaglądnąć – odparł Jeremy.

Ty? – Jared wyglądał na zdumionego. – Skoro uważasz mój bar za przeciętny, co sprawiło, że postanowiłeś zostać? Jestem po prostu ciekawy. Lubię poznawać opinie gości, żeby jeszcze bardziej ulepszać lokal.

Moje towarzystwo. Dla Ellen mogę się poświęcić. Poza tym świętujemy.

A co takiego obchodzicie, Ellen? – Tym razem Jared zwrócił się do dziewczyny.

Jeremy zabrał nas do pokoju ucieczki. Udało nam się z niego wyjść, zanim upłynął czas. – Ellen obdarzyła Jeremy’ego buziakiem w policzek.

Zawsze byłaś zdolna, Ellen. – Albo Jeremy’emu się wydawało, albo Jared posłał Ellen jednoznaczny uśmiech. Jeremy poczuł, że jego ciało machinalnie się napina. Nie wiedział, jak długo jeszcze to wszystko wytrzyma. – Cieszę się, mogąc cię dzisiaj gościć. Zbyt długo nie było cię w Austin. Przyjechaliście pozwiedzać miasto?

Jeremy jest w trasie, a ja postanowiłam zrobić mu niespodziankę i przyjechać – odpowiedziała Ellen.

To miłe, że akurat wybrałaś Austin jako miejsce swojej niespodzianki dla aktualnego chłopaka. – Jeremy zagryzł zęby, nie chcąc robić publicznie awantury. Jared cały czas sugerował, iż Ellen przyjechała tutaj ze względu na byłego partnera. – Oczywiście bez urazy, Jeremy. Nadal bardzo lubię Ellen. Po prostu nie chciałbym stracić jej przyjaźni.

Ellen sama dobiera sobie przyjaciół. Ja z pewnością niczego jej nie zabronię. – Jeremy poczuł złość na siebie samego, bo dawał się co chwilę prowokować Jaredowi. Postanowił przejść do kontrataku. – Wiem, że macie wspólną przeszłość i nie mam nic przeciwko, żebyście się przyjaźnili. Wręcz uważam to za zaszczyt ze strony Ellen, że się na to zgodziła. Nie każda kobieta chce mieć cokolwiek wspólnego z byłym facetem.

Ellen, gdzie znalazłaś tak tolerancyjnego mężczyznę? – spytał ją Jared. Jeremy mógłby przysiąc, iż Evansowi wcale nie spodobały się słowa, które Jeremy do niego skierował. Perkusista powoli zaczynał się rozluźniać. Nie miał zamiaru więcej dać Jaredowi satysfakcji.

 

 

No to odliczamy. Zostało jeszcze 5 rozdziałów "Trzynastu randek", wliczając 3- częściowy epilog.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. K
    Kasia
    | Odpowiedz

    Będę tęsknić, chlip!!!!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Za to tekst będzie można przeczytać od deski do deski, nie czekając na kolejny rozdział 🙂

  2. Z
    Zoe
    | Odpowiedz

    Twór Dana Browna? Hi, hi, hi! Trafnie, trafnie :))

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ano tak mi wpadło do głowy 🙂

  3. A
    Anna
    | Odpowiedz

    Ciężko będzie pożegnać się z opowiadaniem, z którym tak bardzo się zzylam. Ale wszystko co dobre, musi kiedyś się skończyć.
    Rozumiem zazdrość Jeremiego. Czasami wydaje mi się, że mężczyźni są bardziej zazdrośni od kobiet. Jestem bardzo ciekawa, co zaplanowalas w epilogu Jo. Zdradzisz coś, chociaż odrobinkę?

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      W sumie co mi szkodzi? 😉
      Ellen i Jeremy w epilogu znowu trafią do klubu, gdzie się poznali. Pobudziłam Twoją ciekawość, Aniu? 😉

      • A
        Anna
        |

        To pogorszyło sprawę… teraz będę cały tydzień główkowac, co tam się wydarzy🙆

  4. J
    Judyta
    | Odpowiedz

    A ja się cieszę, że się kończy. Ostatnie kilka rozdziałów jest zwyczajnie drętwe. Ten escape room też taki lichy. Zazwyczaj żeby wyjść z pokoju trzeba się nieźle naszukać wskazówek, potem nieźle się nagłówkować, żeby je połączyć, a tutaj jedna zagadka na obrazie i… tyle? No dobra, może Amerykanie mają te pokoje łatwiejsze ;D

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      To jestem ciekawa, jak Ci mój nowy tekst przypadnie do gustu. A escape room pisałam na wyczucie, bo nawet u nas w Polsce jeszcze nie miałam okazji być, ale kiedyś chciałabym spróbować swoich sił.

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        Nowy tekst powiadasz, Jo? 😎 hmmm… 🤔😎🙊

      • J
        Judyta
        |

        Przeczytamy – ocenimy 😉 Escape roomy bardzo polecam, fajny pomysł na udany na wieczor ze znajomymi – najpierw integracja w pokoju, a potem opijanie sukcesu bądź zalewanie porażki w dobrej knajpie 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      PAT – Adwokacie diabła 😈 Szykuj się, szykuj 😎 To 🍷 też Ci się przyda 😂

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        Tak sądzisz, Jo? 😎🤔 wyczuwam łakomy kąsek…. apetyt mi rośnie….😎

      • Jo Winchester
        |

        W sumie wino na jesiennie i zimowe wieczory będzie idealnym dodatkiem do tego opowiadania 😉

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        Dobra tylko mam nadzieję, że nie będziesz ponownie torturowała głównych bohaterów…. znów się będę stresować a stres sprzyja przyjmowaniu zbyt dużej ilości wina … To znów prowadzi do nałogu… nałóg do klubu AA….Nie chcesz mi tego zrobić 🤷‍♀️

      • Jo Winchester
        |

        Nic nie obiecuję…
        Wino, kochana! Wino to nasz punkt wspólny. Uwielbiam wino, więc zapraszam do mnie. Barek obficie zaopatrzony. Skusiłam? 😂😂😂
        W klubie to obie w końcu się spotkamy 😀

    • P
      PAT - Adwokat Diabła
      | Odpowiedz

      Matko Jo… przez Ciebie tracę robotę…. Jeremy jest teraz tak idealny, że już nie mam z czego go bronić….A miałam przygotowanych kilka asów w rękawie….🙄 muszę znaleźć jakiś nowy obiekt do współpracy….😎 stay tuned!

      • Jo Winchester
        |

        Jakich asów? Zdradź coś 😎 W sumie… Przydałaby się jakaś mowa końcowa, pani adwokat 😈😈😈
        A co do nowego obiektu… Sama ocenisz, czy ktoś nadaje się do obrony 😀

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        Mowę końcową to ci taką odwale, że twoja szczęka przywita się z Lucyferem tam na dole 😂 nie będę tutaj nic zdradzać bo może się mi jeszcze przydadzą…😈

      • Jo Winchester
        |

        Liczę na to. Serio!!! Bo ja bardzo chętna na tego Lucyfera. Rok mi każą na niego czekać 🙁

    • J.Gibson
      | Odpowiedz

      Co do escaperoomow w Stanach mogę powiedzieć, że… To nie taka latwizna. Tzn niektore oferują zróżnicowany poziom trudnosci, a wszystkie mają background/theme, story, które jest nie tyle podpowiedzią, ile sugestią w jakim charakterze beda podpowiedzi… Mogłabym tak pisac i pisać, ale pp co. Judyta, jak bedziesz w Stanach to polecam cluechase.com. no i na herbatke zapraszam, prawdziwą chińską.

  5. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Uhhh czy ja już powiedziałam, że jestem fanem Deana… naprawdę to chore się robi… ale uwielbiam kolesia 🙂 A co do Jeremiego i jego pasji do frytek… nieźle go Ellen wystawiła… chciałabym widzieć jego minę jak widzi Jareda… to jak kiepski kawał! 🙂 on to król cierpliwości jednak…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Myślę, że Dean będzie zadowolony z posiadania fanki 🙂 Jeremy niezorientowany w temacie, ale dał radę. Osobiście uważam, że ładnie odbił piłeczkę.

Napisz nam też coś :-)