Trzynaście randek (LVIII)

with 10 komentarzy

Rozdział 58

Trzynaście randek - okładka ebooka

To raczej on mnie znalazł. – Ellen uśmiechnęła się tajemniczo na wspomnienie tego, jak ona i Jeremy się poznali. – Lepiej mi Jared powiedz, co się stało, że w ogóle jesteś w Austin. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałam się ciebie tu zastać.

Mamy kilka dni przerwy na planie z powodu problemów technicznych. Następny konwent dopiero za dwa tygodnie, więc obecnie przebywam w domu. Może wpadniecie do mnie jutro w odwiedziny? – spytał Jared, kierując pytanie głównie do Ellen. – Jeremy będzie mógł zobaczyć, gdzie mieszkam, Dean również.

Wybacz nam, Jared, ale już mamy zaplanowany dzień. Zespół Jeremy’ego gra jutro koncert. Wspominałeś też coś o jakimś wywiadzie oraz próbach, prawda, kochanie? – Ellen spojrzała na perkusistę.

Bardzo chętnie zobaczę dom Jareda, ale innym razem. Może po zakończeniu trasy zaglądniemy do Austin jeszcze raz, jeśli tylko będziesz w mieście, Jared. – Jeremy zaśmiał się cicho, widząc skonsternowaną minę aktora. – Nawet możemy się wstępnie umówić. Co ty na to? Jutro niestety nie dam rady, chyba rozumiesz. Nawał obowiązków, który nie polega tylko i wyłącznie na zagraniu koncertu co drugi wieczór. Do tego Ellen do mnie dołączyła, co oczywiście niezmiernie mnie cieszy. Nie chciałbym jej zaniedbywać. Więc jak będzie, Jared?

Oczywiście, bardzo chętnie was ugoszczę w dogodnym dla nas wszystkich terminie – odpowiedział mu ze stoickim spokojem Evans.

Przyjedziemy na pewno – odparł Jeremy, uśmiechając się od ucha do ucha. Już nie było śladu po jego złości. Za to Caro oraz Dean patrzyli na niego, jakby  mówił w gorączce. – Ellen ma zaległy urlop u Richarda, więc będzie musiała wykorzystać wolne dni. Najpierw pojedziemy gdzieś sami, później możemy zjawić się w Austin. Byłem tu kilka razy, ale w sumie jakoś nie miałem okazji w pełni zobaczyć tego miasta. Liczę Jared, że nam je pokażesz..

Jeremy, ty mówisz poważnie? – wymsknęło się Caroline.

A dlaczego nie? Pozwiedzam, poznam się lepiej z Jaredem. Może nawet urządzimy sobie męski wieczór. – Jeremy nagle pochylił się ku aktorowi, po czym poklepał go po plecach jak facet faceta. – Cieszę się na to spotkanie.

Właśnie widzę. – Jeremy zauważył, iż Jared go obserwował, zastanawiając się, co jest grane. Perkusista nie miał zamiaru wypaść z roli. Zdawał sobie sprawę, że wyprowadził Evansa z równowagi. Tym bardziej chciał przyjechać do Austin.

W sumie wiesz co, Jared? – Jeremy rozejrzał się po barze, po czym uśmiechnął do przyjaciela Ellen. – Ten twój lokal jednak nie jest taki zły. Zaczynam rozumieć ludzi, którzy tutaj przychodzą. Trzeba złapać klimat, ale kiedy już się go poczuje, to jest super. Caro, oddawaj moje frytki!

Przecież ich nie chciałeś! – zaprotestowała Caroline, ale Jeremy po prostu wziął koszyczek i przesunął na swoją stronę.

Nic takiego nie powiedziałem. Są bardzo smaczne. Chyba wezmę jeszcze jedną porcję na wynos. Jared, poprosisz kelnerkę, żeby mi je przyniosła?

Oczywiście. – Mężczyzna nagle wstał. – Niestety muszę już iść. My się jeszcze zgadamy – zwrócił się do Ellen.

Dzięki. – Ellen pomachała mu na pożegnanie, po czym spojrzała na Jeremy’ego. – Kochanie, czy ty na pewno dobrze się czujesz?

Oczywiście, dlaczego miałbym nie? – spytał ją Jeremy. – Jared to w sumie równy facet, ma tylko jeden minus.

Jaki? – zapytała zaciekawiona Ellen.

Nie jest twoim chłopakiem. – Jeremy wyszczerzył się do niej, reszta wybuchła śmiechem.

Tak trzymaj, Jeremy! – Dean wyciągnął dłoń ponad stołem i panowie przybili sobie piątkę. – Niech ten wielkolud wie, kto tutaj rządzi.

Jesteś wariatem. – Ellen przytuliła się do ramienia Jeremy’ego. – Wracamy do hotelu?

Oczywiście. – Jeremy dostrzegł zbliżającą się kelnerkę z jego frytkami. Kiedy podeszła, zwrócił się do niej: – Poproszę rachunek.

Szef kazał przekazać, że wszystko jest na koszt firmy – odpowiedziała dziewczyna, podając mu jedzenie w opakowaniu.

Podziękuj mu w naszym imieniu. Na pewno się tu jeszcze pojawimy, skoro zostaliśmy tak miło przywitani. Prawda, Dean? – zapytał Jeremy przyjaciela, który niemal dusił się ze śmiechu.

Bez wątpienia. Jared to równy facet – powtórzył Dean wcześniejsze słowa Jeremy’ego.

Na pewno przekażę. – Kelnerka oddaliła się zaraz po tym, jak Jeremy wsunął jej napiwek do kieszonki fartuszka. Wtedy mężczyzna wstał, robiąc przejście dla Ellen.

Mitchell, czy ty dzisiaj nie uderzyłeś się czasami w tym pokoju w głowę? Od kiedy jesteś takim fanem Jareda? – Caro obrzuciła go czujnym wzrokiem, gdy wyszli na zewnątrz, zmierzając w stronę auta.

Stwierdziłem, że nie ma o co się denerwować. Nie jesteśmy wrogami. Poza tym chętnie zobaczę jego dom. Ciekawe, czy jest tak samo wielki, jak Jared – dodał po chwili Jeremy, a Dean aż zgiął się ze śmiechu.

Jesteś walnięty, Jeremy. Obaj jesteście – skwitowała Caroline, wsiadając razem z Deanem do tyłu samochodu.

Rzekłbym, że po prostu byłem kulturalny. Co nie, kochanie?

Tak, tak, byłeś – odpowiedziała Jeremy’emu Ellen.

Mężczyzna obserwował ukochaną przez krótką chwilę, po czym odwrócił wzrok. W barze zachował się tak a nie inaczej, bo wiedział, iż Jared się tego nie spodziewał. Jeremy chciał mieć nad nim przewagę i był pewien, że ją zyskał. Poza tym nie mógł okazywać słabości. Jared chciał go sprowokować. Zresztą stare chińskie przysłowie mówiło, że nic nie wkurza ludzi bardziej, niż pokazanie im,  jak bardzo jest się szczęśliwym. A Jeremy był. I dalej zamierzał być.

 

Pół roku później

Jeremy wstał z łóżka i podszedł do drzwi prowadzących do garderoby. Ellen pół godziny wcześniej pojechała prosto do pracy. Bardzo często nocowała w jego domu, tak samo jak on był u niej wielokrotnym gościem.

Mimo że parą Ellen oraz Jeremy byli dopiero pół roku, od jakiegoś czasu rozmyślał nad tym, że chciałby z nią zamieszkać. Większość wolnego czasu i tak spędzali ze sobą. Przed rozmową na temat przeprowadzki Jeremy był przekonany, iż Ellen będzie oponowała, ale ku jego zaskoczeniu, Ellen od razu się zgodziła.

Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie fakt, że od tej rozmowy mijały właśnie dwa tygodnie, a nic się w tym kierunku nie działo. Gdy Jeremy o tym wspomniał, Ellen tylko

mruknęła, że przecież oni nie muszą się z niczym śpieszyć i jeszcze ze wszystkim zdążą. Ona nie widziała żadnego problemu, on niby też nie, ale chciał, żeby już mieli to za sobą.

Minione pół roku uświadomiło Jeremy’emu, jak bardzo ją kocha i że wreszcie znalazł dla siebie właściwą partnerkę. Oczywiście jak każda para mieli na swoim koncie drobne sprzeczki czy kłótnie. Najważniejsze było to, iż ostatecznie potrafili pójść na kompromis. Kwestia godzenia się też miała tu wiele do powiedzenia.

Jeremy zaśmiał się sam do siebie pod nosem. Pod tym względem byli bardzo dopasowani. Seks stał się ważnym elementem ich związku. Czasami stawali się nawet obiektem żartów Caro oraz Deana.

Nie tylko ze względu na współżycie Jeremy czuł się dobrze w obecności swojej dziewczyny. Ellen w żaden sposób go nie ograniczała, nie próbowała zmieniać na siłę. W sumie Ellen była bardzo zaskoczona, kiedy to Jeremy pierwszy zaproponował jej wspólne mieszkanie.

To dla Ellen Jeremy się zmienił. Dlatego starał się nie przesadzać z zazdrością o Jareda Evansa, który dość często kontaktował się z Ellen. Poza tym frajdę sprawiał mu fakt, że Jared sądził, iż Jeremy’ego to nie rusza. Raz nawet Jeremy zasugerował im, by wyszli razem na miasto. Z tego powodu  Dean do dzisiaj nie dawał mu spokoju, naśmiewając się z Jeremy’ego przy każdej możliwej okazji.

Ogólnie związek Jeremy’ego i Ellen miał się dobrze. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, iż Ellen nadal z nim nie mieszkała, a on zwyczajnie chciał ją mieć cały czas obok siebie, bez zmieniania co chwilę domów.

Dlatego Jeremy wpadł na pewien pomysł i potrzebował do jego realizacji Caroline oraz Deana. Przyjaciele Ellen, którzy z czasem stali się i jego przyjaciółmi, szykowali się powoli do ślubu. Dean jakiś czas temu oświadczył się Caroline. Ślub miał się odbyć za miesiąc, właśnie trwały do niego przygotowania.

Jeremy szybko się ubrał, po czym zszedł na parter. Spojrzał przez drzwi tarasowe na ogród, gdzie aktualnie znajdowała się czwórka psów. Nawet one dość szybko znalazły wspólny język i nie było problemów, żeby razem zostawały.

Jeremy napisał krótką wiadomość do Deana, że będzie u niego za pół godziny. Na realizację planu miał kilka godzin, więc liczył, iż wszystko się powiedzie. Co prawda mógłby jeszcze poprosić Richarda o zatrzymanie Ellen dłużej w pracy, ale to miała być ostateczność.

Czterdzieści minut później Jeremy zajechał pod posiadłość Deana. Zgrabnie zaparkował, a następnie wbiegł po schodach i wszedł do domu..

Brygada Acapulco, gdzie jesteście? – krzyknął na cały głos, idąc przez hol.

W salonie – odpowiedział Dean, więc tam Jeremy skierował swoje kroki. Zastał Deana siedzącego na kanapie. Przyjaciel przerzucał jakieś papiery, które przed nim leżały. – Przyjechałeś mi pomóc?

Właściwie to sam przyjechałem prosić o pomoc. Gdzie przyszła pani Anderson? – spytał perkusista, siadając i wykładając nogi przed siebie.

Nie wiem. Nie widziałem jej od dwóch godzin. Ale niedawno słyszałem hałasy dobiegające z kuchni, więc może tam powinieneś jej szukać. – Ton głosu Deana wskazywał, iż mężczyzna był wyraźnie zdenerwowany.

Nie widziałeś Caro? Coś się stało? – Jeremy ostrożnie zagadnął, ale Dean ledwo na niego spojrzał.

Nic takiego. – Na tyle, na ile Jeremy już go znał, to wiedział, że Dean nic z siebie nie wydusi. Rozmowa na ten temat była zakończona.

Nie będę ci przeszkadzał, pójdę jej poszukać. – Mitchell wstał, po czym skierował się do kuchni. – Cześć, Caro. Właśnie rozglądałem się za tobą. – Wszedł do pomieszczenia i od razu zobaczył dziewczynę, która szukała czegoś w lodówce. Gdy go usłyszała, odwróciła się gwałtownie.

Za mną?

W sumie to potrzebuję ciebie oraz Deana. Chciałbym z wami o czymś pomówić, ale najpierw mi powiedz, co zrobiłaś Deanowi? Pokłóciłaś się z nim? – spytał Jeremy prosto z mostu. Nie lubił owijania w bawełnę.

Już ci na mnie naskarżył? No tak, przecież to zawsze ja muszę być wszystkiemu winna. To moja wina, że siłownia oraz wszystko inne jest ode mnie ważniejsze! Możesz mu przekazać, że ja już to wszystko wiem.

Siłownia? Dean poszedł na siłownię, a teraz pracuje, dlatego jesteś na niego wściekła?

Zostawił mnie, chociaż go prosiłam, żebyśmy ten jeden poranek spędzili ze sobą! – Kobieta nagle poczerwieniała na twarzy. – Niedługo w ogóle przestaniemy przebywać ze sobą, bo on musi poćwiczyć albo ma ciągle dużo ważnych rzeczy do zrobienia! A ja już mam tego dosyć!

Ale niedługo ślub, więc Dean chce ogarnąć sprawy, żeby później mieć czas tylko dla ciebie. – Jeremy starał się wytłumaczyć kumpla.

Za chwilę to ten ślub będzie brał sam ze sobą!

To aż tak źle się sprawy mają? – Caroline chyba nie usłyszała lekkiej nuty sarkazmu w jego głosie, bowiem energicznie pokiwała twierdząco głową. Jeremy ruszył do niej powoli, zastanawiając się, czy zdąży uciec albo chociaż ją obezwładnić, kiedy dziewczyna go w końcu zaatakuje.

On ma mnie totalnie gdzieś! – warczała dalej Caroline. Teraz, gdy Jeremy znał powód niezgody, zaczynał współczuć Deanowi. Pozornie mogłoby się zdawać, że Caroline ma rację, ale Jeremy dobrze ją znał. Caroline bywała rozkapryszoną panną.

Cholera, faktycznie masz rację. To fatalna sprawa. Porzucił cię dla siłowni i pracy, dzięki której żyjecie. – Jeremy usiadł na wprost Caro, założył nogę na nogę i zaczął nią machać niczym dama ze średniowiecza. – Jak tak w ogóle można? Moim zdaniem to powinno być karalne. Dean nie uklęknął przed twoim majestatem. Myślisz, że chłosta w tym wypadku będzie adekwatną karą?

Spieprzaj mi stąd, Mitchell! – Caroline obrzuciła go wściekłym spojrzeniem, kiedy zdała sobie sprawę, iż chłopak jej przyjaciółki się z niej nabija.

Czyżbym brzmiał absurdalnie? To nie do pojęcia, prawda? – Jeremy bawił się coraz lepiej. Nigdy nie rozumiał, dlaczego kobiety potrafiły się tak zachowywać. – Cholera, Dean to w ogóle sumienia nie ma. Zamiast od rana do wieczora masować ci stopy oraz wychwalać twój urok, to on pójdzie sobie poćwiczyć, a później pracuje. Chyba powinnaś zastanowić się nad tym ślubem… – powiedział Jeremy. Kiedy zauważył, że Caro szykuje ripostę, wstał czym prędzej i złapał ją za rękę. Chyba ją tym zaskoczył, bo kobieta natychmiast zamknęła usta, patrząc na niego jak na stwora z kosmosu. Jeremy nie czekał, aż Caroline ocknie się z chwilowego zawieszenia. Zaczął ją ciągnąć za sobą.

Puść mnie, kretynie! Puść, bo….

Ojej, bo co? Cześć, Dean. To tylko my. – Jeremy siłą wciągnął Caro do salonu, skąd patrzył na nich zaskoczony Dean. Caro próbowała się uwolnić, jednak Jeremy użył całej swojej siły, żeby ją utrzymać. Kobieta nie miała z nim najmniejszych szans. – Twoja narzeczona przemyślała całą sprawę i zdecydowała, że chce cię przeprosić.

Chyba śnisz! – warknęła Caro, ale Jeremy w odpowiedzi jedynie się uśmiechnął.

Ależ to zrobisz. – Perkusista wiedział, jak powinien działać. Z Caroline może nie znali się jak te łyse konie, ale Jeremy doskonale wiedział, iż dziewczyna go zrozumie. – Przeproś Deana. Wbrew pozorom to nic strasznego i nawet można to przeżyć… Gdybyś jednak dostała od tego ataku duszności, zdążę zadzwonić po karetkę pogotowia.

Pierdol się! – wysyczała Caroline.

Och nie, Caroline, jak ty się wyrażasz? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że kiedy polecisz z Deanem do jego rodziny, a oni usłyszą twoje słownictwo, to mogą się poczuć zgorszeni? – Jeremy usłyszał chichot Deana, który może nie wiedział, do czego to wszystko zmierza, ale nieźle się bawił przedstawieniem, które Jeremy odgrywał. – Naprawdę nie chcesz przeprosić? To jedyna i niepowtarzalna okazja…  Oj, widzę, że jednak cię nie przekonałem. To może ciebie namówię, Dean.

Słucham? – Tym razem to na twarzy przyjaciela Jeremy dostrzegł zdumienie. – Mnie do czego?

Do przeproszenia narzeczonej, a myślałeś, że do czego? Jeśli Caroline nie wyraża na to chęci, to ty musisz błagać ją o wybaczenie. Padło na ciebie. Powinieneś to zrobić.

Ale za co mam ją przepraszać?

No nie, następny… – Jeremy teatralnie wzniósł oczy do góry, po czym znowu spojrzał na mężczyznę. – Za co? Najpierw zacznij od tego, że pozwoliłeś jej tutaj mieszkać. Za kolejny punkt wziąłbym to, że tak troskliwie się nią zajmujesz. Najpoważniejszym zarzutem będzie  wracanie do niej na noc do domu. Toż to zbrodnia nad zbrodniami! Nie wiem, jak ty możesz z tym żyć, Dean… Dlatego powinieneś przeprosić, że poszedłeś dzisiaj na siłownię i że zająłeś się z rana pracą, dzięki której utrzymujesz to wszystko i przez to zaniedbałeś tak bardzo naszą drogą Caroline.

Hmmm…. – Wzrok Deana nagle się zmienił, napięcie z twarzy zniknęło, a pojawił uśmiech. – Masz rację, Jeremy. Muszę ci podziękować, bo mi to uświadomiłeś. Caro, skarbie ty mój… – Dean podszedł do dziewczyny. – Przepraszam cię!

Jeremy wybuchnął śmiechem, kiedy po tych słowach Dean uderzył się kilka razy zaciśniętą dłonią w pierś.

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. I
    Irena O.
    | Odpowiedz

    Seks stał się ważnym elementem ich związku? Mi się wydawało, że jedynym. Ale co ja mogę? Mogę zostawić tylko przysłowie: wszystko co dobre, szybko się kończy.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Z pewnością nie jedynym. Wszak nie łączy ich tylko seks. Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

    • Anonim
      | Odpowiedz

      zaoranie na poziomie doktorat
      jo chyba nie zrozumiala
      irena gratuluje

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Nie wiedzialam ze Jared jest taki niewychowany. Zaprosil do siebie tylko Ellen, Jeremiasza i Deana, a Carol?
    Znowu frytki?😂😂😂 jakie oni maja wymagajace podniebienia😂😂😂
    No dobra, Jeremiasz tez nie wykazał się nie wiadomo jakimi manierami. Jak sie jest w restauracji to sie zamawia u kelnerki, a nie gania wlasciciela… Ale jaki jest Jeremiasz to już wiemy od dawna 😂😂😂
    Jednak zadziałał na plus, bo pogodził Deana i Caro, tak ze tego…
    Nadal jedzie u mnie na debecie, ale juz na mniejszym😂😂😂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A zdąży się wybić do góry przed końcem?🤔

      • J.Gibson
        |

        No nie wiem. On jest tak niestabilny, że trudno mi mu zaufac.

  3. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Jak na moje oko to Jeremy… jak nikt nie patrzył wypił pod stołem wiadro melisy.. stąd jego spokój i zgoda na poznanie Jareda “Kochanie, czy ty na pewno dobrze się czujesz?” – ja bym karetę wzywała …on bredzi…!
    Jezu co to… czytam czytam a tu boom “Pół roku później” … ty tak na serio… że niby koniec się zbliża??
    Kto by pomyślał że w związku Jeremiego i Ellen będzie taki spokój… a związek Andersonów … hmmm powiem tak… Biedny Dean! 🙂
    btw. ktoś tu nadaje się do kabaretu “Jeremy usiadł na wprost Caro, założył nogę na nogę i zaczął nią machać niczym dama ze średniowiecza”

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie wypił, nie wypił, tylko wciągnął. Za domem ma kilka krzaków melisy. Bez niej nie rusza się z domu 😂
      Tak, zbliża się definitywny koniec.
      Dean ma przechlapane. Caroline to istna wariatka. A Jeremy? Jeremy świetnie nadaje się na aktora. W sumie pewien dorobek aktorski już ma na swoim koncie, jeśli wiesz o czym mówię😈

      • K
        Karo
        |

        Rany Julek…. WIEM !!

      • Jo Winchester
        |

        😈😈😈No więc wszystko jasne 😂

Napisz nam też coś :-)