Trzynaście randek (LIX)

with 39 komentarzy

Rozdział 59

Trzynaście randek - okładka ebooka

Walcie się obaj! – warknęła Caroline, kiedy panowie zaczęli się gromko śmiać. Dziewczyna usiadła na kanapie, bo Jeremy wreszcie ją puścił. Skrzyżowała ramiona na piersi, nie patrząc ani na niego, ani na Deana.

Dean, co ty na to? Przynieś matę z siłowni, ja raz ciebie powalę, za chwilę ty mnie. – Jeremy rozpłakał się ze śmiechu. Dean wcale nie zachowywał się lepiej od niego. Żaden z nich nic sobie z tego nie robił, że dwa metry od nich siedziała obrażona Caro. Jednak niecałe dziesięć minut później zerknęła w stronę Deana.

Ok, przepraszam… – odezwała się w końcu Caroline, skubiąc nerwowo sukienkę. Dean spojrzał na nią rozbawiony.

Chyba nie dosłyszałem. Co mówiłaś, Caroline? – spytał, a ona zacisnęła usta, aby nie wybuchnąć.

Powiedziałam, że cię przepraszam.

Ale tak właściwie to za co? – Dean nie dawał za wygraną. Jeremy starał się z całej siły, żeby teraz nie wybuchnąć śmiechem,. Caro mogłaby nerwowo nie wytrzymać i całą akcję szlag by trafił.

Dean, nie przesadzaj! – Dziewczyna wzięła głęboki oddech, ale widząc nieustępliwy wzrok swojego narzeczonego, jęknęła cicho pod nosem. – Przepraszam za to, że się obraziłam, bo poszedłeś na siłownię, a później pracowałeś.

A coś więcej? – Mężczyzna stał pozornie niewzruszony.

Więcej? Co mam jeszcze zrobić? – Caro wyglądała na zdezorientowaną, zaś Jeremy zerknął na kumpla, ciekaw co ten wymyślił.

Nie domyślasz się? Caroline, no dalej! Bo stracę wiarę w ciebie!

Ale ja nie wiem… – Brunetka patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.W końcu na jej twarzy zagościł uśmiech. Z całym rozpędem rzuciła się na swojego faceta. Jeremy musiał odwrócić wzrok, bo para zaczęła się tak namiętnie całować, iż było mu głupio patrzeć.

Wiedziałem, że się w końcu domyślisz – powiedział Dean, kiedy zdołali odsunąć się od siebie. – Jeremy, zjesz coś z nami? Napijesz się czegoś? Wpadłeś, bo nudziło ci się samemu w domu? Czekaj, czekaj. Wspominałeś wcześniej coś o pomocy. Co się stało?

Nie jestem głodny, dzięki. – Jeremy spojrzał na zegarek, czas upływał nieubłaganie. Musiał przejść do konkretów. – Wiecie, że Ellen zgodziła się ze mną zamieszkać. Ale póki co nie garnie się, żeby spakować i przewieźć do mnie swoje rzeczy.

Ellen się rozmyśliła? – spytała Caro, sadowiąc się na kolanach partnera.

No właśnie nie. Przynajmniej tak twierdzi. Dwa dni temu wspominałem, że mogłaby już u mnie mieszkać, a ona odparła, że przecież jest czas i ze wszystkim zdąży.

Czyli krótko mówiąc, to może potrwać jeszcze nawet kilka tygodni. W jaki sposób mamy ci pomóc? – spytał Dean.

Pomóżcie mi ją spakować – odpowiedział prosto z mostu Jeremy. – Ellen będzie to odwlekała. Niby chce ze mną mieszkać, ale nic w tym kierunku nie robi. Mnie już męczy to bieganie między jednym a drugim domem. Sam ją do siebie przeprowadzę. Klamka zapadnie! Najwyżej na mnie nakrzyczy. Obecnie jest w pracy, więc mielibyśmy kilka godzin.

Nie zabije nas po wszystkim?

Od kiedy boisz się ataku Ellen? Biorę ją na siebie, wam nic nie grozi – zapewnił ich Jeremy.

No więc szkoda czas marnować. O której ona kończy? – Dean uśmiechnął się do niego.

Pracuje do piątej po południu. Trzeba będzie też zabrać rzeczy Asterixa oraz Lucyfera.

Jedźmy. – Caro klasnęła w dłonie i pierwsza ruszyła do drzwi. – Kiedy moja przyjaciółka zastanie pusty dom, to się trochę zdziwi.

Zadzwonię jeszcze po chłopaków, również się przyłączą. Jeśli Ellen nie zabije mnie po powrocie, to urządzimy uroczystą kolację. – Jeremy czuł podekscytowanie na myśl, iż naprawdę przeniosą jej rzeczy do niego. On nie rozumiał nagłego niezdecydowania dziewczyny, więc postanowił, że sam za nią podejmie decyzję. Nawet gdyby ukochana miała na niego za to nawrzeszczeć.

Zaczekamy na nią ze spakowanymi kartonami w jej domu, czy może u ciebie, Jeremy?

U mnie. Ellen jeszcze byłaby gotowa je rozpakować. Wolę nie ryzykować. – Wszyscy wsiedli do samochodu Jeremy’ego. Mieli kilka godzin, żeby spakować dobytek jego partnerki.

Kilka godzin później

Ellen z ulgą zaparkowała samochód przed swoim domem. Dochodziła siódma wieczór, więc dziewczyna miała ponad godzinę poślizgu. Richard w ostatniej chwili wymyślił sobie, że pilnie potrzebuje na jutro rano dokumenty i chcąc nie chcąc, Ellen  musiała zostać po godzinach. Oczywiście mogłaby protestować i się zbuntować, ale nie potrafiła. Richard w wielu sytuacjach był dla niej wyrozumiały, dostawała wolne prawie za każdym razem, kiedy o nie poprosiła. Wiec została.

Dzisiaj Ellen przyjechała do siebie. Chciała porobić porządki w szafie, a także powoli zdecydować, co powinna zabrać do Jeremy’ego. Dobrze wiedziała, iż zwlekała z przeprowadzką. Kiedy się na nią zgodziła, nie sądziła, że tak ciężko będzie jej się rozstać ze swoim domem.

Oczywiście dziewczyna nie była ślepa, zdawała sobie sprawę z tego, że Jeremy powoli się niecierpliwił. Ostatnio znowu spytał, kiedy przeniesie do niego swoje rzeczy. A ona znów go zbyła.

Kiedy Ellen weszła do domu, od razu uderzyło w nią dziwne uczucie. Niby wszystko wydawało się w najlepszym porządku, ale miała przeczucie, iż coś jest nie tak. Zawołała psy, bo Jeremy miał je do niej odwieźć, ale odpowiedziała jej cisza. Ruszyła więc na taras, przekonana, że pupile są w ogrodzie. Właśnie szła przez salon, kiedy coś przykuło jej uwagę.

Nad kominkiem zawsze stały zdjęci. Z Caroline, z jej rodziną, z Jeremym, z chłopakami z garażu oraz Richardem. Teraz ich tam nie było, ani jednego. Ellen była w szoku.

Idąc tym tropem, kobieta zaczęła sprawdzać cały dom. Brakowało wielu rzeczy, z jej gabinetu zniknęły wszystkie książki i teczki z dokumentami. W sypialni szafa stała pusta, komoda również, zniknęła toaletka, kosmetyki, a także wiele innych rzeczy.

Ellen nie była głupia. Doskonale wiedziała, co to oznacza. Jeremy postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Ellen mogła zrozumieć, że ukochany poczuł się zniecierpliwiony, ale to jej się nie spodobał. Poczuła kiełkującą w niej złość. Była pewna, iż Jeremy czekał na nią w swoim domu.

Dziewczyna złapała kluczyki, zamknęła dom i pobiegła do auta. Nie chciała uprzedzać Jeremy’ego, że już wiedziała o jego akcji. Zresztą była pewna, iż Jeremy już jej oczekiwał. Miała ochotę zrobić mu karczemną awanturę.

Jadąc do Jeremy’ego, Ellen zastanawiała się nad tym wszystkim. Kochała go, ale uważała, że przesadził. Musieli poważnie porozmawiać.

W końcu szatynka zatrzymała się przed posiadłością perkusisty. Weszła do środka, a następnie skierowała się do salonu. Stanęła jak wryta, kiedy na kanapie zobaczyła Jeremy’ego.

Cześć, kochanie. – Mężczyzna wstał powoli i ruszył w jej stronę. – Strasznie długo cię dzisiaj nie było. Już myślałem, że zostałaś zamknięta w biurze. Miałem ruszyć na odsiecz.

Możesz mi powiedzieć, co to ma znaczyć? – powiedziała Ellen podniesionym tonem, rozglądając się jednocześnie za swoimi rzeczami. Jednak w salonie z pewnością ich nie było, bo nie dostrzegła ani jednego kartonu.

To, że czekam na ciebie? Przecież zawsze tak robię – odparł beztrosko Jeremy. Ellen spojrzała z niedowierzaniem na Jeremy’ego, bo jeszcze miał czelność bawić się jej kosztem.

Nie rób sobie ze mnie jaj! – warknęła. – Dobrze wiesz, o czym mówię! Wszedłeś do mojego domu i zabrałeś moje rzeczy do siebie bez mojej zgody!

Ach, ty o tym. Przecież miałem twoje pozwolenie, kotku. Powiedziałaś, że chcesz ze mną zamieszkać, więc nie rozumiem, dlaczego teraz jesteś na mnie zła?

Miałam sama to zrobić, Jeremy!

Doprawdy? – Jeremy przyjrzał się jej uważniej. – Kiedy? Zapytałem cię o przeprowadzkę kilka tygodni temu. Do dzisiaj nie zdążyłaś spakować ani kartonu. Miałbym czekać na ciebie przez kolejne tygodnie? Może miesiące? Albo jeszcze lepiej, lata? – Ellen przełknęła ślinę. Mina Jeremy'ego wyraźnie pokazywała, że nie jest skory do dyskusji. I chociaż ją korciło, żeby coś powiedzieć, postanowiła milczeć.

To wcale nie trwałoby tak długo – mruknęła po chwili.

Serio? Dałem ci wystarczająco dużo czasu. Kiedy cię pierwszy raz spytałem, powiedziałaś, że chcesz tego samego, co ja. Kilka dni temu potwierdziłaś swoją decyzję, ale nie zrobiłaś nic więcej w tym kierunku. Co w tym złego, że chcę mieć cię obok siebie każdego ranka?

Jeremy… – zaczęła mówić, ale perkusista przerwał jej gestem dłoni.

Powiedz jedno słowo, a z powrotem zawiozę twoje rzeczy do twojego domu. – Ellen dobrze wiedziała, jak to zabrzmiało. Jeremy postawił jej ultimatum. Normalnie już ciskałaby w niego gromami, ale nie w tym momencie. Doszło do niej, iż zachowała się jak dziecko. Bo właściwie dlaczego tak bardzo wzbraniała się przed przeprowadzką? Kochała swój dom, ale przecież Jeremy był dla niej ważniejszy. Też chciała z nim być, budzić się obok niego co ranek, patrzeć, jak on śpi. Ellen zdawała sobie sprawę, że Jeremy miał już dosyć czekania. Może nie zostawiłby jej przez to, ale z pewnością miałby do niej żal. Całkiem słuszny.

Przepraszam. – Podeszła bliżej, utrzymując z Jeremym kontakt wzrokowy. – Nie chciałam cię urazić. Naprawdę mi na nas zależy i na tym, żebyśmy ze sobą mieszkali. Ja po prostu chyba się boję, że stracę niezależność. – Ellen zarumieniła się na te słowa, ale wolała, żeby Jeremy poznał prawdę.

Myślałaś, że kiedy razem zamieszkamy, to tak się stanie? – Jeremy pociągnął ją nagle do siebie. – To nigdy nie nastąpi, Ellen. Każde z nas potrzebuje odrobiny przestrzeni dla siebie, ja tak samo tego wymagam. Związki, które jej sobie nie zostawiają, w końcu obumierają. Nie chcę dla nas czegoś takiego.

Nie cierpisz mnie teraz, prawda? – spytała cicho. Było jej wstyd, iż tak oceniła swojego faceta. On naprawdę cały czas się starał.

Zwariowałaś? – Jeremy roześmiał się nagle. – Jesteś niepowtarzalna i trudno się z tobą nudzić. Kto by mi zapewnił taki wachlarz emocji, jak nie ty?

Czyli nie jesteś na mnie zły? – Ellen uspokoiła się, widząc, że Jeremy wyluzował. – Nie chcę z powrotem przenosić kartonów do siebie. Pasowałoby je tutaj wypakować…

Tak mówisz? Masz ostatnią szansę, żeby zmienić zdanie. – Ellen wiedziała, iż Jeremy sobie z niej żartuje. Wreszcie poczuła, że tu naprawdę jest jej miejsce. W tym domu, z tym mężczyzną.

Uważaj, bo pomyślę, że tylko mnie podpuszczałeś ze wspólnym mieszkaniem.

Kto tam wie, co naprawdę miałem na myśli… – Pocałował ją, a ona rozkoszowała się tym pocałunkiem. Gdy Jeremy się odsunął, Ellen mruknęła niezadowolona. Chciała ponownie przycisnąć do niego swoje usta. – Później. Lepiej zajrzyj do ogrodu.

Chyba mi nie chcesz powiedzieć, że właśnie tam stoją moje rzeczy? – Aż poderwała się, po czym szybko ruszyła do wyjścia na taras. Kiedy znalazła się na zewnątrz, aż ją zamurowało. Na trawniku stały rozstawione dwa stoły, przy których właśnie siedzieli zgromadzeni.. Caroline, Dean, John ze Stefanie, Chris z Natalie, Tom z Heather, Derek, Aaron oraz Richard i jego żona.

Cześć, Ellen. – Caro pomachała do niej, uśmiechając się szeroko. – Słyszałam, że ktoś ci dom splądrował.

Podobno dużo rzeczy zniknęło – dodał John, śmiejąc się pod nosem. – Zgłosiłaś już to na policję?

Jeszcze nie i nie wiem, czy powinnam. – Ellen poczuła, że Jeremy za nią stanął, po czym objął ją delikatnie w talii. – Ci złodzieje są jacyś dziwni. Zamiast kraść wartościowe przedmioty, zabrali się za zdjęcia, garderobę. Nie ubieram się u znanych projektantów, więc nie sądzę, by włamywacze bardzo się wzbogacili.

Może spodobały im się twoje koronki – mruknął Derek, a cała gromada wybuchła śmiechem.

Słucham? – Ellen aż spojrzała w jego kierunku. – Pakowałeś moją bieliznę?

Coś ty, Ellen. – Aaron pogłaskał się po brodzie. – Twój facet nie chciał nikogo dopuścić do tej szuflady. Proponowałem pomoc, ale prawie oberwałem parą szpilek, więc wolałem dalej nie ryzykować.

Jeśli kobieca bielizna jest twoim fetyszem, to kiedyś kupię ci kilka koronkowych zestawów. Będziesz mógł je nam wszystkim zaprezentować – odpowiedział mu Jeremy, a towarzystwo znów się głośno roześmiało.

Najpierw go trzeba wydepilować – napomknął Richard.

To co, Ellen? Co zrobisz ze złodziejami, którzy włamali się do twojego domu? – spytał Dean, a Ellen spojrzała w jego kierunku. – Ukarzesz ich jakoś?

Zaproszę do piwnicy Jeremy’ego, tam jest taka mała sala tortur. Zobaczymy, ile wytrzymają – odparła dziewczyna.

Do naszej piwnicy, jeśli już wspominasz, kochanie – wtrącił Jeremy, a od stołów rozległo się charakterystyczne buczenie. Mężczyzna w odpowiedzi pokazał im środkowy palec.

Pierścionek już kupiłeś? – odezwał się John, aż oberwał z łokcia od swojej partnerki. – Dlaczego mnie bijesz? Chcę po prostu wiedzieć, czy w niedalekim czasie pójdziemy na ślub mojego najlepszego kumpla.

To może ty byś mi się tak wreszcie oświadczył? – zripostowała Stefanie, aż ludzie dookoła zawyli ze śmiechu.

A żebyś się nie zdziwiła! – John zaczął się odgrażać, ale wszyscy wiedzieli, iż to ich takie przekomarzanie. Od lat byli zdeklarowaną parą, której tak naprawdę nie śpieszyło się do ślubu.

To ja poczekam, żeby być u ciebie świadkiem. – Jeremy wziął Ellen za dłoń i zeszli do gości. Zajęli dwa zostawione dla nich miejsca. – Częstujcie się, bo jedzenie wystygnie.

Teraz mamy się częstować? – zapytał Chris, podnosząc do góry pokrywę z jednego z półmisków. – Kiedy poszedłeś, aby czekać na Ellen, wyraźnie zaznaczyłeś, że jeśli coś zostanie wcześniej tknięte, to nam nogi z dupy powyrywasz.

Jeremy, nie słuchaj go. Mój mąż, kiedy ma przerwy między posiłkami dłuższe niż dwie godziny, zaczyna bredzić. – Natalie pogroziła swojemu małżonkowi.

Kiedy zdążyliście to wszystko zorganizować? – Ellen rozejrzała się z wdzięcznością po przyjaciołach. Tak wiele im zawdzięczała. Nie dość, że pomogli przenieść jej rzeczy, to najwyraźniej przyczynili się do tej kolacji.

To była pestka. Moglibyśmy codziennie robić takie akcje. – Caro mrugnęła jej okiem, a Dean zaczął się śmiać. – A ciebie co tak bawi, kochanie?

Nic, nic. Masz rację. Może założymy firmę, która będzie zajmowała się przeprowadzkami?

A kartony możemy przewozić moim Lamborghini – dokończył Tom.

To może jedne przenosiny na miesiąc uda się zorganizować. O ile właściciel po kilku dniach nas nie zabije. – Derek podśmiechując się pod nosem, sięgnął po pieczonego kurczaka.

Na razie proponuję oblanie tych pierwszych, tak skutecznie przeprowadzonych. – Jeremy sięgnął po swój sok.

Za Ellen i Jeremy’ego. Obyście nie pozabijali się na tak małej przestrzeni. – Caroline wzniosła toast, posyłając przyjaciółce rozbawione spojrzenie. Wszyscy podnieśli do góry swoje kieliszki bądź szklanki z sokiem.

Małej? Przecież Jeremy ma bardzo duży dom. – Słusznie zauważyła Heather.

Nie widziałaś domu Deana. To tak jakbyś połączyła mój, wasz i jeszcze posiadłość Johna – odpowiedział jej Jeremy.

Jeremy przesadza, nie słuchajcie go. – Caroline rzuciła w jego stronę bananem, który mężczyzna zdołał złapać, a następnie zjeść. – Nasz dom wcale nie jest taki duży. Może troszeczkę większy od domu Jeremy’ego … i Ellen – dodała.

To już wiemy, gdzie jedziemy na następną kolację – przemówił Derek, który słynął ze swojej bezpośredniości.

Oczywiście, zapraszamy. – Dean uprzejmie skinął głową. – Ugotuję coś pysznego.

Caroline, czy twój narzeczony to ideał? – Stefanie zwróciła się do przyjaciółki Ellen. – Nie dość, że przystojny oraz szarmancki, to jeszcze gotuje i to pewnie dobrze.

Skarbie, jakbyś nie zauważyła, to ja siedzę obok ciebie. – John trącił ją lekko ramieniem.

Przecież nie powiedziałam, że moim. Ja już swój mam. – Dziewczyna przysunęła się do niego, po czym objęła gitarzystę za szyję. – Mój ukochany zazdrośnik.

Powiedzmy, że trafiło mi się jak ślepej kurze ziarno. – Caro wtuliła się w ramię Deana.

Pierwszy raz mam ochotę się z tobą zgodzić, Caroline – skomentował Jeremy i znowu musiał łapać po chwili lecący w jego stronę owoc. – No co? Przecież rano….

Co się działo rano? – Ellen spojrzała po nich zaciekawiona.

Nic takiego. Jeremy przyjechał prosić nas o pomoc, więc pojechaliśmy z Deanem, żeby spełnić nasz przyjacielski obowiązek. Prawda, Jeremy?

Oj tak, dokładnie tak było. – Jeremy zachichotał pod nosem, aż Ellen na niego popatrzyła. Może to nie było bardzo istotne, ale i tak chciała wiedzieć, o czym oni mówili.

Jeremy, czy mamy jakieś ciasto w lodówce? Nasi goście na pewno chętnie zjedliby coś słodkiego. – Ellen zwróciła się do ukochanego.

Owszem, kupiłem. Zaraz pójdę je pokroić. – Jeremy już chciał wstawać, kiedy Ellen go zatrzymała.

Ja to zrobię. Ty już miałeś spory wkład w ten wieczór, kochanie. Caroline, pomożesz mi?

Ja? – Przyjaciółka zdawała się zaskoczona. – Oczywiście, że ci pomogę.

Tylko nie zagińcie w domu – krzyknął za nimi Dean, ale żadna z kobiet nie zwróciła na niego uwagi.

O co chodziło Jeremy’emu, kiedy wspomniał o poranku u was? – Ellen odwróciła się w stronę Caroline, kiedy znalazły się w kuchni.

Wiedziałam, że mi tego nie odpuścisz. Nic takiego, lekka sprzeczka z Deanem. – Brunetka otworzyła lodówkę, po czym zanurkowała w niej w poszukiwaniu ciasta. Wyjęła je i postawiła na blacie. – Ty kroisz, chyba że chcesz mieć koślawe kawałki.

Lekka? O co? – Ellen postanowiła się dowiedzieć, o co poszło. – Lepiej mi od razu powiedz.

Po prostu się wkurzyłam, bo Dean nie chciał zostać ze mną w łóżku, a zamiast tego poszedł poćwiczyć i pracować. – Dziewczyna w końcu się przyznała.

Jaki udział miał w tym wszystkim Jeremy? Bo domyślam się, że jakiś miał. – Ellen zgrabnie pokroiła ciasto na kawałki, a następnie ułożyła na paterze, ale nie ruszyła się z kuchni.

Przekonał mnie za pomocą niekonwencjonalnych metod, że jednak nie powinnam się złościć na mojego narzeczonego. – Caro oblała się purpurą na policzkach.

Lepiej go nie denerwuj przed samym ślubem, bo jeszcze ci ucieknie. – Ellen roześmiała się, zabierając ciasto i dając Caro znak, iż czas wracać do gości.

Nawet tak nie mów! – Caroline zgromiła ją wzrokiem. – Po prostu stresuję się zamążpójściem. Tam będzie cała jego rodzina!

Przecież ich znasz. – Ellen odwróciła się w jej stronę i zatrzymała w miejscu. – Chyba nagle nie masz wątpliwości?

Zwariowałaś? Prędzej umarłabym, odwołałabym ślub. Po prostu chcę, żeby wszystko wyszło idealnie, żeby nikt mi nie zarzucił, że coś poszło nie tak. Jego rodzice ledwo mnie akceptują.

No i? Masz zamiar pozwolić im zepsuć najważniejszy dzień w twoim życiu? – Ellen odstawiła ciasto na bok, a następnie objęła przyjaciółkę. – To jest twoje oraz Deana święto. Każdy, kto tego nie uszanuje, będzie miał ze mną i Jeremym do czynienia.

To brzmi jak poważna groźba. – Caro uśmiechnęła się słabo. – Myślisz, że wszystko pójdzie dobrze? Nikt nie przerwie uroczystości?

Jeśli ochrona nie przepuści tabunu fanek Deana, to nie musisz się stresować. Serio, wyluzuj trochę, Caroline, bo do dnia ślubu zejdziesz z ziemskiego padołu. Może pojedziemy jutro do Spa, zrelaksujemy się trochę?

Nie mogę, mam jeszcze sporo do załatwienia. – Brunetka usiłowała protestować, ale Ellen natychmiast jej przerwała.

Nie przyjmuję żadnej odmowy. Później pomogę ci wszystko pozałatwiać. Najpierw musisz trochę ochłonąć. A teraz lepiej wracajmy do reszty, bo zaraz Dean zacznie nas szukać.

No dobrze.

Towarzystwo bawiło się coraz lepiej. Śmiechom nie było końca.

Myślałem, że to ciasto zostawiłem w lodówce, a przyrzekłbym, że pojechałaś po nie do cukierni, tak długo was nie było. – Jeremy przejął od niej wypiek i postawił je na stole.

Bardzo za mną tęskniłeś? – mruknęła Ellen. Przez chwilę para patrzyła sobie prosto w oczy.

Jak zostaniemy sami, to ci pokażę jak bardzo – szepnął Jeremy, a ona się roześmiała. Przytuliła się do niego i na nowo wkręciła się w zabawianie gości.

Jeszcze przeszło rok temu, kiedy Ellen była świeżo po rozstaniu z Jaredem, nie sądziła, iż właśnie w taki sposób potoczy się jej dalsze życie. Nie spodziewała się znaleźć mężczyzny, który pokocha ją taką, jaka była. Tymczasem na jej drodze stanął Jeremy.

Mimo problemów ona i Jeremy zdołali przetrwać.  Zostali parą, nie idealną, ale nikt nie był idealny. Oni na pewno nie. Ale im na sobie zależało.

Dzisiaj Jeremy znowu pokazał, że darzy ją silnym uczuciem. Może jej nie spytał, czy może przenieść jej rzeczy do siebie, ale tłumacząc podjętą przez niego decyzję pokazał, iż ma stuprocentową rację. Ellen ociągała się z przeprowadzką, bo bała się utraty czegoś, czego Jeremy nigdy by jej nie odebrał. Wierzyła mu i wiedziała, że to tylko kolejny dowód na to, jak mocno Jeremy musi ją kochać. Do tego poprosił najbliższych znajomych, aby mu pomogli. Tak bardzo mu na tym zależało, żeby mieszkała z nim, iż zaangażował w to wszelkie siły. Przyjaciele go nie zawiedli. Im również była bardzo wdzięczna. Cieszyła się, że oboje mają taką wspaniałą grupę ludzi wokół siebie.

O czym tak intensywnie myślisz? – spytał ją nagle Jeremy, więc Ellen na niego spojrzała. Kobieta pogłaskała go po policzku i ucałowała w kącik ust.

O tym, że jednak mam mnóstwo szczęścia w życiu – mruknęła, a mężczyzna uśmiechnął się szeroko.

Czy ja również zaliczam się do tego pakietu?

Ty przede wszystkim.

Wtedy Derek przerwał rozmowę Ellen oraz Jeremy’ego, pytając o coś perkusistę. Ellen znów odpłynęła na chwilę myślami. Pomyśleć, że tak kiepsko go oceniła, kiedy spotkali się pierwszy raz. To było już w sumie nieistotne. Liczyła się teraźniejszość i dość obiecująca przyszłość. Chciała spędzić ją w towarzystwie Jeremy’ego oraz grona najbliższych, którzy dzisiejszego wieczoru zebrali się tutaj.

Szczęście nie było niczym stałym, ale Ellen wierzyła, że będzie dobrze. Patrzyła pozytywnie w przyszłość, która kusiła nieznanym. Ellen nie miała pojęcia, co przyniosą jej następne lata, ale wiedziała, iż otoczona miłością i przyjaźnią, da radę wszelkim przeciwnościom, jeśli miałaby takie napotkać na swojej drodze. Teraz po prostu zamierzała być szczęśliwa.

A dzisiaj chciałabym Was o coś prosić. To ostatni rozdział, zostały jeszcze trzy części epilogu historii Ellen oraz Jeremy'ego 🙂 Jestem ciekawa, ile osób czytało "Trzynaście randek"? Podpiszecie się? Mile widziane opinie o całej powieści 😉

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Ufff 3 części jeszcze , a ja sie bałam, ze to dzis ostatnia 😅 az mi sie lepiej spac bedzie po tej wiadomości … 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Co za ulga😂😂😂 Mam nadzieję, że faktycznie dobrze spałaś 😉

  2. M
    MariTH
    | Odpowiedz

    Opowiadanie bardzo wciągające i po każdej części pozostawiające niedosyt🙂 świetnie, że będzie jeszcze epilog

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Ślicznie dziękuję i zapraszam za tydzień 😉

  3. D
    Dominika
    | Odpowiedz

    Czytam od pierwszego fragmentu i czekałam z niecierpliwością na każdy kolejny. To jeden z moich ulubionych obecnie tekstów na motylach ❤️

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      ❤❤❤ Jak miło przeczytać taką opinię w ten szaro – bury jesienny dzień 😍

  4. T
    TINA
    | Odpowiedz

    A może byś zaszalala i wrzuciła wszystkie trzy na raz ? 🙈😄🥰
    To by dopiero wszystkich zaskoczyło !
    Liczę na jakąś zakręcona akcje bo ta część, po tylu przebojach tych bohaterów, mocno cukierkowa. Choć pewnie i im się należy trochę słodyczy, lekko w końcu nie było .

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dobrze to określiłaś na końcu 😉 Lekko nie mieli. W pełni zdaję sobie sprawę z tego, że z pewnymi rzeczami w Randkach przesadziłam. Gdybym miała napisać je od nowa, to wiele sytuacji rozwiazałabym inaczej. Ale i tak bardzo lubię ten tekst. I cieszę się, że Tobie w jakiś sposób przypadł do gustu 🙂 Dziękuję za komentarz i obecność. Do zobaczenia za tydzień 🙂 Nie wiem, czy zaskoczę. Jednak mam nadzieję, że nie będzie tak źle 🙂

  5. A
    Ania
    | Odpowiedz

    Od początku z randkami! Świetnie się czytało i czyta nadal, pełno akcji trzymających w napięciu, czasami złość na bohaterów😂 radość ze szczęśliwego zakończenia
    Cieszę się, że w końcu im się udało. Moim zdaniem opowiadanie daje do myślenia, że czasami lepiej porozmawiac i wyjaśnić jakąś sytuacje, niż trzymać w sobie złość i domysły. Mam nadzieję, że kolejne opowiadania będą tak samo świetne jak te. Oczywsice czekam na epilogi 😍

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Aniu, pięknie dziękuję 🙂 I za opinię, i za obecność 🙂 Cieszę się, że mój tekst wywołał w Tobie tyle emocji. Nie tylko radość, ale również złość.
      Cieszę się też, że wysnułaś takie wnioski. Moi bohaterowie często zachowywali się irracjonalnie. Ale czy w prawdziwym życiu ludzie też tacy nie są? Znam wiele przykładów związków, w których niedomówienia powodowały rozstanie, kłótnie i różny ciąg innych zdarzeń. Dlatego masz rację, trzeba ze sobą wszystko wyjaśnić 🙂

  6. A
    Anita
    | Odpowiedz

    Bardzo mi się podobało. Emocji po każdym rozdziale nie jestem w stanie opisać aczkolwiek ostatnie rozdziały (2) były trochę nudne i bez emocji. Całość polecam!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Anita, dziękuję 🙂 Ostatnie rozdziały może i nie były przesycone akcją i emocjami, ale po prostu zapanowała już sielanka. Dość nakombinowałam wcześniej 🙂 Dziękuję, że ze mną byłaś, czytałaś i komentowałaś 🙂 Mam nadzieję, że nie zabraknie Cię przy epilogu i moim kolejnym tekście 🙂

  7. P
    Paulia
    | Odpowiedz

    Śledzę od początku:) wkręciłam się na maxa i smutno mi, że to już prawie koniec 🙁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      😘😘😘 Dziękuję 🙂 Mam nadzieję, że Twój smutek szybko minie 🙂 Będziesz mogła czytać w całości, bez czekania na kolejne części. No i oczywiście zapraszam na nowy tekst 🙂

      • P
        Paulia
        |

        ♡🙂

  8. G
    Gosia
    | Odpowiedz

    Czytam i ja ;))

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Niezmiernie mnie to cieszy 🙂

  9. A
    Ania13
    | Odpowiedz

    Ojjjj…. jak mi słodko…. nie wiem ,czy spodziewać się jakiejś łyżki dziegciu w tej beczułce miodku 😉 Świetnie się ciebie czyta,- jak zawsze zresztą.Ale biorąc pod uwagę ,że zapowiadasz jeszcze trzy części ,to spodziewam się ,że wywiniesz woltę, oczywiście jedyną w swoim rodzaju. Ale…( znów powtórzenie), mam nadzieję ,że przygoda tej niestabilnej dwójki zakończy się happy end’em.Fajnie by było…. Cóź … pomarzyć piękna sprawa:-)

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Aniu 🙂 Dziękuję po stokroć. Nie będę nic spoilerować, jednak… Wpadnij i zobacz sama 🙂 Widzę, że wiele osób do końca jest przekonanych o mojej kolejnej akcji😉 No cóż, z tej strony trochę dałam się poznać 🙂 Przygoda tej dwójki oficjalnie zakończy się za trzy tygodnie 🙂 Jestem ciekawa, jak Ci przypadnie do gustu epilog 🙂

  10. A
    Ania13
    | Odpowiedz

    Upsss. gafa. Jo, najmocniej przepraszam za ” Ciebie” pisane małą literką. Niestety paluszek mi się ….wiesz co:-)

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A tam 🙂 Gdyby moje gafy policzył, to by palców zabrakło 😂 Nie gniewam się 🙂

      • M
        Monika
        |

        Czytam randki od początku z zapartym tchem 😊 PIerwsza rzecz w piątek po pracy to otwarcie nowego rozdziału 😂 Świetny tekst ❤️ Szkoda, że niedługo koniec, ale cóż nie może się ciągnąć w nieskończoność. Czekam na kolejne opowiadania 😘

      • Jo Winchester
        |

        Dziękuję, Moniko 😀😍 Podobają mi się takie rytuały😀 Obym nie zawiodła Cię z nowym opowiadaniem 😘

  11. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Czytałam randki od początku z zapartym tchem 😊 pierwsza rzecz jaką robiłam przez ostatnie piątki po przyjściu z pracy to było przeczytanie nowego rozdziału. Świetna historia ❤️😊

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      😘😘❤ Dziękuję ❤ Cudownie jest czytać takie komentarze. Jeszcze sam fakt, że zrobiłaś z tego co piątkowy rytuał, to już w ogóle 😍 Mam nadzieję, że nie zniknie on wraz z pojawieniem się nowej historii 🙂

  12. S
    Sara
    | Odpowiedz

    Ja również czytam od początku. Rewelacyjna historia, wciąga na maksa. Kiedy ją skończysz, chętnie przeczytam od początku. Nie mogę doczekać się nowego tekstu. Uwielbiam te piątki na motylach.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Bardzo dziękuję 🙂 Nowa historia ruszy od listopada 🙂

  13. P
    Pati
    | Odpowiedz

    Czy oni już nie uprawiają sexu ? Od kilku części wydaje mi się że jest przeciąganie na siłę by wydłużyć

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dlaczego mieliby nie uprawiać? Spokojnie, Randki dobiegają końca 🙂 A kolejne opowiadanie już nie będzie takie długie.

  14. z
    zet
    | Odpowiedz

    w koncu widac koniec tego tasiemca

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A może to jeszcze nie koniec?😂😂😂

    • A
      Aneta
      | Odpowiedz

      Zet, jeśli “tasiemiec” to znaczy ze sie ciagnie. Jesli sie ciagnie, to wnioskuje, ze nie podoba sie. Wiec po co czytasz? Wrodzony masohizm?
      Jo, ciesze sie na Twoj nowy tekst, chociaz jeszcze go nie znam. Dzialaj dziewczyno!

      • Jo Winchester
        |

        Póki co – nie ustaję w wysiłkach 😉 Tworzę kolejne teksty 🙂 Sama jestem ciekawa, jak odbierzesz nowe opowiadanie.

  15. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Ohh jak ja się cieszę, że Dean mnie nie zawiódł… jest wyjątkowym partnerem w zbrodni!! Proszę mi tu powiedzieć, gdzie ja mogę znaleźć taką ekipę przeprowadzek jak tutaj… 🙂 mogę przyznać że Jeremy nieźle załatwia sprawy! widać po nim najbardziej jak się zmienił podczas całej opowieści… do tego minął się z powołaniem… oto dowód “Przekonał mnie za pomocą niekonwencjonalnych metod, że jednak nie powinnam się złościć na mojego narzeczonego.” 😉

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Może Twoi przyjaciele też zechcą Cię przeprowadzić? Zasugeruj im co nieco i sprawdź efekty. Jeremy… Jeremy uwierzył, że miłość ma nie tylko wymiar fizyczny.
      Już ostatnio Ci tłumaczył, że wcale się aż tak z powołaniem nie minął… 😂😂😂

  16. G
    Grzybosia
    | Odpowiedz

    można czytać i czytać i ciągle mało…. 🙂 najlepsza opowieść jaką czytałam. kłaniam się i oby więcej takich

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Bardzo mnie to cieszy 🙂 Dziękuję 😉 Oby kolejna też tak Ci podeszła 🙂

  17. B
    Baja
    | Odpowiedz

    Przeczytałam cięgiem 🙂 Przydałby się korektor, ale taki drobiazg nie powstrzyma mnie, gdy zwietrzę dobrą historię 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Z pewnością by się przydał 🙂 Zwłaszcza od początku, bo jakoś od majowych odcinków jest lepiej, pomaga mi Judyta 🙂 Ale bardzo dziękuję :)))

Napisz nam też coś :-)