Trzynaście randek (VI)

with 8 komentarzy

Rozdział 6

Trzynaście randek - okładka ebooka

Obudziła się i nie chcąc jeszcze wstawać, postanowiła, że trochę poleży w łóżku. Pies biegał już po ogrodzie, słyszała jego szczekanie za oknem. Miała czas tylko dla siebie. Mogłaby zająć się czymś bardziej pożytecznym niż nic nie robienie, ale nie miała na to ochoty.

Jej myśli znowu krążyły wokół pana Mitchella. Gdyby wiedziała, że ten facet tak opęta jej umysł i ciało!… Po prostu nie miała pojęcia, co ma z nim zrobić. Raz traktował ją tak, jakby chciał ją zjeść na deser. Za chwilę całkowicie zmieniał swoje zachowanie i odnosił się do niej, jakby była zwykłą koleżanką. Jak ostatnio.

Najpierw doprowadził ją do szewskiej pasji zachowując się wobec niej bezosobowo, gdy jechali do kina. Chciała więc poderwać go na sali, ale całkowicie olał ją wlepiając wzrok w ekran. Wkurzyła się i do końca seansu również udawała, że ogląda film. A gdy miała już zamiar ewakuować się, ale wtedy Jeremy wrócił do swojej normalnej postaci. Pocałował ją tak, że prawie by się przewróciła.

Potrafił jak nikt inny doprowadzić ją do stanu wrzenia, po czym po prostu zostawić. Najgorsze jednak wydarzyło się później. Flirtował na jej oczach z jakąś Wiki, która wyglądała jak cholerna seksbomba. Wtedy trafił ją szlag. Gdyby ich na chwilę nie zostawiła, prawdopodobnie wyrwałaby tej babie wszystkie kudły.

Nie rozumiała samej siebie. W zasadzie nie byli parą, owszem spotykali się ze sobą. Nie miała praw do Jeremy’ego. Ale poczuła palącą zazdrość widząc, jak rozmawiał z tamtą kobietą.

Chciała go tam zostawić, ale uznałby ją za totalną wariatkę. Nie mogła mu dać tej przyjemności. Prawie nie odzywając się do siebie, udali się wreszcie do samochodu. Musiałaby być ślepa, żeby nie widzieć tych jego znaczących uśmieszków. Oczywiście, że je dostrzegła! Doskonale zdawała sobie sprawę, co tak naprawdę wprawiło go w dobry humor. To była Wiki. Przecież koniec końców postanowili, że się ze sobą skontaktują i umówią się na jakieś spotkanie. Poczuła, że ma ochotę krzyczeć ze złości. Co z tego, że w samochodzie pod domem Jeremy znowu pocałował ją, jakby nie liczył się nikt inny? Skoro na horyzoncie i tak widniało niebezpieczeństwo? Ale co miała zrobić, jeśli nie miała żadnych praw? Totalnie zgłupiała przez tego faceta.

Z rozmyślań obudził ją dźwięk komórki. Jaka cholera dzwoniła do niej w sobotę rano?

– Czy ciebie już Bóg do reszty opuścił? – warknęła do telefonu układając się lepiej na poduszkach.

– Ale o co ci chodzi? – Głos jej przyjaciółki Caroline był bardzo wesoły o tej godzinie. Pewnie znowu Dean sprawił jej super pobudkę. Dzięki temu dziewczyna nie wściekała się o tak wczesne wyrwanie jej ze snu. – Sobota rano, a ty nie w humorze?

– Czy ja wyglądam jak ucieleśnienie dobrego nastroju? – Ellen westchnęła donośnie.

– W sumie to nie. Dean mnie obudził, bo jechał załatwić swoje super ważne sprawy. Mam wolny poranek i może też popołudnie. Jeśli obiecasz, że nie przywalisz mi kijem bejsbolowym w drzwiach, to mogłabym przyjechać z twoją ulubioną kawą.

– Weź croissanty po drodze. – Ellen przełknęła ślinkę na myśl o kawie ze Starbucksa.

– Będę za pół godziny. – Obiecała i rozłączyła się. Ellen sięgnęła po szlafrok i zeszła na dół. Sprawdziła, czy Asterix nie zdążył zdemolować ogrodu, nigdy nie było wiadomo, co temu psu uderzy do łba. Nie zawracała sobie głowy ubieraniem się. Miała ochotę posiedzieć na luzaka, w końcu była sobota, a jej nigdzie się nie śpieszyło.

– Wreszcie! – Westchnęła z ulga, gdy przyjaciółka wjechała jak rajdowiec na jej podjazd nówką Jeepem Grand Cherokee, Ellen pokręciła z rozbawieniem głową.

– No co? – spytała Caro wysiadając z auta i widząc minę kumpeli.

– Po prostu daj mi wreszcie tę kawę. – Ellen odsunęła się, by przepuścić Caroline. Ta weszła jak do siebie do domu. Obie dziewczyny rozlokowały się w salonie.

– Więc o co chodzi? – Caro wyłożyła nogi przed siebie zajadając przy okazji rogalika. W drugiej ręce trzymała kawę.

– Dlaczego myślisz, że o coś musi chodzić? – Ellen nie wiedziała w sumie, jak ma to wszystko opowiedzieć. Czuła się jak na rollercoasterze.

– Bo ostatnio taka zjadliwa byłaś dzięki Jaredowi. Czyżby odzywał się do ciebie? – Gdy przy Caro zmaterializował się nagle czarny labrador, kobieta poklepała miejsce obok siebie. Pies wskoczył na kanapę, a Caro odgryzła mu kawałek rogalika.

– Nie chodzi o niego. Pamiętasz ten idiotyczny klub, w którym można poznać swoją randkę?

– Wreszcie tam poszłaś? – Caro aż usiadła prosto. – Poznałaś kogoś, tak? To dlatego chodzisz jakby ci kij do dupy włożyli?

– Owszem, byłam tam. – Ellen zignorowała resztę wypowiedzi przyjaciółki. – Kojarzysz zespół Black Panther?

– Poznałaś cały zespół? – Ellen zabawnie pokręciła głową. Poczucie humoru Caroline często ją rozbrajało. – Nie kojarzę ich. Co w związku z nimi?

– Był tam ich perkusista, Jeremy. Przysiadł się do mojego stolika. W sumie wyszło, że umówiliśmy się na normalną randkę.

– Spaliście już ze sobą? – Caro sięgnęła po kolejnego croissanta. – No co? Przecież to całkiem normalne pytanie.

– Nadal nie mogę przyzwyczaić się, że nie strzeżesz bram mojej cnoty, tak jak robiłaś to wcześniej – odpowiedziała jej Ellen.

– Cnoty to ty już nie masz prawie od czternastu lat. Nie ma czego strzec. To zawsze było bezcelowe. – Podsumowała Caro. – Więc? Nadal czekam na odpowiedź.

– No nie…. W sumie to chciałam sprawdzić, czy Jeremy da radę wytrzymać. No może trochę go też zniechęcić. Dlaczego tak patrzysz?

– Bo chyba uderzyłaś się w głowę. Od kiedy ty masz ochotę coś sprawdzać i zniechęcać? Nigdy nie przeszkadzało ci to, jak szybko szłaś z facetem do łóżka.

– Bo Jeremy wydawał mi się typem, który chce zaciągnąć kobietę do łóżka i nic poza tym. Nie chciałam przerabiać tego po raz kolejny. Szukam poważnego mężczyzny, z którym będę mogła pokazać się na tym cholernym weselu. – Ellen jęknęła robiąc przy okazji dramatyczną minę.

– I co wytrzymał? Albo raczej powiedz, co wymyśliłaś. – Caroline usiadła zaciekawiona opowieścią przyjaciółki.

– Trzynaście randek, zanim pójdziemy ze sobą do łóżka.

– Co? – Brunetka wywaliła na nią oczy. – Ile powiedziałaś? Bo chyba się przesłyszałam. Na pewno trzynaście? Nie trzy? Ellen, skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?

– Przecież mówiłam, że chciałam go zniechęcić – mruknęła szatynka dopijając kawę.

– Pewnie ci się udało. Ja na jego miejscu już dawno bym zdezerterowała.

– No właśnie nie. Przedwczoraj byliśmy na piątej randce. – Ellen uśmiechnęła się słabo do niej.

– Piątej? I ja dopiero dowiaduję się o tym? Kiedy zdążyliście być na pięciu randkach? I czy ten Jeremy aby na pewno nie jest chory psychicznie? Jaki facet zgadza się na trzynaście randek? – Caro zasypała ją gradem pytań.

– Wybacz, ale sama poczułam się tym nieco przytłoczona. Byłam pewna, że Jeremy zwieje, gdzie pieprz rośnie. Tymczasem on podjął moje wyzwanie i zgodził się na te wszystkie spotkania.

– No to okey. Widocznie koleś albo jest w wysokiej potrzebie, albo ma na ciebie ogromną ochotę. To brzydal?

– Nie, jest przystojny. Bardzo wytatuowany. Jego pocałunki rozgrzałyby nawet skałę. – Ellen westchnęła po raz kolejny.

– Gdzie jest więc problem? Widzę, że jesteś jakaś dziwna. Facet, który z racji tego, że gra w zespole, prawdopodobnie mógłby mieć lasek na pęczki, zgadza się iść z tobą na trzynaście randek. Gdzie tu jest haczyk?

– Właśnie nie wiem! – Ellen nagle wstała i jak nakręcona zaczęła krążyć po salonie. Słowa jak torpedy zaczęły z niej wylatywać i Caro dowiedziała się o przebiegu każdej randki od początku tej dziwnej znajomości. – Pogrzane to, prawda?

– Pogrzani to jesteście wy oboje i zdecydowanie potrzebujecie psychiatry. Facet testuje cię jak nic. Podkręca ci śrubę i sprawdza, ile wytrzymasz. Dokładnie tak samo, jak ty zrobiłaś z nim. – Caro wzruszyła ramionami spoglądając na pustą torebkę po croissantach.

– A co z tą Wiki? Na moich oczach podrywał ją, a później powiedział do mnie, że spotkamy się na kolejnej randce. – Ellen uspokoiła się nieco wyrzuciwszy z siebie wszystko, co leżało jej na sercu.

– No chyba nie zamierzasz się teraz poddać? Pozwolisz, by jakaś lafirynda wyrwała ci z rąk przyszłego faceta?

– Nie sądzę, by nim został. Chodzi mu o seks.

– Gdyby chodziło mu o sam seks, uwierz, że nie czekałby na ciebie. Zalazłaś mu za skórę. Teraz musisz utrzymać to tylko do trzynastej randki, a później mocno zacisnąć uda. Na nim oczywiście. – Caro puściła do niej oczko, w efekcie czego Ellen zaczęła się wreszcie śmiać.

– Czyli mam z nim iść na szóstą randkę?

– To oczywiście było pytanie retoryczne, prawda? Jasne, że masz iść. No chyba, że nie chcesz, by gość przeorał cię jak traktor pole na wiosnę. Jeśli kręci się koło niego jakaś pinda, pokaż jej i jemu też, że to ty jesteś tutaj górą i ustalasz zasady gry.

– Przerażasz mnie – Ellen uśmiechnęła się do niej.

– Ja? Dlaczego? Po prostu mówię, co myślę. – Caro wzruszyła ramionami.

– Odkąd jesteś z Deanem, twoja pewność siebie wzrosła do potęgi entej.

– I o to chodzi! Lubię taką wersję samej siebie. Weź ze mnie przykład i weź się w garść. Skoro to ty ustaliłaś reguły, to się tego trzymaj. Ten Jeremy niedługo będzie jadł ci z ręki. Popływamy trochę? Tylko musisz mi pożyczyć strój. – Caro zmieniła temat rozmowy. Przyjaciółka odpowiedziała jej uśmiechem.

– Chodźmy na górę. Poszukamy coś dla ciebie. – Ellen podniosła się z fotela i razem ruszyły na piętro. Po tej rozmowie czuła się decydowanie lepiej. Już wiedziała, co powinna zrobić.

Oto Jo Winchester:

Kobieta po trzydziestce, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Nie poddałam się mimo ciężkiego startu i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. K
    Kornelia
    | Odpowiedz

    O nie! nie spotkała się z Jeremy’m 🙁 myślałam że dojdzie do kolejnej randki w tym rozdziale.
    Swoją drogą byłam pewna, że Ellen nie wytrzyma do 13stu randek, ale teraz jak porozmawiała z przyjaciółką, to myślę że będziemy musieli czekać na jakieś pikantne scenki pomiędzy Ellen a Jeremy’m do końca wszystkich spotkań.
    A tak poza tym to mam czarną labradorkę jak Ellen 😀

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Czarne labradory są cudowne?

      • K
        Kornelia
        |

        Moja ma już 11 lat, kocham ją najmocniej na świecie. Moja najlepsza przyjaciółka.

  2. Monika G.
    | Odpowiedz

    Ej no! Tak nie mozna! Rozdzial szosty a szostej randki brak? I teraz co? W 7 rozdziale bedzie 6 randka? Przeciez to psuje fengshui ?????
    Zartuje…nie samymi randkami czlowiek zyje ale milo wpowyobrazac sobie, ze sa jeszcze ludzie (nie takie mopy jak ja) co o 20stej w piatek szykuja sie na bostwo ( a nie w pijame jak ja) i leca sobie na randevou (a nie na kanape ogladac serial podczas ktorego panuje niema wojna na pierdy).
    OMG???

  3. A
    AW
    | Odpowiedz

    Tę kawę, nie “tą”. Treść ok, ale błędy językowe mnie rażą. Czuję się jakbym czytała (nienajlepsze) tłumaczenie, a nie opowiadanie pisane oryginalnie po polsku.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Zaczynam odnosić wrażenie, że moje opowiadanie czytają sami poloniści, którzy mają za zadanie ocenić na wskroś pod kątem ortografii i gramatyki. Brzmisz tak jakbym co drugie słowo robiła rażący błąd. Nie zawsze jestem w stanie wyłapać wszystko.

  4. G
    Gabriela
    | Odpowiedz

    Przyjaciółka Ellen uświadomiła jej,e jeremiemu bardzo na niej zależy i pogrywa sobie z nią . Chce by to ona przegrałą i rzuciała mu się do łóżka, tak teraz jej kolej na gierki:)

Napisz nam też coś :-)