Trzynaście randek – Epilog cz. I

with 24 komentarze

Epilog cz.I

Trzynaście randek - okładka ebooka

Trzy i pół roku później

Ellen przeciągnęła się na łóżku, nie otwierając oczu. Czuła się wyjątkowo dobrze i dopóki nie słyszała nawoływania, postanowiła, że nie wstaje. Takie poranki nie trafiały się zbyt często, więc tym bardziej należało skorzystać z okazji. Nawet nie wiedziała, która jest godzina.

Jeremy’ego nie było już w łóżku. Poza tym gdyby był, spałby przyssany do jej pleców. Szkoda, bo bardzo chętnie poprzytulałaby się z nim. Perkusista niedawno wrócił z trasy, wiec Ellen starała się nadrabiać wszelkie zaległości. Jednak istniał ktoś jeszcze, kto teraz bardziej go potrzebował.

Samantha. Była oczkiem w głowie Jeremy’ego, a on stanowił dla niej cały jej świat. Nic dziwnego, mała Sammy była jak skóra żywcem zdjęta ze swojego ojca. Miała dwa latka i trzy miesiące. Była rezolutna, uparta, łapała coraz bogatsze słownictwo, nie zawsze cenzuralne, a to dzięki jej  licznym wujkom, którzy mimo upomnień Ellen, nie ograniczali się przy małej.

Samantha była jej największym skarbem. Może nie planowanym, zaliczyli z Jeremym klasyczną wpadkę. Ellen zażywała tabletki, a mimo to jakimś cudem zaszła w ciążę.

Jak dzisiaj Ellen pamiętała przerażenie, które ją ogarnęło, kiedy do niej doszło, że spóźnia jej się okres. Kupiła chyba ze trzy testy, a każdy z nich wyszedł pozytywnie. Dobrze, iż Jeremy’ego nie było wtedy w domu, bo Ellen z godzinę nie wychodziła z łazienki, a Jeremy potrafił w mig wyłapać dziwne zachowanie swojej dziewczyny.

Roztrzęsiona Ellen zadzwoniła do Caroline i przez telefon wydukała, co się stało. Caroline umówiła jej wizytę u lekarza, który tylko potwierdził ciążę. Później Caro zabrała ją do siebie, a Jeremy’emu napisała wiadomość, że ona i Ellen urządzają sobie babski wieczór.

Gdyby nie pomoc przyjaciółki Ellen, Jeremy dowiedziałby się o ciąży od razu. Poza tym Ellen dobrze znała jego podejście do posiadania dzieci. On nigdy nie garnął się do bycia ojcem i to ją bardziej przerażało niż sam fakt, że zaszła w ciążę. Ellen bała się, że ukochany ją porzuci, bo – chociaż nie planowała teraz posiadania dziecka – to nie usunęłaby ciąży.

W głowie Ellen powstawały coraz to czarniejsze scenariusze i tylko dzięki pomocy ze strony Caro, Ellen  nie oszalała. Udało jej się nieco uspokoić. Nie w ten sposób wyobrażała sobie swoją pierwszą ciążę. Przeraźliwie bała się rozstania, które wkrótce mogło nastąpić. Wiedziała, że nie dałaby rady oszukiwać Jeremy’ego i ukrywać przed nim takiej wiadomości, nie wytrzymałaby tego psychicznie.

Następnego dnia Caroline chciała jechać z Ellen do Jeremy’ego. Jednak Ellen miała świadomość, że to nie był dobry pomysł. Musiała sama się z tym zmierzyć. W głowie układała tysiące przemów, w których informowała przyszłego tatusia o potomku. Im bliżej domu była, tym większą pustkę miała w głowie.

Jeremy był w domu, kiedy Ellen wróciła. Miał przerwę pomiędzy jedną a drugą częścią trasy koncertowej. Równie dobrze mogło się okazać, że pojedzie i nie wróci, bo nie będzie chciał widzieć Ellen po usłyszeniu wiadomości.

W pierwszym momencie Jeremy, widząc swoją dziewczynę, roześmiał się, przekonany, że przyjaciółki ostro zabalowały, a Ellen padła ofiarą kaca. Przytulił ją  do siebie, po czym spytał, co może dla niej zrobić. A Ellen czuła, że panika przejmuje nad nią kontrolę. Dziewczyna nie wytrzymała i się rozpłakała. Przestraszyła Jeremy’ego, który zaczął pytać, co się stało.

Ellen wyznała prawdę, zapadła cisza. Jeremy patrzył na nią tak z niedowierzaniem. Zesztywniał, a ona czuła, jak jej serce zamiera. To była jedna z najgorszych chwil w jej życiu.

Ellen była pewna, że Jeremy ją odtrąci. A on chociaż nie wydawał się uszczęśliwiony, to nie zostawił jej samej sobie i nie uciekł. Po dłuższej chwili milczenia powiedział, iż nie chce, żeby Ellen się go bała. Zaczął wypytywać ją o szczegóły.

Kolejne dni nie były przesycone radością, ale Ellen mogła przynajmniej powiedzieć, że Jeremy wziął odpowiedzialność za to, co razem zrobili. Ani razu nie wspomniał o aborcji. Mimo to czuła, iż był zdystansowany i chyba nadal nie do końca wiedział, jak właściwie powinien podejść do całej sprawy. Co gorsze zbliżał się jego ostatni wyjazd przed dłuższą przerwą. Ellen nie wiedziała, jak to wszystko zniesie, będąc sama w domu.

Sytuacja uległa zmianie, kiedy Jeremy od dwóch tygodni był poza domem. Jak dawniej dzwonił do Ellen codziennie, wypytywał o jej samopoczucie. Podczas jednej z takich rozmów Ellen poinformowała go, że wkrótce wybiera się na pierwsze usg. Wtedy jeszcze nie wiedziała, jak ważne będzie ono dla nich obojga.

Jeremy tak bardzo zaskoczył wówczas Ellen. Siebie chyba również, przynajmniej tak wywnioskowała z ich późniejszej rozmowy, gdy Jeremy wrócił do domu. Jednak w tamtym  dniu niespodziewanie pojawił się w Las Vegas i pojechał z nią na badanie. Ellen miała nigdy nie zapomnieć wyrazu jego twarzy, kiedy Jeremy po raz pierwszy dostrzegł na monitorze ich dziecko.

Zmiana w Jeremym nie nastąpiła od razu, ale nadchodziła powoli. Coraz bardziej do niego docierało, iż będzie tatą, a ona mamą i że razem powinni dać wszystko, co najlepsze tej małej istotce, którą poczęli. Gdy Jeremy wrócił z trasy, pokazał, jak za nią tęsknił. Tej nocy zasypiała w jego ramionach, on po raz pierwszy świadomie położył dłoń na jej brzuchu, po czym delikatnie zaczął go masować. Jeremy zaakceptował nową rolę w swoim życiu.

Później było już tylko lepiej. Jeremy starał się pomagać Ellen, jak tylko potrafił, opiekował się nią, dodawał otuchy, gdy nachodziły ją wątpliwości. Rosła Ellen, rosła też powoli radość jej mężczyzny. Słowa Jeremy’ego o tym, iż jej ciąża to jedna z najlepszych rzeczy, które mu się przytrafiły, kiedy już było wiadomo, że urodzi się córka, były niczym balsam na jej duszę.

Ellen toczyła z Jeremym małe batalie o imię dla dziecka. A gdy Samantha pojawiła się na świecie, Jeremy oszalał z radości. Każdy, kto znał go wcześniej, oświadczał, iż Jeremy’emu odbiło na punkcie małej. To on częściej wstawał do niej w nocy, siedział w jej pokoju, nosił córkę na rękach. Samantha stała się oczkiem w jego głowie. Jeremy powiedział raz do Ellen, że chyba nigdy nie odwdzięczy się jej w pełni za to, że urodziła mu dziecko. Był do szaleństwa zakochany w Sammy i ta miłość rosła w nim z dnia na dzień coraz bardziej.

O ile wyjazdy Jeremy’ego już wcześniej były dla nich trudne, to teraz stały się jeszcze trudniejsze. Sam była zbyt mała, żeby móc z nią podróżować. Jeremy wyglądał jak z krzyża zdjęty, kiedy musiał je zostawiać.

To było nie do pomyślenia, jak Jeremy zmienił się na przestrzeni czasu. Z bawidamka, który uciekłby od razu na słowo ciąża, w troskliwego ojca i kochającego partnera. Ellen nie mogła lepiej trafić. Samantha im bardziej rosła, tym więcej przypominała Jeremy’ego, zarówno z charakteru, jak również z wyglądu.

Życie Ellen było uporządkowane, a ona cieszyła się każdym dniem spędzonym w gronie swojej rodziny oraz przyjaciół. Caroline – która została matką chrzestną Samanthy – rozpieszczała małą do granic możliwości.

Wszystko więc biegło właściwym torem. Jedyną rzeczą, której Ellen czasami zazdrościła swojej przyjaciółce był  fakt, że ona i Dean byli małżeństwem. Jednak Ellen nigdy w żaden sposób nie wspomniała Jeremy’emu, iż chciałaby, aby ich związek stał się formalny. Nie zamierzała na niego naciskać.

Musia!!! – Wspomnienia zostały przerwane przez dobijanie się Samanthy do drzwi sypialni. Ellen natychmiast wstała, żeby otworzyć córeczce.

Cześć, słoneczko. – Mała brunetka wpadła prosto w ramiona swej matki. Dziewczynka wtuliła się w nią mocno, a po chwili spojrzała na Ellen z uśmiechem. – Gdzie tatuś?

Uciekłam mu. – Dwulatka wyszczerzyła ząbki w dziecięcym uśmiechu, za który Ellen oddałaby swoje życie. Tak bardzo kochała tę małą istotkę. – Tatuś chciał mnie zjeść, więc mu spiejdzieliłam.

Co zrobiłaś? – Ellen aż uniosła brwi do góry usłyszawszy kolejne wspaniałe słowo w ustach córki. W myślach już się zastanawiała, którego z wujków tym razem powinna ukatrupić. A może to był tatuś? Ona sama przy córce unikała wulgaryzmów.

Spiejdzieliłam. Ale nie mogę ci zdjadzić, od kogo to usłyszałam, bo wujek Dejek powiedział, że go zabijesz.

Doprawdy? – Ellen obiecała sobie w duchu, iż porozmawia z Derekiem przy pierwszej nadarzającej się okazji. – Zjadłaś z tatusiem śniadanko? – spytała, odciągając myśli Sammy od niewłaściwego tematu.

Tatuś zjobił mi tosty z nutellą i kakałko. – Faktycznie w kącikach ust dziewczynka miała niezbyt dokładnie wytartą czekoladę. Ellen uśmiechnęła się, siadając z dzieckiem na łóżku.

Znowu? Kiedy nutella ci się znudzi? – Mała od dwóch dni nie chciała słyszeć o niczym innym, jak o tostach z kremem czekoladowym i uwielbianym przez nią kakao.

Chyba nie sibko. Tatuś mówi, że jak się komuś nudzi, to niech ubjań pilnuje.

Za dużo słuchasz swojego tatusia – odparła Ellen, słysząc kroki na schodach. Po chwili Jeremy wszedł do sypialni, a mała zaczęła piszczeć i się za nią chować.

Musia jatuj!!! – Ellen pomyślała, iż nigdzie nie znalazłaby lepszego budzika, jak krzyki Samanthy. – Musia!!!

Uciekłaś mi, więc teraz zjem cię kawałeczek po kawałeczku… – Jeremy z charakterystycznym uśmiechem zbliżał się do córki, a ta piszcząc oraz skacząc po łóżku za plecami Ellen, usiłowała schować się przed ojcem. – Zacznę chyba od nóżki….

Tatuś nie!! – Jeremy rzucił się na łóżko, aby złapać dziecko, zaś Ellen przyglądała się wszystkiemu z uśmiechem. Samantha, mimo że tak krzyczała, to uwielbiała te zaczepki ze swoim ojcem. Sama się często o nie prosiła.

Skoro tak świetnie się ze sobą bawicie, to ja wezmę prysznic. – Ellen wstała, po czym poszła do łazienki. Ani Samantha, ani Jeremy nie zwrócili na nią większej uwagi. Jeremy udawał, że chce małą zjeść, a Sam usiłowała się wyrwać.

Gdy dwadzieścia minut później Ellen wróciła do sypialni,  w pokoju nikogo już nie było. Kobieta ruszyła na poszukiwania. Znalazła Jeremy’ego z Samanthą w holu, szykowali się do wyjścia. – Dokąd jedziemy?

Tylko ja i Sam. – Jeremy uśmiechnął się niewinnie do niej, zakładając córce cienki sweterek. Nastał koniec listopada, a dzień był wyjątkowo wietrzny.

A ja? – spytała Ellen.

Ostatnio mówiłaś, że jesteś trochę zmęczona. Skoro jestem w domu, to zasłużyłaś na nieco odpoczynku. Zabiorę Samanthę gdzieś na miasto, wrócimy za kilka godzin. – Jeremy mrugnął okiem do Ellen. – Sam, daj mamusi buziaczka. Jedziemy na córeczkowo – tatusiową wyprawę. Chyba nie masz nic przeciwko, kochanie? Zaplanowałaś coś, że masz taką minę?

Ja? – Oczywiście, że miała. Ellen liczyła, iż dzisiejszy dzień spędzą razem. To były jej urodziny. Wieczorem chciała zaprosić Andersonow i ich niespełna półrocznego synka na kolację. Nie planowała wielkiej imprezy, chciała świętować ten dzień w rodzinnym gronie. Tymczasem wychodziło, że jej facet w tym roku o niej zapomniał. A teraz dodatkowo ewakuował się z domu. – Ależ skąd. Możecie jechać – odpowiedziała Ellen.

Słyszałaś, Sam? Dostaliśmy zgodę mamusi. – Jeremy zgarnął kluczyki do samochodu i wziął córkę na ręce. Szybko pożegnali się z Ellen, a po chwili wyszli.

Ellen została w domu sama, nie licząc Asterixa oraz Lucyfera, którzy spali na fotelach w salonie.

Odkąd Ellen była z Jeremym, on nigdy nie zapomniał o jej urodzinach. Aż do dzisiaj. Było jej przykro z tego powodu. Mogła mu powiedzieć, ale nie miała w zwyczaju upominać się o życzenia. Ruszyła do salonu, od niechcenia włączyła telewizor, ale żaden program nie wzbudził jej zainteresowania. Przełączała kanały, aż nagle rozdzwoniła się jej komórka.

Hej – odezwała się , odbierając połączenie.

Jesteś w domu? Bo właśnie się do ciebie wybieramy – spytała Caroline. Ellen usłyszała w tle gaworzenie małego i mimowolnie się uśmiechnęła.

Tak jestem. Śmiało przyjeżdżajcie – odpowiedziała krótko Ellen.

Będziemy za pół godziny.

Ellen poszła do kuchni, żeby wyciągnąć ciasto, które specjalnie uszykowała na dzisiejszy dzień. Pokroiła je i nastawiła ekspres, aby kawa zdążyła się zaparzyć.  Ellen przeszła ochota na śniadanie. Jak w zegarku równo pół godziny później zjawiło się towarzystwo.

Cześć, Ellen. – Dean wszedł do salonu. Na rękach trzymał synka, który spał w najlepsze. Ellen wyciągnęła ręce po chłopca, żeby zanieść go do turystycznego łóżeczka, które stało w rogu pokoju na wypadek przyjazdu przyjaciółki z maluchem.

Zaraz przyniosę kawę oraz ciasto – powiedziała Ellen, rozsuwając chłopczykowi kurteczkę i ściągając mu powoli czapeczkę z głowy. Caro rozsiadła się wygodnie na kanapie.

Gdzie Jeremy z Sammy? – spytała Caroline, gdy jej przyjaciółka nalewała gorący napój do kubków. – Dean, wziąłeś prezent z auta?

Zapomniałem. Zaraz będę z powrotem.

Dziękuję. – Caroline uśmiechnęła się do swojego męża z wdzięcznością. Kiedy wrócił dwie minuty później, Caro od razu przejęła niewielki pakunek.

Ellen, to taki drobiazg od nas z okazji twoich urodzin. – Brunetka podeszła do przyjaciółki, ściskając ją lekko.

Dziękuję. – Na twarzy Ellen pojawił się pierwszy szczery uśmiech od momentu wyjścia Jeremy’ego i Samanthy. Ellen od razu zabrała się za rozpakowywanie prezentu. W środku był kubek ze zdjęciem Jeremy’ego oraz podobizną Pac-mana. Kiedy spojrzała na Caroline, ta zachichotała w odpowiedzi.

No co? Pamiętam jak dzisiaj, jak pokazałaś mi ten filmik. Przypomniałam sobie o tym i postanowiłam zrobić ci małego psikusa.

Świetny kubek. – mruknęła Ellen, przyglądając mu się jeszcze raz. – Wezmę go sobie do pracy.

To super. Jestem szczęśliwa, że ci się podoba. – Ellen tego nie zauważyła, ale Caro puściła oczko do Deana, który uśmiechnął się znacząco. – A co dostałaś od córki i swojego faceta?

Jeremy’ego? – spytała odruchowo Ellen.

A masz jakiegoś innego? – zapytał Dean, zaś Caro wybuchła śmiechem. Zaraz jednak zatkała sobie usta dłonią, po czym spojrzała w stronę łóżeczka, gdzie nadal spał mały Jason.

Odczep się, Dean! – Ellen miała ochotę pokazać mu środkowy palec, ale się powstrzymała.

Słyszałaś, Caroline? Muszę się odczepić. – Dean zrobił zabawną minę, aż Ellen warknęła.

Dean, uspokój się! – Caro spojrzała uspokajająco na Ellen. – Więc jak z tym prezentem?

Nic nie dostałam. Jeremy chyba zapomniał o moich urodzinach, zabrał Samanthę i pojechali. Nawet nie wiem, dokąd.

Zapomniał? – Caro udała zdruzgotanie. – Mówiłam, że to w końcu się zdarzy.

Tak, tak, sama słodycz. Ale nie potrafiłam się powstrzymać 🙂 Łapki w górę, kto spodziewał się Mitchell'owego potomka? 😀

Jak wam się podoba zmiana Jeremy'ego? 🙂

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Wiedziałam ! Ja widziałam ! 😅

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A skąd wiedziałaś? 🙂

    • A
      Asia
      | Odpowiedz

      Naprowadzałas troszkę 🙂 a teraz wydaje mi sie ze bedzie weselisko 😅

      • Jo Winchester
        |

        Muszę przestać dawać Wam tyle wskazówek😂

  2. J.Gibson
    | Odpowiedz

    Jaa!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      No wróżka, no!

      • J.Gibson
        |

        Chyba wkurwiuszka 😂😂😂
        Zgadłam dlategoż, iż przeczytałam kilka dni temu bezczelnie i nielegalnie, gdyż zrobiłam włam do twojego dysku googla ponieważ chciałam sprawdzic jaka jest statystyka występowania Ellen😂😂😂, a po przeczytaniu wnioskuję iż gęsto gdzieniegdzie😉.
        Ale imię spoczko: Samantha.
        To raczej oczywiste, iż jak córeczka, to, że tatusia.
        A zaraz… Bo mi umknęło. Które to urodziny Ellen? Bo ja się nie chcę na krzywy ryj wbijać za tydzień, a prezent należałoby dopasować do okazji
        Bo nie wiem czy wypada jeszcze alkohol, czy może już Biovital.

      • Jo Winchester
        |

        Kupuję od Ciebie nazwę “wkurwiuszka”, tylko powiedz mi, ile tych jaj ma być… Sernik dorzucę gratis!😂
        Częstotliwość występowania bogata😂 Ellen rozpanoszyła mi się na końcówce i za cholerę nie odpuszcza. Muszę coś z nią zrobić. Ale w sumie po co, skoro za dwa tygodnie koniec?🤔
        Kup alkohol i biovital. Alkohol wypije Ellen, a Biovital Jeremy😂😂😂

  3. P
    Paulia
    | Odpowiedz

    Extra!!! Tego właśnie oczekiwałam, samej słodyczy 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Słodycz na początek weekendu wskazana, prawda? 😉

  4. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Epilog w przypadku tej historii nie mógł być niczym innym jak słodyczą 🍬🍬 I tak, wiemy, że Jeremy nie zapomniał. Caro nie umie ukrywać takich rzeczy 😆

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 Cieszę się, że pierwsza część przypadła do gustu 🙂 Skąd ta pewność do do Jeremy’ego? ;P

      • K
        Karolina Szymańska
        |

        Pewnie pojechali kupić mamusi piękny pierścionek zaręczynowy-niech będzie jeszcze słodziej …
        Uwielbiam zakończenia “żyli długo i szczęśliwie “😁

      • Jo Winchester
        |

        Następna 😀 Co Wy, dziewczyny, takie uparte na te zaręczyny? 😛

  5. M
    Monika
    | Odpowiedz

    No inaczej być nie mogło 😊 może na prezent Ellen dostanie pierścionek 🤔😀

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A może dajmy chłopu odpocząć😂 Dziecko to już duży postęp u niego, nie wymagajmy za wiele na raz😂

  6. P
    P
    | Odpowiedz

    Na 40 kolejnych po sobie zdań, 25 razy wystąpiło w nich słowo ‘Elen’. To nie jedyne ciągle powtarzane słowo.
    Niestety nie przebrnęłam przez tą część. Naprawdę, nie trzeba w co drugim zdaniu powtarzać imienia bohatera, myślę że my czytelnicy doskonale potrafimy załapać i zapamiętać o kim jest dany fragment już po pierwszym wspomnieniu o postaci, a zdania również da się spokojnie bez tego budować w całkiem przyjemny dla oka sposób, nawet pisząc w czasie przeszłym.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Że też chciało Ci się liczyć. A jakie są te inne, tak powtarzane słowa? Na pewno Jeremy, ale jeśli mówisz słowa, to masz więcej na myśli.

  7. P
    P
    | Odpowiedz

    Akurat chciało, bo była to już moja zwykła ciekawość 🙂 na szczęście zajęło to chwilkę.
    Tak, miałam na myśli imiona pozostałych bohaterów.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Z ciekawością ciężko wygrać. Dziękuję za uwagę, postaram się to poprawić jak najszybciej w wolnej chwili i nie popełnić tej zbrodni przy kolejnej części epilogu 🙂

  8. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Epilog… Epilog wróży koniec… więc I dont like it!!
    btw. nie wierze… naprawdę nie wierze… to chyba pierwszy odcinek kiedy zastosowałaś tak długi opis… bez dialogów… SZOK!
    aaaa hitem odcinka wiadomo co dla mnie jest …. “Spiejdzieliłam.” widać że potomek ma charakter tatusia 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie chce mi się sprawdzać – bo przy tak długim tekście nie pamiętam – czy faktycznie to mój pierwszy długi opis bez dialogów 🙂
      Jak zatęsknisz do “Trzynastu randek”, to będziesz mogła przeczytać całość od początku 🙂
      Niedaleko pada jabłko od jabłoni, więc córka Jeremy`ego nie może za wiele się różnić od szanownego tatusia 😈

  9. T
    Teresa L.
    | Odpowiedz

    A gdzie jest kolejna część epilogu Trzynastu randek????

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Musisz przejść do niego, klikając przycisk “Następny” 🙂 Rozdział jest opublikowany, ale nie ma go jeszcze na głównej 🙂

Napisz nam też coś :-)