Trzynaście randek (VII)

with 7 komentarzy

Trzynaście randek - okładka ebooka

Niektóre randki będą podzielone, więc nie bądźcie zdziwieni 🙂 Uprzedzam tak na wypadek pytań o to.
Jeśli chodzi o błędy w moim tekście, naprawdę staram się poprawiać jak najlepiej. Wzięłam sobie do serca to, o czym pisano do mnie w komentarzach. Mam nadzieję, że to widać.


Randka szósta

Jeremy zadzwonił do niej tego samego dnia, gdy była u niej Caro. Przeprosił, że nie dał znać szybciej, ale chciał zabrać ją tego wieczoru na randkę. Spytała tylko gdzie, a on powiedział, że do znajomych na imprezę w plenerze.

Hasło plener zdziwiło ją, lecz nie zaprotestowała. Bąknęła tylko, że będzie gotowa na czas, bo oczywiście miał po nią przyjechać. Miała już nawet pomysł, jak się powinna ubrać.

Jeremy chciał flirtować z innymi laskami na jej oczach? Dzisiaj miała zamiar pokazać mu, że to ona jest numerem jeden. Ta sukienka, którą założyła na siebie, nie mogła jej lepiej pomóc. Była uszyta ze zwiewnego tiulu w kolorze krwistej czerwieni. Na troszkę grubszych ramiączkach, z dekoltem, którego mogły jej pozazdrościć gwiazdy Hollywood.

W pasie miała cieniutką tasiemkę, dzięki czemu talia została odpowiednio uwydatniona. Dół z przodu kończył się ledwo sięgając połowy ud, zaś z tyłu materiał swobodnie spływał za kolana. Do tego założyła również czerwone sandałki na lekkim koturnie. Mała czarna listonoszka i była gotowa na podbój świata i Jeremy’ego.

– Ellen! – Z uśmiechem satysfakcji zarejestrowała minę Jeremy’ego, gdy ją zobaczył. – Wyglądasz rewelacyjnie!

– Naprawdę? – spytała, choć odpowiedź miała w jego oczach.

Nie wiedział, gdzie ma patrzeć. Czy na biust, czy na nogi. Korzystając z jego rozkojarzenia, objęła go dłonią za szyję i pociągnęła ku sobie. Pocałowała go dokładnie w momencie, gdy zaskoczony spojrzał na jej twarz. Ellen otworzyła szerzej usta, wepchnęła język w sekretne zakamarki ust Jereme’go, wycofała się i lekko ugryzła koniuszek jego języka. Jednak nie uwolniła ust z pocałunku. W końcu go przerwała, delikatnie ująwszy zębami jego dolną wargę.

– To się nazywa przywitanie. – Jeremy dyszał ciężko, jakby przebiegł co najmniej kilka kilometrów. Jego oczy iskrzyły się jak neonówki.

– Jedziemy? – spytała Ellen nie odklejając się od niego. Te wszystkie cholernie mięśnie, jakie wyczuwała pod ubraniami sprawiały, że miała ochotę je z niego zedrzeć.

– Jeśli tylko jesteś gotowa. – Wsunął dłoń na jej talię i razem zeszli do auta.

– Oczywiście, że jestem. To gdzie konkretnie jedziemy? Pod pojęciem plener można wiele rozumieć. – Gdy zajęła swoje miejsce, założyła nogę na nogę. Nie uciekło jej uwadze to, że Jeremy dokładnie tam skupił swój wzrok.

– Na plażę niedaleko za miastem. To taka spontaniczna impreza, będzie kilkoro moich znajomych. Chyba nie jesteś zła, że wybrałem coś takiego zamiast sam na sam z tobą? – spytał, a ona roześmiała się.

– Czy wyglądam na złą? Bardzo chętnie poznam kolejnych twoich przyjaciół, poza tym kto powiedział, że nie możemy mieć trochę prywatności na imprezie? Zawsze można iść na spacer wzdłuż plaży – powiedziała to takim tonem głosu, że aż na nią spojrzał.

– To świetnie. – Musiał odchrząknąć. Szybko powrócił do patrzenia na drogę. – Co dzisiaj porabiałaś?

– Plotkowałam z przyjaciółką. Spędziłyśmy trochę czasu nad basenem. A ty?

– Byłem u Johna. Dyskutowaliśmy nad szczegółami do naszego teledysku. Nadal masz ochotę jechać ze mną na plan za dwa tygodnie? – Co chwilę jego wzrok uciekał na jej nogi. Z satysfakcją poczuła, że ma nad nim władzę.

– Oczywiście, jeśli tylko ty ciągle chcesz mnie tam zabrać. – Chyba powoli dojeżdżali na miejsce, bo właśnie zobaczyła z daleka zarysy plaży. W tych okolicach również dawno nie była.

– Jesteśmy na miejscu Ellen. – Zaparkowali tuż przy wejściu. Z daleka było już widać płonące ognisko i grupkę osób, która bawiła się w najlepsze. Kiedy Ellen wśród nich spostrzegła Wiki, aż spojrzała na Jeremy’ego. – Coś nie tak?

– Nie, wszystko w porządku. – Z trudem pohamowała grymas twarzy. Przypomniała sobie słowa Caroline, że to ona ma rządzić, a nie jakaś pusta lala. – Dawno nie byłam na takiej imprezie.

– Chodź. – W pierwszej kolejności ruszyli niestety do znajomej Jeremy’ego. Westchnęła cicho, ktoś musiał w końcu pokazać klasę.

– Chętnie – odpowiedziała z wystudiowanym uśmiechem. – Wiki, miło cię znowu widzieć!

– Ellen, Jeremy! Wreszcie jesteście! Ellen, rewelacyjna sukienka! – Wiki patrzyła na nią z nieukrywanym podziwem. Szatynka przez krótką chwilę poczuła się dziwnie, ale zignorowała to uczucie. – Wyglądasz jak bogini!

– Dziękuję. – Ku zaskoczeniu kobiety, Wiki dzisiaj ani razu nie spojrzała na Jeremy’ego. Nie próbowała też z nim flirtować.

– Cholera, to naprawdę szkoda, że wolisz facetów. – Ellen zamarła i zerknęła na Mitchella. O czym do diabła ta dziewczyna mówiła teraz?

– Chyba nie rozumiem. – Patrzyła to na jedno, to na drugie. Jeremy wyraźnie usiłował nie roześmiać się.

– Sorry Jeremy, ale muszę to zrobić. – Wiki zwróciła się do przyjaciela i zupełnie niespodziewanie pocałowała ją. Ellen była w takim szoku, że ani nie drgnęła. Kiedy tamta przestała ją całować, spojrzała Ellen prosto w oczy. – Gdybyś kiedykolwiek chciała coś więcej…

– O Boże! – Ellen jęknęła, bo nagle dotarła do niej cała prawda. Wiki nie leciała na Jeremy’ego, a na nią.

– Żyjesz? – Jeremy z powrotem objął ją swoim ramieniem szczerząc się do niej jak głupi. Zamrugała oczami, po czym poczuła, jak na twarz wypływa jej obfity rumieniec. Wiki pomachała im wesoło odchodząc od nich.

– Czy ona mnie właśnie… ? – Pierwszy raz w życiu pocałowała ją jakaś kobieta, nie facet.

– Chyba mam konkurencję. – Jeremy zachichotał przyciągając do siebie. – Ellen, żyjesz? – powtórzył.

– Wiedziałeś, prawda? – Zdążyła nieco ochłonąć, choć nadal czuła się przynajmniej dziwacznie.

– Znam Wiki od kilku dobrych lat. Jasne, że wiedziałem, że woli kobiety. – Mrugnął do niej okiem. – Cieszę się za to, że ty wolisz facetów.

– Taki jesteś tego pewien? – Kiedy ogarnęła wszystko w głowie, już wiedziała, że została wkręcona dwa dni wcześniej. Chcieli się zabawić jej kosztem? Czuła się zawstydzona jak nigdy dotąd.

– Oczywiście, że jestem – odpowiedział, ale usłyszała, że przez krótki moment zawahał się. – Jesteś stuprocentową, heteroseksualną kobietą Ellen!

– Tak mówisz? – Uśmiechnęła się znacząco. Cały czas stała objęta jego ramionami. – To coś ci pokażę…

– Ellen, co ty robisz? – Zdziwiony Jeremy zamrugał oczami, kiedy uwolniła się od niego i ruszyła w ślad za Wiki. Brunetka stała kilka metrów od niej i rozmawiała z dwoma innymi mężczyznami.

– Udowadniam ci, kim naprawdę jestem. – Puściwszy mu oczko, podeszła do Wiki, chwyciła ją za rękę i gdy ta na nią spojrzała, pocałowała ją. Ellen żałowała, że nie może teraz zobaczyć miny Mitchella. To nie był prawdziwy pocałunek, taki jak z Jeremym. Ledwo musnęła usta zszokowanej kobiety.

– Ellen… – Wiki uśmiechnęła się do niej rozanielona. Normalnie Ellen uciekałaby właśnie w popłochu.

– Ellen? – Mitchell podszedł do nich nie dowierzając w to, co się właśnie stało.

– Co Ellen? Dlaczego byłeś taki przekonany, że jestem heteroseksualna? Może lubię również kobiety? – spytała przypatrując mu się z pełnym zadowolenia uśmiechem.

– Ale przecież…

– Przejdziemy się? – Znów objęła mężczyznę, z którym tutaj przyszła. Pomachała Wiki, która odprowadzała ich wzrokiem. Jeremy za pomocą swojej przyjaciółki wkręcił ją, aby poczuła się zazdrosna. Musiała więc się zrewanżować.

– Lubisz też kobiety? – Jego twarz wyrażała wiele emocji teraz. Od niedowierzania słyszanego w głosie, po podniecenie.

– Oczywiście. Nigdy nie pytałeś o to, więc nie mówiłam. Przedwczoraj, kiedy poznałam Wiki, byłam pewna, że ona leci na ciebie. Teraz, gdy wiem, że jest na odwrót… To bardzo zmienia całokształt sprawy.

– Jak zmienia? – Miała ochotę roześmiać się głośno. Jeremy łyknął jej ściemę jak sucha ziemia wodę. No cóż, należało mu się.

– Myślę, że będziemy mogli zaprosić ją do trójkąta. Co ty na to? – Coraz bardziej oddalali się od grupy imprezujących osób.

– Trójkąta? – powtórzył za nią jak echo.

– Nigdy jednocześnie nie byłam z kobietą i mężczyzną. To byłby mój pierwszy raz. Chciałbyś spełnić moje marzenie? – wyszeptała mu to na ucho, aż zadrżał. Wiedziała, że się podniecił, nie wiedziała tylko, czym dokładnie było to spowodowane. Fałszywą obietnicą trójkąta z nią i Wiki czy tym, jak prowokacyjnie zwracała się do niego.

– Ellen, a niech cię! – warknął podniecony mężczyzna i przygarnął ją siłą do siebie.

Ellen jęknęła, gdy poczuła, jak jego żarłoczne usta ją dopadły. Powtórzyła to, kiedy jedna z dłoni Jeremy’ego przesunęła się wzdłuż kręgosłupa prosto na jej pośladki. Docisnął je do siebie, aż poczuła dowód jego podniecenia. Zakręciło jej się od tego w głowie.

Jeremy nie próżnował. Położył ją na piasku, ale nie pozostawił jej samej sobie. Momentalnie przylgnął do niej kąsając te miękkie usta. Ellen nie zaprotestowała, a co więcej ochoczo odpowiedziała na ten zabieg.

Mitchell obudził w niej ogromne pragnienie. Gdzieś w tyle głowy nadal tliło się to, że przecież umawiali się na trzynaście randek, ale teraz liczył się on. Zapomniała o wszystkim, o Wiki, o wkręceniu go, o głupim pomyśle odegrania się. Chciała, żeby Jeremy nie przestawał jej dotykać i całować.

Czuła ciepło jego ciała na sobie, ciężar, który był tak rozkosznie przyjemny. Usta Jeremy’ego przeniosły się na skórę szyi, tak bardzo wrażliwą na każdy dotyk. Gdy przejechał po niej mokrym językiem, cicho krzyknęła. Wszystko błagało w niej o spełnienie.

Dotyk męskiej dłoni na odsłoniętym udzie sprawiał jej niebotyczną przyjemność. Wszelkimi zmysłami czerpała od niego rozkosz, jaką jej dawał. Wilgoć napłynęła między uda. Jeszcze chwilę i pewnie zaczęłaby błagać go, by w nią wszedł. Wtedy podniósł swoją twarz. W jego oczach dostrzegła ogromne pożądanie.

– Ellen. – Cicho wymruczał jej imię zawiesiwszy się nad nią, aż zadrżała. Nie zsunął się z niej, nie przerwał kontaktu fizycznego. Nie chciała, by ją teraz zostawiał.

– Nie dam rady! – jęknęła ocierając się biodrami o jego własne. Tak bardzo chciała go mieć teraz w sobie.

– Kotku, przestań. Wiesz, że nie możemy. – Delikatnie muskał ustami odsłoniętą szyję. Marzyła, by pocałował ją niżej. Pragnęła kochać się z nim do upadłego.

– Nie chcę czekać kolejnych siedmiu randek. To było głupie, a teraz tego żałuję. – Spojrzała na niego licząc, że się z nią zgodzi. Przecież miała świadomość, że Jeremy wcale nie chciał z nią umawiać na trzynaście randek.

– Ellen. – Mężczyzna spojrzał na nią rozbawiony, chociaż cały czas widziała, że nie opuściło go pożądanie. – Gdybyś powiedziała to na samym początku, pewnie z rozkoszą skorzystałbym z tej propozycji.

– Jak to? – Jeremy nie mógł jej bardziej zaskoczyć. O czym on do cholery mówił?

– Po prostu uważam, że miałaś rację. – Mężczyzna starał się zachowywać poważną twarz. – Nie powinniśmy się nigdzie śpieszyć. Chcę zasłużyć na ciebie. Twój pomysł z taką ilością spotkań mi się podoba. Chcę cię poznać Ellen.  Mamy przecież czas na wszystko.

– Nie chcesz kochać się ze mną? – jęknęła ponownie nie rozumiejąc, co się właściwie dzieje. Pomyliła się? Jeremy udawał?

– Chcę. Nie masz pojęcia, jak bardzo. No może troszkę masz. Jednak doszedłem do wniosku, że bardziej zależy mi, by cię najpierw poznać. – Mrugnął do niej okiem.

– Zrobiłam z siebie desperatkę? – Poczuła, że policzki zaczynają ją piec ze wstydu. Odwróciła wzrok.

– Ellen, spójrz na mnie! – zażądał. Nie chciała, ale wtedy sam nakierował jej twarz tak, by mogli patrzeć sobie w oczy. – Nigdy nie byłaś dla mnie żadną desperatką, ani teraz, ani wcześniej. Na pewno nią nie zostaniesz. Pójdziemy na następne siedem randek i będziemy bawić się wyśmienicie. A po trzynastej tak cię zerżnę, że przez tydzień nie usiądziesz na tym słodkim tyłku.

– Co, jeśli wtedy już nie będę chciała? – Usiłowała podrażnić go trochę, ale wtedy Jeremy roześmiał się.

– To cię zwiążę i wykorzystam wbrew twojej woli. Może być? – Wyglądał tak zabójczo z tym bezczelnym uśmiechem, że musiała go pocałować. Od razu jej odpowiedział. Tym razem nie było w tym ognia, który chciał ich spalić. Po prostu spokój, którego oboje potrzebowali.

– Liczę na to – odpowiedziała mu, gdy oderwał swoje usta. – Wracamy?

– Do domu, czy do towarzystwa? – spytał podnosząc się z niej. Pomógł wstać i roześmiał się, gdy potrząsnęła głową i z włosów wysypał się piasek.

– Na imprezę. Chcę pobawić się jeszcze. Wieczór jest młody, a nawet sobie nie potańczyłam przy ognisku. – Podeszła do niego uśmiechnięta.

– Wedle życzenia moja pani! – Teatralnie ukłonił się przed nią i w końcu ruszyli powoli wzdłuż plaży. Dobry humor powrócił i mogła bawić się dalej.

 

Oto Jo Winchester:

Zwykła dziewczyna, której dziesięć lat temu zamarzyło się spisywanie powstających w głowie historii. Mimo ciężkiego startu nie poddałam się i staram się podnosić poziom swojego pisania. Uwielbiam erotyki, dlatego w swoje opowiadania wplatam bogate sceny seksu.

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. Monika G.
    | Odpowiedz

    Jo.
    Trzymasz napiecie lepiej niz moje gniazdka.
    Ja ci jakos w prywatnej wiadomosci podesle adres a ty wsadz, prosze, Jeremiego w Ubera i siup go do mnie hahahahaha!
    Juz ja go zwiaze…. Jak szynke na swieta 😂😂😂😂
    Ooo ratujcie. Wiekszosc moich erotycznych skojarzen jest zwiazana z jedzeniem. Zeby jeszcze tylko orgazm dostawac od wypelnionego rzoladka a nie pelnej… No wiecie. 😂😂😂

    Az wstyd, ze ja to na trzezwo pisze. A co tam! Enter!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Muszę zasmucić Cię, ale Jeremy siedzi już związany w mojej piwnicy 😉

  2. Kornelia
    | Odpowiedz

    Kurde, już myślałam że oboje się ugną. Ależ zrobiłaś atmosferę napięcia. Pozostaje tylko czekać do następnej części 🙂

  3. Maria Smolińska
    | Odpowiedz

    Jest super 🙂 widać, ze nabrałas już pewności i czyta się jednym tchem 🙂 oby tak dalej!

  4. Anonim
    | Odpowiedz

    Iskrzy iskrzy pożar coraz bliżej 😁 super tekst aż czekam na wiecej

Napisz nam też coś :-)