Uwierz we mnie (XIX)

with 6 komentarzy

Rozdział 19

pan nieśmiały robi pierwszy krok

Ponieważ publikacja u mnie przesunęła się o tydzień z powodu krótkiej przerwy, dzisiaj zapraszam na podwójny odcinek z okazji Dnia Kobiet. Miłego czytania!!!

Jo

 

– Abigail, co się z tobą ostatnio dzieje? – spytała Sarah, kiedy wychodziłyśmy z pracy kilka dni później.

Spojrzałam na nią, gdy zmierzałyśmy na parking. Przez większość czasu w salonie byłam dziwnie milcząca, często popadałam w zamyślenie.

– Dlaczego pytasz? – odpowiedziałam pytaniem.

– Bo widzę, że nie jesteś sobą. Chodzisz rozkojarzona, nie rozmawiasz tyle, co zwykle. Do tego uśmiechasz się co rusz do komórki. To sprawka Willa? – spytała wprost.

Co jej miałam odpowiedzieć? Prawdę? Może i mogłam, ale czy chciałam od razu informować o wszystkim cały świat? Lubiłam Sarah, była moją dobrą koleżanką, aczkolwiek nie aż tak bliską, bym pragnęła wykrzyczeć, co się działo między mną a Willem. Prawdopodobnie to było samolubne z mojej strony, jednak najpierw wolałam sama się tym nacieszyć. Bardzo lubiłam przyjaciół Willa, oni doskonale wiedzieli, że spotykam się z ich kumplem. Nieraz Matt z nas żartował, ale przez wzgląd na Willa starałam się nie reagować.

– Wszystko jest w porządku. Po prostu wczoraj do późna oglądaliśmy filmy, więc teraz jestem niewyspana.

– Przydałoby ci się niewyspanie z innych powodów – zaśmiała się Sarah, puszczając do mnie oczko. – Do jutra, Abbie.

– Do zobaczenia. – Pomachałam jej na pożegnanie, po czym zajęłam miejsce za kierownica mojego auta.

Rzuciłam torebkę na siedzenie obok i już miałam odpalić silnik, kiedy dostałam powiadomienie o wiadomości w mojej skrzynce mailowej. Odruchowo sięgnęłam po telefon. Gdy przeczytałam jej treść, oniemiałam. Przecież to było niemożliwe! Poprawka, było możliwe, ale…

Przeczytałam maila po raz drugi, a później trzeci, czwarty i piąty, jednak zawartość nie uległa zmianie. Poczułam łzy pod powiekami. Chyba zbyt wiele różnorodnych emocji naraz obudziło się we mnie. Wzięłam kilka głębokich oddechów, aby się opanować.

Kiedy w końcu byłam w stanie kontrolować swoje zachowanie i uczucia, ruszyłam w drogę do mieszkania. Musiałam porozmawiać z Willem. Nadal nie dochodziło do mnie to, o czym się dowiedziałam i pragnęłam, aby on mnie w tym utwierdził.

Bardzo szybko pokonywałam kolejne kilometry. Na parkingu zostawiłam auto nieco niechlujnie. Pobiegłam do wejścia do budynku, pokonałam schody, po czym znalazłszy się pod mieszkaniem Williama, zapukałam energicznie.

– Abbie, wejdź. – Will otworzył mi z uśmiechem na ustach. – Coś się stało? Masz dziwną minę.

– Muszę ci o czymś powiedzieć. – Gdybym była silniejsza, pewnie stratowałabym chłopaka.

– Wnioskuję, że to coś bardzo ważnego. Usiądziemy w salonie i będziesz mogła podzielić się nowinami. Wnioskuję, że dobrymi? – dopytywał, idąc za mną.

– Przeczytaj to! – Wlepiłam mu w dłonie swoją komórkę. Nie zdążyłam zamknąć skrzynki, więc wystarczyło odblokować ekran.

–  Dobrze. – Mężczyzna skinął głową, a następnie skupił się na treści.

Minutę później podniósł na mnie wzrok. Dostrzegłam w nich czystą radość. Zupełnie, jakby ta sprawa dotyczyła jego samego.

– Abigail! – wykrzyknął moje imię. – To cudownie! Wreszcie spełni się twoje marzenie! – Will odłożył telefon, chwycił mnie i podniósł do góry, a następnie zaczął okręcać.

– Czyli to nie jest wymysł mojego umysłu… – szepnęłam, znów czując zdradzieckie łzy napływające do oczu.

– Oczywiście, że nie. Czy ty płaczesz? – spytał zaskoczony moją reakcją.

– Tak – wychrypiałam. – Nie sądziłam, że w końcu ktoś się odezwie.

– Głuptasie – powiedział Will pieszczotliwym tonem. Ze mną w ramionach ruszył do salonu i usiadł na kanapie. – Jesteś bardzo zdolną pisarką, tylko jeszcze nie stałaś się sławna. Kiedy cię wydadzą, ludzie poznają się na tobie i dopiero wtedy będzie się działo.

– Mówisz tak, ponieważ chcesz dodać mi otuchy – mruknęłam, przytulając się do niego. – Dziękuję ci za to, Will. – Pocałowałam go delikatnie.

– Mówię tak, bo tak uważam – odpowiedział szczerze mężczyzna. – Ciesz się ze swojego sukcesu, masz do tego pełne prawo.

– A jeśli coś pójdzie nie tak? – dopytywałam. Nie miałam pojęcia, skąd u mnie nagle pojawiło się czarnowidztwo.

– Abbie! Czy ktoś cię podmienił? Przyjechałaś taka podekscytowana, co się stało? – Will przyglądał mi się intensywnie. – Głowa do góry,.

– Chyba dopadł mnie stres. Dziękuję, że mnie znosisz.

– Daj spokój. Teraz będzie już tylko lepiej. Skoro dostałaś pozytywną odpowiedź od wydawnictwa, to z pewnością wszystko się ułoży. Nie odpisaliby, gdyby nie chcieli cię wydawać.

– Jesteś cudowny, wiesz o tym? – Na powrót się uśmiechnęłam. Słowa Willa mnie pocieszyły.

– Dzisiaj jeszcze tego nie słyszałem. Mam pomysł! – wykrzyknął nagle. – Musimy to uczcić.

– To jeszcze nic takiego, Will. – Usiłowałam protestować, ale chłopak uciszył mnie jednym spojrzeniem.

– Mylisz się, Abbie. Ciesz się każdym, nawet najdrobniejszym sukcesem. Absolutnie K-A-Ż-D-Y-M ! – przeliterował.

– To rozkaz? – spytałam zaczepnie.

– Można to ująć w ten sposób, jeśli tylko masz ochotę. Jedziemy na plażę i lody.

– Plażę? – Spojrzałam zaskoczona na Willa. – Czy pan jest romantykiem, panie Carter?

– Nie chciałabyś wiedzieć za dużo naraz? – odparł.

William stał się zupełnie innym mężczyzną, odkąd zaczęliśmy ze sobą sypiać. Wyzbył się nieśmiałości, potrafił być stanowczy. Wciąż mnie zaskakiwał, co mi się bardzo podobało. Traktował mnie, jak należało traktować kobietę – z szacunkiem. Cierpliwie słuchał, kiedy mu o czymś opowiadałam. Coraz bardziej odsłaniał się przede mną, więc wreszcie mogłam poznać go tak, jak tego pragnęłam.

– Lubię cię odkrywać, Will – powiedziałam, głaszcząc go dłonią po policzku.

Will czasami golił zarost do zera, ale dzisiaj znów miał tę seksowną, trzydniową szczecinę. Uwielbiałam ją. On chyba o tym wiedział, bo uśmiechnął się znacząco.

– Może będziesz miała okazję, by znów to zrobić. Jedziemy?

– Chętnie. – Poczułam ochotę, aby odpowiedzieć, że pojechałabym z nim wszędzie, jednak się powstrzymałam. Nie chciałam wystraszyć Willa. Nasza znajomość wciąż ewoluowała.

– Chwaliłaś się jeszcze komuś dobrą nowiną? – zagadnął, kiedy zamknął za nami drzwi i szliśmy do jego samochodu.

– Nikomu, oprócz tobie. Nie zamierzam o tym rozpowiadać. Jeszcze nie podpisałam żadnej umowy, nie wiem, jak to wszystko się potoczy. Wolę poczekać z rozgłaszaniem takiej informacji.

– Jestem zachwycony, że podzieliłaś się ze mną tak wspaniałą wiadomością – odpowiedział z dumą w głosie.

Otworzył przede mną drzwi w aucie, więc pośpiesznie wsiadłam na fotel pasażera. Już po chwili mknęliśmy drogą w kierunku plaży. Drogi o tej porze były zakorkowane, dlatego przejechanie trasy od naszych mieszkań do plaży zajęło nam ponad godzinę.

– Dotarliśmy na miejscu – zakomunikował Will, wysiadając pierwszy.

– Pięknie tu jest – westchnęłam rozmarzona, spoglądając na horyzont, nad którym właśnie zachodziło słońce.

Ku mojemu zaskoczeniu, a także radości, na plaży nie było praktycznie nikogo. Jedynie w oddali majaczyły sylwetki odchodzącej pary.

– Czasami przyjeżdżam w tę okolicę – mruknął Will, biorąc mnie za dłoń.

Ruszyliśmy powoli wzdłuż brzegu.

– To twoja samotnia? – spytałam, przyglądając się jego twarzy. Wyglądał na wyluzowanego.

– Co pewien czas. Lubię pooglądać zachód słońca, nacieszyć się widokami. Przyszło mi na myśl, że to idealne miejsce, aby cieszyć się twoim sukcesem.

– I miałeś rację. Dziękuję, że przywiozłeś mnie tutaj. – Przytuliłam się do boku Willa. Czułam przy nim błogi nastrój, radość, a także nadzieję, iż naprawdę wszystko będzie dobrze.

– Po prostu chciałem podzielić się tym z tobą.

– Jesteś wspaniały. Wiesz, że Sarah pytała dzisiaj o nas? – napomknęłam, przypominając sobie krótką rozmowę z koleżanką.

– Tak? – spytał nieco zdumiony Will. – A o co konkretnie?

– Czy to za twoją sprawą tak się uśmiecham – odpowiedziałam.

– A uśmiechasz się dzięki mnie? – Will skoncentrował na mnie swój wzrok. Jego wyraz twarzy był teraz nieodgadniony.

– Nie chciałbyś wiedzieć za dużo naraz? – powtórzyłam jego słowa z mieszkania, a on zaczął się śmiać. Tym samym uniknęłam odpowiedzi na pytanie mężczyzny.

– Szybko się uczysz, Abigail. – Chłopak zatrzymał się, po czym objął mnie w pasie i pocałował.

Byłam już uzależniona od ust tego człowieka. Nawet nie wiem, kiedy to się stało. Nie wiem też, w którym momencie tak się do niego przywiązałam. Dlatego bardzo pragnęłam, żeby nasza relacja okazała się czymś więcej niż to, co miałam z Rickiem.

– Mam dobrego nauczyciela. – Uśmiechnęłam się szeroko, gdy rozłączyliśmy nasze usta.

– Żeby tylko uczeń nie przerósł mistrza. – Will pogroził mi zabawnie i ruszyliśmy w dalszą drogę.

– To się dopiero okaże.

***

– Pobudka, draniu! – wrzasnął Myles do słuchawki, kiedy odebrałem od niego telefon.

– W domu wszyscy zdrowi? – spytałem, odsuwając komórkę od ucha. Przez tego kretyna w końcu ogłuchnę.

– Amy, kochanie, jesteś zdrowa? Will się pyta! – Usłyszałem słowa przyjaciela kierowane do jego partnerki. Kobieta coś odpowiedziała, ale nie dosłyszałem, co. – Amy twierdzi, że z nią wszystko w porządku.

– Z nią na pewno, jednak co do ciebie, to nie jestem pewien. Dzwonisz w konkretnej sprawie?

– Czy nie mogę zadzwonić bez powodu do mojego najlepszego kumpla? Od razu muszę mieć w tym jakiś interes? – dodał takim tonem, że zyskałem pewność, iż coś jest na rzeczy.

– O co chodzi, ty gnido dworska? – Nasza święta trójca nie była zbyt grzeczna, jeśli chodziło o zwracanie się do siebie.

Wszyscy trzej uwielbialiśmy wymyślać nowe przezwiska. Czasami odnosiłem wrażenie, że w ten sposób okazywaliśmy sobie wzajemnie przywiązanie.

– Chciałem upewnić się co do weekendu w górach.

Aż usiadłem na łóżku. Kompletnie zapomniałem o tym, że zbliżają się moje trzydzieste urodziny. Jakiś czas temu Myles oraz Matt wpadli na pomysł, iż z tej okazji muszą mnie zabrać gdzieś indziej niż na zwykły wypad do klubu.

Na początku usiłowałem protestować, ale wiedziałem, że z nimi nie wygram. Byłem kompletnie bez szans. Kumple wszystkim się zajęli, zorganizowali nocleg, znaleźli fajny ośrodek, nawet chcieli poszukać dziewczyny, która mogłaby mi towarzyszyć. To było jeszcze zanim poznałem Abigail.

– Przecież wy ustalaliście szczegóły – przypomniałem.

– I wszystko zostaje tak, jak zostało pierwotnie zaplanowane. Przyjedziesz z Abbie? – W głosie Mylesa usłyszałem ciekawość.

Już od kilku tygodni moi przyjaciele dopytywali, czy wreszcie przeszedłem na wyższy poziom znajomości z Abigail. Kręciłem tylko głową, ignorując ich zaczepki. Obaj doskonale mnie znali i wiedzieli, że nie pójdę do łóżka z żadną kobietą, jeśli nie poczuję do niej czegoś więcej niż tylko pożądanie.

Kiedy po raz pierwszy kochałem się z Abbie, nie chciałem nikomu o tym mówić. Nie od razu. Najpierw sam pragnąłem oswoić się z nową sytuacją, z własnymi uczuciami, z tym, że zacząłem traktować Abigail jako kogoś więcej niż tylko seksowną sąsiadkę, która mi się spodobała. Dlatego tak się ucieszyłem, gdy usłyszałem od niej, że ona również zatrzymała tę informację dla siebie.

– Nie znam planów Abbie. Być może będę tam sam – odparłem niedbałym tonem. Wolałem niczego nie przewidywać.

– Chyba sobie żartujesz! Ja z nią porozmawiam. Albo Matt. Zgodzę się nawet na to, byście mieli osobne pokoje, jeśli nie zdecydujesz się na jeden. Tylko weź ją ze sobą! – kontynuował Myles.

– Nie będę jej do niczego zmuszał i tobie też to radzę. Ja nie żartuję. Jeśli dowiem się, że do niej zadzwoniłeś albo nagabywałeś w mieszkaniu, wtedy nigdzie z wami nie pojadę – zagroziłem, mając świadomość, że Myles inaczej nie odpuści.

– Stary, ale z ciebie wapniak! Wolę nie myśleć, co będzie, kiedy skończysz czterdziestkę – marudził mój przyjaciel. – Jestem pewien, że gdybyś spuścił trochę pary z krzyża…

– Do zobaczenia w weekend! – Rozłączyłem się szybko, nie dając mu dokończyć. Myles mógłby rozmawiać na ten temat bardzo długo.

Oczywiście, że zamierzałem zaprosić Abbie i liczyłem na jej zgodę. Ale póki co ani Myles, ani Matt nie musieli o tym wiedzieć. Dowiedzą się na miejscu. Czy to było z mojej strony dziecinne zachowanie? Być może. Jednak na razie pragnąłem mieć święty spokój.

Spojrzałem na zegarek, dochodziła siódma rano. Abbie na pewno już wstała i szykowała się do pracy. Postanowiłem zajrzeć do niej, zanim ona wyjdzie z mieszkania. Założyłem spodnie, koszulkę, po czym podążyłem na balkon. Dziewczyna często zostawiała otwarte drzwi z tej strony, więc pomyślałem, iż wejdę tą drogą.

– Abbie? – zawołałem, zanim wszedłem do środka. Nie chciałem jej wystraszyć.

– Will? – Kobieta wkroczyła do salonu, spoglądając na mnie zdziwiona. – Przecież mogłeś przyjść normalnie. – Uśmiechnęła się szeroko.

– Wolałem na skróty – odpowiedziałem, podchodząc do niej. Objąłem ją w pasie i nachyliłem się, aby złożyć pocałunek na jej ustach.

– Czemu zawdzięczam tę wizytę z rana? – spytała, gdy wreszcie była w stanie to zrobić.

Przez chwilę przyglądałem się Abigail w milczeniu. Była taka piękna. Była również dobra. Gdyby nie jej upór w dążeniu do celu, nie stalibyśmy teraz przytuleni do siebie.

– Myles mnie obudził – zacząłem, ale wtedy Abbie wybuchła śmiechem. – Co w tym śmiesznego? – Zmarszczyłem czoło, nie pojmując reakcji u dziewczyny.

– Zrobiłeś taką minę, jakbyś przyszedł tylko po to, żeby na niego naskarżyć.

– Zyskam coś takim zachowaniem? – Uśmiechnąłem się lekko, udając, że dopuszczam do siebie możliwość złożenia skargi na przyjaciela.

– Mogę cię przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Zgadzasz się?

– Trochę słabo, Abbie. Liczyłem na lepszą propozycję. Na przykład…

– Jeśli znów myślisz o zaciągnięciu mnie do sypialni, to nie ma mowy! – odpowiedziała dziewczyna, ale po jej oczach poznałem, iż tak naprawdę nie miałaby nic przeciwko. Ostatnio nie miała. –Will, nie mogę znowu spóźnić się przez ciebie do pracy! – protestowała, zaś ja roześmiałem się głośno. – Co cię tak rozbawiło?

–  Ty. – Ucałowałem ją w czubek nosa. – Po pierwsze – pragnę wyjaśnić, że to była twoja wina, ponieważ skusiłaś mnie, paradując w tej seksownej bieliźnie, którą przedwczoraj założyłaś. Po drugie – przyszedłem, bo chciałem cię o coś zapytać.

– O co? – Abbie nie skomentowała wcześniejszych słów, za to zaciekawiła się, co mam jej do powiedzenia.

– Czy posiadasz plany na najbliższy weekend?

– Zamierzasz mnie gdzieś zabrać? – Na twarzy ciemnowłosej dostrzegłem zdumienie, a chwilę później radość.

– Wiesz, że niezbyt grzecznie jest odpowiadać pytaniem na pytanie?

– A wiesz, że właśnie zrobiłeś to samo? – Abbie parsknęła śmiechem.

Moja odpowiedź mogła być tylko jedna – roześmiałem się podobnie jak dziewczyna.

– Ok, mamy remis. Tak, chciałbym cię zaprosić w pewne miejsce – odparłem po chwili. – Chłopaki wymyślili weekend w górach.

– Próbują się przekonać, czy między nami dzieje się coś więcej niż dotychczas? – Abbie już trochę ich poznała, więc nie byłem zdziwiony jej pytaniem.

– Na pewno. Ale akurat ten wyjazd był planowany o wiele wcześniej. Za kilka dni kończę trzydzieści lat.

– Nie wiedziałam! – Abbie rozpromieniła się na twarzy. – W sumie nigdy nie zapytałam cię o twój wiek. Oczywiście, że z tobą pojadę.

– Naprawdę? – Poczułem ulgę, słysząc zgodę z ust kobiety. Bałem się, że mi odmówi, wszak moje urodziny mogły kolidować z jej wcześniejszymi planami.

– Chyba nie sądzisz, że odmówiłabym takiej propozycji? Will, to twoje święto. Czuję się zaszczycona, że chcesz, bym była tam z tobą, a także z twoimi przyjaciółmi. Dziękuję – wyszeptała na koniec, po czym nasze usta znów się zetknęły. – Dokąd pojedziemy?

– Do ośrodka Alpental. Moglibyśmy wyjechać w sobotę z samego rana, a wrócilibyśmy w niedzielę wieczorem. – Cieszyłem się niczym dziecko, mając świadomość, że Abbie pojedzie ze mną. – Zameldujemy się w hotelu, później wypożyczymy narty i pójdziemy na stok.

– Na stok? – powtórzyła, zaś jej uśmiech nieco zgasł. – Ale ja…

– Nie umiesz jeździć na nartach? – spytałem delikatnie. – Nie przejmuj się. Nauczę cię. To nic trudnego.

– Serio? Chcesz tracić czas na uczenie mnie?

– Nie nazwałbym tego stratą czasu, Abbie. Będę cię instruował z ogromną przyjemnością. A teraz nie będę ci dłużej przeszkadzał, w końcu nie chciałbym, żebyś znów spóźniła się przeze mnie do pracy… –  Pośpiesznie odsunąłem się od kobiety, kiedy poczułem ochotę, by jednak zabrać ją do sypialni.

– Spotkamy się wieczorem? – Abbie skupiła na mnie wzrok, gdy ruszyłem do drzwi prowadzących na balkon. Wracałem tą samą drogą, którą przyszedłem.

– Zastanowię się i dam ci znać. – Pomachałem jej, po czym opuściłem mieszkanie.

Czekało mnie sporo pracy, więc wiedziałem, że do końca dnia nie będę narzekał na brak zajęcia.

To była środa. W piątek w późnych godzinach popołudniowych spakowałem potrzebne rzeczy, a następnie wylądowałem u Abbie. Wieczór spędziliśmy  na oglądaniu filmów. Podczas seansu Abbie – wtulona we mnie – zasnęła. Zaniosłem ją do łóżka i położyłem się obok. Zapadałem w sen, wsłuchując się w spokojny oddech dziewczyny, mając ją blisko siebie.

O poranku musieliśmy się zbierać. Początkowo Myles zaproponował, abym pojechał z nimi, ale odmówiłem. Za wymówkę posłużył mi argument, że muszę coś jeszcze załatwić. Umówiliśmy się w ośrodku w południe.

– Chłopaki wiedzą o mojej obecności? – spytała Abbie, gdy jechaliśmy na miejsce.

– Nie, chociaż uważam, że się domyślają – odpowiedziałem. – Dobrze ich znam i tak samo oni mnie znają. Kiedy zobaczą nas razem, od razu zorientują się w sytuacji. I tak nie dalibyśmy rady dłużej ukrywać prawdy o nas.

– Myślisz, że będą na nas źli? – Zauważyłem, że Abbie trochę się denerwowała. Uśmiechnąłem się do niej uspokajająco.

– Nie martw się. – Lewą dłonią trzymałem kierownicę, prawą nakryłem dłoń Abbie. – Chłopaki bardzo cię lubią. Już zapomniałaś, że od samego początku chcieli nas wyswatać?

– Nigdy nie wyprę z pamięci pierwszego spotkania z Mylesem. – Dziewczyna zachichotała na samo wspomnienie.

– Tylko mu o tym nie mów, bo popadnie w samozachwyt. Jego ego jest na poziomie Mount Everestu – napomknąłem ze śmiechem.

Jazda upływała nam  na dalszej rozmowie, planowaniu, co jeszcze oprócz nauki jazdy na nartach Abbie chciałaby robić w ośrodku. Naprawdę byłem zachwycony, że zgodziła się jechać ze mną. Wcześniej nie przykładałem większej wagi do urodzin, ale teraz odczuwałem radość, ponieważ ten dzień miałem spędzić również w towarzystwie Abigail. A w obecnym stanie wiele to dla mnie znaczyło.

Nim się zorientowaliśmy, dotarliśmy na miejsce. W międzyczasie otrzymałem kilka sms-ów, podejrzewałem od kogo.

– Czekają na nas w barze – oznajmiłem, kiedy przeczytałem wiadomości. – Jakby można było znaleźć ich gdziekolwiek indziej – zażartowałem, wysiadając z auta.

Szybko sięgnąłem po okrycie wierzchnie, które rzuciłem na tylne siedzenie. Widząc, że Abbie nie może sobie poradzić z zamkiem w swojej kurtce, podszedłem do niej i złapałem za dół materiału.

Dziewczyna spojrzała zaskoczona, ale uśmiechnęła się, widząc moją chęć pomocy. Pośpiesznie zasunąłem zamek aż do samej góry.

– Nie chciałbym, żebyś się przeziębiła – mruknąłem.

– Zawsze mógłbyś mnie rozgrzać w nocy – odparła Abbie. – Idziemy do środka?

– Oczywiście. Wezmę tylko nasze walizki. – Niechętnie puściłem moją towarzyszkę, po czym otworzyłem bagażnik.

– Wezmę swoją, podaj mi ją, Will. – Abigail przystanęła tuż obok mnie. Spojrzałem na nią zdumiony.

– A weźmiesz również moją? – spytałem poważnie, aż szatynka otworzyła lekko usta.

– Ja… Tak, oczywiście – odpowiedziała po chwili.

– Kotku, nie zadawaj więcej idiotycznych pytań. Lepiej wejdź do środka – rzekłem, łapiąc za obie walizki. – Nie sądziłem, że dasz się tak nabrać. – Puściłem do niej oczko, kiedy na moment odstawiłem bagaże, aby zamknąć klapę bagażnika.

– Chciałam tylko pomóc. – Abbie wzruszyła ramionami. Na szczęście nie obraziła się za mój sarkastyczny żart.

– Pomóc to możesz, jeśli cię poproszę o umycie mi pleców w trakcie wspólnego prysznicu – odparłem, wchodząc na schody prowadzące do głównego wejścia do ośrodka.

– A poprosisz? – spytała dziewczyna, gdy znaleźliśmy się w holu.

– Będę musiał głęboko nad tym pomyśleć. – Podszedłem do recepcji, za którą siedziała młoda kobieta. – Dzień dobry. Nazywam się William Carter.

– Witam pana, panie Carter. – Recepcjonistka uśmiechnęła się delikatnie. – Ma pan rezerwację na pokój dwuosobowy z łożem małżeńskim.

– Zgadza się – potwierdziłem. Poczułem na sobie wzrok Abigail.

– Proszę wypełnić formularz meldunkowy. – Blondynka podsunęła w moim kierunku kartkę oraz długopis. Zrobiłem, co trzeba, po czym dostałem do rąk kartę magnetyczną do drzwi. – Życzę przyjemnego pobytu.

– Dziękujemy – odpowiedziałem. – Idziemy?

– Oczywiście. – Abbie skinęła głową, a ja chwyciłem za walizki.

– Chcesz odpocząć po podróży czy może od razu dołączymy do towarzystwa? – spytałem, kiedy jechaliśmy windą na trzecie piętro.

– Obawiam się, że gdybym zechciała odpocząć, to nie wyszlibyśmy szybko z pokoju.

– Jesteś niegrzeczna, Abigail. – Przypatrywałem się jej intensywnie.

Sam nie miałbym nic przeciwko pozostaniu w odosobnieniu, jednak czułem, że moi przyjaciele błyskawicznie by nas znaleźli.

– Ktoś musi – zażartowała Abbie.

Dziesięć minut później stanęliśmy przed wejściem do baru.

– Gotowa? – spytałem, chwytając ją za dłoń.

– Brzmisz tak, jakbyśmy szli z nimi na wojnę.

– Wiele się nie pomyliłaś. – Byłem przygotowany na żarty moich kumpli. Nie było co dłużej zwlekać.

– Wiedziałem!!! – Krzyk Mylesa rozległ się w całym pomieszczeniu.

Kilka osób spojrzało w jego kierunku, ale mężczyzna absolutnie nic sobie z tego nie robił.

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. D
    Domi
    | Odpowiedz

    Myles zawsze rozbawi. Choćby mówił tylko jedno słowo 😂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Poczekaj na kontynuację pobytu w ośrodku 😎

  2. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Pewnie będzie się dużo działo na tym wyjeździe 😎 Will wreszcie bierze sprawy w swoje ręce 😂 Już nie mogę się doczekać kontynuacji 😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Sporo 🙂 Will to mężczyzna z krwi i kości, tylko ciężko do niego dotrzeć, ale gra jest warta świeczki 🙂

  3. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    ” Stary, ale z ciebie wapniak! “…, ahh jak ja lubię tego kolesia😉 BTW. zapomiałam że Will jest młodszy ode mnie. … 😂 Cos czuje ze za moment pewnośc Willa odbije się na Abby…. tak czy siak urocze że on był pierwsza osoba z którą chciała się podzielić swoim małym sukcesem. .. to już big step😈

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      A ja lubię całą trójcę świętą xD Will dopiero zmienia cyferkę z przodu, aż mu zazdroszczę 🙂 Abbie sobie poradzi z 2xM, to raczej oni powinni się jej bać 🙂

Napisz nam też coś :-)