Uwierz we mnie (II)

with 16 komentarzy

Rozdział 2

ebook romantyczny

Kiedy Rick przyjechał do mnie, nie spodziewałam się, że zrobi mi publiczną awanturę. Chociaż… Powinnam być na wszystko przygotowana po tym, co mi zaserwował w trakcie dwuletniego związku. Należał mi się tytuł idiotki roku za to, iż przymykałam oczy na jego występki.

Rick był przystojnym i dobrze rozwijającym swoją karierę maklerem giełdowym. Poznaliśmy się przez przypadek w jednej z kawiarni, kiedy wpadliśmy na siebie. Wylał na mój płaszczyk swoją kawę. W ramach przeprosin  obiecał oddać go do pralni i odwiózł mnie do mieszkania. Kiedy przyjechał kolejnym razem, zostałam zaproszona na kolację.

Z początku wydawał się ideałem. Jednak na jego perfekcyjnej powłoce szybko pokazała się pierwsza rysa. Po pół roku bycia razem nakryłam go na flirtowaniu z sekretarką. Po pożądliwym spojrzeniu, którym drobna blondynka obdarzyła mojego mężczyznę, można było się domyślić, iż coś ich łączy. Zdrady mu wtedy nie dowiodłam, ale niesmak pozostał. Jednak głęboko go ukryłam.

Już wtedy powinnam była rzucić Ricka, spróbować ułożyć sobie życie na nowo. On nigdy nie był dla mnie takim partnerem, jakiego dla siebie pragnęłam. Jego skłonności do zdrad nie były jedyną przyczyną, dla której tak uważałam. Bo kilka miesięcy później oficjalnie przyłapałam go na niewierności.

Kocham pisać. Od jakiegoś czasu wysyłam swoje teksty do różnych wydawnictw, jednak na razie bez powodzenia. Co ma, a raczej co miał do tego mój były chłopak? Nigdy mnie nie wspierał. Ani razu nie usłyszałam od niego: „Abbie, nie poddawaj się, przecież w końcu osiągniesz swój cel”. Nie mogłam liczyć na Ricka.

Dlaczego to wszystko tolerowałam? Tkwiłam w czymś, co z pewnością nie dawało mi szczęścia? Wstyd było się przyznać, ale nie zerwałam z nim wcześniej, bo przyzwyczaiłam się do jego obecności. Może na samym początku kochałam swojego partnera, chociaż obecnie nie byłam za bardzo przekonana o prawdziwości tego uczucia.

Na szczęście nadszedł kres i w końcu powiedziałam Rickowi, że chcę się rozejść. Nie przyjął tego dobrze. Prawdopodobnie gdyby nie Will, rozbiłabym Rickowi coś ciężkiego na głowie.

O Boże, Abbie! Jesteś kretynką! – Z wrażenia musiałam usiąść. Wygłupiłam się przed kompletnie obcym mi mężczyzną.

Sąsiad od razu stanął mi przed oczyma wyobraźni. Ostatnio mało przebywałam w mieszkaniu, miałam trochę spraw na głowie. Dlatego nie miałam pojęcia, że lokal obok jest już zajęty. I to przez tak przystojnego mężczyznę.

Blondyni raczej nie należeli do grona mężczyzn, na których od razu zwracałam uwagę. Nie, nic do nich nie miałam. Jednak łatwiej wpadali mi w oko bruneci lub szatyni. Taki miałam gust, a wiadomo, o gustach się nie dyskutuje. Chociaż zarówno Rick, jak i William stanowili tutaj wyjątek.

Will posiadał włosy w kolorze ciemnego blondu. Oczy niebieskie, ale tak wyraziste, że można było się w nich zatracić. Pewnie niejedna kobieta miała na to ochotę. Budową ciała mógłby spokojnie konkurować z moim ulubionym aktorem, Jaredem Padaleckim. Wzrostem zresztą też.

William mnie zaskoczył, kiedy wtrącił się w moją rozmowę z Rickiem na korytarzu. Gdyby nie on, nie wiem, jak ta sytuacja by się zakończyła. Dzięki niemu liczyłam, iż były chłopak odpuści i więcej się u mnie nie pokaże.

Pragnęłam podziękować sąsiadowi, a także przeprosić, bo w końcu przeze mnie oberwał. Próbował się opierać, ale ostatecznie pozwolił mi na drobne zadośćuczynienie.

Chciałam z nim porozmawiać, dowiedzieć się o nim czegoś więcej, ale mężczyzna nie był zbyt rozmowny. Powiedziałabym, że próbował mnie zniechęcić, ale jego wzrok powiedział mi coś innego. Przynajmniej wtedy odniosłam takie wrażenie.

William zaprzeczył, aby był mną zainteresowany. Zrobiło mi się głupio. Że też wyskoczyłam z czymś takim. Byłam pewna, iż wziął mnie za kretynkę.

Musiałam więc zatrzeć złe wrażenie. Skoro mieliśmy mieszkać obok siebie – a w zasadzie  już byliśmy sąsiadami – to nie chciałam, by unikał mnie jak ognia. Tamtego dnia postanowiłam dać mu spokój. Za to kolejnego podjęłam decyzję.

Kiedy uznałam, że jest już na tyle późny ranek,  że nie powinnam Willa obudzić, ruszyłam do niego. Wzięłam głęboki oddech, po czym zapukałam w drzwi. Nie było co odwlekać tego w czasie, bo jeszcze bym stchórzyła.

Abigail? – Kiedy William stanął w progu, było widać, że jest zaskoczony. – Coś się stało? – Od razu wychylił głowę, aby rozejrzeć się po korytarzu. Zupełnie, jakby chciał sprawdzić, czy Rick nie kręci się w pobliżu.

Cześć. Nie przeszkadzam? – spytałam, starając się patrzeć na jego twarz, a nie na wspaniale umięśnione ramiona. Tak pięknie prezentowały się bez zakrywających ich rękawów koszuli.

Pracuję – odpowiedział. Na jego obliczu dostrzegłam wahanie. Jakby walczył sam ze sobą, czy wpuścić mnie do środka, czy jak najszybciej pozbyć się mnie sprzed drzwi. – Wejdziesz? – spytał po kilku sekundach milczenia.

Nie. – Chociaż kusiło mnie skorzystanie z tej oferty, to nie chciałam, by wziął mnie za natrętną dziewczynę. – Ale mam nadzieję, że uda mi się zaprosić cię na obiad.

Obiad? – powtórzył William. – Chyba nie rozumiem…

Pomogłeś mi, chociaż to nie był twój obowiązek. Dlatego zapraszam cię do mnie o czwartej po południu.

Nie musisz, Abigail. Nie zrobiłem nic wielkiego. Wielu mężczyzn na moim miejscu postąpiłoby tak samo. – Will usiłował się wymigać. Podświadomie czułam, iż zechce odmówić.

To tylko obiad. – Uśmiechnęłam się porozumiewawczo. – Nie zjem cię, obiecuję. – Roześmiałam się cicho.

Will zmrużył oczy. Postanowiłam, że jeśli powie nie, to dam mu spokój. Nie zamierzałam nagabywać go przy każdej okazji.

O czwartej? – odezwał się w końcu, a mnie na chwilę zatkało. Sądziłam, iż się nie zgodzi.

Pasuje ci ta godzina? – Wolałam się upewnić.

Dziękuję za zaproszenie, Abigail – odpowiedział Will.

Mów mi Abbie – odparłam z zadowoleniem. – Przecież jesteśmy sąsiadami. Od czasu do czasu na pewno będziemy na siebie wpadać. Do zobaczenia. – Skinęłam mu głową na pożegnanie, po czym ruszyłam do siebie.

Nie chciałam go peszyć. Ślepy by zauważył, że William jest trochę nieśmiały. Chociaż nie było z nim tak źle, skoro dał się namówić na obiad. Naprawdę chciałam jeszcze raz mu podziękować, a przy okazji spróbować poznać. Ciekawiło mnie, kim jest człowiek, który w tak gwałtowny sposób zareagował na awanturę wywołaną przez Ricka. I dlaczego był taki skryty.

Przed wyznaczoną porą miałam wszystko gotowe. Przez myśl mi przeszło, czy Will nagle nie zrezygnuje. Dzwonek do drzwi rozwiał moje wszelkie wątpliwości.

Cześć. Wejdź, proszę. – Przesunęłam się, by mógł wejść do środka. – Co tam masz? – spytałam, widząc, że mężczyzna trzyma pakunek w dłoni.

Kupiłem kawałek ciasta. Pomyślałem, że skoro ty przygotowałaś obiad… – zaczął William, po czym gwałtownie zamilkł.

Świetny pomysł. – Ucieszyłam się. – Chodź za mną. – Ruszyłam pierwsza do salonu, gdzie stał już nakryty stół. Musiałam tylko przynieść wazę, do której przełożyłam gulasz z zielonych papryczek. – Usiądź.

Nie musiałaś aż tak się trudzić, Abigail… Abbie. – Uśmiechnęłam się, słysząc, jak szybko Will się poprawił. Wzięłam, co miałam wziąć, po czym wróciłam do salonu.

To nic takiego, naprawdę – odpowiedziałam, stawiając potrawę na stole. – Lubię gotować. Mam nadzieję, że będzie ci smakowało i lubisz ostre jedzenie. – Nałożyłam mu solidną porcję.

Prawdę mówiąc, nawet bardzo – odparł krótko. Mężczyzna nabrał na łyżkę nieco gulaszu. Wpatrywałam się w niego, czekając na jakąś reakcję. – Bardzo dobre – pochwalił.

To przepis mojej babci. – Ucieszyłam się, iż danie mu posmakowało. Sama zabrałam się za konsumpcję. – Zapomniałam cię zapytać, co lubisz, więc postanowiłam zaryzykować z gulaszem.

Jest świetny.

Mogę zapytać, kiedy się wprowadziłeś? – spytałam po chwili.

Nie lubiłam przedłużającej się ciszy, a William – póki co – nie wykazywał większej skłonności do rozmowy.

Cztery dni temu. A ty? Długo tu mieszkasz? – Sięgnął po sok, który stał na stole.

Trzy lata. Bardzo lubię naszą okolicę. Nie ma u nas ciągłego zgiełku, który panuje w centrum miasta. Sąsiedzi są bezproblemowi… Chociaż ty nie do końca możesz to samo powiedzieć – zażartowałam.

Nie ma w tym twojej winy. Mam nadzieję, że twój były zrozumiał przekaz. Jeśli znowu będzie się ci naprzykrzał, możesz do mnie zapukać. Chętnie z nim porozmawiam. – W jego oczach dostrzegłam niechęć do Ricka.

Dziękuję. Oby nie było takiej potrzeby. Chodzi mi o to, że nie będziesz musiał z nim rozmawiać – wyjaśniłam pospiesznie. – Czym się zajmujesz, Will? Jeśli twój zawód nie jest żadną tajemnicą – dodałam.

Jestem informatykiem – odpowiedział po raz pierwszy z zadowoleniem w głosie.

Spojrzał mi krótko w oczy, ale zaraz uciekł wzrokiem na bok. Musiałam przyznać, iż byłam zaskoczona. Zwyczajnie nie trafiłam wcześniej na mężczyznę tak skrytego jak on. Nawet nie przypuszczałam, że tacy mogą istnieć.

Naprawdę? – Nigdy nie znałam żadnego informatyka. W ogóle komputery były dla mnie czarną magią.

To jakiś wymierający zawód, że tak zareagowałaś? – zapytał Will, kończąc posiłek.

Kąciki ust blondyna uniosły się lekko do góry.

Po prostu niemal wszystko, co jest związane z komputerami, stanowi dla mnie zagadkę, której nigdy nie rozwiążę. Czasami mi się wydaje, że ludzie pracujący w tym zawodzie mają jakieś nadzwyczajne zdolności. Jedyne, co ja potrafię zrobić na laptopie, jest pisanie w edytorze tekstu. I jeszcze kilka innych prostych rzeczy.

A czym się zajmujesz? – Will oparł się na krześle. Wydawał się mniej spięty niż na początku. Nasza konwersacja rozwijała się bardzo powoli, ale nie zamierzałam narzekać.

Pracuję jako makijażystka. Gdybyś był kobietą, zaoferowałabym ci moje usługi.

Jestem pewien, że masz je komu oferować. Lubisz swój zawód? – Od czasu do czasu mój towarszysz obdarzał mnie przelotnym spojrzeniem, ale nigdy nie patrzył mi w oczy zbyt długo.

Bardzo – potwierdziłam. – Komuś może się wydawać mało ciekawy, ale mi naprawdę sprawia przyjemność możliwość uwydatnienia ludzkiego piękna. Od dziecka lubiłam malować. Najpierw po kryjomu korzystałam z przyborów mojej mamy, ucząc się na sobie. Później na siostrze i koleżankach, które zaczęły korzystać z moich zdolności przy różnych okazjach. Teraz pracuję w jednym z salonów w centrum miasta.

Czyli mogę powiedzieć, że zajmujesz się czymś, co sprawia ci przyjemność. – W oczach Willa dostrzegłam aprobatę.

Zdecydowanie tak! – potwierdziłam ochoczo. – Skąd u ciebie miłość do komputerów?

Przypadek – odpowiedział po kilku sekundach. – Będąc dzieckiem, zostałem po lekcjach pomóc nauczycielowi od informatyki. Musiał coś zrobić przy dwóch komputerach, już nie pamiętam, co. Siedziałem obok niego, patrząc, jak pracuje. Poprosiłem go, czy mógłbym przychodzić na dodatkowe lekcje. Zgodził się. A później złapałem bakcyla i sam się uczyłem. – Will zakończył swoją opowieść.

Spoglądałam na niego zafascynowana. Czym? Tym, jak o tym mówił. W głosie Cartera słychać było zachwyt, a także lekką melancholię. Jednak kiedy William zauważył, jak na niego patrzę, znów się speszył.

Pójdę już. – Wstał od stołu. Nie patrzył już na mnie.

Zaczekaj! – Próbowałam go zatrzymać. – Nie jadłeś ciasta.

Przepraszam, ale się śpieszę. Muszę zrobić na jutro kilka rzeczy do projektu dla jednego z moich klientów – odpowiedział, ale miałam wrażenie, iż to tylko wymówka.

Fajnie, że przyszedłeś. – Postanowiłam odprowadzić gościa do drzwi. – Może zaglądniesz jutro na kawę? Albo ciasto? Sama tyle nie zjem.

Zobaczymy. – Znów ten dystans. O dziwo nie czułam się urażona. Nie miałam powodu, by tak się czuć. Coś musiało się kryć za jego postawą. Nie chciało mi się wierzyć, że facet z takim wyglądem traktuje kobietę z taką rezerwą. Byłam ciekawa, dlaczego mój nowy sąsiad był, jaki był. – Dziękuję… Abbie. – Gdy to powiedział, uśmiechnęłam się do niego w odpowiedzi.

Nie ma za co, Will. Do zobaczenia. – Patrzyłam, jak idzie do siebie i po chwili znika za drzwiami. – Jeszcze cię poznam – mruknęłam pod nosem, po czym wróciłam do mieszkania.

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. P
    PAT - Adwokat Diabła
    | Odpowiedz

    Ohooo…. challenge accepted 😎 skryty facet to coś nowego u Ciebie 🤔 szczerze… fajnie poczytać coś innego 🙃 coś czuje, że Will będzie nas wodził za nos i da nam poczekać na jakieś pikantne sceny, mam rację?🤔🤔 co do Abbie… to będzie ogień…🤘

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Mój anioł stróż mi podpowiedział, że to będzie dobre posunięcie, aby wykreować takiego bohatera 😂😂 Myślę, że miał absolutną rację 😉 Zdradzę Ci, że miałam niezłą frajdę, tworząc nieśmiałego Willa 😀 Mam nadzieję, że podobną będziesz miała Ty, czytając go 😀 Will potrzebuje odpowiedniego bodźca, żeby się odblokować. Pytanie, czy Abbie się uda coś z tym zrobić 😂😂 Dziewczyna nie poddaje się tak łatwo, więc Will będzie miał z nią niezłą przeprawę 😂😂😂😂
      A pikantnie też będzie… Cicha woda brzegi rwie, PAT 😈😈😈

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        Ej a co to za Anioł Stróż??? Gdzie to takiego kupiłaś? A może znalazłaś?🤔 daj namiary … przyda mi się taki…😂 Ty byś mi tu przerobiła etykietę jakiegoś produktu na swój styl i już bym miała frajdę z czytania…sooł izzzzziiiii 😎 mam nadzieję, że Abbie lubi wyzwania , chociaż wyzwanie w postaci Willa to wiele by mogło obrać za swój cel 🤔 z tą cichą wodą to … zrób z tego brzegu rzeki brzeg morza …dżizas ale pojechałam z tematem… w końcu się wyspałam i mój mózg zaczyna świrować… czyli wracam do normy 😂

      • Jo Winchester
        |

        To Ty nie wiesz, skąd się biorą Aniołki Stróżołki???😱 Z nieba spadają, PAT, z nieba😇 Mój spadł dokładnie stamtąd, zupełnie przypadkowo i nieoczekiwanie 😎 I wiesz co? Już go nie oddam, ale Tobie mogę na chwilę wypożyczyć😂
        Mówisz? To ja kiedyś przerobię reklamę proszku do prania albo cuś innego😈 Chcę widzieć, jak to czytasz😂
        Też mi się wydaje, że wiele kobiet chętnie wzięłoby się za Willa… Ale Abbie z konkurencją świetnie sobie radzi, co będziesz miała okazję przeczytać… kiedyś😂
        To morze jak wystąpi, to niemal jak tsunami🌊 Jej, ja też lepiej tej nocy spałam🤗

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        Ok, BIERE go na jakiś czas… tylko nie obiecuję, że wróci w takim stanie w jakim mi go wypożyczyłaś🙋‍♀️ wczoraj jak byłam na zakupach z koleżanką to jarałam się nowym zapachem płynu do płukania prania więc jak już pewnie się domyślasz do proszków też mam słabość! Btw czy to już starość? 🤔 ja ci po krótce przedstawię jak by to wyglądało: wooooow, super świeżość…! Woooow dopiera nawet największe zabrudzenia! Wooow mega wydajny!!!!! Woooooow A jaki zapach … 😱 no i widzisz … denerwujesz mnie tym kiedyś…🙄 teraz muszę czekać i czekać 🤷‍♀️

      • Jo Winchester
        |

        Ej, ej, ej! Wiem, nie zaczyna się tak zdania, ale ja poczułam się zaniepokojona!!! JAK TO NIE WRÓCI W TAKIM SAMYM STANIE??? To mój aniołek i jest mi bardzo potrzebny😭
        Ok, tylko mi powiedz, czy to ma być jakiś konkretny proszek, bo nie chce zrobić siary 😎
        Ja po prostu delikatnym spoilerem rzuciłam😂 A może to był mój żart i konkurencji nie będzie?🤔

      • P
        PAT - Adwokat Diabła
        |

        No a co myślałaś?? Po kilku dniach ze mną będzie po aniołku 😂 nie będę Ci mówić co lubię bo to jeszcze wykorzystasz …😎 zaskocz mnie Jo…Wiem że potrafisz 🤘 dobra dobra konkurencja będzie na bank 😂😂😂

      • Jo Winchester
        |

        Hmm, aniołem zostaje ze mną. Jest za bardzo cenny, żebym mogła go tak wypożyczać😂😂😂
        Czyżbyś się mnie obawiała?
        Postaram się Cię zaskoczyć. Chociaż mam wrażenie, że to wcale nie będzie proste 😈
        Jak to napisałaś w pierwszym komentarzu – challenge accepted 😈😂😂😂

  2. S
    Sunflower
    | Odpowiedz

    Zapowiada się super! Lubie taki rodzaj narracji, który Pani wprowadziła 🙂

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🙂 Ja kiedyś nie lubiłam narracji pierwszoosobowej, ale od kiedy jej spróbowałam w “Złej stronie nieba”, to bardzo mi podeszła i zaczęłam ją stosować w kolejnych e-bookach 😉

  3. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Ciekawska Abbie i skryty Will.☺️ Coś czuje, że ta historia będzie bardzo emocjonująca 😊🤔

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Idealnie ich określiłaś 😊 na razie powiem tylko tyle – będzie się działo 😉

  4. T
    Teresa L.
    | Odpowiedz

    Podzielam zdanie innych czytelniczek. Wciagasz w swój świat Jo. Kolorowy i pełen emocji. Tutaj nie można się nudzić.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję 🤗

  5. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Hmmm przyznam jestem zszokowana… Wychodzi na to, że mamy do czynienia z innym typem mężczyzny niż dotychczas w twoich opowieściach. Will jest męski, ale zarazem wstydliwie uroczy (zero nachalności, wręcz nerwowa ewakuacja)… do tego zachowuje się według własnej listy zadań … zupełnie jak każdy informatyk… to oddzielny gatunek mężczyzn 😉
    “Nie zjem cię, obiecuję” – Abby…. ahhh ta dziewoja jeszcze narobi problemów Willowi…. 😉
    Na pewno tu wrócę!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Twoje zaskoczenie jest dla mnie największą nagrodą 😉 To prawda, jeszcze nie było u mnie takiego typu faceta 😀 Dość trafnie go określiłaś, ale jego zachowanie jest też podyktowane czymś innym. Pokrótce dowiesz się o tym już w piątek, ale ten temat jeszcze zostanie później rozwinięty 🙂
      Abbie nie robi problemów… Abbie jest problemem 😛 Just kidding 😛

Napisz nam też coś :-)