Uwierz we mnie (XX)

with 8 komentarzy

Rozdział 20

pan nieśmiały robi pierwszy krok

 – Co wiedziałeś, Myles? – spytała Abigail, zajmując wolne miejsce przy stoliku.

– Abbie, jak ja się cieszę, że cię tu widzę – odezwał się Matt. – Domyślałaś się czegoś? – zwrócił się do Sarah.

– Abbie nic się przede mną nie zdradziła – odpowiedziała dziewczyna Matta.

– Cieszymy się, mogąc widzieć was tutaj razem. – Myles uśmiechał się tak szeroko, że miałem ochotę zapytać, czy nie ma obaw, iż tak mu zostanie. – A z tobą, oszuście, jeszcze się policzę! – zwrócił się do mnie.

– Nie wiem, o czym mówisz. Niczego nie potwierdziłem ani niczemu nie zaprzeczyłem. Idziemy na stok?

– Wreszcie możemy ulepić bałwana – zawołał wesoło Matt, a wtedy Myles ryknął śmiechem.

– Czy wy kiedykolwiek dorośniecie? – westchnąłem, wstając z resztą towarzystwa. Gdy objąłem Abigail, tych dwóch kretynów uśmiechnęło się jeszcze szerzej. Dochodziła dziesiąta rano, a oni już coś pili? Bo właśnie tak się zachowywali.

– Na szczęście mi to nie grozi. Z naszej trójki ktoś musi być dziecinny. – Matt pociągnął za sobą roześmianą Sarah.

Nie skomentowałem tego, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że gdy to zrobię, przyjaciele nigdy nie zostawią mnie w spokoju. Ruszyliśmy na stok, na którym kręciło się już sporo osób. Musiałem znaleźć miejsce na uboczu, aby nikt nie stratował Abbie podczas nauki jazdy.

Kiedy wszyscy wypożyczyliśmy sprzęt, pomogłem Abigail założyć narty, po czym wytłumaczyłem wszystko po kolei. Moja dziewczyna wyglądała na nieco przerażoną, ale powiedziałem jej, że nie ma się czego bać.

Jak to bywa przy nauce, nie obeszło się bez upadków czy potknięć. Sam nie jeździłem, żeby jak najszybciej dobiec do Abbie i udzielić pomocy. A udzielałem jej często,.

Po trzech godzinach Abigail poprosiła, abyśmy dali sobie spokój na dzisiaj. Jako że pozostała czwórka chciała jeszcze pojeździć, sami zeszliśmy ze stoku.

– Jak się czujesz? – dopytywałem, kiedy dotarliśmy pokoju. Abbie padła na łóżko.

– Przez ciebie jutro nie wstanę. Będziesz musiał mnie nosić! – dodała z błyskiem w oku.

– Na korytarzu stał wózek obsługi hotelowej. Położę cię na nim, abyśmy mogli bez przeszkód poruszać się po całym ośrodku – odpowiedziałem ze śmiechem. Nie poczułem się zdziwiony, kiedy po tych słowach oberwałem jedną z poduszek.

– Już wiem, dlaczego tak dobrze dogadujesz się z Mattem i Mylesem. Ten sam poziom dojrzałości. – Dziewczyna parsknęła śmiechem. Ostatnio zdołałem zauważyć, że polubiła zaczepianie się ze mną.

– Właśnie zraniłaś moje uczucia.

– Jak mogę to naprawić? – Ciemnowłosa podniosła się do pozycji siedzącej. W dłoni trzymała kolejną poduszkę.

– Ani się waż, Abigail… – mruknąłem ostrzegawczo, ale zanim dokończyłem zdanie, oberwałem po raz kolejny.

– Nie dosłyszałam. Mówiłeś coś? – Panna Sulivan zerwała się na równe nogi, gotowa do ucieczki.

– Nie zamierzam cię gonić. Jeszcze przyjdzie czas na zemstę. – Spojrzałem na nią tak, że Abbie mrugnęła zaskoczona. – Nie masz ochoty iść do jacuzzi? – spytałem nagle.

– Jacuzzi? Chętnie. – Abbie przystała na moją propozycję.

– Świetnie. Tylko skontaktuję się z Mattem na wypadek, gdyby nas szukali. – Sięgnąłem po komórkę, napisałem krótkiego sms-a i znów skupiłem wzrok na mojej towarzyszce.

– Idziemy? – Uśmiechnęła się. W dłoniach dzierżyła mały plecak, do którego wrzuciła strój kąpielowy oraz kilka innych drobiazgów.

– Taki był plan. – Szybko pocałowałem ją w usta. Zgarnąłem z walizki szorty, w których chodziłem na basen i mogliśmy ruszać na dół.

Na całe szczęście na pływalni o tej porze nie przebywało zbyt wiele osób. Większość albo siedziała w restauracji, albo wciąż znajdowała się na stoku.

– Zajmij dla nas miejsce – poprosiła Abbie, kiedy przystanęliśmy przed szatniami. – Za kilka minut do ciebie dołączę.

–  Jasne. – Zniknąłem w pomieszczeniu, błyskawicznie się przebrałem i ruszyłem do basenu.

Starałem się nie zwracać uwagi na spojrzenia, którymi obdarzały mnie niektóre kobiety. Czułem się jak pod obstrzałem, ale w końcu dotarłem do jacuzzi. Gdy siedziałem już w środku, rozejrzałem się za Abbie. Nie minęły dwie minuty, a zjawiła się zgodnie z obietnicą.

***

– Coś nie tak? – Weszłam do brodzika, zajmując miejsce na wprost Willa.

Widziałam, jak mi się przyglądał, kiedy podążałam w jego kierunku. Miałam nadzieję, że nie było po mnie widać, iż roztapiam się pod wpływem spojrzenia mężczyzny. Wystarczył moment, a płonęłam w środku niczym pochodnia.

– Wszystko dobrze – odparł, ale zabrzmiało to mało przekonywująco.

Uśmiechnęłam się pod nosem. Wzrok Willa powiedział mi wszystko. On pragnął mnie tak samo, jak ja jego. I chociaż najchętniej poprosiłabym o powrót do pokoju, to jednak tego nie zrobiłam. Chciałam spędzić czas w ośrodku jak najlepiej, poznając Willa nie tylko w łóżku. Co nie znaczyło, iż nie mogłam się podroczyć.

– Na pewno? – Oparłam się wygodnie, przyglądając mężczyźnie spod przymrużonych powiek.

– Rozgadałaś się. Czyżby górskie powietrze tak na ciebie podziałało? – Delikatny uśmiech pojawił się na obliczu blondyna.

Zapatrzyłam się na niego. W moim towarzystwie stawał się coraz bardziej pewny siebie, zrelaksowany. Jego nieśmiałość wreszcie ustąpiła. Mogliśmy normalnie żartować. Byłam w stanie patrzeć mu prosto w oczy bez obaw, że Will zaraz odwróci wzrok. Z relacji sąsiedzkiej przeszliśmy w coś głębszego – związek, który rozwijał się powoli.

– Abbie?

– Tak? – Otrząsnęłam się z zadumy, słysząc swoje imię.

– Odpłynęłaś gdzieś myślami. Zdradzisz mi, co było ich powodem? – Po minie Willa poznałam, że doskonale wiedział, o czym tak główkowałam.

– Musiałabym cię później zabić. Wolę więc na razie niczego ci nie mówić. Chciałabym spędzić jeszcze trochę czasu w twoim towarzystwie.

– Naprawdę? Dlaczego? – zapytał nieco zdumiony.

– Will, zadajesz za dużo pytań – mruknęłam, przysuwając się do niego.

Mężczyzna nie odpowiedział, tylko na mnie patrzył. Wkrótce znalazłam się tuż przy nim, objęłam go za szyję i pocałowałam. Oparłam się piersiami o jego tors i smakowałam cudowne usta mojego chłopaka. Mogłabym to robić godzinami, dniami, a nawet tygodniami, gdyby tylko wystarczyło mi tchu.

– Jeśli za każdym razem będziesz mnie tak całowała, kiedy zadam ci pytanie o twoje myśli, to nigdy nie przestanę cię o to pytać – odezwał się Will lekko schrypniętym od drzemiącego pożądania głosem.

– Panie Carter – przemówiłam, szepcząc mu do ucha. – Jest pan bardzo niegrzeczny. – Odsunęłam się nagle i wróciłam na swoje miejsce.

– Wracaj do mnie – bąknął, ale pokręciłam przecząco głową. Za to zrobiłam coś zupełnie innego.

– Dobrze mi tutaj… – Wysunęłam nogę do przodu, po czym położyłam stopę idealnie na kroczu Willa.

Nie obawiałam się, że ktoś zobaczy, co wyprawiam. W tej części pomieszczenia panował delikatny półmrok, do tego woda w jacuzzi była pulsująca, co jeszcze bardziej utrudniało widoczność.

Zobaczyłam, jak Will wciągnął gwałtownie powietrze w płuca. Jednak nie zabrał mojej stopy, pozwalając, abym pieściła nią ukrytą za materiałem szortów męskość. Nie robiłam tego agresywnie czy natrętnie, tylko delikatnie i powoli. Nie wiem, co mnie podkusiło, ale poczułam na to ochotę.

– Czy możemy się dołączyć? – Usłyszałam pytanie, więc spojrzałam w stronę kobiety, która je zadała. – W innych brodzikach nie ma już miejsca.

Tuż przy jacuzzi przystanęła pewna para. Wzruszyłam lekko ramionami. Nie miałam powodu, by nie zgadzać się na ich prośbę.

– Oczywiście. Pomieścimy się wszyscy – odparłam zachęcająco.

Nie musiałam się przesuwać. Nasi towarzysze zasiedli obok siebie po mojej lewej stronie.

– Dziękujemy. Trochę tłoczno zrobiło się teraz w pozostałych jacuzzi, a chcieliśmy nieco odpocząć – zabrała głos dziewczyna.

– Nie widzę żadnego problemu, żebyście nie mogli wygrzać się razem z nami w bąbelkach. – Uśmiechnęłam się do nich. – Prawda, Will?

–  Tak. – Lekko zaciśnięta szczęka Cartera wyraźnie świadczyła o tym, że nie w smak mu była obecność dodatkowych gości w basenie.

Nic dziwnego. Will był podniecony, czułam to pod moją stopą. Już nie patrzył na mnie, pochylił wzrok. Miałam nad nim władzę. Spodobało mi się to uczucie.

– Sami widzicie. Możecie siedzieć w jacuzzi tak długo, jak długo macie ochotę – zwróciłam się do nieoczekiwanych towarzyszy.

– Może się przedstawimy? – zaproponowała dziewczyna. – Mam na imię Jane, a to mój mąż, David.

– Miło nam was poznać. Ja jestem Abbie, a to Will. – Ruchem głowy wskazałam na blondyna.

Krótkie „cześć” było jedynym słowem, które wyszło z ust mężczyzny.

– Na jak długo tu przyjechaliście? Sami czy z kimś? – dopytywała Jane.

– Tylko na weekend. Są z nami przyjaciele Willa, świętujemy jego urodziny. Ale w tej chwili nasi znajomi przebywają jeszcze na stoku. Ja pobierałam dzisiaj pierwszą lekcję, więc Will postanowił mnie oszczędzić. – Zaśmiałam się lekko.

– I jak ci poszło, Abbie? – Jane wyraźnie miała ochotę na podtrzymanie znajomości albo zwyczajnie była ciekawa.

– Will, jak byś mnie ocenił? – spytałam go.

Kiedy nie odpowiedział od razu, poruszyłam stopą wzdłuż długości jego członka. Will znów zacisnął mocniej szczękę.

– Świetnie ci poszło, Abigail.

– Moja Jane też niedawno zaczęła się uczyć – wtrącił David, obejmując swoją żonę ramieniem. – Idzie jej coraz lepiej.

– Na pewno – przytaknęłam. – A wy jak długo planujecie pozostać w Alpental?

– Również do jutra. Jednak zamierzamy spędzić tutaj Sylwestra. Może przyłączycie się do nas? Przyjedziemy większą grupą, moglibyście zaprosić swoich znajomych… – Kusiła Jane.

– Jeszcze nie mamy planów, ale dziękujemy za zaproszenie. W razie czego na pewno będziemy o nim pamiętać – odpowiedziałam, ponieważ Will wciąż nie zabierał głosu. Akurat w tym momencie mu się nie dziwiłam.

– Twój Will jest strasznie milczący. On zawsze tak ma? – zapytała ciekawska kobieta.

– Mój mężczyzna po prostu jest małomówny i nieśmiały – odparłam bardzo spokojnie, patrząc na niego.

– Rozumiemy – odezwał się David. – Wracamy do pokoju? Zaczynam być głodny, więc chciałbym się przebrać i pójść na obiad.

– Oczywiście – odparła Jane. – Przepraszamy was, ale już pójdziemy. Do zobaczenia, mam nadzieję.

– Miłego dnia i wieczoru. – Pożegnałam ich, kiedy wyszli z jacuzzi.

Znów zostaliśmy sami. Zaprzestałam masażu, który fundowałam Willowi. Zapatrzyłam się na jego klatkę piersiową.

– Nie wiedziałem, że jestem twoim facetem – odezwał się niespodziewanie, jednak w jego głosie można było usłyszeć prowokację. Zrozumiałam, że nie mówił tego poważnie.

Podniosłam wzrok i utonęłam w jego spojrzeniu. Przełknęłam ślinę. Pomyślałam, że wyglądał jak myśliwy szykujący się do ataku na zwierzynę.

– Bo nim nie jesteś… Jeszcze – dodałam żartobliwym tonem, uśmiechając się zmysłowo.

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Ich znajomość jest coraz bardziej pikantna i interesującą. Fajna z nich parka ❤️😁

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Po tak długim zdystansowaniu Willa przyda im się odrobina pikantności 🙂 Cieszę się, że przypadła Ci ona do gustu. Za tydzień będzie bardziej wesoło niż pikantnie 😀

  2. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Bardzo lubię to opowiadanie. Fajnie budujesz emocje.. Może da się kupić je w całości? Czytając od listopada do marca usycham…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Dziękuję. Gdybym miała całość poprawioną, to pewnie tak. Ale tekst poprawiam przed publikacją, a to schodzi. Z kolei nie chciałabym sprzedawać nieogarniętego tekstu, bo to nawet nie pasuje.

  3. M
    Mel
    | Odpowiedz

    Więc będę czekać, bo warto😉Nigdy nie przestawaj pisać, a gdyby udało Ci się coś wydać było by cudownie mieć papierowa wersje📖

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Jak się ustabilizuje sytuacja, to może spróbuję uderzyć do wydawnictw 🙂 Pisać piszę, bo pisanie sprawia mi nie tylko przyjemność, ale jest też pewną formą terapii 🙂 Dziękuję za bardzo miłe słowa 😉

  4. K
    Karo
    | Odpowiedz

    Hih nie wiem czemu… ale szkoda że Will był tak mało mówił;) można pomyśleć, że nie był pozytywnie nastawiony dla gości w jacuzzi;P
    Bla bla bla… żartuje super odcinek… choć irytująco krótki… BAD BAD IDEA!

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Kolejny już czeka na Ciebie 🙂

Napisz nam też coś :-)