Uwierz we mnie (XXI)

with 4 komentarze

Rozdział 21

pan nieśmiały robi pierwszy krok

 – Mam przez to rozumieć, że zawsze stawiasz na swoim? – pytał dalej Will.

– Może nie zawsze. Ale lubię stawiać. Jeśli wiesz, o czym mówię. – Podobało mi się prowokowanie mojego chłopaka.

On najwyraźniej nie miał nic przeciwko, bo nie zgłaszał protestu. A już go trochę znałam i miałam świadomość, że by to zrobił.

– Jesteś niegrzeczna, Abigail. Nie byłaś taka, kiedy cię poznałem.

– Widocznie potrzebowałam odpowiedniego mężczyzny, żeby obudził we mnie diablicę. – Oblizałam wargi, widząc, jak Will na mnie patrzy.

– Abbie, przestań… Proszę cię, inaczej stąd wyjdę. – Zagroził, a ja wtedy parsknęłam śmiechem.

– Jeśli chcesz zwrócić na siebie uwagę, idąc ze wzwodem wśród hotelowych gości, to śmiało. Nie krępuj się, Will. – Uśmiechnęłam się szeroko. – Zaryzykujesz?

Nie doczekałam się odpowiedzi. William przymknął oczy i zamilkł. Wytrzymałam może dwie minuty, zanim ponownie się odezwałam:

– O czym tak myślisz? – spytałam.

– Nie chcesz wiedzieć… – mruknął blondyn. – To nawet nie nadaje się do powtórzenia.

– Jesteś uroczy, wiesz o tym? – Zmieniłam miejsce, przysuwając się bliżej Willa. Pocałowałam go w policzek. – Mam już dosyć siedzenia w wodzie.

– Idź do szatni, Abbie. Jeśli zechcesz, możesz na mnie zaczekać. Jeśli nie – zobaczymy się w pokoju. Niedługo przyjdę. – Will otworzył oczy, a ja aż zadrżałam. On potrafił mnie podniecić samym spojrzeniem.

– Będę przed szatnią. – Zdecydowałam. – Nie musisz się śpieszyć. – Podniosłam się i opuściłam jacuzzi, odprowadzana spojrzeniem Willa.

Wiedziałam, że on mi tego nie zapomni. W sumie nie chciałam, żeby zapomniał. Liczyłam, iż zechce mi odpłacić. Tymczasem przebrałam się i zgodnie z obietnicą, postanowiłam na niego zaczekać.

– Abbie, szukałyśmy cię! – Usłyszałam głos Amy, dziewczyny Mylesa. – Idziemy na degustację wina!

– Muszę powiedzieć Willowi. Będzie nas szukał. – Do Amy dołączyła Sarah. Wstałam więc z ławki.

– Panowie mają teraz czas dla siebie, a my idziemy same. Oni zgarną Willa, nic się nie martw – powiedziała Sarah. – Rozwiałam z Mattem.

– Ale… – Obejrzałam się za siebie, lecz Amy już złapała mnie za ramię.

– Żadne ale, Abbie! Później zjemy z nimi kolację. No chodź, nie daj się prosić.

–  Dobrze. – Ustąpiłam. – To gdzie ta degustacja?

***

Kiedy wyszedłem z szatni, z niemałym zdziwieniem zastałem przed nią nie Abigail, a Matta oraz Mylesa.

– Chodź, Will. Wreszcie pójdziemy się napić jak cywilizowani mężczyźni – odezwał się Matt. – Nasze panny ruszyły w swoją stronę, a my skierujemy się w swoją.

– O czym wy mówicie? – spytałem, nic z tego nie rozumiejąc. Przecież Abbie miała tu na mnie czekać.

– Popatrz, Myles… – Matt uśmiechnął się niczym pani Doubtfire z komedii, w której główną rolę zagrał Robin Williams. – Nasz Will już tęskni za Abbie. Jakie to urocze. Może zgarniesz z pokoju coś, co do niej należy, żebyś czuł jej zapach przy sobie? Dzięki temu łatwiej będzie ci znieść tę rozłąkę. Szczeniaczkom to pomaga.

– Tobie już nic pomoże – odpowiedziałem.

– Chodź, Will. Musimy wznieść za ciebie toast – wtrącił się Myles. – Później wszyscy razem zjemy kolację. Amy zobaczyła, że w hotelu zorganizowano degustację win, więc postanowiła wybrać się na nią z dziewczynami. Chyba nie masz nic przeciwko?

– Dlaczego miałbym mieć? – spytałem, ruszając za nimi, gdy Matt pierwszy skierował się w stronę baru. – Abbie ma prawo robić, co jej się podoba. Jeśli chciała pójść z Amy oraz Sarah, ja nie zamierzam zgłaszać protestów.

– To takie słodkie, prawda, Matt? – Myles uśmiechnął się szeroko. – Początek związku jest wspaniały. Swoją drogą, Will. Kiedy dostąpiłeś zaszczytu głębszego zapoznania się z Abbie?

Właśnie weszliśmy na salę, a Matt od razu zaczął rozglądać się za wolnym stolikiem. Gdy go zlokalizował, podeszliśmy i zajęliśmy swoje miejsca.

Kumple spoglądali na mnie znacząco. W większości żartowali sobie, ale po części chcieli poznać pewne szczegóły.

– Niech wam będzie – odparłem, wzdychając głośno. – Sypiam z Abbie od dziesięciu lat. Wszystko ukrywaliśmy w tajemnicy, dopóki mieszkałem z dala od niej. Jednak dłużej nie daliśmy rady – mówiłem poważnie i bez zająknięcia.

Początkowo moi przyjaciele byli przekonani, że wszystko im opowiem, ale słysząc moje słowa, wybuchli śmiechem.

– Wiedziałem, że nie puści pary z ust. Cały Will. To co, Myles? Trzeba się napić. Wtedy coś z niego wyciągniemy – odezwał się Matt, mrugając okiem. – Will, zrobiłeś już przejście między waszymi mieszkaniami?

– Czy te wygłupy kiedyś ci się znudzą? – spytałem ze śmiechem.

Tak naprawdę nie miałem nic przeciwko ich pytaniom, bo dobrze wiedziałem, że one i tak padną. A to, czy na nie odpowiem, było zupełnie inną kwestią.

– Niech pomyślę… – Matt udał, że się nad tym zastanawia. – Może wtedy, gdy sypniesz jakąś informacją.

– Czy coś panom podać? – Naszą rozmowę przerwała kelnerka, która podeszła po zamówienie.

– Trzy podwójne whisky – odpowiedziałem.

W sumie nie wiedziałem, ile dziewczynom zejdzie na tej degustacji, ale to nie znaczyło, iż planowałem upić się dzisiejszego wieczoru. Po prostu zamierzałem posiedzieć trochę z chłopakami, co nieco wypić, ale tylko tyle, by mieć dobry humor. Wolałem mieć nad sobą kontrolę.

– Na czym stanęliśmy, Will? Od kiedy jesteście parą? – Matt nie zamierzał odpuścić.

– Przecież już wyjaśniłem. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – Lepiej powiedz, jak układa się tobie i Sarah.

– Stary! Ta kobieta jest nienasycona! – Matt zaczął się śmiać z mojej miny. Mogłem domyślić się, co usłyszę. – Sam pytałeś! – powiedział.

– I właśnie tego pożałowałem. Dlaczego nikt mnie przed wami nie ostrzegł, kiedy się poznaliśmy? – Uniosłem do ust szklaneczkę z alkoholem w kolorze bursztynu i upiłem odrobinę.

– Bo usunęliśmy wszelkie ślady po osobach, które mogłyby na nas donieść – wtrącił Myles ze śmiechem. – Inaczej nie zaprzyjaźniłbyś się z nami.

– I byłbym teraz zdrowy na umyśle.

– Czy on myśli, że kiedykolwiek był? – zagadnął Matt, wybuchając po chwili niepohamowanym śmiechem. – Stary, porzuć wreszcie płonne nadzieje. Jesteś na nas skazany do końca swojego życia.

– Myślałem, że w ten weekend świętujemy moje urodziny, a wtedy nie przekazuje się solenizantowi złych wieści! – powiedziałem, udając załamanego słowami kumpla.

– On ma urodziny? – Matt znów się wygłupiał. Właśnie za to najbardziej kochałem tego durnia. – No i wiadomo, kto dzisiaj stawia alkohol!

Pokręciłem głową. Ich niewybredne żarty często wychodziły mi bokami, jednak Myles oraz Matt byli moimi najlepszymi przyjaciółmi. Z głupkowatym, nieco sarkastycznym poczuciem humoru, ale za każdego z nich bez wahania oddałbym swoje życie.

– Muszę zadać ci jedno, ważnie pytanie. – Rozmawialiśmy około godziny, może dłużej, kiedy Myles spojrzał na mnie dość poważnie.

– Kolejne z serii „Głupie pytania, aczkolwiek na inne nie można liczyć”?

– To jest jak najbardziej roztropne.

– Will, ja nie wiedziałem, że on zna takie słowo. – Matt zachichotał nad szklaneczką whisky. – Mów, mów, Myles. Już ci nie przerywam. Słowo skauta.

– Nigdy nim nie byłeś – odparłem ze śmiechem.

– Byłem – zaprzeczył Matt.

– Jeden dzień i to tylko dlatego, że twoja mama zaprowadziła cię do niewłaściwej grupy. – Przypomniałem mu.

– Liczy się obecność. Przez te kilka godzin zdołałem się wiele nauczyć – wspomniał Matt z rozrzewnieniem. – Ale, ale. Czekamy na twoje pytanie, Myles.

– Zrobiłeś już przejście między waszymi mieszkaniami? – Myles wrócił do przerwanego wątku rozmowy.

– Przejście? – spytałem niezrozumiale.

– Bo wiesz… – Myles zrobił minę, która mówiła jedno” To nie będzie nic mądrego”.

– No właśnie nie wiem…

– Daj mi dojść do słowa. Otóż mam pewien pomysł. Jesteś sąsiadem Abbie. Po co macie chodzić z mieszkania do mieszkania, skoro możesz wybić dziurę w ścianie, która je łączy i przemieszczać się z jednego lokum do drugiego, kiedy tylko sobie zamarzysz? – Błyskotliwy uśmiech zawitał na obliczu Mylesa.

– Ewentualnie możecie sprzedać jedno, a w drugim zamieszkać razem – dodał Matt.

– A może wy zrobicie tak ze swoimi mieszkaniami, bałwany jedne? – zapytałem, pukając się w czoło. – Pijemy równo, a pieprzycie tak, jakbyście co najmniej wypili po butelce na głowę.

– Dzisiaj jeszcze nie pieprzyłem. – Matt zastukał palcami w blat stołu. – Dzięki za przypomnienie, Will. Na ciebie, mój przyjacielu, zawsze mogę liczyć.

– Chryste… – westchnąłem, kręcąc głową z niedowierzaniem.

– Mówiłem ci, że znowu się na to złapie. Niby nas dobrze znasz, a za każdym razem udaje się nam cię wkręcić. – Matt dopił swój alkohol ze szklanki.

– Ha, ha, ha, ubaw po pachy! – Co innego miałem powiedzieć? Niestety Matt miał rację. Dałem się nabrać po raz kolejny.

– Ja tam się świetnie bawiłem – odpowiedział, poszerzając uśmiech. – Zamówię dla nas następną kolejkę.

– Mam cię znosić jeszcze przez kolejną godzinę? – jęknąłem teatralnie.

– Jeśli dziewczyny dłużej zagoszczą na tej degustacji, to kto wie, czy nie zrobi się z tego kilka godzin – podsumował Myles. – Jak dotąd żadna się nie odzywała. Nie wiem, co sobie myślicie, ale z doświadczenia wiem, że gdy kobiety dorwą się do wina…

– To będzie bardzo ciekawie – skończył Matt.

– To nie w stylu Abbie. Jestem pewien, że wróci grzecznie po góra dwóch lampkach. – Spojrzałem na nich z wypisaną na twarzy pewnością.

– Popatrz, popatrz… Nawet ja nigdy nie postawiłem Amy warunków, ile może wypić. Abbie się na to zgodziła? – Myles znowu zaczął błaznować.

– Matt, gdzie nasza whisky? Ja was dłużej na trzeźwo nie zniosę. – Sam roześmiałem się w końcu.

Minęła kolejna godzina. W pewnym momencie straciłem rachubę czasu i zapomniałem o Abigail, o jej wypadzie z koleżankami, a skupiłem się na naszym męskim spotkaniu.  Z tego stanu wyrwał mnie dzwonek telefonu.

– Olej to, pewnie któryś z klientów chce zawrócić ci głowę – mruknął Myles, dopijając alkohol, ale zdążyłem już wyciągnąć komórkę.

– To Abbie – powiedziałem z niemałym zdziwieniem, po czym odebrałem. – Abigail?

– Wiiiiiiiiiiiiiiill… – Abbie wypowiedziała moje imię, przeciągając je. – Willlll, co robisz?

– Abbie? Coś się stało? Brzmisz jakoś dziwnie. – Spojrzałem zaniepokojony na Mylesa i Matta, jakby to oni mieli mi powiedzieć, co się działo z moją dziewczyną.

– Jaaa? – Kolejne przeciągnięcie. – Ja chcę wrócić do ciebie, kochanie.

– Mam po ciebie przyjść? – spytałem, a Matt, słysząc moje słowa, uśmiechnął się bardzo szeroko.

– A możesz przyjechać? – Abbie zaczęła chichotać. Gdzieś obok niej musiały stać Amy oraz Sarah, bo ich śmiech również słyszałem.

– Gdzie dokładnie jesteście? – zapytałem, a głową skinąłem na przyjaciół, dając im znak, że powinniśmy się zbierać.

Właśnie domyśliłem się przyczyny dziwnej wymowy Abigail. Myles przywołał kelnerkę, która przyniosła rachunek, a on go uregulował.

– Co się stało? – zapytał przyjaciel, gdy skończyłem rozmowę i ruszliśmy ku wyjściu.

– Nasze panny się załatwiły, a moje imię nagle wydłużyło – odpowiedziałem, a chłopaki spojrzeli na mnie niezrozumiale. Wzruszyłem tylko ramionami. – Musimy po nie pójść.

– Czekaj, czekaj. Mówisz o tej Abbie, która miała wypić góra dwie lampki wina? – dopytywał Matt z ironicznym uśmiechem na ustach.

– Zamknij się! – skwitowałem. – Lepiej się dowiedzmy, gdzie one są, bo jeszcze je zgubimy.

– W ośrodku? – Myles parsknął śmiechem. – Jeśli Amy jest pijana, nie ruszy się na krok, dopóki jej nie odbiorę.

– Nie znam Sarah tak długo, by stwierdzić to samo, ale liczę, że zostanie z dziewczynami – odezwał się z kolei Matt.

– Za to nasz Will wyśmienicie zna Abbie – odparł Myles. – Jak sądzisz, dokąd uderzy twoja dziewczyna?

– Och, zamknij się! Przepraszam – zwróciłem się do recepcjonistki, gdy znaleźliśmy się blisko recepcji. – Gdzie w ośrodku odbywa się degustacja win?

– W budynku winiarni, to zaraz po drugiej stronie ulicy – wyjaśniła spokojnie kobieta.

– Bardzo dziękujemy.

– Ale one musiały się upić, że nie dały rady dojść stamtąd z powrotem do hotelu. – Matt zaczął się śmiać, kiedy wyszliśmy na zewnątrz.

Nieco zadrżałem z zimna, bo nie założyłem na siebie kurtki. Została w pokoju, a Abbie miała do niego kartę. Liczyłem po cichu, że jej nie zgubiła.

Weszliśmy do budynku winiarni. Jak informowały nas oznaczenia, degustacja odbywała się w sali głównej.

– Widzę je. – Matt wskazał nam kierunek. – O w mordę! – Przyjaciel zaczął się śmiać, kiedy zobaczył swoją kobietę podpierającą ścianę.

–  Abbie. – Błyskawicznie znalazłem się tuż przy niej. – Jak się czujesz?

– Musiałam trochę odpocząć. – Zachichotała. – Picie wina jest takie męczące… – dodała po chwili, wzdychając donośnie.

 

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Odpowiedzi

  1. M
    Monika
    | Odpowiedz

    No i dobrze, że się kobietki zabawiły trochę 😁🍷🥂. Pewnie to spotkanie będzie miało wesoły koniec 😎

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nawet bardzo 😁 Do tego dołącz 2xM i wyobraź sobie, co może wyjść 😂

  2. A
    Asia
    | Odpowiedz

    Uwielbiam ta Pare:) No to następna cześć zapowiada się ciekawie 😀

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Abbie zatańczy na stoliku w restauracji, poderwie starszego pana i Will będzie musiał walczyć o swoją pannę 😂😂😂

Napisz nam też coś :-)