Uwierz we mnie (XXIX)

with 10 komentarzy

Rozdział 29

pan nieśmiały robi pierwszy krok

 

Kobieta spojrzała na mnie jak na zjawę. W duchu pogratulowałam sobie pomysłu ze spóźnieniem.

– Will, czyżbyś nie wspomniał Annie o mojej obecności? Dziewczyna wygląda na zaskoczoną – skwitowałam minę siedzącej przed nami kobiety.

– Co tutaj robisz? – spytała, ignorując moją wyciągniętą dłoń.

– Will ci się nie pochwalił? – Zajęłam miejsce obok Cartera, który przyglądał się nam z pewną dozą zainteresowania oraz niepewności.

Czyżby mi nie wierzył, kiedy powiedziałam, że nie zrobię niczego, czego musiałby się za mnie wstydzić? Zamierzałam o to zapytać po spotkaniu.

– Czym Will miał się chwalić? – Anna zacisnęła usta w wąską kreskę. – Will? – Kobieta spojrzała na niego wymownie.

– Abbie jest moją asystentką – odpowiedział z dumą w głosie, jakbym naprawdę pełniła tę zacną funkcję. – Abigail – Will zwrócił się do mnie – mam nadzieję, że nie zapomniałaś pendrive’a, o którego cię prosiłem?

– Oczywiście, mam go ze sobą – potwierdziłam, kiwając głową.

Z torebki wyjęłam malutkie urządzenie i podałam Willowi. On wpiął je od razu do swojego laptopa, po czym ustawił go tak, by Anna miała dobry widok na ekran.

– Od kiedy pracujesz z asystentką, Will? – Anna nie potrafiła ukryć zaskoczenia taką sytuacją.

– Od momentu, gdy poznałem Abbie. Jest idealna w tym, co robi. – Will posłał mi czarujący uśmiech.

– Will, o dwunastej mamy kolejne spotkanie. Myślę, że powinieneś już zacząć – zasugerowałam delikatnie, a mój przystojniak potaknął.

– Co ja bym bez ciebie zrobił, Abigail? – Spojrzenie Willa przeniosło się ze mnie na Annę. – Jesteś gotowa?

– Tak – odparła krótko.

Z uwagą przysłuchiwałam się temu, co mówił mężczyzna, chociaż tak naprawdę niewiele z tego rozumiałam. W końcu komputery i te wszystkie informatyczne zawiłości nie były moją mocną stroną.

Anna również go słuchała, ale jej wzrok często lądował na mnie. Ja nie uciekałam spojrzeniem, za to ona – jak najbardziej. Cieszyłam się, że udało mi się ją zaskoczyć. Kobieta mało co się odzywała, do tego kręciła niespokojnie na swoim miejscu. Na moje oko nie czuła się zbyt komfortowo. I dobrze. Właśnie takie było założenie w moim planie.

– Czyli projekt jest w porządku? – Will zwrócił się do Anny w pewnym momencie.

Dziewczyna drgnęła, jakby wyrwana z zamyślenia. Uśmiechnęłam się w duchu, na zewnątrz zachowując spokój. Nie odwracałam od niej wzroku, a gdy nasze spojrzenia znów się spotkały, zrobiłam coś, od czego Anna mało nie zaczęła zbierać szczęki z podłogi – uśmiechnęłam się do niej przyjaźnie.

– Tttak – zająknęła się. – Tak! – powtórzyła po chwili zdecydowanie pewniejszym głosem. – Przekażę go mojemu szefowi, ale jestem pewna, że on go zaakceptuje. Jeśli będziesz chciał jeszcze coś ustalić, to skontaktuj się ze mną mailowo. Niestety muszę wracać do firmy. – Anna chwyciła za swoją torebkę oraz płaszcz, który rzuciła na siedzenie obok siebie.

– Mnie to odpowiada – odparł Will, wyraźnie zadowolony z takiego obrotu spraw.

– No więc cześć. – Anna spojrzała na nas, po czym skierowała się do wyjścia.

– Zostawiła apaszkę. – Zauważyłam od razu.

– Co? – Will zatrzymał na mnie wzrok.

– Anna zostawiła apaszkę. Muszę ją zwrócić. – Chwyciłam za szalik, zarzuciłam na siebie skórzaną kurtkę i niemal wybiegłam za Anną, zostawiając w kawiarni osłupiałego Willa. – Anno! – krzyknęłam, gdy znalazłam się na zewnątrz.

Dziewczyna jeszcze nie zdążyła zniknąć za rogiem ulicy. Obróciła się w moją stronę zaskoczona, a gdy zobaczyła, kto ją woła, o dziwo nie ruszyła dalej. Podeszłam do niej spokojnym krokiem, a następnie podałam jej apaszkę.

– Zostawiłaś ją. Proszę. – Kobieta milczała, wpatrując się we mnie z osłupieniem.

– Dziękuję – odpowiedziała w końcu, zabierając ode mnie swoją własność.

– Nie ma za co. Ale na przyszłość nie całuj mojego chłopaka. Od tego masz swojego mężczyznę, prawda? – spytałam, jednak nie zamierzałam czekać na odpowiedź.

Obróciłam się na pięcie i ruszyłam w drogę powrotną. Zauważyłam, że Will stał już przed kawiarnią i się nam przypatrywał.

– Co to było? – zapytał, kiedy do niego dołączyłam.

Przytuliłam się do ramienia Willa, uśmiechnęłam delikatnie, a następnie pocałowałam go delikatnie w usta. Pomyślałam, że szczęśliwe zrządzenie losu podarowało mi tak wspaniałego mężczyznę. Anna dawno temu straciła swoją szansę, a ja swojej nie zamierzałam zmarnować.

– Przecież powiedziałam. Anna zostawiła apaszkę. Chciałam ją tylko zwrócić – odparłam. – Jedziemy do mieszkania? Mam ochotę zrobić twoją ulubioną zapiekankę.

– To ja mam jakąś ulubioną zapiekankę? – Will zaczął się śmiać.

Powoli skierowaliśmy się w stronę parkingu.

– Będziesz miał, kiedy ci ją przyrządzę – mruknęłam zadowolona.

Humor mi dopisywał. Podświadomie czułam, że problem zwany Anną właśnie został rozwiązany.

***

Minęło dwa dni od spotkania z moją byłą dziewczyną. Pan Dowell zadzwonił do mnie dzisiejszego ranka i wyraził swoje zadowolenie z wykonanej przeze mnie pracy. Mogłem wcielić w życie projekt nowej strony dla jego firmy. Ta wiadomość sprawiła, że dzień stał się od razu bardziej pogodny mimo kiepskiej pogody za oknem.

Zabrałem się więc ostro do pracy. Abbie obiecała wpaść do mnie wieczorem. Jej pomysł, aby udawać moją asystentkę był zaskakujący, ale ewidentnie skuteczny. Anna na spotkaniu straciła cały swój rezon, była dziwnie milcząca, no i wyszła stamtąd, jakby się za nią paliło. Przynajmniej miałem ją z głowy.

Zapadł już zmierzch, gdy postanowiłem zakończyć na dzisiaj pracę. Wstałem od biurka i rozciągnąłem się nieco. Zbyt długie siedzenie przed komputerem dawało mi się we znaki. Właśnie wychodziłem z gabinetu, kiedy usłyszałem powiadomienie o wiadomości na skrzynce mailowej. Zdecydowałem się ją sprawdzić.

– Will? – Usłyszałem w pewnym momencie.

Tak właściwie nie wiedziałem, ile minut upłynęło, bo pod odczytaniu komunikatu po prostu się zamyśliłem.

– Will? – Wołanie się powtórzyło.

– Gabinet – odkrzyknąłem.

– Jeszcze pracujesz? – spytała Abbie, wchodząc do środka. – Jadłeś coś w ogóle? – Abigail podeszła do mnie i od razu umościła się na moich – Dlaczego masz taką minę?

– Sama zobacz. – Ruchem głowy wskazałem ekran, na którym wciąż można było przeczytać treść wiadomości.

„Przepraszam cię, Will. Powinnam dać ci spokój już dawno temu. Odnalazłeś swoje szczęście, na które zasługujesz jak nikt inny. Nie będę cię więcej niepokoiła, Damon również. Mam nadzieję, że kiedyś mi wszystko wybaczysz. Anna.”

– Dostałem to kilka minut temu – wyjaśniłem.

– I jak się z tym czujesz? – W głosie Abbie usłyszałem troskę.

Ta dziewczyna była zaskakująca. Większość kobiet byłaby wściekle zazdrosna, a ona nie dość, że zachowywała stoicki spokój, to jeszcze z klasą rozegrała całą sprawę z Anną, w ogóle nie okazując na zewnątrz zdenerwowania. Ja na jej miejscu nie dałbym rady.

– Szczerze? Po prostu chcę, żeby Anna wreszcie dała nam święty spokój. Wybrała Damona, więc niech układa sobie życie po swojemu. Ja zamierzam zająć się moim. Zrobię kolację, co ty na to?

– Razem zrobimy. – Abbie musnęła moje usta, po czym wstała i wyszła z gabinetu.

Poszedłem za nią. Zabraliśmy się za przyrządzanie posiłku, dziewczyna opowiadała mi o swoim dniu. Godzinę później leżeliśmy już w salonie na kanapie z pełnymi żołądkami.

– Spodziewasz się gości? – Abbie zerknęła na mnie, kiedy w pewnym momencie rozległo się pukanie do drzwi.

– Nikogo nie zapraszałem – odparłem, zastanawiając się, czy powinienem zignorować nieoczekiwanego wizytatora.

– Nie otworzysz? – Abbie uśmiechnęła się do mnie, zupełnie jakby czytała mi w myślach.

– Właśnie toczę wewnętrzną dyskusję na ten temat. – Zaśmiałem się, ale ostatecznie podniosłem tyłek z sofy. – Spławię go, kimkolwiek jest ta kreatura.

– Will, mój przyjacielu! – Gdy za drzwiami dostrzegłem Matta, tylko westchnąłem.

Tej kreatury nie dało się spławić.

– No przesuń się, bo chciałem wejść. – Przyjaciel spojrzał na mnie wymownie, uśmiechając się od ucha do ucha. – Abbie, jeśli jesteś naga, to lepiej się ubierz, bo ja nie wstydliwa dziewica i oczu nie będę zasłaniał! – krzyknął w głąb mieszkania.

– Kretyn – skomentowałem, zamykając za nim drzwi.

– Wchodź śmiało, Matt – odpowiedziała Abbie ze śmiechem. – Miałeś pecha, bo nie trafiłeś na gorący moment.

– To ja się wrócę i poczekam, aż zaczniecie. – Matt zawiesił swoją kurtkę na wieszaku, a następnie ruszył do salonu. – Cześć, Abbie.

– Cześć. Matt. Co u ciebie?

– Will, kompanie mój. Ty to masz szczęście do seksownych sąsiadek. – Matt spojrzał na mnie z dobrze mi znanym uśmiechem.

– Myślałam, że jestem jedyną – odezwała się Abbie, mierząc Matta nieprzychylnym spojrzeniem.

Kumpel wytrzeszczył oczy, zaskoczony wzrokiem Abigail.

– Przecież nie miałem nic złego na myśli… – Nasz gość musiał poczuć się głupio, jednak wtedy moja pani ryknęła śmiechem.

– Ale miałeś minę. – Abbie śmiała się w najlepsze, podczas gdy Matt chwycił za poduszkę leżącą na oparciu fotelu. – O jakiej sąsiadce mówiłeś? Mamy kogoś nowego w naszych szeregach?

– Konkurencję, Abbie, konkurencję – odciął się Matt.

Dziewczyna w odpowiedzi wystawiła mu język. Spojrzałem na nich z politowaniem. Powoli się przyzwyczajałem, że gdy oni się spotykali, to dogryzaniu i głupim żartom nie było końca. Ale prawdę mówiąc – właśnie to w nich uwielbiałem.

– Nie boję się rywalizacji.

– Jeszcze nie widziałaś tej laski. – Matt dalej się z nią drażnił.

– Niech zgadnę. – Abbie przybrała swoją zamyśloną minę. – Długonoga i długowłosa blondynka, oczy tak intensywnie niebieskie, że lazur morza przy niej wypada blado. Kiedy wyłania się zza zakrętu, to najpierw widać jej biust, a dopiero później ją. Trafiłam?

– Skąd wiedziałaś? – spytał autentycznie zdziwiony Matt.

– Nie wiedziałam. Po prostu opisałam typ kobiety, za którą obejrzy się każdy facet. Sarah ucieszy się na myśl, że wodzisz wzrokiem za naszą nową sąsiadką. Skąd w ogóle wiesz, że ta dziewczyna tutaj mieszka? Może wpadła kogoś odwiedzić?

– Wnosiła karton do mieszkania naprzeciw. Pomogłem jej – dodał z dumą w głosie Matt. – A Sarah nic złego mi nie powie. W końcu spełniłem dobry uczynek.

– Śliniąc się do biustu nieznajomej? – zagadnęła Abbie, a ja wybuchłem śmiechem.

Naprawdę uwielbiałem słuchać występów tej dwójki. Mogliby założyć satyryczny kabaret, ubawiliby swoimi tekstami całe miasto.

– Jesteś po prostu zazdrosna. Will, jak ty z nią wytrzymujesz?

– Gdy poznam odpowiedź na twoje pytanie, to ci jej udzielę.

– Dziękuję, kochanie. – Abbie pocałowała mnie w policzek. – Co u ciebie, Matt? Co kupiłeś Sarah na urodziny?

– No właśnie mam problem. – Matt od razu zmienił ton głosu na bardziej błagalny.

– Czyżbyś potrzebował mojej pomocy? – Abbie aż usiadła prościej, sycąc wzrok widokiem mojego przyjaciela, który zamierzał prosić ją o przysługę.

To po prostu było po nim widać.

– Abbie, czy możesz się nie zgrywać? – Matt posłał jej ostrzegawcze spojrzenie. – Tak, potrzebuję twojej pomocy. Ja nie wiem, co powinienem kupić! Jesteśmy razem dopiero kilka miesięcy i…

– I wypadałoby znać upodobania swojej kobiety – dokończyła złośliwie Abbie.

Bawiłem się coraz lepiej. Normalnie starcie tytanów.

– Pomożesz mi czy nie? – Matt nadal gromił Abbie wzrokiem, a ona w dalszym ciągu nic sobie z tego nie robiła.

– Pytanie, co będę z tego miała – kontynuowała, a mnie już łzy ciurkiem spływały po policzkach ze śmiechu.

– Abbie!

– Matt! – zawtórowała mu dziewczyna. – Oczywiście, że ci pomogę. Jeśli chcesz, to możemy wybrać się jutro po południu do któregoś z centrów handlowych i razem coś kupimy. Wolisz zaskoczyć Sarah?

– Tylko nie każ mi kupować pierścionka zaręczynowego – mruknął Matt.

– To jest opcja ostateczna. Nie gwarantuję, że Sarah przeżyłaby zaręczyny. Spokojnie, jestem pewna, że znajdziemy coś odlotowego, co spodoba się twojej ukochanej.

– Fantastycznie – powiedział wreszcie usatysfakcjonowany Matt. – Co macie do jedzenia? Trochę zgłodniałem.

– Wiedziałem, że w końcu o to zapyta – parsknąłem.

Wstałem, udając się do kuchni, aby nałożyć sałatkę dla tego wiecznego głodomora.

– Piwo też chcesz? – krzyknąłem, bo nie miałem zamiaru biegać w tę i z powrotem.

– Chorego się pytasz? Najwyżej prześpię się u ciebie na kanapie. Albo w sypialni Abbie, skoro ona śpi u ciebie – dodał złośliwie Matt.

– Kretyn, jak Boga kocham, kretyn – mruknąłem sam do siebie, otwierając lodówkę.

– Tylko mnie od kretynów nie wyzywaj. Znam cię, Will – zawołał przyjaciel.

– Jakbym śmiał. Trzymaj. – Podałem mu talerz, gdy tylko wszedłem do salonu.

– A gdzie „Smacznego, Matt”?  Albo „ Cieszę się, że nas odwiedziłeś, Matt”?

– Smacznego, Matt. Cieszę się, że nas odwiedziłeś, Matt – powtórzyłem niczym katarynka. – Jeszcze jakieś życzenia?

– A ciafta nie mas? – spytał gość z pełną buzią.

Tym razem to Abigail popłakała się ze śmiechu.

 

 

Tak się zastanawiam od kilku tygodni. Coś Was tu mało zostawia ślad po sobie. Jestem ciekawa, co jest tego powodem.

 

 

 

J
Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

J
Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Matt jest po prostu bezbłędny 😂 Fajnie, że mają taki kontakt z Abbie👍. A co do spotkania to Abbie załatwiła sprawę po mistrzowsku ☺️💪
    A ta nowa sąsiadka, czyżby miała coś tutaj namieszać ?😂

    • J
      Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Przyznam szczerze, że też go uwielbiam 😁 Kiedy trzeba, potrafi być zabawny i dowcipkuje 😂Ale potrafi zachować się jak przyjaciel, taki prawdziwy, co opieprzy, gdy popełnia się błędy 😁
      Abbie dała jasno do zrozumienia, że nie będzie bezczynnie stała, gdy ktoś próbuje mieszać w jej związku 🙂
      Co do nowej sąsiadki… Sama zobaczysz 😉

  2. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Powiem tak – jest zbyt pięknie, żeby było prawdziwie. Anna coś odwali, albo zmanipuluje Damona albo naśle na Willa nową sąsiadkę. 🤔
    Albo ja wszędzie widzę podstępy. 🤣
    Czekam na kolejny rozdział. ❤

  3. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Jest zbyt pięknie, żeby było prawdziwie – nie wierzę, że Anna odpuści. Na pewno szykuje jakiś podstęp, aby pogrążyć Willa, nie wiem czy nowa sąsiadka nie będzie elementem jej nowej gry.. 😀
    Albo to ja szukam podstępów na siłę. 😀
    Świetny rozdział, do następnego Jo. 🙂

    • J
      Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Może też dlatego, że ja lubię wrzucić bombę, kiedy wydaje się, że już wszystko będzie w porządku 🙂 W zasadzie wszystko jest możliwe 🙂
      Dziękuję i do… JUTRA!!! 😉

  4. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Kurcze, dwa komentarze się dodały. XD

  5. J
    Jo Winchester
    | Odpowiedz

    UWAGA, UWAGA!!! Robię mini maraton z ostatnimi sześcioma częściami “Uwierz we mnie”. Od jutra do czwartku włącznie codziennie dawka Abbie i Willa. Zapraszam na ostatnie rozdziały mojego darmowego e-booka.

    • M
      Martyna
      | Odpowiedz

      Oooo! I to jest nagroda 🏆

  6. M
    Martyna
    | Odpowiedz

    Za krótkie nam dajesz fragmenty, moja droga. Dlatego my Ci na złość nie zostawiamy śladu 😂

    • B
      Babeczka
      | Odpowiedz

      Ale Jo ma dla Was niespodziankę 😉

Napisz nam też coś :-)