Uwierz we mnie (XXX)

with 5 komentarzy

Rozdział 30

pan nieśmiały robi pierwszy krok

 

Z Mattem umówiłam się na trzecią po południu. Miał po mnie przyjechać. Była sobota, więc chciałam wrócić do siebie jak najszybciej, ponieważ wieczorem Will obiecał mi wyjście do kina. Na szczęście już nie na horror, chociaż w jego obecności i tak znosiłam je o wiele lepiej niż sama.

Dostałam wiadomość od Matta, że oczekuje mnie na parkingu. W pośpiechu opuściłam moje mieszkanie.

– Dzień dobry. – Usłyszałam tuż za plecami, aż odwróciłam się zaskoczona, gdy zamykałam drzwi.

– Dzień dobry – odpowiedziałam.

Od razu zorientowałam się, z kim mam do czynienia. To musiała być sąsiadka, o której Matt wspominał wczorajszego wieczoru. Nieoczekiwanie poczułam się rozbawiona, bo z tymi cyckami w istocie trafiłam.

– Mam na imię Amanda. Mieszkam po sąsiedzku – przedstawiła się blondynka.

Nie znałam jej, nie powinnam oceniać, ale patrząc na nią, nie potrafiłam oprzeć się wrażeniu, że zyskaliśmy wśród naszej społeczności kogoś stylizowanego na gwiazdę porno. Nie chodziło tylko o rozmiar biustu, ale te napompowane wargi, ponaciągana twarz, za mocno makijaż kojarzyły się właśnie z tą profesją.

–  Abbie. – Wyciągnęłam do niej dłoń. – Przepraszam, ale trochę się śpieszę…

– Miło było cię poznać. – Amanda uśmiechnęła się do mnie dość przyjaźnie, a ja pomyślałam, że może jednak błędnie ją oceniłam.

– Mnie ciebie również. – Skinęłam głową, po czym odeszłam.

– Nie mogłaś się zdecydować, którą kurtkę dzisiaj założyć? – spytał Matt, ledwo wsiadłam do jego wozu.

– Mam się wrócić? – Złapałam za klamkę w samochodzie, a on od razu spojrzał wystraszony, że go zostawię.

– Nie! Będę grzeczny. – Uśmiechnął się. – Już jedziemy.

– Grzeczny chłopiec – skwitowałam, a Matt posłał mi groźne spojrzenie.

W ten sposób przekomarzaliśmy się ze sobą przez całą drogę do centrum.

Zanim znaleźliśmy odpowiedni prezent, minęły dwie godziny. Matt zachowywał się jak niezdecydowana kobieta, co w sumie mnie bardzo bawiło. Na szczęście udało mu się dokonać ostatecznego wyboru i wreszcie ruszyliśmy do wyjścia z galerii.

–  Matt. – Ktoś zawołał przyjaciela Willa, gdy dotarliśmy na podziemny parking. – Co za nieoczekiwane spotkanie.

Kiedy odwróciłam się w stronę tamtego mężczyzny, ze zdumieniem spostrzegłam, że przed nami stał Damon. Do tej pory widziałam  go tylko raz, kilka miesięcy temu, w klubie. Zerknęłam na Matta, wyglądał na wściekłego.

– Zgubiłeś się i potrzebujesz przewodnika, aby trafić do wyjścia? – odezwał się do Damona.

– Jeśli świadczysz tego typu usługi – odpowiedział. – Gdzie Will? Wciąż nie może wychodzić z obitym pyskiem? Ma aż tak delikatną skórę? Czyli dalej mój prawy sierpowy wymiata. – Chłopak Anny uśmiechnął się ironicznie.

– Coś ty kurwa zrobił? – Matt ruszył, zatrzymując się tuż przed byłym kolegą.

– Coś, na co Will nigdy nie miał odwagi – rzucił szyderczo Damon. Uśmiech nie schodził mu z twarzy.

– Ach tak? – Matt zmrużył oczy, a ja przyglądałam się im zaniepokojona.

To spotkanie nie mogło się dobrze skończyć.

– Will nie potrafił pogodzić się z tym, że Anna mnie wolała. Postanowiłem go odwiedzić, aby dać mu znać, że ja – w przeciwieństwie do niego – nie pozwolę, by on mi ją odbił.

– Jezu, ale ty nisko upadłeś – skomentował Matt, wpatrując się w Damona z widocznym obrzydzeniem. – Przynajmniej nie odstajesz poziomem od swojej dziewczyny. W sumie dobrze, że się widzimy…

– Odszczekasz to! – Damon wściekł się na wzmiankę o Annie.

– Mam to zrobić teraz czy dopiero za chwilę? – Matt nadal szydził, doprowadzając Damona do szewskiej pasji.

Kuzyn Willa był cały czerwony na twarzy.

– Damon, stary! Wyluzuj! Na żartach się nie znasz? – Matt niespodziewanie zmienił ton głosu i spojrzał skruszony na chłopaka.

Aż otworzyłam usta ze zdziwienia, Damon również. Matt skutecznie wytrącał go co rusz z równowagi.

– W sumie to mam coś dla ciebie…

– Niby co? – Mężczyzna spojrzał nieufnie na byłego przyjaciela.

Nic więcej nie zdążył powiedzieć, ponieważ lewa pięść Matta wystartowała niczym pocisk z komory pistoletu i zatrzymała się idealnie na prawym policzku Damona. Uderzony  człowiek zatoczył się do tyłu. Nie udało mu się utrzymać równowagi, więc runął jak długi na betonowe podłoże. Patrzyłam wystraszona na rozgrywającą się scenę. Nie chciałam, żeby Matt wplątał się przez tę kłótnię w problemy. Damon nie zasługiwał na jego uwagę, o Willu nie wspominając.

– Pozdrowienia od Willa Cartera. Trzymaj się, stary. – Matt przykucnął nad nim, poklepał go po ramieniu, wstał i odwrócił się w moją stronę. – Jedziemy wreszcie do domu?

– Tak – odpowiedziałam, pragnąc zniknąć stąd jak najszybciej.

Rzut oka na podnoszącego się Damona i odeszłam razem z Mattem.

– Matt? – odezwałam się, gdy wsiedliśmy do jego samochodu.

– Tak? – Było po nim widać, że nadal był poruszony, ale starał się uspokoić.

– Dlaczego on tak bardzo nienawidzi Willa? – Bardzo chciałam poznać prawdę.

– Szczerze? Damon jest dupkiem bez ani krzty godności. Razem z Willem robili wspólnie wiele rzeczy. Treningi boksu – razem. Pływanie – razem. Podobnie było z kilkoma innymi zajęciami. Will w wielu kategoriach był lepszy od Damona, a Damon… No cóż. Kiepsko to znosił. Niby udawał przed swoim kuzynem, że wszystko jest w porządku, ale każda porażka stawała mu w gardle.

– Czyli zdradził Willa, bo czuł się niedowartościowany? – spytałam, mocno wzburzona słowami, które padły.

– To tylko moje przypuszczenia, Abbie. – Matt przekręcił kluczyk w stacyjce i w końcu ruszyliśmy w drogę. – Tak w zasadzie nigdy nie mówiłem o tym Willowi, lecz myślę, że on w głębi serca dobrze wie, co było przyczyną. Damon brał wszystko na serio. Jego egoizm wziął nad nim górę, zapomniał o tym, co powinno być ważniejsze. Jak mówiłem – jest dupkiem.

– Nie będziesz miał problemów przez niego? – Chociaż nie byłam zwolenniczką rozwiązań siłowych, to odczuwałam pewną satysfakcję, że Damon oberwał za Willa.

– Ja? Słodziutka – Matt spojrzał na mnie z szerokim uśmiechem, kiedy stanęliśmy na światłach – nie ma nawet takiej opcji.

– Cieszę się – odparłam zadowolona z jego odpowiedzi.

Pożegnałam się z Mattem, gdy wysiadłam z auta. Ledwo weszłam do klatki, a usłyszałam Willa, który rozmawiał z jakąś kobietą. Weszłam na nasze piętro i aż przystanęłam.

Mój Will wszedł do mieszkania sąsiadki, którą spotkałam przed zakupami. Nie zauważył mnie. Ruszyłam w tamtą stronę.

– To już ostatnie pudło… – powiedział, wychodząc z lokum Amandy. – Abbie… – Spojrzał na mnie, bo właśnie przystanęłam przed wejściem.

– Will, czy możesz mi je postawić… Oooo! – Blond cudo pojawiło się tuż za moim facetem, a widząc mnie, niemal na niego wpadło.

– Will? – Spojrzałam na niego pytająco, bo zupełnie nie rozumiałam, co się tutaj działo.

– Znacie się? – spytała Amanda.

– To mój chłopak – przemówiłam nad wyraz spokojnie.

– Serio? Nieźle, Abbie. – Sąsiadka zachichotała, jakbym właśnie opowiedziała dowcip roku. – Zarezerwowałaś sobie najlepsze ciacho w całym budynku. – Czy mi się wydawało, czy ona chciała poklepać mojego faceta po tyłku?

– Amanda przyszła do mnie, pytając, czy mógłbym jej pomóc – wyjaśnił Will.

– To miło z twojej strony. – Starałam się zignorować spojrzenia kobiety rzucane mojemu facetowi.

W sumie nie powinnam się niczym martwić. Przecież Will to był Will. Mój ukochany, nieśmiały z początku mężczyzna. Byłam pewna, że gdyby Amanda tylko spróbowała go poderwać, uciekłby, gdzie pieprz rośnie. Uśmiechnęłam się uspokojona własnymi przemyśleniami.

– Idę do siebie. Kiedy skończysz, przyjdź do mnie. – Puściłam oczko do Willa, a on aż spojrzał na mnie zaskoczony.

Czyżby myślał, że zrobię mu awanturę stulecia?

– Do zobaczenia, Amando – pożegnałam się z sąsiadką i zostawiłam ich samych.

Nie minęło pięć minut, gdy usłyszałam pukanie. To był Will.

– Już skończyłeś? – zagadnęłam, kiedy wszedł do środka.

– Jesteś zła? – spytał, podchodząc do mnie.

– A mam o co? – Pozwoliłam się przytulić i pocałować. – Może nie do końca podobał mi się sposób, w jaki na ciebie patrzyła, ale przecież nie popełniłeś żadnej zbrodni.

– Nie jesteś o mnie zazdrosna? – Na ustach Willa igrał uśmiech.

– Na razie nie dałeś mi ku temu żadnych powodów.

– Auć! To bolało. Ugodziłaś w moje ego, kochanie – zażartował.

Jak ja uwielbiałam nasze wspólne przekomarzanie.

– Zawsze możesz spróbować wzbudzić moją zazdrość – parsknęłam śmiechem.

– Nie, dziękuję. – Will wzdrygnął się, jakbym kazała mu zjeść ślimaka. Mój facet nie lubił francuskiej kuchni.

– Dlaczego? Czyżby nie spodobała ci się nasza sąsiadka? Jest dość… wyrazista.

– Wolę ciebie podrywać – odpowiedział, a ja aż się rozpromieniłam.

Will – jak nikt inny – potrafił skomplementować kobietę. Swoją kobietę.

– Uwielbiam, kiedy odpowiadasz w ten sposób. Zamówimy sobie pizzę? Jestem trochę głodna po tych zakupach.

– Udało się wam coś upolować? – spytał, puszczając mnie. – Jasne, że zamówimy.

Przeszliśmy do salonu. Will włączył telewizor, a ja oparłam się o niego i zadzwoniłam po pizzę.

– Nawet nie było tak źle, chociaż Matt ma tendencję do wybrzydzania. Ciężko go zadowolić.

– Cały Matt. Nie dokuczał ci się?

– Mnie? – Przed oczyma stanął mi nagle widok leżącego na betonie Damona. – Mnie nie.

– A komu? – Will w lot poprawnie zinterpretował moją odpowiedź.

– Spotkaliśmy Damona na parkingu – napomknęłam, przyglądając się obliczu chłopaka.

Od razu spochmurniał.

– Czego chciał ten dupek? – Ciało Cartera spięło się na wzmiankę o kuzynie. – Chyba z nim nie rozmawiałaś? – zapytał.

– Ja nie, ale Matt tak. Damon go sprowokował. Powiedział, że cię odwiedził i jak cię urządził.

– Cholera! Celowo nic nie powiedziałem chłopakom, bo wiedziałem, co się może stać.

–  Kochanie. – Usiadłam okrakiem na kolanach Williama, po czym ujęłam w dłonie jego twarz. – Przecież żadne z nas nie wiedziało, że spotkamy Damona. Matt nie był mu dłużny. Teraz twój kuzyn nie będzie wychodził z domu przez kilka dni. Nie powinnam tego mówić, ale on sobie na to zasłużył. Ten człowiek jest chory na zazdrość i swoje ego.

– Niech zgadnę. Matt ci o nim opowiadał? – Will przyjrzał mi się uważnie.

– Napomknął, że Damon bardzo serio traktował męską rywalizację między wami. Nie zasłużył na twoją litość, Will.

– Nie lituję się nad nim. Chcę jedynie, by wraz z Anną dali nam spokój. Oni dokonali swojego wyboru, a ja swojego. Chcę się skupić na pewnej dziewczynie…

– Może Amandzie? – podpowiedziałam, a Will zmrużył oczy.

Parsknęłam śmiechem.

– Mam iść do niej? – spytał zaczepnie.

– Proszę bardzo – odparłam, nadal chichocząc.

– Wszystko psujesz, Abbie. – Nim się zorientowałam, Will złapał mnie w talii i wylądowałam pod nim na kanapie. – Mogłabyś pomilczeć przez pewien czas?

– Kiedy na mnie leżysz? – Od razu zrobiło mi się gorąco, gdy dłonie mężczyzny panoszyły się na moim ciele. – Wtedy mam ochotę krzyczeć.

– To krzycz.

 

J
Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

J
Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Niepokoi mnie trochę ta sąsiadka.. już wystartowała do Willa. Niby jestem o niego spokojna ALE mam małe wątpliwości. Obym się myliła. 🙂
    Świetny rozdział, czekam do jutra. 😀

    • J
      Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Jedna sąsiadka może namotać, skoro inna go wcześniej zainteresowała 🤨 Wszystko jest możliwe 🙂 Pytanie, co Abbie z tym zrobi? Albo Will? 🤔 Zapraszam jutro 😄

      • A
        AR
        |

        Miejmy nadzieję, że nie namiesza nam za bardzo ta plastikowa sąsiadka 😝

      • J
        Jo Winchester
        |

        Nie należy jej lekceważyć 🙂

  2. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Matt wielkie brawa 👍👍👏. A co do sąsiadki to lecę do kolejnych rozdziałów, bo już nie mogę się doczekać przebiegu wydarzeń. 😁

Napisz nam też coś :-)