Uwierz we mnie (XXXIV)

with 9 komentarzy

Rozdział 34

pan nieśmiały robi pierwszy krok

 

– Wow, on tu jest! – Matt spojrzał na Mylesa, wskazując na mnie palcem. – Ty serio tu jesteś, Will! A wiesz kogo nie ma? Podpowiedzieć ci? A-B-B-I-E! – Matt przeliterował jej imię.

– Ona naprawdę chciała urządzić dla mnie imprezę? – spytałem, hamując napływającą złość. Nie na Matta ani na Mylesa, ale na siebie.

– Ja pierdolę, Myles! Czy to naprawdę jest Will, nasz najlepszy przyjaciel? Bo mam wrażenie, że ktoś go podmienił – zawył Matt.

– Panowie, spokój! – Myles nagle nas rozdzielił, na wszelki wypadek, gdyby któremuś przyszło coś głupiego do głowy. – Will, siadaj na kapanie. Ty, stój! – zwrócił się do Matta.

– Ja pierdzielę, ale dałem ciała – jęknąłem, chowając twarz w dłonie.

Co ja najlepszego zrobiłem? I to komu? Kobiecie, która ufała mi bezgranicznie i dowiodła tego, gdy przyznałem się, że Anna pocałowała mnie na spotkaniu? A ja… Ja okazałem jej najgorszą możliwą rzecz – brak zaufania.

– Dlaczego nie pozwoliłeś Abigail niczego powiedzieć? – Myles zasiadł obok mnie.

– Nie wiem. – Oddychałem ciężko. – Ona mi tego nie wybaczy.

– Weź się w garść, człowieku! – syknął Matt w moją stronę.

Spojrzałem na kumpla, w którego oczach pierwszy raz dostrzegłem zawód. Wiedziałem, że Matt kibicował mojemu związkowi z Abbie, bo to ona pomogła mi podnieść się po zdradzie Anny.

– Na jej miejscu nie chciałbym więcej siebie widzieć – odparłem, ciągnąc temat. – Powiedziałem do niej, że jest taka sama jak Anna.

– Bij trzeci raz! – zawołał Myles do Matta, a Matt bez wahania wykonał rozkaz kumpla.

Nie zdążyłem się odsunąć, gdy policzek zapiekł mnie, jakby ktoś przyłożył do niego rozżarzony węgiel.

– Nie poznaję cię, Will – wycedził Matt. – Kiedy przyłapałeś Annę na zdradzie z Damonem, zachowywałeś się jak dzikie zwierzę w klatce. Absolutnie się temu nie dziwiłem. Ja prawdopodobnie wylądowałbym w więzieniu za podwójne zabójstwo. Nie mogłem patrzeć, jak cierpisz, bo jesteś dla mnie jak brat, rozumiesz? Taki, z którym wcale nie łączą mnie więzy krwi. Później poznałeś Abbie, więc miałem nadzieję, że wreszcie będziesz szczęśliwy. Od razu było widać, że to zupełnie inny typ kobiety niż ta…

– Matt… – wtrącił Myles.

– No co? Nienawidzę tej suki i wszyscy o tym wiedzą. Abbie w niczym jej nie przypomina. Ona cię naprawdę kocha, a ty właśnie zdeptałeś to uczucie – kontynuował Matt. – Stary, ja wiele rozumiem. Przeżyłeś coś strasznego. Damon oraz Anna wbili ci nóż prosto w serce. Ale czy zdajesz sobie sprawę, że Abbie może ci tego nie wybaczyć? Takich słów nie da się cofnąć. Zwątpiłeś w nią, okazałeś brak zaufania.

– Możesz mnie dobić? – poprosiłem, czując ogarniające mnie powoli przerażenie.

Nie chciałem stracić Abigail. Ona była najlepszą rzeczą, która mnie w życiu spotkała.

– Mogę ci przynieść łopatę i pomóc wykopać twój grób. Mogę sam go wykopać, jeśli masz takie życzenie. Ale mogę też kopnąć cię mentalnie w dupę i sprawić, żebyś wreszcie się otrząsnął, a następnie zaczął walczyć. Chcesz ją odzyskać? – Matt spoglądał na mnie wyczekująco.

– Dobrze wiesz, że tak. – Aż dziw, że powiedziałem to tak spokojnie.

– To wreszcie weź się w garść. Bo facet, z którym do tej pory rozmawiałem, to jakaś pizda, a nie mój najlepszy kumpel, Will Carter.

– Ej, podobno ja byłem twoim najlepszym przyjacielem – wtrącił Myles, chcąc nieco rozładować atmosferę.

– Rozpiszę konkurs, będziecie mieli równe szanse na ten zaszczytny tytuł – burknął Matt, patrząc na Mylesa. – Will, wiesz, gdzie mogła się podziać Abigail? – zapytał, obserwując mnie intensywnie.

– Nie mam zielonego pojęcia. W mieszkaniu jest ciemno i cicho.

– Może cię zignorowała? Abbie jest rozżalona i zraniona, więc pewnie…

– Nie, Matt – przerwałem mu. – To nie w jej stylu. Ona zniknęła. Ten jej kuzyn też, inaczej już leżałbym znokautowany na podłodze w korytarzu. Chociaż może to sprawiłoby, że wróciłoby mi myślenie.

– Co wróciłoby? – Matt zmrużył powieki, a następnie wrednie się uśmiechnął. – Abbie zapewne pojechała do któregoś hotelu. Z pewnością nie ma jej ani u Sarah, ani u Amy. Inaczej byśmy o tym wiedzieli.

– Mam jeździć od jednego do drugiego i jej szukać? – spytałem nieco ironicznie, ale nie potrafiłem się powstrzymać.

– Uważaj, bo będzie czwarte uderzenie – zagroził Matt. – Nie, głupcze. Zaczekasz do rana, przecież Abbie na pewno wróci do mieszkania, gdziekolwiek teraz by nie była. Ona musi ochłonąć, tak samo jak ty, Will.

– Jestem mistrzem komplikowania własnego życia. – Westchnąłem, wstając. – Dzięki, że przyjechaliście.

– Od tego jesteśmy – odparł Myles. – A teraz wybaczcie, lecz muszę się przespać – mruknął kumpel, rozkładając się na kanapie.

– A ja, co? Mam iść na taras? – spytał Matt.

– Przecież Will ma duże łóżko w sypialni, zmieścicie się na nim razem. – Myles uchylił powieki, spoglądając na Matta.

– Zwariowałeś? Przecież on tam… Nie ma mowy! – Matt aż się wzdrygnął. – Natychmiast zrób mi miejsce na sofie! – warknął do Mylesa.

Spojrzałem na przyjaciół, po czym ruszyłem do łazienki. Byłem pewien, że dzisiaj już nie zasnę. Ale moi przyjaciele mieli rację. Musiałem wytrzeźwieć i wziąć się w garść. Nie mogłem stracić Abbie, bo to byłoby znacznie gorsze niż rozpad związku z Anną.

***

– Abbie, jeśli chcesz, to mogę z tobą zostać… – Andy spojrzał na mnie zmartwiony, a ja odruchowo zagryzłam wargi, żeby się przy nim nie rozpłakać.

– Daj spokój. Nie jestem małą dziewczynką, która potrzebuje opieki. Poradzę sobie, nic mi nie będzie. Przepraszam, że niepotrzebnie ściągnęłam cię do miasta. Oddam ci za bilety, obiecuję.

– Tylko spróbuj! – Andy pogroził mi palcem. – Ten twój facet to idiota. Pojadę obić mu mordę! – Kuzyn wstał, ale zdążyłam go złapać za rękę, kiedy chciał ruszyć do wyjścia.

– Przestań. Wszystko jest w porządku. Po prostu pozbyłam się złudzeń. Może to lepiej, że wcześniej niż później – mruknęłam cicho, bawiąc się nerwowo palcami.

Tak naprawdę czułam się fatalnie. Nie wiedziałam, co mam robić, jak się zachowywać. Miałam wrażenie, jakby ktoś próbował wyrwać mi serce z piersi. Okropne doznanie.

Gdy poprzedniego dnia wróciłam ze sklepu z zakupami i Andy powiedział, co się stało, od razu wiedziałam, w jaki sposób Will mógł to zinterpretować. Nic dziwnego, w końcu zobaczył obcego, niemal nagiego mężczyznę w moim mieszkaniu, a nic nie wiedział o jego obecności. Mogłam co prawda uprzedzić ukochanego, ale nie sądziłam, że w ogóle dojdzie do podobnej sytuacji.

Próbowałam skontaktować się z Willem, lecz nie odpowiadał. Czekałam więc na niego, aż wróci do siebie, niemal obgryzając paznokcie ze zgryzoty. Nie zwracałam uwagi, ile czasu minęło, kiedy usłyszałam kroki na korytarzu. Od razu ruszyłam do Willa, jednak on nie chciał mi otworzyć.

W najgorszych snach nie przewidywałam takiego scenariusza naszej rozmowy. Will od razu zaatakował, nie pozwolił się obronić. Tak po prostu porównał mnie do Anny. Zabolało. Od razu zrozumiałam okrutną prawdę: Carter przez cały okres, gdy byliśmy razem, nigdy mi nie ufał. Może o tym nie myślał, ale podświadomie obawiał się, że ja również go zdradzę.

I proszę. Wystarczyło, żeby zobaczył jednoznaczną dla niego sytuację, a od razu stworzył sobie do niej odpowiednią historię. Z jednej strony próbowałam go tłumaczyć; Will przeszedł swoje, więc jego umysł po prostu przywołał odpowiednie wspomnienia. Ale z drugiej strony… Ja nie byłam Anną, a Will doskonale o tym wiedział. Ufałam mu bezgranicznie, czego zresztą dowiodłam. A on… On skazał mnie bez możliwości udowodnienia niewinności.

Uciekłam z mieszkania mojego chłopaka, chociaż tak naprawdę nie wiedziałam, czy Will nadal nim jest. Nie chciałam jednak podejmować żadnych decyzji pod wpływem emocji. Musiałam pobyć sama, przemyśleć wszystko.

– Jadę na plażę – oznajmiłam nagle, a Andy spojrzał na mnie jak na wariatkę.

– Na plażę? Po co? – spytał.

– Nie gniewaj się na mnie, ale potrzebuję teraz samotności – przyznałam szczerze. – Jak przyjadę, odwiozę cię na lotnisko – obiecałam.

– Jesteś pewna, że chcesz jechać sama? – Kuzyn przyglądał mi się troskliwie.

– Nie martw się o mnie, nie zrobię nic głupiego. Muszę zastanowić się nad kilkoma sprawami.

– Abbie, wiesz, że nie jestem specjalistą od związków, więc nie zasypię cię złotymi radami na ich temat. Chciałbym ci tylko powiedzieć, żebyś nie pozwalała, by jakikolwiek facet cię ranił. Jesteś wspaniałą dziewczyną.

– Dziękuję – szepnęłam, kiedy Andy objął mnie, a następnie mocno przytulił. – Mam nadzieję, że nasze kolejne spotkanie odbędzie się w znacznie milszych okolicznościach.

– Ja też.

Gdy w nocy opuściłam mieszkanie Willa, pragnęłam znaleźć się jak najdalej od niego. Dlatego poprosiłam Andy’ego, abyśmy pojechali do hotelu. Kuzyn zgodził się bez wahania. Nie mogłam zasnąć, a nawet jeśli udało mi się przymknąć oko, to sen był bardzo niespokojny.

Potrzebowałam spokoju, miejsca, z którym miałam pozytywne wspomnienia. Takim była właśnie plaża. Dlatego wsiadłam w auto i tam pojechałam.

O dziwo nie przeszkadzała mi obecność innych ludzi. Znalazłam swój kącik, po czym zasiadłam na piasku.

Prawdę mówiąc, tęskniłam za Willem i to bardziej, niż byłam zdolna przyznać. Chciałam, żeby mnie przytulił i powiedział, że wcale nie miał na myśli tego, co do mnie wykrzyczał. Ale to byłoby kłamstwo. Powinnam zerwać z Williamem i kazać mu nie pokazywać mi się więcej na oczy. Jednak to również byłoby kłamstwem. Znalazłam się w impasie.

Nie wiem, jak długo siedziałam na plaży, gdy nagle ktoś przesłonił mi słońce. Niechętnie spojrzałam do góry i wtedy moje serce niemal się zatrzymało. Nade mną stał Will.

W pierwszym momencie poczułam radość, że ukochany mnie znalazł, a ja zaraz znajdę się w jego ramionach i wszystko wróci do normy. Te myśli niemal natychmiast ustąpiły miejsca innym. Jak miałam zapomnieć o tym, co usłyszałam poprzedniej nocy?

– Cześć – przywitał się, siadając obok mnie, ale z zachowaniem pewnej odległości.

Nie odezwałam się z dwóch powodów. Po pierwsze – głos ugrzązł mi w gardle. Po drugie – nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Spoglądałam więc na Willa, nie przerywając milczenia.

– Miałem nadzieję, że cię tu zastanę, bo – prawdę mówiąc – straciłem nadzieję, że w ogóle cię znajdę – mruknął mężczyzna.

Oczy miał podkrążone, zaczerwienione, na jego twarzy było widać zmęczenie. A więc również nie spał, pomyślałam.

– Ja… – bąknął Will po kolejnych minutach ciszy. – Spierdoliłem to, Abbie. Nie masz pojęcia, jak bardzo chciałbym cofnąć czas. To nie jest tak, że ci nie ufam…

– Nie? – przemówiłam nad wyraz spokojnie, chociaż kosztowało mnie to wiele wysiłku. – Od razu uwierzyłeś w moją winę, bo zobaczyłeś coś, co według ciebie kwalifikowało się na zdradę. Rozumiem, że bardzo przeżyłeś niewierność Anny. Myślisz, że byłabym zdolna zafundować ci to samo? Tym bardziej, że zdaję sobie sprawę z tego, co człowiek wtedy czuje? Przecież opowiadałam ci o Ricku…

– Wiem – odparł cicho Will. – Nie zasłużyłem na ciebie, Abbie, ale nie potrafię bez ciebie żyć.

– Jak sobie wyobrażasz nasze dalsze życie, Will? – spytałam. – Jaką dasz mi pewność, że taka sytuacja się nie powtórzy? Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, jak zabolał mnie twój brak zaufania?

– Abbie, ja zrobię wszystko, żeby naprawić swój błąd. – W niebieskich tęczówkach dostrzegłam tęsknotę za mną i przerażenie, że mogę zniknąć z jego życia.

Znów zamilkłam.

– Nie wiem, co zrobię – szepnęłam po kilku minutach. Siedzieliśmy na piasku niczym dwójka obcych sobie ludzi. – Potrzebuję przestrzeni, Will. Musimy od siebie odpocząć. – Podjęłam decyzję i chociaż nie była dla mnie łatwa, to wiedziałam, że słuszna.

– Odpocząć? – Will spojrzał na mnie intensywnie. – Co przez to rozumiesz? – Mężczyzna z trudem przełknął ślinę.

– Wyjeżdżam na kilka dni. Nie wiem, na ile. Nie wiem też, co zrobię, kiedy wrócę.

– Abbie…

– Nie robię ci na złość. Obecnie mam mętlik w głowie, a twoja obecność mi nie pomaga. Nie mogę zostać w mieszkaniu. – Tak w zasadzie to nie wiedziałam, dlaczego mu się tłumaczę, ale i tak wolałam wszystko wyjaśnić.

– Dokąd pojedziesz? – Kiedy w oczach Willa dostrzegłam łzy, chciałam cofnąć podjętą decyzję.

Odwróciłam wzrok, bo sama czułam, że jeszcze chwila i się rozpłaczę. Nie tylko Willa winiłam za obecną sytuację, siebie również. Przecież mogłam mu powiedzieć, że odwiedzi mnie kuzyn. Nie zrobiłam tego. Z drugiej strony Will powinien dać mi szansę, by się wytłumaczyć.

Nasz związek wydawał się idealny, może dlatego tak trudno było pogodzić się z prawdą, gdy nagle wyszła na jaw. William nie potrafił mi w pełni zaufać, więc czy nasza relacja mogła przetrwać? Czy może godząc się być z nim mimo wszystko, jedyne, czego mogłabym oczekiwać, to kolejne oskarżenia?

– Z dala od ciebie. Nie martw się, nie wyjeżdżam na długo. Kiedy wrócę, wtedy porozmawiamy. – Nagle wstałam z piasku. – Uważaj na siebie, Will.

– Abigail! – Mężczyzna zerwał się na równe nogi. Przez chwilę po prostu patrzyliśmy na siebie. – Ty też na siebie uważaj… – powiedział, gdy do mnie podszedł, a następnie objął i pocałował w czoło.

Tak trudno było wysunąć się z ramion ukochanego. Czułam, jak serce mi pęka, ale musiałam wreszcie odejść. Już nie patrzyłam na Willa, bo wiedziałam, że nie dałabym rady go opuścić. Odeszłam w kierunku wyjścia z plaży, lecz moje serce zostało przy Williamie Carterze.

Po powrocie do hotelu z trudem wyperswadowałam Andy’emu, żeby ze mną nie zostawał. W końcu odwiozłam go na lotnisko, a sama pojechałam do mieszkania, żeby się spakować. Musiałam też zadzwonić do szefowej, aby powiadomić ją o przymusowym urlopie przez najbliższe kilka dni.

Wychodząc od siebie, spojrzałam na drzwi mieszkania Willa. Wyciągnęłam z torebki komórkę i napisałam wiadomość do Matta, by miał przyjaciela na oku. Chryste, nawet w takiej sytuacji nie potrafiłam odpuścić.

Jadąc do domu rodzinnego, włączyłam głośną muzykę, aby zagłuszyć potok myśli. Wiedziałam, że rodzice będą wypytywać o powód nagłego przyjazdu. Co prawda wiedzieli o Willu, ale jeszcze nie mieli okazji, by go poznać. A teraz nie miałam pojęcia, czy taka możliwość kiedykolwiek nastąpi.

– Abbie? – zawołał tata, który siedział na werandzie. – Kate! – Starszy mężczyzna otworzył drzwi frontowe. – Kate, nasza Abbie przyjechała! – krzyknął do mamy, która zapewne krzątała się po domu. Ojciec zszedł po schodach i ruszył w moją stronę.

Uśmiechnęłam się szczerze po raz pierwszy od wielu godzin. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo za nimi tęskniłam. Zdecydowanie za rzadko tu przyjeżdżałam.

– Córeczko! – Szerokie ramiona taty natychmiast mnie otoczyły, a ja utonęłam w jego niedźwiedzim uścisku. – Skarbie, dlaczego nie zadzwoniłaś, że przyjeżdżasz? – spytał, przypatrując mi się uważnie.

Czasami miałam wrażenie, że staruszek posiadał siódmy zmysł, którym wyczuwał moje kiepskie samopoczucie.

– Abigail! – Z domu wyskoczyła mama, z kuchenną ściereczką przewieszoną przez ramię.

Od razu zauważyłam, że znów przybyło jej siwych włosów, ale nadal pięknie się prezentowała. Wzruszyłam się. Mama natychmiast do nas dopadła. W oczach, które po niej odziedziczyłam, zauważyłam gromadzące się łzy. Odsunęłam się od taty, po czym przytuliłam do rodzicielki.

– Cześć, mamo. Dobrze wyglądasz. – Kiedy zrobiłam krok do tyłu, skinęłam głową. – Ty, tatku, też.

– Mark, dlaczego jeszcze nie zaprosiłeś Abbie do środka? Co z ciebie za ojciec? – fuknęła mama, a ja się roześmiałam.

Naprawdę za nimi tęskniłam.

– Abbie, ale przyjechałaś na dłużej, prawda? – Kate spojrzała na mnie tak, jakbym za chwilę zamierzała uciec.

– Oczywiście. Pomęczycie się ze mną przez kilka dni – odpowiedziałam. – Wezmę tylko swój bagaż.

– Ja się nim zajmę, Abigail – odparł tata. – Idź z mamą, za chwilę do was dołączę.

– Przyjechałaś sama? – Usłyszałam, ledwo weszłyśmy do kuchni, skąd ulatniały się cudowne aromaty domowego obiadu.

– Przecież widziałaś. – Roześmiałam się nieco sztucznie, chcąc zamaskować zmieszanie. – Nikogo nie ukryłam w bagażniku, słowo honoru.

– A ten twój Will? Liczyłam, że kiedy w końcu nas odwiedzisz, to nam go przedstawisz. – Mama zaczęła wyciągać zastawę z szafki.

Chciałam jej pomóc, lecz zostałam skarcona wzrokiem. Usiadłam więc przy stole.

– Will ma dużo pracy – skłamałam.

Nie lubiłam łgać rodzicom, ale teraz wolałam nie wdawać się w dyskusje dotyczące powodu, dla którego nie przyjechałam z Willem.

– Mam nadzieję, że wkrótce poznam mężczyznę, który cię oczarował. – Mama uśmiechnęła się pogodnie.

– Być może. A co u was? Jak twój ogródek? – zapytałam, aby jak najszybciej zmienić temat.

Mama zaczęła opowiadać, a wkrótce dołączył do nas tata. Jedząc obiad, przyglądałam się obojgu. Naprawdę dobrze się trzymali, co niezmiernie mnie cieszyło. Kiedyś im proponowałam, aby przenieśli się do miasta, mieliby wygodniej. Jednak oni nawet nie chcieli o tym słyszeć. Postanowili zostać na wsi, tam, gdzie spędzili swoje dotychczasowe życie.

– Mamo, nie tak dużo! – Próbowałam protestować, gdy rodzicielka podsunęła w moją stronę talerzyk z ciastem czekoladowym.

– Nie marudź, a jedz. Jesteś chuda jak patyk! Chcesz kawy?

– Poproszę.

Tak upłynęła nam kolejna godzina. Przenieśliśmy się do salonu, zostałam na wszystkie strony wypytana o moją książkę. W oczach najbliższych widziałam dumę. Byłam szczęśliwa z tego powodu. Oni mnie zawsze wspierali, choćbym wymyśliła nie wiadomo co.

Później mama stwierdziła, że na pewno chcę odpocząć po tak długiej drodze. W końcu jechałam tutaj niemal pięć godzin. Z radością udałam się do swojego dawnego pokoju, po czym ruszyłam do łazienki, aby się odświeżyć.

Dopiero wtedy dopadło mnie zmęczenie. Kiedy położyłam się na łóżku, zasnęłam szybciej, niż zdołałam o tym pomyśleć. Obudziłam się dopiero nad ranem, ale za to rześka i wypoczęta, przynajmniej fizycznie, bo psychicznie w dalszym ciągu nie było najlepiej.

Pomyślałam o Willu, o tym, co porabia, jak się trzyma. Tęskniłam, lecz nadal nie miałam pojęcia, jaką decyzję powinnam podjąć. Co, jeśli on nie potrafił mi w pełni zaufać? Miałabym przejść nad tym obojętnie i udawać, że wszystko między nami jest w porządku?

Rozpłakałam się. Byłam w totalnej kropce. Dlaczego nie mogłam być szczęśliwa jak moi rodzice? Ich związek był spokojny, oparty na miłości i szczerości oraz bezgranicznym zaufaniu. Troszczyli się wzajemnie o siebie. Byli dla mnie wzorem, a teraz zazdrościłam im tego, co razem stworzyli. W końcu otarłam łzy z policzków. Nie chciałam marnować czasu na użalaniu się nad sobą i swoim losem.

Spędziłam z rodzicami kolejny cudowny dzień. Pomagałam mamie przy obiedzie, pojechałam z tatą do pobliskiego marketu, aby pouzupełniać zapasy. Wieczorem usiedliśmy w salonie, popijając domowe wino.

 

Oto Jo Winchester:

Piszę, bo to uwielbiam. Tworzenie postaci, świata w którym żyją, sprawia mi niewiarygodną przyjemność. Pisanie jest moim hobby, dzięki któremu robię coś dla siebie, ale również dla innych. Czy zechcecie przenieść się ze mną do świata mej wyobraźni?

Ostatnio dodane przez

Komentarze

  1. l
    lamblied
    | Odpowiedz

    Rozdział spowodował we mnie smutek, bo nie chciałabym, żeby się rozstali, ale Abbie ma racje. Muszą na spokojnie przemyśleć sobie kilka spraw.
    Oby im się ułożyło, trzymam kciuki. 😀

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      I takie emocje miał wywołać. Bo i czasami musi być smutno. Jutro przekonasz się, jaką decyzję podejmie Abbie 🙂

  2. K
    Karolina
    | Odpowiedz

    Aż łezka kręci się w oku… Ale chyba dobrze im zrobi to rozstanie, przemysla sobie wszystko na spokojnie☺ mam nadzieję że Will zmadrzeje bo Ja nie to skarb, choć trochę w tym też jej winy.

    P.S. Matt i Myles skaradli moje serce, super że Wilk ma takich przyjaciół😊

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Odpowiedzi masz już w kolejnym, ostatnim rozdziale 🙂
      PS. Moje też skradli 🙂

  3. G
    Gość
    | Odpowiedz

    Dobrze że coś się dzieje bo za nudno było 😉 Fajnie że dodajesz teraz części opowiadania codziennie.

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Zostawiłam dramę, jak to mówi moja przyjaciółka, na sam koniec :)*Miłego czytania 🙂

  4. M
    Monika
    | Odpowiedz

    Abbie postąpiła najlepiej jak się dało. Musi na spokojnie wszystko przemyśleć. Mam nadzieję że podejmie słuszną decyzję 🤔👍

  5. K
    K@ro
    | Odpowiedz

    Ahhh…. uwielbiam M&M “– Bij trzeci raz! – zawołał Myles do Matta, a Matt bez wahania wykonał rozkaz kumpla” to ewidentnie wisienka na torcie… a Will… cóż rozczarował mnie swoim zachowaniem… nie dziwota, że Abby zwątpiła i uciekła…

    • Jo Winchester
      | Odpowiedz

      Nie chciałam, żeby Will był “ideałem”. To by było zbyt piękne, a przecież wszyscy wiedzą, że ideały nie istnieją. Matt i Myles to dwie cudowne wisienki 🙂 Will ma szczęście, mogąc nazywać ich swoimi przyjaciółmi 🙂

Napisz nam też coś :-)